Egzekucja Husajna

Źródło: Rzeczpospolita: Zabijanie Husajna

06.01.2007

Ludzi Zachodu ciągnie w stronę przemocy, szczególnie przemocy wizualnej. I nie różnimy się tym specjalnie od muzułmanów, których kulturę lubimy nazywać niecywilizowaną

Saddam Husajn w ostatnich chwilach życia: niezaciągnięta pętla na szyi, siwa broda, puste oczy, usta poruszające się w niemej modlitwie, a może przeklinające los… I w chwili poruszenia zapadni szafotu – cięcie. Zamazane, ziarniste kształty, plamy światła i koniec.

Tak miała wyglądać oficjalna wersja egzekucji jednego z najgorszych dyktatorów XX wieku. Żadna „normalna” telewizja, żaden „szanujący się” internetowy serwis informacyjny nie posunął się dalej. Jednak w chwili, gdy eksperci BBC i CNN rozważali na antenie moralne „za i przeciw” ujawnienia bądź ukrycia pełnego obrazu egzekucji Saddama, wideo pokazujące wszystko – bez skrótów – już kursowało po telefonach komórkowych Irakijczyków i witrynach internetowych na całym świecie.

Anonimowy operator, który nagrał śmierć Saddama na swojej komórce, musiał stać u stóp szafotu, ujęcia pokazują skazanego od dołu, schowanego za poręczami konstrukcji, ginącego w cieniach sali egzekucyjnej, która przypomina jakąś rozpadającą się stróżówkę. I do tego ten dźwięk. Tak samo zdeformowany jak obraz, gubiący słowa modlitwy Saddama pod okrzykami prowokujących go świadków egzekucji: ” Muktada! Muktada! Muktada!”. To imię dowódcy szyickiej milicji Muktady al Sadra, która sieje dziś popłoch w Iraku. Ojciec Muktady został zamordowany na rozkaz Saddama. Przekaz ze strony jątrzycieli jest jasny: „Przypomnij sobie, sunnicki psie, za co stoisz na tym szafocie. I pamiętaj, że to teraz szyicki kraj”.

„I wy to nazywacie odwagą?” – pyta Saddam i jest to niezwykła odpowiedź jak na człowieka w obliczu śmierci. Trzeźwa, ironiczna nawet, bez cienia strachu, pełna godności. Pełna godności? Jak to, przecież mówimy o despocie, który ma na sumieniu śmierć co najmniej kilkuset tysięcy ofiar. Tylko subtelni ludzie Zachodu zamroczeni swoim bogactwem i spokojem mogą odnaleźć ślady godności w bandycie. Mówimy przecież o mordercy obywateli własnego państwa, barbarzyńcy, który prowadzał własnych synów na publiczne egzekucje… A jednak to prawda. Jedynym aktorem tego krótkiego filmu o zabijaniu, który zachowuje na nim odrobinę godności, jest Saddam Husajn.

Po co zrobiono ten film? Dlaczego – co przyznają przedstawiciele władz irackich – grupie około 20 osób obecnych przy egzekucji nie próbowano nawet odebrać komórek? Z głupoty czy wyrachowania? Przecież z pewnością na salę nie wszedł nikt z bronią, dlaczego zatem, skoro wszystko miało być ściśle tajne, zostawiono im telefony z funkcją wideo? Dlaczego nikt nie zabrał aparatu mężczyźnie, który nagrał film, nawet obecny na sali doradca rządu ds. bezpieczeństwa Mowaffak al Roubaie? To są pytania o dwa wymiary tej egzekucji: polityczny i czysto ludzki. Odpowiedź na pierwsze może pokazać, kto zyska na fakcie, że świat zobaczył moment ostatecznego upokorzenia tyrana, odpowiedź na drugie pozwoli być może zrozumieć, dlaczego wszyscy na tym stracimy.

