Archiwum kategorii 'Socjaldemokracja' Category

Walka z dyskryminacją wg szwedzkich nauczycieli

Władze pewnej szwedzkiej szkoły zarzuciły ośmioletniemu chłopcu łamanie praw innych dzieci, ponieważ ten nie zaprosił na swoje przyjęcie urodzinowe dwóch kolegów z klasy.

Jeden z uczniów szkoły podstawowej w Lund na południu Szwecji postanowił rozdać zaproszenia na swoje urodziny w trakcie szkolnych zajęć. Gdy nauczyciel spostrzegł, że dwóch chłopców zostało pominiętych, skonfiskował wszystkie zaproszenia.

Władze placówki argumentują, że ich obowiązkiem jest dbanie o to, aby nikt nie był dyskryminowany, gdy zaproszenia są rozdawane na terenie szkoły.

Natomiast ojciec ośmiolatka powiadomił o zajściu rzecznika praw obywatelskich. Jak wyjaśnił, jego syn nie zaprosił na przyjęcie dwojga dzieci, ponieważ jedno z nich wcześniej nie zaprosiło go na własne urodziny, natomiast z drugim się pokłócił.

Źródło : PAP: Niezaproszenie na urodziny to dyskryminacja
reg 30-06-2008

Dlaczego europejczycy są lewicowi - czyli lewicowa indoktrynacja

Lewicowa indokrynacja? Młodzież dowiaduje się w szkołach, że międzynarodowe korporacje to szarańcza, a kapitaliści to potwory

„Codzienna walka”, „Kapitał wypiera pracę”, „Nowoczesne niewolnictwo”, „Powrót do średniowiecza” – takie tytuły królują po dziś dzień w niemieckich podręcznikach szkolnych.

– Przeważa niechęć do kapitalizmu – twierdzi Stefan Theil, autor opracowania na temat wizerunku kapitalizmu w niemieckich szkołach. Jeden z podręczników zamieszcza zdjęcie opasłego kapitalisty z różą w zębach obok spoconego robotnika. W innym – kapitalista z książkowej ilustracji cieszy się z rozszerzenia UE, bo umożliwi mu to obniżenie obowiązujących w Niemczech standardów socjalnych.

Praca, depresja, rak

W wielu podręcznikach można znaleźć obszerne cytaty z programów związków zawodowych. – Przedsiębiorstwa są przedstawiane jako miejsca, w których robi się podejrzane interesy – twierdzi Theil.

Podobnie jest z podręcznikami francuskimi, które głoszą, że wzrost gospodarczy „wymusza nieuporządkowany styl życia, prowadzi do przepracowania, stresu, depresji, zawałów, a nawet sprzyja zachorowalności na raka”. Tak przynajmniej twierdzą autorzy „Histoire du XXe siecle” (Historia XX wieku), podstawowego podręcznika przygotowującego do egzaminów na studia wyższe.

– Zdumiewające, jak małą wiedzę na tematy ekonomiczne mają absolwenci szkół średnich – mówi prof. Günter Faltin z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Wini konserwatywnych nauczycieli, którzy wyrośli w okresie niemieckiego cudu gospodarczego i państwa dobrobytu zapoczątkowanego przez Ludwiga Erharda i jego program społecznej gospodarki rynkowej. Właśnie mija 60 lat funkcjonowania tego modelu i wprowadzenia niemieckiej marki (DM), która niemal z dnia na dzień zmieniła obraz niemieckiej gospodarki i zapełniła półki sklepowe. Niemcy tęsknią do tych czasów i nie przyjmują do wiadomości, że wraz z rozwojem globalizacji wszystko się zmieniło. Jeszcze trzy lata temu połowa pytanych o zdanie obywateli oceniała „stosunki gospodarcze” jako niesprawiedliwe. Dzisiaj, gdy liczba bezrobotnych zmniejszyła się o półtora miliona, trzy czwarte ankietowanych wyraża niezadowolenie z kierunku rozwoju gospodarczego. – Jednej z przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać właśnie w niemieckich podręcznikach szkolnych – twierdzi prof. Faltin.

Niemcy nie chcą zakładać firm

– Nie jest wcale tak źle. Podręczniki przedstawiają bardziej zróżnicowany obraz gospodarki niż się na pozór wydaje – twierdzi Susanne Grindel z Instytutu Georga-Eckerta zajmującego się badaniami porównawczymi podręczników z różnych krajów.

