Polska nie powinna być klientem USA

Źródło: Rzeczpospolita: Polska nie powinna być klientem USA
13.02.2007

Jeśli Polska automatycznie zaakceptuje wątpliwą nawet pod względem technicznym propozycję tarczy antyrakietowej, to nie przysłuży się budowaniu wzajemnego zaufania. Polska powinna wyraźnie mówić, kto jest jej przyjacielem. Jeśli są nim USA – to dobrze. Gorzej, gdy rolę przyjaciela zamienia się na rolę klienta – mówi strateg polityki zagranicznej Kremla

Rz: Przemówienie rosyjskiego prezydenta na konferencji w Monachium wywołało konsternację na Zachodzie. Zaczęto nawet mówić o sięgnięciu przez Władimira Putina po retorykę z czasów zimnej wojny. Skąd tak ostry ton?

Gleb Pawłowski: Nie uważam, żeby było to ostre wystąpienie. Było ono konkretne. Prezydent mówił o zasadach i chciał, żeby każdy jasno zrozumiał, iż Rosja nie akceptuje określonego stylu i filozofii w polityce. Putin przemówił w pewnym sensie w imieniu wielu państw świata dosyć krytycznie postrzegających hegemonię USA. Skrytykował on uzurpowane przez Zachód prawo do narzucania reszcie świata norm postępowania. Wystąpił przeciwko amerykańskiej tarczy antyrakietowej w centralnej Europie jako symbolu prymatu USA na arenie międzynarodowej.

Amerykanie twierdzą, że tarcza antyrakietowa nie jest skierowana przeciwko Rosji. Skąd więc tak zaciekła krytyka zamiarów jej rozmieszczenia w Polsce i Czechach?

Argumenty USA dopuszczają tylko dwie możliwości interpretacji. Jeśli założymy, że tarcza ma chronić Amerykanów przed Iranem i Koreą Północną, to musimy stwierdzić, iż mamy do czynienia z niesłychaną głupotą. Aż tak złego zdania o zdolnościach intelektualnych USA i ich sojuszników jednak nie mamy. Dlatego chcielibyśmy poznać rzeczywiste powody podjęcia tej decyzji. Jeśli budowa tarczy wiąże się ze stworzeniem systemu bezpieczeństwa w Europie, to nie może się to odbywać bez konsultacji z nami. O tym właśnie mówił Putin. Zamiast odpowiedzi na pytanie usłyszeliśmy jednak nadzwyczaj demagogiczne stwierdzenie sekretarza generalnego NATO Jaapa de Hoopa Scheffera o tym, że nie możemy się obawiać, gdy do naszych granic zbliża się demokracja i państwo prawa. Jest to argumentacja niemal identyczna jak ta, której w 1968 roku użył Leonid Breżniew, mówiąc, że nie wolno protestować przeciwko wejściu sił socjalizmu do Czechosłowacji, gdyż socjalizm jest dobrem.

Niektórzy odebrali słowa Putina jako zapowiedź tego, że Rosja może stanąć na czele międzynarodowej koalicji antyamerykańskiej…

To przesada i myślenie w kategoriach świata dwubiegunowego. Charakterystyczny jest pod tym względem komentarz Johna McCaina, który najpierw uznał wielobiegunowość świata – co przyjemnie słyszeć od kandydata na prezydenta USA – lecz potem oświadczył, iż zimną wojnę wygrały nawet nie USA, lecz sojusz północnoatlantycki. Z naszego punktu widzenia koniec zimnej wojny nastąpił, gdy demokratyczna społeczność Rosji i ZSRR postanowiła bez przymusu z zewnątrz zakończyć tę konfrontację. Dzisiaj Rosja także nie chce powrotu do czasów zimnej wojny, ani samodzielnie, ani na czele jakiejś koalicji antyamerykańskiej.

W Polsce toczy się dyskusja na temat tarczy antyrakietowej. Jakich argumentów użyłby pan, aby przekonać Polaków, żeby nie godzili się na rozmieszczenie elementów tarczy antyrakietowej?

O ile wiem, w Polsce toczy się także debata o tym, jak polepszyć stosunki polsko-rosyjskie. Jeśli Polska automatycznie zaakceptuje wątpliwą nawet pod względem technicznym propozycję tarczy antyrakietowej, to nie przysłuży się budowaniu wzajemnego zaufania. Polska powinna jasno i twardo mówić o tym, kto jest jej przyjacielem. Jeśli są nim USA – to bardzo dobrze. Gorzej, gdy rolę przyjaciela zamienia się na rolę klienta. Rosja nie może budować partnerskich stosunków z Polską, jeśli Warszawa będzie prowadzić wobec Waszyngtonu politykę klienta. Rosja może mieć dobre stosunki z Polską, jeśli zarówno dla Waszyngtonu, jak i dla Moskwy Warszawa będzie partnerem.

Kilka dni temu na konferencji z okazji 125. rocznicy urodzin amerykańskiego prezydenta Franklina Roosvelta przeprowadził pan analogię między sytuacją w USA w latach 30. a dzisiejszą Rosją. Co pan miał na myśli?

Podobnie jak w latach 30. dostrzegam kryzys akceptowanego powszechnie i skutecznego systemu współpracy międzynarodowej. Oznacza to, że świat będzie dążył do wypracowania nowego systemu, w którym będą uwzględnione współczesne zagrożenia i układ sił na świecie. Czekają nas kryzysy – zarówno w sferze gospodarczej, jak i wojskowo-politycznej. W tej sytuacji naród rosyjski będzie potrzebował niekwestionowanego lidera. Obecnie – potwierdzają to wszystkie badania opinii – dla ponad 80 procent Rosjan jest nim Putin. Zakładam, że pozostanie nim także po tym, jak opuści urząd prezydenta. Problem polega więc na tym, żeby odpowiedzieć na pytanie: jak będzie wyglądała polityka Rosji po odejściu tego lidera. Nie namawiam oczywiście, aby – podobnie jak Roosevelt Putin ubiegał się o prezydenturę przez cztery kadencje. Siły polityczne w Rosji powinny się jednak porozumieć co do zasad funkcjonowania systemu politycznego, w którym człowiek będący liderem dla większości społeczeństwa – nie będzie zajmował stanowiska prezydenta. Chodzi o to, by w ramach obowiązującej konstytucji wypracować taki mechanizm, który pozwoliłby Putinowi mieć wpływ na podejmowanie kluczowych dla państwa decyzji.

Gleb Pawłowski, rozmawiał w Moskwie Andrzej Pisalnik
Gleb Pawłowski jest prezesem Fundacji Skutecznej Polityki, strategiem polityki zagranicznej Kremla

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s