Archiwum kategorii 'Islam' Category

Bill i Hillary Clinton - jak zdobyli majątek?

W krótkim czasie Clintonowie awansowali do finansowej elity Ameryki. Gdy na początku 2001 r. Bill Clinton odchodził z Białego Domu, a jego żona zaczynała karierę w Senacie, mieli długi szacowane na około 12 mln dolarów. W ciągu ośmiu lat mocno odbili się od dna, zarabiając prawie 110 mln dolarów.

Od kilku miesięcy rywal Hillary Clinton w walce o demokratyczną nominację prezydencką Barack Obama nalegał, by opublikowała te dane. Sprawa była o tyle istotna, że Hillary występuje w wyborach w roli obrońcy grup najmocniej dotkniętych pogarszaniem się stanu amerykańskiej gospodarki. Tymczasem okazuje się, że w krótkim czasie Clintonowie awansowali do grona 15 tysięcy najbogatszych rodzin Ameryki. Jak zauważył „Los Angeles Times“, na samo utrzymanie rezydencji wydają wielokrotnie więcej, niż wynoszą średnie zarobki amerykańskiej rodziny.

Sztab Hillary Clinton stara się przedstawić sprawę w pozytywnym świetle. Sama była pierwsza dama podkreśla, że pieniądze przyszły same. – Ku mojemu i jego zaskoczeniu mój mąż zarobił od czasu odejścia z urzędu bardzo dużo pieniędzy, robiąc to, co lubi najbardziej: mówiąc do ludzi – wyjaśniała.

Po odejściu z Białego Domu Bill Clinton podróżował po całym świecie, wygłaszając przemówienia. W wyjątkowo pracowitym roku 2005 przemówień tych było 352, średnio niemal jedno dziennie. Eksprezydent zarobił w ten sposób aż 52 mln dolarów. Prawie 30 mln przyniosły mu dwie opublikowane przez niego książki.

Była pierwsza dama też nie może narzekać – jej autobiograficzna, 562-stronicowa książka wydana w 2003 r. przyniosła jej 10,5 mln dolarów, a senacka pensja kolejne 1,1 mln.

Szczególną uwagę mediów i ekspertów zwróciły jednak związki Billa Clintona z firmą inwestycyjną Yucaipa prowadzoną przez jego przyjaciela miliardera. W ostatnich pięciu latach były prezydent otrzymał od niej ponad 15 mln dolarów. Nie jest jasne, za co. Specjaliści zwracają jednak uwagę, że wysokość wynagrodzenia i to, że było wypłacane regularnie w równych sumach, wskazuje, iż stanowiło coś w rodzaju pensji, zapłaty za wykonywane usługi, a nie za występy publiczne.

Na takie pieniądze trzeba zwykle zapracować. Jeśli to szejk Dubaju płaci mężowi osoby, która może zostać prezydentem USA, dobrze byłoby wiedzieć, za co” – powiedział agencji Bloomberga profesor Uniwersytetu Yale i były urzędnik Departamentu Skarbu Michael Graetz.

Szejk Dubaju jest jednym z głównych udziałowców zarejstrowanej w Los Angeles Yucaipy.

W porównaniu z Hillary Clinton i jej mężem Barack Obama prezentuje się skromnie.

W 2006 r. zarobił wraz z żoną “zaledwie” milion dolarów, a rok wcześniej nieco ponad półtora miliona.
Źródło : Rzeczpospolita: Miliony państwa Clintonów
Piotr Gillert 06-04-2008

Wolność i tolerancja wg Muzułmanów

Tolerancja według Muzułmanów

Demonstracja Arabów

Islam kontra Europa

Islam zdominuje świat

Wolność wg Muzułmanów

Muzułmanie o 11 września 2001

Islamska rewolucja w Europie

Demonstracje Arabów w Europie

Plany Muzułmanów w Europie

Muzułmańska ekspansja trwa

W Niemczech powstaje obecnie 184 nowych meczetów - podał niemiecki dziennik “Sueddeutsche Zeitung”, powołując się na islamską placówkę Islamarchiv w Soest, w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Jak zaznacza gazeta, liczba ta obejmuje jedynie “klasyczne świątynie”, posiadające widoczne z zewnątrz kopuły i minarety.Dodatkowo muzułmanie budują bądź planują budowę 2600 domów modlitwy, szkół i placówek oświatowych.

Muzułmańska Rada Koordynacyjna zdementowała tymczasem pogłoski o planach przejęcia kolejnych świątyń chrześcijańskich.”Wielkie Kościoły chrześcijańskie z zasady nie sprzedają już muzułmanom świątyń” - powiedział “SZ” rzecznik rady BekirAlboga. Dotychczas na meczety zamieniono nie więcej niż “półtuzina” kościołów - twierdzą muzułmanie.

W liczących 82 mln mieszkańców Niemczech mieszka ponad 3 mln muzułmanów. Największe emocje wzbudzają od miesięcy plany budowy nowego meczetu w Kolonii. Budowla ma mieć 34-metrową kopułę oraz dwa 55-metrowe minarety. Okoliczni mieszkańcy protestują przeciwko tej inwestycji.
Źródło : PAP/Rzeczpospolita

Autonomia Palestyńska a Chrześcijanie

Źródło: Rzeczpospolita: Chrześcijanie giną w Gazie
08.10.2007

Islamscy radykałowie porwali i zamordowali znanego chrześcijańskiego działacza. Wyznawcy Chrystusa nie mają co liczyć na pomoc ze strony kontrolującego Strefę Hamasu

Szef największej chrześcijańskiej księgarni w Strefie Gazy został brutalnie zamordowany. Ciało porwanego kilka dni wcześniej Ramiego Ajada znaleziono porzucone na polu w pobliżu miejscowości Zeitun. Według świadków było w wyjątkowo drastyczny sposób pokiereszowane. Chrześcijanin zginął odciosu nożem.

