Manipulacja i autorytety

Polszczyzna się zmienia. Kiedyś na wyjątkowo tapeciarskie zachowanie mówiło się „robić coś na wydrę” (wariant: „na wyrwę”) − było to nawiązanie do najbezczelniejszego rodzaju złodziejaszków, wyrywających kobietom na ulicy torebki. Od niedawna na bezczelne wmawianie w oczy nieprawdy mówi się „na Wajdę”. Takim przykładem kłamstwa „na Wajdę” są słowa pani Paradowskiej w najnowszym numerze „Polityki”. Przekonując, że „to, co przestawiono w Moskwie [chodzi o raport Anodiny] ma wszelkie znamiona rzetelności, przynajmniej jeśli chodzi o dotychczasowe ustalenia” (nie, nie, to jeszcze nie jest „na Wajdę”, za chwilę; na razie mamy wręcz cudowny wzór pokrętności stylu, pozwalającej samej autorce zdystansować się dyskretnie od tego, w co każe wierzyć czytelnikom) oznajmia ona w końcu: „Jeżeli specjaliści twierdzą, że nie ma zazwyczaj jednej przyczyny katastrofy, to w tym przypadku te przyczyny kumulowały się właściwie od dnia, gdy po zaproszeniu premiera Polski przez premiera Rosji prezydent powiedział, że on też poleci do Katynia”.

Ta sprawa była wyjaśniana wielokrotnie, przedstawione zostały dokumenty, które nie pozostawiają żadnej wątpliwości: uroczystości katyńskie i udział w nich oficjalnej delegacji pod przewodnictwem prezydenta postanowione były już w styczniu, poinformowany był o tym oficjalnie i rząd polski, i strona rosyjska. To premier Tusk wtarł się jak przysłowiowy Piłat w credo, skuszony przez Rosjan możliwością wystąpienia przed Polską i Europą na katyńskich grobach jak współarchitekt „historycznego pojednania z Rosją”. Od tego momentu jego chłopcy zaczęli przećwiczoną już grę o obniżanie rangi wizyty prezydenckiej i jej pijarowskie „przykrycie”. Grę, w ramach której w ostatniej chwili wizycie prezydenta i licznych ważnych w państwie osób odebrano status wizyty oficjalnej, co m.in. zwolniło i nasz MSZ, i gospodarzy z dochowania pewnych procedur bezpieczeństwa i sprawiło, że na lotnisku nie było systemu bezpiecznego lądowania w warunkach ograniczonej widoczności. (W tym sensie faktycznie można rzec, iż Tusk „ma krew na rękach” i nie ma co robić z tych słów przypadkowych przechodniów jakiegoś horrendum).

Pani Paradowska dobrze to wie, ale upowszechnia kłamliwą wersję o uporze Kaczyńskiego, który w ogóle nie wiadomo po co się do tego Katynia pchał. Oczywiście, jest wielu ludzi, którzy w to święcie wierzą, nie dlatego, że to prawda, ale dlatego, że oni chcą w to wierzyć. Z ludźmi przekonanymi, że gorliwa miłość do Tuska i nienawiść do Kaczyńskiego czyni z nich członków inteligenckiej elity jest podobnie, jak z wyznawcami legendy o czterech tysiącach Żydów, którzy nie przyszli w dniu zamachu do WTC. Nie ma na nich siły, odpada nawet recepta Mackiewicza „strzelać”, bo i kula, co dopiero argument, odbije się od zakutego łba jak piłeczka. „Przecież” wiadomo − Żydzi uprzedzili swoich o zamachu, Kaczyński pchał się do Katynia, odkąd usłyszał, że ma tam być Tusk, a jeden biskup mówił, że żałuje, że jak już Pan Bóg musiał strącić ten samolot, to szkoda, że tego nie zrobił w środę.

Albo Lech Wałęsa. „Dziennik Bałtycki” bez słowa komentarza przytacza jego słowa o Sławomirze Cenckiewiczu „cieszę się, że wnuka byłego ubeka nie dopuszczono do kierowania Instytutem Pamięci Narodowej”. Sprawa jest dobrze znana, wiadomo, że mały Cenckiewicz wychowywany był przez matkę, że z ojcem, a tym bardziej z dziadkiem, nie miał żadnego kontaktu, a zresztą gdyby nawet miał, to nadawanie temu jakiegoś znaczenia jest po prostu nikczemne, podłe i żałosne, a jeśli się rękami i nogami wspiera wnuka żołnierza Wehrmachtu, to jeszcze i głupie. Wiadomo, że upadek byłego Wałęsy nie zna miary i szkoda by w ogóle o tym pisać, gdyby nie gazeta, która takiego „autoryteta” w ogóle prosi o wypowiedź, i zamieszcza jego haniebne słowa bez jakiegokolwiek komentarza, bez choćby zaznaczenia swego dystansu do nich.

