Królestwo nietolerancji – Chrześcijanie na celowniku

Źródło: Rzeczpospolita: Królestwo nietolerancji – Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006 Saudyjczycy nie tolerują innych religii niż islam. Przed wjazdem na autostradę łączącą Dżuddę z Mekką widnieje znak, który w pięciu językach ostrzega, że drogą tą nie mogą jeździć innowiercy

(c) FOT: CORBIS/KAZUYOSHI NOMACHI

750 batów i 40 miesięcy więzienia dla nauczyciela za wspomnienie na lekcji o Biblii i Żydach. Zatrzymania, areszty, deportacje, tortury, konfiskaty egzemplarzy Pisma Świętego i krzyży. To dziś. A w 1993 roku kara śmierci przez ścięcie dla Sadeqa Mallallaha, młodego Saudyjczyka, za to, że miał Biblię. Taki jest los chrześcijan w Arabii Saudyjskiej

Dzisiejsze Królestwo Arabii Saudyjskiej to niezwykłe połączenie tradycji i nowoczesności. Z jednej strony wspaniała infrastruktura, zdumiewająca architektura, z drugiej prawa i obyczaje niespotykane gdzie indziej na świecie. Z 23 milionów mieszkańców siedem – osiem milionów stanowią cudzoziemcy. Wraz z odkryciem ropy (25 – 30 procent światowych zasobów) bogactwo przyszło nagle. Nie trzeba było specjalnie na nie zasłużyć.

– Przed 1938 rokiem (gdy pierwszy raz ropa popłynęła na Zachód) nie było tam nic, co można by eksportować. Przez wieki nie docierały tam żadne armie ani idee. Wszystkie funkcje i struktury plemienne pozostawały niezmienione. Surowe warunki życia na pustyni sprzyjały nieufności wobec obcych. Z takim bagażem Saudyjczycy wkroczyli w nowoczesność – mówi europejski dyplomata, od ponad 20 lat pracujący w regionie.

Rozpoczął się gwałtowny napływ taniej siły roboczej z biedniejszych krajów. Nowi pracownicy przyjmowani byli chętnie. Ktoś musiał wywozić śmieci, sprzątać, prać, obsługiwać autobusy i taksówki. Wśród imigrantów jest około miliona chrześcijan, głównie z Azji; z samych Filipin ponad 600 tysięcy. Oni też najczęściej padają ofiarą prześladowań za praktyki religijne.

W Arabii Saudyjskiej, jak w żadnym innym kraju na świecie, islam jest nie tylko religią, ale także sposobem na życie, obecnym we wszystkich jego sferach.

Pismo Święte do niszczarki

Poprzedni monarcha, król Fahd, wstępując na tron, przyjął tytuł Strażnika Dwóch Świętych Meczetów. Obecność innych religii, a zwłaszcza czynne uprawianie kultu, jest całkowicie zabronione. Niedozwolone jest wwożenie na teren królestwa jakichkolwiek symboli innych religii oraz publikacji na ich temat. Skonfiskowane egzemplarze już na lotnisku trafiają do niszczarki dokumentów. Taki też los spotkał Biblię katolickiej zakonnicy na lotnisku w Dżuddzie w 2005 roku, gdy czekała na kolejny lot. Zerwany z jej szyi krzyż został ostentacyjnie zniszczony. I na niewiele zdało się tłumaczenie, że to przecież tylko tranzyt.

Ewangelicki pastor wspomina: „Była pierwsza w nocy, gdy mutawa (policja religijna) zaczęła dobijać się do moich drzwi. Miałem u siebie około 400 przemyconych egzemplarzy Pisma Świętego, a to tutaj przestępstwo porównywalne z gwałtem, morderstwem, zbrojną napaścią, co w Arabii Saudyjskiej oznacza tylko jedno: karę śmierci. Żarliwie modliłem się o cud. Odeszli od moich drzwi”.

Bywa jednak inaczej. Często zgromadzenia modlitewne w prywatnych domach są pretekstem do zatrzymania i deportacji ubogich imigrantów z Filipin lub Etiopii, którzy ze względów ekonomicznych zaczynają być niewygodni. Jeszcze w latach 80. większe skupiska cudzoziemców pracujących w Arabii Saudyjskiej miały prawo do swoich księży. Sytuacja się zmieniła, gdy grupa księży azjatyckich rozpoczęła akcję o charakterze misyjnym w środowiskach muzułmańskich, co jest całkowicie zakazane. Od tego czasu w Arabii Saudyjskiej oficjalnie nie ma księży. Są nieoficjalnie.

Wigilia na pustyni

Od czasu do czasu do Arabii Saudyjskiej przyjeżdżają prywatnie wysocy rangą dyplomaci watykańscy. Nie afiszują się z wyznaniem, ale, jak mówi wspomniany dyplomata zachodni, „strona saudyjska wie, kogo wpuszcza”. Istnieją też oficjalne kontakty między politykami saudyjskimi a Watykanem. Książę Saud Al-Fajsal był wielokrotnie przyjmowany przez papieża Jana Pawła II.

W Arabii Saudyjskiej przebywa 250 – 300 Polaków; corocznie odbywają się spotkania wigilijne, niejednokrotnie na pustyni. Organizowane są również nabożeństwa w rezydencji ambasadora na życzenie szefów polskich delegacji oficjalnych. Jeszcze do niedawna bożonarodzeniowe choinki importowane z Europy były konfiskowane, ale ostatnio zaczęły w grudniu pojawiać się w supermarketach.

Sprzeczności w Koranie

Arabia Saudyjska, serce świata islamu, kraj, w którym jest 180 tysięcy meczetów, dba o swoją wyjątkowość. Saudyjczycy odwołują się do słów Proroka, który miał powiedzieć przed śmiercią, że na Półwyspie Arabskim nie powinno być miejsca dla innych religii niż islam. Jednocześnie czytamy w Koranie: „I nie sprzeczajcie się z ludem Księgi inaczej, jak w sposób uprzejmy (…) i mówcie: Uwierzyliśmy w to, co nam zostało zesłane, i w to, co wam zostało zesłane. Nasz Bóg i wasz Bóg jest jeden” (29:46).

W teorii wahabickiej, która jest obowiązującą szkołą teologii i prawa muzułmańskiego w Arabii Saudyjskiej, stwierdza się, że muzułmanom nie wolno się kontaktować z przedstawicielami innych religii, także monoteistycznych, co jest wbrew głównej doktrynie islamu. „O wy, którzy wierzycie! Nie bierzcie sobie za przyjaciół żydów i chrześcijan; oni są przyjaciółmi jedni dla drugich. A kto z was bierze ich sobie za przyjaciół, to sam jest spośród nich” (5:51).