Jak poinformowała jego rodzina, Ajad od dłuższego czasu dostawał pogróżki od radykalnych muzułmanów. Grozili mu śmiercią, oskarżając o działalność misjonarską. Jego księgarnia stała się zaś celem ataków. Kilka miesięcy temu islamiści podłożyli pod nią nawet silny ładunek wybuchowy. Lokal został niemal doszczętnie zniszczony. Tylko cudem nikomu nic się nie stało.

W zamieszkanej przez około 1,5 mln ludzi Strefie Gazy jest zaledwie 2,3 tys. chrześcijan. Przedstawiciele tej społeczności są przerażeni. Od kilku miesięcy, gdy kontrolę nad Strefą przejął ekstremistyczny Hamas, akty przemocy wymierzone w wyznawców Chrystusa są tam bowiem na porządku dziennym.

Dwa tygodnie temu wmieście Gazazamaskowani islamiści wtargnęli do mieszkania sędziwej chrześcijanki. Kobieta -nazwana przez nich niewierną -została brutalnie pobita i okradziona. Kilka miesięcy wcześniej radykałowie zdemolowali chrześcijańską szkołę i sprofanowali kaplicę. Połamano znajdujące się w niej krzyże, spalono wszystkie egzemplarze Biblii i zniszczono meble. Straty wyniosły około pół miliona dolarów. Wcześniej jeden z kościołów został obrzucony granatami w reakcji na słynny, krytyczny wobec islamu, wykład Benedykta XVI w Ratyzbonie.

Po tych wydarzeniach chrześcijanie ze Strefy Gazy apelowali do społeczności międzynarodowej, żeby wzięła ich w obronę przed radykałami. Bezskutecznie. Wydarzenia te nie wywołały również specjalnego zainteresowania światowej prasy i licznych organizacji zajmujących się obroną praw człowieka.

Wyznawcy Chrystusa ze Strefy Gazy nie mają złudzeń, że sprawujący tam funkcje policyjne bojówkarze islamskiego Hamasu zapewnią im bezpieczeństwo. Wprost przeciwnie -uważają, że nowe władze zachęcają do podobnych ataków. Przywódca wojskowego skrzydła tej organizacji, Szejk Abu Saker, wystosował niedawno do chrześcijan ostre ultimatum.

- Jeżeli chcecie żyć w pokoju, musicie zaakceptować islamski porządek -powiedział szejk cytowany przez izraelski dziennik “Jedijot Achronot”. Podkreślił, że chrześcijanom nie wolno już pić alkoholu, a chrześcijanki nie mogą wychodzić na ulicę bez chust przykrywających włosy. Jeżeli ktoś zostanie zaś przyłapany na działalności misjonarskiej, “zostanie potraktowany bardzo surowo”.

- Natychmiast musi zostać wstrzymana działalność chrześcijańskich kafejek internetowych i barów. Jeżeli tak się nie stanie, ostro je zaatakujemy - powiedział Abu Saker i dodał, że jego ludzie “blisko przyjrzą” się wszystkim chrześcijańskim instytucjom w Gazie, których “i tak jest za dużo”.
p.z.

Karykatury Mahometa w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita: Al Kaida grozi Szwedom
17.09.2007

100 tysięcy dolarów za głowę autora karykatury Mahometa, 50 tysięcy za głowę naczelnego gazety, która je wydrukowała, proponuje al Kaida

-Wzywamy do zabójstwa rysownika Larsa Vilksa, który ośmielił się obrazić naszego proroka - ogłosiła al Kaida w półgodzinnym komunikacie wygłoszonym przez jej irackiego przywódcę Abu Omara al Bagdadi. Za głowę Szweda wyznaczyła nagrodę 100 tysięcy dolarów. Chyba że ktoś “zarżnie Vilksa jak jagnię” - zapowiedziała. Wtedy nagroda ma być wyższa -150 tysięcy dolarów. Trochę taniej - na 50 tysięcy dolarów - al Kaida wyceniła głowę redaktora naczelnego gazety “Nerikes Allehanda”Ulfa Johanssona, który 18 sierpnia zgodził się opublikować karykaturę -głowę Mahometa na ciele psa.

Publikacja wywoła oburzenie w islamskim świecie. Ostre protesty pojawiły się w Iranie, Pakistanie i Afganistanie. Wtedy szwedzkie MSZ postanowiło wyrazić skruchę. Ale to nie wystarczyło. - Szwedzki rząd powinien przeprosić. W przeciwnym razie iracka al Kaida zaatakuje jej gospodarkę i takie gigantyczne firmy jak Ericsson, Volvo, Ikea, Scania - grzmiał podczas weekendu Abu Omar al Bagdadi. Rząd nie przeprosił. Premier zdystansował się wczoraj od całej afery, podkreślając zarazem, że w Szwecji panuje wolność opinii.

Wobec gróźb ze strony al Kaidy podwyższono stan bezpieczeństwa w największych szwedzkich firmach. Te, którym grożono, ostrzegają pracowników. Ericsson prosił zatrudnionych na Bliskim Wschodzie, by nie eksponowali logo na ubraniach i aby uważali, gdzie parkują samochody.

Ofiarą reakcji na satyryczne rysunki padło nawet dzieło sztuki Larsa Vilksa: drewniana rzeźba psa na rondzie w Trelleborgu, na południu kraju. Siedmiometrową rzeźbę podpalono już trzy razy, choć nie obrazowała proroka i nie miała z jego postacią nic wspólnego.

- To irracjonalne. Absolutnie nie zaakceptujemy gróźb i prób zamachu na wolność wypowiedzi panującą w naszym kraju -mówi “Rz” wiceszef redakcji zagranicznej szwedzkiej telewizji Ingrid Thörnqvist. -Musimy mieć szacunek do tego, wco oni wierzą, ale muzułmanie też muszą respektować naszą wolność słowa.

