Archiwum kategorii 'Niemcy' Category

Odszkodowania dla ocalałych z Holokaustu

Zaledwie połowa rekompensat, jakie Niemcy wypłaciły Izraelowi, trafiła do ocalałych z Holokaustu – ustaliła specjalna komisja prawników

– To niesprawiedliwe z ludzkiego i narodowego punktu widzenia. Państwo Izrael przez kilka pokoleń nie zadbało odpowiednio o ocalałych z Holokaustu

– powiedziała cytowana przez dziennik „Jerusalem Post” szefowa komisji, była sędzina Sądu Najwyższego Dalia Dorner.

Chodzi o porozumienie zawarte pomiędzy RFN a Izraelem w Luksemburgu w 1952 roku. Niemcy zobowiązali się wówczas do wypłacenia izraelskiemu rządowi wysokich rekompensat za Holokaust. W wyniku tej umowy na izraelskie konta wpłynęło około 61,5 miliarda szekli (około 20 miliardów dolarów).

Jak ustaliła komisja Dalii Dorner, zaledwie trochę więcej niż połowa z tego (38 miliardów szekli) trafiła do ocalałych w postaci bezpośrednich wypłat, świadczeń socjalnych i opieki medycznej. Jak wyliczyli prawnicy, rząd jest w sumie winien każdemu z nielicznych już ocalałych po dwa miliony szekli.

Co się stało z resztą pieniędzy? – To były początki Państwa Izrael. Kraj był w trakcie budowy. Niemieckie pieniądze poszły na powstającą infrastrukturę. Był to jednak poważny błąd – powiedział „Rzeczpospolitej” znany izraelski pisarz Eliahu Salpeter. – Rząd powinien naprawić błąd, póki nie jest za późno. Pieniądze trzeba zwrócić – dodał.

W Izraelu mieszka obecnie blisko ćwierć miliona Żydów, którzy przetrwali w okupowanej przez Niemców Europie. Jedna trzecia żyje w ubóstwie. Według szacunkowych danych co roku umiera kolejne 10 procent ocalałych.

Źródło : Rzeczpospolita: Czy rząd Izraela oszukał ocalałych
Piotr Zychowicz 24-06-2008

Dlaczego europejczycy są lewicowi - czyli lewicowa indoktrynacja

Lewicowa indokrynacja? Młodzież dowiaduje się w szkołach, że międzynarodowe korporacje to szarańcza, a kapitaliści to potwory

„Codzienna walka”, „Kapitał wypiera pracę”, „Nowoczesne niewolnictwo”, „Powrót do średniowiecza” – takie tytuły królują po dziś dzień w niemieckich podręcznikach szkolnych.

– Przeważa niechęć do kapitalizmu – twierdzi Stefan Theil, autor opracowania na temat wizerunku kapitalizmu w niemieckich szkołach. Jeden z podręczników zamieszcza zdjęcie opasłego kapitalisty z różą w zębach obok spoconego robotnika. W innym – kapitalista z książkowej ilustracji cieszy się z rozszerzenia UE, bo umożliwi mu to obniżenie obowiązujących w Niemczech standardów socjalnych.

Praca, depresja, rak

W wielu podręcznikach można znaleźć obszerne cytaty z programów związków zawodowych. – Przedsiębiorstwa są przedstawiane jako miejsca, w których robi się podejrzane interesy – twierdzi Theil.

Podobnie jest z podręcznikami francuskimi, które głoszą, że wzrost gospodarczy „wymusza nieuporządkowany styl życia, prowadzi do przepracowania, stresu, depresji, zawałów, a nawet sprzyja zachorowalności na raka”. Tak przynajmniej twierdzą autorzy „Histoire du XXe siecle” (Historia XX wieku), podstawowego podręcznika przygotowującego do egzaminów na studia wyższe.

– Zdumiewające, jak małą wiedzę na tematy ekonomiczne mają absolwenci szkół średnich – mówi prof. Günter Faltin z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Wini konserwatywnych nauczycieli, którzy wyrośli w okresie niemieckiego cudu gospodarczego i państwa dobrobytu zapoczątkowanego przez Ludwiga Erharda i jego program społecznej gospodarki rynkowej. Właśnie mija 60 lat funkcjonowania tego modelu i wprowadzenia niemieckiej marki (DM), która niemal z dnia na dzień zmieniła obraz niemieckiej gospodarki i zapełniła półki sklepowe. Niemcy tęsknią do tych czasów i nie przyjmują do wiadomości, że wraz z rozwojem globalizacji wszystko się zmieniło. Jeszcze trzy lata temu połowa pytanych o zdanie obywateli oceniała „stosunki gospodarcze” jako niesprawiedliwe. Dzisiaj, gdy liczba bezrobotnych zmniejszyła się o półtora miliona, trzy czwarte ankietowanych wyraża niezadowolenie z kierunku rozwoju gospodarczego. – Jednej z przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać właśnie w niemieckich podręcznikach szkolnych – twierdzi prof. Faltin.

Niemcy nie chcą zakładać firm

– Nie jest wcale tak źle. Podręczniki przedstawiają bardziej zróżnicowany obraz gospodarki niż się na pozór wydaje – twierdzi Susanne Grindel z Instytutu Georga-Eckerta zajmującego się badaniami porównawczymi podręczników z różnych krajów.

Jedno jest jednak pewne. Niemieckie podręczniki podkreślają w większym stopniu rolę państwa w organizowaniu życia gospodarczego niż na przykład angielskie czy amerykańskie, które kładą nacisk na osobistą odpowiedzialność obywateli za ich status ekonomiczny. Dlatego zaledwie co piąty Niemiec jest zdania, że warto prowadzić własną działalność gospodarczą, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wskaźnik ten jest dwa razy wyższy.

– Czas uświadomić wszystkim, że pojęcie społecznej gospodarki rynkowej to nie tylko sprawa podziału dóbr, ale uporządkowany system gospodarki rynkowej, który opiera się na wolności osobistej, konkurencji i odpowiedzialności jednostki – głosi Hans Tietmeyer z Initiative Neue Soziale Marktwirtschaft (Inicjatywa Nowej Społecznej Gospodarki Rynkowej).

– Zapomniano już, że sukces gospodarczy RFN był wynikiem neoliberalnego eksperymentu bez precedensu – tłumaczy „Der Spiegel”, wyjaśniając mechanizm reform Ludwiga Erharda.

Wyniki badań podręczników historii www.insm.de/index.html

————————

dr Ireneusz Krzemiński, socjolog, Uniwersytet Warszawski

W Niemczech w ostatnich latach do głosu doszła intelektualna lewica, która stanowi tam część elit. Lewicowe poglądy są szerzone w szkołach i na uniwersytetach. Lewica stanowi dominującą siłę na uczelniach, jednak nie jest to moim zdaniem stałe zjawisko. To się zmienia. W tej chwili wrogie wobec kapitalizmu nastroje są również powodowane rosnącym kryzysem gospodarczym. Ja bym się tym specjalnie nie przejmował. Wszyscy pamiętamy, jak wrogo francuskie elity intelektualne podchodziły do rozszerzenia Unii Europejskiej o byłe kraje bloku wschodniego, w tym Polskę. Źródłem tego wrogiego nastawienia były między innymi francuskie uniwersytety zdominowane przez wykładowców o lewicowych poglądach. Mimo to jesteśmy dziś członkami Unii. Na szczęście w takich krajach jak USA i Wielka Brytania liberalizm oraz konserwatyzm znowu rosną w siłę. Sytuacja w Polsce jest oczywiście zupełnie inna niż na Zachodzie. Przede wszystkim kryzys gospodarczy na razie do nas nie dotarł. Nawet nie rozważamy takiej możliwości, że może kiedyś do nas dotrzeć. Kiedy to się stanie, także u nas będą mnożyć się głosy krytykujące kapitalizm. W mediach, na uniwersytetach i w szkolnych podręcznikach.