Dziś cały świat jest oburzony ujawnieniem całości egzekucji. Nawet najwięksi zwolennicy skazania i stracenia Saddama nie chcą bronić tego filmu. Rząd iracki rozpoczął śledztwo w sprawie wycieku, ale co to za śledztwo? Prowadzą je przecież władze pozbawione autorytetu, wyczerpane krwawym konfliktem, zrozpaczone własną nieumiejętnością opanowania sytuacji. Premier Nouri al Maliki przyznał przed kilku dniami, że najchętniej ustąpiłby ze stanowiska jeszcze przed końcem kadencji. Czy w tej sytuacji można liczyć na ustalenie tożsamości operatora, który wstrząsnął światem? A jeśli nawet, to co z tego? Irakijczycy oglądają dziś egzekucje Saddama jak najlepszy show w mieście. Za co niby karać winnego wycieku? Za pokazanie, jak wyglądała śmierć jednego z najbardziej znienawidzonych ludzi w Iraku? Za prowokowanie sporów wśród Irakijczyków? Przecież chaos w tym kraju widoczny jest dla każdego, kogo nie znudziła jeszcze monotonia codziennych zamachów w Iraku. Jakkolwiek odrażający jest ten film, może powinniśmy być za niego wdzięczni, bo pokazuje bezwzględną prawdę o podziałach w kraju.

Amerykanie twierdzą, że cały skandal wybuchł, ponieważ przed egzekucją oddali Saddama Irakijczykom. Zapewne mają rację, jednak musieli się liczyć z możliwością komplikacji – w końcu wiedzą, jak trudna jest sytuacja władz irackich. A skoro tak, to rodzą się dziesiątki politycznych teorii spiskowych.

Dlaczego zaryzykowali i pozwolili, by wydarzenie, które miało być aktem irackiej sprawiedliwości, stało się kolejnym przejawem braku kompetencji władz? A może Amerykanom zależało, aby świat zobaczył upokorzenia Saddama? I nie chodzi oczywiście o Europejczyków zdegustowanych barbarzyństwem tego widowiska, ale o muzułmanów w Iraku i innych krajach. Może wyciek miał być ostrzeżeniem Amerykanów i rządu irackiego wobec szyitów i samego Muktady al Sadra, a może wręcz przeciwnie – posłaniem dla sunnitów, którzy przecież dominują w świecie muzułmańskim? Może miało ono dać im prosty przekaz: Zobaczcie, jak ważne jest, byście nie poddali się w Iraku. Skoro szyici traktują jak psa nawet Saddama, mogą tak potraktować każdego z was.

Zamiast zgłębiać (i to raczej bez realnych szans na sukces) teorie spiskowe, można po prostu przyjąć, że chodziło przede wszystkim o zwykły akt zemsty na bandycie. Trzeba przyznać – udany. Anonimowy operator komórki zdołał bowiem uczynić ze śmierci, która miała być tajna, a przynajmniej kontrolowana – egzekucję publiczną. Ale zanim utoniemy w oburzeniu na prymitywne instynkty Irakijczyków, popatrzmy, czym w istocie był ten filmowy wyciek.

Przede wszystkim był on zaproszeniem większej części narodu do udziału w imprezie. Do egzekucji katów wybrały władze Iraku – spośród setek mejlowych zgłoszeń ofiar Saddama. Nie wszyscy mogli go zabić, ale dzięki filmowi wszyscy mogą się cieszyć z jego upokorzenia. Tak jak w średniowiecznych publicznych egzekucjach, jak przy paleniu na stosie czarownic – społeczność po prostu przecięła wrzód, wrzuciła chwast do ognia, a przy okazji ostrzegła potencjalnych morderców przed skutkami ich czynów.

Zabicie w imię prawa zawsze służyło czemuś więcej niż tylko wymierzeniu sprawiedliwości. W dawnych czasach, i to nie bardzo dawnych, na publiczne egzekucje przychodziły całe rodziny. Również w Polsce. Po wojnie strażników obozu koncentracyjnego w Majdanku powieszono na oczach tysięcy osób. Sfilmowano egzekucję i pokazywano ją potem w kinach. Gdy w 1946 roku wykonywano wyrok na kacie Kraju Warty ( Warthegau) Arturze Greiserze, niedaleko szubienicy sprzedawano lody, ciastka i napoje. Rodzice przyprowadzali przecież dzieci, wśród których potem zabawa w wieszanie stała się niezwykle popularna. Tak jak i po śmierci Saddama – jak podały agencje, w Pakistanie 9-letni chłopiec powiesił się podczas zabawy w śmierć Saddama, którą zobaczył na ekranie.

Dziś, dzięki Internetowi, w zemście na Saddamie możemy uczestniczyć wszyscy. I uczestniczymy milionami. Kilka dni temu oglądałem spektakl „Egzekucja Saddama” na portalu Google Video jako 4 886 000 035. osoba. Ocena internautów: 5 gwiazdek na 6 możliwych, czyli jest jeszcze miejsce na poprawę jakości – może technicznej, może zabijania. Nasza odrębność cywilizacyjna jakoś nie stawia tamy, gdy jest okazja zobaczyć, jak ginie dyktator. Nas, ludzi Zachodu, ciągnie w stronę przemocy, szczególnie przemocy wizualnej. I nie różnimy się specjalnie od muzułmanów, których kulturę lubimy nazywać niecywilizowaną.

