Źródło: Rzeczpospolita
Archiwum kategorii 'Uncategorized'
Dwaj przyjaciele z boiska
Opublikowany 8 październik 2009 Uncategorized Leave a CommentTags: Donald Tusk, grzegorz schetyna
SB zdecyduje o losach CBA
Opublikowany 6 październik 2009 Uncategorized Leave a CommentTags: Bogusław Olewiński, cba, Mariusz Kamiński, Prokurator Bogusław Olewiński, SB, służba bezpieczeństwa
Prokurator Bogusław Olewiński, który zamierza postawić zarzuty Mariuszowi Kamińskiemu, był w latach 1985-1990 zarejestrowany jako współpracownik Służby Bezpieczeństwa – dowiedział się portal Fronda.pl.
Rzeszowski prokurator został zarejestrowany przez SB, gdy był studentem Uniwersytetu w Rzeszowie. Najpierw przez wydział III, potem przez wydział B Służby Bezpieczeństwa. – Pierwszy z tych wydziałów zajmował się walką z tzw. przeciwnikiem wewnętrznym, prócz Kościoła, którym zajmował się wydz. IV. Wydział B prowadził obserwacje, to były najczęściej osoby, które chodziły za figurantami, zajmowały się regularnym szpiegowaniem, często to byli szatniarze, portierzy, ale nie tylko – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl historyk IPN Antoni Dudek. Próbowaliśmy się skontaktować z prokuratorem Olewińskim, ale nie odbierał telefonu.
Jak dokładnie wyglądały kontakty Olewińskiego z SB? To będzie raczej trudne do ustalenia, bo jego teczka została zniszczona w 1990 roku. Zachowała się natomiast karta rejestracyjna. – Jeśli zachowała się teczka, a nie zachowały się inne materiały, wówczas dla sądów nie jest to dowodem dla współpracy. Jeśli jednak w ewidencji znajduje się pseudonim, a szczególnie numer rejestracji, wówczas można odnaleźć daną osobę w innych dokumentach – mówi Antoni Dudek.
Wyrok skazujący Mariusza Kamińskiego może zapaść już dzisiaj i będzie prawdopodobnie pretekstem do zdymisjonowania szefa CBA przez premiera Donalda Tuska. Dla rządu to bardzo korzystne, bo zmniejsza szanse na wyjaśnienie sprawy tzw. afery hazardowej, w którą zamieszani są najbliżsi współpracownicy Tuska.
Treść zarzutów jest objęta tajemnicą. Wiadomo jedynie, że dotyczą nadużycia władzy przy prowadzeniu akcji CBA ws. afery gruntowej w 2007 roku. Jeden z prokuratorów, który widział akta sprawy twierdzi w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że nie ma w nich wystarczających dowodów, aby postawić zarzuty Mariuszowi Kamińskiemu.
Podobnie twierdził także – zdaniem Mariusza Kamińskiego – prokurator Bogusław Olewiński. Ale podobno zmienił zdanie i szef CBA uważa, że wyrok dla niego niekorzystny będzie spowodowany naciskami politycznymi. Informował o tym m. in. w piśmie do ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. Prokurator Olewiński prowadzący postępowanie wielokrotnie miał bowiem stwierdzać, że na bazie zgromadzonego materiału nie ma podstaw do formułowania zarzutów w tej sprawie. “Pan prokurator Olewiński sygnalizował podczas rozmów po przesłuchaniach funkcjonariuszom CBA, że uniemożliwiono mu umorzenie sprawy. Nacisk na jego osobę wywierał ówczesny Prokurator Krajowy Marek Staszak, który podczas bezpośredniej rozmowy domagał się postawienia mi zarzutów” – napisał Kamiński w liście do Andrzeja Czumy. Zdaniem szefa CBA, prokurator Olewiński twierdził także, że w przypadku próby umorzenia, sprawa może być mu odebrana i „że obawia się zwolnienia z prokuratury.”
Źródło Fronda: Przez pięć lat był zarejestrowany przez SB, teraz rozstrzygnie o losie CBA
5 października 2009
I ty możesz zabić czarnucha
Opublikowany 6 czerwiec 2009 Uncategorized Leave a CommentTags: aborcja, Lila Rose, Planned Parenthood, ruch proaborcyjny
Tak tak. Zakładam, że możesz zabić również jakiegoś skośnookiego i to bez brudzenia sobie rąk (za opłatą). CAŁKOWICIE LEGALNIE. Niewiarygodne prawda ale praktykowane nie gdzie indziej jak w USA.