Jedno jest jednak pewne. Niemieckie podręczniki podkreślają w większym stopniu rolę państwa w organizowaniu życia gospodarczego niż na przykład angielskie czy amerykańskie, które kładą nacisk na osobistą odpowiedzialność obywateli za ich status ekonomiczny. Dlatego zaledwie co piąty Niemiec jest zdania, że warto prowadzić własną działalność gospodarczą, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wskaźnik ten jest dwa razy wyższy.

– Czas uświadomić wszystkim, że pojęcie społecznej gospodarki rynkowej to nie tylko sprawa podziału dóbr, ale uporządkowany system gospodarki rynkowej, który opiera się na wolności osobistej, konkurencji i odpowiedzialności jednostki – głosi Hans Tietmeyer z Initiative Neue Soziale Marktwirtschaft (Inicjatywa Nowej Społecznej Gospodarki Rynkowej).

– Zapomniano już, że sukces gospodarczy RFN był wynikiem neoliberalnego eksperymentu bez precedensu – tłumaczy „Der Spiegel”, wyjaśniając mechanizm reform Ludwiga Erharda.

Wyniki badań podręczników historii www.insm.de/index.html

————————

dr Ireneusz Krzemiński, socjolog, Uniwersytet Warszawski

W Niemczech w ostatnich latach do głosu doszła intelektualna lewica, która stanowi tam część elit. Lewicowe poglądy są szerzone w szkołach i na uniwersytetach. Lewica stanowi dominującą siłę na uczelniach, jednak nie jest to moim zdaniem stałe zjawisko. To się zmienia. W tej chwili wrogie wobec kapitalizmu nastroje są również powodowane rosnącym kryzysem gospodarczym. Ja bym się tym specjalnie nie przejmował. Wszyscy pamiętamy, jak wrogo francuskie elity intelektualne podchodziły do rozszerzenia Unii Europejskiej o byłe kraje bloku wschodniego, w tym Polskę. Źródłem tego wrogiego nastawienia były między innymi francuskie uniwersytety zdominowane przez wykładowców o lewicowych poglądach. Mimo to jesteśmy dziś członkami Unii. Na szczęście w takich krajach jak USA i Wielka Brytania liberalizm oraz konserwatyzm znowu rosną w siłę. Sytuacja w Polsce jest oczywiście zupełnie inna niż na Zachodzie. Przede wszystkim kryzys gospodarczy na razie do nas nie dotarł. Nawet nie rozważamy takiej możliwości, że może kiedyś do nas dotrzeć. Kiedy to się stanie, także u nas będą mnożyć się głosy krytykujące kapitalizm. W mediach, na uniwersytetach i w szkolnych podręcznikach.

To, że dziś mniej krytycznie podchodzimy do kapitalizmu niż Zachód, jest także związane z naszym doświadczeniem socjalizmu. Przez cały okres PRL przeciwstawiało się oba te systemy: kapitalizm i socjalizm. Socjalizm był tym dobrym, a kapitalizm tym złym systemem. Aż okazało się, że socjalizm zaprowadził nas w ślepą uliczkę. Polacy zrozumieli, że kapitalizm oznacza wolny rynek i demokrację, a w porównaniu z socjalizmem ma tę zaletę, że mimo iż nie jest doskonały, można go poprawić, udoskonalić. To doświadczenie, którego brak elitom na Zachodzie.

—not. ryb

Piotr Jendroszczyk z Berlina
————-

Źródło : Rzeczpospolita: Niemcy nie lubią kapitalizmu
Aleksandra Rybińska, Piotr Jendroszczyk 24-06-2008

Kampania na rzecz aborcji - jak to się robi

Od kilku dni nie ustaje burza medialna wokół ciężarnej 14-latki z Lublina i jej perypetii związanych z tym, czy powinna urodzić dziecko czy dokonać aborcji.

Ten przypadek doskonale pokazuje niezmienne od lat metody działania środowisk proaborcyjnych.