Osobiście zresztą mniej się przejmuję kłamstwami „na Wajdę”, bo one służą tylko ugruntowaniu wiary już wiernych, ważniejsze jest zwrócenie uwagi na sposób manipulacji znacznie skuteczniejszy. Miałem kiedyś przyjemność rozmawiać z szefem republikańskiego „watch-doga”, prywatnego instytutu monitorującego manipulacje liberalnych mediów, Leo Brentem Bozzelem III (skontaktował nas zresztą obecny Minister Spraw Zagranicznych), który uczył, że dobrze robioną propagandę można pokazać tylko statystyką. Klasyczny przykład: w mniej więcej tym samym czasie w dwóch małych miasteczkach w USA doszło do dwóch zbrodni. W jednym dwóch zwyrodniałych homoseksualistów wielokrotnie okrutnie zgwałciło i na koniec zamordowało kilkuletniego chłopca. W drugim kilku podpitych osiłków skopało na ulicy na śmierć „geja”. O pierwszej sprawie amerykańskie gazety, wyłącznie lokalne, napisały łącznie 47 razy, wliczając w to wzmianki o kolejnych rozprawach sądowych. Drugie wydarzenie, pomijając w ogóle media lokalne, w ogólnokrajowych opisano prawie 2000 razy, w czym mieści się kilkadziesiąt materiałów okładkowych w największych dziennikach i tygodnikach.

Czy dziennikarze tyle uwago poświęcający tej sprawie kłamali? Trudno tak to nazwać. Ale propagandowa manipulacja jest oczywista. Przytaczam ten przykład obszernie, bo jest nim odpowiedź na oburzenie, które ogarnęło część dziennikarzy po wierszu Marcina Wolskiego. Nas nazywać „łajdakami”, kazać „sypać popiół na głowy”? A gdzie ja niby skłamałem, proszę mi pokazać, ja przecież tylko wyrażałem swoje opinie, mam prawo!

Przeczesując media metodą Leo Brenta Bozzela radzę zacząć liczyć, ile razy w ostatnich dniach padają mimochodem uwagi „najważniejsza jest dobra współpraca prezydenta z rządem”. Szczególne jest ich natężenie w wypowiedziach różnymi profesorów, w wywiadach zwykle zupełnie o czym innym, niejako mimochodem, na marginesie, jako o rzeczy oczywistej: najważniejsze dla państwa jest to, żeby prezydent dobrze współpracował z rządem. Tego trzeba oczekiwać od prezydenta, żeby dobrze współpracował z rządem. Nie wskazuję na kogo konkretnie głosować, mówi profesor (to akurat Leszek Balcerowicz w „Fakcie”) ale trzeba pamiętać, że najważniejsze dla naszej przyszłości jest wybrać takiego prezydenta, który będzie dobrze współpracował z rządem. Do wygłoszenia tej uwagi, po co jest prezydent, ściągnięto nawet zza oceanu profesora Brzezińskiego. Którego wszyscy, oczywiście, bardzo szanujemy, niekoniecznie jako „człowieka roku 2005” „Gazety Wyborczej”, ale, przyznam, odkąd przekartkowałem Jego archiwalne dzieło z roku 1988, w którym profesor perswadował, że Zachód musi iść na zasadnicze ustępstwa wobec ZSSR dla nawiązania z nim strategicznej współpracy na następnych 20 lat, bo światowe mocarstwo w przewidywalnej przyszłości przecież nie zniknie ani nie straci sił − to mój szacunek dla profesora jest zdecydowanie większy, niż gotowość uznawania jego teorii za prawdy objawione.

Po katastrofalnym występie Komorowskiego jako kandydata Unii Demokratycznej w warszawskim pałacu za jego kampanię wziął się ktoś sprawniejszy, sformułował główną tezę „Komorowski jako prezydent będzie dobrze współpracował z rządem” i zatrudnił pozyskane do kampanii autorytety tak, jak ich mądre podręczniki każą używać − nie do rzucania histerycznych bluzgów na konkurenta, bo to przeciwskuteczne, tylko do niedostrzeżonego sączenia ludziom w uszy stereotypu wzmacniającego przekaz kampanii (mówiąc fachowo: do upowszechniania memu).

A może to nieprawda, co tutaj, powołując się na republikańskiego ekscentryka, wypisuję? Może Brzeziński, Balcerowicz i pomniejsi tak po prostu dzielą się przekonaniami, które zawsze wyznawali? Może. Tylko jeśli tak, to powinni mówić to samo już parę lat temu. Czy któryś z nich komentował tak fakt obsadzenia obu najwyższych urzędów w państwie przez braci Kaczyńskich? Czy któryś powiedział wtedy „może się to wydawać dziwne, niektórym nawet niebezpieczne, ale najważniejsza jest dobra współpraca między rządem a prezydentem”? Znają Państwo jakąś taką wypowiedź? Bo ja guglam, guglam, i niczego wyguglać nie mogę.

Rafał A. Ziemkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita: Kłamstwo wajdowskie i manipulacja statystyczna
27 maja 2010

Reklamy

One thought on “Manipulacja i autorytety

  1. Manipulacja 2 września 2010 / 16:22

    Nic na to nie poradzimy… Szara masa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s