To, że dziś mniej krytycznie podchodzimy do kapitalizmu niż Zachód, jest także związane z naszym doświadczeniem socjalizmu. Przez cały okres PRL przeciwstawiało się oba te systemy: kapitalizm i socjalizm. Socjalizm był tym dobrym, a kapitalizm tym złym systemem. Aż okazało się, że socjalizm zaprowadził nas w ślepą uliczkę. Polacy zrozumieli, że kapitalizm oznacza wolny rynek i demokrację, a w porównaniu z socjalizmem ma tę zaletę, że mimo iż nie jest doskonały, można go poprawić, udoskonalić. To doświadczenie, którego brak elitom na Zachodzie.

—not. ryb

Piotr Jendroszczyk z Berlina
————-

Źródło : Rzeczpospolita: Niemcy nie lubią kapitalizmu
Aleksandra Rybińska, Piotr Jendroszczyk 24-06-2008

Antykapitalizm niemieckich socjalistów

Gdy przyjrzeć się dzisiejszej nagonce na Nokię w Niemczech, śmieszne wydają się zarzuty o „prześladowanie” biznesmenów w Polsce za rządów Jarosława Kaczyńskiego – pisze zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”

W ojczyźnie Karola Marksa odżywa właśnie wyjątkowo obrzydliwa forma populizmu. Posługując się językiem, jakiego używano do niedawna na zachodzie Europy w stosunku do Polski, można by stwierdzić, że mamy do czynienia ze „zjawiskiem budzącym najwyższy niepokój”.

Politycy z lewej i prawej strony prześcigają się w rzucaniu obelg na Nokię, fiński koncern, który ośmielił się zamknąć ostatnią w Niemczech fabrykę telefonów komórkowych i zwolnić ponad 2 tys. pracowników. Liderzy SPD mówią o bezdusznym wyzysku i „brutalnym kapitalizmie z epoki kamienia”, a ministrowie rządu Angeli Merkel (m. in. Horst Seehofer z „prawicowej” CSU) ostentacyjnie nawołują do bojkotu skandynawskiej firmy.

– Nie chcę już widzieć w moim domu żadnej nokii – mówi przywódca socjalistów Kurt Beck.

Obronimy was przed potworem

Stąd nagle ten seans nienawiści? Ano stąd, że pod koniec stycznia i w ostatnim tygodniu lutego w trzech niemieckich landach – Hesji, Dolnej Saksonii i Hamburgu – odbędą się wybory, a atak na Nokię jest najlepszym i najtańszym sposobem, by podlizać się elektoratowi. Wszak szary niemiecki wyborca jest wychowywany od lat w aurze podejrzliwości wobec kapitalizmu. Dlatego łatwo nim manipulować i wciskać bajki o „społecznej gospodarce rynkowej” i opiekuńczej roli państwa. Dziś nad Renem każdy kapitalista to krwawy, żarłoczny, bezwzględny potwór zainteresowany wyłącznie zyskami i nieliczący się ze zwykłym człowiekiem. A politycy? Politycy oczywiście liczą się ze zwykłym człowiekiem i was, drodzy wyborcy, przed owym monstrum obronią własną piersią.

Stosownej indoktrynacji poddawane są już szkolne dzieci. Stefan Theil pisze w ostatnim numerze periodyku „Foreign Policy”, że w podręcznikach ekonomii główny nacisk kładzie się na „wychwalanie korporacyjnej i kolektywistycznej tradycji niemieckiego systemu”. Nauczanie odbywa się przez pryzmat „odwiecznego konfliktu między pracownikiem a pracodawcą”, a główna batalia toczy się o wysokość pensji i kodeks pracy.

Walka, walka, walka. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze Nokia nie jest już dobrze zarządzaną firmą sprzedającą nowoczesne produkty, nie jest już powszechnie poważaną marką. Jest wrogiem.

Szef wpływowego związku zawodowego IG Metall Berthold Huber mówi w radiu: „Nie pozostaje nam nic innego, jak walczyć”. Jeden z pracowników zakładu Nokii w Bochum obwieszcza reporterom: „Jesteśmy w stanie wojny”. A Kurt Beck w specjalnie nagranym internetowym klipie deklaruje: „Będziemy walczyć ramię w ramię z ludźmi, którzy stracili pracę”.

Masy przeciw biznesowi

Tak oto podsycany jest rewolucyjny zapał mas. Jak za dawnych, dobrych lat… Żadna rewolucja jednak się nie powiedzie, jeśli nie uda się wstrząsnąć ludzkimi pokładami jadu. Masy mają skierować swój gniew przeciwko wielkiemu biznesowi: w zależności od potrzeb mogą to być banki, firmy ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne (nazwane niegdyś przez byłego wicekanclerza Franza Münteferinga „szarańczą”) czy producenci komórek. Poważni politycy z poważnych partii bez skrupułów przekraczają kolejne granice populizmu. Czym się różnią tyrady Becka i Seehofera od wściekłych ataków na globalizację w wykonaniu Jeana-Marie Le Pena?

Nokia przeniesie teraz produkcję do nowo budowanej fabryki w Rumunii. Niemiecka klasa polityczna zapewne wolałaby, żeby Rumuni nie eksportowali telefonów, tylko pokornie korzystali z unijnych zapomóg (opłacanych z pieniędzy… niemieckich podatników), ale prawa wolnego rynku są – chwała Bogu – bezlitosne. Siła robocza w Klużu jest wielokrotnie tańsza niż w Bochum. Podatki osobisty i korporacyjny są w Rumunii płaskie i wynoszą 16 procent, podczas gdy w Niemczech dopiero niedawno CIT został obniżony z blisko 39 do 30 proc., a najwyższa stawka PIT sięga 42 proc. No i w Siedmiogrodzie nie panoszy się IG Metall.

Niemieccy politycy, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, nie chcą zrozumieć, że nie żyjemy już ani w XIX, ani w XX wieku. Nie mieści im się w głowie, że prywatna firma bardziej dba o swoich akcjonariuszy niż o zapewnienie bezpieczeństwa socjalnego lokalnej społeczności. Nie potrafią pojąć, że niskie podatki służą rozwojowi przedsiębiorczości, a wysokie przedsiębiorczość dławią. Otwierają szeroko oczy, kiedy ktoś nieśmiało zauważy, że większość państw byłego bloku sowieckiego cieszy się dzisiaj dużo większym liberalizmem gospodarczym niż Niemcy. Z niedowierzaniem kręcą głową, gdy dowiadują się, że w Polsce, by założyć zakład naprawiający komputery, nie trzeba się zapisywać do cechu, zdawać egzaminów i być informatykiem z wykształcenia.

Czy będą równie zdziwieni, gdy zaczną kupować montowane w Rumunii komórki i okaże się, że działają równie dobrze, a może i lepiej niż nokie produkowane w Zagłębiu Ruhry?

Zostaje nauczka

Afera z fińską firmą to festiwal cynizmu najwyższej próby. Wyobraźmy sobie teraz niemieckiego polityka, który na forum publicznym, np. w Davos, będzie namawiał zagraniczne koncerny do inwestowania w jego ojczyźnie. Owszem, Niemcy oferują fantastyczne warunki: znakomitą infrastrukturę, doświadczoną kadrę menedżerską, przejrzyste prawo. A oprócz tego szczerą nienawiść do kapitalizmu większości społeczeństwa podkręcaną od czasu do czasu i przez socjaldemokratów, i przez chadeków.Gdy przyjrzeć się dzisiejszej nagonce na Nokię, śmieszne wydają się zarzuty o „prześladowanie” biznesmenów w Polsce za rządów Jarosława Kaczyńskiego. Były premier rzeczywiście kilkakrotnie zagalopował się w krytyce „oligarchów” en masse, ale trudno porównywać tamte puste groźby z bardzo dobrze przemyślanym bojkotem fińskiego koncernu przez berliński establishment.