Jak pogodzić ze sobą takie fragmenty? – Ze Świętej Księgi można wszystko wyinterpretować; ona od tego jest – mówi profesor Janusz Danecki, arabista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Wahabici wciąż próbują to interpretować negatywnie, ale nie da się długo utrzymać takiej tendencji we współczesnym świecie. Saudyjczycy zdają sobie z tego sprawę – nie tylko garstka intelektualistów, ale także i władze – dodaje Danecki.

Konstruktywna nienawiść

Nada Al-Fajez, ekonomistka z Rijadu, autorka pierwszego programu o tematyce ekonomicznej dla kobiet, pytana o stosunek do Zachodu mówi: – Nie jestem bin Ladenem. Nie jest tak, że nienawidzę ludzi Zachodu, chrześcijan. Nie mogę jednak powiedzieć, że ich lubię.

Natomiast profesor prawa muzułmańskiego Abdulaziz Al-Fawzan, który często pojawia się w telewizji saudyjskiej, wzywa muzułmanów do pozytywnej nienawiści wobec chrześcijan: „Nawet jeśli ta osoba jest moją matką lub ojcem, synem lub córką, muszę jej jako muzułmanin nienawidzić. Musi to być jednak konstruktywna nienawiść, połączona ze współczuciem i gotowością do wprowadzenia na właściwą ścieżkę”.

Jak Saudyjczycy reagują na takie apele? – Saudyjska telewizja jest przeraźliwie nudna – mówi Marek Kubicki, arabista, twórca portalu Arabia.pl, który spędził w królestwie pół roku. – Nikt z moich znajomych jej nie ogląda i zwyczajnie nie zauważył tych wezwań.

Apele pozostają natomiast w zgodzie z niedawną fatwą wielkiego muftiego Arabii Saudyjskiej, która przypomina, że islam jest jedyną prawdziwą religią. Reszta to herezja, a niewierni nie mają prawa do saudyjskiego obywatelstwa i do wznoszenia przybytków swojego kultu na terytorium królestwa.

Obserwatorzy są zgodni, że następuje jednak stopniowa liberalizacja postaw wobec innych religii. – Nie jestem pewien, czy przewaga ideologii wahabickiej będzie długotrwała. W XVIII wieku Wahhab zakazywał na przykład palenia tytoniu. I co z tego? – zauważa profesor Danecki.

Czekając na zmiany

Znacznie trudniej przeprowadza się reformy, jeśli kraj targany jest wewnętrznymi napięciami, gdy zaczyna się ujawniać istniejące od dawna problemy. Dopiero od czterech lat oficjalnie mówi się o istnieniu biedy, o tym, że większość żebrzących dzieci na ulicy to mali Saudyjczycy, a nie potomkowie imigrantów. Zaczynają też pojawiać się naciski zewnętrzne.

– 11 września obudził nas z letargu, z myślenia tylko o realizacji własnych interesów ekonomicznych. Stany Zjednoczone potrzebowały trzech lat, żeby w 2004 roku wpisać Arabię Saudyjską jako kraj szczególnej troski na listę Departamentu Stanu. Trudno więc oczekiwać, żeby po latach braku zainteresowania zmiany nastąpiły szybko – tłumaczy cytowany wcześniej europejski dyplomata.

Zmiany będą musiały nastąpić, jeśli turystyka ma stać się sektorem numer dwa (po ropie naftowej) saudyjskiej gospodarki. Początki są skromne. Dane z początku 2002 roku mówią o niespełna dwóch tysiącach turystów w zorganizowanych grupach. Czy turystom też będzie się konfiskować biżuterię i osobiste dewocjonalia? A co z dostępem do praktyk religijnych? Przy próbie odpowiedzi na te pytania najprawdopodobniej trzymanie się dosłownej interpretacji doktryny wahabickiej nie wystarczy.

Twórca państwa saudyjskiego król Abdulaziz na początku XX wieku musiał uciec się do podstępu, aby przekonać ulemów do radia czy telegrafu (pokazując, że mogą być one wykorzystywane do transmisji fragmentów Koranu). A coraz częściej Saudyjczycy, jak choćby Ali Al-Ahmed, dyrektor Instytutu Saudyjskiego w Waszyngtonie, zaczynają głośno mówić, że jeśli muzułmanie chcą, aby respektowano ich wiarę i Świętą Księgę, to sami powinni dać przykład takiego zachowania wobec innych religii.

Reklamy

Laicki fundamentalizm – Chrześcijanie na celowniku

Źródło: Rzeczpospolita: Laicki fundamentalizm – Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006

W 60-milionowej Francji, zwanej niegdyś „najstarszą córką Kościoła”, wiarę katolicką deklaruje dwie trzecie ludności.

Od dziesięciu lat jest to wielkość względnie stała; nie zmienia się także proporcja katolików niepraktykujących (ponad połowa). Drugą religią stał się już islam (8 – 10 procent).

Większym zagrożeniem dla chrześcijaństwa niż rosnące zastępy muzułmanów wydają się wpływy „fundamentalistów laickości”. Wywodzą się głównie z radykalnej lewicy, i są przeciwni wszelkiej religijności, zwłaszcza okazywanej publicznie.

Zdaniem wybitnego historyka René Rémonda jest to rodzaj nietolerancji, który określa on mianem „nowego antychrześcijaństwa”. Ta postawa była szczególnie widoczna w trakcie sporu o „ostentacyjne symbole religijne”, zakazane ustawowo w 2004 roku. Nie chodziło wtedy jedynie o chusty islamskie w szkołach, lecz – generalnie – o atak na wiarę i jej miejsce w przestrzeni publicznej. Laiccy integryści dali o sobie znać przy okazji obchodów 100. rocznicy uchwalenia ustawy o rozdziale państwa od Kościołów (1905), wzywając – jak przed wiekiem – do „walki z klerykalizmem”.

Po śmierci Jana Pawła II protestowali przeciwko decyzji prezydenta Chiraca o opuszczeniu flag narodowych na gmachach publicznych. Podczas papieskiej wizyty we Francji w 1996 roku byli zdania, że oficjalne powitanie Ojca Świętego naruszało zasadę laickości państwa. Dziennik „Libération” napisał wówczas o „Catho Pride”, porównując zgromadzenia katolików do parad homoseksualistów „Gay Pride”.

Podobne szyderstwa zupełnie ucichły rok później. Uniesienie, towarzyszące spotkaniu z Janem Pawłem II podczas Światowych Dni Młodzieży w Paryżu, francuska prasa nazwała „cudem nad Sekwaną”, i nie było w tym cienia ironii.

