Skandalista – David Irving – Holokaust innymi oczami

Źródło: Rzeczpospolita: Zza biurka Hitlera
09.01.2007

1.

Deportowany z kilku krajów, wielokrotnie aresztowany, na skutek licznych procesów zrujnowany finansowo. W ubiegłym roku David Irving został skazany przez austriacki sąd na trzy lata więzienia za kłamstwo oświęcimskie. Nie odsiedział całego wyroku. Dwa tygodnie temu został zwolniony z więzienia. Brytyjski historyk skarży się, że wydawcy go cenzurują, a ostatnio miewa nawet kłopoty z publikacją swych prac.

Kiedy filolog Luciano Canfora z uniwersytetu w Bari napisał książkę o historii demokracji, w której życzliwie odniósł się do komunizmu, acz zapomniał o gułagach, nikt specjalnie nie protestował. Problem pojawił się w momencie, gdy niemiecki wydawca przerażony apologetyką Stalina odmówił publikacji książki. Profesor natychmiast podniósł wrzawę, oskarżając wydawcę o stosowanie cenzury. Ten drobny incydent nie zagrozi jednak jego karierze na uczelni. O swoją przyszłość może być zupełnie spokojny. Otoczony nimbem męczeństwa będzie się cieszył nie tylko poparciem innych filostalinistów, ale też sympatią przeciętnego liberalnego inteligenta. Zapewne czekają go kontrakty książkowe i naukowe stypendia. Jest bowiem ofiarą nietolerancji.

David Irving nie może liczyć na sympatię opinii publicznej. Pisarz wybrał niewłaściwego socjalistę do wybielania. Irving jest filohitlerowcem, który opublikował biografię wodza III Rzeszy, napisaną – jak sam to określa – „zza biurka” Adolfa Hitlera, w jego optyce.

Dwa wizerunki

Der Führer wyłaniający się spod pióra Irvinga to skomplikowana postać łącząca w schorowanym organizmie nadludzką wielkość z przyziemnością i małostkowością. Z jednej strony Hitler to błyskotliwy polityk, genialny strateg wojskowy, któremu niemieccy generałowie nie dorastają do pięt. Przywódca, który cenił rycerskość i odwagę zarówno swych podwładnych, jak i wrogów. Cenił też Wielką Brytanię i chciał podzielić się z nią władzą nad światem, ale perfidny Churchill odrzucił jego ofertę. Irving twierdzi, że Hitler nie był bezwzględnym przywódcą – kochał Niemców i na każdym kroku starał się oszczędzać wojsko i cywilów. Z czasem jednak dyktator zaczął popadać w coraz większą izolację i w końcu zupełnie stracił posłuch. Irving twierdzi, że Hitler nie miał dobrej orientacji w wielu sprawach, nic prawie nie wiedział o eksterminacji ludności żydowskiej, a jeśli dowiadywał się o niej, to zawsze po czasie. Właściwie nie miał na nią żadnego wpływu, a z pewnością nigdy nie zaplanował „ostatecznego rozwiązania”. Antysemityzm Hitlera to populistyczna poza, retoryka przydatna w okresie demokratycznej walki o władzę, w końcu przez niego porzucona.

Druga twarz Hitlera w wydaniu Irvinga to twarz zwykłego człowieka, dość enigmatycznego w wyrażaniu uczuć i bardzo konsekwentnie strzegącego swojej prywatności. Hitler to taki normalny, przeciętny pan w średnim wieku, nieraz miły i sympatyczny. Co wieczór zapraszał swoich totumfackich i sekretarki na pogaduszki ciągnące się do białego rana. Herbatka, ciasteczka, anegdotki. Czasami towarzystwo urozmaicało sobie czas oglądaniem filmów. Ale wraz z pogarszaniem się sytuacji coraz częściej wpadał w furię i zupełnie nie dopuszczał przeciwnych poglądów. W tym jednak wcieleniu Der Führer jawi się jako hipochondryk, niemal codziennie szprycowany narkotycznymi koktajlami przez swojego lekarza szarlatana. Bezzębny pacjent cierpiący na pogłębiającą się chorobę Parkinsona, zbolały polityk, którego dręczy widmo nadchodzącej śmierci.

