Inwestorzy z Bliskiego Wschodu inwestują w Europie

Źródło: Rzeczpospolita: Szejkowie ciągną do Europy
20.01.2007

Dżin to demon, który według arabskich legend powstał z płomienia. Posiada nadnaturalną moc i strzeże skarbów. Jest niewidzialny, ale może przybrać postać potwora, zwierzęcia lub człowieka. Kibice klubu piłkarskiego Liverpool nie mają wątpliwości: w Wielkiej Brytanii dżin zmaterializował się jako szejk Mohammed bin Rashid al Maktoum, który pod koniec ubiegłego roku kupił słynną angielską drużynę za 885 mln dolarów

Cena jest zawrotna, ale na władcy Dubaju oraz premierze i wiceprezydencie Zjednoczonych Emiratów Arabskich wydatek nie zrobił większego wrażenia. Kibicom obiecał nowy stadion za blisko 400 mln dolarów i zapowiedział kolejne inwestycje na Starym Kontynencie.

Zakupy w Europie stały się niezwykle modne wśród bliskowschodnich szejków, których portfele wypchane są petrodolarami. Ekonomiści szacują, że tylko w latach 2005 – 2007 państwa znad Zatoki Perskiej na handlu ropą zarobią na czysto 587 miliardów dolarów. Większość tej sumy trafi na prywatne konta władców oraz członków ich rodzin. Na Starym Kontynencie szejkowie wykupują nie tylko markowe ciuchy w butikach Fendi, Louis Vuitton czy Versace, ale także akcje europejskich koncernów. Przejmują na własność mniejsze firmy. Inwestują w niemal każdej branży. Liczą, że dzięki temu zapewnią dostatnie życie swoim dzieciom oraz kolejnym pokoleniom poddanych, kiedy wyczerpią się zasoby złóż naftowych.

Najazd szejków na europejskie rynki nie dziwi analityków. Zdaniem Moshina Khana, dyrektora departamentu Bliskiego Wschodu w MFW, na świecie jest niewiele rynków, które są w stanie wchłonąć ogromną falę arabskich inwestycji.

Zniechęceni do Ameryki

Pomnażaniem fortuny perskich władców zajmują się specjalne fundusze inwestycyjne, które powstały nawet w najmniejszych emiratach. Według szacunków banku Standard Chartered na całym świecie zarządzają już majątkiem o wartości 1,5 biliona dolarów. Ostatnio najchętniej inwestują w Europie, bo po zamachach terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych amerykański rząd nieprzychylnie patrzy na arabskich inwestorów.

Szejk Mohammed bin Rashid al Maktoum śmiertelnie obraził się na Amerykanów, kiedy w marcu ubiegłego roku uniemożliwili jego firmie Dubai Ports przejęcie portów w Nowym Jorku, New Jersey, Filadelfii, Baltimore, Nowym Orleanie i Miami. Amerykańscy kongresmeni zgłaszali również zastrzeżenia do przejęcia przez inwestorów z Dubaju firmy Doncasters produkującej podzespoły wykorzystywane m.in. przez amerykański przemysł zbrojeniowy. W dodatku we wrześniu ubiegłego roku do sądu w Miami wpłynął pozew przeciwko szejkowi o zatrudnienie 30 tys. nieletnich chłopców, którzy w ciągu ostatnich 30 lat brali udział jako dżokeje w organizowanych w Dubaju wyścigach wielbłądów. Al Maktoum rozkazał natychmiast odesłać do domu wszystkie dzieci pracujące w jego stajniach, ale był wściekły, bo amerykański sąd popsuł jego ulubioną zabawę. Tegobyło już za wiele. Szejk przestał odwiedzać swoją ogromną stadninę koni na Florydzie i postanowił, że będzie inwestować głównie w Europie.

Biznesową strategię układa w położonej pod Londynem niewielkiej wiosce Windlesham. Tutaj al Maktoum oraz jego dwaj bracia kupili ogromne rezydencje. Wśród nich także wartą 139 mln dolarów posiadłość Updown Court – najdroższy dom na świecie. Rodzina szejka ma w nim do dyspozycji 103 pokoje, pięć basenów, prywatne kino mogące pomieścić 50 widzów oraz kręgielnię. Sąsiedzi al Maktouma pieszczotliwie nazywają go szejk Mo, inni mówią o nim królik – to aluzja do seksualnych możliwości władcy Dubaju. Szejk ma dwie żony, siedmiu synów i dziewięć córek. Kiedy cała rodzina przyjeżdża do Windlesham, mieszkańcy wioski podziwiają kawalkadę kilkunastu luksusowych mercedesów i rolls-royce’ów majestatycznie przemierzających centrum miejscowości.

