Siła dolara – problemy gospodarcze USA

Źródło: Rzeczpospolita: Żegnaj Chicago
23.12.2006

Dobiega końca najdłuższa zabawa w historii świata. Przez 30 lat Amerykanie nie tylko kupowali w większości rzeczy wytworzone przez innych, ale płacili też za nie pożyczonymi pieniędzmi. Przyszedł czas na otrzeźwienie

Odkąd pamięć sięga, Polacy wierzyli w dolara. Widniejący na nim amerykański orzeł z błyskawicami w szponach symbolizował dla wielu z nas potęgę, która doprowadziła do rozpadu Związku Radzieckiego, a przedtem dwukrotnie uratowała Europę przed niemiecką hegemonią. Waluta, za którą stoi kolos zdolny do takich czynów, nie może znacząco stracić na wartości – podświadomie rozumowaliśmy. Dlatego do dziś ceny nieruchomości wciąż są często określane w dolarach.

Pieniądz jak weksel

Nie tylko Polacy czują podziw dla Ameryki. Odkąd przeszło 100 lat temu amerykańska gospodarka stała się największą na świecie, dolar stopniowo przejął od brytyjskiego funta rolę głównego punktu odniesienia dla międzynarodowych rynków finansowych. Od Argentyny po Estonię, od Chin po Arabię Saudyjską, dziesiątki krajów ściśle związało z dolarem swoją walutę, aby pozyskać dla niej zaufanie inwestorów. Ropę, najbardziej pożądany surowiec świata, na rynkach światowych do dziś można kupić, tylko płacąc dolarami. A banki centralne, chcąc bezpiecznie ulokować swoje oszczędności, wciąż najczęściej zamieniają je na banknoty z Waszyngtonem.

Kto, mogąc drukować tak rozchwytywany pieniądz, nie poszedłby na łatwiznę? Amerykanie w każdym razie ulegli pokusie. Wychodzące z Rezerwy Federalnej nowiutkie studolarówki, natychmiast kupowane przez zagranicznych inwestorów, stopniowo w coraz większym stopniu finansowały te wydatki państwa, których nie dało się pokryć z podatków. W taki sam sposób Amerykanie mogli teżutrzymać rosnący import towarów i usług z Azji i Europy. „Stany Zjednoczone w ciągu jednego pokolenia przemieniły się z największego wierzyciela w największego dłużnika świata. W historii to sytuacja bez precedensu” – mówi Lawrence Summers, były sekretarz skarbu.

Gra w zielone

Zwyczaj życia na kredyt zaczął się już na długo przed dojściem do władzy George’a W. Busha, ale to obecny prezydent doprowadził zgubny nawyk do niespotykanych rozmiarów. Amerykański przywódca nie tylko bardziej niż którykolwiek z jego poprzedników obniżył podatki, ale także rozpoczynając wojnę w Iraku i szeroko zakrojony program zbrojeń, radykalnie zwiększył wydatki państwa. Rosnącą dziurę budżetową finansowali przede wszystkim Chińczycy, Japończycy i Koreańczycy. Deficyt rachunku bieżącego Ameryki, syntetyczna miara określająca zobowiązania Stanów Zjednoczonych wobec zagranicy, osiągnęła bezprecedensowy poziom prawie 7 procent amerykańskiej gospodarki.

Gdyby polskie finanse stoczyły się do takiego punktu, powtórkę bolesnych doświadczeń Argentyny mielibyśmy jak w banku. Ameryka nie tylko od lat nie przeżyła prawdziwej recesji, ale do 2004 roku dolar utrzymywał się na stabilnym, wysokim poziomie. Dlaczego? Na sile złotego zależy właściwie tylko Polakom. Na sile dolara – całemu światu, a przede wszystkim azjatyckim inwestorom. „Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy od lat prowadzą podwójną grę. Masowo kupują dolary, aby kurs ich własnego pieniądza wobec amerykańskiej waluty pozostał słaby. To pozwala na zalew amerykańskiego rynku azjatyckimi produktami. Azjaci kupują jednak też obligacje StanówZjednoczonych. Dzięki temu Rezerwa Federalna nie musi wysoko windować stóp procentowych, aby zaciągnąć za granicą coraz większy dług. Ceny kredytów w Ameryce od lat są przez to niskie, co zachęca Amerykanów do zadłużania się… i kupowania jeszcze więcej produktów z Azji” – tłumaczy „Rz” dyrektor waszyngtońskiego Centrum Badań nad Polityką Gospodarczą CEPR Mark Weisbrot.