Z podobnymi wydarzeniami Europa miała do czynienia na przełomie 2005 i 2006 roku po opublikowaniu tuzina karykatur Mahometa przez duński dziennik “Jyllands-Posten”. Do protestów wezwał wzywali duchowni i politycy islamscy. Tłumy podpalały duńskie placówki dyplomatyczne w Syrii i Libanie. Duńskie towary bojkotowano od Turcji po Arabię Saudyjską. Władze dziennika przeprosiły muzułmanów w styczniu 2006 r.
ANNA NOWACKA-ISAKSSON ze Sztokholmu, k. z., afp

————————

Źródło: Rzeczpospolita: Nie żałuję, że narysowałem proroka
17.09.2007

Rz: Jak zareagował pan na groźby al Kaidy i wyznaczenie nagrody 150 tysięcy dolarów dla tego, kto zarżnie pana jak jagnię?

Lars Vilks, szwedzki artysta, autor kontrowersyjnych karykatur : - Dowiedziałem się o groźbach z mediów i przyjąłem to bardzo spokojnie. Będę miał ochronę policji bezpieczeństwa Säpo, kiedy tylko przylecę z Frankfurtu nad Menem do Sztokholmu. Ochrona policji wpływa oczywiście na moją swobodę poruszania się po kraju. Jednak za każdym razem trzeba oceniać czynnik ryzyka od nowa. Nie można się dać ponieść paranoi. Mój przypadek to nie fatwa rzucona przez ajatollaha Chomeiniego na Salmana Rushdiego. Grozi mi bowiem niewielka grupa muzułmanów. Większość muzułmanów w Szwecji od tego postępowania się odcina, nawet ci najbardziej agresywni. Nie boję się. I nie żałuję, że narysowałem proroka.

Rzecznik premiera Szwecji nie chciał komentować gróźb islamistów, mówiąc, że “to sprawa policji, a nie kwestia polityczna”. Czy nie zaskoczyła pana postawa rządu szwedzkiego?

Przyznaję, że to trochę dziwne. Ostatnie działania i wypowiedzi islamistów należy potępić, wyrazić dezaprobatę. Co innego bowiem, gdy głoszą, że są urażeni, a zupełnie co innego, gdy wygłaszają groźby. Nawet w kryzysowej sytuacji powinno się oddzielać politykę od religii i działać racjonalnie. Nie spodziewałem się, że sprawy posuną się aż tak daleko i że dojdzie do takich gróźb.

Czy rysując psa z głową Mahometa, był pan świadomy, że pies w świecie muzułmańskim oznacza coś najbardziej nieczystego i porównanie z tym zwierzęciem uznawane jest za największą zniewagę? Co chciał pan osiągnąć?

Chciałem wywołać debatę nad wolnością wypowiedzi, pokazać, że nie da się jej negować. Problem jednak polega na tym, że islam nie dostosowuje się do z sekularyzowanego świata i czyni z religii kwestię wagi państwowej. Inne religie spory tego rodzaju mają już za sobą. Polska jest, niestety, pod tym względem parę lat do tyłu. Dorota Nieznalska została skazana na ograniczenie wolności i prace społeczne za stworzenie instalacji, która obrażała uczucia religijne [wyrok został uchylony przez sąd wyższej instancji - przyp. red.].

Karykatury z motywami chrześcijańskimi i krytyka religii są w naszej tradycji przyjęte. Kiedy narysowałem Jezusa jako słonia, muzułmanin napisał mi w blogu, że nie widział nic gorszego od takiej karykatury. Pewien pastor zaś ocenił, że słoń był “słodki”. W Szwecji odbyła się też ekspozycja Elisabeth Ohlson “Ecce homo”, która przedstawiała Jezusa w otoczeniu transwestytów i homoseksualistów. Ekspozycję poparł nasz arcybiskup, wystawiając fotografie w katedrze w Uppsali.

Sądzę, że muzułmanie kiedyś zrozumieją, iż religia to sfera prywatna i nauczą się oddzielać ją od spraw publicznych. By ten proces wspomóc, potrzebne jest obrażanie islamu. W końcu muzułmanie się do tego przyzwyczają. Znormalizowanie krytyki to tylko kwestia czasu.

Zanim pojawiły się groźby al Kaidy, oburzeni ambasadorowie państw muzułmańskich w Szwecji zaproponowali utworzenie w pana kraju parlamentarnej komisji do spraw islamofobii, by chronić muzułmanów przed znieważaniem proroka Mahometa.

To świadczy o tym, jak nieproporcjonalne do wydarzeń mogą być ich reakcje. I że posuwają się oni nawet do wtrącania w sprawy wewnętrzne innych państw.

Jak zareagowali pana koledzy artyści na prowokację z Mahometem jako psem?

Rysując proroka, zrobiłem rzecz niepoprawną politycznie. Tymczasem w świecie artystycznym Szwecji panuje tradycja przekonań lewicowych. Wyznawców islamu traktuje się jako wrogów wroga, czyli Stanów Zjednoczonych. Ponieważ polityka ma pewne znaczenie w sztuce, darzy się muzułmanów przez to nieco większą sympatią. Większość artystów albo jest negatywnie nastawiona do moich karykatur, albo przyjęła pozycję wyczekującą i milczała.
rozmawiała Anna Nowacka-Isaksson

Oby nie urazić wyznawców Allaha

Źródło: Rzeczpospolita: Oby nie urazić wyznawców Allaha
20.08.2007

Pracownicy szkockiej służby zdrowia nie mogli uwierzyć własnym uszom, gdy ogłoszono im nowe zarządzenie szefostwa: od 12 września przez miesiąc nie będą mogli jeść przy swoich biurkach.

