Wyniki wyszukań dla 'Nicolas Sarkozy'

Nicolas Sarkozy o prezydencie Czech Vaclavie Klausie

Sarkozy powiedział (o prezydencie Czech Vaclavie Klausie), że “nie traktuje się w ten sposób ani liderów grup politycznych, ani przewodniczącego Parlamentu Europejskiego ani symboli Europy niezależnie od przekonań politycznych”.

opinia dotyczy spotkania prezydenta Vaclava Klausa z parlamentarzystami Wspólnoty Europejskiej w Pradze.

Źródło: Rzeczpospolita: Sarkozy i Barroso krytykują Klausa, apelują do Kaczyńskiego
16.12.2008

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej

Prawdziwa twarz socjalistycznych przedstawicieli Unii Europejskiej. Przyzwyczajajcie się po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego taki sposób negocjacji zostanie wprowadzony w całej Unii.
Z perspektywy tej rozmowy popatrz na działania i zachowanie Donalda Tuska i odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego on tak się zachowuje?

———-

Jak się rozmawia na unijnych salonach? Cohn Bendit myśli, że jest nadal na paryskiej barykadzie, a irlandzki polityk ignoruje decyzję swoich rodaków. To cud, że Vaclavowi Klausowi nie puściły nerwy.

Jako pierwsi przedstawiamy w języku polskim zapis dyskusji, o której mówi cała polityczna Europa. Miała miejsce w piątek 5 grudnia w Pradze, gdzie prezydent Czech Vaclav Klaus był w skandaliczny sposób pouczany przez oficjeli Unii Europejskiej.


Vaclav Klaus:

Bardzo się cieszę, że mogę Was dzisiaj przywitać na Zamku Praskim. Szczególnie mnie cieszy możliwość dyskusji dlatego, że wiem jak moje poglądy i postawy są w mediach często demonizowane i przedstawiane w sposób karykaturalny. Jest to szansa byśmy mogli bezpośrednio i bez zakłóceń przedyskutować swoje postawy. Jestem tym, który zawsze mówił, że dla członkostwa Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej nie ma alternatywy. To ja byłem tym, który w 1996 roku złożył do premiera Dinima wniosek Czech o przystąpienie do UE. To ja podpisałem Traktat Akcesyjny. Stoimy na progu czeskiego przewodnictwa w UE. Jestem przekonany, że z tym sobie bez problemów poradzimy. Rząd i inne organy władzy Republiki Czeskiej są na to przewodnictwo odpowiednio przygotowane.

Hans-Gert Pöttering:

Dziękujemy za przyjęcie. Jestem w Parlamencie Europejskim od 1979 roku, całe swoje życie jestem „na usługach Europy”. To, że Czechy są obecnie państwem członkowskim UE, a wkrótce będą przewodniczyć Unii Europejskiej to cud, o którym przed trzydziestu laty nam się nawet nie śniło. Chciałbym przeprosić w imieniu kolegi Josepha Daula, który jest na wcześniej zaplanowanej wizycie w Finlandii, ale rozumiem, że osobiście spotkaliście się tutaj na Zamku Praskim kilka tygodni temu. Jest tradycją, że każdy z członków Konferencji PE będzie miał podczas przyjęcia krótkie słowo i możliwość zadania pytań. Proszę najpierw kolegę Schulza.

Martin Schulz:

W imieniu socjaldemokratów chciałbym powiedzieć, że jesteśmy gotowi wesprzeć czeską prezydencję, która nie będzie łatwa. Będzie ona miała wpływ na nadchodzącą kampanię wyborczą do PE oraz długo dyskutowane problemy, których w UE nie można rozwiązać. Chodzi o pakiet klimatyczny, mimo że Francja ma ambicję wynegocjowania tej kwestii jeszcze przed końcem roku. Potem Traktat Lizboński, co do którego jest duża różnica zdań między Czechami a stanowiskiem PE. Europejscy socjaliści będą walczyć o to, aby był ratyfikowany. Traktat Lizboński jest konieczny, nieunikniony, absolutnie niezbędny. Wiem, że w tym względzie ma Pan poniekąd kontrowersyjne poglądy, panie Prezydencie.

Vaclav Klaus:

(żartobliwie) Przecież mnie znacie, ja nie jestem kontrowersyjny.

Martin Schulz:

(także żartobliwie) Ja jestem obecnie w PE znany z tego, że nie jestem kontrowersyjny, więc będziemy się rozumieli.

Graham Watson:

Panie Prezydencie, my wszyscy znamy niemiecki, angielski, francuski, hiszpański i włoski. Różnorodność językowa jest w Unii Europejskiej wielką wartością. Życzymy Waszej prezydencji sukcesu. Będzie w niej dominować konieczność poradzenia sobie z kryzysem finansowym i ekonomicznym. Ważne jest, aby kontynuować agendę lizbońską. Historia pokazała, że znalezienie rozwiązania umożliwia europejska solidarność, która pozwoliła nam zatrzymać wejście Rosji do Gruzji, która pozwoliła na znalezienie rozwiązania kryzysu finansowego. Większość dzisiejszych problemów ma charakter ponadnarodowy i ich rozwiązanie można znaleźć na poziomie ponadnarodowym. Możemy mieć odmienne poglądy ws. architektury „europejskiego domu”, ale ważne jest, aby ten dom był zbudowany.


