Rozliczenie stanu wojennego

Źródło: Rzeczpospolita: Stan wojenny bez rozliczenia
09.12.2006

Klimat do rozliczeń stanu wojennego w Polsce zmienił się dopiero po komisji Rywina

15 listopada 1997 roku. Sala Sądu Wojewódzkiego w Katowicach nabita. Ludzie stoją nie tylko dlatego, że za chwilę ma być ogłoszony wyrok, ale także z powodu tłoku. Początkowo jest cisza, ale gdy sędzia Ewa Krukowska wyczytuje kolejne nazwiska zomowców i słowo: „uniewinnić”, na sali narasta zamieszanie. Zanim sędzia kończy odczytywanie wyroku, zaczynają się okrzyki: „Niech się pani nie wysila”, „Hańba!”, „Sąd pod sąd”, „Strzelali do ludzi, a teraz nie ma winnych”. Zamieszanie jest tak wielkie, że między wyrokiem a uzasadnieniem sędzia ogłasza przerwę. W tym czasie zbulwersowana publiczność opuszcza salę. Potem w uzasadnieniu pojawi sięopinia, że odblokowywanie kopalń w stanie wojennym należało do obowiązków służbowych milicji.

Scena z ogłoszenia pierwszego wyroku w sprawie zomowców odpowiedzialnych za śmierć górników w kopalni Wujek jest symboliczna dla procesu rozliczania przestępstw PRL w minionych 17 latach.

Pytanie o rozliczenie stanu wojennego powraca przy okazji kolejnych grudniowych rocznic. Od lat najczęściej pada odpowiedź – nie został on rozliczony. Czy jest jeszcze szansa, by coś tu zmienić?

Dotąd nigdy jednoznacznie nie odpowiedziano na pytanie, jak to rozliczenie w ogóle powinno wyglądać. Czy powinniśmy rozliczać stan wojenny jako taki, jego autorów i skutki? Czy może tylko przypadki, w których złamano wówczas obowiązujące prawo? Rzeczywistość ostatnich lat pokazała, że możliwe było tylko to drugie, i to też w sposób niepełny i nieudolny. Dopiero ostatnio zaczęło się to zmieniać.

– Rozliczenie stanu wojennego nie nastąpiło, bo nie było woli politycznej – uważa senator PiS Zbigniew Romaszewski. – Zdecydował o tym przede wszystkim aksamitny sposób wychodzenia z komunizmu, zapoczątkowany rozmowami Okrągłego Stołu. W efekcie nie nastąpiła wymiana elit, a ze strony elit postpezetpeerowskich istniał gigantyczny opór przeciw jakimkolwiek rozliczeniom, bo były zainteresowane utrzymaniem pozycji w strukturze społeczeństwa. To był grzech pierworodny III RP – dodaje.

Jan Rokita z PO, który w latach 1989 – 1991 stał na czele nadzwyczajnej komisji sejmowej badającej zabójstwa popełnione przez funkcjonariuszy MSW w stanie wojennym, zgadza się z tą opinią, ale tylko częściowo.

– Oddzielić od siebie trzeba dwie kwestie – rozliczeń autorów stanu wojennego oraz osądzenia przestępstw w stanie wojennym, popełnianych przez funkcjonariuszy milicji. Kwestia pierwsza ma wymiar polityczny i dopiero w ostatnich latach doszło w tej sprawie do przełomu. Wynikało to z klimatu po aferze Rywina. Pierwszym sygnałem było skazanie generała Czesława Kiszczaka w 2004 roku, a kolejnym – śledztwo IPN dotyczące autorów stanu wojennego. Co do drugiej kwestii, niektóre przestępstwa zostały osądzone już dawno, a część z nich, w tym niektóre zabójstwa, jest już dziś nie wyjaśnialna – mówi Rokita.

Trybunału Stanu nie było

Prześledzenie kolejnych prób rozliczania stanu wojennego w ostatnich kilkunastu latach potwierdza tezę Rokity – sytuacja zaczęła się zmieniać około 2003 roku.

Nieudana była próba podważenia legalności całego stanu wojennego i wszystkich jego skutków w parlamencie. Sejm II kadencji w 1996 roku, zdominowany przez formacje postkomunistyczne, zgodził się z wnioskiem Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, że nie ma podstaw do stawiania generała Wojciecha Jaruzelskiego i członków Rady Państwa przed Trybunałem Stanu. Mimo że dla nikogo nie ulegało wątpliwości, iż Rada Państwa wydała dekret o stanie wojennym wbrew PRL- owskiej konstytucji.

Posłowie uznali jednak, że autorzy stanu wojennego działali „w stanie wyższej konieczności”, bo polskie władze „miały pełne i obiektywne podstawy do tego, aby obawiać się zbrojnej interwencji wojsk Układu Warszawskiego lub interwencji wojsk ZSRR”.

Kiszczak i MO przed Temidą

Skoro stan wojenny był legalny, legalne było też jego prawo. Można więc było sądzić jedynie tych, którzy je złamali. Ale i to odbywało się z wielkimi problemami. Symboliczne znaczenie mają tu trzy najgłośniejsze sprawy lat 80.: zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki (choć został zamordowany już po formalnym zniesieniu stanu wojennego), śmierci górników z kopalni Wujek oraz zabójstwa Grzegorza Przemyka.

