Wykształciuchy płyną z prądem – czyli lustracja na uniwersytetach

Źródło: Rzeczpospolita: Wykształciuchy płyną z prądem
28.03.2007

Prawdziwy intelektualista czy choćby inteligent to nie ten, który idzie ze wszystkimi, płynąc z prądem powszechnej w środowisku opinii, ale ten, kto potrafi się jej przeciwstawić, odważnie broniąc opinii niepopularnych. Ale dziś w środowiskach naukowych niewielu jest odważnych, którzy chcieliby płynąć pod prąd – pisze Tomasz Terlikowski, publicysta „Rzeczpospolitej”

Histeria pracowników naukowych trwa. Kolejne uczelnie i wydziały wydają oświadczenia, w których sprzeciwiają się „łamaniu sumień”, „atakowi na niezależność wyższych uczelni” czy nawet „zamachowi na demokrację”. Rektorzy – w imię wierności powołaniu naukowca – sugerują, jak ominąć prawo, przechodząc ze stanowiska profesora na stanowisko asystenckie. A wszystko przy wsparciu czy wręcz pod wpływem niechętnej jakiejkolwiek lustracji części mediów, które kreują niechętnych oczyszczeniu pracowników nauki na bohaterów sumienia porównywalnych tylko z tymi, którzy przed laty sprzeciwiali się komunizmowi.

Nacisk środowiska

Tyle tylko, że akurat obecnie odwagi trzeba raczej do tego, by głosić poglądy prolustracyjne. Zwolennicy oczyszczenia środowiska są skutecznie marginalizowani. – Istnieje niezwykle silna presja środowiska, by nie głosić poglądów prolustracyjnych. Część moich kolegów nie przyznaje się do tego, że jest za oczyszczeniem, bo obawia się, że ich projekty badawcze zostaną utrącone – opowiada jeden z pracowników naukowych niższego szczebla Uniwersytetu Warszawskiego. – Istnieje także bardzo silny nacisk, by decyzje podejmować jednogłośnie, bez sprzeciwu.

Przyznaje to, choć niezwykle ostrożnie, nawet prof. Mirosława Grabowska, którą trudno posądzić o poglądy bliskie rządowi PiS. – Ja nic takiego nie odczułam, może dlatego, że jestem przyzwyczajona do bycia w mniejszości. Ale zgłaszają się do mnie od dwóch – trzech dni młodsi koledzy z innych wydziałów, którzy opowiadają o naciskach – mówi prof. Grabowska. – Ale nawet jeśli nie ma nacisków, to doskonale widać zmianę atmosfery na antylustracyjną.

To właśnie ta atmosfera sprawia, że wiele osób podpisuje się pod apelami o zaprzestanie lustracji. A żeby podpisów było odpowiednio dużo, listy podsuwane są przez profesorów doktorantom i początkującym doktorom, którzy bez szemrania je podpisują. – Nie ma oczywiście przymusu, ale trudno odmówić człowiekowi, od którego zależy twoja kariera – opowiada historyk do niedawna związany z jednym z polskich uniwersytetów.

Nacisk środowiska jest tak mocny, że z wykonywania ustawy lustracyjnej wycofują się nawet ci, którzy początkowo ją wspierali. Na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie rektor prof. Karol Musioł ogłosił, że zrealizuje ustawę lustracyjną, niezwykle ostre naciski na niego trwały tak długo, aż zdecydował się wstrzymać przesyłanie oświadczeń lustracyjnych do momentu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. W oświadczeniu przekazanym mediom swoje stanowisko wyjaśnia wątpliwościami prawnymi. Jednak nieoficjalnie w Krakowie sugeruje się, że nie mniej istotną przyczyną tej decyzji były niezwykle mocne naciski środowiska naukowego, które przeciwne jest jakiejkolwiek lustracji.

