Europa umrze bez odrodzenia wiary

Źródło: Rzeczpospolita: Europa umrze bez odrodzenia wiary
02.01.2007

Rozmowa Jędrzeja Bieleckiego z George’em Weigelem

Rz: Czy skrajny odłam islamu, o którym tak wiele się dziś mówi, będzie najsilniej rozwijającym się nurtem tego wyznania w 2007 roku?

George Weigel Nie ma wątpliwości, że ideologia dżihadu pozostaje dziś najbardziej dynamiczną siłą we współczesnym islamie, choć potępienie tego nurtu przez 38 czołowych przywódców muzułmańskich w „Liście otwartym do papieża Benedykta XVI” było – moim zdaniem – jednym z najważniejszych wydarzeń 2006 roku (list ten opublikowała „Rz” – jako jedyna gazeta w Polsce – 25 listopada 2006 r.). Trzeba przy tym podkreślić, że „List otwarty” nie był wyrazem politycznej poprawności, ale odpowiedzią na wyzwanie rzucone przez papieża radykalnym nurtom islamu w wykładzie na Uniwersytecie w Regensburgu.

W świecie islamu szybko jednak rosną wpływy Iranu i szyickiego nurtu islamu. Czy w nadchodzącym roku radykalni muzułmanie nie skoncentrują się bardziej na walce między sobą niż na próbach atakowania Zachodu?

Prezydent Iranu Mahmoud Ahmadinedżad jest dziś zapewne najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na świecie. Uzbrojony w broń atomową Iran pod przywództwem człowieka, który jest przeświadczony o swojej historycznej misji przyspieszenia nadejścia mesjasza za pomocą apokaliptycznych środków, jest nie do przyjęcia. Powstrzymanie tego zagrożenia to dla światowego bezpieczeństwa największe wyzwanie w nadchodzących dwóch latach. Byłoby bardzo dobrze, gdyby Europa dostrzegła prawdziwą naturę Ahmadinedżada. Na razie jednak chyba nie chce tego zrobić.

W czasie niedawnej pielgrzymki do Turcji papież Benedykt XVI niespodziewanie opowiedział się za przyjęciem jej do Unii Europejskiej. Sama Unia wstrzymała jednak negocjacje członkowskie z Turcją. Czy w 2007 roku widzi pan szanse na przełom w sprawie przyjęcia tego muzułmańskiego kraju do chrześcijańskiej wspólnoty?

Papież pojechał do Turcji z ekumeniczną i pasterską misją. Poszedł w ślady Piotra, który odwiedził Andrzeja, aby umocnić więzi chrześcijańskiej jedności. W czasie tej pielgrzymki Benedykt XVI zwrócił uwagę na ograniczenia, jakie tureckie państwo nakłada na chrześcijan. A właśnie te ograniczenia wiele mówią o tym, czy Turcja spełnia warunki do bycia częścią Europy. Wolność religijna w Turcji nie jest zapewniona. Dopóki tej wolności nie będzie, nie sądzę, aby można było mówić, że Turcja należy do politycznej kultury Unii Europejskiej. Być może kiedyś to nastąpi, ale jak dotąd tak się nie stało.

Brytyjska policja zapobiegła niedawno najpoważniejszemu zamachowi terrorystycznemu od 11 września. Jego autorami mieli być muzułmanie urodzeni w Europie Zachodniej. Czy pana zdaniem w 2007 roku proces alienacji muzułmanów w Europie będzie postępował?