Rewizjonizm sowietologiczny

David Irving studiował historię w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. W tym czasie dominującej szkole metodologicznej w świecie anglosaskim przewodził Edward Hallett Carr. Ten słynny naukowiec twierdził – trochę upraszczając – że historia jest tylko kwestią interpretacji. I każda wykładnia dziejów może okazać się równie dobra jak inne.

Moralny relatywizm na intelektualnych szczytach bardzo pomógł rewolucji kulturowej lat sześćdziesiątych. W tym czasie w pogoni za socjalizmem i rewolucją wielu naukowców kwestionowało istnienie totalitaryzmu w państwach komunistycznych. To nastawienie dotyczyło przede wszystkim Związku Sowieckiego.

Irving postanowił zastosować identyczny zabieg metodologiczny w stosunku do III Rzeszy. Profesor Moshe Lewin twierdził, że Lenin był dobry, a tylko Stalin zły. Irving uważa, że prawdziwą odpowiedzialność za wielkie zbrodnie hitleryzmu ponosili Heydrich i Himmler.

Theodore H. von Laue twierdzi, że Lenin i Stalin byli niezbędni, by zmodernizować Rosję. Irving mówi, że Hitler również reformował niemiecką gospodarkę.

Według Isaacka Deutschera Trocki byłby najlepszym kandydatem na następcę Lenina ze względu na swój rewolucyjny dynamizm i antybiurokratyzm. Irving zastanawia się, czy Ernest Röhm reprezentujący skrajne skrzydło NSDAP nie miał racji, gdy chciał szybko doprowadzić nazistowską rewolucję do najbardziej radykalnych rozwiązań.

Inni naukowcy, tacy jak J. Arch Getty, przyjęli podejście socjologiczne. To nie Stalin był odpowiedzialny za terror, tylko legiony „małych Stalinów”, działające oddolnie i spontanicznie, a więc legiony sowieckich biurokratów oraz fanatyków, którzy wykazywali dużo większą inicjatywę niż ich przywódca. Podobnie Irving upiera się, że to nie Hitler był odpowiedzialny za zbrodnie, tylko jego esesmani, czyli ideologiczni ekstremiści, którzy w zbrodniczy sposób interpretowali przemówienia swego wodza. Adolf Hitler nie mógł zbyt wiele wiedzieć czy kontrolować, będąc całkowicie izolowanym w swoim bunkrze.

Istnieje cała szkoła naukowców, którzy w swoich pracach historycznych nagminnie pomniejszali czy wręcz przemilczali zbrodnie komunistyczne. Moshe Lewin na przykład twierdził, że chłopi właściwie sami chcieli kolektywizacji. J. Arch Getty szacował, że w Związku Sowieckim zginęło zaledwie kilkaset tysięcy ludzi, a inny sowietolog – Jerry F. Hough obniżył liczbę ofiar do dziesiątek tysięcy.

Spora część zachodniej sowietologii to usprawiedliwienie masowych morderców i ich zbrodni. David Irving przeniósł ten model sowietologicznego rewizjonizmu do studiów nad III Rzeszą. Perfekcyjnie zaadoptował jego moralny relatywizm oraz styl argumentacji.

Spontaniczna zagłada

Metodę Irvinga najlepiej widać w sposobie, w jaki traktuje on eksterminację Żydów. „Ostateczne rozwiązanie” miało oznaczać jedynie deportację wszystkich Żydów z Europy, a nie masowy mord. Do tragedii doszło bez wiedzy i rozkazu Hitlera. Nie było żadnego planu eksterminacyjnego, wódz III Rzeszy nie wydał rozkazu rozpoczęcia tego rodzaju akcji. To Himmler i jego najbliżsi współpracownicy „deportowali na wschód” europejskich Żydów. Deportacja naturalnie nie miała oznaczać eksterminacji. Niestety, na miejscu szeregowi fanatycy z SS oddolnie przeprowadzili szereg spontanicznych egzekucji. Poza tym – Irving argumentuje tu w sposób znany w Polsce z prac Jana Tomasza Grossa – antysemiccy sąsiedzi sami wymordowali Żydów, wyręczając na początku SS, które dopiero potem przyłączyło się do masakr. Poza tym Żydzi ginęli na skutek epidemii w gettach, bo jak twierdzi historyk, niedostatecznie przestrzegali zasad higieny. Ponadto Irving ma wątpliwości co do istnienia obozów zagłady. Auschwitz to właściwie zbiór przedsiębiorstw przemysłowych, przy których funkcjonował obóz pracy. Irving nie twierdzi wprost, że nie gazowano tam ludzi, raczej stara się pominąć tę sprawę.