Szczegóły poniżej
Dwudziestolatka udowodniła, że “Planned Parenthood” namawia nieletnie ciężarne do ukrywania wieku ojca dziecka. Umożliwia także donatorom wybór rasy dziecka, które ma zostać zabite za ich pieniądze. Efekt: w czterech stanach prowadzone są śledztwa przeciwko organizacji.
Lila Rose od czterech lat prowadzi kampanię przeciwko „Planned Parenthood” – amerykańskiej organizacji aborcyjnej. Z ukrytą kamerą kilkakrotnie udawała nastolatkę, która miała być w ciąży ze starszym mężczyzną. Pracownicy PP zamiast zgłosić fakt popełnienia przestępstwa do odpowiedniego urzędu, doradzali dziewczynie zatajenie wieku ojca swego dziecka. – Powiedz, że ma 14 lat, lub cokolwiek w tym stylu – tłumaczą. Wtedy nie będzie on karalny.
Dziewczyna umieściła zbierane przez dłuższy czas filmy na stronie internetowej założonej przez siebie organizacji pro-life (www.liveaction.org). W wyniku jej akcji część pracowników PP, którzy w ten sposób „doradzali” nastolatce, zostało zwolnionych, zaś w jednym z hrabstw Planned Parenthood straciła dotacje na swoją działalność „edukacyjną”. W czterech stanach toczą się śledztwa przeciwko organizacji.
To jednak nie wszystkie przewinienia aborcjonistów. Prócz podstawowego, czyli udział w mordowaniu nienarodzonych dzieci, okazuje się, że są także inne, takie jak wspieranie rasizmu. Działacze Live Action dzwonili do siedzib organizacji i proponowali wpłacenie pieniędzy na zabicie czarnego dziecka. Używali przy tym rasistowskiej argumentacji, stwierdzając m.in., że rodzi się zdecydowanie za dużo czarnych dzieci. Pracownicy Planned Parenthood nigdy nie dyskutowali z rasistami, proponującymi pieniądze za pomoc w eksterminacji czarnych – wręcz przeciwnie, w niektórych przypadkach wyrażali poparcie dla ich poglądów.
Kim jest osoba, która pomaga odkryć prawdę o największej organizacji wspierającej zabijanie nienarodzonych dzieci? Lila Rose to 20-letnia studentka historii na UCLA, wywodząca się z rodziny protestanckiej. Ma pięciu braci i dwie siostry i była uczona w domu. Rok temu przeszła na katolicyzm. Po ukończeniu studiów chce w pełni poświęcić się działalności pro-life i pracować w założonej przez siebie organizacji.
Źródło: Fronda.pl: Studentka obnaża praktyki amerykańskich aborcjonistów
Transseksualista rodzi dziecko
Opublikowany 30 marzec 2009 Uncategorized Leave a CommentTags: Esperanza Ruiz, Estefania Coronado Jimenez, mężczyzna w ciąży, Ruben Noe Coronado Jimenez, Susan Juliette, Thomas Beattie
Ma 25 lat, pochodzi z Hiszpanii i jest w siódmym tygodniu bliźniaczej ciąży. To pierwszy taki przypadek na świecie

Ruben Noe Coronado Jimenez - po lewej
Ruben Noe Coronado Jimenez jeszcze niedawno był znany jako Estefania. Zmienił płeć, ale – z myślą o ewentualnej ciąży – nie zdecydował się na usunięcie wewnętrznych organów kobiecych. W ciążę zaszedł dzięki sztucznemu zapłodnieniu. Wcześniej lekarze musieli przywrócić mu cykl menstruacyjny.
Wiadomo już, że urodzi dwóch chłopców, a poród – przez cesarskie cięcie – odbędzie się we wrześniu w klinice w Barcelonie. Niebiologiczną matką dzieci będzie 43-letnia Esperanza Ruiz. Para zamierza się pobrać, zanim chłopcy przyjdą na świat. – Urodzę jako mężczyzna – zadeklarował magazynowi „Pronto” przyszły ojciec, choć ani z medycznego, ani z prawnego punktu widzenia nim nie jest.
Ruben Noe Coronado Jimenez zapowiada jednak, że jeszcze w marcu zamierza rozpocząć „procedury administracyjne”, by dokończyć proces swojej przemiany.
Zastrzega, że nigdy nie sprzeda mediom swojej historii. Ale nie ma nic przeciwko sprzedaży jego zdjęć. – Jeśli ja tego nie zrobię, zrobi to ktoś inny i zarobi na tym fortunę – mówił. I tłumaczył: – Zdecydowałem się powiedzieć o ciąży publicznie, by ludzie zdali sobie sprawę, że transseksualista spodziewający się dziecka to normalna sprawa.