Nauczka jednak pozostaje, albowiem przeogromna jest wśród polityków pokusa wzniecania niezdrowych uczuć u wyborców. Na szczęście Polacy, w przeciwieństwie do zachodnich sąsiadów, nie są aż tak podatni na antykapitalistyczne slogany, skoro ugrupowanie uważane za skrajnie liberalne i sprzyjające „wielkiemu biznesowi” w cuglach wygrało wybory.Na koniec jeszcze drobna osobista deklaracja (świadomie ocierająca się o kryptoreklamę): jestem dumnym posiadaczem nokii i gdy w najbliższym czasie wybiorę się za Odrę, będę się z nią bezwstydnie obnosił. Jeśli jednak Finowie zmiękną i ulegną hordom niemieckich populistów, nie będzie już dla nokii miejsca w moim domu.

Źródło : Rzeczpospolita: Niemiecki seans nienawiści do kapitalizmu
Marek Magierowski 24-01-2008

Szwecja kontra gazociąg północny

Źródło: Rzeczpospolita: Szwecja zaogniła spór o trasę gazociągu północnego
02.11.2007

Rząd szwedzki domaga się przeprowadzenia dodatkowych badań w celu sprawdzenia, czy gazociąg północny nie zagraża środowisku naturalnemu – powiedział Andreas Carlgren, minister ochrony środowiska tego kraju. To oznacza, że budowa gazowej magistrali może się opóźnić o kilka lat.

Koszt takich badań to ponad 30 mln dol. i jest prawdopodobne, że dowiodą one szkodliwości tej inwestycji, ponieważ trasa przebiega przez teren objęty ochroną w ramach programu Natura 2000, oraz składowiskami uzbrojenia, w tym broni chemicznej. – Aby podjąć ostateczną decyzję w sprawie tego projektu, rząd musi się zapoznać z wynikami wiarygodnych badań, które ostatecznie udowodnią, jakie mogą być efekty przeprowadzenia gazociągu północnego obecnie planowaną trasą , a jakie innymi alternatywnymi – powiedział szwedzki minister. W tej sytuacji Gazprom, który ma 51 proc. udziałów w planowanej inwestycji, oraz dwie firmy niemieckie BASF i E.ON (po 24,5 proc. każda) będą musiały zlecić wykonanie takich badań, których wcześniej domagała się jedynie Polska.

Przez dłuższy czas nasz kraj był osamotniony w obawach o negatywny wpływ inwestycji na stan środowiska naturalnego w Bałtyku. W kilku ostatnich dniach takie obawy wyraziły też Estonia i Finlandia, ale powszechnie czekano na wsparcie ze strony Szwecji. Efektem wcześniejszych zastrzeżeń Polski była zmiana przebiegu trasy gazociągu, który przesunięto z polskich wód terytorialnych.

Kilka dni temu premier Rosji Wiktor Zubkow powiedział, że w tej sytuacji warto zastanowić się nad powrotem do pomysłu budowy drugiej nitki rurociągu jamalskiego prowadzącej przez Białoruś i Polskę do Niemiec. Według niezależnych wyliczeń Jamał 2 jest tańszy od gazociągu północnego o 2 – 3 mld dol. Wczoraj ten pomysł kategorycznie odrzucił rosyjski minister energii Wiktor Christienko. Jego zdaniem taka inwestycja nie ma uzasadnienia ekonomicznego. Zdaniem Gazpromu odkurzenie tego pomysłu będzie aktualne wówczas, kiedy na Białorusi i w Polsce znacząco wzrośnie popyt na gaz.
Danuta Walewska

Muzułmańska ekspansja trwa

W Niemczech powstaje obecnie 184 nowych meczetów - podał niemiecki dziennik “Sueddeutsche Zeitung”, powołując się na islamską placówkę Islamarchiv w Soest, w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Jak zaznacza gazeta, liczba ta obejmuje jedynie “klasyczne świątynie”, posiadające widoczne z zewnątrz kopuły i minarety.Dodatkowo muzułmanie budują bądź planują budowę 2600 domów modlitwy, szkół i placówek oświatowych.

Muzułmańska Rada Koordynacyjna zdementowała tymczasem pogłoski o planach przejęcia kolejnych świątyń chrześcijańskich.”Wielkie Kościoły chrześcijańskie z zasady nie sprzedają już muzułmanom świątyń” - powiedział “SZ” rzecznik rady BekirAlboga. Dotychczas na meczety zamieniono nie więcej niż “półtuzina” kościołów - twierdzą muzułmanie.

W liczących 82 mln mieszkańców Niemczech mieszka ponad 3 mln muzułmanów. Największe emocje wzbudzają od miesięcy plany budowy nowego meczetu w Kolonii. Budowla ma mieć 34-metrową kopułę oraz dwa 55-metrowe minarety. Okoliczni mieszkańcy protestują przeciwko tej inwestycji.
Źródło : PAP/Rzeczpospolita

Ile nas kosztowało wyzwolenie w 1945r. przez Sowietów

Źródło: Rzeczpospolita: Haracz za “wyzwolenie” Polski
21.07.2007

Polska poniosła w czasie II wojny światowej niewątpliwie największe straty ludzkie i materialne w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Zdecydowana większość tych strat była skutkiem systematycznego terroru niemieckiego, czego symbolem, obok wymordowania około 5 milionów polskich obywateli, była zagłada Warszawy. Straty ludności stolicy Polski przewyższały kilkakrotnie straty całej Francji, nie mówiąc o innych okupowanych krajach zachodnich czy Czechosłowacji. Podobnie rzecz się miała ze stratami materialnymi.

Wydawać by się więc mogło, że właśnie Polska miała nie tylko wyjątkowe moralne, ale też polityczne prawo do odszkodowań wojennych kosztem pokonanych Niemiec. Jednakże za sprawą “wyzwolicieli” sowieckich, którzy potraktowali zrujnowany kraj jako należny im łup wojenny, nie dane było Polsce uzyskać choćby symbolicznej rekompensaty za poniesione straty. Brytyjczycy i Amerykanie przyjęli tę sytuację do wiadomości bez większych sprzeciwów.

Węgiel za pół darmo

Podczas konferencji wielkiej trójki w Poczdamie latem 1945 roku uzgodniono, że Niemcy zapłacą 20 miliardów dolarów reparacji wojennych. Połowa tej kwoty miała przypaść Związkowi Radzieckiemu, który poniósł w liczbach absolutnych największe straty ludzkie. Niewątpliwie to Armia Czerwona pokonała Wehrmacht. Wkład wojsk amerykańskich i brytyjskich był co prawda znaczący, ale na pewno nie decydujący. Natomiast francuski wysiłek wojenny był zgoła nikły - polski przewyższał go zdecydowanie mimo mniejszego potencjału ludzkiego i gospodarczego.

W Poczdamie uzgodniono, że polskie żądania reparacyjne zostaną zaspokojone z części, która przypadła Związkowi Radzieckiemu. 16 sierpnia 1945 roku została podpisana w Moskwie dwustronna umowa -pomiędzy marionetkowym rządem “polskim” (Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej) a rządem sowieckim -o odszkodowaniach za wyrządzone przez Niemców straty.