Daniel Cohn-Bendit:

Przyniosłem Panu flagę, którą tu najwyraźniej wszędzie macie na Zamku Praskim. To jest flaga Unii Europejskiej, tak ją postawię tutaj przed Panem. To będzie trudne przewodniczenie. Czechy będą miały do czynienia z projektem dyrektywy ws. prawa pracy i pakietem klimatycznym. Pakiet klimatyczny UE reprezentuje mniejszą cząstkę, niż byśmy sobie życzyli. To konieczne, aby tego minimum dotrzymać. Jestem przekonany, że zmiany klimatyczne stanowią nie tylko zagrożenie, ale i niebezpieczeństwo dla dalszego rozwoju planety. Opieram się na poglądzie naukowym i zgodzie większości w PE. Wiem, że się Pan ze mną nie zgodzi. Może Pan wierzyć, w co chce, ja jestem przekonany, że globalne ocieplenie jest rzeczywistością, nie jest to kwestia mojej wiary. Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.

Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana przyjaźni w panem Declan Ganley‘em z Irlandii. Jak może Pan się spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca? Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać. To jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.

Vaclav Klaus:

Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie mówił przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest Pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu – przyp. Fronda.pl). Widzę, że się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest finansowana działalność Zielonych. Jeśli zależy Panu na racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje, proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.

Hans-Gert Pötering:

Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował, ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.

Vaclav Klaus:

To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.


Daniel Cohn-Bendit:

Pan mnie jeszcze tutaj nie gościł. Z prezydentem Havlem rozumieliśmy się zawsze bardzo dobrze. A co mi Pan powie o swoim stanowisku w sprawie prawa antydyskryminacyjnego? Co do naszych finansów jeszcze będę Pana instruował.

Brian Crowley:

Ja jestem z Irlandii i jestem członkiem tamtejszej partii rządzącej. Mój ojciec walczył całe życie o niepodległość przeciw brytyjskiej dominacji. Wielu moich krewnych straciło z tego powodu życie. Mogę sobie zatem pozwolić, żeby powiedzieć, że Irlandczycy chcą Traktatu Lizbońskiego. Przez fakt, że po przyjeździe do Irlandii spotkał się Pan z Ganley’em, dopuścił się Pan obrazy irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru jest niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę Pana po prostu poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy.

Życzę Panu, aby był Pan w stanie wykonać program Waszego przewodnictwa. Aby udało się Wam osiągnąć to, czego życzy Pan obywatelom europejskim.


Francis Wurz:

Francuski prezydent powiedział, że tarcza antyrakietowa nie jest dobra dla Europy. Chciałbym zapytać Pana o Pańskie stanowisko w tej sprawie, Panie Prezydencie.

Hanne Dahl:

Panie Prezydencie, dziękuję. Ja nie dam Panu żadnej flagi, ponieważ w moim kraju uważa się za słuszne dawać razem z własną flagą także flagę gospodarza, to w złym tonie darować jedną flagę. Pan Pöttering pewnie Panu powie, że w wielu kwestiach ja nie dokonuję przeglądu Konferencji przewodniczących PE, ale bardzo się cieszę, że się z Panem spotykam osobiście. Nie zgadzamy się z polityką klimatyczną, ani z koncepcją gospodarki rynkowej w Unii Europejskiej.

Jak już Pan powiedział, istnieje potrzeba, aby nie był Pan demonizowany w Europie, a to, co dziś od pana usłyszałem, mnie zadowala. Nie jest Pan demonem, ale odważnym prezydentem, który broni swoich poglądów. Zgadzam się z Panem, że debatę należy w Europie kontynuować. Jest koniecznością, żeby zapewnić wysoką frekwencję wyborczą w nadchodzących wyborach do PE. Jest koniecznością, aby w Unii Europejskiej była możliwość sprzeciwu. Jest możliwość sprzeciwu wobec jakiejś dyrektywy, ale nie można sprzeciwić się traktatom. Jestem dumny z tego, że nie przyjęliście wszystkiego, co przychodzi z Brukseli.


Irena Belohorská:

Ja będę mówić po angielsku, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie pracowaliśmy.

Vaclav Klaus:

Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.

Przede wszystkim chciałbym podkreślić to, co myśli większość obywateli Republiki Czeskiej, że dla nas, dla członkostwa w UE nie ma alternatywy. To ja składałem wniosek o nasze przystąpienie do UE w 1996 roku, a w 2003 roku podpisałem Traktat Akcesyjny.

Porozumienie w ramach Unii ma jednak mnóstwo alternatyw. Uznawać jedno z nich za święte, nienaruszalne, w sprawie którego nie wolno zadawać pytań, krytykować go, stoi w sprzeczności z samą istotą Europy.

Jeśli chodzi o Traktat Lizboński, chciałbym przypomnieć, że nie jest on jeszcze ratyfikowany nawet w Niemczech. Traktat konstytucyjny, za który uważany jest Lizboński, w referendum odrzucony został wolą dwóch innych krajów. Jeżeli pan Crowley mówi o zniewadze irlandzkich wyborców, to muszę z kolei przypomnieć, że największą zniewagą wobec irlandzkiego elektoratu jest nierespektowanie tego, co zostało przegłosowane w czerwcowym referendum ws. Traktatu Lizbońskiego. Ja spotkałem się w Irlandii z kimś, za kim stoi zdanie większości w kraju, a Pan, panie Crowley, jest rzecznikiem poglądów, które w Irlandii są mniejszościowe. To jest namacalny wynik referendum.

Brian Crowley:

Pan nie będzie mi mówił, jakie poglądy mają Irlandczycy. Jako Irlandczyk wiem to najlepiej.