Papież był jednak stałym obiektem drwin – do ostatnich Jego chwil – ze strony wielu karykaturzystów i satyryków.

Wstydź się swojej wiary – Chrześcijanie na celowniku

Źródło: Rzeczpospolita: Wstydź się swojej wiary – Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006

Chrześcijanie na szykany narażeni są nie tylko w krajach, gdzie stanowią mniejszość, ale również w Europie i Stanach Zjednoczonych. Szczególnie podczas świąt Bożego Narodzenia

„Kod da Vinci” Kościół jawi się jako organizacja paramafijna Dwa lata temu w szkole we włoskiej miejscowości Como ocenzurowano kolędy, usuwając z nich imię „Jezus” i zastępując je „neutralnym” słowem „cnota”. W wielu państwowych szkołach i przedszkolach zabroniono stawiania choinek i szopek. Gdzieniegdzie święte figury zastąpiono bohaterami z bajek. Zamiast jasełek wystawiano baśń o Czerwonym Kapturku. W sprawie tej krytycznie wypowiadał się sam papież.

We Francji kierownictwo jednego z przedszkoli odesłało bożonarodzeniowe słodycze, które przysłało merostwo. Czekoladowe figurki przedstawiały bowiem Świętego Mikołaja. Dzieci zamiast nich dostały batoniki. „Jedną z najmodniejszych fobiijest katofobia” – pisał wówczas katolicki dziennik „La Croix”.

Ocalić Boże Narodzenie

Władze brytyjskie zabrały się do usuwania symboli religijnych z obchodów świąt Bożego Narodzenia w zakładach pracy, szkołach i na ulicach. Między innymi słów „Merry Christmas” („Wesołych Świąt”) z bożonarodzeniowych dekoracji. Przeciw takim praktykom wystąpiły media, z gazetą „The Sun” na czele, która zainicjowała kampanię „Ocalmy Boże Narodzenie”.

Podobną kampanię chrześcijanie prowadzili też w Ameryce. W ramach politycznej poprawności symbolikę chrześcijańską usuwano tam z centrów handlowych, reklam, programów telewizyjnych, a nawet kartek świątecznych. – Pewien odłam kultury nowoczesnej i konsumpcyjnej usiłuje wyprzeć symbole chrześcijańskie z obchodów Bożego Narodzenia. Dlatego zadaniem wszystkich jest zrozumienie wartości tradycji tych świąt, stanowiących część dziedzictwa naszej wiary i naszej kultury, aby przekazywać je nowym pokoleniom – przemawiał Benedykt XVI przed ostatnimi świętami.

Na ogół podobne praktyki uzasadnia się obawą przed urażeniem uczuć mniejszości religijnych i wymogami tolerancji. Jednak np. wielu muzułmanów nie ma nic przeciwko chrześcijańskim świętom. – Nie rozumiem, czym obchody Bożego Narodzenia mogłyby urazić wyznawców islamu – komentował przewodniczący Rady Muzułmanów Wielkiej Brytanii Inayat Bunglawala.

Papież wrogiem

Symbolika chrześcijańska razi przede wszystkim przedstawicieli radykalnej lewicy, która chce zastąpić tradycyjną, chrześcijańską moralność totalną wolnością. Stanowczo sprzeciwiający się aborcji, eutanazji czy promocji homoseksualizmu Kościół jest dla nich naturalnym i najgroźniejszym przeciwnikiem.

Nie przez przypadek w 2005 roku grupa francuskich homoseksualistów wybrała na cel ataku paryską katedrę Notre Dame. Skandując: „Benedykt XVI, homofob!”, wdarli się do świątyni, pobili księdza i przeprowadzili przed ołtarzem ceremonię homoseksualnego „małżeństwa”.

Również Jan Paweł II był celem ataków i drwin. Gdy dzień przed śmiercią polskiego papieża do szwedzkiego programu radiowego Ring P1 zatelefonowała emigrantka z Chile, mówiąc, że się za niego modli, dobiegł ją zniecierpliwiony głos dziennikarza: „Ale przecież wiesz, że on jest przeciwko homoseksualistom i feminizmowi”.

Kim nie był Jezus

Najgłośniejszym ostatnio przykładem ataku na wartości ważne dla chrześcijan jest „Kod Leonarda da Vinci” i oparty na tej książce film. Kościół został w nim przedstawiony jako paramafijna instytucja oszukująca ludzi, a ewangelia przeinaczona w sposób bluźnierczy.

Jeden z twórców filmu, zapytany na konferencji prasowej o wzbudzającą najwięcej kontrowersji tezę „Kodu” – że Chrystus ożenił się z Marią Magdaleną – oświadczył: Katolicy nie lubią homoseksualistów, więc powinni się cieszyć. Wiadomo przynajmniej, że Jezus nie był gejem.

Słowa te wywołały na sali, pełnej amerykańskich i europejskich dziennikarzy, salwę śmiechu. Nietrudno wyobrazić sobie, jak zakończyłaby się podobna kpina ze świętości muzułmańskich.

Skazani na wymarcie

Odcinanie się od chrześcijańskich tradycji świata zachodniego widać i w polityce. Odniesienia do nich nie przewidziano w preambule unijnej konstytucji. Dokument został na razie odrzucony w referendum przez Francuzów i Holendrów. Ale raczej nie można liczyć na to, by w zmienionej eurokonstytucji, o której wciąż się dyskutuje, znalazło się odwołanie do Boga.

Ofiarą laickich tendencji w Unii padł też kandydat na komisarza Komisji Europejskiej Rocco Buttiglione, przyjaciel Jana Pawła II. Dwa lata temu pozbawiono go szansy na to stanowisko ze względu na to, że nie ukrywa, że jest wierzącym katolikiem. Szczególnie zaszkodziło mu, że zgodnie z katechizmem uważa homoseksualizm za grzech.

– Europejska tożsamość została zbudowana na prawdach chrześcijańskich. Jeśli Europa o tym zapomni, zginie. Za sto lat, jeśli dalej będziemy szli tą drogą, w Europie nasze miejsce zajmą muzułmanie. Cywilizacja, która nie potrafi sprawić, by mężczyźni łączyli się z kobietami i by rodziły się im dzieci, nie może przetrwać -mówił Buttiglione w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

Przypadek pastora Greena

W Szwecji już działa prawo, które za krytykę homoseksualizmu przewiduje karę więzienia. Ofiarą tych przepisów padł pastor zielonoświątkowców Ake Green, którego za „okazanie pogardy wobec mniejszości homoseksualnych” skazano na miesiąc więzienia. Choć sąd apelacyjny – pod międzynarodowym naciskiem – uchylił wyrok, doszło do niebezpiecznego precedensu.