Rok temu szok w świecie wywołała historia 34-letniego Amerykanina Thomasa Beattie, który jako pierwszy mężczyzna ogłosił, że jest w ciąży. Podobnie jak Hiszpan był wcześniej kobietą (modelką, która o mały włos nie została miss Hawajów). Jak tłumaczył, zdecydował się na ciążę, bo jego żona nie mogła mieć dzieci. W lipcu urodził zdrową córeczkę Susan Juliette. Podobno znów spodziewa się dziecka.
Rzeczpospolita Transseksualista urodzi bliźniaki
Katarzyna Zuchowicz 26-03-2009
I na koniec jeszcze coś bardzo niesmacznego

Thomas Beattie
Sytuacja Polski oczami historyka
Opublikowany 28 marzec 2009 Uncategorized Leave a CommentTags: Paweł Wieczorkiewicz, polityka zagraniczna niemiec, polityka zagraniczna Polski, Polityka zagraniczna Rosji
Oto niepublikowany wywiad ze zmarłym kilka dni temu historykiem, prof. Pawłem Wieczorkiewiczem. Został przeprowadzony we wrześniu 2008 roku, przed uruchomieniem portalu Fronda.pl.
Fronda.pl: Porównał Pan działania Rosji w Gruzji i reakcję Zachodu na te wydarzenia do sytuacji, gdy Hitler zajął Czechosłowację. Mówi Pan jednocześnie, że w Warszawie nikt nie powinien spać spokojnie, bo poważne siły polityczne w Niemczech i w Rosji marzą o wspólnej niemiecko-rosyjskiej granicy. Czy możliwy jest kolejny „17 września 1939″?
Prof. Paweł Wieczorkiewicz: Może nie w tym kształcie, bo historia nie powtarza się tak zupełnie dokładnie, ale może się powtórzyć w sensie pomysłu na likwidację państwa polskiego. Myślę, że 5 lat temu każdy uznałby możliwość ataku Rosji na którykolwiek z sąsiednich krajów za wykluczoną. W latach 80-tych nikomu nawet by do głowy nie przyszło, że Związek Radziecki może się rozpaść. Banalna wyobraźnia polityczna często zawodzi. Trzeba patrzeć szeroko i brać pod uwagę wszystkie najbardziej nieprawdopodobne możliwości.
Panie Profesorze, to kiedy nas napadną?
Na szczęście nie jutro. Ale myślę, że jest to możliwe wtedy, gdy Rosja upora się ze swoim dawnym imperium wewnętrznym. Podporządkuje sobie ostatecznie Białoruś (z tym ma pewien kłopot), zniszczy samodzielność Ukrainy, czy dokona implozji państwa ukraińskiego i rozbije Ukrainę na kilka podmiotów, które będzie dużo łatwiej uzależnić, być może poradzi sobie z Nadbałtyką, a wtedy przyjdzie kolej na Polskę. Raczej nie będą to rosyjskie tanki na Bugu, ale całkowite uzależnienie energetyczne, gospodarcze i polityczne.
Były możliwe inne scenariusze, które mogłyby uniemożliwić wykonanie paktu Ribbentrop – Mołotow?
Podstawowym warunkiem było inne rozwiązanie konfliktu Polski z Niemcami. Polubowne. Jeżeli strona polska przyjęłaby warunki niemieckie, z cała mocą trzeba powiedzieć, że Hitler sto razy bardziej wolał iść z Rydzem-Śmigłym na Stalina, niż ze Stalinem na Rydza. Innymi słowy: Polska jako sojusznik Trzeciej Rzeszy – to była alternatywa. Czy były inne możliwości? Teoretycznie Sowieci mogli się z Niemcami nie dogadać, wtedy II wojny światowej by nie było, a przynajmniej nie w 1939 roku i nie w tym kształcie. Być może agresja niemiecka poszłaby w stronę południa, w stronę Jugosławii, czy w stronę Morza Śródziemnego. Sojusz polsko-francusko-brytyjski stanowił bardzo mocną zaporę przeciwko agresji niemieckiej i bez zaszachowania go potężnym sojusznikiem Niemcy nie mieli żadnych szans na realne rozpoczęcie wojny. Hitler był ryzykantem ale nie był szaleńcem!
W październiku 1938 roku, w rozmowie Lipski – Ribbentrop padły propozycje układu polsko-niemieckiego, o którym Pan mówi. Jakby to mogło wyglądać w sensie realnej polityki?
