Demokracja w Rosji

Źródło: Rzeczpospolita: Monachijskie straszenie
13.02.2007

Eksperyment demokratyzacji dawnego imperium poniósł porażkę. Jaskrawym przykładem tej klęski było onegdajsze wystąpienie rosyjskiego cara gazu i nafty, prezydenta Putina na monachijskiej konferencji politycznych elit z Zachodu i Wschodu – pisze politolog i sowietolog

Straszenie bliższych i dalszych sąsiadów Rosji zemstą za nieposłuszeństwo jest ulubionym chwytem Kremla od czasów niewoli mongolskiej. Czynił to car Iwan Groźny, kontynuował Piotr Wielki. Mało tego, metoda groźby i nacisku spodobała się nawet pochodzącej z Niemiec carycy Katarzynie. Skorzystali z tego ich bolszewiccy następcy pod wodzą zrusyfikowanego Gruzina Dżugaszwilego-Stalina i nie wykorzenili metody tej postkomunistyczni władcy Jelcyn i Putin.

„Rosja tylko raz była wolna – powiedział kiedyś jeden z dysydentów – kiedy przed Niemcami uciekło NKWD, a gestapo jeszcze nie przyszło”. Istotnie eksperyment demokratyzacji dawnego imperium poniósł porażkę. Jaskrawym przykładem tej klęski było onegdajsze wystąpienie rosyjskiego cara gazu i nafty, prezydenta Putina na monachijskiej konferencji politycznych elit z Zachodu i Wschodu. Jej organizatorem jest mój dawny student z Wolnego Uniwersytetu w zachodnim BerlinieHorst Teltschik, syn wysiedlonych z Czechosłowacji Niemców sudeckich. Karierę zaczął od pracy w kancelarii ówczesnego kanclerza Helmuta Kohla, a potem wszystko poszło jak po maśle. Był głównym lobbystą koncernu samochodowego BMW w Monachium, koncernu Bertelsmanna, a do niedawna producenta amerykańskich samolotów Boeing.

Przed kilku laty Teltschik przejął kierownictwo nieformalnego Towarzystwa Nauk Wojennych, które dawniej urządzało w Monachium nudne dyskusje wśród wojskowych i dyplomatów. Odkąd jednak kierownictwo przejął gibki Teltschik, zebrania zajaśniały stylem i poziomem.

Tak się też stało teraz, dzięki Putinowi. Władimira Władimirowicza zna Niemców od podszewki – jeszcze z czasów, kiedy służył jako agent zagranicznego biura KGB w enerdowskim wówczas Dreźnie. Stąd znajomość niemieckiego nie tylko u niego, ale i u dzieci, co zresztą bardzo imponowało ówczesnemu kanclerzowi Schröderowi, który po przegranych wyborach poszedł na służbę w koncernie Gazprom. Proklamując putinowską doktrynę nowego imperium, jej autor obrał korzystny czas. Francja jest unieruchomiona prezydenckimi wyborami, Anglia – upadkiem Blaira, Włochy i Hiszpania – wewnętrznymi sprawami. Na placu boju pozostały wśród „imperialistów” tylko Niemcy.

Ale Niemcy są miękkim podbrzuszem zachodniego obozu z dwóch powodów: zależności od rosyjskich surowców, głównie gazu i nafty, oraz mocnych rusofilskich ciągotek z dawnych i nowych czasów. Putin się nie pomylił.

Siła rosyjskiej pięści sprawiła, że prawie wszyscy niemieccy dyskutanci poszli za Putinem, szczególnie przywódca socjaldemokratów Beck, a po nim kierownik specjalnej misji niemieckiej w USA Voigt. Obecna na sali trójka rządu Niemiec, kanclerz Merkel, minister spraw zagranicznych Steinmeier i szef resortu obrony Jung, zachowywała się tak, jakby nie dosłyszała, co mówił Putin.

Bohdan Osadczuk
Autor jest ukraińskim politologiem i sowietologiem, profesorem i wieloletnim wykładowcą uniwersytetu w Berlinie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s