Przebaczenie za PRL

Źródło: Rzeczpospolita: Przebaczenie i pojednanie
10.03.2007

W polskim życiu publicznym teza, że komunizm był zjawiskiem antyludzkim i antyobywatelskim, nie bywa na ogół kwestionowana. Sprawą sporną, a w gruncie rzeczy nadal niedostatecznie rozpoznaną, pozostaje istota zła specyficznego dla tego ustroju, a także jego skala.

Jednakże spory najżywsze dotyczą przede wszystkim postaw wobec ówczesnego aparatu ucisku, a zwłaszcza wobec instytucji policyjnego nadzoru. Dotyczą więc zachowań i wyborów osobistych, które w tym przypadku – bardziej niż w jakimkolwiek innym – miały doniosłe konsekwencje społeczne zarówno dla osób poszczególnych, jak i dla całych środowisk.
·

Coraz szerzej prowadzone badania najnowszych dziejów Polski, przy stosunkowo nietrudnym dostępie do zachowanych dokumentów, ujawniają raz po raz przypadki współdziałania – nie zawsze wymuszonego szantażem – z organami bezpieczeństwa PRL. Niekiedy chodzi tu o osoby publicznego zaufania. Wtedy, rzecz zrozumiała, polemiki są najbardziej żarliwe: jedni bronią dobrego imienia i nienagannego obrazu osoby obwinionej, inni – dobrego imienia i rzetelności badawczej historyków. Bywa tak, że i pierwsi, i drudzy przedstawiają swoje racje w złej wierze. Wśród pierwszych bowiem są tacy, którzy podjęli niegdyś analogiczną współpracę: broniąc zatem innych, chronią siebie. Wśród drugich nie brak tych, którym publiczna kompromitacja określonej postaci sprawia radość i satysfakcję. Tego rzecz jasna nie ujawniają, zapewniają natomiast o wiarygodności ustaleń badaczy – historyków.

Bez względu na motywy uczestników tego konfliktu wiedza o ówczesnych postawach i zachowaniach ma znaczenie pierwszorzędne. W niemałej mierze porządkuje pamięć o epoce Polski Ludowej, pozwala znaleźć kryteria oceny tamtego czasu, ożywia też w nas wrażliwość na własne niewierności, odstępstwa i zachowania małoduszne. Dlatego pomaga również odzyskać niezależność wobec osobistej historii, a przez to – rzeczywistą wolność w myśleniu zarówno o państwie obecnym, ponownie niepodległym, jak i o przyszłości.

Jednakże badacz archiwów – historyk, pokrzywdzony, publicysta, który ujawni nazwisko współpracownika służb bezpieczeństwa PRL, z reguły podlega z tego powodu krytyce, przy czym do zarzutów rytualnie zgłaszanych: prawnych (nieprzestrzeganie wymogów procesowych) lub metodologicznych (fałszywe świadectwo źródeł), dołączył ostatnio zarzut natury moralnej: brak umiejętności wybaczania. Zarzut ten miewa postać ogólną i w tej też postaci jest upowszechniany: Polacy jako naród mieliby być dotknięci tym defektem. Otóż bardziej niż sam zarzut interesuje mnie jego kluczowe słowo: „przebaczenie”.
·

Co to znaczy: przebaczyć? Czy po prostu tyle co: puścić w niepamięć, przejść mimo? Wydaje się, że nie. Akt przebaczenia zakłada zainteresowanie innym, jest skierowany ku innemu, ku winowajcy – nie polega więc na nonszalanckim: „nie mówmy o tym”. Ponadto krzywda – bez względu na jej rozmiar – jest sprawą poważną. Narusza bowiem dobro i odbiera poczucie bezpieczeństwa. Ten, kto ją lekceważy – nawet jeśli taką postawę przyjmuje pokrzywdzony – przyzwala na nią, w pewnej więc mierze w niej uczestniczy. Nie – przebaczenie nie uchyla krzywdy i na pewno jej nie bagatelizuje. Raczej wymaga tego, by ją dostrzec i przeżyć. By pokrzywdzony uznał ją i – przynajmniej wobec samego siebie – w jakimś sensie o niej zaświadczył. Tylko wtedy jest ono możliwe.

Przebaczenie to swego rodzaju akt, działanie. Jego adresatem jest inny człowiek. Niekiedy także ja sam, który wybaczam – bywa przecież, że wybaczam sobie. A co jest jego przedmiotem? W znaczeniu subiektywnym: utrwalone negatywne nastawienie. Wybaczam, a więc nie żywię już urazy, nie pragnę odwetu, nie zrywam więzi, nie mam w sobie nienawiści. W znaczeniu obiektywnym, i może bardziej istotnym: doznana krzywda, a więc pewien normatywny ład. Sprawiedliwość prawna domaga się, by za wyrządzone zło należycie odpłacić. Sprawiedliwość wszelka wymaga, by za nie zadośćuczynić. Akt przebaczenia nie uchyla wymogu zadośćuczynienia. Jest natomiast decyzją – zawsze osobistą – zrzeczenia się odpłaty. W relacjach z osobą bliską ta decyzja oznacza powrót do nadziei i zaufania. Jeśli przynosi jakiś dar, to ten dar obejmuje oboje.

Paweł Lisicki w esejach ostatnio wydanych („Powrót z obcego świata”) chyba trafnie podkreśla, że postawa wybaczająca jest czymś nadnaturalnym. Z pewnością jest czymś nadzwyczajnym – jest przecież postawą wielkoduszną. O wybaczenie można tylko prosić, można o nie apelować lub doń zachęcać – żaden obowiązek go nie wymusza. Ale też żadna okoliczność zewnętrzna go nie zatrzymuje.
·

Słyszymy często: wybaczenie wymaga uprzedniej skruchy winowajcy. Ale cóż to znaczy? Bez względu na postawę winowajcy nie mamy obowiązku wybaczać. I bez względu na postawę winowajcy wybaczyć możemy. Wielkoduszność nie ma zewnętrznych granic. Nie zamyka rachunków, lecz je odrzuca. Przebaczenie jest aktem nieuwarunkowanym. Jest czynem wolnym. Możemy więc wybaczyć również wtedy, gdy sprawca nie uświadamia sobie własnego występku. A nawet wtedy, gdy się nim syci, gdy – odrzucając skruchę – występek akceptuje.

Wtedy jednak nie możemy się ze sprawcą pojednać.

Nie przebaczenie, lecz pojednanie wymaga skruchy winowajcy. Wymaga również odwagi i pokory: przyznania się i gotowości do przyjęcia odrzucenia. Ale także od tego, kto zła doznał, pojednanie wymaga pokory i odwagi. Trzeba pokory, by wyznać, że zostaliśmy dotknięci, zranieni, upokorzeni, że postawa innego nas obchodzi, że zależy nam na nim. Trzeba odwagi, by ze swoją raną skonfrontować się z innym, by w charakterze świadka własnej sprawy wystąpić wobec innego. Przebaczenie zawsze otwiera drogę do pojednania. Gdy jednak brak odwagi i pokory, pozostawia nas ono w rzeczywistości tylko osobistej. Wprowadza ład serca, to prawda – dlatego jest aktem nie tylko wolnym, lecz także twórczym. Ale spełnia się dopiero wtedy, gdy wystawia nas na ryzyko osobowego kontaktu z innym człowiekiem. Dopiero wówczas, gdy to ryzyko przyjmiemy, będziemy tymi, którzy „wprowadzają pokój”.

Jerzy Wocial
Jest pracownikiem Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Należy do rady redakcyjnej miesięcznika „Więź”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s