W myśl tej umowy Związek Radziecki zrzekł się wszelkich roszczeń do mienia niemieckiego i innych aktywów na całym terenie Polski. Ponadto ustalono, że przekaże Polsce15 proc. ze swojej części masy reparacyjnej, czyli 1,5 miliarda dolarów. Równocześnie jednak rząd “polski” zobowiązał się do corocznych dostaw węgla po specjalnych cenach (na poziomie ok. 10 proc. cen światowych) w wysokości 8 milionów ton w roku 1946, po 13 milionów ton w następnych czterech latach (1947 - 1950) oraz po 12 milionów ton w kolejnych. Strona sowiecka narzuciła cenę w wysokości 1,22 dolara zatonę węgla oraz 1,44 dolara za tonę koksu. W tej sytuacji nawet ów “polski” rząd chciał w ogóle zrezygnować z “reparacji”. Lecz dopiero w marcu 1947 r. Stalin zgodził się na zmniejszenie dostaw węgla o połowę. Jednak równocześnie zostały zredukowane o połowę odszkodowania, jakie miała uzyskać Polska, z 15 do 7,5 proc, całej sowieckiej masy reparacyjnej.

Straty wynikające z dostaw węgla do Związku Radzieckiego w latach 1946 - 1953 po zaniżonych cenach i tak były ogromne. Gdyby Polska sprzedała ten węgiel na rynku światowym, uzyskałaby około 836 milionów dolarów więcej. A co zyskała w zamian? Według wewnętrznych danych sowieckich wartość dostaw do Polski z tytułu reparacji wyniosły do 1 stycznia 1950 roku 186,5 miliona dolarów. Było to 5,6 proc. otrzymanych do tego czasu przez Związek Radziecki reparacji, które wyniosły 3326,4 miliona dolarów. W sumie do1953 roku, kiedy zakończyły się wypłaty reparacyjne, Polska otrzymała - także według danych sowieckich - urządzenia i towary na sumę 228,3 miliona dolarów (a miała dostać na kwotę 750 milionów dolarów). Jest jednak wątpliwe, czy te liczby są prawidłowe, ponieważ strona polska nie miała możliwości ich zweryfikowania. Ponadto, gospodarka sowiecka miała wybitnie “księżycowy” charakter, co oznaczało, że także ceny produktów były ustalane arbitralnie, bez związku z ich rzeczywistą, wolnorynkową wartością.

Realizacja reparacji wojennych za zniszczenia spowodowane przez okupację niemiecką była dla Polski w istocie ogromnym obciążeniem. Polska, zamiast zyskać, straciła około 600 milionów dolarów. Suma ogromna w tamtych czasach, zwłaszcza dla tak zrujnowanego kraju. Kiedy państwa zachodnie otrzymywały pomoc w ramach planu Marshalla - także zachodnie Niemcy - Polska płaciła haracz sowieckim “wyzwolicielom”.

Największy rabunek XX wieku

Nie były to jedyne straty spowodowane celową i systematyczną polityką “gospodarczą” sowieckich “wyzwolicieli”. Jak wspomniano, Związek Radziecki zrzekł się 16 sierpnia 1945 roku roszczeń do mienia niemieckiego i innych aktywów niemieckich na terenie całej Polski, w tym także na nowych ziemiach zachodnich. Jednak wcześniej, od lutego do sierpnia 1945 roku, teren dzisiejszej Polski był obszarem zapewne największej, obok terenów przyszłej NRD, systematycznej akcji rabunkowej w historii XX wieku. Sowieckie trofiejne komanda demontowały i wywoziły całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia, tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z całej “wyzwolonej” Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Najbardziej atrakcyjnym kąskiem dla Sowietów był przemysł Górnego Śląska. Już 31 stycznia 1945 r. Stalin wydał rozporządzenie, aby rozpoznać stan przemysłu na Śląsku. W tym samym dniu marszałek Żukow zameldował Stalinowi, że zakłady przemysłowe na terenach właśnie wyzwolonej Polski prawie nie ucierpiały, ponieważ Niemcy nie mieli czasu, aby je zniszczyć, a tym bardziej ewakuować. Podobnie było na pozostałych terenach na wschód od Odry.

W lutym 1945 r. Państwowy Komitet Obrony (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony - GKO), który skupiał całą władzę w Związku Radzieckim do momentu rozwiązania 4 września 1945 roku, wydelegował do Polski, głównie na Górny Śląsk, komisje ekspertów, których zadaniem była rejestracja wszystkich ważnych zakładów i urządzeń przemysłowych.

W aparacie GKO została powołana specjalna struktura zajmująca się zdobyczami wojennymi. 25 lutego 1945 r. Stalin, przewodniczący GKO, wydał rozporządzenie nr 7590 o stworzeniu Komitetu Specjalnego przy GKO pod kierownictwem Georgija Malenkowa, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Zadanie Komitetu Specjalnego zostało sformułowane w punkcie 2 rozporządzenia: “a) Ustalenie i rejestracja podlegających wywozowi do ZSSR z terytorium Niemiec, a także z terytorium Polski (według rozporządzenia GKO nr 7558 z 20 lutego tego roku) urządzeń, szyn kolejowych, parowozów, wagonów, statków parowych oraz innych rodzajów środków transportu, surowców oraz gotowych produktów”.

Komitet Specjalny otrzymał ponadto za zadanie zorganizowanie demontażu i wywozu tych urządzeń i materiałów do Związku Radzieckiego.

Pięć dni wcześniej, 20 lutego1945 r., Stalin wydał wspomniane rozporządzenie nr 7558 dotyczące spraw polskich. Punkt 6b stanowił, że wywozowi do Związku Radzieckiego z terytorium Polski podlegają te urządzenia, materiały oraz produkty konieczne doprowadzenia wojny, które pochodzą z niemieckich zakładów lub też zakładów rozbudowanych przez Niemców w czasie wojny. Dotyczyło to także zakładów na ziemiach niemieckich, które miały wejść w skład Polski. Rozporządzenie nr 7558 regulowało te kwestie całościowo, bez względu na to, czy chodziło o ziemie Polski (formalnie sojusznika!) czy Niemiec.

Tym samym wszystkie fabryki i zakłady na terenach niemieckich, które miały wejść w skład Polski, oraz cały przemysł ciężki (metalurgiczny, zbrojeniowy, chemiczny itd.) na terenie Polski zostały uznane za zdobycz wojenną i podlegały wywozowi do Związku Radzieckiego. W czasie wojny Niemcy rozbudowywali istniejące polskie zakłady dla potrzeb wojennych na terenie całej Polski, a zwłaszcza na Górnym Śląsku. Tereny te były bowiem względnie bezpieczne przed bombardowaniami alianckimi oraz leżały stosunkowo blisko frontu wschodniego. Ponadto należy podkreślić, że definicja “na potrzeby prowadzenia wojny” oznaczała praktycznie cały przemysł, ponieważ w czasie wojny cała gospodarka pracuje na potrzeby frontu.

Stal, rtęć i turbiny

Już 2 marca1945 r. Stalin podpisał siedem pierwszych rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu całych zakładów z terenów Polski, a przygotowanych przez zespół Malenkowa. Pierwsze rozporządzenie, nr 7608, dotyczyło urządzeń z walcowni rur w Gliwicach (Oberhütte Rohlstahlwerke), które zostały wywiezione do zakładów imienia Lenina w Dniepropietrowsku. Następne dwa rozporządzenia dotyczyły urządzeń z Julienhütte w Bobrku koło Bytomia, które wywieziono do zakładu imienia Dzierżyńskiego, również w Dniepropietrowsku, oraz z walcowni w Łabędach, które trafiły do zakładów Dnieprospecstal wmieście Zaporoże.

