Prawa człowieka – kłopot także lewicy

Źródło: Rzeczpospolita: Prawa człowieka – kłopot także lewicy
23.04.2007

Wszelka walka w obronie któregokolwiek z praw człowieka jest obarczona swoistym grzechem pierworodnym, jeśli ignorowane jest prawo do praw – prawo do życia. To kwestia logiki: na jakiej podstawie broni się wszelkich innych praw, gdy istnieje przyzwolenie na łamanie samego prawa człowieka do istnienia? – pyta filozof i teolog ojciec Maciej Zięba.

Ciekawym, acz nader typowym przykładem samozadowolenia lewicy jest artykuł Wandy Nowickiej „Prawa człowieka – kłopot dla prawicy” („Rz” 17.04. 2007). Zaczyna się od ideologicznej, niezgodnej z prawdą, genezy praw człowieka. Nie oskarżam jednak autorki o kłamstwo. Ludzie lewicy (a i sporo z prawicy) naprawdę wierzą, że idea praw człowieka poczęła się w oświeceniu i była przeciwstawieniem się Kościołowi i chrześcijaństwu.

W tekście mamy spowiedź z grzechów cudzych, czyli z win prawicy, oskarżanej – w jakiejś mierze słusznie – o „selektywne podejście” bądź o „swobodną interpretację” idei praw człowieka. Bądź też całkowicie niesłusznie, przykładem może być uznanie konstatacji Rafała Ziemkiewicza – że obronę praw człowieka sprowadza się do absurdu, kiedy milczy się wobec bezkarnego łamania najbardziej podstawowych praw człowieka, a podnosi medialną wrzawę w imię obrony skrajnych ideologicznych poglądów – za przejaw totalnej negacji praw człowieka.

Pismo Święte radzi w takiej sytuacji, by najpierw wyjąć belkę ze swego oka. Ja również, gdy obserwuję, jak lewicowi obrońcy praw człowieka ignorują torturowanie i mordowanie setek tysięcy ludzi za ich narodowość czy religijne przekonania, uważam, że jest to postawa pełna hipokryzji.Za hipokryzję uważam też nazwanie propagowania antykoncepcji i aborcji walką o prawa reprodukcyjne kobiety (semantycznie to sam zabieg jak nazywanie ongiś kolejnych sowieckich podbojów „walką o pokój”). Czy z tego wynika, że neguję prawa człowieka?

Prawo do praw

Z prawami człowieka kłopot ma zarówno lewica, jak i prawica. Dla lewicy istnieje na przykład problem określenia ich zakresu. Jak bronić uniwersalności praw człowieka, jeżeli – co twierdzi Nowicka – są one produktem kultury europejskiego (i ewentualnie amerykańskiego) oświecenia.

Teza, że mają one charakter uniwersalny, bo wymyślił je Locke albo Wolter, w dzisiejszej Arabii Saudyjskiej, Chinach lub Sudanie nie brzmi zbyt przekonująco. Tu chrześcijanin (dla lewicy – pomijając nieliczne wyjątki – oznacza to prawicę) ma łatwiejsze zadanie: wszyscy ludzie zostali stworzeni przez Boga i za każdego umarł Chrystus – dlatego torturowanie Chińczyków, Koreańczyków, Ukraińców i Niemców, niezależnie od kultury i tradycji, jest tak samo nieludzkie i łamie podstawowe, uniwersalne prawa człowieka. Podobnie jest z hierarchią praw. Pewnej „selektywności” i „swobodnej interpretacji” (określenia Nowickiej) nie uniknie nie tylko prawica i Kościół, ale także i lewica. Dlatego odróżniamy prawa człowieka pierwszej, drugiej i trzeciej generacji. Wszelka walka w obronie któregokolwiek z nich jest jednak obarczona swoistym grzechem pierworodnym, jeśli ignorowane jest prawo do praw – prawo do życia.

To kwestia logiki: na jakiej podstawie broni się wszelkich innych praw, gdy istnieje przyzwolenie na łamanie samego prawa człowieka do istnienia? Prawo do życia jest prawem najbardziej podstawowym i warunkiem wszystkich innych uprawnień.

Inny kłopot z hierarchią praw to dostrzeżenie, że walka o refundację środków antykoncepcyjnych nieuchronnie wiedzie do kolizji z prawem do refundacji kosztów leczenia osób chorych na cukrzycę, serce czy na nowotwory. Łatwo jest zwalać winę na „neoliberałów” i ich brak wrażliwości na „ekonomiczne prawa człowieka”, ale ten sam grzech popełniają ludzie lewicy. Również i oni bowiem nie dysponują nieograniczonymi zasobami wszystkich dóbr.