Z korytarzy znikną również wózki rozwożące kanapki i napoje, a nawet maszyny z batonikami. Wszystko po to, żeby nie drażnić widokiem jedzenia muzułmańskich pracowników i pacjentów. W połowie września zaczyna się bowiem święty dla muzułmanów miesiąc - ramadan. W jego trakcie wyznawcy Allaha muszą pościć od świtu do zmierzchu.

-To kwestia tolerancji. Te przepisy mają pomóc w ugruntowaniu dialogu międzyreligijnego w miejscu pracy. Dzięki nim ludzie będą mogli poznać muzułmańskie obyczaje i uwrażliwić się na problemy tej społeczności - powiedział “Rz” Na’eem Raza z pozarządowej organizacji Meem, pod wpływem której służba zdrowia wprowadziła zakaz.

Wieprzowina na indeksie

Jego argumenty nie przekonują jednak szkockich konserwatystów, którzy nie ukrywają swojej irytacji. -Co za idiotyzm! Jeżeli muzułmanie chcą się przez miesiąc głodzić, to proszę bardzo. Ale jak można narzucać podobne obyczaje innym -oburzał się w rozmowie z “Rz” Bill Aitken, parlamentarzysta Partii Konserwatywnej.

Powyższa historia w krajach zachodniej Europy nie jest jednak niczym wyjątkowym. Brytyjskie Towarzystwo Skautyzmu zabroniło ostatnio swoim podopiecznym jedzenia kiełbasek z ogniska, co było odwieczną tradycją na harcerskich obozach. Powód: widok skwierczącej na ogniu wieprzowiny mógłby urazić uczucia muzułmanów.

Od tego roku skauci podczas wypraw muszą się więc zadowolić wegetariańskimi potrawami z plastikowych pudełek. - Dzieci są zachwycone - przekonują przedstawiciele Towarzystwa. W rzeczywistości jednak skauci, z którymi rozmawiali brytyjscy dziennikarze, są bardzo zawiedzeni.

Podobne przykłady można mnożyć. Kilka miesięcy temu w jednej z angielskich szkół zabroniono dzieciom śpiewać piosenkę o trzech świnkach (świnia to dla muzułmanów nieczyste zwierzę) i zamiast tego kazano zaśpiewać o “trzech szczeniaczkach”. W brytyjskich szkołach nauczyciele unikają również mówienia o Holokauście, żeby nie wywołać gniewnej reakcji muzułmańskich uczniów i wzrostu antysemickich nastrojów.

Woda na młyn prawicowych radykałów

Inną sprawą jest usuwanie z przestrzeni publicznej symboli chrześcijańskich. Pod wpływem nacisku Włoskiego Związku Muzułmanów ze szpitali na Półwyspie Apenińskim znikają krzyże.

W wielu francuskich szkołach podczas świąt Bożego Narodzenia nie wolno z kolei śpiewać kolęd czy rysować Świętego Mikołaja. -Obawiam się, że podobne działania mogą odnieść skutek odwrotny do zamierzonego i wywołać niechęć Europejczyków do ich muzułmańskich współobywateli. To woda na młyn dla wszelkiego rodzaju ekstremistów grających na antyimigranckim resentymencie -uważa Bill Aitken z Partii Konserwatywnej.

I rzeczywiście w Wielkiej Brytanii najostrzej przeciw politycznej poprawności występuje skrajnie prawicowa Brytyjska Partia Narodowa (BNP). -Jak słyszę o czymś takim jak zakaz jedzenia dla białych Brytyjczyków podczas ramadanu, to nóż mi się w kieszeni otwiera -mówi “Rz” działacz tego radykalnego ugrupowania Phil Edwards. -Wielka Brytania to nasz kraj i to my powinniśmy tu rządzić, a nie przybysze z Afryki. To oni ze swoimi dziwacznymi obyczajami powinni być obywatelami drugiej kategorii, a tymczasem jest odwrotnie - podkreśla.
PIOTR ZYCHOWICZ

Opinie
Miriam Roberts, organizacja Wielokulturowe Zjednoczone Królestwo (Multicultural UK)

Wspaniała idea, jaką jest zgodne współżycie przedstawicieli rozmaitych ras, narodowości i kultur, wymaga poświęceń. Wszyscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii, niezależnie od koloru skóry, powinni się czuć u nas dobrze, komfortowo. Właśnie dlatego nie powinniśmy zachowywać się w sposób, który mógłby sprawić komuś przykrość. Większość Brytyjczyków to rozumie. Niestety, idee wielokulturowości cały czas usiłują skompromitować prawicowe brukowce. Wykorzystują drzemiące w niektórych ludziach uprzedzenia i judzą przeciwko imigrantom.
John Midgley, brytyjska Kampania przeciwko Politycznej Poprawności

Wielu Europejczyków w kontaktach z muzułmanami zachowuje się jak kompletni szaleńcy. Nie widzą, że sami się ośmieszają. Wypierają się własnej tradycji, żeby przypadkiem nikogo nie urazić. Najzabawniejsze jest to, że większość muzułmanów również się z tego śmieje. Polityczna poprawność jest wytworem liberalnych białych ludzi z klasy średniej. Jedni starają się w ten sposób odpokutować za grzechy kolonializmu. Inni - radykalni marksiści - uważają, że to idealny sposób na zwalczanie tradycyjnych brytyjskich wartości.

Źródło: Rzeczpospolita: Nie zmuszać do tolerancji
20.08.2007


Rz: Zachodni Europejczycy bardzo starają się nie urazić swoich muzułmańskich współobywateli. W Szkocji służba zdrowia nałożyła na pracowników zakaz jedzenia w pracy podczas trwania świętego dla muzułmanów miesiąca ramadan. Co pan sądzi o tych pomysłach?

