Wspomnienia ze stanu wojennego

Źródło: Rzeczpospolita: http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/dodatek1_061209/index.html
09.12.2006

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski prezes Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach b. duszpasterz nowohuckiej „Solidarności”
Komitet pomocy na plebanii

Jako kleryk szóstego roku seminarium duchownego miałem wtedy praktykę w Chrzanowie. Zaraz po północy obudziło mnie dobijanie się do plebanii. To były kobiety, którym wyciągnięto z domów mężów i synów. Były przerażone nagłymi aresztowaniami bez podania powodów. Nie wiedziały, co robić, więc przybiegły do kościoła. Mówiły o wyjątkowej brutalności milicji, wykrzykiwaniu, obelgach. Ktoś opowiadał, że przewodniczącego „Solidarności” w Fabloku zabrali w samej piżamie, skutego kajdankami na oczach żony i dzieci. Najpierw nie wiedzieliśmy, że to stan wojenny. Sądziliśmy, że chodzi o jakąś lokalną akcję. Kościół został otwarty, ludzie napływali. Od pierwszej mszy zamiast kazania wszyscy na klęczkach śpiewali „Święty Boże, święty mocny”. Natychmiast na plebanii zawiązał się komitet pomocy dla ofiar stanu wojennego, ludzie zaczęli przynosić, co kto miał. Kościół był jedynym miejscem, gdzie szukano oparcia i pociechy. Tu ludzie zgłaszali, kto został internowany.
j.sad.

Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa
Kurs historii najnowszej

Miałem wówczas 18 lat i współpracowałem ze środowiskiem katowickiej „Solidarności”, które pomagało szkołom. Otrzymałem od nich bibułę, którą rozprowadziłem w rejonie Krakowa. O stanie wojennym dowiedziałem się w niedzielę, 13 grudnia rano na krakowskiej giełdzie staroci. Już po południu widziałem zwiększoną ilość wozów milicyjnych, transportery opancerzone. Moim pierwszym odruchem było oczyszczenie mieszkania z ulotek. Potem przez dwa, trzy tygodnie rozprowadziłem je wszystkie. Nie czułem strachu, ale przede wszystkim wściekłość, że coś takiego jak stan wojenny mogło się zdarzyć. Pierwszy raz zobaczyłem wtedy, jak ludzi wyprowadza się z domów, jak się ich aresztuje. Interesowałem się historią, byłem wychowany w kulcie powstania warszawskiego, ideałów akowskich. Dlatego stan wojenny tak bardzo mnie oburzał. To był dla mnie błyskawiczny kurs najnowszej historii, który wpłynął na moje dalsze życie. To właśnie obrazy, które widziałem na ulicach 13 grudnia, sprawiły, że zaangażowałem się w podziemie bez chwili zastanowienia.
map

Jerzy Połomski, piosenkarz
Między Nowym Jorkiem a Chicago

Wyszedłem przed dom, żeby uruchomić samochód. Mijał mnie kolega, aktor Bogdan Krzywicki, przed którym wyraziłem zdziwienie, że jednocześnie wysiadł mi odbiornik radiowy i telewizyjny. Dopiero on uprzytomnił mi, że ogłoszono stan wojenny. Pierwsze uczucie to wielkie zdziwienie. Drugie, że grożą restrykcje. Żeby nie poddać się przygnębieniu i mieć rodzinny nastrój, zatargałem do domu aż cztery choinki. Potem musiałem pójść do biura paszportowego, bo z zespołem Break Water miałem zakontraktowany cykl recitali w Stanach Zjednoczonych. O dziwo, udało nam się wyjechać. Koncerty miałem rozplakatowane pod nieszczęśliwym w tych okolicznościach tytułem „Cała sala śpiewa z nami”. Organizator nie przewidział, że później przyjdzie mi się z tego tłumaczyć przed polonijną publicznością. Cały stan wojenny przeczekałem między Nowym Jorkiem a Chicago. Brałem udział w koncertach na rzecz kolegów w Polsce, którzy przyłączyli się do bojkotu telewizji. Myślałem, że już nie wrócę do kraju. Zdecydowałem się na to dopiero wtedy, gdy Moskwa pochowała dwóch kolejnych pierwszych sekretarzy, a w Polsce odwołano stan wojenny.
j.r.k.

