Wolność słowa wg polskiej lewicy

Źródło: Rzeczpospolita: Rewolucja u bram
06.01.2007

Przed tygodniem napisałem, że ostatni rok przyniósł Polsce więcej wolności. Koniec – twierdziłem – z żandarmami, którzy stoją na straży tego, co wolno nam myśleć i mówić. Jednak licho nie śpi. Wciąż pojawiają się ludzie, których swoboda wygłaszania opinii mierzi. I nie są to tylko krótko ostrzyżeni młodzieńcy, których odurza wojskowy dryl i krótki wąsik. Nie. Okazuje się, Boże, jaki ja byłem naiwny, że dziś w modzie są właśnie zwolennicy wykluczania. Przesadzam? Koloryzuję? Skądże znowu. Czytam po prostu.

„Celem lewicy nie jest zatem, jak to nieraz można usłyszeć, walka z wykluczeniem jako takim, ale walka o ustawienie granic tego pola w zgodzie z własnymi ideałami. A zatem o wykluczenie z niego na przykład rasistowskich albo homofobicznych głosów. Celem nie jest zatem jakiś nierealizowalny pełen pluralizm, ale stworzenie przestrzeni, w której pewne praktyki, uważane przez lewicę za szkodliwe, staną się niedopuszczalne”. Pięknie i szczerze powiedziane. A są to słowa Sławomira Sierakowskiego ze wstępu do dzieła Slavoja Żiżka, który to komentuje pisma Lenina. Ponoć Żiżek – twierdzą tak zgodnie „Gazeta Wyborcza” i „Dziennik” – to bardzo wybitny myśliciel. Ani chybi. No bo czyż wielką myślą nie jest stwierdzenie, że tym, co w Leninie wielkie, jest Trocki? Ot, zwykły czytelnik powiedziałby raczej, że tym, co w Leninie ważne, jest Lenin, a tym co w Trockim – Trocki, ale… dosyć tego burżuazyjnego dzielenia włosa na czworo.

Ważne jest co innego. Pierwszy raz w Polsce tak wyraźnie został sformułowany, i to przez publicystę należącego do tzw. mainstreamu, postulat wykluczenia z debaty inaczej myślących. Szkoda tylko, że autor owego wiekopomnego wstępu nie pokazał, jak to zrobić.

Dzisiejsi lewicowcy to mimo wszystko mięczaki. Zachłystują się retoryką rewolucyjną i tyle. A tu trzeba jak towarzysz Lenin. Zamiast ględzić o „tworzeniu przestrzeni”, trzeba „zamknąć burżuazyjne gazety kontrrewolucyjne, skonfiskować ich drukarnie, uczynić prywatne ogłoszenia w pismach monopolem państwowym i przekazać je do gazety rządowej”. Proste? No to teraz czekam, kiedy nowa lewica to wykona.
Paweł Lisicki

Reklamy