Jest takie fałszywe przekonanie, że te rozmowy dotyczyły terytorium polskiego, że Niemcy chcieli nam na dzień dobry odebrać Śląsk czy Pomorze. A to nieprawda! Chcieli włączenia Gdańska do Rzeszy, co w jakimś sensie było oczywiste – Gdańsk był miastem niemieckim, w którym Polska miała interesy gospodarcze, ale nie miała argumentu etnograficznego, żeby w tym mieście jakoś szerzej stanowić swoje prawa. Po drugie, eksterytorialna autostrada przez korytarz a przecież to był pomysł polski – żeby było śmiesznie z początku lat 30-tych XX wieku. Po trzecie, było wejście do paktu antykominternowskiego, czyli niby uzależnienie od Niemiec, ale w mocnym towarzystwie, bo z Włochami i Japonią. Po czwarte, przedłużenie o 25 lat paktu o nieagresji.
Trzeba powiedzieć, że – wbrew propagandzie – Hitler w przeciwieństwie do Stalina podpisywane dokumenty traktował poważnie. To nie była propozycja: dzisiaj podpiszemy z Wami pakt, a pojutrze go złamiemy – jak to czynił Lenin a potem Stalin. Była to propozycja mająca trwale stabilizować stosunki polsko-niemieckie.
Jak by wyglądał ten sojusz? Niemcy potrzebowali osłony od Sowietów na czas wojny z Zachodem, a potem silnego partnera w ataku na Związek Sowiecki. Możliwości mobilizacyjne Polski wynosiły około 60 dywizji. Jeżeli weźmiemy pod uwagę przebieg kampanii już w 1941 roku, a czas grał na niekorzyść Niemiec, to w 1939-40 roku, 60 polskich dywizji z Niemcami niewątpliwie rozstrzygnęło by losy wojny na Wschodzie. W 1940 roku Adolf Hitler i Edward Rydz-Śmigły mogli świętować zwycięstwo na Placu Czerwonym w Moskwie!
No proszę, Polacy znowu w Moskwie…
I to, co ciekawe, ze swoim sojusznikiem Adolfem Hitlerem. Dalej to spekulacje na zasadzie pisarstwa science-fiction. Warto zauważyć dwa elementy – denazyfikacja, czy potępianie różnych wynaturzeń systemu nazistowskiego w perspektywie jego władzy nad całą Europą było po pewnym czasie oczywistością. Jak Chruszczow potępiał Stalina, tak Aksman, czy któryś z jego następców, potępiałby błędy i wypaczenia Hitlera. A po drugie, wbrew temu, co się sądzi taki scenariusz oznaczałby, że być może nie doszłoby do holocaustu! Nie byłoby potrzeby mordowania Żydów, można by było ich wysiedlić, wysłać na Syberię czy wysłać ich do dalekiej republiki żydowskiej na Wschodzie.
Teraz postawmy sobie fundamentalne pytanie etyczne, czy bardziej moralna byłaby współpraca ze zbrodniarzem Stalinem, czy ze zbrodniarzem Hitlerem? Ja nie widzę większej różnicy. Tak jak nie do końca się potępia politykę polskich komunistów, którzy się uważają za realistów, tak samo nie należałoby potępiać polskich władz, które poszłyby z Trzecia Rzeszą. Z perspektywy czasu widzimy, że komunizm był groźniejszy dla tożsamości europejskiej niż nazizm. Nazizm był ideologią przemijającą a komunizm jest niestety ideologią ciągle żywą. Naprawdę bardzo trudno wytrzebić i dobić tego gada w jego legowisku, bo rozprzestrzenił się po całym świecie!
Polacy nie zdecydowali się jednak wejść w układ z Hitlerem. Jak Pan Profesor ocenia politykę i postać ministra Józefa Becka?
Józef Beck był wybitnym politykiem, prawie mężem stanu. Ale popełnił kardynalny błąd w rozgrywce, którą bardzo finezyjnie postanowił przeprowadzić z Hitlerem, szantażując go razem z Wielka Brytanią i Francją. Nie wziął natomiast pod uwagę czynnika sowieckiego. Dlaczego? Przez lata nie umiałem sobie odpowiedzieć na to pytanie. To tak, jakby komuś przenikliwie widzącemu swoje otoczenie raptem zachodziły oczy bielmem. Otóż to bielmo polegało na tym, że jego najbliższy doradca i zaufany w sprawach polityki wschodniej płk Tadeusz Kobylański był sowieckim agentem. Innymi słowy obraz Związku Sowieckiego, jego intencji i możliwości, który otrzymywał Beck był zgodny z instrukcjami jakie Kobylański otrzymywał z Moskwy. Nic dziwnego, że Beckowi wydawało się, że Związek Sowiecki w 1939 roku nie ma siły.
Jaka jest symbolika 17 września, jakie to memento dla polskich polityków?