Groźba europejskiej intifady jest bezpośrednim skutkiem tego, że Europa demograficznie umiera. Przyrost naturalny w kolejnych już pokoleniach jest daleko poniżej poziomu, który jest potrzebny, aby zapewnić utrzymanie stałej liczby ludności. Takiego zjawiska w Europie nie było od czasu czarnej śmierci, czyli epidemii dżumy, która w XIV wieku zabiła 1/3 ludności kontynentu. Rozwiązaniem ma być imigracja ludności z innego kręgu kulturowego i cywilizacyjnego. Jednak ogromny wpływ dżihadizmu w znacznej części świata islamu powoduje, że asymilacja muzułmańskich imigrantów stała się niezwykle trudna. Równocześnie brak wiary Europy Zachodniej w zdolność poznania przez człowieka prawdy o czymkolwiek to, nawiasem mówiąc, drugi wielki problem podniesiony przez papieża Benedykta w Regensburgu – sprawił, że Stary Kontynent jest nieco bezbronny, tak kulturalnie, jak i politycznie. Jeśli bowiem ktoś nie wierzy, że ludzie mogą poznać prawdę, jak może przekonująco bronić praw człowieka, demokracji i rządów prawa, występować przeciwko atakom tych, którzy odmienne postrzegają ludzką naturę?

Za pontyfikatu poprzedniego i obecnego papieża nie udało się odwrócić narastającej sekularyzacji zachodniej Europy. Czy jest to może skutek zbyt konserwatywnej postawy Kościoła w takich sprawach, jak kapłaństwo kobiet, prawa homoseksualistów czy aborcja?

Podział dostojników Kościoła na liberalnych i konserwatywnych jest nie tylko zużyty, ale wręcz śmieszny. Polscy dziennikarze nie powinni naśladować w tym względzie niezbyt mądrych wzorców amerykańskiego dziennikarstwa. Jan Paweł II był chrześcijańskim radykałem. Jest nim też Benedykt XVI. Benedykt rozumie, podobnie jak to rozumiał Jan Paweł, że jest sługą prawdy wiary katolickiej, a nie jej panem. Kościół nie ma „stanowiska” wobec kapłaństwa kobiet, praw gejów czy aborcji w takim rozumieniu, jak politycy mają „stanowisko” wobec wysokości podatków, budżetu czy polityki obronnej. Kościół katolicki uczy tego, co uważa za prawdę o świętości ciała, komplementarności kobiet i mężczyzn i nietykalności niewinnego ludzkiego życia. Ta nauka się nie zmieni ani w roku 2007, ani w latach następnych. Co więcej, chrześcijańskie wspólnoty, które poszły za lewicowym duchem czasu w tych sprawach, dziś zanikają lub już zanikły. Tak więc także z punktu widzenia społecznego Kościół katolicki nie odniósłby żadnej korzyści z przekształcenia się w politycznie poprawny klub wiernych.

Musimy mieć nadzieję, że Europa będzie zdolna odkryć na nowo swoje chrześcijańskie korzenie i wiarę w rozum, bo jeśli tego nie zrobi, umrze. Być może nawet najpierw, a przynajmniej równolegle, Europa musi ponownie uwierzyć w rozum. W sensie moralnym będzie to prowadzić do jeszcze jednej rzeczy, którą zaproponował papież Benedykt XVI: gotowości niewierzących do życia tak, „jakby Bóg rzeczywiście istniał”.

Polska wyróżniała się do tej pory w Europie przywiązaniem do wiary. Jednak kraj szybko się bogaci i przyjmuje konsumpcyjne wzorce życia. Czy laicyzacja Polski, jak to wcześniej było z Hiszpanią czy Włochami, jest nieunikniona?

Przed Polską stoi niepowtarzalna szansa stania się „Kościołem we współczesnym świecie”, jak to zdefiniował Sobór Watykański II. Prawa człowieka i demokracja przyszły bowiem do Polski nie przeciw Kościołowi, ale poprzez Kościół. A to ogromna, wręcz podstawowa różnica między doświadczeniem Polski w XX wieku i doświadczeniem Europy Zachodniej w XIX wieku. Jeśli Polska w tym stuleciu pozostanie wierna sobie, może stać się inicjatorem ponownej ewangelizacji Europy i doprowadzić do poważniejszego pojmowania moralności w polityce Unii Europejskiej.