Rozporządzenie nr 7611 dotyczyło wywozu z Górnego Śląska stali walcowanej, w sumie 26 tysięcy ton, 2 tysięcy ton rur i 4 tysięcy 560 ton innych rodzajów stali. Rozporządzenie nr 7612 dotyczyło wywozu 86 ton rtęci z Chrzanowa. Rozporządzenie nr 7614 regulowało wywóz ze Śląska 19 turbin o mocy 507 tysięcy kilowatów oraz 32 kotłów wysokociśnieniowych.

Następne rozporządzenia dotyczące demontażu i wywózek Stalin podpisał 6 marca. Dotyczyły one między innymi fabryki sztucznego kauczuku w Oświęcimiu, fabryki dynamitu w Bydgoszczy, 2000 km linii kolejowych wraz z całym oporządzeniem (stacje, łączność itd.), urządzeń z zakładów zbrojeniowych Osthütte oraz Graf Renard w Sosnowcu. A także innych urządzeń z zakładów w Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Siemianowicach, Zgodzie, Chorzowie, Częstochowie oraz Katowicach.

Do lipca 1945 r. Stalin podpisał setki rozporządzeń dotyczących demontażu i wywozu urządzeń, fabryk, surowców, produktów i półfabrykatów z terenu całej Polski. Zajął się także bydłem, owcami i końmi. 9 marca 1945 roku wydał rozporządzenie nr 7768 o przegnaniu z Niemiec (dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski 487 tysięcy sztuk “zdobycznego” bydła oraz 100 tysięcy “zdobycznych” owiec. Dla zabezpieczenia tego przedsięwzięcia polecił zarekwirować 10 tysięcy koni oraz 4 tysiące pojazdów konnych. Pięć dni później wydał jeszcze rozporządzenie nr 7815 o przegonieniu kolejnych 44 tysięcy 600 “zdobycznych” koni z Niemiec (z dzisiejszych zachodnich terenów Polski) oraz z Polski.

Duża część - zapewne większość -urządzeń i sprzętu o mniejszej wartości została zdemontowana bez odpowiednich rozporządzeń z centrali. Demontowane i wywożone były nie tylko urządzenia i sprzęt z przemysłu zbrojeniowego, ciężkiego oraz chemicznego, lecz także środki łączności (np. centrale telefoniczne), transportu (kolej wąskotorowa), elektrownie, także te małe, urządzenia portowe w Gdyni, Gdańsku i Szczecinie, zakłady przemysłu żywnościowego (rzeźnie, młyny, tartaki, mleczarnie, fabryki konserw rybnych), tekstylnego, obuwniczego itd. Czyli wszystko, co tylko przedstawiało jakąkolwiek wartość.

Masa zdemontowanych i wywiezionych z terenów Polski (tych nowych i tych starych) urządzeń, sprzętu i materiałów była ogromna. Według danych sowieckich do 2 sierpnia 1945 roku wywieziono jako zdobycz wojenną 1 milion 821 tysięcy ton urządzeń, sprzętu, a także różnych cennych materiałów, czyli 145 tysięcy 680 wagonów kolejowych. Jest to jednak liczba dalece niepełna. Nie zawiera między innymi dostaw węgla z Polski do Związku Radzieckiego oraz do Berlina w roku 1945. Za dostarczony wtedy polski węgiel Niemcy płacili Związkowi Radzieckiemu produktami przemysłowymi. Liczby te nie zawierają także wspomnianych już wcześniej setek tysięcy bydła i koni przegonionych na teren Związku Radzieckiego.

Szczególnie wartościowe urządzenia, np. ze śląskich kombinatów chemicznych, transportowano drogą powietrzną. Specjalnie w tym celu Stalin wydał 15 maja rozporządzenie nr 8571 o rozbudowie lotnisk w Lisiczańsku, Kemerowie i Stalingradzie. Dzień później wydał jeszcze rozporządzenie nr 8587 o oczyszczeniu i rozminowaniu Odry, Szprewy, dolnego biegu Wisły wraz z kanałami Prus Wschodnich, co miało zabezpieczyć wywóz zdobycznej flotylli rzecznej oraz “trofiejnych” urządzeń i materiałów. Rząd “polski” dostał polecenie mobilizacji 8 tysięcy pracowników, którzy mieli pracować przy oczyszczaniu Odry i Wisły, natomiast NKWD miał przydzielić do tego celu 60 tysięcy jeńców wojennych.

Poza tym Sowieci wywozili z byłych terenów niemieckich i z Polski meble, sedesy, umywalki, wanny, dywany, obrazy i inne cenne rzeczy. Z Białorusi i Ukrainy sowieccy aparatczycy wysyłali całe komanda, które “organizowały” i przewoziły “trofiejny” sprzęt i towary do prywatnych celów sowieckich towarzyszy. Oficerowie Armii Czerwonej robili to na skalę wręcz masową. Natomiast zwykli żołnierze nie mieli takich możliwości. Im pozostały zegarki, pierścionki, obrączki, które można było przewieźć w bagażu podręcznym.

W obliczu tych wszystkich faktów żądania odszkodowań, które wysuwa Pruskie Powiernictwo w stosunku do Polski, muszą być ocenione jako prowokacja. Rząd niemiecki co prawda umywa ręce, twierdząc, że nie ma z nimi nic wspólnego i ich nie popiera. Ale część opinii publicznej w Niemczech co najmniej sympatyzuje z żądaniami Pruskiego Powiernictwa. W Niemczech panuje bowiem szeroko rozpowszechnione przekonanie, że Polska zyskała gospodarczo dzięki przesunięciu granic o 200 km na zachód i przejęciu stosunkowo dobrze uprzemysłowionych terenów niemieckich.

Natomiast wiedza o sowieckich rabunkach jest szczątkowa nawet w samej Polsce, a poza jej granicami, w tym także w Niemczech, żadna. Strona rosyjska zaś do dzisiaj dba, żeby żadne “nieodpowiednie” dokumenty nie ujrzały światła dziennego, ponieważ inaczej przedstawiałby się wtedy ogólny bilans polsko-radzieckiej “przyjaźni”. Upadłby wtedy mit o”wyzwoleniu” Polski, za które Polacy mają być dozgonnie wdzięczni nie tylko Związkowi Radzieckiemu, ale także dzisiejszej, putinowskiej Rosji.
Bogdan Musiał
Dr hab. Bogdan Musiał jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej IPN

Masturbacja dla małych dzieci - zalecana

Źródło: Rzeczpospolita: Władze zachęcają do zabawy w doktora
09.07.2007

“Ojcowie nie poświęcają łechtaczce i waginie córki wystarczająco uwagi. Zbyt rzadko ich pieszczoty obejmują te rejony ciała. A tylko w ten sposób dziewczynki mogą rozwinąć poczucie dumy ze swej płci” -czytamy w broszurze “Miłość, ciało i zabawy w doktora” wydanej przez Federalne Centrum Oświaty Zdrowotnej (BZgA). Jest skierowana do rodziców dzieci w wieku od roku do trzech lat.

Według autorów dla zdrowego rozwoju dziewczynki istotne jest, żeby ojciec okazywał jej, jak bardzo jest dumny z tego, że jest dziewczynką. Najlepiej za pomocą rąk: “Dziecko dotyka wszystkich części ciała ojca. Czasami podniecając go. Ojciec powinien robić tak samo”.

Z broszury można się dowiedzieć, że matki często nadają penisowi syna pieszczotliwe nazwy. Organy seksualne dziewczynki pozostają jednak bezimienne. W ten sposób dziewczynka ma się czuć gorsza od chłopca. Ojcowie powinni więc z czułością mówić o waginie córki, nazywając ją na przykład “kubeczkiem miodu.”

