Od tolerancji do obowiązkowej sympatii wobec gejów

Źródło: Rzeczpospolita: Od tolerancji do obowiązkowej sympatii
21.12.2006

Homoseksualiści przebyli długą drogę. Jeszcze 40 lat temu ich upodobania seksualne niemal powszechnie były uważane za zaburzenia psychiczne. Wtedy nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby uważać ich za subkulturę, a co dopiero za mniejszość. Nikt też – zapewne nawet oni sami – nie przypuszczał, że w tak krótkim czasie stworzą tak potężne lobby. Że liczyć się z nimi będą musieli politycy. Że ich styl życia będzie jawnie promowany nawet w telewizyjnych programach dla dzieci.

Szermując hasłami walki z dyskryminacją, środowiska homoseksualne szybko zdobywają nowe przyczółki. Mnożą z zawrotną szybkością żądania. Już nie wystarcza im prawo do legalizacji związków cywilnych, lecz domagają się dla nich błogosławieństwa Kościoła. Za określenie „homoseksualizm to grzech” można nawet stanąć przed sądem, czego miał okazję doświadczyć szwedzki pastor Ake Green.

Prawo do adopcji dzieci, które oferują homoseksualnym parom niektóre państwa, to też za mało. Oprócz zmian w przepisach aktywiści tych środowisk chcą dokonać rewolucji nie tylko w naszych obyczajach, ale także w naszych głowach. Niemal jak u Orwella – chcą stworzyć nowy typ człowieka, który ich odmienność od małego będzie uważał za normę. Temu służą specjalne programy wychowawcze wprowadzane w holenderskich, szwedzkich czy amerykańskich podstawówkach. Temu służy jawna promocja rodzin homoseksualnych w młodzieżowych audycjach holenderskiej telewizji. – Chcieliśmy się przyczynić do szerzenia tolerancji między najmłodszymi dziećmi. Pokazać im w atrakcyjnej, przemawiającej do nich formie, że homoseksualne małżeństwa to coś pozytywnego, z czym coraz częściej będą się stykać – tłumaczyła z rozbrajającą szczerością jedna z autorek programu dla młodych widzów.

Zapamiętajmy to zdanie: „homoseksualne małżeństwa to coś pozytywnego”. Bo nie o równe prawa tu chodzi, ale o afirmację ich stylu życia. Nie o tolerancję, a nawet nie o bezwarunkową akceptację. Oni domagają się dla siebie obowiązkowej sympatii.
Beata Zubowicz

Ojcowie zastąpią mi matkę

Źródło: Rzeczpospolita: Ojcowie zastąpią mi matkę
20.12.2006

Obejrzyj film Piosenka o dwóch ojcach

oor Kinderen” to jedna z najstarszych audycji dla młodych widzów w holenderskiej telewizji. Pierwszy raz wyemitowano ją w 1980 roku. Niedługo będzie hucznie obchodziła swoje 27. urodziny.

Pod koniec kontrowersyjnej piosenki chłopiec śpiewa o tym, jak jego „ojcowie” się o niego troszczą i jak zgodnie dzielą się obowiązkami domowymi. Diederick sprawdza pracę domową, a Bas zmywa naczynia lub robi pranie. Terence przyznaje, że szkolni koledzy czasami zaczepiają go w szkole i wyśmiewają to, że jego rodzice są „homo”. On się jednak tym nie przejmuje, bo – jak zapewnia obecne na sali dzieci – jest to całkowicie normalne.

– Nasz show jest niezwykle popularny. Co tydzień, tuż przed położeniem się spać, oglądają go setki tysięcy dzieci. Kupują związane z programem gadżety, płyty DVD. Formuła polega na tym, że dzieci śpiewają o poważnych problemach, które je trapią. Na przykład o umierających dziadkach albo umierających zwierzątkach – powiedziała „Rz” zajmująca się produkcją serialu Helma Keller. Jak dowiedziała się „Rz”, pomysł na poświęcenie piosenki problemowi homoseksualizmu się sprawdził i w przyszłości można się spodziewać kolejnych programów na ten temat.

W Holandii, w której homoseksualne małżeństwa mają prawo do adopcji, program nie wzbudził większych emocji czy kontrowersji. Znana brytyjska specjalistka od wychowywania dzieci Lynette Burrows jest jednak oburzona. – To bezwstydna propaganda, do której wykorzystuje się najmłodszych – powiedziała „Rz”. Podkreśliła, że w rzeczywistości sytuacja dzieci wychowywanych przez homoseksualistów odbiega od sielanki przedstawionej w piosence odśpiewanej w telewizji przez Terence’a.
PIOTR ZYCHOWICZ

Z autorem artykułu polemizuje Robert Biedroń prezes Kampania przeciw Homofobii czytaj Spójrzcie gejom w oczy

kolejne artykuły:
Szkoła uczy, jak być gejem
Od tolerancji do obowiązkowej sympatii wobec gejów

Czytaj dalej

Szkoła uczy, jak być gejem

Źródło: Rzeczpospolita: Szkoła uczy, jak być gejem
20.12.2006

Homoseksualne lobby na Zachodzie stara się wywierać coraz silniejszy wpływ na dzieci. Aby wychować w „tolerancji” przyszłe pokolenia, homoseksualiści wkraczają do szkół

homoseksualizm i dzieci
W Kanadzie, Holandii czy w Stanach Zjednoczonych dzieci uczą się akceptować nowy model rodziny
EAST NEWS