Pomyłki nigdy nie sprostowane

Ciekawe, że zarówno w tym przypadku, jak i w innych tego typu bardzo często sprawa zaczyna się od przeinaczenia czy wręcz kłamstwa. „Odmówili aborcji zgwałconej 14-latce” – krzyczał duży tytuł na drugiej stronie „Gazety Wyborczej” (7 – 8 czerwca 2008 r.). Potem okazało się, że dziewczyna nie została zgwałcona, lecz zaszła w ciążę z rówieśnikiem. „Wyborcza” utrzymywała, że nieletnia dziewczyna nazwana Agatą domagała się aborcji. W rzeczywistości do aborcji dążyła od początku jej matka. Sama dziewczyna nie wiedziała, jak postąpić, wahała się, zmieniała zdanie, ulegała presji.

Nawet kiedy inne media podały prawdziwe informacje, „Wyborcza” nie sprostowała swoich pomyłek i nie przeprosiła czytelników za wprowadzenie w błąd. Nieprawdziwa informacja zaczęła żyć własnym życiem, a nawet stała się punktem wyjścia do prowadzenia dyskusji na temat zalegalizowania w Polsce aborcji.

Warto przypomnieć, że w Stanach Zjednoczonych precedensowa sprawa (Roe vs. Wade), która doprowadziła w 1973 r. do legalizacji aborcji, opierała się na takim samym kłamstwie. Młoda kelnerka z Teksasu Norma McCorvey, występująca pod pseudonimem Jane Roe, zeznała, że chce usunąć ciążę, która jest wynikiem gwałtu. Złożyła fałszywe zeznania. Dopiero w 1980 r. przyznała się, że żadnego gwałtu nie było.

Fałszywe liczby, zmanipulowane dane

Do manipulacji doszło także w innej głośnej sprawie, która również przyczyniła się do legalizacji aborcji w USA (Doe vs. Bolton). Sandra Cano, występująca w procesie jako Mary Doe, zgłosiła się do prawników z Atlanta Legal Aid z prośbą o poradę w sprawie rozwodowej. Adwokatka Margie Hames jednak tak pokierowała procedurami prawnymi, że bez wiedzy i zgody zainteresowanej wmanipulowano ją w pozew zbiorowy i w jej imieniu wystąpiono do sądu o zgodę na dokonanie aborcji w szpitalu Grand Hospital w Atlancie.

Gdy Sandra Cano dowiedziała się, że ma zostać poddana aborcji, uciekła do Oklahomy i tam urodziła dziecko. Jak podkreśla, „nikt mnie nigdy nie pytał, czy chciałabym usunąć ciążę, bo nawet nigdy o tym nie myślałam”. Mimo to werdykt Sądu Najwyższego właśnie w jej sprawie otworzył drogę do legalnych aborcji praktycznie na każde żądanie kobiety w dowolnym okresie ciąży.

O świadomym kłamstwie jako metodzie prowadzenia kampanii na rzecz aborcji wiele mówił dr Bernard Nathanson, który od 1968 r. stał na czele National Association for the Repeal of the Abortion Laws (NARAL) – głównej organizacji, która przyczyniła się do zalegalizowania aborcji w USA.

Nathanson (który później dołączył do ruchu antyaborcyjnego) przyznawał, że instytucje proaborcyjne celowo podawały fałszywe dane dotyczące wielkości podziemia aborcyjnego, liczby zgonów w wyniku nielegalnych zabiegów i poparcia dla legalizacji aborcji. „To była taktyka samonapędzającego się kłamstwa, które odpowiednio często powtarzane potrafi przekonać opinię publiczną” – pisał, przyznając, że był wówczas pojętnym uczniem doktora Goebbelsa, który twierdził, że kłamstwo powtarzane tysiąc razy za tysiąc pierwszym razem staje się prawdą.

W sprawie „Agaty” z Lublina od początku przewija się postać Wandy Nowickiej, przewodniczącej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Reprezentuje ona w Polsce Międzynarodową Federację Planowania Rodziny (IPPF – International Planned Parenthood Federation), której założycielką była Amerykanka Margaret Sanger.

Wyjątek staje się regułą

Federacja Wandy Nowickiej z uporem dąży do tego, by „Agata” nie urodziła dziecka. Chce też, by jednostkowa sprawa nastolatki z Lublina stała się pretekstem do dyskusji o zmianie prawa chroniącego życie nienarodzonych. Korzysta przy tym z doświadczeń, jakie IPPF zdobyła w innych krajach. Taki mechanizm postępowania został wypracowany w ostatnich latach zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej.