Dr hab. Antoni Dudek, historyk
Nagranie generała

Gdy ogłoszono stan wojenny, miałem 14 lat i zacząłem dopiero szkołę średnią. Osiedle, przy którym mieszkaliśmy w Krakowie, było przy trasie do Nowej Huty. Jechała tam kolumna wozów pancernych do pacyfikacji miejscowego kombinatu. To było w nocy i pamiętam ogromny huk tych pojazdów. Nie było żadnych zajęć w szkole, więc poszliśmy z kolegami obejrzeć patrole milicyjno-wojskowe chodzące po Krakowie. Już wtedy miałem temperament historyka i jak tylko w telewizji pojawił się generał Jaruzelski, wyciągnąłem mój wielki szpulowy magnetofon i zacząłem nagrywać jego wystąpienie i po kolei wszystkie komunikaty, które wówczas ogłaszano. Okazało się to zajęciem całkowicie bezsensownym, bo nazajutrz i tak wszystko wydrukowały gazety. Do dziś pamiętam, że dość radykalnie zmieniono program telewizyjny. Zostawiono tylko jeden kanał i wyświetlono film „Jarzębina czerwona” o walkach na Wale Pomorskim w 1945 roku. To było dość surrealistyczne, bo ten film nijak się miał do tego, co się wówczas wydarzyło. Dlaczego nagle walki o Wał Pomorski? Ktoś miał taką fantazję z nowego kierownictwa telewizji.
map

Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej
Paradoks dziejów

Miałem 22 lata i mieszkałem w Krakowie. Tuż przed 13 grudnia zakończył się strajk studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, wróciłem do domu i bardzo długo spałem. O stanie wojennym dowiedziałem się dopiero rano. Pierwszą myślą było sprawdzenie, co się dzieje w siedzibie Zarządu Regionu „Solidarności”. Na miejscu znalazłem się już po wkroczeniu tam ZOMO i SB. Kordon nikogo nie przepuszczał. Paradoks historii sprawił, że kiedy już byłem szefem oddziału krakowskiego IPN, jednym z moich – bardzo rzeczowych – partnerów w różnych działaniach organizacyjnych był oficer UOP, który 13 grudnia, jako młody oficer SB stał na czele ekipy wkraczającej do regionu „Solidarności”. Z pierwszych dni stanu wojennego pamiętam niemal powstańczy nastrój. Byłem wtedy bardzo młody i wydawało mi się, że pojawi się szeroki opór, wybuchnie kolejne powstanie. Już wtedy wiedziałem jednak, że gdyby nawet tak się stało, byłoby to przedsięwzięcie skazane na niepowodzenie. Doświadczyłem wtedy pierwszy raz nieuchronności procesu historycznego. Przystąpiłem do konspiracji solidarnościowej i NZS-owskiej.
map

Prof. Jerzy Eisler, historyk
Piechotą do mamy

W grudniu 1981 r. miałem 29 lat i byłem doktorantem w Instytucie Historii. O stanie wojennym dowiedziałem się wyjątkowo późno. W niedzielę tuż po południu przyszła przyjaciółka mojej szwagierki i powiedziała: „Witam w stanie wojny”. Dla mnie najważniejsze nie było wtedy uniknięcie aresztowania – nie byłem bowiem żadnym prominentnym działaczem „Solidarności”. Bardzo bałem się natomiast wezwania do wojska, bo miałem przydział mobilizacyjny do brygady wojsk obrony wewnętrznej w Górze Kalwarii. Wobec tego poszedłem piechotą do mojej mamy, gdzie byłem zameldowany. Po drodze widziałem oczywiście żołnierzy. Poprosiłem mamę, aby na okres paru tygodni wyprowadziła się do przyjaciółki. Nikogo nie było w domu, więc nie można było wręczyć mi wezwania do wojska. W ten sposób udało mi się uniknąć tego, że mógłbym spotkać w mundurze na ulicy kogoś ze swoich kolegów. Wieczorem oglądaliśmy dziennik telewizyjny. Mój wspaniały teść, człowiek, który nigdy nie używał brzydkich słów, po przemówieniu Jaruzelskiego zaklął i poszedł do łazienki nerwowo palić papierosy. Ja zaś obejrzałem początek filmu „Jarzębina czerwona”, ale nie byłem w stanie 13 grudnia oglądać filmu o chwale ludowego Wojska Polskiego. Od zwariowania i poczucia bezsensu uratowała mnie moja najstarsza córka Kasia, która miała wówczas dopiero dwa tygodnie. Jako młody tata nie mogłem po prostu zwariować, choć czułem złość i rozpacz.
map

Agnieszka Holland, reżyser
Początek długiej nocy w Szwecji

Na początku grudnia 1981 r. pojechałam do Szwecji. Jeździłam po różnych miastach, pokazując swój film „Aktorzy prowincjonalni” i mówiąc o sytuacji w Polsce. 16 XII miał przyjechać mąż z córeczką i święta mieliśmy spędzić u rodziny w Göteborgu. W trakcie moich peregrynacji fatalistyczno-katastroficzna wizja tego, co musi się w mym kraju wydarzyć, narastała. Miałam za sobą doświadczenie czeskie i zmiażdżenie praskiej wiosny. Czułam, że coś strasznego stanie się teraz, wkrótce. Nalegałam, żeby rodzina przyspieszyła swój przyjazd. Bez skutku.

