Oddolna lustracja trwa

Źródło: Rzeczpospolita: Polska szuka agentów
10.01.2007

Co najmniej kilkanaście obywatelskich grup, głównie byłych działaczy „S”, w całym kraju ujawnia nazwiska setek TW i esbeków. Grupy lustracyjne działają wśród Polonii australijskiej i górali

Świętokrzyski Komitet Obrony Społecznej, Klub Więzionych Internowanych i Represjonowanych, Stowarzyszenie Stop Korupcji, siedem grup „Ujawnić prawdę”, badacze na wyższych uczelniach. Do tego pojedynczy działacze podziemia. Wszyscy od 2005 r. opublikowali już setki nazwisk tajnych współpracowników SB i samych esbeków – i publikują nadal. Po co? – Skoro państwo nie mogło sobie poradzić z lustracją, to trzeba brać sprawy we własne ręce – mówi ” Rz” Andrzej Filipczyk z rzeszowskiej grupy „Ujawnić prawdę”.

Esbecy, milicjanci, agenci

Sygnał do podjęcia obywatelskiej lustracji poszedł w Polskę pod koniec 2004 r. W Rzeszowie powstała wtedy pierwsza grupa „Ujawnić prawdę”. Zawiązali ją dawni członkowie podziemnej „S”. Odtajniają nazwiska agentów, na które trafiają w swoich teczkach w IPN. Po niej powstało w kraju kilka podobnych grup.

Janusz Śniadek, przewodniczący „S”: – Nie stworzyliśmy jednej wielkiej komisji do spraw lustracji. Ludzie sami radzą z tym sobie najlepiej.

Andrzej Filipczyk, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu „S” w Rzeszowie: – Upubliczniliśmy nie tylko nazwiska agentów – blisko 300 – ale esbeków, milicjantów, sędziów i prokuratorów oraz składy komitetu PZPR.

Grupy takie jak rzeszowska działają w Lublinie, Katowicach, Krakowie, Przemyślu, Gorzowie Wielkopolskim i Gdańsku. W innych regionach właśnie się zawiązują. Kilka miesięcy temu za obywatelską lustracją opowiedziała się część działaczy Związku Podhalan: chcą zlustrować pięć tysięcy członków organizacji.

Masowa lustracja fabryki

Byli opozycjoniści swoje listy agentów publikują w Internecie. Kto na nie trafia? Na Śląsku dawni działacze „S” zamiast agentów podali głównie nazwiska prześladowanych związkowców. Twierdzą, że pokrzywdzeni nie chcą im udostępniać swoich materiałów z IPN, a sam IPN jest zbyt opieszały.

W Przemyślu publiczne stały się nazwiska 21 tajnych współpracowników. W Gorzowie Wielkopolskim na liście są dziennikarze, funkcjonariusze SB i MO, sędziowie i prokuratorzy.

Masowo lustrują związkowcy z dużych zakładów. Działacze „S” z Huty im. Sendzimira w Krakowie w zeszłym roku zaapelowali do TW o ujawnienie. Do współpracy z SB przyznała się tylko jedna osoba.

W maju 2006 r. grupa działaczy z Lubina zaczęła ustalać nazwiska agentów SB, którzy pracowali w KGHM Polska Miedź SA. Odnalazła dziesięć nazwisk ludzi, którzy nadal współpracują z KGHM.

Na początku grudnia 2006 r. związkowcy z tyskiej fabryki Fiat Auto Poland zgłosili wniosek o podanie listy byłych TW z kadry kierowniczej w ich firmie.

Komisje na uniwersytetach

Wielu pokrzywdzonych lustruje na własną rękę. Pod koniec 2005 r. działaczka „S” Barbara Niemiec ogłosiła listę 21 naukowców, studentów i pracowników Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy współpracowali z SB. Skutek? Na UJ powołano zespół historyków który bada inwigilację uczelni. – Za dwa tygodnie przedstawimy rektorowi raport z badań – mówi członek tego zespołu prof. Tomasz Gąsowski.

Lustruje się też Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od ubiegłego roku dwie komisje prześwietlają przeszłość pracowników naukowych. Pierwsza opracuje historię UMK. Druga doradzi rektorowi, jak postępować w przypadku ujawnienia TW. Badaniami kieruje historyk Wojciech Polak: – To dopiero początki naszej pracy, ale już mogę powiedzieć, że raport będzie obszerny.

Wczoraj prof. Wiesław Kamiński, rektor UMCS w Lublinie, zapowiedział powołanie komisji, która zbada kontakty pracowników uczelni z SB.

Polonia też szuka agentów

Tymczasem obywatelska lustracja nie zna granic ni kordonów. W 2006 r. zawiązała się grupa lustracyjna w Australii. Tamtejsi Polacy chcą występować do IPN, żeby sprawdzić, czy nie było wśród nich TW wysłanych za granicę przez komunistyczne służby specjalne. Pod apelem grupy inicjatywnej „Polonia bez agentów” podpisało się już kilkuset Polaków z Australii, Anglii, USA, Kanady, Niemiec. W tych krajach już działają grupy lustracyjne.

Zastępca dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN dr Łukasz Kamiński: – Każda osoba pokrzywdzona ma prawo poznać przeszłość i prawo decyzji, co z tą wiedzą zrobić. Czy ją upubliczni, czy zachowa dla siebie – to zależy już od niej. Nie monitorujemy takich inicjatyw. Traktujemy je jako elementy rzeczywistości.
JÓZEF MATUSZ, j.sad., p.p.

Reklamy