Vaclav Klaus:

Ja nie spekuluję o poglądach Irlandczyków. Ja tylko stwierdzam, jakie są wymierne dane o ich stanowisku, wynikające z referendum.

Odnośnie Traktatu Lizbońskiego – u nas nie jest on ratyfikowany dlatego, że o nim nie zdecydował nasz parlament. O to nie należy winić prezydenta. Poczekajmy na decyzje obu izb parlamentu, to jest aktualna faza procesu ratyfikacyjnego, w którym prezydent republiki nie odgrywa żadnej roli. Na dzień dzisiejszy nie mogę podpisać traktatu, bo nie leży na moim stole. Najpierw musi o tym zdecydować parlament. Dopiero wtedy ja będę się tą sprawą zajmował. Jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, czeski rząd będzie się w tej sprawie kierował zasadą racjonalności.

Prawo antydyskryminacyjne – jestem przekonany, że to jest radykalnie złe prawo, ale ja na jego przyjęcie, nawet gdybym chciał, nie mam wpływu. Jest w parlamencie i tam nie ma większości potrzebnej do jego przyjęcia.

Pan Watson wspomniał o agendzie lizbońskiej – to już rzecz prawie zapomniana. I słusznie zapomniana.

Kryzys finansowy – jestem przekonany, że w sprawie kryzysu finansowego czeski rząd będzie po stronie zwolenników racjonalnych kroków. Nie byłoby mądrym krokiem, żeby pod pretekstem walki z kryzysem, likwidować wolny rynek. Myślę, że Republika Czeska jest w tym wypadku w korzystnej sytuacji. Doświadczyła kryzysu finansowego i bankowego w latach 1997-98. Banki od tego czasu zachowywały się bardzo odpowiedzialnie i nie są dzisiaj tak mocno narażone na ryzyko. Teraz okazuje się to być zaletą.

Odnośnie radaru – w tym wypadku Czechy mają swobodę decyzji i same wybiorą, co jest dla nich odpowiednie. Dla wielu ludzi u nas i dla mnie także, to jest kwestia promocji więzi transatlantyckich. Mam nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości ratyfikujemy odpowiednią umowę.


Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze przed moją ostatnią wypowiedzią oddam słowo koledze Schulzowi.


Martin Schulz:

Unia Europejska jest unią suwerennych państw, a nie federacją. Z tego, co Pan mówił rozumiem, że irlandzkie „nie” dla Traktatu, trzeba respektować. Co jednak z szacunkiem wobec głosów wyborców w Hiszpanii, w Luksemburgu, którzy znaczną większością głosów powiedzieli Traktatowi Lizbońskiemu „tak”?

Vaclav Klaus:

W UE jeszcze obowiązuje zasada jednomyślności, więc trzeba ją respektować. Unia może funkcjonować tylko wtedy, o ile respektowane są jej własne reguły i zasady. Należy wrócić do deklaracji z Laeken i renegocjować Traktat Lizboński. Istnieje potrzeba decentralizacji, rozmów o tym, jak przywrócić władzę na poziomie państw członkowskich, bliżej ich obywateli, jak przejść od poziomu superpaństwa do poziomu międzyrządowego.

Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze zanim powiem ostatnie słowo chciałbym powiedzieć, że Konferencja Przewodniczących PE dyskutowała o terminie Pana wystąpienia w PE i proponuje Panu 19 lutego. W kwietniu postaramy się o wystąpienie prezydenta a USA, a parlament ma ostatnie posiedzenie 7 maja.

Wreszcie chciałbym coś powiedzieć i opuścić ten pokój na dobre. To, żeby Pan nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne. Każdy z nas ma swoje głębokie zakorzenienie w swoim kraju i w naszych okręgach wyborczych. Chodzi nam o wolność i demokrację, o pojednanie w Europie. My popieramy czeskie przewodnictwo, mamy dobrą wolę i nie jesteśmy naiwni.

Vaclav Klaus:

Ja nie porównywałem Was ze Związkiem Sowieckim, słowo Związek Sowiecki nie wypowiedziałem. Powiedziałem natomiast, że takiej atmosfery i stylu negocjacji, jak dzisiejszy, nie doświadczyłem doprawdy przez minionych 19 lat w Republice Czeskiej.

Dziękuję Panom za możliwość spotkania z Wami, jako posłami PE. Jest to doświadczenie odmienne od tych, które mam ze spotkań z prezydentami i premierami krajów członkowskich UE.

—————

Finał historii w Parlamencie Europejskim (dyskusja o zachowaniu Daniel Cohn-Bendit, Hans-Gert Pöttering, Martin Schulz między innymi z udziałem Nicolas Sarkozy)

———–

Vaclav Klaus – prezydent Republiki Czeskiej

Hans-Gert Pöttering – niemiecki polityk chadecki. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego

Martin Schulz – niemiecki polityk, przewodniczący Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim

Daniel Cohn-Bendit – jeden z przywódców rewolucji ‘68. W wyborach w 1999 wszedł do PE z listy francuskich Zielonych, w 2004 – z listy Zielonych niemieckich. Współprzewodniczący Grupy Zieloni – Wolny Sojusz Europejski

Brian Crowley – irlandzki polityk prawicowy, współprzewodniczący frakcji Unia na rzecz Europy Narodów w PE

Francis Wurtz – członek Francuskiej Partii Komunistycznej. Przewodniczący Konfederacyjnej Grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica PE

Hanne Dahl – duńska eurodeputowana, współprzewodnicząca Grupy Niepodległość/Demokracja

Irena Belohorská – słowacka eurodeputowana, niezrzeszona

Źródło: Fronda.pl : Skandal w Pradze
8. grudnia 2008

————

Inne artykuły /wypowiedzi prezydenta Czech Vaclav Klausa

- Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej – skandaliczne zachowanie parlamentarzystów europejskich na spotkaniu z Prezydentem Vaclavem Klausem

- Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

- Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

- Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

- Traktat Reformujący EU- Konstytucja Europejska

Czy można poślubić nieżyjącego?