W 2004 roku Amerykanie przeżyli horror związany z ujawnieniem tortur w więzieniu Abu Ghraib. I nie chodziło o „dzikich” przecież wyznawców islamu, ale o żołnierzy amerykańskich, którzy robili sobie zdjęcia u boku ofiar i chwalili się swoimi trofeami, wymieniali je między sobą, wysyłali mejlem na cały świat, zachowywali na pamiątkę. Po co? By pokazać wnuczkom? By chwalić się nimi na zlotach weteranów i na imieninach u cioci?

Powie ktoś, że żołnierze z Abu Ghraib to wrzód na zdrowym ciele Ameryki, nieporównywalny do gejzera nienawiści bijącego w świecie islamu. Czyżby? Skandal w Abu Ghraib pokazał najdobitniej w ostatnich latach, jak przemoc i barbarzyństwo wkraczają pełną parą w strefę „rozrywki”, w której żyje przeciętny człowiek Zachodu, jak brutalność, gwałt, wykorzystywanie seksualne, tortury stają się częścią normalnego środowiska, w którym przebywamy. Makabra, rozpad, obsesja ciała to przecież tematy dyżurne tej cywilizacji. W roli bohaterów kultury masowej występują seryjni zabójcy i wielokrotni gwałciciele, a w kinie trudno znaleźć film, w którym paru nastolatków nie tnie piłą automatyczną koleżanki z klasy. Smród i odpadki stają się najbardziej namacalnym świadectwem naszego bytowania na ziemi.

Zestawienie szafotu Saddama z ikonami zachodniego upadku z Abu Ghraib wskazuje na jeszcze jeden znak czasu. Dziś wszyscy możemy być rejestratorami współczesności. Żołnierze z Abu Ghraib weszli w rolę dziennikarzy – tradycyjnie to przecież zawodowi reporterzy rejestrowali obrazy wojny. Anonimowy operator spod szafotu Saddama odebrał natomiast władzę „oficjalnemu” kamerzyście, który filmował egzekucję na zlecenie rządu. Stał się łącznikiem między wydarzeniem a milionami odbiorców na całym świecie. Rozbił tabu, jakim w naszej cywilizacji ciągle pozostaje obraz śmierci człowieka.

Owszem, obraz śmierci i rozkładu pojawiał się od stuleci w sztuce, ale dla kogoś takiego jak Caravaggio czy Bosch ciało było przykładem realistycznego piękna zawierającego w sobie również wymiar moralny, czyli pełnię prawdy o człowieku. Dla Rembrandta, cytującego go trzy stulecia później Francisa Bacona czy Soutina rozkładające się mięso miało być symbolem nieuniknionego rozpadu, ale również zapowiedzią przejścia do prawdziwego życia.

Najpełniejszym zobrazowaniem tej wizji w sztuce i zbiorowym doświadczeniu Zachodu stała się męka, ukrzyżowanie i złożenie do grobu, a następnie zmartwychwstanie Chrystusa.

Dziś w zdjęciach męczarni więźniów Abu Ghraib czy upodlenia Saddama Husajna nie ma zapowiedzi zmartwychwstania. Jest poszerzenie sfery wyboru, którą wielu ludzi utożsamia z wolnością. Poszerzenie o prawo do bycia barbarzyńcą, prawo do nienawidzenia innych, prawo do zemsty.

Irak jest tym boleśniejszym przejawem kryzysu współczesnego świata, że za to, co dziś dzieje się w tym kraju, odpowiedzialność ponosimy wszyscy, którzy wspieramy jego okupację. Nie ma sensu odwracać wzroku od tego filmu, bo to my jesteśmy częścią irackiego problemu i to my zaprowadziliśmy despotę Saddama na szafot.

Dlatego zdjęcia z jego egzekucji to nie jest wyłącznie jakaś aberracja moralna ani przejaw barbarzyństwa szyitów. To również nasze własne odbicie, jak kiedyś w balzakowskim lustrze przechadzających się po gościńcu. Dziś zamiast lokalnej powieści obyczajowej mamy globalny Internet, ale to tylko różnica w formie.

Dariusz Rosiak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s