Eksterminację Żydów w czasie II wojny światowej traktuje jako serię lokalnych masakr, zwykle oddolnych, w małym lub żadnym stopniu niepowiązanych ze sobą.

To nie koniec. David Irving niezbyt chętnie zastanawia się, ilu Żydów czy Polaków zginęło z ręki narodowych socjalistów. Od czasu do czasu skapuje mu krokodyla łza nad jakimiś masowym mordem ludzi uznanych przez Hitlera za wrogów. Natomiast bardzo dokładnie podlicza, jak wielu niemieckich cywili straciło życie podczas alianckich bombardowań. Stara się przekonać czytelnika, że bombardowania te nie były niczym innym jak masową eksterminacją. Opisuje koszmarne pożary, mówi o setkach tysięcy, a nawet milionach ludzi spalonych lub uduszonych z braku powietrza w zawalonych piwnicach i schronach. W jego opisach niemieckie miasta jawią się jako wielkie obozy zagłady, w których mordowano bezbronnych cywili. Tak, jakby chciał zbudować analogię do prawdziwych obozów śmierci w Generalnym Gubernatorstwie. Porównać piwnice Drezna i innych miast niemieckich do komór gazowych, a domy do krematoriów. Aluzja jest nadto przejrzysta.
2.

Jeszcze bardziej sprytne jest jednak twierdzenie Irvinga, że Holokaustu nie było. Miały miejsce jedynie nieskoordynowane masakry ludności żydowskiej. Polityka III Rzeszy nie była jedną stałą i konsekwentną akcją tępienia Żydów. Przechodziła rozmaite stadia i fazy. Politycy narodowosocjalistyczni rozważali różne rozwiązania, w tym deportacje na Madagaskar, na Wschód, a w końcowej fazie wojny – oddanie Żydów zachodnim aliantom w zamian za dostawy ciężarówek.

Takie uszeregowanie faktów jest rzuceniem wyzwania obowiązującym interpretacjom w historiografii. Szczególnie zagrożone są koncepcje historyków takich, jak Lucy Dawidowicz, która pisała, że wojna przeciw Żydom trwała bez przerwy od 1933 do 1945 roku. Że miała miejsce stała eskalacja prześladowań, której kulminację stanowiły decyzje z 1942 roku oznaczające systematyczny, masowy mord żydostwa europejskiego.

Pozorna logika Irvinga nie wytrzymuje próby, gdy odejdziemy od instytucjonalnego modelu Holokaustu preferowanego przez Dawidowicz i spróbujemy pojąć ten zbrodniczy fenomen, tak jak on tego chce – jako wydarzenie rewolucyjne.

Niewypowiedziane rozkazy

Hitler doszedł do władzy w Niemczech głównie na drodze demokratycznej, toteż III Rzesza powstawała w miarę spokojnie. Przejęcie kontroli nad państwem było wynikiem kompromisu, a nie rewolucyjnej rzezi. Stare, znienawidzone przez narodowych socjalistów elity pozostały w wielu strukturach państwowych. Przedsiębiorcy i arystokraci zachowali w większości swoją własność i przywileje. Działacze konkurencyjnych partii socjalistycznych – komuniści i socjaldemokraci – zostali częściowo wchłonięci przez NSDAP. „Burżuje” i „reakcjoniści” z partii centrowych i konserwatywnych zostali „zasymilowani” przez państwo, a tylko ich nieprzejednani przywódcy zepchnięci na margines, albo – wyjątkowo – byli prześladowani. Obiecywana rewolucja narodowosocjalistyczna sprowadzona została w dużym stopniu do sfery prawa, instytucji i retoryki. W porównaniu ze stalinowskim terrorem w Związku Sowieckim hitlerowskie represje z lat trzydziestych były stosunkowo ograniczone. Narodowosocjalistyczna inżynieria społeczna pozostawała na poziomie marzeń i obietnic. Krępował ją tradycjonalizm społeczeństwa niemieckiego, szczególnie religijny, wytrwale broniony przez Kościół katolicki. Nazistowski radykalizm pozostawał nienasycony. Sen Hitlera o potędze Niemiec, o nowej przestrzeni życiowej nie mógł się spełnić w granicach III Rzeszy. Rewolucja żądała wojny. I tak Hitler traktował wojnę – jako swoją rewolucję.