Samej agresji z 17 września nie można wyrywać z historycznego kontekstu. 17 września pokazał, że w momencie, kiedy obrona Polski przez sojuszników jest nierealistyczna, sojusznicy są gotowi pogodzić się z losem i oddać Polskę na łup. Żadne pakty, nawet pakt północnoatlantycki, nie zapewnią Polsce bezpieczeństwa. Pakty są o tyle skuteczne, o ile odpowiadają aktualnej sytuacji politycznej. A pamiętajmy, że mieliśmy wtedy sojuszników równie potężnych jak dzisiaj.
Pana zdaniem politycy myślą dzisiaj ahistorycznie?
Ależ oczywiście. To bardzo ciekawe, że przykładem kompletnie ahistorycznego myślenia jest, podobno historyk z wykształcenia, pan Donald Tusk. On myśli tak, jakby wczoraj nie było historii i jakby nie miało jej być jutro. To jakiś spóźniony uczeń tego szarlatana Fukuyamy. Tymczasem począwszy od tego, co robi Rosja i co się dzieje w naszym bliskim otoczeniu (już nie mówię o całym świecie) pokazuje, że pewne kalki historyczne odgrywają niezwykle ważną rolę. Rosja przecież ze względów ideologicznych i politycznych, a nie tylko gospodarczych, odbudowuje swoje dawne imperium. To tak wyraźne, że jeśli nie bierze się tego pod uwagę nie rozumie się nic z polityki i prowadzi się politykę na oślep. To jest polityka… (nie chciałbym używać teraz słów ogólnie uznanych za nieprzyzwoite).
Był taki dowcip: w Pradze czeskiej wybudowano monumentalny, nadnaturalnej wielkości pomnik Józefa Stalina, a za nim w kolejce stały figury czeskiego robotnika, czeskiego chłopa, czeskiej kołchoźnicy i czeskiego inteligenta. Ten pomnik zniesiono po 1956 roku, ale Czesi, którzy mieli wisielcze poczucie humoru mówili, że ten pomnik odzwierciedla sytuację polityczną Czechów – Czesi ustawiają się w kolejce, aby wejść Stalinowi nie powiem gdzie.
Otóż polityka niektórych polskich ugrupowań i naszych polityków przypomina mi niestety ten pomnik! Lekcja z historii jest czytelna i prosta: z Rosją trzeba rozmawiać twardo i nie należy iść z nią na żadne kompromisy, nie należy nadymać się z tego powodu, że pogłaszcze nas po głowie, ale trzeba twardo z zębami bronić tego co uznajemy za swój żywotny interes. Rosjanie wobec nawet niewielkiego, ale nieustępliwego państwa zachowują się ostrożniej. Mamy przykład Finlandii i mamy przykład Polski. Przecież Stalin dobrze znający XIX wiek pamiętał, że polskie powstania stały kością w gardle caratu i porzucił myśl o 17. czy 18. – zależy jak to liczyć – republice sowieckiej.
Także w okresie polski ludowej był jeden polityk, który potrafił się postawić w Moskwie, Władysław Gomułka, któremu udało się doprowadzić do uznania granicy polsko-niemieckiej przez rząd RFN. To był niepodważalny sukces. Jego następcy prowadzili już politykę na kolanach. Dzisiaj mamy także do czynienia z tą złą tradycją PRL czy XVIII wieku. Nazywając rzecz po imieniu, polscy magnaci brali stałe pieniądze z ambasady rosyjskiej. Ja chciałbym wiedzieć, który z wpływowych polskich polityków, czy które z opiniotwórczych środowisk biorą dzisiaj pieniądze od Rosjan, bo to, że biorą, to nie ulega wątpliwości. Rosja ma potężną partię w Polsce, najlepszym przykładem jest reakcja na sprawę gruzińską, jak podniosły się różne głosy, albo ostatnio kiedy podniesiono wrzawę w sprawie rzekomych czy rzeczywistych więzień CIA w Polsce. Nawet jeśli były, z punktu widzenia polskiej racji stanu „gęba na kłódkę!” Każdy, kto teraz o tym mówi, w sposób oczywisty działa na rzecz Rosji, bez względu na to, czy sobie z tego zdaje sprawę, czy nie!
W jednej z rozmów powiedział Pan wprost, że Gruzja to dla Rosji początek, to środek a nie cel sam w sobie. Potem ma być Azerbejdżan, później Białorusi, co w konsekwencji umożliwi Rosjanom odcięcie Zachodu od kaspijskiej ropy naftowej i gazu. Czy Europa to rozumie?