29-letnia Sandrine Biau zamierza poślubić nieżyjącego przyjaciela Sébastiena Deveza, który zginął 18 sierpnia w Afganistanie

Kobieta złoży prośbę w tej sprawie w kancelarii Nicolasa Sarkozy’ego. Zgodnie z francuskim prawem zgodę na tzw. małżeństwo post mortem musi wyrazić prezydent, a podpisują ją premier i minister sprawiedliwości. Osoba występująca z wnioskiem musi dostarczyć dowody, np. zeznania świadków, że nieżyjący chciał zawrzeć małżeństwo. Sandrine Biau podkreśla, że Devez, z którym ma dwoje dzieci, oświadczył się jej niedługo przed śmiercią.

Fakt, że francuskie prawo dopuszcza takie małżeństwa w szczególnych okolicznościach, wykorzystuje coraz więcej osób. Od początku br. zezwolono na 50 małżeństw ze zmarłymi, rok temu było ich 37. Wśród nich małżeństwo malarza z nieżyjącą od czterech lat tancerką.

– Zgodnie z polskim prawem zawarcie małżeństwa z osobą nieżyjącą nie jest możliwe – mówi “Rzeczpospolitej” Kamil Keller, prawnik z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

– Można zawrzeć związek np. przez pełnomocnika, ale także w tym wypadku osoby go zawierające muszą żyć w chwili składania oświadczeń – dodaje.

Rzeczpospolita: Poślubi zmarłego
Marcin Szymaniak 11-09-2008,

Nicolas Sarkozy = John F. Kennedy

Nicolas Sarkozy i John F. Kennedy – podobieństwa i różnice


Piękny, mądry i wszechwładny socjalista


Pięknie i modnie ożeniony


Koniec podobieństw

Perspektywy Unii Europejskiej

Traktat lizboński nie rozwiąże żadnych problemów Unii! Biurokracja, protekcjonizm, bezsensowne subsydia dla rolników czy nadmiar przepisów, to wszystko zostanie. Mamy do czynienia z wyjątkowo archaicznym dokumentem – przekonuje brytyjski politolog Hugo Robinson

Polska jest o krok od ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Brakuje tylko podpisu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Gdyby pan mógł, co by pan mu poradził? Podpisywać czy nie?

– Oczywiście, że nie podpisywać! Ten dokument nie jest do niczego potrzebny ani Polsce, ani Europie. Przeciwnie. Z drugiej jednak strony, patrząc realnie – szanse na to, by wasz prezydent nie zgodził się na ratyfikacje, są niewielkie. Polska raczej nie storpeduje traktatu.

Dlaczego uważa pan, że traktat nie jest dobry dla Polski?

– Bo przekazuje szereg ważnych kompetencji i decyzji z polskiego parlamentu do Brukseli. W kilkudziesięciu kluczowych sprawach Polska nie będzie mogła zastosować prawa weta, a jurysdykcja Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości będzie radykalnie rozszerzona. Nastąpi wielka centralizacja władzy w rękach wąskiej grupy eurokratów, którzy daleko od Warszawy będą podejmować kluczowe dla Polaków decyzje. A przecież to polski, wybrany demokratycznie parlament, a nie Bruksela, ma za zadanie reprezentować polski naród.

Badania wskazują, że Polacy są nastawieni euroentuzjastycznie. Może nie będzie im to przeszkadzać?

– Zacznie im przeszkadzać, gdy zorientują się, że coraz więcej decyzji jest podejmowanych za ich plecami. Kiedyś ludzie akceptowali fakt, że Unia przejmuje pewne kompetencje państw – ale chodziło o tak mało kontrowersyjne sprawy jak jednolity europejski rynek. Traktat lizboński narzuca jednak ten mechanizm na przykład w kwestiach przestępczości czy imigracji. To kwestie fundamentalne, ściśle związane ze specjalną relacją państwo – obywatele. Obawiam się, że gdy Bruksela zacznie narzucać poszczególnym państwom przepisy, których nie będą chcieli ich obywatele, to nastroje wobec Unii gwałtownie się zmienią. Ludzie zapytają, dlaczego nie mogą sami o sobie decydować. Gdyby w sprawie traktatu przeprowadzono referendum, politycy mogliby powiedzieć: „Sami tego chcieliście”. A tak?

Unia Europejska lubi podkreślać przywiązanie do zasad demokracji. Jak pan myśli, dlaczego w sprawie traktatu politycy woleli nie odwoływać się do woli narodów?

– W Wielkiej Brytanii sprawa jest prosta – rząd wie, że społeczeństwo odrzuciłoby traktat. Moja organizacja prowadziła wielką kampanię na rzecz referendum. Jeżeli narodowy parlament ma nieodwracalnie przekazać część swych uprawnień ponadnarodowej biurokracji, to warto spytać ludzi o zdanie. Kiedyś rząd nam to obiecał. Wystarczyło jednak przepakować Konstytucję UE w traktat i obietnicę złamano. To niesmaczne. Holendrzy i Francuzi, odrzucając unijną konstytucję w referendum, pokazali, że Europejczycy nie chcą dalszej integracji. Mimo to eurokraci bezwstydnie ją forsują ponad głowami narodów. Referenda powinny być zorganizowane we wszystkich państwach członkowskich. Tymczasem głosować będą tylko Irlandczycy i wszystko wskazuje na to, że wspierana przez rząd kampania na „tak” odniesie sukces.