Jednocześnie prawie nikogo w Szwecji nie oburzyło wystawienie w katolickiej katedrze w Uppsali zdjęć Elisabeth Olsson. Przedstawiały one Jezusa w otoczeniu apostołów, będących homoseksualistami i transwestytami. W niejednoznaczny sposób pokazano też samego Chrystusa.

Niedawno konserwatywny brytyjski „The Times” napisał, że czasy, kiedy ludzie wstydzili się przyznać do homoseksualizmu, przeszły do historii, za to „nie powinno się obecnie głośno mówić, że jest się katolikiem”. „Nie jest to raczej zmiana na dobre” – skomentował dziennik.

Podejrzani, kontrolowani, prześladowani – Chrześcijanie na celowniku

Żródło: Rzeczpospolita: Podejrzani, kontrolowani, prześladowani – Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006

Dwa największe komunistyczne państwa Dalekiego Wschodu – Chiny i Wietnam podejrzliwie patrzą na chrześcijan. Wiara jest dopuszczalna, ale pod ścisłą, czasem brutalną, kontrolą władz

Katedra przy ulicy Wangfujing w sercu Pekinu cieszy oczy turystów odrestaurowaną niedawno fasadą i kwiatami na dziedzińcu. Ale myliłby się ten, kto uznałby, że po latach tępienia chrześcijaństwa Komunistyczna Partia Chin chętnie godzi się na jego rozkwit.

Według chińskiego prawa chrześcijaństwo jest obok buddyzmu i taoizmu jedną z trzech oficjalnych religii sankcjonowanych przez państwo. Partia nie prowadzi z wierzącymi otwartej wojny. Ale choć chrześcijanie stanowią tylko niewielki procent mieszkańców najludniejszego kraju świata, władza patrzy na nich podejrzliwie i zawzięcie, czasem w sposób bezwzględny, ogranicza rozwój wiary.

Zgodnie z prawem jedynie kościoły i zbory należące do stowarzyszeń nadzorowanych przez państwo mogą prowadzić działalność duszpasterską. Prowadzenie jakiejkolwiek działalności religijnej poza tymi strukturami jest nielegalne. Od 1951 roku Pekin nie utrzymuje oficjalnych stosunków z Watykanem i nie uznaje zwierzchnictwa papieża nad chińskim Kościołem.

Z braku wiarygodnych danych trudno ustalić liczbę chrześcijan w Chinach. W oficjalnych rejestrach znajduje się około 5 milionów katolików i 10 milionów protestantów. Poza oficjalnymi strukturami wiarę praktykuje jednak co najmniej 8 milionów katolików i od 40 do 50 milionów protestantów, często w tzw. kościołach domowych.

Oba Kościoły, oficjalny i podziemny, czasami trudno od siebie oddzielić. Wielu księży i biskupów wspieranych przez Watykan wniknęło głęboko w oficjalne struktury i ma duży wpływ na działania państwowego Kościoła.

W niektórych regionach, szczególnie na bardziej liberalnym południu, chrześcijanie żyją w zgodzie z lokalnymi władzami i – unikając rozgłosu -w spokoju kultywują swą wiarę. Nawet w północnej prowincji Hebei, gdzie mieszka jedna czwarta chińskich katolików, nastąpił w ostatnim czasie boom w budownictwie nowych kościołów. Ale już w większych miastach Hebei, lepiej widocznych z centrali w Pekinie, władze prowadzą restrykcyjną politykę, prześladując księży i zastraszając wiernych.

Jak podaje Fundacja Kardynała Kunga, która zajmuje się monitorowaniem prześladowania katolików w Chinach, w czerwcu władze po raz dziewiąty w ostatnich dwóch latach aresztowały 72-letniego biskupa Jia Zhiguo. Biskup Jia, który jest jednym z hierarchów Kościoła w Hebei, został zabrany przez służbę bezpieczeństwa ze szpitalnego łóżka wkrótce po ciężkiej operacji. Władze poinformowały wiernych, że „musiał się udać na szkolenie”.

Jeszcze poważniejsze szykany stosowane są wobec protestantów. Według amerykańskiego Stowarzyszenia Pomocy Chinom w ciągu ostatniego roku chińska bezpieka zatrzymała niemal 2 tysiące pastorów i wiernych w 15 prowincjach.

Sytuacja chrześcijan w Wietnamie jest nieco lepsza. Rząd USA, mimo postępującego ocieplenia w relacjach z Hanoi, wciąż oskarża tamtejsze władze o prześladowanie chrześcijan, ale przyznaje, że sytuacja w ostatnich latach nieco się poprawiła. Zwłaszcza liczący od 6 do 7 milionów wiernych Kościół katolicki, mimo braku oficjalnych stosunków między Watykanem i Hanoi oraz wciąż znaczącej kontroli państwa, zdołał stanąć na nogi i przyciągnąć nowych wiernych, m.in. spośród miejskiej młodzieży.

Najpoważniejsze zastrzeżenia obrońców praw człowieka wzbudza sytuacja mniejszości etnicznej Dega (zwanej też z francuska Montagnard), która liczy około miliona osób, z czego połowa to protestanci, a jedna czwarta katolicy. Jak podaje Human Rights Watch w czerwcowym raporcie, chrześcijanie Dega są często szykanowani, zatrzymywani, a nawet torturowani przez wietnamską policję.

Władze nierzadko domagają się od nich podpisywania deklaracji lojalności, w których muszą wyrzec się swej wiary – mimo że przyjęte przez Hanoi w 2005 roku prawo zabrania takich praktyk. Rząd tłumaczy, że jego działania na terenach zamieszkanych przez Dega nie mają nic wspólnego z religią, lecz są wymierzone w „organizacje separatystyczne”.

Kościoły pełne nieochrzczonych katolików – Chrześcijanie na celowniku

Rozmowa z Marie-Ange Siebrecht, szefową działu Azji i Afryki w organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (Kirche in Not)

Rz: Jakie są największe potrzeby i bolączki katolików w Indiach?

Marie-Ange Siebrecht: Sytuacja chrześcijan w Indiach jest różna w zależności od regionu. W stanie Kerala, na południowym zachodzie, stanowią oni ponad 20 procent mieszkańców. Są tam od dawna. Wywodzą się aż od św. Tomasza Apostoła. Tam nie mają żadnych problemów, nie licząc biedy.