Jako narodowy socjalista kochający Niemców wolał jednak, aby jej terror dotknął głównie obcych, a szczególnie Żydów.

Przez cały okres III Rzeszy zmagano się z następującym dylematem: jak pogodzić chaos rewolucyjnej anarchii z potrzebą zachowania porządku? Dlatego też praktykę masowego rozstrzeliwania wrogów zastąpiono z czasem metodą przemysłową: gazowaniem. Nowoczesna organizacja masowego uśmiercania pozwalała Hitlerowi na kontynuowanie rewolucji i zachowanie porządku, przynajmniej do pewnego stopnia.

Pod względem liczby ofiar kulminacja Holokaustu miała miejsce jesienią 1942 i jesienią 1943 r. Jego dynamikę i logikę dyktował nie tylko radykalizm nazistowskiej policji i jej formacji pomocniczych, ale również konflikty z konkurencją: narodowosocjalistycznymi urzędnikami cywilnymi, którym natychmiastowa eksterminacja Żydów nie była na rękę, przeszkadzała bowiem w eksploatacji siły roboczej, utrudniała prowadzenie wojny, pogłębiała jej skutki. Apetyt nazistowskich rewolucjonistów rósł jednak w miarę jedzenia. Stąd mordy nasilały się wraz z rozpędzaniem pociągu rewolucji, z upływem czasu, z brutalizacją wojny.

Gdy spojrzymy na eksterminację Żydów jako pozornie chaotyczny fenomen rewolucyjny ograniczony potrzebami wojennymi, Holokaust może się jawić jako logiczna całość. A że historycy nie znaleźli rozkazu Hitlera? Co z tego? Lenin też nie wydał szczegółowego rozkazu, aby mordować stare elity, a bolszewicy i ich sojusznicy masowo eksterminowali białoruczkich. Wystarczyły płomienne mowy Lenina, pełne jadu i nienawiści do „wrogów ludu”. A przecież odpowiedzialność Lenina za masowe mordy jest oczywista.

David Irving sam przyznaje, że Hitler nieustannie występował przeciw Żydom. Narodowy socjalizm oparty był na rasistowskim antysemityzmie. W takim kontekście konkretny rozkaz nie był potrzebny. Narodowosocjalistyczni rewolucjoniści rozumieli podświadomie, o co chodziło. Priorytetem było zwycięstwo, podobnie jak u bolszewików.

Do uchwycenia dziwnej logiki w rozumowanie Irvinga przydatna jest również analogia do odgórnej rewolucji Stalina z okresu 1929 – 1941. Sowiecki przywódca przez różne dyrektywy – propagandowe, administracyjne, policyjne – zorganizował kolektywizację, Wielki Głód, industrializację, Wielką Czystkę, masowe deportacje, gułagi. Zginęły miliony. Odgórną rewolucję przeprowadzali na miejscu oddolnie komunistyczni fanatycy. Posługiwali się machiną państwa. W rozmaitych wypadkach, w ramach wyznaczonych przez intencje Stalina, dochodziło do spontanicznych zachowań, przyspieszania rewolucyjnych „osiągnięć”. Sowiecki dyktator ganił u wykonawców „zawrót głowy od sukcesów”, piętnował „wypaczenia” kadr. „Dziwił się”, kiedy dowiadywał się o „ekscesach”.