Polega on na tym, że najpierw nagłaśnia się medialnie szczególnie dramatyczny pojedynczy przypadek, np. zajście w ciążę małoletniej dziewczynki na skutek gwałtu. Następnie wymusza się dla tego jednostkowego przypadku w drodze wyjątku odstępstwo od obowiązujących norm, czyli zezwala się na aborcję. W końcu zaś dochodzi do tego, że owo odstępstwo staje się nie wyjątkiem, lecz regułą. W celu przeprowadzenia takich medialnych kampanii proaborcyjnych nagłośniono przypadki dwóch dziewczynek – Rosity i Evity w Nikaragui, Claudii w Argentynie i anonimowej 11-latki w Kolumbii.

Odpowiednio opowiedziana historia prywatnego życia, oddziałująca na emocje i niepozostawiająca nikogo obojętnym, skutecznie rozpoczyna proces zmieniania świadomości społecznej. Przed oczyma stawia bowiem alternatywę: co jest ci bliższe – szczęście konkretnej, doświadczonej przez los osoby, czy racje bezdusznego prawa, logika abstrakcyjnego paragrafu? W ten sposób z jednostkowej sytuacji wyprowadza się wnioski o konieczności zmiany całego prawa.

Człowiek staje się przedmiotem

Epatowanie przy takich okazjach współczuciem dla nieszczęśliwej kobiety jest jednak tylko argumentem w debacie politycznej. W rzeczywistości organizatorzy proaborcyjnych batalii nie podchodzą do swoich bohaterów indywidualnie. Wspomniana Norma McCorvey (alias Jane Roe) opowiada, że dla swoich prawniczek, Lindy Coffee i Sary Weddington, była nikim. Podkreśla, że była im potrzebna tylko jako przedmiot, którym mogły się posłużyć w walce o aborcję.

Podobnie instrumentalnie potraktowana została Sandra Cano, której nawet nie zapytano, czy chce urodzić dziecko. Reprezentujący ją przed sądem adwokaci nie ukrywali, że w ogóle nie liczą się z jej zdaniem.

Szczególnie chętnie – bo to łatwe – proaborcyjni działacze manipulują młodymi osobami. A skutki takich działań bywają dramatyczne. Na początku ubiegłego roku we Włoszech rodzice przy wsparciu organizacji proaborcyjnych zmusili do dokonania aborcji 13-letnią Valentinę, która zaszła w ciążę ze swym 15-letnim chłopakiem, choć bardzo chciała urodzić dziecko. Trauma spowodowana aborcją sprawiła, że dziewczyna trafiła do szpitala psychiatrycznego w Turynie.

Nie wiadomo jeszcze, jak potoczy się życie małej córeczki Alicji Tysiąc, polskiej bohaterki proaborcyjnych feministek. Dziewczynka od najmłodszych lat słyszy, że najlepiej byłoby, gdyby się nie urodziła. Że gdyby można było cofnąć czas, mama by ją usunęła. Że przez samo swoje istnienie jest przyczyną cierpień matki. Dziwne byłoby, gdyby pozostało to bez wpływu na jej psychikę.

Miłość zamiast eutanazji

Podobny mechanizm – odwoływania się do dramatycznych przykładów osobistych – stosowano też w wielu krajach w przypadku eutanazji. W Polsce pretekstem do dyskusji o legalizacji tej praktyki stała się półtora roku temu się historia Janusza Świtaja. Kiedy ten sparaliżowany od 12 lat mężczyzna wystosował do sądu dramatyczny apel z prośbą o wykonanie na sobie eutanazji, od razu znalazło się wielu „życzliwych” domagających się spełnienia jego żądań.

Powstały nawet solidaryzujące się z nim strony internetowe, na których zbierano podpisy pod wnioskiem o zalegalizowanie eutanazji. Twórcy stron powoływali się na współczucie, litość, a nawet miłosierdzie dla cierpiącego bliźniego. Znani profesorowie domagali się dla Janusza prawa do samobójstwa. Poważni publicyści pisali, że wszelkie argumenty przeciwko eutanazji można wyrzucić za okno, kiedy staje się twarzą w twarz z bólem drugiego człowieka.

Problem polega tylko na tym, że samobójstwo (czy jego nieudana próba) nie jest karane ani w Polsce, ani w innych krajach. Zalegalizowanie eutanazji to nie zgoda na samobójstwo, to licencja na zabijanie. Nawet w przypadku, gdy o skrócenie życia prosi osoba sparaliżowana, czyn ten obciąża sumienie sprawcy. Tak więc owe pełne współczucia głosy, domagające się skrócenia cierpień chorego, w rzeczywistości mówiły: zabić go.

