Zdejmowanie krzyży w imię tolerancji

Źródło: Rzeczpospolita: Muzułmanki wolą Madonnę z Dzieciątkiem
10.05.2007

Ze szpitala położniczego w Mediolanie znikną krzyże. Zastąpią je portrety Matki Boskiej. Wszystko po to, by nie urazić uczuć religijnych rodzących tam muzułmanek, które krzyży nie tolerują, za to Madonnę darzą szacunkiem.

Chodzi o Mangiagalli, największy szpital położniczy w mieście. Dyrektor Basilio Tiso tłumaczy, że ponad 30 proc. pacjentek to kobiety spoza Unii, w tym wiele muzułmanek. Nie chce urażać ich uczuć religijnych. Krzyże już znikły z oddziału patologii ciąży, gdzie pacjentki przebywają najdłużej. Niebawem przyjdzie kolej na pozostałe. Tiso zastrzega, że jeśli katoliczki sobie tego zażyczą, do ich sal krzyże powrócą. Tłumaczy też, że ze względu na charakter szpitala portret Madonny z Dzieciątkiem jest jak najbardziej na miejscu. Wyjaśnia, że dyrekcja Mangiagalli sama wyszła z tą inicjatywą, choć ze strony muzułmanów nie było żadnych skarg.

Abdelhamid Shaari, szef mediolańskiego centrum islamskiego, chwali ten pomysł, ale uważa, że skoro Włochy są świeckie, w miejscach publicznych nie może być żadnych symboli religijnych.

Wojnę z krzyżami we Włoszech rozpoczął kilka lat temu Adel Smith, przewodniczący Związku Muzułmanów Włoskich. Zażądał usunięcia ich ze szkoły, do której chodzą jego dzieci. Krzyże znikły, ale wróciły po wyroku sądu drugiej instancji. Dwa lata temu Adel Smith został skazany na rok więzienia w zawieszeniu za wyrzucenie przez okno krzyża z sali szpitalnej, w której leżała jego matka.
Piotr Kowalczuk z Rzymu

Zażądał pieniędzy, bo żyje

Źródło: Rzeczpospolita: Zażądał pieniędzy, bo żyje
08.05.2007

62-letni John Brandrick chce pozwać brytyjską służbę zdrowia za to, że… nie umarł. Domaga się wysokiego odszkodowania.

Wszystko zaczęło się dwa lata temu, gdy lekarze z jednego ze szpitali w Kornwalii poinformowali go, że jest chory na raka trzustki. Według ówczesnych przewidywań pozostało mu pół roku życia. Brandrick postanowił „dobrze wykorzystać” ten czas.

Rzucił pracę i przestał spłacać kredyty. Razem z przyjaciółką chodził do najlepszych restauracji, jeździł na luksusowe wycieczki. Całe oszczędności przeznaczył na kupno drogich prezentów. Na koniec sprzedał samochód i oddał wszystkie ubrania organizacji dobroczynnej.

– Zostawiłem sobie garnitur, koszulę i krawat. Strój, w którym miałem zostać pochowany -powiedział, cytowany przez „The Times”, Brandrick. Sam załatwił wszystkie formalności związane z pogrzebem.

I wtedy nastąpiło „nieszczęście”. Po kolejnych badaniach okazało się, że poprzednia diagnoza była nieprawidłowa i w rzeczywistości Brandrick nie ma raka. – Całe moje życie przewróciło się do góry nogami! – powiedział. Podkreśla, że nie ma za co żyć. Że z powodu długów musi sprzedać dom.

– Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem – powiedział „Rz” Marcus Leroux z „The Times”, który opisał sprawę. – Ludzie zazwyczaj zaskarżają szpitale, gdy lekarze im zepsują zdrowie – dodał, podkreślając, że Brandrick „raczej nie ma co liczyć na pieniądze”.

Służba zdrowia zdecydowanie bowiem zaprzecza jakoby doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości. – Przypadki, w których stawia się nieprawidłową diagnozę, czasami się zdarzają – powiedziała „Rz” Laura Mason, rzeczniczka służby zdrowia w Kornwalii.