Natomiast na północy, w najbardziej hinduistycznej części Indii, są problemy z fundamentalistami. Kościół nie może otwarcie chrzcić ludzi. Osoby chcące przyjąć chrzest muszą wyjechać do innego stanu. Problem stwarzają też wędrowni kaznodzieje ewangeliccy, którzy często nęcą różnymi prezentami. Nierzadko pastorzy na wyścigi starają się ochrzcić za jednym zamachem nawet do 600 osób. Oczywiście to bardzo nie podoba się hinduistom. I to chyba jest zrozumiałe. Na dodatek wszystko idzie na konto katolików.

Dla przedstawicieli władz chrześcijanin to chrześcijanin, oni oficjalnie nie rozróżniają podziałów wśród chrześcijan, chociaż doskonale wiedzą, że Kościół katolicki nie dopuszcza się prozelityzmu i nigdy nie chrzci w ten sposób.

Czy chrześcijanie mają trudności z zatrudnieniem?

Nie, tak źle w Indiach nie jest. Zabroniona jest zmiana wyznania, nie można też prowadzić otwarcie ewangelizacji. W wielu północnych stanach diecezje katolickie są oficjalnie bardzo mało liczne. Natomiast kościoły wypełnione są bardzo oddanymi katolikami, którzy jednak nie są ochrzczeni i nie przyjmują sakramentów.

Co grozi dorosłemu, który przyjmie chrzest?

Jeśli człowiek przyjmie chrzest w regionie, w którym jest to zabronione, traci wszelkie prawa. Zdarzają się potajemne chrzty, dlatego nie znamy rzeczywistej liczby katolików. Najczęściej przyjmują chrzest potajemnie ludzie z najniższej kasty dalitów. Są wyjątki: na przykład następczyni Matki Teresy, Matka Nirmala, jest konwertytką, ale pochodzi z bardzo wysoko postawionej kasty.

Przyjęcie chrztu, nawet potajemne, wiąże się z ryzykiem, że ktoś doniesie władzom. Dlatego Kościół nie nakłania ludzi do przyjmowania chrztu. Po co ich narażać, skoro i tak ich pozycja społeczna jest niska. Lepiej, aby po prostu byli w Kościele, licząc na to, że może kiedyś będą mogli przyjąć chrzest. Są to ludzie, którzy uznają Chrystusa za swojego Pana, pozostając oficjalnie przy hinduizmie. Problem polega na tym, że Hindus w Indiach ma być hinduistą. Trzeba pamiętać, że w liczących miliard mieszkańców Indiach jest tylko 2 procent chrześcijan. Mimo to Kościół katolicki ma paradoksalnie bardzo silną pozycję dzięki szkołom, szpitalom i swojej działalności charytatywnej. I gdyby dziś na przykład zamknięto wszystkie szkoły katolickie, nic by w tym kraju nie działało. Dzieci najbardziej zagorzałych fundamentalistów chodzą do szkół katolickich.

Jakie są dla kapłana konsekwencje udzielenia chrztu?

W stanach, gdzie wprowadzono zakaz konwersji, ksiądz, którego złapanoby na udzielaniu chrztu, zostałby skazany na od dwóch do pięciu lat więzienia i karę 50 tysięcy rupii (120 euro). Dla tamtejszego księdza to olbrzymia kwota.

Kto organizuje ataki na chrześcijan?

Fundamentaliści z Rashtriya Swayamsewak Sangh (zbrojne ramię nacjonalistycznej Indyjskiej Partii Ludowej BJP). Bardzo często wspierają ich ludzie, którzy są akurat tam u władzy, a którzy nie chcą, aby najniższa kasta społeczna dążyła do wykształcenia również formacji duchowej. Najchętniej widzieliby ich jako niewolników. Władza obawia się ich, tak jak widzi zagrożenie w Kościele katolickim, który daje dobre wykształcenie, sprawuje opiekę nad najbiedniejszymi.

Czy rząd centralny próbuje coś robić z problemem prześladowania chrześcijan?

Indyjski Kongres Narodowy w zasadzie jest nastawiony przyjaźnie do Kościoła. Ale władze lokalne są właściwie niezależne. Rząd centralny nie ma uprawnień, by zmienić lokalne prawa w poszczególnych stanach.

Jak jest postrzegana postać Matki Teresy przez hinduistów?

Ona jest świętą dla wszystkich, dla hinduistów też. Nie oznacza to jednak, że cokolwiek to zmienia w ich stosunku do chrześcijaństwa.

Czy biskupi nie obawiają się o przyszłość Kościoła, skoro ludzie nie mogą przechodzić na chrześcijaństwo?

Biskupi cały czas podkreślają: „Powinniśmy mieć swobodę ewangelizacji”. Muszą jednak radzić sobie w takiej sytuacji, jaka jest. Kościół działa przez cały czas. Seminaria są pełne, wzrasta też liczba powołań do zakonów żeńskich. Jest około 12 tysięcy sióstr.

Jeśli chodzi o zakaz konwersji, nie wiem, jak długo ono się utrzyma, to zależy od rządu. Kościół jednak z pewnością będzie działał jak do tej pory. Oczywiście nie będzie chrztów w tych stanach, gdzie jest to zabronione, ale są możliwości, żeby w pewien sposób ominąć to prawo jadąc na przykład do sąsiedniego stanu, gdzie chrzest jest dozwolony. Nigdy jednak nie powinno się tego nagłaśniać w obawie przed prześladowaniami tych ludzi.

Te wszystkie prześladowania są jednak niczym w porównaniu z krajami islamskimi.

Rozmawiała Agnieszka Dzieduszycka

Chrześcijanie na celowniku kolejne artykuły


Indie 2005 rok
23 stycznia

Stan Maharasztra. Fundamentaliści hinduscy włamują się do klasztoru Sióstr Terezjanek. Niszczą wnętrza, zostawiają napisy na ścianach: „Na razie poprzestaliśmy na krzyżach, następnym razem weźmiemy się za wasze głowy”.

1 lutego

Stan Gudżarat. Zniesiono Wielki Piątek jako dzień wolny od pracy.

7 lutego

Atak na kościół w Maharasztrze. Ekstremiści hinduscy grożą śmiercią katolikom, jeśli się nie nawrócą na hinduizm.

19 lutego

Radżasthan. 250 pielgrzymów zaatakowanych, dziesięciu poważnie rannych.

Marzec – październik

Liczne ataki, zabójstwa, tortury, podpalenia kościołów w kilku stanach.

22 maja

Orissa. Hinduiści żądają od lokalnych władz natychmiastowego usunięcia ze stanowisk wszystkich chrześcijan pracujących w administracji publicznej i policji. Biskup z prowincji Kerala: „Tu już nie ma mowy o kilku niepowiązanych ze sobą przypadkach. Te ataki wyglądają na część zorganizowanego planu agresji wobec chrześcijan”.