Al Maktoum doskonale czuje się w Wielkiej Brytanii i chętnie wydaje i inwestuje tu swoją fortunę szacowaną na blisko 28 mld dolarów. W sierpniu ubiegłego roku kontrolowany przez al Maktouma fundusz inwestycyjny Dubai International Capital (DIC) kupił za ponad miliard dolarów firmę Travelodge. Spółka prowadzi sieć blisko 300 hoteli w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Hiszpanii. Niespełna rok temu Dubai Ports wyłożyło 7 mld dolarów na przejęcie brytyjskiej firmy P & O – pod względem wielkości czwartego na świecie operatora morskich terminali. Brytyjczycy bez protestu oddali szejkowi władzę nad P & O, choć założona sto siedemdziesiąt lat temu firma nigdy nie miała obcego udziałowca. W marcu 2005 roku DIC kupił za ponad 1,5 mld dolarów firmę Tussauds, do której należą m.in. słynne londyńskie Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud oraz ustawiona nad brzegiem Tamizy ogromna widokowa karuzela London Eye. Natomiast dwa lata temu fundusz nabył za miliard dolarów akcje koncernu motoryzacyjnego DaimlerChrysler, produkującego rozchwytywane nad Zatoką Perską mercedesy. DIC posiada 2 proc. udziałów i jest trzecim co do wielkości akcjonariuszem firmy.

Petrochemiczne inwestycje za petrodolary

Akcje DaimlerChryslera kupili także Kuwejtczycy, którzy kontrolują już pakiet ponad 7 proc. papierów wartościowych koncernu. Wśród największych udziałowców Arabów wyprzedza tylko Deutsche Bank, do którego należy przeszło 10 proc. akcji DaimlerChryslera. Na Starym Kontynencie kuwejccy szejkowie inwestują również w przemysł petrochemiczny, choć przecież nie mogą narzekać na brak rafinerii we własnym kraju. Kontrolowana przez emira Kuwejtu Sabaha al Ahmad al Jaber al Sabaha firma Kuwait Petroleum Corporation już na początku lat dziewięćdziesiątych kupiła sieć stacji paliwowych we Włoszech. Razem z włoską firmą paliwową Agip zarządza rafinerią w Milazzo. Sprzedaje paliwa w Szwecji, natomiast w Belgii odkupiła stacje benzynowe od koncernów BP i Aral.

Akcje europejskich firm petrochemicznych skupuje także szejk Khalifa bin Zayed al Nahayan, prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz władca Abu Zabi. Należąca do władz emiratu firma International Petroleum Investment Company posiada ponad 17 proc. udziałów austriackiego koncernu paliwowego OMV. W październiku 2005 roku kosztem ponad 700 milionów euro przejęła kontrolę nad przedsiębiorstwem Borealis, jednym z największych w Europie producentów plastikowych rur, przewodów i podzespołów motoryzacyjnych.

Wszystkie decyzje dotyczące inwestycji zagranicznych zapadają w siedzibie funduszu inwestycyjnego Abu Dhabi Investment Authority (ADIA), 40-piętrowej szklanej wieży, która góruje nad stolicą emiratu. ADIA to bardzo potężna i tajemnicza organizacja. Od momentu powstania trzydzieści lat temu nie wydano żadnego raportu opisującego jej działalność. O tym, gdzie inwestują szejkowie z Abu Dhabi, analitycy rynku finansowego dowiadują się z komunikatów innych spółek. Nieoficjalnie wiadomo, że ADIA zarządza majątkiem o wartości ok. 700 mld dolarów. To prawdopodobnie największy fundusz inwestycyjny na świecie. Khalifa bin Zayed al Nahayan może sobie pozwolić na kosztowne inwestycje, bo budżet jego państewka co miesiąc zasilają ponad 3 mld dolarów zarobione na sprzedaży ropy naftowej.