Bogusław Zagórski: Że są absurdalne. Czy to oznacza, że jeżeli w pracy jest jeden wegetarianin, wszyscy muszą przestać jeść mięso? Oczywiście należy brać pod uwagę to, że muzułmański kolega podczas ramadanu może być zmęczony i głodny, lepiej więc nie zajadać się przy nim w demonstracyjny sposób. Nie podkładać mu pod nos jedzenia. Ale to kwestia kultury osobistej. Odgórne zakazywanie jedzenia w pracy jest po prostu śmieszne.

A chrześcijańskie symbole religijne? W wielu krajach usuwa się je z miejsc publicznych, argumentując, że mogą one urazić wyznawców Allaha.

Chrześcijańskie symbole w niczym im nie przeszkadzają. Oczywiście w każdej społeczności znajdą się oszołomy, ale większość muzułmanów to tolerancyjni ludzie, którzy uważają, że każdy ma prawo do kultywowania swojej religii. Nie mają nic przeciwko temu, żeby - na swój sposób i według swego zwyczaju - robili to chrześcijanie.

A czy jest coś takiego, co może obrazić muzułmanina, coś, czego nie powinniśmy przy nim robić?

Nie powinno się go skłaniać do łamania jego tradycji. Czyli na przykład lepiej nie namawiać go do picia alkoholu lub jedzenia wieprzowiny. To tak jakby zaproponować katolickiemu księdzu wspólne wyjście na podryw. Chyba że muzułmanin jest pańskim dobrym przyjacielem i wie pan, że nie przestrzega tego zakazu. Dodajmy, że dla większości wyznawców islamu jedzenie wieprzowiny jest równie obrzydliwe, jak dla przeciętnego Europejczyka zjadanie mięsa psiego. Poza tym w stosunku do muzułmanów powinno się stosować zasady dobrego wychowania. Tak samo jak w stosunku do wszystkich innych ludzi.

A czy pan jako muzułmanin spotkał się w Polsce z czymś, co by pana uraziło?

Nic takiego sobie nie przypominam. Pamiętam natomiast, że po zamachach z 11 września 2001 roku moi znajomi o ciemnym kolorze skóry mieli na ulicy kilka sytuacji, w których nie czuli się najlepiej. Nie miało to jednak nic wspólnego z uprzedzeniami religijnymi.

Co zatem myśli pan o rozmaitych zakazach nakładanych w trosce o komfort psychiczny muzułmanów?

To klasyczne uszczęśliwianie na siłę. Przypomina mi się taka scena ze wspomnień pewnego przedwojennego oficera. W niedzielę żołnierze maszerują do kościoła. W ramach równouprawnienia Żydów posyła się w zorganizowanej grupie do bożnicy. Tymczasem oni się zapierają rękami i nogami i krzyczą, że już ich dziadowie nie chodzili do synagogi, i wcale nie chcą tam iść. Skutek takich działań musi być zawsze odwrotny od zamierzonego. Psucie krwi wśród obydwu społeczności i w efekcie pogorszenie, a nie polepszenie, panujących pomiędzy nimi relacji. Nie można kogoś zmusić do tolerancji.
rozmawiał Piotr Zychowicz

Bij córkę - masz do tego prawo

Źródło: Rzeczpospolita: Muzułmanie mogą maltretować kobiety
07.08.2007

Włoski Sąd Kasacyjny uniewinnił muzułmańskich imigrantów, którzy bili nastoletnią córkę i przywiązywali ją do kaloryfera za to, że spotykała się z Włochem

W uzasadnieniu sąd tłumaczył, że dziewczyna została pobita “zaledwie” trzy razy. Jego decyzja wywołała we Włoszech powszechne oburzenie i ostrą krytykę ze strony minister do spraw równouprawnienia Barbary Pollastrini. To jednak wyroku nie zmieni, bo jest on ostateczny.

O sądzonej rodzinie wiadomo niewiele. Przybyła do Włoch kilkanaście lat temu z jednego z krajów Maghrebu. Fatima, która za kilka miesięcy skończy 18 lat, wychowywała się w Bolonii. W szkole podobno znakomicie integrowała się z włoskimi uczniami.

Wszystko było dobrze, dopóki nie zaczęła się spotykać z jednym z włoskich kolegów i prowadzić stylu życia zdaniem rodziny niezgodnego z kulturą islamu. Ojciec i brat trzykrotnie pobili ją tak dotkliwie, że szukała ratunku na posterunku policji. Gdy to nie pomogło, rodzina zaczęła dziewczynę krępować po jej przyjściu ze szkoły i przywiązywać do kaloryfera.

Sąd Kasacyjny w uzasadnieniu napisał, że Fatima “pobita została tylko trzy razy w ciągu całego życia, dlatego, że zachowywała się nieodpowiednio”, a do kaloryfera trzeba ją było przywiązywać, bo groziła samookaleczeniem. Zdaniem sędziów zdecydowana postawa rodziny pozwoliła uniknąć tragedii.

Sprawa toczyła się od dwóch lat i przeszła przez wszystkie instancje. Pierwszy wyrok skazujący rodzinę dziewczyny uchylił sąd apelacyjny, a w ubiegłym tygodniu Sąd Kasacyjny odrzucił odwołanie prokuratury. Zdaniem oburzonych Włochów to wyraźny sygnał pod adresem społeczności islamskiej, że może maltretować do woli nieletnie dziewczęta.

Kiedy Fatima skończy18 lat, teoretycznie będzie mogła robić, co zechce. Jednak - jak przypominają włoskie media - może przecież podzielić los 20-letniej Hiny Saleem, którą w zeszłym roku wuj i szwagier zarżnęli kuchennym nożem w Sarezzo za to, że związała się z Włochem i zamieszkała z nim pod jednym dachem w Brescii. Proces morderców jest w toku. Obaj czują się niewinni. Chodzą po celi, recytując wersety Koranu.