13 XII rano dotarłam do Göteborga, na dworcu czekał na mnie kuzyn. „Co myślisz, że będzie?” – spytał. ” Finis Polonia” – odpowiedziałam, mając na myśli swe przeczucia. On zrozumiał, że już wiem. Ja tymczasem paplałam całą drogę do jego mieszkania i zamilkłam dopiero, kiedy zobaczyłam w telewizorze czołgi na ulicach Warszawy. Następne dni spędziłam jak w transie. Bombardowali mnie szwedzcy dziennikarze, byłam jedyną jakoś znaną osobą z Polski. Wahałam się kilka dni, zwyciężyło poczucie obowiązku wobec więzionych i prześladowanych: zaczęłam udzielać ostrych wywiadów, wiedząc, że ryzykuję długą rozłąkę z krajem i bliskimi. Tak też się stało. Bardziej niż gniew odczuwałam rozpacz. Zapowiadała się długa noc. Wiedziałam, że moje życie i życie wielu mych rodaków nigdy już nie będzie takie samo.
j.r.k.

Reklamy

One thought on “Wspomnienia ze stanu wojennego

  1. Wojciech Ręczkowski 31 sierpnia 2010 / 19:23

    Stan wojenny ( dokłądnie w noc z 12/13 XII 1981 r) miałem oficera dyżurnego w batalionie płockiego pułku( stacjonowalismy w Warszawie na Szczęsliwicach!).
    Ok. 3,40-45 odebrałem telefonz pułku…Dzwonił Dowódca pułku płk. zwany ” Reksem”… Usłyszałem hardą( jak zawsze od góry) komendę:
    …” połaczcie z D-cą batalionu”!
    Połączyłem i czekałem ok. 15 minut…To była wiecznosć. Od czwartku( 10 XII) -po odprawie w pułku( w Płocku, na sali” lustrzanej”) nie miałem wątpliwosci:
    cos szykuja i to cos na wzór akcji militarnej(*)
    W głowie kołatało, kłebiły sie rózne mysli…
    Po ok. 15 minutach, klapka w telefonie( w centralce) opadła, co oznaczało, że skończyli rozmowę…
    Ale chwilę potem, zaczał dzwonić telefon od D-cy batalionu mjr. H.(????);
    nie zdązyłem nawet zameldować(formułka), gdy usłyszałem:
    …” OBYWATELU PODCHORĄŻY, NA GODZ. 6 TĄ ZERO-ZERO , BATALION W GOTOWOSCI BOJOWEJ – W PEŁNYM UMUNDUROWANIU”!
    …Boże( wypowiedziałem do siebie!) a jednak!
    Po czym załozyłem czapkę( bez panterki!) w moro poszedłem do Wojska…, które po sobotnich występach( do późnych godzin byli na przepustkach!) smacznie spało(!)
    Zapalałem światła w poszczególnych salach( z dyżurnymi sal) i budzilismy zaspanych żołnierzy…
    Do dzis pamietam, że wielu musiałem dobudzać- szarpiąc za dresy, ramiona, głowę!
    To był koniec( tak myślałem wówczas), a wogóle nie czułem mrozu( ok. – 12 st. C).Czułem się, jakby ktoś mnie przetrącił niezłym drągiem(…).

    P.S.
    [*]
    w czwartek 10 XII zostalismy wezwani do pułku, na specjalną naradę…
    W sali ” lstrzanej” zebrano nas wespół z kadrą zawodowych oficerów i podoficerów(…). Odprawę prowadził D-ca pułku płk. (????) ps. Reks(!)
    Zaczał w sposób stanowczy, wręcz buńczucznie zawiadamiając nas( PATRZAC W NASZYM KIERUNKU- PODCHORĄŻYCH!) , że :
    …” juz nie mamy wątpliwosci do czego zmierzacie. Ekstrema w Radomiu dąży do siłowych rozstrzygięć…
    Chcecie wojny( PATRZYŁ W NASZYM KIERUNKU… WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE CHCE MNIE ROZSZARPAC!)?
    …BĘDZIECIE JA MIEĆ”…
    Po kilkunastu minutach, polecono nam( podchorązym) opuscić salę…
    Pozostali sami; kadra oficerska”(!)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s