Autorzy broszury radzą rodzicom, aby pozwalali dzieciom na”nieograniczoną masturbację”. “Kiedy dziewczynka wkłada sobie przedmioty do waginy, rodzic powinien tylko wtedy interweniować, kiedy istnieje ryzyko, że zrobi sobie krzywdę. Na przykład kiedy jej wargi sromowe są już spuchnięte od ocierania się o fotel. Wtedy trzeba powiedzieć dziecku, że nie powinno się kaleczyć. Tłumacząc równocześnie, że stymulacja genitaliów jest całkowicie w porządku” - czytamy.

Nie dla zahamowań

Masturbacja i dotykanie genitaliów przez rodziców ma zapobiec zahamowaniom seksualnym dziecka w wieku dorosłym: “Dzieci powinny się nauczyć, że nie ma czegoś takiego jak wstydliwe części ciała. Ciało to dom, z którego trzeba być dumnym”.

Piosenki o waginie

BZgA ma także dobre rady dla rodziców nieco starszych dzieci. Niedawno urząd wydał poradnik na temat rozwoju seksualnego przedszkolaków. Rodzice dowiadują się, że naśladowanie ruchów kopulacyjnych jest wskazane dla rozwoju czterolatka.

Wraz z poradnikiem urząd rozsyła książeczkę z piosenkami pod tytułem “Nos, brzuch i pupa”. Jedna z nich, brzmi następująco: “Kiedy dotykam mego ciała, odkrywam, co mam. Mam waginę, bo jestem dziewczynką. Ona nie tylko służy do siusiania. Kiedy ją dotykam, czuje przyjemne mrowienie”.

Broszura BZgA należy do lektur obowiązkowych w dziewięciu landach niemieckich. Stosuje się ją podczas szkolenia wychowawców w żłobkach, przedszkolach oraz szkołach podstawowych. Poleca ją nawet wiele organizacji oficjalnie walczących z pedofilią. Tak jak Niemiecki Związek ds. Ochrony Dzieci (Kinderschutzbund). BZgA, która jest podporządkowana Ministerstwu ds. Rodziny, co roku rozsyła miliony egzemplarzy 40-stronicowej książeczki.

Perwersyjny umysł

Odmienne opinie można jednak znaleźć na licznych niemieckich forach internetowych. “Przerażające”, “perwersyjne” lub “szokujące” - te słowa pojawiają się najczęściej w wypowiedziach internautów.

Podobnego zdania są psycholodzy. - To patologiczne spojrzenie na rzeczywistość. Dzieci nie powinno się uświadamiać w taki sposób. Trzeba mieć perwersyjny umysł, żeby coś takiego napisać -powiedział “Rz” jeden z wykładowców psychologii klinicznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

BZgA odpiera zarzuty. - Dzieci są stworzeniami seksualnymi i szukają ciągle zaspokojenia swych potrzeb - powiedział “Rz” urzędnik BZgA Eckhardt Scheffer. - Źli nie są rodzice, którzy na to pozwalają, lecz ci, którym się to źle kojarzy.
ALEKSANDRA RYBIŃSKA

Nowoczesne wychowanie

ECKHARDT SCHEFFER, Federalne Centrum Oświaty Zdrowotnej (BZgA)

Przed publikacją poradnika skonsultowaliśmy się z rodzicami, wychowawcami oraz psychologami dziecięcymi. 93 procent z nich oceniło go pozytywnie. Kiedy mówimy o dotykaniu genitaliów dzieci, chodzi nam o to, żeby dziecko nie dorastało w przekonaniu, że jego genitalia są obłożone tabu, że są czymś, czego nie wolno dotykać, czymś, co nie istnieje. To prowadzi do zaburzeń w późniejszym życiu. Podświadomie dziecko będzie miało więcej zahamowań seksualnych niż jego rówieśnicy wychowani bardziej liberalnie. Dlatego trzeba pozwolić dzieciom na masturbację. Nie wolno w tym widzieć erotyzmu, tylko naturalne zachowanie dziecka.

ANNA PRZYMONT, psycholog dziecięcy

Rodzice powinni dziecku poświęcać czas i uczucia. Pieszczoty są ważne, jednak nie powinny polegać na dotykaniu genitaliów. Nie ulega wątpliwości, że dzieci w tym wieku się masturbują. Zaspokajają w ten sposób pierwotne potrzeby. Pozwalanie im na to spowoduje jednak, że będą się masturbować cały czas. Aż do uzależnienia. Często kończy się to zaburzeniem emocjonalnym. To, co napisano w tej broszurze, jest wulgarne i graniczy z pedofilią.

Inne ciekawe artykuły:
- Po homoseksualizmie czas na legalizację pedofilii
- Wpływ reklamy na zachowanie dzieci
- Dyskusja o zmianach w oświacie w tym o edukacji seksualnej

Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?

Źródło: Rzeczpospolita: Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?
16.06.2007

Warszawa oskarżana o egoizm broni w istocie zasad fundamentalnych dla Europy, Berlin zaś‚ który tyle prawi o korzyściach‚ jakie z zasady podwójnej większości odniesie cała Unia‚ w istocie forsuje swój narodowy interes

Zjednoczona Europa, jak każda struktura polityczna, potrzebuje własnej narracji zakorzenionej w historii. Dokumentem potwierdzającym tę narrację była deklaracja berlińska‚ w której w imieniu Europejczyków napisano‚ iż integracja europejska “oznacza‚ że wyciągnęliśmy naukę z krwawych konfliktów i bolesnej historii”. Innymi słowy, zjednoczona Europa powstała po to‚ aby przezwyciężyć złe dziedzictwo nacjonalizmów i wojen toczonych w ich imię.

Czy jednak rzeczywiście idea europejska narodziła się dlatego‚ że hiszpańscy Habsburgowie toczyli krwawe wojny z Holendrami na przełomie XVI i XVII wieku, albo dlatego‚ że Anglicy próbowali podbić Francję w czasie wojny stuletniej? Oczywiście nie. Zjednoczona Europa powstała dlatego‚ że w XX wieku Niemcy wywołały dwie wojny światowe‚ które spowodowały zniszczenia i ludzkie cierpienia na skalę niespotykaną dotąd w dziejach.

Projekt europejski stanowił zatem odpowiedź na pytanie‚ jak związać Niemcy z Europą‚ aby nie doszło nigdy do powtórzenia straszliwego scenariusza znanego z XX wieku. Słowo “związać” ma tutaj podwójne znaczenie - związać‚ czyli połączyć pokojowo z resztą Europy, oraz związać‚ czyli obezwładnić‚ odsunąć raz na zawsze groźbę niemieckiej dominacji.

Ku przywództwu Niemiec

To dlatego pod amerykańską kuratelą i przy współudziale europejskich Ojców Założycieli powstały europejskie Niemcy‚ państwo wsparte na solidnych demokratycznych fundamentach‚ włączane stopniowo w struktury europejskiej współpracy oraz zachodniego bezpieczeństwa‚ świadome swej odpowiedzialności zarówno za własną przeszłość, jak i za wspólną europejską przyszłość. Krocząc tą właśnie drogą‚ wytyczoną przez kanclerza Adenauera‚ europejskie Niemcy odbudowały swoją pozycję i stały się jednocześnie krajem kluczowym dla procesu europejskiej integracji.

Zdecydowaną cezurą dla tego okresu historii był upadek muru berlińskiego i zjednoczenie Niemiec. Definitywnym zaś jej końcem stało się odejście z urzędu kanclerskiego Helmuta Kohla w 1998 roku i objęcie rządów przez Gerharda Schrödera. Rozpoczęła się wtedy nowa epoka niemieckiej historii. Kohl był politykiem należącym do pokolenia‚ które rozumiało i akceptowało ograniczenia‚ jakie na Niemcy nakładała odpowiedzialność za przeszłość. Schröder reprezentował w polityce nowe podejście do tych kwestii. Do rangi symbolu urasta fakt‚ iż decyzję o nadaniu Berlinowi statusu stolicy zjednoczonych Niemiec z 1991 r. wprowadzono w życie w roku 1999‚ kiedy to siedziby władz centralnych przeniosły się z Bonn nad Szprewę. Kończyła się epoka jednoznacznie europejskich Niemiec. Rozpoczynała się nowa - Niemiec‚ które w coraz większym stopniu uznają nie tylko‚ że przezwyciężyły dziedzictwo przeszłości‚ lecz także‚ iż mogą w oparciu o ten sukces zachowywać się jak normalne europejskie państwo.