Dziś jednak Janusz Świtaj jest pełen zapału, nadziei i życia. Co takiego się stało? Co tak odmieniło człowieka, który przez dłuższy czas był męczennikiem walki o prawo do eutanazji? Otóż wystarczyło, że do człowieka, który czuł się opuszczony, nikomu niepotrzebny, pozbawiony poczucia sensu życia, ktoś wyciągnął dłoń. To nie była pusta litość czy fabrykowanie łatwych wzruszeń na odległość, które czynią nas lepszymi we własnych oczach, gdyż pokazujemy światu i sobie, jak potrafimy przejmować się losem innych. To była autentyczna troska, opieka i – myślę, że nie nadużywam tego słowa – miłość.

Anna Dymna zrozumiała, że Janusz Świtaj nie prosi o śmierć, tylko woła o życie. Gdy w życiu chorego pojawiła się miłość, wróciła mu chęć życia. Świat nabrał sensu.

Podobnie dzieje się w przypadku aborcji. Linda Coffee i Sara Weddington, reprezentujące przed sądem Normę McCorvey, twierdziły, że jeśli ich klientka urodzi dziecko, jej życie zamieni się w koszmar nie do zniesienia. Sąd podzielił tę argumentację i zalegalizował aborcję. Ale proces trwał tak długo, że Norma McCorvey nie zdążyła skorzystać z prawa, które dzięki jej casusowi wywalczono. Urodziła dziecko. I co się okazało? Dziś uważa, że była to najszczęśliwsza decyzja w jej życiu.

Aborcja ze strachu

Istnieje natomiast wiele relacji kobiet cierpiących na różne zaburzenia spowodowane aborcją, które mówią, że było to najbardziej traumatyczne doświadczenie w ich życiu. I że gdyby dało się cofnąć czas, nigdy by tego nie zrobiły. Decyzja o aborcji zapada bowiem najczęściej wtedy, gdy kobieta czuje się pozbawiona wsparcia, zostawiona sama sobie, niekiedy w stanie desperacji lub rozpaczy.

Można postąpić wobec niej tak, jak wobec Janusza Świtaja: albo z argumentacją pełną współczucia nakłonić ją, by unicestwiła rodzące się życie, albo wyciągnąć do niej rękę i dać życiu szansę. Gdyby sądy wysłuchały desperackich próśb Świtaja i litościwy eutanasta uśmiercił pacjenta, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że sparaliżowany człowiek, który czuł się nikomu niepotrzebny, może cieszyć się życiem i pomagać innym. Gdyby Norma McCorvey nie urodziła dziecka, nigdy nie dowiedziałaby się, że to dziecko jest dziś jej największym szczęściem.

Decyzja o aborcji czy eutanazji opiera się na strachu. Na strachu przed przyszłością. Niestety są ludzie, którzy wypracowali skuteczne metody podsycania tych lęków. I bez żadnych oporów grają przerażeniem i obawami innych.

Autor jest publicystą, redaktorem kwartalnika „Fronda”

Źródło : Rzeczpospolita: Nieczyste gry o aborcję
Grzegorz Górny 13-06-2008

Lewica i komuniści - nic ich nie łączy ;)

Lewicy i komunistów nic nie łączy. A oto dowód

Wojciech Jaruzelski i Wojciech Olejniczak, 7 maja 2008

Źródło : Rzeczpospolita: Stare rytuały nowej lewicy
Piotr Semka 09-05-2008

Zakaz palenia w miejscach publicznych

Premier Litwy Gediminas Kirkilas zapłaci karę wysokości 1000 litów (prawie 1000 złotych) za złamanie zakazu palenia w miejscu publicznym - informuje dziennik “Vilniaus Diena”.

Grzywnę wymierzył premierowi państwowy Urząd Kontroli Tytoniu i Alkoholu, a premier oficjalnie zapowiedział, że zapłaci karę.

Na początku lutego Kirkilas, podczas pobytu w jednej z kłajpedzkich kawiarń z goszczącym na Litwie premierem Łotwy Ivarsem Godmanisem i delegacją łotewskich przedsiębiorców, zapalił fajkę.

O tym zdarzeniu poinformowała litewska prasa, po czym urząd kontroli wszczął dochodzenie.