Kłopot polega na tym, że Europa coraz bardziej zatraca instynkt samozachowawczy. Europa rozumuje już nie od wyborów do wyborów, bo to można znieść, ale od sondażu do sondażu. Polityka budowana w perspektywie tygodnia, dwóch nie jest żadną polityką. Jeśli ma się do czynienia z konsekwentną polityką rozpisaną na lata, to jest to wyrzucanie przez okno łyżeczek, kiedy pali się cały dom. Muszę powiedzieć, że tragedia gruzińska uświadomiła mi, że prowadzenie polityki europejskiej przez Unię Europejską jest niemożliwe. UE jako podmiot polityczny jest zerem! To pokazuje, że eurosceptycyzm jest dobry, owszem integracja gospodarcza, ale integracja polityczna ma niewielki w tej sytuacji sens.
Jakie wobec tego sojusze regionalne mają w tym momencie szanse na realne powodzenie?
Pójdźmy po rozum do głowy. W historii Polski w XX wieku było dwóch wielkich myślicieli politycznych. Jeden bardziej praktyk, drugi bardziej teoretyk, myślę o Piłsudskim i Dmowskim. Piłsudski wymyślił sposób zabezpieczenia się przed Rosją, który się okazał nierealny w rzeczywistości dwudziestolecia, natomiast był sposobem na przyszłość. A dobry los czy opaczność boska zechciały dać nam możliwość jego realizacji.
Dmowski nie miał dobrego pomysłu, jego genialna w swoim politycznym przewidywaniu koncepcja wyczerpała się realnie w latach 1918-1920. Sztucznie, ordynarnie robiona przyjaźń polsko-niemiecka w ciągu ostatnich kilku lat pokazuje swoją prawdziwą twarz. Pani Merkel to macocha Polski a nie matka. Ta słynna okładka „Wprost” to ironia przecież. Merkel, tak jak przedtem Schroeder, jest zakochana w Putinie i w niemieckim niedźwiedziu. Tych sentymentów nie da się prosto wykorzenić. Poza tym, z kimże Niemcy mają robić interesy jak nie z największym rynkiem i największym potencjalnym dostarczycielem surowców na świecie?
Nowe Rapallo?
Przecież to Rapallo już jest, a co niemiecki minister spraw zagranicznych powiedział po ataku Rosji na Gruzję? Że to Gruzja napadła na Rosjan. To tak samo, jak Finlandia napadła 1939 roku na Związek Sowiecki. To ten sam schemat rozumowania. Rosjanie oczywiście podnoszą głos: „to oni pierwsi!” Jest taki stary dowcip jak powierzono wilkowi pieczę nad małym zajączkiem – sierotką znalezioną w lesie. Zwierzęta udają się do swoich zajęć, wracają wieczorem, a zajączka nie ma. „Gdzie jest zajączek” – pytają. „Musiałem go zjeść” – mówi smutno wilk. „A dlaczego?” – pytają. „Bo poruszał nosem!”
Gruzini być może też parę razy poruszyli nosem i oczywiście są winni. Powtarzanie tych samych tez przez naszych publicystów czy polityków jest obrzydliwe. Służby specjalne, gdyby zechciały się tą tematyką zająć, musiałyby sprawdzić konta tych panów i sprawdzić ich zależności i, jak myślę, ich moskiewskich mocodawców.
Piłsudski wymyślił system limitrofów, czyli państw sukcesyjnych po upadku imperium sowieckiego, które byłyby związane z Polską. Siłą rzeczy obawiając się Rosji stanowiłyby takie przedmurze, już nie tylko Zachodu, ale i Polski w stosunku do Rosji. Sytuacja się o tyle zmienia że mamy nieszczęsny obwód kaliningradzki, który nie chce być złym prorokiem, ale w ciągu 10 czy 20 lat wróci do niemieckiej macierzy, a wtedy zobaczymy dopiero, co to znaczy mieć mini-Prusy Wschodnie na karku.
Dlatego pomysł prezydenta Kaczyńskiego, który wykazał się tutaj przenikliwością męża stanu, który zaczął budować oś Warszawa – Baku, Warszawa – Tbilisi, Warszawa – Kijów, nie mówiąc już o republikach bałtyckich, to jest jedyny skuteczny sojusz regionalny. Być może za jakiś czas uda się do tego związku doprosić Węgrów, bo nie liczyłbym na Słowaków i Czechów. Węgrzy mają swoje porachunki z Moskalami. Przecież w 1848 roku i w 1956 roku doświadczali ich, może nie w tym stopniu co my, ale w każdym razie mają tę bolesną świadomość. Taka grupa państw, zwłaszcza z Ukrainą, która jest zwornikiem tego systemu, daje możliwość przeciwstawienia się Rosji. Najbliższy rok, dwa to będzie walka o Ukrainę.
Może do grupy państw bałtyckich uda się doprosić Skandynawów?
Szwedów i Norwegów nie, ale może Finów. Szwedzi w swym dobrobycie będą się zajmować uchodźcami, w ich ofiarność nie bardzo wierzę.
