Dyskryminacja gejów w Polsce

Polskie prawo nie dyskryminuje homoseksualistów. Ale wprowadzenie wielu postulatów organizacji gejowskich mogłoby oznaczać dyskryminację heteroseksualnej większości – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Przed kilkoma tygodniami w mediach gruchnęła wiadomość o pomyśle karania za nawoływanie do nienawiści wobec osób homoseksualnych. Przekaz wzmocnił sondaż, który upubliczniła Kampania przeciwko Homofobii.

Wynikało z niego, że w Polsce istnieje przyzwolenie na obrażanie i dyskryminowanie osób o odmiennej orientacji. Zaprezentowana kronika przypadków homofobii w 2008 r. alarmowała, że co kilka tygodni w Polsce dochodziło do jakieś homofobicznej wypowiedzi czy wydarzenia, często będących następstwem „mowy nienawiści”. To wystarczyło do rozpętania (głównie w Internecie) zażartej debaty o polskiej homofobii.

Abstrahując od tego, czy ocenianie postaw życiowych z moralnego punktu widzenia rzeczywiście jest dyskryminacją czy tylko krytyką, zatrzymajmy się na pomyśle wprowadzenia kar, zwłaszcza że wpisuje się on w stałą skłonność do wysuwania żądań prawnych, tak charakterystyczną dla organizacji gejowskich.

Równi, nierówni

Czy rzeczywiście polskie prawo nie chroni należycie osób o odmiennej orientacji seksualnej? Czy można powiedzieć, że traktuje je gorzej niż osoby heteroseksualne?

Nic bardziej błędnego. Pomysłodawcy nowych sankcji karnych zapominają o istnieniu podstawowej, niezmiennej od lat zasady, że nikogo nie można obrażać. Osoby, które czują się obrażane, niezależnie od tego, czy są gejami, politykami czy motorniczymi tramwajów, mają równe prawo pójść do sądu i domagać się zadośćuczynienia, a nawet ukarania sprawcy.

Wprowadzenie specjalnego przepisu służącego jakiejś określonej grupie nie byłoby więc niczym innym jak postawieniem jej w uprzywilejowanej pozycji wobec pozostałych. Na tej samej zasadzie do kodeksu można by wpisać górników czy wędkarzy. Ci pierwsi od wielu lat czują się przecież obrażani i dyskryminowani pod względem płacowym, co zresztą głośno manifestują.

Rosnące żądania organizacji gejowskich wynikają więc albo z nieznajomości obowiązującego w Polsce prawa, albo z niechęci do jego poznania. Nie ma bowiem regulacji, która stawiałaby w gorszej sytuacji osoby homoseksualne. Dla prawa kontekst orientacji seksualnej po prostu nie istnieje, bo byłby dyskryminacją jawnie naruszającą konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa.

Warto przeanalizować kilka przykładów z codziennego życia. Prawo cywilne pozwala swobodnie kształtować chociażby relacje majątkowe między partnerami tej samej płci. Zasady związane ze wspólnym nabywaniem majątku, dziedziczeniem czy darowiznami są dla nich takie same jak dla wszystkich innych osób żyjących w konkubinacie.

Co więcej, w pewnych sytuacjach osoby takie w razie rozstania mogą podzielić majątek według korzystniejszych zasad niż małżonkowie. Małżeństwa co do zasady dzielą się po połowie. W przypadku partnerów sąd, dokonując podziału, bierze pod uwagę rzeczywiste nakłady każdego z nich.

Trudno też mówić o dyskryminacji osób homoseksualnych w prawie pracy. Wdrożone przed kilku laty unijne przepisy antydyskryminacyjne dają im często mocniejsze gwarancje niż pracownikom heteroseksualnym. Osoba dyskryminowana ze względu na orientację seksualną może puścić swojego pracodawcę z torbami, bo nie ma tu górnych limitów odszkodowania. Z takich możliwości nie korzystają natomiast osoby heteroseksualne. Przykłady można mnożyć.

Bez problemów w szpitalach

Narosło też wiele mitów, które funkcjonują od lat, powtarzane w kolejnych dyskusjach o dyskryminacji i nietolerancji wobec osób homoseksualnych. Jednym z nich jest brak prawa do odwiedzin partnera w szpitalu i uzyskania informacji o stanie jego zdrowia. Sprawę tę tymczasem od dawna reguluje ustawa o zawodzie lekarza. Art. 31 ust. 1 uzależnia udzielenie takiej informacji od zgody pacjenta.

Innym mitem są ograniczenia w prowadzeniu wspólnego konta bankowego. Od ponad dziesięciu lat w prawie bankowym istnieje pojęcie tzw. rachunku wspólnego (oferuje go większość banków).

Nie ma też żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o przekazywanie swojego odszkodowania z polisy ubezpieczeniowej czy odbiór przesyłki na poczcie, odmowę zeznań na policji i w prokuratorze, a także w setkach innych codziennych spraw. Wszystko to dawno już zostało uregulowane w prawie i obrosło orzecznictwem sądowym.

Zupełnie bezzasadny wydaje się też zarzut dyskryminowania osób homoseksualnych ze względów podatkowych.