Niedawno w Belgii wprowadzono specjalny podręcznik dla nauczycieli. Ma on wyeliminować ze szkół homofobię (w żargonie politycznej poprawności określa się tak prawdziwą lub urojoną niechęć do homoseksualistów) i wskazać, jak wspierać osoby o innej orientacji. W podręczniku można m.in. przeczytać o”trudnościach młodych ludzi ze zdefiniowaniem własnej tożsamości seksualnej”, stereotypach i uprzedzeniach. Nauczyciele powinni prowadzić zajęcia pt. „Kim jestem?”, „Mój najlepszy przyjaciel jest gejem” czy „Inna rodzina”.

Nauczyciel-bigot i religijni fanatycy

Homoseksualnej indoktrynacji poddawane są dzieci w Szwecji. W tamtejszych szkołach podstawowych prowadzi się już obowiązkowe lekcje o homoseksualizmie, biseksualizmie i transwestytyzmie. Dzieciom przedstawia się dwa wzorce – hetero- i homoseksualny – z których rzekomo mogą sobie wybrać ten, który im bardziej pasuje.

W zeszłym roku w jednej ze sztokholmskich szkół doszło do skandalu, gdy przedstawiciel organizacji pozarządowej odczytał sześciolatkom homoseksualną, porno-nowelę. Doincydentu doszło podczas tzw. godziny bajek. Autorzy pomysłu zamierzali zbadać „postawę dzieci i przeżywanie przez nie własnego ciała, miłości i seksualności”.

W Internecie można znaleźć opis zajęć, jakie w szkołach prowadzi Szwedzka Federacja Praw Gejów i Lesbijek. Celem przeznaczonych dla 14-latków lekcji ma być „rozpowszechnienie wiedzy o homoseksualizmie” i”walka z uprzedzeniami i nietolerancją”. Projekt przewiduje m.in. zadawanie następujących pytań sprowadzonym do klasy homoseksualistom: „Jak uprawiasz seks?”, „Co powiedzieli twoi rodzice, gdy dowiedzieli się, że jesteś gejem?”, „Co zrobisz, jak będziesz chciał mieć dzieci”. Federacja uprzedza, że podczas wdrażania programu może dojść do „nieprzyjemnych sytuacji”. Kłopoty może sprawiać „nauczyciel-bigot” (z reguły natychmiast wyprasza się go z klasy) albo same nastolatki. „Stawienie czoła uczniowi, który jest faszystowskim lub religijnym fanatykiem, nigdy nie jest zbyt przyjemne” -napisano w projekcie.

Inżynieria społeczna

Na agresję środowisk homoseksualnych i ich lewicowych patronów dzieci narażone są też po drugiej stronie oceanu. Lokalne władze Kalifornii usiłowały niedawno przeforsować ustawę wprowadzającą do publicznych szkół lekcje o zachowaniach seksualnych.

-To byłyby groźne eksperymenty na dzieciach, inżynieria społeczna. Ta drapieżna ustawa jest wymierzona w niewinność naszych dzieci – przekonywał republikański deputowany Dennis Mountjoy.

O tym, jaki wpływ na dzieci mogą mieć podobne lekcje, świadczy przykład z Karoliny Północnej, gdzie w jednej ze szkół prowadzono seminarium „Nowy homonastolatek”. Podczas zajęć dwóch homoseksualistów tłumaczyło dzieciom, że nie mogą być pewne swojej orientacji, i że powinny w szkole założyć „gejowski klub”. Dla części uczniów skończyło się to poważnymi zaburzeniami seksualności i problemami psychicznymi.

Podręcznik dla lesbijek

W Kanadzie na półkach supermarketów amerykańskiej sieci Wal-Mart znalazł się podręcznik lesbijskiego seksu dla małych dziewczynek. Autorzy przekonują, że tylko 10 procent społeczeństwa jest naprawdę hetero-, a reszta jest homo- lub biseksualna. Dziewczynkom radzi się m. in., żeby wkładały sobie w majtki kawałki lateksu używane podczas operacji dentystycznych. Po co? Oczywiście „dla większej frajdy”.

Całość napisana jest wyjątkowo wulgarnym językiem. Jeden z rozdziałów zatytułowany jest „Kiedy pierwszy raz pie… się z dziewczyną”. Dzieci mogą przeczytać następujące zdanie: „Jeżeli potrzebujesz Światobliwego Boga, to dla mnie jest nim wielka czarna lesba”.

Część kosztów związanych z wydaniem książki pokrył poprzedni, lewicowy, kanadyjski rząd.

– Publikacja ta może wyrządzić poważną krzywdę dzieciom. To skandal, że zostało to sfinansowane z pieniędzy podatnika! Większość Kanadyjczyków brzydzi się czymś takim – oburza się w rozmowie z ” Rz” Joseph Ben-Ami, dyrektor Instytutu Kanadyjskich Wartości z Ottawy.
PIOTR ZYCHOWICZ