Od 2007 roku na Litwie obowiązuje zakaz palenia w restauracjach, kawiarniach, barach, klubach i dyskotekach. Zakaz ten nie obejmuje jedynie specjalnych klubów dla palaczy cygar i fajek.
Źródło : PAP
13-03-2008

Antykapitalizm niemieckich socjalistów

Gdy przyjrzeć się dzisiejszej nagonce na Nokię w Niemczech, śmieszne wydają się zarzuty o „prześladowanie” biznesmenów w Polsce za rządów Jarosława Kaczyńskiego – pisze zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”

W ojczyźnie Karola Marksa odżywa właśnie wyjątkowo obrzydliwa forma populizmu. Posługując się językiem, jakiego używano do niedawna na zachodzie Europy w stosunku do Polski, można by stwierdzić, że mamy do czynienia ze „zjawiskiem budzącym najwyższy niepokój”.

Politycy z lewej i prawej strony prześcigają się w rzucaniu obelg na Nokię, fiński koncern, który ośmielił się zamknąć ostatnią w Niemczech fabrykę telefonów komórkowych i zwolnić ponad 2 tys. pracowników. Liderzy SPD mówią o bezdusznym wyzysku i „brutalnym kapitalizmie z epoki kamienia”, a ministrowie rządu Angeli Merkel (m. in. Horst Seehofer z „prawicowej” CSU) ostentacyjnie nawołują do bojkotu skandynawskiej firmy.

– Nie chcę już widzieć w moim domu żadnej nokii – mówi przywódca socjalistów Kurt Beck.

Obronimy was przed potworem

Stąd nagle ten seans nienawiści? Ano stąd, że pod koniec stycznia i w ostatnim tygodniu lutego w trzech niemieckich landach – Hesji, Dolnej Saksonii i Hamburgu – odbędą się wybory, a atak na Nokię jest najlepszym i najtańszym sposobem, by podlizać się elektoratowi. Wszak szary niemiecki wyborca jest wychowywany od lat w aurze podejrzliwości wobec kapitalizmu. Dlatego łatwo nim manipulować i wciskać bajki o „społecznej gospodarce rynkowej” i opiekuńczej roli państwa. Dziś nad Renem każdy kapitalista to krwawy, żarłoczny, bezwzględny potwór zainteresowany wyłącznie zyskami i nieliczący się ze zwykłym człowiekiem. A politycy? Politycy oczywiście liczą się ze zwykłym człowiekiem i was, drodzy wyborcy, przed owym monstrum obronią własną piersią.

Stosownej indoktrynacji poddawane są już szkolne dzieci. Stefan Theil pisze w ostatnim numerze periodyku „Foreign Policy”, że w podręcznikach ekonomii główny nacisk kładzie się na „wychwalanie korporacyjnej i kolektywistycznej tradycji niemieckiego systemu”. Nauczanie odbywa się przez pryzmat „odwiecznego konfliktu między pracownikiem a pracodawcą”, a główna batalia toczy się o wysokość pensji i kodeks pracy.

Walka, walka, walka. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze Nokia nie jest już dobrze zarządzaną firmą sprzedającą nowoczesne produkty, nie jest już powszechnie poważaną marką. Jest wrogiem.

Szef wpływowego związku zawodowego IG Metall Berthold Huber mówi w radiu: „Nie pozostaje nam nic innego, jak walczyć”. Jeden z pracowników zakładu Nokii w Bochum obwieszcza reporterom: „Jesteśmy w stanie wojny”. A Kurt Beck w specjalnie nagranym internetowym klipie deklaruje: „Będziemy walczyć ramię w ramię z ludźmi, którzy stracili pracę”.

Masy przeciw biznesowi

Tak oto podsycany jest rewolucyjny zapał mas. Jak za dawnych, dobrych lat… Żadna rewolucja jednak się nie powiedzie, jeśli nie uda się wstrząsnąć ludzkimi pokładami jadu. Masy mają skierować swój gniew przeciwko wielkiemu biznesowi: w zależności od potrzeb mogą to być banki, firmy ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne (nazwane niegdyś przez byłego wicekanclerza Franza Münteferinga „szarańczą”) czy producenci komórek. Poważni politycy z poważnych partii bez skrupułów przekraczają kolejne granice populizmu. Czym się różnią tyrady Becka i Seehofera od wściekłych ataków na globalizację w wykonaniu Jeana-Marie Le Pena?