Podobnie rzecz się miała z Hitlerem. „Dziwił się”, gdy słyszał o masakrach, choć masowe mordy odbywały się zgodnie z logiką narodowosocjalistycznej rewolucji. Jej założenia powstały odgórnie i wprowadzano ją odgórnie. Wykonanie spadało na rzesze sfanatyzowanych narodowych socjalistów, którzy swoim entuzjazmem pobudzali rewolucję oddolnie. Mieli przy tym do dyspozycji machinę państwa. W tym sensie niemiecki wódz nie musiał znać więcej szczegółów niż Stalin.

Trzecia szkoła

Badaczy Holokaustu na Zachodzie można podzielić na trzy szkoły: intencjonalistów, funkcjonalistów oraz negacjonistów. Pierwsi twierdzą, że od samego początku istniał odgórny plan wymordowania Żydów, jego architektem był Hitler, a III Rzesza zdążała do tego celu od 1933 r. Główny przedstawiciel intencjonalistów to wspomniana już Lucy Dawidowicz. Funkcjonaliści pod wodzą Raula Hilberga twierdzą, że takiego planu nie było, a Holokaust był rezultatem działań niższych szczebli nazistowskiej biurokracji.

Negacjoniści zaś dowodzą, że Holokaustu w ogóle nie było. Ich najbardziej wpływowym przedstawicielem jest David Irving, który redukuje zagładę Żydów do serii spontanicznych pogromów niepołączonych w logiczną całość. Mówi on o spisku milczenia najwyższych funkcjonariuszy hitlerowskiej policji, a szczególnie o intrygach Himmlera i Heydricha, dzięki którym Adolf Hitler nigdy nie dowiedział się o masowych mordach.

Irving podkreśla, że jego metodologia odzwierciedla przyjęty w Wielkiej Brytanii system postępowania sądowego. Jednoznacznie przyznaje więc, że podjął się funkcji adwokata podsądnego. A adwokat w systemie anglosaskim ma obowiązek przedstawić jak najbardziej pozytywny wizerunek swego klienta, całkowicie kwestionując jego udział w zbrodni.

Często wydaje się, że Irving padł ofiarą nazistowskiej propagandy. Na przykład kiedy określa skrytobójczy zamach Herszela Grynszpana na niemieckiego dyplomatę jako syjonistyczną prowokację, a noc kryształową jako syjonistyczna pułapkę, czyli sugeruje, że „syjoniści” sami wywołali pogrom. Nie można zaprzeczyć, że wydarzenia te wywołały na świecie falę sympatii dla ludności żydowskiej, ale jakiemu celowi miałby służyć taki spisek?

W innym miejscu Irving upiera się, że po zabiciu Heydricha zebrało się na wiecu 30 tys. czeskich robotników, by potępić zamachowców. Była to według niego spontaniczna reakcja wdzięczności, gdyż nazistowski protektor miał wprowadzić pierwsze w historii Czech ubezpieczenia społeczne i emerytury dla robotników. Tymczasem instytucja ubezpieczeń społecznych istniała jeszcze za Franciszka Józefa, a ich zasięg został rozszerzony w niepodległej Czechosłowacji. Prawdą jest natomiast, że w czasie niemieckiej okupacji czescy robotnicy otrzymywali większe przydziały żywności niż robotnicy w Rzeszy. Miało to związek ze strategicznym znaczeniem czeskiego przemysłu pozostającego bardzo długo poza zasięgiem alianckich bombowców. Okupant przekupywał żywnością doskonale pracującą na rzecz wysiłku wojennego III Rzeszy czeską siłę roboczą.

Wbrew dokumentom i licznym monografiom Irving twierdzi, że Kościół katolicki popierał NSDAP i Hitlera. Historyk upiera się, że tacy bohaterowie niemieckiego ruchu oporu, jak Martin Niemöller czy Hans Oster byli entuzjastycznymi zwolennikami Hitlera i narodowego socjalizmu, a do opozycji przeszli ze strachu, bowiem czuli, że wojna została przegrana.

Irving w równie nonszalancki sposób pisze o sprawach polskich. Twierdzi, że w latach 1939 – 1943 wysiedlono z zachodniej części Polski do Generalnego Gubernatorstwa „tylko 365 tys. ludzi”. W rzeczywistości ofiar wypędzeń było dwa lub nawet trzy razy więcej. Natomiast tam, gdzie mowa jest o stratach niemieckich, chętnie daje wiarę hitlerowskiej propagandzie, że Polacy zmasakrowali w Bydgoszczy 7 tys. niemieckich cywili we wrześniu 1939 roku.
3.