Chodzi tu o niemożność wspólnych rozliczeń czy wyższe opodatkowanie spadków i darowizn. Takie same zasady obowiązują wszak innych obywateli, a także osoby żyjące w konkubinacie.

Małżeństwo jest fundamentem społeczeństwa, państwo daje mu pewne przywileje w związku z kształtowaniem polityki prorodzinnej. Przyrównywanie tej instytucji ze związkami partnerskimi nie ma sensu.

Przypomnijmy: ustawa o PIT daje możliwość wspólnego rozliczenia małżeństwu. Jest to korzystne przy dużych różnicach w zarobkach – dzięki wspólnemu zeznaniu można zapłacić 18 proc., a nie 32 proc. podatku. Ustawa o PIT mówi o związku małżeńskim, czyli zgodnie z art. 18 Konstytucji RP związku kobiety i mężczyzny. Nie daje tego przywileju związkom partnerów tej samej płci. Oczywiście gej (lesbijka) może się ożenić (wyjść za mąż) na ogólnych zasadach i skorzystać z tej preferencji.

Prawo do preferencyjnego rozliczenia (przy którym działa taki sam mechanizm jak wspólne opodatkowanie z małżonkiem) mają też osoby, które nie są w związku małżeńskim, lecz wychowują samotnie dziecko. Nie ma przeszkód, aby był to gej (lesbijka). Homoseksualiści mogą też skorzystać z ulgi na dzieci (odliczenie od podatku).

Obrona przed kombinowaniem

Spełnienie żądań organizacji gejowskich i rozszerzenie możliwości wspólnych rozliczeń byłoby wręcz niebezpieczne dla naszego systemu podatkowego i tworzyło pole do ogromnych nadużyć. Łatwo bowiem sobie wyobrazić dobrze zarabiającego biznesmena, który rozliczałby się wspólnie z bezrobotnym po to, by uzyskać zwrot podatku. W tej sytuacji trudno byłoby ustalić, które związki działają faktycznie, a które są powołane wyłącznie do celów podatkowych.

Podobnie rzecz się ma z podatkiem od spadków i darowizn. Nie płaci go tylko najbliższa rodzina, w tym małżonek. Osoby niespokrewnione są nim obciążone (może to być nawet 20 proc.). Tak więc przepisy faworyzują tu rodziny, ale cel jest oczywisty – chodzi o nieobciążanie wspólnie wypracowanego majątku, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Przyznanie zwolnienia osobom pozostającym w innych związkach niż rodzinne podważyłoby całą konstrukcję tego podatku, nie wspominając o nieograniczonych możliwościach kombinowania.

Rzeczpospolita: Czego nie chcą wiedzieć geje
Tomasz Pietryga 01-07-2009

Advertisements

2 thoughts on “Dyskryminacja gejów w Polsce

  1. V-2 4 Lipiec 2009 / 17:38

    „Łatwo bowiem sobie wyobrazić dobrze zarabiającego biznesmena, który rozliczałby się wspólnie z bezrobotnym po to, by uzyskać zwrot podatku. W tej sytuacji trudno byłoby ustalić, które związki działają faktycznie, a które są powołane wyłącznie do celów podatkowych.”

    W dobrze uargumentowanym tekście, akurat ten akapit mnie nie przekonuje.
    A co miałoby powstrzymać tego chytrego biznesmena przed rozliczaniem się wspólnie z BEZDOMNĄ?
    Czyżby łatwiej byłoby w takim wypadku „ustalić”, czy to szwindel, czy tylko mezalians?
    Nie, to przecież na jedno wychodzi.

    Zamiast „wspierać małżeństwa” poprzez mniej agresywne ich łupienie [jak słyszę o, sprowadzającym się właśnie do tego, „wsparciu” czy „przywilejach”, to mi się przypomina kawał, jak to napastnik „uratował staruszce życie”… przestając ją kopać gdy już znieruchomiała :)] – a więc, zamiast udzielania tego łaskawego „wsparcia”, należy ogólnie obniżać obciążenia fiskalne, sprawiedliwie i dla wszystkich.
    To wytrąciłoby „gejom” kilka koronnych argumentów z ręki.

  2. Seiridis 25 Maj 2012 / 16:00

    Skrytykować to można wzorek na firance. Czemu uważasz, że twoje zdanie lub twoja opinia jest ważniejsza lub jest tą właściwą? I czemu sądzisz, że masz prawo komentować czyjeś życie prywatne? Rozumiem, że jakby na ciebie zaczęto napadać, to byś się nie czuł obrażany?

    Albo w sposób kulturalny wyraża się swoją opinię (kulturalny, podkreślam), albo się po prostu jest chamskim, tyle.

    I odnośnie „11 przykazania”… co ma związek dwójki dorosłych, odpowiedzialnych i zdrowych psychicznie ludzi do dewiacji? Porównywanie takiego związku do ”związku” człowieka i zwierzęcia, które raczej rozumowaniem nie stoi na tym samym poziomie nie jest dla mnie logiczne, ale…

    W końcu to tylko moja opinia…

    Z niektórymi opiniami twymi się zgadzam, ale od niektórych ciśnienie skacze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s