Tego rodzaju przestępstwa znajdują zresztą usprawiedliwienie nawet w oczach starszych wiekiem Włochów. Dopiero 26 lat temu z włoskiego kodeksu karnego zniknął paragraf o “Delitto d’onore” (zbrodni w imię honoru).

Wcześniej plamę na honorze uważano za okoliczność łagodzącą. Za zamordowanie z tego powodu córki, żony czy kochanki groziło zaledwie od trzech do siedmiu lat więzienia. Dziś za taki mord można dostać dożywocie, a mimo to o tego rodzaju zabójstwach popełnianych przez Włochów tutejsze media donoszą co najmniej dwa razy w miesiącu.
Piotr Kowalczuk z Rzymu

Islamiści we Włoszech

Źródło: Rzeczpospolita: Włoska szkoła zamachowców
23.07.2007

Szkołę zlikwidowali w sobotę włoscy policjanci. Śledztwo toczyło się od listopada 2006 roku. Podsłuch i kamery włoskie służby zainstalowały w meczecie, a raczej liczącym 60 metrów kwadratowych domu modlitwy na przedmieściach Perugii w Ponte Felcino.

Chodzi o niewinnie wyglądające mieszkanie na parterze tuż obok siedziby partii socjalistycznej z jednej, a ośrodkiem zdrowia z drugiej strony. Policjanci podsłuchiwali również telefony komórkowe pochodzącego z Maroka imama Mustafy el Krochiego i jego pretorianów. Okazało się, że w domu modlitwy poza godzinami przeznaczonymi na rozmowy o Allahu imam prowadził również zajęcia, które trudno nazwać inaczej jak “szkołą terroryzmu”. Najważniejsze włoskie dzienniki w niedzielę takim właśnie tytułem opatrzyły pierwsze trzy strony swoich doniesień na ten temat.

Zajęcia z teorii i praktyki terroru

El Krochi, z zawodu murarz, ma 41 lat. We w Włoszech mieszka od 1989 roku. Ma marokańską żonę i trójkę dzieci. Od pięciu lat jest imamem w domu modlitwy. Włoskie służby walczące z terroryzmem zauważyły, że szczególnie interesuje się stronami internetowymi islamskich fanatyków, a kiedy w ubiegłym roku wyjechał na chwilę do Maroka i po powrocie niesłychanie się internetowo uaktywnił, założono mu wszelkie możliwe podsłuchy. Okazało się, że imam najpierw ściągał ze stron integralistów wszelkie możliwe teksty i filmy, a potem sporządzał z nich podpórkę swoich kazań i wykładów. Podczas spełniania swoich religijnych obowiązków miał się na baczności, ale potem, w pomieszczeniu obok, prowadził zajęcia z teorii i praktyki terroryzmu.

“Wszyscy muzułmanie wejdą do raju, natomiast włoscy niewierni będą się smażyć w piekle, a tych wszystkich, którzy nie rozumieją naszej religii, należy poddać torturom” -opowiadał imam. Dużo czasu poświęcał też opowieściom o “stanowiącym uosobienie szatana” amerykańskim prezydencie George’u W. Bushu i konieczności wymordowania wszystkich Żydów. Wykładom ideologiczno-religijnym towarzyszyły zajęcia praktyczne. Tu słuchacze akademii zbrodni mogli usłyszeć, jak te cele osiągnąć. Imam pokazywał filmy instruujące, jak zrobić bombę ze składników, które można kupić w sklepach oraz gdzie i jak najlepiej ją podłożyć: w supermarkecie, na przystanku autobusowym czy też w samolocie. Ba! Przełożony domu modlitwy organizował nawet kursy walki wręcz.

Imam do dzieci: atakujcie włoskich rówieśników

Jednak największe oburzenie Włochów wzbudziło to, co imam opowiadał i pokazywał muzułmańskim dzieciom islamskich rodzin w Perugii. Zainstalowane kamery włoskich służb specjalnych zarejestrowały taki fragment kazania: “Macie atakować swoich włoskich rówieśników, aż uznają waszą wyższość, aż wypłynie z nich ostatnia kropla krwi. Musicie zademonstrować swoją wyższość nad chrześcijanami i Żydami!”. El Krochi pokazywał również dzieciom, w tym własnej kilkuletniej córce, ściągnięte z Internetu filmy z egzekucji “niewiernych” w Iraku lub Afganistanie, komentując: “Zabij go! O, tak! Allah jest wielki!”.

Imama i jego dwóch najbliższych współpracowników aresztowano. Włoskie służby uznały, że czas działać, bowiem w domu modlitwy w Perugii znajdowały się już składniki do skonstruowania bomb oraz zapalniki. Kolejnych kilkunastu Arabów jest poszukiwanych. Analiza połączeń telefonicznych wskazuje, że imam z Perugii miał kontakt z iracką Faludżą oraz z jednym z zamachowców z madryckiego metra. Co gorsza, nie do końca wiadomo, czy islamiści z Perugii to lokalni zeloci islamskiej wojny, czy element wielkiego międzynarodowego spisku.

Włochów szczególnie przeraża to, że imam el Krochi stał się wojownikiem świętej islamskiej wojny, mimo że mieszka we Włoszech od 18 lat. Już pojawiły się głosy włoskich mediów i wielu polityków, by przestać finansować włoskie meczety, domy modlitwy i centra kultury islamskiej, bo są to w gruncie rzeczy tykające bomby zegarowe.