W Stanach Zjednoczonych, w odróżnieniu od Europy, religia, a nawet religijny fundamentalizm odgrywał w minionych latach wielką rolę. Jednak kojarzony z tym nurtem George W. Bush z powodu klęski w Iraku jest popierany już tylko przez 1/3 Amerykanów. Czy w nadchodzącym roku będziemy świadkami odwrotu religii w amerykańskim życiu publicznym?

Nie należy mieszać różnych spraw. Religijnego fundamentalizmu nie można utożsamiać z neokonserwatyzmem, który z kolei nie sprowadza się do osoby George’a W. Busha. Przekonania religijne, czasem wyrażone racjonalnie, czasem nie, będą nadal odgrywały wielką rolę w amerykańskim życiu publicznym, ponieważ Amerykanie są, choć na różny sposób, bardzo religijnym narodem. Nie wstydzą się swoich najgłębszych uczuć. I wierzą, że z tych przekonań wynika zadanie zbudowania wolnego, sprawiedliwego, zamożnego i bezpiecznego społeczeństwa.

To może będzie wręcz przeciwnie – rosnąca groźba ze strony islamu jeszcze bardziej zradykalizuje amerykańską prawicę religijną?

W nadchodzącym roku nie jesteśmy skazani na bezmyślną, choć poprawną politycznie, konfrontację. Papież w Regensburgu pokazał światu, że istnieje słownictwo umożliwiające realny dialog: to racjonalność wobec irracjonalności. Jak uczył Jan Paweł II, wiara i rozum to dwa skrzydła, dzięki którym ludzki duch wznosi się, aby dostrzec prawdę o rzeczach i nauczyć się, jak zbudować życie społeczne w zgodzie z ludzką godnością.

W ostatnich latach w Ameryce Łacińskiej, ale także w Afryce, nowych wyznawców w szybkim tempie zdobywają ruchy ewangelickie, przede wszystkim zielonoświątkowe. Jak bardzo zagrożona jest tam pozycja Kościoła katolickiego?

W Ameryce Łacińskiej i Afryce rozwija się także Kościół katolicki. Wielu katolików, którzy wstępują do ruchów ewangelickich, potem wraca do katolicyzmu. Prawdą jest jednak, że w części Ameryki Łacińskiej ewangelicy potrafią lepiej niż Kościół katolicki promować niektóre chrześcijańskie wartości. Nie mamy więc do czynienia z grą o sumie zerowej, w której zyski jednej strony nieodwołalnie prowadzą do straty dla drugiej strony. Przeciwnie, ewangelicy i katolicy mogą razem pracować dla zbudowania wolnego i zamożnego społeczeństwa w Ameryce Łacińskiej i Afryce, tak samo jak my to robimy w Stanach Zjednoczonych.

Od 30 lat Chiny błyskawicznie się rozwijają i wkrótce ich gospodarka dorówna amerykańskiej. Czy jednocześnie także tradycyjne chińskie religie, konfucjanizm i buddyzm, będą rosły na znaczeniu i w końcu zaczną odgrywać podobną rolę, jak dziś chrześcijaństwo i islam?

Wątpię w to. Chiny mogą być gwiazdą roku 2007 i kilku następnych lat, ale w długiej perspektywie nie stawiałbym na szybki rozwój tego kraju. Wkrótce Chiny doświadczą podobnego kryzysu demograficznego i finansowego, z jakim od dawna boryka się Europa: zbyt mała liczba płacących podatki pracowników musi utrzymać starzejące się społeczeństwo. Myślę też, że gdy Chiny w końcu całkowicie otworzą się na świat, staną się największym obszarem misji, od kiedy Europejczycy przybyli na zachodnią półkulę w XVI wieku. Tradycyjna religia chińska została w ogromnym stopniu zniszczona przez komunizm. Chrześcijaństwo jest w Chinach utożsamiane z nowoczesnością i wolnością. W połowie XXI wieku podbije ono Chiny.

Czy podobnie może być w Rosji?