Inne artykuły o prześladowaniu chrześcijan i ich sytuacji w Afryce, na Bliskim Wschodzie i Azji:
Chrześcijanie giną w obronie wiary
Podejrzani, kontrolowani, prześladowani – prześladowania w Chinach i na Dalekim Wschodzie
Cierpią w samotności – prześladowania w krajach Islamskich
Królestwo nietolerancji – Chrześcijanie w Arabii Saudyjskiej
Laicki fundamentalizm – dyskryminacja Chrześcijan w Europie
Wstydź się swojej wiary – brak tolerancji dla chrześcijan w Europie i USA
Kościoły pełne nieochrzczonych katolików – sytuacja Chrześcijan w Indiach
Ziemia Święta bez chrześcijan – Chrześcijanie w Ziemi Świętej
Za zdradę Allaha groziła mu śmierć – sytuacja apostatów w krajach islamskich
Najłatwiej zabić w czasie modlitwy – wojujący islam w Afryce
Na straconej pozycji – Chrześcijanie w Nigerii
Być Koptem – Chrześcijanie w Egipcie
Cierpią w samotności – Chrześcijanie na celowniku
Watykan nie wyśle bombowców przeciwko al Kaidzie – antychrześcijańskie prześladowania

Ziemia Święta bez chrześcijan – Chrześcijanie na celowniku

Źródło: Rzeczpospolita: Ziemia Święta bez chrześcijan- Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006

Chrześcijanie opuszczają miejsce narodzin Chrystusa. Jeśli nic się nie zmieni, za kilkadziesiąt lat zostanie tam tylko garstka wiernych strzegących miejsc kultu

Ziemie, na których narodziło się chrześcijaństwo, znajdują się dziś w obrębie Państwa Izrael oraz okupowanych przez nie terytoriów palestyńskich. Z danych łacińskiego patriarchy Jerozolimy wynika, że jeszcze przed 1948 rokiem chrześcijanie stanowili jedną piątą mieszkańców Ziemi Świętej. Dziś stanowią 2 – 3 procent.

Czekając na pielgrzymów

Droga z Betlejem, miejsca narodzenia Jezusa Chrystusa, do Jerozolimy, gdzie został ukrzyżowany i zmartwychwstał, którą przez prawie dwa tysiące lat pokonywały miliony pielgrzymów, jest dziś dla miejscowych chrześcijan praktycznie zamknięta. Palestyńscy chrześcijanie z Jerozolimy Wschodniej nie są wpuszczani na terytorium Zachodniego Brzegu Jordanu, choć tam znajdują się ich najważniejsze miejsca kultu, np. Bazylika Narodzenia Pańskiego w Betlejem.

Miasto, w którym urodził się Jezus, otacza izraelski mur. W każde Boże Narodzenie czy Wielkanoc jego mieszkańcy wyczekują pielgrzymów, którzy zapłacą za noc w hotelu czy parę różańców i figurek Matki Boskiej, co pozwoli im przeżyć kilka kolejnych miesięcy.

– Kiedy muzułmanin traci nadzieję, zwracając się ku religijnemu fundamentalizmowi, emigruje psychicznie. Gdy chrześcijanin traci nadzieję, emigruje geograficznie – mówi Mitri Rahab, luterański pastor z Betlejem cytowany w raporcie jednej z chrześcijańskich organizacji. Palestyńskich chrześcijan od muzułmańskich rodaków odróżniają bowiem lepsze wykształcenie, większe otwarcie na Zachód i co za tym idzie – większe możliwości wyjazdu.

W morzu islamu i judaizmu

W efekcie Betlejem, w którym po drugiej wojnie światowej żyło 80 procent chrześcijan, dziś jest w większości muzułmańskie. Stanowiący niegdyś palestyńską elitę chrześcijanie tracą wpływy. Bernard Sabella, profesor socjologii na Uniwersytecie w Betlejem, nie ma złudzeń, że zdominowane przez komunizujące ruchy panarabskie społeczeństwo, w którym chrześcijanie świetnie się odnajdywali, przeminęło bezpowrotnie. W szkołach historię Palestyny sprowadza się do historii podboju tych ziem przez islam.

Coraz silniejszy jest wojujący islam, ogarniający dziś Bliski Wschód. – Zdarzało się, że przy zatargach o ziemię czy innych sporach muzułmanie napadali na chrześcijan. Choć podłożem tych konfliktów nie była religia, ucierpieli chrześcijanie, ponieważ to oni są dziś słabsi – opowiada Philip Madanat, redaktor naczelny „Al Maghtas”, miesięcznika chrześcijan w Palestynie i Jordanii. Dla przykładu w 2005 roku mieszkańcy muzułmańskiej wioski Deir Dżarir napadli na jedyną całkowicie chrześcijańską wioskę Tajbę. Budynki i samochody stanęły w płomieniach. Był to akt zemsty rodowej: chrześcijanin z Tajby miał romans z muzułmanką z Deir Dżarir. Jej rodzina, nie mogąc znieść zniewagi, zabiła dziewczynę. Sprawa skończyła się zwyczajowym pojednaniem wiosek. – Nie można zapominać, że mimo takich incydentów palestyńscy chrześcijanie i muzułmanie są jednym, solidarnym narodem, zwłaszcza wobec izraelskich opresji – dodaje Madanat.

W Izraelu stanowiący blisko trzyprocentową mniejszość chrześcijanie mają zagwarantowaną przez państwo swobodę wyznania. Czasami są jednak dyskryminowani przez ultraortodoksyjnych żydów: na ulicy słyszą obelgi, a ich domy są obrzucane kamieniami.

Byle nie konwertyta

W leżącym po drugiej stronie rzeki Jordan królestwie Jordanii, przez długi czas sprawującym opiekę na częścią Ziemi Świętej, rdzenni chrześcijanie, których rodziny wyznają tę religię z dziada pradziada, na co dzień nie doświadczają trudności. Konwertyci nie mają jednak łatwego życia. W większości muzułmańskie i konserwatywne społeczeństwo tego kraju nie akceptuje możliwości wyrzeczenia się islamu.

– Za apostazję pozbawia się wszystkich praw – wyjaśnia Philip Madanat i pokazuje wyrok sądu szariackiego w sprawie muzułmanina, który przyjął chrześcijaństwo. – Wszystkie zawarte przez niego umowy, w tym małżeństwo, zostały unieważnione. To tak jakby nie istniał.