A jest ich w sumie, oczywiście tylko tych legalnych, 696. Liczbę wyznawców islamu we Włoszech szacuje się na 800 tysięcy (w tym10 tys. rodowitych Włochów, a najczęściej Włoszek), ale co najmniej pół miliona, w tym poszukiwani przez włoskie służby wykładowcy i studenci terrorystycznej szkoły w Perugii, przebywa we Włoszech nielegalnie.

W związku z oskarżeniem o działalność terrorystyczną od zamachów z 2 września aresztowano we Włoszech blisko 300 osób pochodzących z krajów islamskich. Większość wydalono, a skazano ponad 50 osób.
PIOTR KOWALCZUK z Rzymu

Pranie mózgów skutecznie zmienia ludzi w zabójców

Bardzo trudno jest nam walczyć z islamskimi fanatykami, którzy zagrażają naszemu życiu i swobodom obywatelskim, z dwóch przede wszystkim powodów. Po pierwsze - świat polityki, intelektualiści i dziennikarze wciąż tłumaczą i usprawiedliwiają coraz częstsze seanse nienawiści świętą zasadą swobody wypowiedzi. Po drugie - trudno nam zrozumieć, że prawdziwą bronią globalnego islamskiego terroryzmu nie są ładunki wybuchowe ani pistolety, tylko pranie mózgów, które przekształca słuchaczy w roboty śmierci.

Jeśli chodzi o Ponte Felcino, gdzie działała rozbita przez policję szkoła terroryzmu, tylko dwa procent z 5 tysięcy mieszkańców dzielnicy jest Włochami. Zgadzając się na istnienie tego typu gett, sami się prosimy o kłopoty.

Magdi Allam jest muzułmaninem, zastępcą redaktora naczelnego dziennika “Corriere della Sera”

Program Atomowy Iranu

Źródło: Rzeczpospolita: Tarcza nie ma żadnego związku z Iranem
19.07.2007

ROZMOWA z Hadi Faradżwand ambasadorem Iranu w Polsce

Rz: Amerykanie mówią, że chcą wybudować tarczę antyrakietową, żeby chronić siebie i Europejczyków między innymi przed Iranem. Czy Iran jest zagrożeniem dla Ameryki i Europy?

HADI FARADŻWAND: Pomysł tarczy nie jest nowy. To poprawiona wersja projektu, który pojawił się już za prezydenta Reagana. Za Clintona zaczęto ponownie o nim myśleć, a decyzja o realizacji to czasy Busha. Gdy projekt powstawał, nie było jeszcze mowy o zagrożeniu ze strony Iranu. Także teraz techniczna strona projektu wyraźnie wskazuje, że służy on osiągnięciu strategicznej przewagi nad innymi krajami, prawdopodobnie Rosją i Chinami. Iran nie ma rakiet, które mogłyby razić cele w Stanach Zjednoczonych czy w Europie. To, że Amerykanie wymieniają Iran w kontekście projektu tarczy antyrakietowej, jest po prostu posunięciem propagandowym.

Teraz Iran nie ma takich rakiet. Ale Amerykanom chodzi o przeciwstawienie się temu, co będzie zagrożeniem za 10 czy 15 lat.

Iran nie ma zamiaru pracować nad tego typu pociskami czy rakietami. Mówienie o zagrożeniu w przyszłości jest nieuzasadnione.

Część amerykańskiej tarczy antyrakietowej zapewne powstanie w Polsce. Jak to wpłynie na stosunki irańsko-polskie?

Sam fakt, że Polska decyduje się na budowę systemu obrony antyrakietowej, to jej wewnętrzna sprawa. Natomiast deklaracji politycznych, że tarcza jest wymierzona przeciw Iranowi, oczywiście byśmy sobie nie życzyli. Tym bardziej że władze Polski dobrze wiedzą, że tak naprawdę ten system nie służy przeciwstawieniu się zagrożeniu ze strony Iranu.

Mówi pan, że Iran nie stanowi zagrożenia dla żadnego państwa. Jednak prezydent Ahmadineżad zapowiada wymazanie z mapy Izraela. W mediach zachodnich pojawiają się też spekulacje, że Iran ma zamiar militarnie się zaangażować w sąsiednim Iraku.

Iran w ciągu ostatnich 200 lat nigdy na nikogo nie napadł. Słowa prezydenta zostały zinterpretowane z myślą o określonym efekcie propagandowym. Jeżeli zaś chodzi o Irak, to nasza polityka nie służy żadnym innym celom niż zapewnieniu pokoju. Najlepszy dowód to przyjęcie propozycji bezpośrednich rozmów z USA poświęconych dalszej stabilizacji w Iraku.

Jak naprawdę brzmiały słowa dotyczące Izraela?

Nie było żadnych wypowiedzi sugerujących, że Iran zamierza zniszczyć Izrael czy dokonać jakiejkolwiek agresji. Z drugiej strony żaden kraj nie może przyjąć okupacji jako podstawy swego istnienia. Jesteśmy zwolennikami demokratycznego rozwiązania problemu Izraela. Polegałoby to na tym, że wszyscy mieszkający tu od pokoleń - Żydzi, muzułmanie i chrześcijanie, a także Palestyńczycy, którzy są na wygnaniu - określiliby w referendum przyszłość tego terytorium i rodzaj rządów.

Przejdźmy do irańskiego programu atomowego. Ostatnio pojawiły się doniesienia, że Teheran jest skłonny do jego spowolnienia. Czy zaczyna się zgadzać z krytyką, że program nuklearny burzy spokój w świecie?

Program atomowy Iranu ma charakter pokojowy. Potwierdzała to wielokrotnie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej. Iran, posiadając już pokojową energię jądrową, mógłby się przyczynić do rozwoju współpracy gospodarczej w regionie. I w rezultacie do zwiększenia stabilizacji. Iran zawsze współpracował z MAEA. Kwestia spowolnienia czy zatrzymania programu z zasady nie jest rozpatrywana.