Tak więc kłopoty z prawami człowieka mamy wszyscy. Idzie więc o to, aby w naszym realnym świecie jak najwięcej ludzi jak najszybciej mogło się nimi cieszyć – poczynając od praw najbardziej podstawowych. Taki cel mógłby połączyć wielu ludzi, zarówno ludzi prawicy, jak i lewicy.

Między Arystotelesem a Chrystusem

To nie Locke (pamiętajmy przy tym, że z jego postulatu powszechnej tolerancji wyłączeni byli katolicy) ani Wolter (z jego wrednym antysemityzmem), ani też rewolucja francuska (której przywódcy początkowo uznali również kobiety za podmiot Deklaracji praw człowieka i obywatela, ale szybko odrzucili ten zgubny pogląd) stworzyła prawa człowieka. Może trudno w to uwierzyć, ale stworzyło je chrześcijaństwo.

Oczywiście, trwało to długo. Chrześcijanie byli ludźmi swojej epoki. Wraz z innymi uczyli się od Arystotelesa i innych wybitnych mężów, że ludzie ze swej natury są nierówni, a empiria – z boskim cezarem i niewolnikami – codziennie im to potwierdzała. Wraz z całą kulturą antyczną przyjmowali, że żona i dzieci są własnością męża, że tortury są sprawą naturalną, że fałsz w życiu społecznym trzeba tępić. Ale w uszach dźwięczały im słowa Chrystusa: każdy jest twoim bliźnim. Wierzyli, że każdy został stworzony na obraz boży i Chrystus umarł za wszystkich ludzi. Czytali Listy św. Pawła: „nie ma już żyda ani poganina…”.

I powoli przez wieki wzrastała pozycja kobiety. I zniesiono niewolnictwo. Ograniczano możliwości stosowania tortur czy okrucieństwo wojen. Wszystko to trwało przez wieki, ale spójrzmy na Azję, Afrykę, Ameryki doby średniowiecza – tylko w Europie dokonywały się takie procesy. Ich intelektualne odbicie odnajdziemy wraz z rozwojem życia uniwersyteckiego w XIII wieku w rozważaniach nad prawem naturalnym, a zwłaszcza nad jego częścią zwaną ius gentium.
W obronie Litwinów, chłopów, Indian

Dojrzałą formę przyjmą te rozważania, gdy cywilizacja chrześcijańska zetknie się z innymi kulturami. Będzie to między innymi casus Litwy.

Krzyżacy uważający, iż Litwini jako poganie nie są podmiotem praw, rabowali ich majątki i traktowali okrutnie. Sprzeciwiał się temu rektor Akademii Krakowskiej Paweł Włodkowic głoszący na soborze w Konstancji (1415), iż „jest czymś bezbożnym i niedorzecznym twierdzić, że niewierni są niezdolni do posiadania jakiegoś prawodawstwa, czci, władzy lub włości”. Profesorowie tejże Akademii bronili chłopów przed uciskiem ze strony władzy królewskiej, argumentując Kazimierzowi Jagiellończykowi, że wszyscy ludzie są równi. Inny z rektorów, Wawrzyniec z Raciborza, wyjaśniał w swych pismach, że „ustrój polityczny to władanie ludźmi wolnymi i równymi z natury, przy pomocy tego samego prawa i tej samej miary”.

Takie poglądy nabrały jeszcze bardziej dojrzałego i uniwersalnego wyrazu w pracach, założonej przez dominikanina Francesco de Vittorię, XVI-wiecznej szkoły w Salamance. Jej działalność podyktowana była, podobnie jak u nas było z Litwinami, walką o uznanie praw Indian. I nie były to tylko akademickie rozważania. Wielka część Kościoła (zwłaszcza dominikanie i jezuici) zaangażowała się w obronę praw tubylców.

To wtedy rodziła się doktryna i praktyka praw człowieka. I wtedy, tak jak dziś, prawa te były często łamane. I wtedy, tak jak dziś, wszyscy porządni ludzie, czy to z prawicy, czy z lewicy, powinni walczyć o ich przestrzeganie – poczynając od praw podstawowych.

O. Maciej Zięba
Autor (ur. 1954) jest teologiem i filozofem, wykładowcą licznych uczelni w Polsce i na świecie, założycielem Instytutu Tertio Millennio w Krakowie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s