Skutek? Gdy wyjrzę przez okno, na parkingu przed moim domem na kilka toyot, hond i nissanów trafi się zwykle jeden, może dwa starej daty chevrolety czy buicki. Gdy chcę kupić lepszej jakości żywność, w lokalnym hipermarkecie muszę sięgnąć po produkty z Francji czy Włoch. Ale najbardziej frapująca jest inwazja produktów z Chin. W centrach Wal-Marta, które każdego tygodnia odwiedza 100 milionów Amerykanów, od dawna nie ma innych telewizorów, telefonów, ubrań, zabawek czy odkurzaczy niż „made in China”.

12 lat do katastrofy

Życie na kredyt ma jednak swoją drugą, mniej przyjemną stronę: uzależnienie od wierzyciela. Tylko w ostatnich siedmiu latach azjatyckie banki centralne zwiększyły rezerwy w amerykańskiej walucie z 500 milionów do przeszło 2 bilionów dolarów. Gdyby w Pekinie czy Tokio któregoś dnia postanowiono zmienić te oszczędności na euro czy jeny, kurs dolar poszybowałby gwałtownie w dół, ceny kredytów w Stanach Zjednoczonych raptownie poszłyby w górę, a miliony Amerykanów, nie mogąc spłacić zaciągniętych pożyczek, znalazłoby się na skraju bankructwa. Dlaczego prezydent Bush doprowadził do takiego uzależnienia nie tylko od japońskiego sojusznika, ale też komunistycznych Chin, a nawet, w mniejszym stopniu, autorytarnej Rosji?

Najprostsza odpowiedź brzmi: z wygody. Dzięki azjatyckim inwestorom Ameryka uniknęła kilka lat temu głębokiej recesji po pęknięciu na nowojorskiej giełdzie bańki internetowej. Choć za rządów obecnego prezydenta dochody przeciętnej amerykańskiej rodziny nie tylko nie wzrosły, ale nawet spadły o kilka procent, George W. Bush w 2004 roku dość swobodnie wygrał wyścig o Biały Dom. Eksperci tłumaczą to przede wszystkim wciąż żywym wówczas strachem Amerykanów przed kolejnym atakiem terrorystycznym. Ważny był jednak też dostęp do tanich chińskich produktów, które zapewniają gorzej sytuowanym obywatelom jaki taki poziom życia.Niepisany układ między Ameryką i Azją pod hasłem „dostęp do rynku za podtrzymywanie wzrostu gospodarczego w USA” musiał się jednak kiedyś skończyć. „Gdyby dług Stanów Zjednoczonych narastał w obecnym tempie jeszcze przez 12 lat, wartość giełdowa wszystkich amerykańskich przedsiębiorstw stałaby się mniejsza niż zobowiązania, jakie Waszyngton miałby wówczas wobec zagranicy. Ameryka okazałaby się po prostu niewypłacalna” – tłumaczy Mark Weisbrot. W miarę, jak zbliżamy się do tego punktu, banknoty z Waszyngtonem coraz bardziej parzą tych, którzy je posiadają. Ich kurs tak bowiem dalece odbiega od rzeczywistych możliwości amerykańskiej gospodarki. Ryzyko załamania notowań i kolosalnych strat dla Chińczyków i Japończyków staje się zbyt duże.

Koniec potęgi USA

Dwa lata temu wydawało się, że moment załamania amerykańskich finansów nadszedł. Dolar stracił w ciągu paru miesięcy aż jedną trzecią swojej wartości wobec euro. Co prawda gwałtowna zwyżka stóp procentowych przez Rezerwę Federalną ustabilizowała później kurs amerykańskiej waluty na obniżonym poziomie. Pierwszy raz od rozpadu brytyjskiego imperium okazało się jednak, że dolar ma godnego siebie konkurenta: euro.