Nie oznacza to jednak, że prace Irvinga są zupełnie bezwartościowe. Raul Hilberg, jeden z czołowych badaczy Holokaustu, podkreśla, że warto czytać rewizjonistów, a nawet negacjonistów, trzeba znać bowiem ich sposób myślenia. Pomaga to wzmocnić własne argumenty, usprawnić metodologię i zapoznać się z nieznanymi źródłami, a często nawet z zapomnianymi faktami.

Prowokator

David Irving denerwuje wielu historyków nie tylko swoim stosunkiem do zagłady Żydów, ale też złośliwym przypominaniem niewygodnych faktów. Kto wiedział, że w latach dwudziestych Adolf Hitler pisał pod pseudonimem do „New York Timesa” i otrzymywał za to honorarium?

Gdy od jakiegoś czasu polityczna poprawność każe pisać tylko o nazistach, a nie o Niemcach, Irving podaje, że w latach trzydziestych na Hitlera głosowało 90 proc. elektoratu. Historyk twierdzi, że „ta monolityczna solidarność Führera i ludu dotrwała – jak wykazują badania – do samego końca, wbrew temu, co wyobrażają sobie następne pokolenia”. Świętej krowie lewicy, czyli opinii, jakoby powstańcy antykomunistyczni w Hiszpanii byli nazistami, a Franco hiszpańskim Hitlerem, Irving dedykuje następujący cytat z wodza III Rzeszy: „Poparliśmy złego konia w Hiszpanii. Byłoby lepiej gdybyśmy poparli republikanów. Oni reprezentują lud. Zawsze moglibyśmy później przekształcić tych socjalistów w dobrych narodowych socjalistów. Ludzie wokół Franco to są reakcyjni klerykałowie, arystokraci, bankierzy. Oni nie mają nic zupełnie wspólnego z nami, nazistami”.

Profesjonalnych historyków Irving nie zaskoczy niczym szczególnie nowym. Wyjątkiem mogą być mało znane fakty bądź ich interpretacje. Nie należy jednak go lekceważyć, mimo że z punktu widzenia standardów akademickich jego dzieła trzeba traktować jako naukowy ekwiwalent amerykańskiego musicalu ” Springtime for Hitler”. Trzeba bowiem pamiętać, że dla zwykłego czytelnika jego książki są nierzadko jedynym źródłem wiedzy o III Rzeszy.

Rewizjonizm Irvinga nie jest na pokaz. Pisarz namalował swój apologetyczny portret Hitlera na podstawie wieloletnich pracowitych badań w kilkudziesięciu archiwach i prywatnych zbiorach na całym świecie. Tu nie chodzi li tylko o sprzedaż książek. Irvingowi podoba się system narodowosocjalistyczny, uważa go za lepszy od ustroju liberalno-demokratycznego, a do tego lubi i podziwia Hitlera. Z aprobatą cytuje jego opinie, że „cudzoziemiec”, najpewniej „Anglik”, sympatyzujący z Niemcami i dobrze je znający, lepiej zrozumie wodza III Rzeszy niż niemieccy historycy. Hitler spodziewał się, że ten cudzoziemiec zdobędzie się na „obiektywne i sprawiedliwe potraktowanie” Führera. W tym hitlerowskim sensie misja Irvinga została spełniona…

Wybitny sowietolog brytyjski Robert Conquest porównał stalinofila Luciano Canforę do hitlerofila Davida Irvinga. Obaj są siebie warci. I postawę obu odzwierciedla ulubione powiedzenie Adolfa Hitlera: „Zupełnie mnie nie obchodzi, co przyszłe pokolenia mogą sobie pomyśleć”. Niestety, z dwóch apologetów zła tylko Irving jest wyklęty przez obecne pokolenie.
Marek Jan Chodakiewicz
David Irving „Hitler’s War and the War Path”, Focal Point Publication, London 2002 r.

Reklamy