Prof. Andrzej Nowak uważa, że mocarstwowa polityka Rosji to tylko wydmuszka, że to tylko element gry jaką prowadzi Rosja z Zachodem, żeby oligarchowie mogli bezpiecznie zbijać fortuny.
My się na ogół zgadzamy. To są dwa oblicza tego samego zjawiska. Imperialna polityka zapewnia pomyślność i rozwój oligarchów a oni nakręcają tę nacjonalistyczną sprężynę. Jedno wynika z drugiego. Ale może nie zgodziłbym się z pojęciem „oligarcha”. Bo to tak, jak nasze „Kulczyki”, „Krauze” i różne inne. Są to panowie, którzy dysponują pewnymi pieniędzmi, one zostały im powierzone przez potężne organizacje typu KGB, typu FSB, tajne służby czy wcześniej aparaty komunistyczne. A o tym, że można ich zdmuchnąć jak świeczkę świadczy przykład Michaiła Chodorkowskiego takiego samego złodzieja jak Abramowicz, takiego samego złodzieja jak nasi, którzy robili majątki uwłaszczając się na majątku polskim czy rosyjskim.
Rozmawiał Jakub Lubelski
Wrzesień 2008
Źródło: Fronda.pl: Prof. Wieczorkiewicz: Rosja ma potężną partię w Polsce
25. marca 2009
Proszę Cię o pomoc.
moją prośbę zamieściłem tutaj
http://modlitwazajulka.wordpress.com/
Feministyczne mamy jako politycy
Opublikowany 9 styczeń 2009 Uncategorized Leave a CommentTags: Carme Chacon, Hiszpańska minister obrony, Liisa Talonpoika, matki politycy, odpowiedzialne rodzicielstwo, Paula Lehtomaki, Rachida Dati, rodzicielstwo, Sarah Palin
Minister sprawiedliwości Francji – 43-letnia Rachida Dati, wróciła do pracy pięć dni po urodzeniu dziecka. W szoku jest nie tylko Francja. Pisały o tym nawet wietnamskie media.
Ubrana w czarny kostium i wysokie szpilki Rachida Dati przekroczyła w środę progi Pałacu Elizejskiego, gdzie odbywało się noworoczne posiedzenie rządu. Pod pachą taszczyła plik dokumentów, a uśmiech od ucha do ucha nie znikał jej z twarzy. Media odnotowały, że z gmachu MSW do Pałacu Elizejskiego przeszła na piechotę. Zaledwie kilka godzin wcześniej wypisała się ze szpitala, w którym – w ubiegły piątek – przyszła na świat jej pierwsza córka Zohra. – Poród nie jest chorobą – oznajmiła.
Internet natychmiast zaroił się od komentarzy. „Pięć dni po cesarskim cięciu? To śmieszne i nie ma z czego być dumnym. Ona z pewnością nie jest przykładem dla innych matek” – pisze „Lancs” na stronie brytyjskiego „Daily Mail”. „Kimberly z Toronto”: „Szkoda dziecka. Praca jest dla niej ważniejsza?”. „Meme z Leeds”: „Głupia kobieta. Chce, by widziano w niej superwoman”.
Ale Dati nie pobiła rekordu. Lepsza od niej była Sarah Palin. 44-letnia była kandydatka republikanów na wiceprezydenta USA wróciła w ubiegłym roku do pracy trzy dni po urodzeniu synka. Jej piąte dziecko Trig Paxson Van Palin przyszedł na świat 18 kwietnia jako wcześniak z zespołem Downa. 21 kwietnia gubernator Alaski już organizowała spotkanie w sprawie gazociągu. Zapowiedziała, że nie bierze urlopu macierzyńskiego, będzie przychodziła z dzieckiem do pracy. Jej sekretarka uściśliła: – Pani Palin będzie brała zwolnienia, gdy będzie umówiona z synkiem do lekarza i za każdym razem, gdy będzie on tego potrzebował. – Nie chciałam, by mieszkańcy Alaski się bali, że nie będę w stanie wypełnić moich obowiązków – tłumaczyła swą decyzję Palin.
Cztery dni wcześniej swoje trzecie dziecko urodziła aktorka Cate Blanchett. Do pracy wróciła po sześciu dniach.
W polityce jest coraz więcej kobiet. Nikogo nie dziwi, że będąc na wysokim stanowisku, decydują się na dziecko. Większość korzysta jednak z urlopów macierzyńskich, przynajmniej częściowo.