Dziś sytuacja jest poważniejsza. Mimo osłabienia dolara Amerykanie wciąż nie potrafią powstrzymać rosnącego deficytu handlowego, który w tym roku zbliży się do symbolicznego poziomu 1 biliona dolarów. Pierwszy raz od kilkunastu lat Unia Europejska zaczyna też rozwijać się szybciej niż Ameryka, co dodatkowo skłania inwestorów do wycofania się z amerykańskiego rynku.

Dolar nie był w Polsce tak tani od przeszło 10 lat. Wobec euro, funta i jena waluta USA bije też rekordy słabości. Ale to tylko początek. Zdaniem szwajcarskiego banku UBS dolar musi stracić kolejne 20 – 30 procent ze swojej wartości, aby amerykańskie firmy znów mogły konkurować na rynkach światowych.

Jeśli tak się rzeczywiście stanie, skutki ekonomiczne, ale przede wszystkim geostrategiczne będą ogromne. „Wchodzimy w jeden z najbardziej dramatycznych epizodów w dziejach światowych finansów, na miarę kryzysu gospodarczego lat 30.” – ostrzega Peter Schiff, dyrektor międzynarodowego funduszu Euro Pacific Capital.

Już teraz Unia Europejska, jeśli traktować ją jako całość, ma gospodarkę większą od amerykańskiej. Amerykanie wciąż jednak widzą wswoim kraju jedyną superpotęgę świata, gdyż traktują każdy z krajów Wspólnoty osobno. Z Chinami już takiego manewru zrobić się nie da. „Gdyby przyjąć realny kurs dolara i juana, a więc taki, jaki będzie po nadchodzącej dewaluacji amerykańskiej waluty, okaże się, że chińska gospodarka już teraz stanowi dwie trzecie gospodarki Stanów Zjednoczonych. A za 10 lat, pierwszy raz od końca XIX wieku, Ameryka straci na rzecz Państwa Środka tytuł największej potęgi ekonomicznej świata. To będzie dla Amerykanów szok” – ostrzega Mark Weisbrot. Jak na to zareaguje Waszyngton? Już teraz jastrzębie w Białym Domu zalecają przygotowania do globalnej konfrontacji między oboma kolosami, zapewne wokół sporu o Tajwan.

Kryzys może być pożyteczny

Najpoważniejsze zmiany zapewne dotkną jednak samych Amerykanów. Załamanie kursu dolara to wzrost cen importu, przede wszystkim ropy. Dziś po amerykańskich szosach suną potężne jeepy i limuzyny. Auto z silnikiem o mniejszej pojemności, niż 2,4 litra trudno znaleźć. Gdy jednak rachunek przy benzynowej pompie zacznie rosnąć, Amerykanie zostaną zmuszeni do zmiany motoryzacyjnych upodobań. To samo dotyczy domów – zwykle budowanych z płyt wiórowych i innych tandetnych materiałów, których izolacja, według standardów europejskich, jest słaba.

Wyższe ceny importowanych dóbr staną się poważnym wyzwaniem dla dziesiątek milionów Amerykanów zarabiających 1,5 – 2 tysiące dolarów miesięcznie. Niektórzy ekonomiści cieszą się, że to wreszcie pozwoli amerykańskiemu przemysłowi na rozwinięcie skrzydeł. Jednak nawet jeśli tak się stanie, nikt w USA nie będzie w stanie produkować po tak niskich cenach, jak robią to dziś Chińczycy. Realny poziom życia Amerykanów znacząco więc spadnie. „Będziemy musieli konsumować o wiele mniej, a oszczędzać o wiele więcej” – ostrzega Peter Schiff.