Już podczas procesu toruńskiego w 1985 roku było oczywiste, że czterej sądzeni oficerowie SB to nie są jedyni sprawcy śmierci księdza Jerzego Popiełuszki. Po 1990 roku przed sądem postawiono dwóch generałów MSW – byłego szefa SB Władysława Ciastonia i szefa Departamentu IV Zenona Płatka. Ich proces toczył się w latach 1992 – 1994. Zakończył się uniewinnieniem. Po kilku latach przed sądem znowu stanął sam Ciastoń. Jednak w 2002 roku znów został uniewinniony.

Jeszcze bardziej skomplikowane były dzieje procesu zomowców odpowiedzialnych za śmierć dziewięciu górników w kopalni Wujek. Ich proces przed Sądem Okręgowym w Katowicach zaczynał się trzykrotnie. Finał procesu rozpoczętego w 1993 roku został przytoczony wyżej. Podobny był efekt drugiego procesu, który toczył się w latach 1999 – 2001. Trzeci proces zaczął się we wrześniu 2004 r. Rokita we wszystkich zeznawał jako świadek i podkreśla, że dopiero teraz odniósł wrażenie, iż sąd chce doprowadzić sprawę do końca.

W oddzielnym postępowaniu sądzony był generał Czesław Kiszczak za wydanie szyfrogramu, który decyzję o użyciu broni scedowywał na dowódców lokalnych akcji pacyfikacyjnych. W 1996 roku, po pierwszym procesie, został uniewinniony. Na karę w zawieszeniu sąd skazał go dopiero po drugim procesie, w marcu 2004 r.

Podobnie wyglądała historia procesów milicjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie Grzegorza Przemyka. W 1997 roku tylko jeden z nich Arkadiusz Denkiewicz otrzymał wyrok czterech lat (zmniejszony do dwóch na podstawie amnestii) za słowa „bijcie tak, aby nie było śladów”. Drugi milicjant Ireneusz K. był już cztery razy uniewinniany, a obecnie staje przed sądem po raz piąty. Ostatnio jednak być może pojawiła się szansa na przełom, bo znaleziono nowy materiał dowodowy – zdjęcia z nieoficjalnej wizji lokalnej, przeprowadzonej przez milicję w komisariacie przy ul. Jezuickiej krótko po śmierci maturzysty.

Tezę Rokity potwierdza natomiast ostateczny finał sprawy milicjantów odpowiedzialnych za śmierć trzech demonstrantów w Lubinie 31 sierpnia 1982 r. Z dwóch pierwszych procesów, zakończonych w 1995 i 1998 r., wyszli obronną ręką. Dopiero w 2003 roku zastępca komendanta wojewódzkiego MO w Legnicy Bogdan Garus, zastępca komendanta rejonowego w Lubinie Jan Maj oraz dowódca plutonu ZOMO Tadeusz Jarodzki otrzymali wyroki więzienia.

Komisja Rokity bez kropki nad i

Przed 2000 rokiem działająca w Sejmie kontraktowym komisja Rokity była bodaj jedynym organem państwa, który potraktował sprawę rozliczeń poważnie. Po dwóch latach pracy i przebadaniu 115 tajemniczych zgonów stwierdziła, że w 91 organy bezpieczeństwa miały na pewno lub prawie na pewno swój udział. Choć raport wskazywał na odpowiedzialność ponad 100 funkcjonariuszy, a także około 70 prokuratorów odpowiedzialnych za matactwa, nie było daleko idących konsekwencji prawnych. Osiem lat więzienia dostał milicjant, który podczas demonstracji w Krakowie 13 października 1982 r. zastrzelił Bogdana Włosika. Niewielkie wyroki otrzymali milicjanci odpowiedzialni za śmierć trzech innych osób.

IPN wziął sprawy w swoje ręce

Od tamtego czasu działo się niewiele (choć istotna była nowelizacja kodeksu karnego z 1995 roku, ustalająca, że bieg przedawnienia przestępstw funkcjonariuszy publicznych z czasu PRL zaczyna się w 1990 roku) aż do powstania w 2000 roku Instytutu Pamięci Narodowej. W badaniu przestępstw lat 80. wyspecjalizował się pion śledczy katowickiego oddziału IPN – właśnie tam w tym roku przygotowane zostały akty oskarżenia przeciw twórcom stanu wojennego. Mimo tych wysiłków wiele spraw nie zostało wyjaśnionych i dziś są na to niewielkie szanse. Jak choćby głośna sprawa śmierci działacza „Solidarności” RI Piotr Bartoszcze w lutym 1984 r. czy tajemniczych zabójstw trzech księży – Stefana Niedzielaka, Stanisława Suchowolca i Sylwestra Zycha – już w 1989 roku.

Niewykluczone, że gdyby nie zaniechania z lat 90., szanse na wyjaśnienie także tych spraw byłyby większe. Zbigniew Romaszewski nie dziwi się, że badanie tych spraw miało taki, a nie inny przebieg. – Jak dyspozycyjny aparat przemocy PRL miał sprawiedliwie osądzić przestępstwa tamtego systemu – pyta retorycznie. Rokita jednak zastrzega: – Konkluzja, że niczego w ogóle nie rozliczono, też jest nieprawdziwa.

PIOTR ŚMIŁOWICZ

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s