Hiszpańska minister obrony Carme Chacon wróciła do pracy sześć tygodni po porodzie. Małym Miguelem zajął się jej mąż. Tuż przed porodem pani minister wizytowała wojska hiszpańskie w Afganistanie ku oburzeniu niektórych mediów, przekonanych, że naraża życie i zdrowie swoje i dziecka. Na porodówkę poszła niemal z marszu, a gdy tylko urodziła synka, zaczęła regularnie konsultować się z zastępującym ją szefem MSW i ze swoimi współpracownikami. Wkrótce zresztą zamieszkała w Ministerstwie Obrony, by móc trzymać rękę na pulsie. Wreszcie przerwała przysługujący jej 16-tygodniowy urlop macierzyński i wróciła do pracy. Urlop dokończył za nią mąż.
Niektóre młode matki w Hiszpanii próbują pogodzić politykę z urlopem macierzyńskim. Deputowanym ułatwia to regulamin hiszpańskiego parlamentu, który wyraźnie mówi o możliwości wykorzystywania nowych technik komunikacyjnych, takich jak wideokonferencje czy e-maile po to, by przebywający na urlopach rodzice mogli głosować, nie ruszając się z domu. Pierwszą parlamentarzystką upoważnioną do głosowania z domu była Mercedes Sanchori, socjalistka z Walencji. Lokalny parlament przychylił się w ubiegłym roku do jej prośby, by po porodzie mogła uczestniczyć w jego pracach na odległość. Śledzi przebieg obrad w Internecie, sekretarka zaś wysyła jej e-mailem zaszyfrowany formularz do głosowania. Po odszyfrowaniu go i wypełnieniu, pani Mercedes odsyła go – przed rozpoczęciem głosowania – do parlamentu.
W Finlandii w rządzie niemal zawsze jest minister w ciąży. Ostatnio, w 2007 roku, dziecko urodziła minister środowiska Paula Lehtomaki.
Wcześniej, w 2005 roku, gdy została mamą pierwszy raz, była ministrem handlu zagranicznego i rozwoju. Na urlopie macierzyńskim przebywała pół roku. W tym czasie zastępował ją inny urzędnik.
– W Finlandii można wręcz mówić o oczekiwaniu społecznym, by kobieta po porodzie zajęła się dzieckiem, zamiast natychmiast wracać do pracy – mówiła nam Liisa Talonpoika, jedna z doradczyń fińskiego rządu.
Rzeczpospolita: Gdy minister rodzi dziecko
Katarzyna Zuchowicz , Małgorzata Tryc-Ostrowska 09-01-2009
Dyskryminacja Chrześcijan przez Google
Opublikowany 10 kwiecień 2008 Uncategorized Leave a CommentTags: aborcja, Christian Institute, dyskryminacja chrześcijan, polityka google, rekalama w google
Chrześcijańskie lobby występujące w obronie życia poczętego, Christian Institute (CI), wystąpiło do sądu z powództwem przeciwko Google, internetowemu operatorowi i wyszukiwarce, zarzucając firmie dyskryminację, napisał dziennik “Daily Telegraph”.
Christian Institute chciał zamieścić odpłatnie link do swoich internetowych stron, pojawiający się automatycznie w prawym górnym rogu przy wstukaniu w wyszukiwarce hasła “abortion” (ang. aborcja), ale spotkał się z odmową.
Takie sponsorowane linki są jednym z głównych źródeł przychodów pozwanej wyszukiwarki. Reklamodawca płaci w zależności od liczby wizyt na swoich stronach za pośrednictwem linku w Google’u.
Google argumentuje, iż przyjęta przez niego polityka zabrania mu reklamowania i promowania stron, które łączą religię z takimi kwestiami jak aborcja. CI uważa z kolei, iż takie podejście jest przejawem dyskryminacji organizacji chrześcijańskich i zasad wolności światopoglądowej wyrażonej w ustawie z 2006 r.
Rzecznik CI Mike Judge wskazuje, iż dla wielu ludzi, Google jest bramą do Internetu. Co więcej, operator zamieszcza ogłoszenia od klinik dokonujących zabiegów sztucznego przerywania ciąży czy organizacji wojujących ateistów.
- Jeżeli swobodna wymiana idei ma się urzeczywistnić, to Google nie może dawać specjalnych praw do wypowiedzi grupom głoszącym świeckie poglądy, cenzurując zarazem poglądy religijne – wskazuje Judge.
- Mówienie o tym, że internetowe strony o aborcji zawierają”niedopuszczalne treści”, podczas gdy reklamuje się pornografię jest podejściem absurdalnym – dodaje.
Christian Institute domaga się od Google’a odszkodowania za powstałe szkody, zwrotu poniesionych kosztów i pozwolenia na zamieszczenie linku do jego stronach. Powództwo popiera m. in. konserwatywna posłanka do Izby Gmin Ann Widdecombe, minister spraw wewnętrznych w konserwatywnym rządzie Johna Majora.
Źródło : PAP