Czy Amerykanie przyjmą taką zmianę ze spokojem? Nie można być tego pewnym. Zapoczątkowana przez prezydenta Reagana i kontynuowana z największym entuzjazmem przez George’a W. Busha polityka niskich podatków i likwidacji większości zdobyczy socjalnych New Dealu doprowadziła do niespotykanej polaryzacji dochodów w amerykańskim społeczeństwie. Dalsze zubożenie najbiedniejszych może okazać się niebezpieczne dla stabilności amerykańskiego państwa. Nie jest więc wykluczone, że następca prezydenta Busha, szczególnie jeśli to będzie demokrata, znów wróci do zaleceń Franklina D. Roosevelta.
Polskie rachuby

Amerykanie będą też musieli nauczyć się większej skromności w polityce zagranicznej. Już teraz iracka interwencja, która pochłonęła przeszło 500 miliardów dolarów, jest na granicy możliwości budżetu Stanów Zjednoczonych. Ze słabszym dolarem Waszyngton będzie stać na mniej. Groźba ewentualnej interwencji w Iranie, Syrii czy Korei Połnocnej okaże się jeszcze mniej wiarygodna niż dziś.

Można też spodziewać się pogorszenia wizerunku Ameryki na świecie. Europejski model rozwoju gospodarczego, przez wielu dawno skazany na wymarcie, znów może stać się wzorem dla reszty świata. „Bawią mnie zapewnienia w mediach, że Europa, szczególnie ta stara, nie jest konkurencyjna, a Ameryka jest. W końcu najlepszą miarą konkurencyjności jest bilans handlowy. A nikt nie radzi sobie lepiej na światowych rynkach niż Niemcy. I nikt gorzej niż Stany Zjednoczone” – uważa Mark Weisbrot.

Załamaniu dolara
może też nie oprzeć się wyidealizowany obraz Ameryki w Polsce. Miliony Polaków już na pewno liczą straty z powodu trzymania oszczędności w dolarach, a nie euro czy złotych. W Stanach miliony polskich imigrantów biją się z myślami, czy jednak nie lepiej wracać do ojczyzny, skoro zarobki w Chicago i Nowym Jorku wcale już nie są tak dużo wyższe niż w Warszawie i Krakowie. Współpraca z trzeźwiej myślącym, czy wręcz bardziej cynicznym, polskim sojusznikiem to jeszcze jedna rzecz, z którą wkrótce będzie musiała nauczyć się żyć Ameryka.

Jędrzej Bielecki z Waszyngtonu

3 myśli w temacie “Siła dolara – problemy gospodarcze USA

  1. Lidia 1 czerwca 2008 / 18:46

    Zgadzam sie z tekstem w zupelnosci.Coz mozna by dodac, chyba tylko to ze kryzys moze byc wiekszy i dotkliwszy niz ten z lat 30-tych i jedno jest pewne wychodzenie z tego kryzysu to wiele wiele lat, bo nie ma sie od czego odbic, stany slabe ekonomicznie ale silne militarnie…..to sie skonczy wojna.Stany juz nie powroca do swej roli dominanta …nigdy.

  2. Odpowiedź do “Siła dolara - problemy gospodarcze USA” 11 grudnia 2008 / 21:10

    Jest grudzień 2008 roku. Prognozy co to kryzysu gospodarczego spełniły się co do joty ! Tyle tylko, że satysfakcja z tego żadna. Bo ten kryzys zniszczy nie tylko wiele jednostek, ale przede wszystkim, runie dotychczasowy system gospodarczy, zapanuje chaos i prawie rozbój ekonomiczny, a zakończy się to wszystko konfliktem militarnym , w którym główna rolę odegra” made in China”.Następne pokolenia,( jeżeli takie będą) będą mówić to było przed „chińską wojną „. Mam nadzieję, że się mylę w tej kwestii.Stanu Zjednoczone długo będą lizać rany po tych wydarzeniach. A morał z tego taki” żyj i gospodaruj własnymi zarobionymi pieniędzmi , nie pożyczaj , a oszczędzaj !

  3. Hugo 30 września 2012 / 12:35

    o jednym zapominacie: prawdziwe panstwo Żydow to nie Israel ale Ameryka, bardziej bym sie martwil o upadek Euro jak Dolara 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.