Problem polega na tym‚ że Niemcy nie są “normalnym” europejskim państwem - i nie chodzi tu bynajmniej o ich przeszłość. Chodzi przede wszystkim o ich skalę. Największe i najsilniejsze gospodarczo państwo Unii nigdy nie będzie po prostu “normalne”. Zawsze będzie posiadało szczególną pozycję. Polityka niemiecka‚ zapoczątkowana przez kanclerza Schrödera‚ kontynuowana, jak się wydaje, pod rządami Angeli Merkel, zmierza do tego‚ aby wyciągnąć polityczne konsekwencje ze skali nowych‚ zjednoczonych Niemiec. Jej celem jest trwałe przywództwo Niemiec w Europie. Czy jesteśmy zatem świadkami przejścia od epoki europejskich Niemiec‚ od tradycji bońskiej republiki do epoki niemieckiej Europy ze stolicą w Berlinie?

Co przyniesie prezydentura Sarkozy’ego

Załóżmy‚ że tak właśnie się dzieje. Co to oznacza zarówno dla procesu integracji‚ jak również dla Polski? Po pierwsze - jest to odwrócenie europejskiej logiki. Jeśli po 1945 roku podstawowy problem Ojców Założycieli nowej zjednoczonej Europy sprowadzał się do kwestii, jak związać Niemcy z Europą‚ to teraz chodziłoby raczej o to‚ jak związać Europę z Berlinem. Również przy zachowaniu całej wieloznaczności słowa “związać”. Po drugie - proces integracji oraz sama Unia stają się w tej nowej perspektywie instrumentem realizowania celów polityki niemieckiej w stopniu znacznie większym, niż to są w stanie przyznać Paryż‚ Londyn czy inne stolice europejskie. Rodzi to naturalne pytanie: czy przywództwo bezdyskusyjnie najsilniejszego kraju Unii może się przerodzić w dominację? I czy Europa jest na to gotowa?

Osobiście uważam‚ iż taki rozwój wypadków - traktowany na razie jako hipotetyczny - spowoduje opór. Często słychać głosy‚ które z nutą fatalizmu głoszą tezę‚ iż Europejczycy już się “pogodzili” z nieuchronnością tego scenariusza. Wydaje się jednak‚ że są to opinie przedwczesne. Prawda‚ gra o europejską stawkę toczy się w zasadzie w gronie kilku najsilniejszych państw - słabsze zawsze podążą za tym‚ kto zwycięży. Trzeba też przyznać‚ że polityka niemiecka znakomicie wykorzystała sposobność‚ jaką stworzyły jej względne osłabienie Francji pogrążonej w marazmie ostatnich lat prezydentury Jacques’a Chiraca‚ nieoczekiwana utrata władzy przez prawicę w Hiszpanii po zamachach bombowych w Madrycie w 2004 roku czy kłopoty premiera Blaira spowodowane rosnącymi politycznymi kosztami brytyjskiego zaangażowania w Iraku. Jednak zwycięstwo Nicolasa Sarkozy’ego w wyborach prezydenckich oznacza powrót tradycyjnego czynnika kształtującego proces integracji - francuskich ambicji do przewodzenia. Najbliższe dni pokażą, jaki jest rzeczywisty stopień determinacji Paryża‚ aby znów skierować francuską politykę na drogę‚ którą niegdyś kroczył generał de Gaulle.

Skąd ten upór?

Dla sprawy ewentualnego przywództwa Niemiec w Europie istotne wydaje się również to‚ co dzieje się w Warszawie. Polska z pewnością nie jest tym krajem‚ który się łatwo “pogodzi” z nieuchronnością takiego rozwoju wypadków. Nie chodzi tu przy tym tylko o rzekomą polską fobię antyniemiecką‚ o rzekome przewrażliwienie wynikające z traumatycznej historii‚ o polski nacjonalizm. To są nazbyt łatwe‚ powierzchowne argumenty‚ którymi posługują często się niemieccy komentatorzy i politycy‚ gdy chcą zbyć bez żadnych prób poważnej debaty polskie stanowisko.

Naturalnie Polacy mają swoje oczywiste historyczne powody‚ dla których trudno im beznamiętnie zaakceptować wizję niemieckiego przywództwa. Polski opór wynika jednak w istocie z o wiele głębszych przyczyn.

Istotę całej sprawy najlepiej widać w konflikcie dotyczącym sposobu podejmowania decyzji w Unii‚ sprawie, którą ma rozstrzygać nowy traktat konstytucyjny. W sporze tym uwidacznia się kwestia nowej logiki politycznej Europy‚ którą chce przeforsować Berlin i na którą nie chce się zgodzić Warszawa. Często się mówi‚ że upór Polski przy tej kwestii jest dziwny‚ bo mechanizmy głosowań stosuje się rzadko‚ pozostawiając problem wypracowania decyzji skomplikowanym procedurom stopniowego dochodzenia do kompromisu. Ale ten argument łatwo daje się odwrócić: jeśli tak jest w istocie‚ to czemu Niemcy tak bardzo się upierają przy proponowanych w traktacie rozwiązaniach? Niemiecki upór rodzi przypuszczenie‚ że Berlin doskonale wie to samo‚ co wie Warszawa - że prawdziwą stawką jest tutaj zdolność do kontrolowania elementu polityczności w Unii. Tak‚ to prawda‚ na co dzień polityczność skrywa się pod retoryką transnarodowej Europy budowanej w opozycji do logiki rządzącej dawnym światem państw narodowych. Ale choć formy polityczności się zmieniają‚ choć wypierana jest ona do coraz bardziej izolowanych nisz, i tak pozostaje jej dostatecznie dużo‚ aby raz na jakiś czas w akcie głosowania silniejsi mogli powiedzieć: będzie tak, jak my chcemy‚ ponieważ mamy za sobą większość. Nie jest tu ważne‚ jak często do takiej sytuacji będzie dochodzić. Zarówno dla Berlina, jak i dla Warszawy jest jasne‚ że prędzej czy później do tego dojść musi. I wobec tego trzeba zawczasu jak najlepiej się przygotować na taką ewentualność.

Demokracja przeciw federalizmowi

Nie o samą mechanikę władzy zresztą tu chodzi - właściwą płaszczyzną sporu jest wytyczenie kierunku rozwoju Europy. Zwolennicy zasady podwójnej większości podnoszą argument odwołujący się do zasady demokracji - Niemcy są rzeczywiście największym krajem‚ dlatego należy się im znacząca poprawa ich pozycji w stosunku do ustaleń z Nicei. Forsowanie zasady demokracji osłabia jednak ten element wspólnej Europy‚ który był konstytutywny dla niej w przeszłości - osłabia federalistyczną filozofię Europy. W demokracji jeden obywatel to jeden głos. W tworach federacyjnych ta logika nie działa - istotą każdej federacji jest wzmacnianie słabszych i osłabianie silniejszych. Polacy dobrze tę zasadę znają z własnej historii - w I Rzeczypospolitej Korona była o wiele silniejsza od Wielkiego Księstwa Litewskiego‚ jednak państwo posiadało dualistyczną strukturę aż do Konstytucji 3 maja‚ która ów dualizm zniosła.