Nokia przeniesie teraz produkcję do nowo budowanej fabryki w Rumunii. Niemiecka klasa polityczna zapewne wolałaby, żeby Rumuni nie eksportowali telefonów, tylko pokornie korzystali z unijnych zapomóg (opłacanych z pieniędzy… niemieckich podatników), ale prawa wolnego rynku są – chwała Bogu – bezlitosne. Siła robocza w Klużu jest wielokrotnie tańsza niż w Bochum. Podatki osobisty i korporacyjny są w Rumunii płaskie i wynoszą 16 procent, podczas gdy w Niemczech dopiero niedawno CIT został obniżony z blisko 39 do 30 proc., a najwyższa stawka PIT sięga 42 proc. No i w Siedmiogrodzie nie panoszy się IG Metall.

Niemieccy politycy, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami, nie chcą zrozumieć, że nie żyjemy już ani w XIX, ani w XX wieku. Nie mieści im się w głowie, że prywatna firma bardziej dba o swoich akcjonariuszy niż o zapewnienie bezpieczeństwa socjalnego lokalnej społeczności. Nie potrafią pojąć, że niskie podatki służą rozwojowi przedsiębiorczości, a wysokie przedsiębiorczość dławią. Otwierają szeroko oczy, kiedy ktoś nieśmiało zauważy, że większość państw byłego bloku sowieckiego cieszy się dzisiaj dużo większym liberalizmem gospodarczym niż Niemcy. Z niedowierzaniem kręcą głową, gdy dowiadują się, że w Polsce, by założyć zakład naprawiający komputery, nie trzeba się zapisywać do cechu, zdawać egzaminów i być informatykiem z wykształcenia.

Czy będą równie zdziwieni, gdy zaczną kupować montowane w Rumunii komórki i okaże się, że działają równie dobrze, a może i lepiej niż nokie produkowane w Zagłębiu Ruhry?

Zostaje nauczka

Afera z fińską firmą to festiwal cynizmu najwyższej próby. Wyobraźmy sobie teraz niemieckiego polityka, który na forum publicznym, np. w Davos, będzie namawiał zagraniczne koncerny do inwestowania w jego ojczyźnie. Owszem, Niemcy oferują fantastyczne warunki: znakomitą infrastrukturę, doświadczoną kadrę menedżerską, przejrzyste prawo. A oprócz tego szczerą nienawiść do kapitalizmu większości społeczeństwa podkręcaną od czasu do czasu i przez socjaldemokratów, i przez chadeków.Gdy przyjrzeć się dzisiejszej nagonce na Nokię, śmieszne wydają się zarzuty o „prześladowanie” biznesmenów w Polsce za rządów Jarosława Kaczyńskiego. Były premier rzeczywiście kilkakrotnie zagalopował się w krytyce „oligarchów” en masse, ale trudno porównywać tamte puste groźby z bardzo dobrze przemyślanym bojkotem fińskiego koncernu przez berliński establishment.

Nauczka jednak pozostaje, albowiem przeogromna jest wśród polityków pokusa wzniecania niezdrowych uczuć u wyborców. Na szczęście Polacy, w przeciwieństwie do zachodnich sąsiadów, nie są aż tak podatni na antykapitalistyczne slogany, skoro ugrupowanie uważane za skrajnie liberalne i sprzyjające „wielkiemu biznesowi” w cuglach wygrało wybory.Na koniec jeszcze drobna osobista deklaracja (świadomie ocierająca się o kryptoreklamę): jestem dumnym posiadaczem nokii i gdy w najbliższym czasie wybiorę się za Odrę, będę się z nią bezwstydnie obnosił. Jeśli jednak Finowie zmiękną i ulegną hordom niemieckich populistów, nie będzie już dla nokii miejsca w moim domu.

Źródło : Rzeczpospolita: Niemiecki seans nienawiści do kapitalizmu
Marek Magierowski 24-01-2008

Wojciech Olejniczak - twarz lewicy

Wojciech Olejniczak - twarz lewicy
Wojciech Olejniczak - twarz lewicy

źródło: Rzeczpospolita

Największy przywódca socjalistyczny w Europie (zdjęcie)

Po idealistach socjalistach zawsze przychodzą socjaliści pragmatycy.