Środowisko nieoczyszczone

Skąd bierze się tak mocny nacisk na wstrzymanie lustracji? Poza słuszną krytyką niektórych rozwiązań prawnych zastosowanych w ustawie powodem może być absolutna niechęć do oczyszczenia środowiska w ogóle. W polskiej nauce nadal jako autorytety funkcjonują profesorowie, którzy jak Eugeniusz Duraczewski, karierę zrobili w peerelowskiej propagandzie historycznej. I nikomu nie przeszkadza, że jeszcze w 1987 roku przekonywał on w oficjalnych publikacjach, że za mordem polskich oficerów w Katyniu stali Niemcy, a nie Sowieci. – Profesorowie, którzy pisali magisteria i doktoraty z myśli ekonomicznej Stalina, nadal pracują. I dla nich jakiekolwiek wspomnienie o oczyszczeniu jest niedopuszczalne – wskazuje dr Piotr Gontarczyk, historyk z IPN.

Brakuje w tym środowisku nawet próby dokonania moralnej oceny współpracy z SB. Bo choć kilku starszych profesorów przeniesiono na emerytury po ujawnieniu ich współpracy z bezpieką, to inni nadal funkcjonują w swoich środowiskach. Profesor Andrzej Garlicki (KO Pedagog), choć przyznał się do podpisania deklaracji współpracy, a z informacji podawanych przez media wynika, że współpracował z bezpieką do roku 1989 – nie tylko nie zaprzestał działalności badawczej, ale wciąż uchodzi za eksperta i wybitnego specjalistę.

Takich historii może być zresztą o wiele więcej. – Środowisko naukowe obok dziennikarskiego i prawniczego było jednym z najlepiej zinfiltrowanych w Polsce. Na razie trudno jednak o jednoznaczne dane procentowe ilości agentury – podkreśla dr Gontarczyk. A dr Tomasz Ochinowski, socjolog i psycholog z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, konkluduje: – Komunistom udało się przetrącić moralny kręgosłup inteligencji humanistycznej. Aby robić karierę w naukach społecznych, szło się na ustępstwa. I to widać do tej pory.

Zapewne dlatego tak niechętnie – szczególnie na wydziałach humanistycznych – patrzy się nie tylko na przypominanie niewygodnych wydarzeń z przeszłości, ale nawet na badania nad historią najnowszą. – Na spotkania IPN czy Ośrodka Myśli Politycznej w Krakowie przychodzi wyłącznie inteligencja techniczna, humaniści otwarcie je ignorują – podkreśla Michał Szułdrzyński, doktorant na Uniwersytecie Jagiellońskim i redaktor naczelny kwartalnika „Nowe Państwo”.

Inteligencja w opozycji

Ogromne znaczenie dla podtrzymywania histerii wokół oświadczeń lustracyjnych ma również fakt programowej opozycyjności elit naukowych wobec PiS. – Do dobrego tonu należy wyśmiewanie się ze zdolności naukowych Lecha Kaczyńskiego. I mało kto chce pamiętać, że po elektryku i niedoszłym magistrze mamy obecnie prezydenta doktora habilitowanego – opowiada dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu ks. prof. Paweł Bortkiewicz. – Zdarzają się oczywiście inne poglądy, ale traktowane są one trochę jak underground.

Programowa antyrządowość, podobnie zresztą jak przyłączenie się do antylustracyjnej nagonki, sprawia wrażenie najprostszego sposobu na załapanie się na intelektualne salony.

Tyle tylko, że ci wszyscy, którzy próbują polepszyć sobie w ten sposób samopoczucie, mogliby pamiętać, że prawdziwy intelektualista czy choćby inteligent to nie ten, który idzie ze wszystkimi, płynąc z prądem powszechnej w środowisku opinii, ale ten, kto potrafi się jej przeciwstawić, broniąc opinii niepopularnych. Obecnie zaś taką niepopularną opinią wśród naukowców pozostaje opowiedzenie się po stronie oczyszczenia własnego środowiska.

Tomasz P. Terlikowski

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s