Wcześniej inspektorzy MAEA nie byli dopuszczani do obiektów atomowych w Iranie, a plomby zakładane przez Agencję były zrywane. Program atomowy Iranu w ogóle jest tajemniczy. I pewnie stąd podejrzenia, że ma cele nie tylko pokojowe.

Nie mają one zupełnie pokrycia w faktach. Iran pozwalał inspektorom Agencji na dokonywanie inspekcji w każdym miejscu, w którym sobie życzyli. Dotyczy to również miejsc o charakterze militarnym. Nasz program nuklearny jest całkowicie pod kontrolą MAEA i Iran będzie kontynuował współpracę z tą instytucją w zakresie nadzoru nad programem.

Reprezentuje pan kraj, który Amerykanie zaliczyli do osi zła, kraj, który ma wizerunek fundamentalistycznego i zagrażającego światu. Czy dyplomaci z Iranu mają w związku z tym utrudnioną pracę, czują się izolowani?

Szczycę się, że jestem przedstawicielem wielkiego kraju. W żaden sposób nie jesteśmy izolowani. Takie postrzeganie Iranu wynika z tego, że USA tak nas przedstawiają. Ale Ameryka to nie jest cały świat. Mamy dobre stosunki z wieloma państwami, rozwija się nasza współpraca gospodarcza ze wszystkimi krajami, między innymi z państwami europejskimi. Ostatnio na przykład podpisaliśmy 30-miliardowy kontrakt na dostawę gazu do Austrii.
rozmawiał Jerzy Haszczyński

Religia to opium dla ludu !!!

Źródło: Rzeczpospolita: Czy Watykan indoktrynuje dzieci?
22.06.2007

ONZ przyznała status doradczy radykalnej grupie ateistów. Według niej edukacja religijna jest łamaniem praw dziecka, a kościoły są centrami indoktrynacji

Chodzi o Centrum Śledcze (CFI), organizację, której główna siedziba znajduje się w Nowym Jorku, a poszczególne oddziały rozrzucone są niemal po całym świecie. Jej celem jest “dostarczanie racjonalnych, etycznych alternatyw dla panujących obecnie paranormalnych i religijnych systemów wartości”. W praktyce jej działalność sprowadza się do zwalczania wszelkich przejawów religii wżyciu publicznym i promocji “naukowego ateizmu”.

W październiku odbędzie się wielki zjazd przedstawicieli grupy w Pekinie. Jednym z najważniejszych punktów obrad będzie religijna edukacja dzieci. Debatę zapoczątkował prominentny działacz CFI, szef indyjskiego oddziału organizacji Innaiah Narisetti. W specjalnym dokumencie przygotowanymna zjazd stwierdza on, że religijna edukacja dzieci jest formą naruszania ich praw i, podobnie jak przemoc czy molestowanie seksualne, powinna być zabroniona.

“W takiej czy innej formie wszystkie religie naruszają prawa dzieci” - napisał Narisetti. Jego zdaniem wszelkie świątynie - kościoły, meczety czy synagogi -są niebezpiecznymi centrami indoktrynacji.

“ONZ musi zająć jasne stanowisko w sprawie przymusowego udziału dzieci w praktykach religijnych - napisał. - Musi się ująć za prawami dzieci, a nie tylko prawami rodziców i społeczeństw, które narzucają [dzieciom] religijne przekonania. ONZ musi się zastanowić, czy organizacja taka jak Watykan powinna być jej członkiem. Jeżeli tego nie zrobi, miliony dzieci będą nadal napastowane”.

Poglądy wyrażone przez Narisettiego pokrywają się ze stanowiskiem CFI. Podczas zjazdu w Pekinie grupa prawdopodobnie oficjalnie zwróci się do ONZ, aby zmieniła stanowisko w sprawie “religijnej indoktrynacji dzieci”. Sama ONZ nie chce komentować sprawy.

-Dlaczego przyznaliśmy im status doradczy? Nie mam pojęcia. Musimy to sprawdzić. Proszę napisać oficjalny list z pytaniami, odpowiedź odeślemy za dziesięć, 12 dni -powiedziała “Rz” przedstawicielka biura ONZ współpracującego z organizacjami pozarządowymi.

Sprawa wzbudziła oburzenie organizacji religijnych. -To naprawdę absurdalne, aroganckie pomysły. Ci ludzie wmawiają nam, że walczą z religią, a sami są religijnymi fanatykami. Ta religia nazywa się ateizm, a CFI usiłuje ją narzucić reszcie społeczeństwa -powiedział “Rz” John-Henry Westen, znany kanadyjski działacz katolicki.
PIOTR ZYCHOWICZ

DR PAUL KURTZ, założyciel i prezes CFI
Dzieci są jednostkami ludzkimi i muszą mieć zapewnione prawo wyboru. Rodzice nie mogą im narzucać swoich własnych przekonań. Dzieci muszą się uczyć w szkołach o zdobyczach nowoczesnej nauki. Archaiczne tezy forsowane przez instytucje religijne - na przykład kreacjonizm - są ograniczeniem tego prawa.

KIERA MCCAFFREY, nowojorska Liga Katolicka
CFI ingeruje w podstawowe prawo rodziców, jakim jest wychowanie własnych dzieci. Mamy do czynienia z grupą antyreligijnych radykałów. Znamy ich bardzo dobrze. W zeszłym roku prowadzili kampanię wymierzoną w obchody Bożego Narodzenia. Oni boją się Watykanu i dlatego chcą się go pozbyć z ONZ.

Następna strona »


Nowe artykuły na email

Kliknij poniższy link i zapisz się, a będziesz otrzymywał nowe artykuły na email:

ZAPISUJE SIĘ >>

 

lipiec 2008
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyka

  • 289,483 odwiedzin