Przywódca socjalistyczny Europy
Największy przywódca socjalistyczny w Europie (zdjęcie)

Socjaliści z PO

Przeciętna składka zdrowotna pracownika wynosi 275 złotych co miesiąc, przeciętnie każdy Polak (od noworodka do starca) z prywatnej kieszeni wydaje dodatkowo na leczenie ponad 520 zł rocznie. Przeciętnie system, według którego funkcjonuje ochrona zdrowia, obowiązuje… trzy – cztery lata, a potem następuje zasadnicza zmiana.

Służba zdrowia jakoś nie ma szczęścia do reform i reformatorów. Każdy kolejny minister zdrowia zaczyna swoje urzędowanie od krytykowania poprzednika. Być może rację mają ci, którzy zwracają uwagę, że to konsekwencja braku na listach osób najbardziej wpływowych w ochronie zdrowia ekonomistów.

Przykład projektu o dobrowolnych składkach autorstwa PO pokazuje, że nawet połączenie doświadczenia polityków i ekonomistów nie zawsze daje efekt. Można w nim znaleźć zapis, by na żądanie pacjenta osoby wykonujące zawód medyczny, udzielające świadczeń zdrowotnych nie podawały pacjentowi informacji o jego stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania. Trzeba czytać, panie i panowie posłowie, co się proponuje.

Źródło : Rzeczpospolita: Zdrowie dalekie od rozsądku
Aleksandra Fandrejewska 21-01-2008,

Dyskryminacja starszych ludzi w Unii Europejskiej

Źródło: Rzeczpospolita: Trybunał UE: Kraje mogą ustalać wiek obowiązkowego przejścia na emeryturę
16.10.2007

Kraje członkowskie UE mogą ustalać wiek emerytalny, kierując się sytuacją na swoim rynku pracy - wynika z dzisiejszego wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu.

Trybunał uznał, że ustalenie wieku obowiązkowego przejścia na emeryturę np. na 65 lat, nie jest zabronioną dyskryminacją na rynku pracy w rozumieniu unijnego prawa.

Wyrok w Luksemburgu zapadł za sprawą dyrektora w jednej z hiszpańskich firm, który został zwolniony z pracy po osiągnięciu określonego w ustawie wieku emerytalnego 65 lat. Odwołał się do hiszpańskiego sądu, twierdząc, że jest jeszcze zdolny do pracy, a jego zwolnienie to przejaw dyskryminacji z powodu wieku, której zakazuje unijna dyrektywa z 2000 roku. Sąd o rozwianie wszelkich wątpliwości zwrócił się do Trybunału w Luksemburgu.

Sędziowie zgodzili się, że uregulowania krajowe powodujące automatyczne rozwiązanie stosunku pracy, gdy dana osoba osiągnęła wiek emerytalny, “wpływa na czas trwania stosunku pracy łączącego pracownika i pracodawcę, a także, w ogólniejszym ujęciu, na wykonywanie przez danego pracownika aktywności zawodowej, utrudniając mu w przyszłości uczestnictwo w aktywnym życiu”.

Trybunał uznał, że rzeczywiście należy to uznać za mniej korzystne traktowanie tych pracowników, którzy osiągnęli wiek emerytalny, w stosunku do całości pozostałych osób czynnych zawodowo. Nie ma w tym jednak nic złego, bowiem, jak tłumaczą hiszpańskie władze, chodzi o ułatwianie dostępu do rynku pracy dla ludzi młodych i hamowanie bezrobocia.

“Słuszność takiego celu interesu ogólnego nie może być rozsądnie kwestionowana - podkreślili sędziowie. - Popieranie wysokiego poziomu zatrudnienia stanowi jeden z celów realizowanych przez Unię Europejską”.

Ten fakt - uznali - “obiektywnie i racjonalnie” uzasadnia odmienne traktowanie pracowników ze względu na wiek. Tym bardziej że hiszpańskie prawo gwarantuje, iż przejście na emeryturę następuje pod warunkiem uzyskania prawa do emerytury, co gwarantuje rekompensatę finansową, “taką jak ta przewidziana przez system hiszpański, której wysokość nie może być uznana za nieracjonalną”.

Następna strona »


Nowe artykuły na email

Kliknij poniższy link i zapisz się, a będziesz otrzymywał nowe artykuły na email:

ZAPISUJE SIĘ >>

 

lipiec 2008
P W Ś C P S N
« cze    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Statystyka

  • 289,484 odwiedzin