Inny Jordańczyk, Abdullah, miał więcej szczęścia. – Moja rodzina jest wyrozumiała. Gdy powiedziałem im, że odstąpiłem od islamu, byli zdziwieni, ale nie donieśli na mnie – wspomina. Abdullah, który nadal w dowodzie osobistym ma zapisane „religia: islam” oraz muzułmańskie imię, coraz częściej rozważa wyjazd z Jordanii.

Za zdradę Allaha groziła mu śmierć – Chrześcijanie na celowniku

Źródło: Rzeczpospolita: Za zdradę Allaha groziła mu śmierć – Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006

Szariat, prawo obowiązujące w krajach islamskich, wymaga od muzułmanów, by byli absolutnie wierni swojej religii. Jeśli któryś zaprzeczy istnieniu Allaha, jeśli powie, że to nie on był stworzycielem świata, jeśli zakwestionuje cnoty proroka Mahometa – zostanie skazany na śmierć.

Taki los czekał Afgańczyka Abdula Rahmana. Gdy jego rodzina dowiedziała się, że przeszedł na chrześcijaństwo, wydała go policji. Afgański sąd nie miał wątpliwości, że za swój czyn powinien zostać skrócony o głowę. I w ten sposób w marcu o zwyczajnym człowieku, który zmienił wiarę, usłyszał cały świat.

Abdul Rahman został apostatą 16 lat wcześniej, gdy w Pakistanie zajmował się uchodźcami ze swojego kraju. Potem wyjechał do Niemiec. Zdecydował się jednak na powrót do Afganistanu, by zaopiekować się córkami. Był 2002 rok, Amerykanie właśnie obalili reżim talibów, a popierane przez nich władze szykowały się do demokratyzacji kraju.

Dużo się zmieniło przez następne cztery lata. Prezydent Hamid Karzaj dwukrotnie przeprowadził wybory, a po żmudnych konsultacjach z afgańskimi duchownymi władzom udało się przyjąć konstytucję. Wiele jednak zostało po staremu. Wraz z Abdulem Rahmanem odżyły wspomnienia Afganistanu doby talibów – islamskich fanatyków, których religijna obsesja ogarnęła tak bardzo, że zdecydowali się nawet na zniszczenie liczących ponad tysiąc lat posągów Buddy w Bamianie.

Wokół 41-letniego chrześcijanina rozpętała się krótka, ale gwałtowna wojna między Zachodem a islamskimi duchownymi. Karzaj znalazł się między młotem a kowadłem. Z jednej strony nie chciał ignorować presji sponsorujących afgańską demokrację Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, z drugiej zaś nie mógł tak po prostu odrzucić roszczeń islamistów. Okrzyknięta jako udany kompromis afgańska konstytucja tylko dolewała oliwy do ognia: uznawała jednocześnie prawa człowieka i szariat – wykluczające się nawzajem.

Abdula Rahmana mogło uratować tylko orzeczenie, że nie jest w pełni władz umysłowych. I kiedy na taki kompromis zgodzili się duchowni, wydawało się, że sprawa znajdzie swój szczęśliwy finał. Znalazła, ale nie od razu. Wprawdzie sąd zrezygnował z procesu, ale oburzeni radykałowie w Zgromadzeniu Narodowym orzekli, że sędziowie ulegli naciskom Zachodu i Abdul Rahman nie będzie mógł opuścić Afganistanu. Gdy jednak spór o jego losy rozgorzał na nowo, 29 marca ówczesny premier Włoch Silvio Berlusconi poinformował, że problemu już nie ma, bo afgański chrześcijanin właśnie wylądował w Rzymie.

Najłatwiej zabić w czasie modlitwy – Chrześcijanie na celowniku

Źródło: Rzeczpospolita: Najłatwiej zabić w czasie modlitwy – Chrześcijanie na celowniku
08.08.2006ISLAMSCY BOJOWNICY PALĄ WIOSKI CHRZEŚCIJAN, ZABIJAJĄ I GWAŁCĄ, A OCALAŁYCH BIORĄ W NIEWOLĘ, BY SPRZEDAĆ ICH ZA KILKANAŚCIE DOLARÓW

(c) FOT: AP/JEAN-MARC BOUJU

ARCYBISKUP CANTERBURY ROWAN WILLIAMS ROZDAJE ŻYWNOŚĆ DZIECIOM NA POŁUDNIU SUDANU

(c) FOT: AP/ABDUL RAOUF

W SUDANIE MUZUŁMANIE BEZKARNIE MORDUJĄ KSIĘŻY. ŚWIAT WCIĄŻ MILCZY

(c) FOT: PAP/EPA/MIKE NELSON
„Większość dzieci to sieroty, prawie wszystkie kobiety to wdowy. Jesteśmy okaleczeni przez spadające bomby i w wyniku napadów. Niektórzy z nas nie maja rąk, nóg. Dziesiątkuje nas malaria, dyfteryt, gruźlica, a przede wszystkim głód. Nie ma tu wody, szpitala, szkoły, transportu. Nie ma niczego”

Te słowa usłyszałam od ocalałych chrześcijan z wioski Lasu w południowym Sudanie. Kilka dni wcześniej wioskę zaatakowały bombowce wysyłane przez muzułmański rząd tego kraju. – Dźwięk nadlatujących antonowów ich paraliżuje. Nigdy nie wiadomo, gdzie spadnie bomba, nigdy nie wiadomo, kogo za chwilę zabije – opowiada z wielkim wysiłkiem biskup Mazzolari z tutejszej diecezji Rumbek. Jest ciężko chory, po kilku zawałach, mimo to postanowił nie opuszczać swoich wiernych w dramatycznych chwilach.

Inny biskup Erkolano Lodu Tombe z diecezji Yei Ataki mówi, że ataki z powietrza zaczynają się najczęściej podczas mszy: – Wiadomo, że wszyscy są w jednym miejscu, stają się łatwym celem. Można wtedy zabić szybciej i łatwiej dużą grupę ludzi. Dlatego najczęściej odprawiamy msze święte w nocy.

Przy okazji krótkiego pobytu w jego zrujnowanym miasteczku idę na targ, aby sfilmować lokalny koloryt. Nagle wśród ludzi wybucha panika: krzyki przerażenia, płacz, plac szybko pustoszeje. Nie wiem, co się dzieje. Dopiero po chwili dobiega dźwięk nadlatującego samolotu. Tym razem oddech ulgi – to nie bombowiec, lecz mały zwiadowczy samolot ONZ. Gdy wszystko się uspokaja, przewodnik pokazuje na środku targowiska trzy głębokie leje po bombach. Kilka tygodni wcześniej zginęło w tym miejscu kilkadziesiąt osób, głównie kobiet i dzieci.