Unia ma jednak demokratyczne instytucje. Na przykład Parlament Europejski.

– Zwolennicy traktatu często powołują się na ten argument. Wskazują, że kompetencje PE mają zostać zwiększone. Oczywiście, zgoda. Parlament to ciało o niebo lepsze niż Komisja czy Rada UE. Ale pamiętajmy, że to bardzo specyficzna instytucja. Wybierana małą ilością głosów (frekwencja w wyborach europejskich jest na ogół niska), a więc nie posiada specjalnej legitymizacji. Nie wiem, jak jest w Polsce, ale w Wielkiej Brytanii związek pomiędzy obywatelami a PE jest znikomy. Ludzie nie interesują się tym, co się dzieję podczas jego obrad, gazety o tym nie piszą. Nikt się nie czuje związany z tym gremium. Najważniejszy jest parlament państwowy.

Może to cena, jaką trzeba zapłacić za dobrobyt i wzmocnienie kontynentu?

– Ale ten traktat nie rozwiąże żadnych problemów, które trapią Unię! Jego twórcy nie myślą o prawdziwej, głębokiej reformie, której ta instytucja wymaga. Po ratyfikacji traktatu stare problemy się nasilą. Biurokracja, protekcjonizm, bezsensowne subsydia dla rolników czy nadmiar przepisów. Ten traktat nie stawia czoła fundamentalnym wyzwaniom, którym należy sprostać, żeby Unia Europejska mogła sprawnie działać w XXI wieku. Mamy do czynienia z wyjątkowo archaicznym dokumentem. To na pewno nie jest żadne „wzmocnienie kontynentu”. Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie chcę, żeby Unia padła. Chcę, żeby to była nowoczesna, sprawna struktura. W obecnym kształcie długo jednak nie pociągnie.

A czy zgadza się pan z tezą, że znaleźliśmy się na drodze do budowy europejskiego superpaństwa?

– Aż tak źle nie jest. Centralizacja władzy w rękach eurokratów to wprawdzie drobny krok w tę stronę, ale do utworzenia takiego molocha i zniesienia państw narodowych jeszcze daleka droga. Faktycznie, przewidziano stworzenie instytucji prezydenta UE, będzie również unijny minister spraw zagranicznych. Ale by zbudować europejskie superpaństwo, potrzeba jeszcze kilku traktatów. Proszę zresztą pamiętać o poważnej przeszkodzie – nie ma czegoś takiego jak europejski naród, europejska opinia publiczna czy europejski patriotyzm.

W Polsce istnieją obawy, że Unia może zostać zdominowana przez Francję i Niemcy, i realizować interesy tych krajów?

– Bracia Kaczyńscy mieli dobre powody, żeby sprzeciwiać się nowemu systemowi głosowania w UE. Rację miał również Jan Rokita, gdy bronił systemu z Nicei. Dla Polski był on wyjątkowo korzystny. A teraz wasze wpływy zostaną poważnie zmniejszone. Podobnie jak wiele innych krajów, w szeregu spraw nie będziecie mogli stosować prawa weta. Przekonuje się nas, że to pozwoli „zdynamizować Unię” i przyspieszyć proces podejmowania decyzji. W Wielkiej Brytanii wielu ludzi, zwłaszcza związanych z biznesem, nie podziela tego poglądu. Dla nich to, że Unia będzie mogła swobodnie ustalać kolejne prawa, jest niemiłą perspektywą. I tak zmagają się z tysiącem przepisów narzucanych z Brukseli. Wracając do pańskiego pytania – choć traktat rzeczywiście poprawi pozycję Niemiec, to wydaje się, że na tym dokumencie stracą wszystkie państwa narodowe. Zyskają eurokraci.

W Polsce wielkie kontrowersje wzbudza zawarta w traktacie Karta praw podstawowych.

– I nic dziwnego. To pewnie najważniejsza i najbardziej kontrowersyjna część traktatu. Określa się ją czasami mianem traktatu w traktacie. To nieprzewidywalny i niebezpieczny dokument. Nie bardzo nawet wiadomo, o co w nim chodzi, jaka jest różnica między pryncypiami a prawami. Karta praw podstawowych – brzmi szlachetnie. Ale spróbujmy to przełożyć na język prawniczy. Wtedy okaże się, że dokument daje wolną rękę prawnikom, którzy mogą go dowolnie interpretować. Deklaracje szybko mogą się przerodzić w nakazy prawne. Idea w obowiązek. Brytyjski rząd przecież zębami i pazurami walczył, aby powstrzymać przyjęcie Karty.

W Polsce szczególne obawy wzbudziły zapisy dotyczące praw dla homoseksualistów…

– Wiem, że to u was drażliwy temat. W Wielkiej Brytanii dyskusja na temat traktatu skupia się raczej wokół zapisów ekonomicznych. Na przykład „prawo do strajku”. Organizacje zrzeszające biznesmenów niepokoją się, że może to zniszczyć konkurencyjność brytyjskich towarów i odwrócić liberalne reformy wprowadzone przez panią Thatcher. Lewica też się niepokoi. Na przykład zapisami o „prawie do własności”. Karta nie jest więc ani lewicowa, ani prawicowa. To po prostu mętny dokument wprowadzający prawniczą niejednoznaczność.