Rosja jest w bardzo złej kondycji, przede wszystkim demograficznej i zdrowotnej. Jeśli nic się nie zmieni, w 2050 roku nawet Jemen będzie miał większą liczbę ludności niż Rosja. Chciałbym, aby rosyjska Cerkiew prawosławna stała się źródłem odnowy ludzkiej i kulturalnej Rosji. Jednak, aby tak się stało, prawosławie musi wcześniej wyzwolić się z zależności od rosyjskiego państwa. Na razie tego nie widać i wątpię, by nadchodzący rok cokolwiek w tym względzie zmienił.

Z George’em Weigelem rozmawiał Jędrzej Bielecki

 

George Weigel, amerykański religioznawca, filozof, myśliciel społeczny. Biograf papieża Jana Pawła II


Kobietom nie wolno siadać z przodu

 Źródło: Rzeczpospolita: Kobietom nie wolno siadać z przodu
02.01.2007

 

Miriam Shear, kanadyjska żydówka, miesiąc temu przyjechała na urlop do Jerozolimy. Tam popełniła błąd, gdyż podczas jazdy autobusem usiadła z przodu pojazdu, który jest zarezerwowany dla mężczyzn. Za to została ciężko pobita przez grupę ortodoksyjnych żydów.

Jednak incydent z jej udziałem ma szansę przyczynić się do zniesienia segregacji płciowej w autobusach. Do Sądu Najwyższego być może niedługo trafi petycja w tej sprawie, a przypadek Shear ma być do niej włączony.

Shear ma 50 lat. 24 listopada wybrała się na modlitwę przy Ścianie Płaczu na starym mieście Jerozolimy. Do autobusu, którym jechała, wsiadł ortodoksyjny żyd i zażądał, aby przesiadła się do tyłu, gdzie zwykle siedzą kobiety. Ona odmówiła, twierdząc, że autobus nie jest synagogą. – Ja cię nie proszę, ja ci każę – miał odpowiedzieć mężczyzna, plując jej w twarz. Kiedy to nie poskutkowało, w pobliżu pojawiło się więcej mężczyzn. Rzucili kobietę na ziemię, bijąc ją i kopiąc w twarz. Kierowca nie zareagował. Inni pasażerowie, jak twierdzi Shear, obrzucali ją obelgami, nazywając m.in. „głupią Amerykanką, która nie wie, gdzie jest jej miejsce”.

Autobus linii numer dwa, którym jechała ofiara, należy do państwowych zakładów transportu Egged. Firma przewozi ponad milion pasażerów dziennie. Niedawno pod naciskiem ortodoksyjnych żydów wprowadziła 24 linie autobusowe (zwane mehadrin), na których obowiązuje segregacja płci.

Kobiety i mężczyźni nie mają ze sobą żadnego kontaktu. Kobiety wsiadają do autobusu tylnymi drzwiami i siadają z tyłu. Mężczyźni z przodu. Autobusy nie są jednak w żaden sposób oznakowane, a kierowcy nie nadzorują podziału. Według Egged nie jest to możliwe, ponieważ te same pojazdy są używane na liniach mehadrin, jak i regularnych połączeniach. – Miejscowi pasażerowie po prostu wiedzą, które autobusy są mehadrin, a które nie -cytuje ” Haaretz” rzecznika zakładów. Ci, którzy nie wiedzą, są atakowani przez innych pasażerów. Shear twierdzi, że nie wiedziała, iż w autobusie panuje segregacja.

Jej sprawą zainteresowały się organizacje praw człowieka. Izraelskie Centrum Akcji Religijnej IRAC przygotowuje petycję do Sądu Najwyższego. Ta sprawa, jak uważa przewodniczący Centrum, dostarczy dowodów na to, że segregacja płci jest niebezpieczna. Tym bardziej, iż ortodoksyjni żydzi coraz częściej próbują ją wprowadzić na normalnych liniach.

Ministerstwo Transportu twierdzi, że nie jest odpowiedzialne za umowy pomiędzy Egged a ortodoksyjnymi gminami.