Historia wojny w Sudanie sięga końca lat 50., kiedy to ta była kolonia brytyjska ogłosiła niepodległość. Radość z wolności była jednak krótka, dla chrześcijan rozpoczął się czarny rozdział historii. W imię narodowej jedności zaczęto szerzyć islam i język arabski. Misjonarzy wypędzono, a angielski, będący do tej pory językiem oficjalnym, w szkolnictwie został zastąpiony arabskim. W 1983 roku rząd w Chartumie wprowadził szariat jako prawo obowiązujące w całym kraju.

Bierzcie dobra niewiernych

Prześladowani Afrykańczycy z południa – chrześcijanie i animiści – zbuntowali się przeciw Arabom – muzułmanom z północy. Ale siły były nierówne. Islamska armia z północy obracała wioski w popiół, wcześniej je grabiąc.

– Rząd mówi im: „idźcie i bierzcie, cokolwiek możecie wziąć siłą”, uzbrajając ich w broń automatyczną, dając amunicję, a nawet rządowych komendantów i przewodników, którzy ich prowadzą. Robią im pranie mózgu, cytując Koran: „Możecie iść i wziąć w posiadanie dobra niewiernych, ponieważ jest to święta wojna” – opowiada biskup Gassiss z El Obeid.

Wojna trwała ponad 20 lat. Kosztowała co najmniej dwa miliony istnień ludzkich. Ponad trzy miliony uciekinierów straciło dach nad głową, osiem milionów nie ma środków do życia. Niezliczone ilości sierot, zgwałconych kobiet, tysiące wziętych w niewolę, sprzedawanych później po 15 dolarów za głowę.

– Tutejsi ludzie nie są w stanie podnieść głosu, aby upomnieć się o swoje prawa. Oni nawet nie wierzą, że mają jakieś prawa. Myślą, że z niewolnictwa nie ma wyjścia, że oprócz wojny nie ma dla nich innego sposobu na życie. Myślą, że urodzili się po to, by być ofiarami czystek, głodu, nędzy i chorób – tłumaczy biskup Mazzolari. Afrykańczyków muzułmanie z północy nazywają po arabsku Abid, czyli niewolnik.

Koran na lekcji matematyki

W szkołach nawet na lekcjach matematyki cytowany jest Koran. Książki do historii są zakłamane. Autorzy zupełnie pominęli w nich te okresy, w których Sudan był chrześcijański. Dziecko, które nie ma wsparcia w swojej rodzinie bądź w Kościele, łatwo przyjmie te kłamstwa jako prawdę i stanie się muzułmaninem – mówi kardynał Gabriel Zubeir Wako, arcybiskup Chartumu.

A Sudan może się pochwalić jedną z najdłuższych historii chrześcijaństwa na kontynencie afrykańskim. – Już na początku VI wieku te tereny były schrystianizowane przez misjonarzy wysłanych przez bizantyjskiego cesarza Justyniana i jego żonę Teodorę. W VII wieku było to jedno silne i świetnie prosperujące chrześcijańskie państwo, znane jako Królestwo Nubii – wyjaśnia archeolog profesor Tadeusz Głogowski. Kościół był tam strażnikiem tradycji i języka.

W latach 70. ubiegłego wieku polski archeolog profesor Kazimierz Michałowski odkrył w północnym Sudanie w Farras przepiękny kościół bizantyjski z V wieku ze świetnie zachowanymi freskami ściennymi i manuskryptami. Część tych fresków można podziwiać w Muzeum Narodowym w Warszawie. Odkrycia te nie pozostawiają wątpliwości, że Nubia miała charakter chrześcijański, bizantyjski.

Inwazja arabska położyła kres chrześcijaństwu na tych terenach na przeszło 300 lat. Muzułmanie torturowali i zabijali biskupów i kapłanów, a ludność zmuszali do przejścia na islam, a kościoły zamieniono w meczety. Dopiero pod koniec wieku XIX chrześcijaństwo ponownie zawitało na te tereny wraz z przybyciem misjonarzy.

Świat milczy

Sytuacja chrześcijan z południa pogorszyła się, gdy w latach 80. odkryto w tej części Sudanu wielkie złoża ropy. Wcześniej władze z Chartumu prowadziły tu czystki etniczne i religijne, teraz zaatakowały z dodatkowego powodu: ekonomicznego.

Pola naftowe władze oddały w dzierżawę światowym koncernom. – Kanadyjski Talisman był największy, potem Total-Fina-Elf, firmy ze Szwecji, Austrii, Chin, Malezji. Talisman myśli, że my jesteśmy nierozgarnięci. Mówią, że odsprzedali swoje udziały Hindusom. Ale pracownicy – kim są? Kanadyjczykami – mówi biskup Gassiss z El Obeid. – Dochód z tego jest olbrzymi; nie przeznacza się go jednak na rozwój kraju, lecz na zakup broni i samolotów, na wzmocnienie armii, aby mogła zdobywać kolejne tereny. Jeśli toczący się obecnie proces pokojowy skończy się fiaskiem, to dojdzie do wielkiego rozlewu krwi.

Wojna się oficjalnie skończyła. W styczniu 2005 roku obie strony podpisały porozumienie pokojowe. Na temat tego, co się dzieje w południowym Sudanie, panuje cisza. Cisza była i przez przeszło 20 lat wojny.

Zadziwia fakt, że świat, tak przejęty prawami człowieka i zwierząt, milczy na temat milionów ofiar w środku Afryki.

– Zastanawiam się, dlaczego na konflikt w Bośni świat tak żywo zareagował. Widziałem, jak wszyscy przejmowali się losem tamtejszych uchodźców, ile pomocy z całego świata tam poszło. Tymczasem my jesteśmy bombardowani, umieramy, giniemy, rozpaczamy, to wygląda jak scena biblijna: „my płaczemy, a wy nie płaczecie razem z nami, śpiewamy i tańczymy, a wy nie odpowiadacie”. Dlaczego? Dlaczego tak się dzieje? – zadaje mi pytanie biskup Joseph Abangite Gasi z diecezji Tombura-Yambio.

Zamiast mnie odpowiada biskup Erkolado Lodu Tombe: – Nikt się nami nie interesuje, bo jesteśmy ofiarami zysków, które można osiągnąć w Sudanie. Jeśli świat będzie jedynie światem interesów, to jesteśmy na skraju przepaści. Jednak wspólnota międzynarodowa nie może się uchylić od odpowiedzialności za wojnę w Sudanie. Biskupi skarżą się, że świat milczał w czasie wojny. Milczy nadal.