Ostro krytykuje pan kierunek, w jakim zmierza Unia. Jak zatem według pana powinna wyglądać wspólnota?

– Przede wszystkim powinna być bardziej elastyczna, żeby kraje, które nie chcą głębszej integracji, nie musiały w niej uczestniczyć. Państwa członkowskie powinny odzyskać swoje prawa. Problemem Unii jest bowiem jej zachłanność. Wszelkie zmiany są nieodwracalne. Jeszcze nie było przypadku, żeby Unia zrezygnowała z jakichś prerogatyw, które odebrała państwom.

A w kwestii gospodarki? Co Unia powinna zrobić, żeby móc konkurować ze Stanami Zjednoczonymi czy wzrastającymi azjatyckimi potęgami: Indiami i Chinami?

– Trzeba zrezygnować z wszystkich regulacji, które dławią naszą przedsiębiorczość i konkurencyjność. Protekcjonizm handlowy to dziś przeżytek. Polityka Unii jest tak naprawdę kierowana przez rozmaite grupy interesu, na przykład francuskich rolników czy włoski biznes tekstylny. W połowie roku, gdy Francja przejmie kierownictwo Unii, na pewno zobaczymy dalsze „postępy” w tej dziedzinie. Nicolas Sarkozy jest, niestety, bardzo gaullistowski, bardzo protekcjonalistyczny i podejrzliwy wobec wolnego rynku. Wszystko to, o czym mówię, zwiększa cenę naszych produktów. Zamiast walczyć z Chińczykami, sami się im podkładamy. Prawdziwymi przegranymi są europejscy konsumenci.

Czy Unia może jeszcze zmienić kurs?

– Oczywiście. Jak wcześniej powiedziałem, musi przyjść moment, w którym Europejczycy stwierdzą, że mają dość i wystąpią przeciw Unii. Zobaczymy, jak będzie się sprawdzało euro. Na przykład Portugalia i Hiszpania już mają kłopoty ze zbyt silnym kursem euro, na który nie mają wpływu. Euro to symbol integracji. Jeżeli unia monetarna poniesie porażkę, to będzie wielki cios dla koncepcji unii politycznej. Są zresztą inne słabe punkty, gdzie mogą się pojawić rysy, a nawet pęknięcia. Musimy na to liczyć.

Czyli Unia potrzebuje kryzysu, żeby rozpocząć poważne reformy?

Tak. Unia w obecnym kształcie długo nie przetrwa. Euroentuzjaści prowadzili swoją kampanię od wielu lat. Przekonali ludzi do swojej wizji. Teraz przyszła pora, żeby głośno przemówili eurosceptycy. Musimy dotrzeć do Europejczyków. Pokazać im, że jest alternatywa. Obecnie tylko Wielka Brytania i Polska są krajami, gdzie wśród elit – klasy politycznej czy przedsiębiorców – występują nastroje eurosceptyczne. Czytam najważniejsze francuskie i hiszpańskie gazety i wiem, że tam tego nie ma. Na górze panuje powszechny konsensus, przekonanie, że w Unii wszystko idzie świetnie. Euroseptycyzm występuje zaś wśród zwykłych obywateli. Prędzej czy później nastroje te przenikną do elit.

Hugo Robinson jest politologiem z konserwatywnego, brytyjskiego think tanku Open Europe.

Źródło : Rzeczpospolita: W obecnym kształcie Unia długo nie przetrwa
Piotr Zychowicz 05-05-2008

Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?

Źródło: Rzeczpospolita: Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?
16.06.2007

Warszawa oskarżana o egoizm broni w istocie zasad fundamentalnych dla Europy, Berlin zaś‚ który tyle prawi o korzyściach‚ jakie z zasady podwójnej większości odniesie cała Unia‚ w istocie forsuje swój narodowy interes

Zjednoczona Europa, jak każda struktura polityczna, potrzebuje własnej narracji zakorzenionej w historii. Dokumentem potwierdzającym tę narrację była deklaracja berlińska‚ w której w imieniu Europejczyków napisano‚ iż integracja europejska “oznacza‚ że wyciągnęliśmy naukę z krwawych konfliktów i bolesnej historii”. Innymi słowy, zjednoczona Europa powstała po to‚ aby przezwyciężyć złe dziedzictwo nacjonalizmów i wojen toczonych w ich imię.

Czy jednak rzeczywiście idea europejska narodziła się dlatego‚ że hiszpańscy Habsburgowie toczyli krwawe wojny z Holendrami na przełomie XVI i XVII wieku, albo dlatego‚ że Anglicy próbowali podbić Francję w czasie wojny stuletniej? Oczywiście nie. Zjednoczona Europa powstała dlatego‚ że w XX wieku Niemcy wywołały dwie wojny światowe‚ które spowodowały zniszczenia i ludzkie cierpienia na skalę niespotykaną dotąd w dziejach.

Projekt europejski stanowił zatem odpowiedź na pytanie‚ jak związać Niemcy z Europą‚ aby nie doszło nigdy do powtórzenia straszliwego scenariusza znanego z XX wieku. Słowo “związać” ma tutaj podwójne znaczenie – związać‚ czyli połączyć pokojowo z resztą Europy, oraz związać‚ czyli obezwładnić‚ odsunąć raz na zawsze groźbę niemieckiej dominacji.