Upieranie się Berlina przy zasadzie podwójnej większości‚ tak jak wygląda ona dzisiaj‚ oznacza znaczące wzmocnienie elementu demokratycznego w Unii, a co za tym idzie, osłabienie istoty federacyjnego kompromisu‚ na którym zbudowana została europejska wspólnota narodów małych i dużych. Nowe zasady dają przewagę krajom dużym‚ w tym przede wszystkim największemu spośród nich - Niemcom. Stanowisko Niemiec ułatwia przyszłą homogenizację Unii‚ jak również zwiększa szanse na zajęcie przez Niemcy dominującej pozycji w europejskiej polityce. Na tym polega paradoks całej sytuacji - to Warszawa‚ oskarżana o egoizm‚ broni w istocie zasad fundamentalnych dla Europy, Berlin zaś‚ który tyle prawi o korzyściach‚ jakie z zasady podwójnej większości odniesie cała Unia‚ w istocie forsuje swój własny narodowy interes. Spór pomiędzy Warszawą a Berlinem oczyszczony z wzajemnych stereotypów i uprzedzeń‚ którym często daje się wyraz po obu jego stronach w trakcie publicystycznych utarczek‚ okazuje się w istocie sporem o kluczowym znaczeniu dla przyszłości Europy.

Dariusz Gawin: filozof‚ historyk idei‚ zastępca dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego‚ adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN
Dariusz Gawin
Tekst jest skróconą wersją wystąpienia na seminarium w Lucieniu pt. “Europejskie Niemcy czy niemiecka Europa?” zorganizowanym 1 czerwca 2007 roku pod patronatem i z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Referaty wprowadzające do dyskusji wygłosili Dariusz Gawin i Piotr Buras. Było to dziesiąte spotkanie z cyklu seminariów lucieńskich poświęconych najważniejszym problemom obecnym we współczesnych debatach intelektualnych i politycznych.

Euro 2012 a wzrost gospodarczy

Źródło: Rzeczpospolita: Bez impulsu dla gospodarki
11.06.2007

Wbrew oczekiwaniom ani drużyna piłkarska, ani gospodarka Niemiec nie zyskały specjalnie na ostatnich mistrzostwach świata w piłce nożnej

- Nadzieje na koniunkturalny impuls dla gospodarki były niestety całkiem przesadzone - informuje dziennik “Sűddeutsche Zeitung”, powołując się na raport specjalistów Niemieckiego Instytutu Gospodarczego (DIW). Według danych dziennika zagraniczni goście zostawili w Niemczech ok. 500 mln euro, czyli tylko połowę oczekiwanej kwoty, a w swych zakupach skoncentrowali się na piwie, jedzeniu i gadżetach. Aż 40 proc. sklepów zanotowało w czasie mundialu spadek obrotów, bo wielu ich stałych klientów unikało w tym czasie wypraw do centrów miast.

Markus Kurscheidt z Uniwersytetu w Bochum, współautor obszernej analizy o ekonomicznych efektach mundialu 2006 w Niemczech, ocenia, że Niemcy zarobili na mundialu nie więcej niż dwa mld euro. Dodatkowy wzrost gospodarczy liczy się w promilach. Kurscheidt przyznaje także, że zsumowanie wszystkich kosztów organizacji mistrzostw świata okazało się niemożliwe. Rząd przyznaje się zaledwie do wydatków na inwestycje nieprzekraczających 3 mld euro. Nie obejmują jednak wielu pozycji, jak modernizacja dworców kolejowych czy ogromnych kosztów związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa.

Z analiz DIW wynika także, że zdecydowana większość turystów goszczących w czasie mundialu i tak miała zamiar odwiedzić Niemcy w roku ubiegłym. Podobne zjawisko zaobserwowano w czasie mistrzostw Europy w Grecji i Portugalii. Dodatkowe przychody z piłkarskiej turystyki okazały się w tych krajach niewiele większe.

W sumie niemieccy eksperci są mundialem rozczarowani. Wzrosło nieco zatrudnienie, jednak jedynie w okresie mistrzostw. Według danych “Sűddeutsche Zeitung” dzięki mundialowi powstało ok. 10 - 50 tys. nowych miejsc, co - jak ocenia dziennik - przy ponad czteromilionowym niemieckim bezrobociu nie jest godną wzmianki korzyścią. Co więcej, nie zanotowano żadnych znaczących efektów w postaci wzrostu obrotów handlu detalicznego. Okazało się też, że prognozy rządu przedstawiane przed mistrzostwami były całkowicie przesadzone.
PIOTR JENDROSZCZYK z Berlina

Dyskryminacja Opus Dei w Niemczech

Źródło: Rzeczpospolita: Władze Brandenburgii kontra Opus Dei
09.05.2007

Ministerstwo edukacji Brandenburgii zabroniło Opus Dei otworzyć gimnazjum w Poczdamie. Urzędnicy obawiają się, że szkoła stanie się “centrum kształcącym konserwatywnych katolickich sekciarzy”.

Inicjator przedsięwzięcia, stowarzyszenie Wolne Szkoły Brandenburgii (FSB) zrzeszające działaczy Opus Dei, czyli prałatury personalnej Kościoła katolickiego, nie zamierza się poddawać. W przyszłym miesiącu organizacja złoży skargę przeciwko ministerstwu w sądzie administracyjnym w Poczdamie. We wrześniu 2006 roku FSB zwróciło się do ministerstwa o pozwolenie na otwarcie prywatnego gimnazjum dla chłopców na terenie byłych radzieckich koszar pod Poczdamem. - Ludzie się tego domagali. W Brandenburgii jest za mało szkół konfesyjnych. -tłumaczy “Rz” przewodniczący stowarzyszenia Christoph Rüssel. Szkoła miała działać zgodnie z obowiązującymi przepisami. Opus Dei miało przejąć wyłącznie nadzór duchowy, to znaczy nauczanie religii i odprawianie mszy świętych.

Ministerstwo odrzuciło jednak podanie, argumentując, że otwarcie szkoły tylko dla chłopców naruszałoby konstytucję landu. “Szkoły muszą gwarantować równy dostęp do edukacji uczniów obu płci” - czytamy w oficjalnym komunikacie resortu.

Rüssel uważa, że za tym argumentem kryją się zupełnie inne motywacje. - Kary cielesne i metody wychowawcze jak w średniowieczu. Tak wygląda, zdaniem ministerstwa edukacji, katolicka szkoła - oburza się. - Zakaz jest dowodem na to, w jaki sposób rząd landu prześladuje chrześcijan - dodaje. Jego zdaniem sprawujący władzę w Poczdamie socjaldemokraci uważają Opus Dei za niebezpieczną sektę.

-Jeden z posłów SPD do lokalnego parlamentu powiedział prasie, że chrześcijańskie wychowanie jest równoznaczne z przekazem przestarzałych wartości -dodaje. Urzędnicy resortu stwierdzili ponoć nawet, że Opus Dei chce w szkole wychować “kolejną generację chrześcijańskich fundamentalistów”.

Zdaniem ekspertów prawnych FSB ma szanse wygrać proces. -Argumentacja rządu jest wątpliwa. Konstytucja gwarantuje rodzicom wolny wybór szkoły. Tylko publiczne szkoły muszą być mieszane - mówi prof. Ulrich Häde z Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą. Jego zdaniem ministerstwo będzie musiało pozwolić na otwarcie szkoły.
Aleksandra Rybińska

Następna strona »


Nowe artykuły na email

Kliknij poniższy link i zapisz się, a będziesz otrzymywał nowe artykuły na email:

ZAPISUJE SIĘ >>

 

lipiec 2008
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyka

  • 289,489 odwiedzin