Disneyland i inne nieruchomości

Fortunę na zakup europejskich firm wydał także saudyjski książę al Waleed bin Talal Alsaud. Ten pięćdziesięciolatek zdobył swój majątek – szacowany przez magazyn „Forbes” na 20 mld dolarów – w nietypowy sposób, jak na członka rodziny królewskiej. Sam zarobił każdego dolara. W 1980 roku za pożyczone od ojca 30 tys. dolarów założył Kingdom Holding Company. Doradzał zagranicznym firmom, które zamierzały wejść na saudyjski rynek. Ale wkrótce zorientował się, że większe zyski daje skupowanie i sprzedawanie akcji firm, z którymi współpracował. Szybko stał się właścicielem pakietu udziałów amerykańskich koncernów: AOL, Apple Computers, News Corp., Citigroup i Motoroli.

Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczął inwestować również w Europie. W 1994 roku kupił akcje holenderskiej firmy budowlanej Ballast Nedam Group, specjalizującej się w budowie tam i stadionów piłkarskich, oraz za 350 mln dolarów nabył blisko jedną czwartą udziałów Disneylandu wybudowanego pod Paryżem. Rok później przystąpił do spółki Canary Wharf, która w opuszczonych londyńskich dokach wzniosła nowe centrum finansowe Wielkiej Brytanii. Wartość projektu to grubo ponad miliard dolarów. Na Starym Kontynencie książę inwestuje również w nieruchomości, m.in. za 185 mln dolarów kupił hotel George V w Paryżu i wydał na jego remont kolejne 120 mln dolarów.

Na europejskich inwestycjach skupił się, podobnie jak szejk Mohammed bin Rashid al Maktoum, po zamachach terrorystycznych w 2001 roku. Tuż po ataku na World Trade Center zaoferował swoją pomoc, jednak burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani nie przyjął od księcia czeku na 10 mln dolarów. Urażony al Waleed bin Talal Alsaud dofinansował 20 mln dolarów rozbudowę paryskiego Luwru i postanowił przenieść swoje międzynarodowe biuro na Stary Kontynent.

Swoim imperium kieruje z pokładu luksusowego jachtu „Kingdom 5KR” zacumowanego w Antibes na francuskim Lazurowym Wybrzeżu. Wybudowana we włoskiej stoczni łódź to prawdziwy pałac na wodzie. Książę ma do dyspozycji 11 luksusowo wyposażonych kajut, wykończonych drewnem tekowym i masą perłową. Na pokładzie znajduje się kino, sauna, basen, a nawet miniaturowy okręt podwodny. Jacht zachwycił hollywoodzkich scenarzystów, którzy postanowili wykorzystać go w filmie o Jamesie Bondzie „Nigdy nie mów nigdy więcej”. Między swoim pałacem w Rijadzie a Niceą podróżuje flotą prywatnych odrzutowców składającą się z: Boeingów 747 i 767, Airbusa 340 oraz Hawkera Siddeley 125800A. Na lotnisko książę zazwyczaj zajeżdża rolls-royce’em phatomem.

Jednak można go zobaczyć podróżującego także daewoo matizem. To pamiątka po inwestycji w akcje koreańskiego koncernu motoryzacyjnego. Poddani księcia żartują, że za kierownicą autka wygląda jak dżin zamknięty w lampie Aladyna.

Nad Wisłą

Arabscy inwestorzy coraz częściej zaglądają także do Polski. W czerwcu 2002 roku wizytę w Senacie złożył emir Kataru, szejk Hamad bin Khalifa al-Thani. W dwa lata później Dolny Śląsk wizytowała delegacja biznesmenów z tego kraju. Odwiedzili Polanicę-Zdrój, Duszniki-Zdrój i Lądek-Zdrój. Interesowali się tamtejszymi uzdrowiskami.Arabskich inwestycji jest niewiele, ale na naszym rynku działają już pierwsze bliskowschodnie przedsiębiorstwa. Wśród nich jest saudyjska firma Zamil Steel – producent stalowych hal, w których urządzane są magazyny, fabryki, hipermarkety oraz obiekty sportowe. Biuro w Warszawie otworzyła również firma Sabic jeden z największych na świecie koncernów petrochemicznych, którego centrala znajduje się w Rijadzie. Arabscy inwestorzy chętnie lokują pieniądze na warszawskiej giełdzie, gdzie inwestują przez brytyjskie i luksemburskie fundusze inwestycyjne. – Inwestorzy z Kataru skupili już udziały polskich spółek o wartości 60 mln dolarów – mówi Marek Kubicki, redaktor naczelny serwisu internetowego arabia.pl.
Jarosław Olechowski

Reklamy