Ku przywództwu Niemiec

To dlatego pod amerykańską kuratelą i przy współudziale europejskich Ojców Założycieli powstały europejskie Niemcy‚ państwo wsparte na solidnych demokratycznych fundamentach‚ włączane stopniowo w struktury europejskiej współpracy oraz zachodniego bezpieczeństwa‚ świadome swej odpowiedzialności zarówno za własną przeszłość, jak i za wspólną europejską przyszłość. Krocząc tą właśnie drogą‚ wytyczoną przez kanclerza Adenauera‚ europejskie Niemcy odbudowały swoją pozycję i stały się jednocześnie krajem kluczowym dla procesu europejskiej integracji.

Zdecydowaną cezurą dla tego okresu historii był upadek muru berlińskiego i zjednoczenie Niemiec. Definitywnym zaś jej końcem stało się odejście z urzędu kanclerskiego Helmuta Kohla w 1998 roku i objęcie rządów przez Gerharda Schrödera. Rozpoczęła się wtedy nowa epoka niemieckiej historii. Kohl był politykiem należącym do pokolenia‚ które rozumiało i akceptowało ograniczenia‚ jakie na Niemcy nakładała odpowiedzialność za przeszłość. Schröder reprezentował w polityce nowe podejście do tych kwestii. Do rangi symbolu urasta fakt‚ iż decyzję o nadaniu Berlinowi statusu stolicy zjednoczonych Niemiec z 1991 r. wprowadzono w życie w roku 1999‚ kiedy to siedziby władz centralnych przeniosły się z Bonn nad Szprewę. Kończyła się epoka jednoznacznie europejskich Niemiec. Rozpoczynała się nowa – Niemiec‚ które w coraz większym stopniu uznają nie tylko‚ że przezwyciężyły dziedzictwo przeszłości‚ lecz także‚ iż mogą w oparciu o ten sukces zachowywać się jak normalne europejskie państwo.

Problem polega na tym‚ że Niemcy nie są “normalnym” europejskim państwem – i nie chodzi tu bynajmniej o ich przeszłość. Chodzi przede wszystkim o ich skalę. Największe i najsilniejsze gospodarczo państwo Unii nigdy nie będzie po prostu “normalne”. Zawsze będzie posiadało szczególną pozycję. Polityka niemiecka‚ zapoczątkowana przez kanclerza Schrödera‚ kontynuowana, jak się wydaje, pod rządami Angeli Merkel, zmierza do tego‚ aby wyciągnąć polityczne konsekwencje ze skali nowych‚ zjednoczonych Niemiec. Jej celem jest trwałe przywództwo Niemiec w Europie. Czy jesteśmy zatem świadkami przejścia od epoki europejskich Niemiec‚ od tradycji bońskiej republiki do epoki niemieckiej Europy ze stolicą w Berlinie?

Co przyniesie prezydentura Sarkozy’ego

Załóżmy‚ że tak właśnie się dzieje. Co to oznacza zarówno dla procesu integracji‚ jak również dla Polski? Po pierwsze – jest to odwrócenie europejskiej logiki. Jeśli po 1945 roku podstawowy problem Ojców Założycieli nowej zjednoczonej Europy sprowadzał się do kwestii, jak związać Niemcy z Europą‚ to teraz chodziłoby raczej o to‚ jak związać Europę z Berlinem. Również przy zachowaniu całej wieloznaczności słowa “związać”. Po drugie – proces integracji oraz sama Unia stają się w tej nowej perspektywie instrumentem realizowania celów polityki niemieckiej w stopniu znacznie większym, niż to są w stanie przyznać Paryż‚ Londyn czy inne stolice europejskie. Rodzi to naturalne pytanie: czy przywództwo bezdyskusyjnie najsilniejszego kraju Unii może się przerodzić w dominację? I czy Europa jest na to gotowa?

Osobiście uważam‚ iż taki rozwój wypadków – traktowany na razie jako hipotetyczny – spowoduje opór. Często słychać głosy‚ które z nutą fatalizmu głoszą tezę‚ iż Europejczycy już się “pogodzili” z nieuchronnością tego scenariusza. Wydaje się jednak‚ że są to opinie przedwczesne. Prawda‚ gra o europejską stawkę toczy się w zasadzie w gronie kilku najsilniejszych państw – słabsze zawsze podążą za tym‚ kto zwycięży. Trzeba też przyznać‚ że polityka niemiecka znakomicie wykorzystała sposobność‚ jaką stworzyły jej względne osłabienie Francji pogrążonej w marazmie ostatnich lat prezydentury Jacques’a Chiraca‚ nieoczekiwana utrata władzy przez prawicę w Hiszpanii po zamachach bombowych w Madrycie w 2004 roku czy kłopoty premiera Blaira spowodowane rosnącymi politycznymi kosztami brytyjskiego zaangażowania w Iraku. Jednak zwycięstwo Nicolasa Sarkozy’ego w wyborach prezydenckich oznacza powrót tradycyjnego czynnika kształtującego proces integracji – francuskich ambicji do przewodzenia. Najbliższe dni pokażą, jaki jest rzeczywisty stopień determinacji Paryża‚ aby znów skierować francuską politykę na drogę‚ którą niegdyś kroczył generał de Gaulle.

Skąd ten upór?

Dla sprawy ewentualnego przywództwa Niemiec w Europie istotne wydaje się również to‚ co dzieje się w Warszawie. Polska z pewnością nie jest tym krajem‚ który się łatwo “pogodzi” z nieuchronnością takiego rozwoju wypadków. Nie chodzi tu przy tym tylko o rzekomą polską fobię antyniemiecką‚ o rzekome przewrażliwienie wynikające z traumatycznej historii‚ o polski nacjonalizm. To są nazbyt łatwe‚ powierzchowne argumenty‚ którymi posługują często się niemieccy komentatorzy i politycy‚ gdy chcą zbyć bez żadnych prób poważnej debaty polskie stanowisko.

Naturalnie Polacy mają swoje oczywiste historyczne powody‚ dla których trudno im beznamiętnie zaakceptować wizję niemieckiego przywództwa. Polski opór wynika jednak w istocie z o wiele głębszych przyczyn.

Istotę całej sprawy najlepiej widać w konflikcie dotyczącym sposobu podejmowania decyzji w Unii‚ sprawie, którą ma rozstrzygać nowy traktat konstytucyjny. W sporze tym uwidacznia się kwestia nowej logiki politycznej Europy‚ którą chce przeforsować Berlin i na którą nie chce się zgodzić Warszawa. Często się mówi‚ że upór Polski przy tej kwestii jest dziwny‚ bo mechanizmy głosowań stosuje się rzadko‚ pozostawiając problem wypracowania decyzji skomplikowanym procedurom stopniowego dochodzenia do kompromisu. Ale ten argument łatwo daje się odwrócić: jeśli tak jest w istocie‚ to czemu Niemcy tak bardzo się upierają przy proponowanych w traktacie rozwiązaniach? Niemiecki upór rodzi przypuszczenie‚ że Berlin doskonale wie to samo‚ co wie Warszawa – że prawdziwą stawką jest tutaj zdolność do kontrolowania elementu polityczności w Unii. Tak‚ to prawda‚ na co dzień polityczność skrywa się pod retoryką transnarodowej Europy budowanej w opozycji do logiki rządzącej dawnym światem państw narodowych. Ale choć formy polityczności się zmieniają‚ choć wypierana jest ona do coraz bardziej izolowanych nisz, i tak pozostaje jej dostatecznie dużo‚ aby raz na jakiś czas w akcie głosowania silniejsi mogli powiedzieć: będzie tak, jak my chcemy‚ ponieważ mamy za sobą większość. Nie jest tu ważne‚ jak często do takiej sytuacji będzie dochodzić. Zarówno dla Berlina, jak i dla Warszawy jest jasne‚ że prędzej czy później do tego dojść musi. I wobec tego trzeba zawczasu jak najlepiej się przygotować na taką ewentualność.

Demokracja przeciw federalizmowi

Nie o samą mechanikę władzy zresztą tu chodzi – właściwą płaszczyzną sporu jest wytyczenie kierunku rozwoju Europy. Zwolennicy zasady podwójnej większości podnoszą argument odwołujący się do zasady demokracji – Niemcy są rzeczywiście największym krajem‚ dlatego należy się im znacząca poprawa ich pozycji w stosunku do ustaleń z Nicei. Forsowanie zasady demokracji osłabia jednak ten element wspólnej Europy‚ który był konstytutywny dla niej w przeszłości – osłabia federalistyczną filozofię Europy. W demokracji jeden obywatel to jeden głos. W tworach federacyjnych ta logika nie działa – istotą każdej federacji jest wzmacnianie słabszych i osłabianie silniejszych. Polacy dobrze tę zasadę znają z własnej historii – w I Rzeczypospolitej Korona była o wiele silniejsza od Wielkiego Księstwa Litewskiego‚ jednak państwo posiadało dualistyczną strukturę aż do Konstytucji 3 maja‚ która ów dualizm zniosła.

Upieranie się Berlina przy zasadzie podwójnej większości‚ tak jak wygląda ona dzisiaj‚ oznacza znaczące wzmocnienie elementu demokratycznego w Unii, a co za tym idzie, osłabienie istoty federacyjnego kompromisu‚ na którym zbudowana została europejska wspólnota narodów małych i dużych. Nowe zasady dają przewagę krajom dużym‚ w tym przede wszystkim największemu spośród nich – Niemcom. Stanowisko Niemiec ułatwia przyszłą homogenizację Unii‚ jak również zwiększa szanse na zajęcie przez Niemcy dominującej pozycji w europejskiej polityce. Na tym polega paradoks całej sytuacji – to Warszawa‚ oskarżana o egoizm‚ broni w istocie zasad fundamentalnych dla Europy, Berlin zaś‚ który tyle prawi o korzyściach‚ jakie z zasady podwójnej większości odniesie cała Unia‚ w istocie forsuje swój własny narodowy interes. Spór pomiędzy Warszawą a Berlinem oczyszczony z wzajemnych stereotypów i uprzedzeń‚ którym często daje się wyraz po obu jego stronach w trakcie publicystycznych utarczek‚ okazuje się w istocie sporem o kluczowym znaczeniu dla przyszłości Europy.

Dariusz Gawin: filozof‚ historyk idei‚ zastępca dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego‚ adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN
Dariusz Gawin
Tekst jest skróconą wersją wystąpienia na seminarium w Lucieniu pt. “Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?” zorganizowanym 1 czerwca 2007 roku pod patronatem i z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Referaty wprowadzające do dyskusji wygłosili Dariusz Gawin i Piotr Buras. Było to dziesiąte spotkanie z cyklu seminariów lucieńskich poświęconych najważniejszym problemom obecnym we współczesnych debatach intelektualnych i politycznych.


Nowe artykuły na email

Kliknij poniższy link i zapisz się, a będziesz otrzymywał nowe artykuły na email:

ZAPISUJE SIĘ >>

 

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728

a

Statystyka

  • 575,107 odwiedzin