To nie jest przyjazne państwo, to nieprzyjazne draństwo

Rozwija się debata o zadłużeniu Polski. Wywiad z prof Krzysztofem Rybińskim.

———————————–

W wyniku polityki zadłużania państwa rozpoczętej przez Gierka, licząc w dzisiejszych dolarach, Polska zadłużyła się o 50 mld dolarów. Tusk zakłada, że dług publiczny w latach 2008-13 wzrośnie o 330 mld złotych, czyli o 100 mld dolarów. To „dwa Gierki”.

Potrzebujemy zrównania i wydłużenia wieku emerytalnego, wyjęcia najbogatszych rolników i pseudorolników na hektarze piachu z KRUS – twierdzi Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP i profesor Szkoły Głównej Handlowej.

Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski: Ja pójdę na wybory, ale oddam nieważny głos, żeby zaprotestować przeciw niskiej jakości rządzenia w ciągu minionych czterech lat. Od 20 lat mamy ciągle nowe partie i te same twarze, te same dawno nieaktualne konflikty, ten sam dramatyczny brak zdolności do strategicznego rządzenia krajem, co udowodniły tragedie, które dotknęły Polskę w tym roku. Czyje to słowa?

Krzysztof Rybiński: Moje.

Nie przesadza pan? W ciągu 20 lat naprawdę osiągnęliśmy niewiarygodnie wiele.

– Jest taka historia o ojcu, który zamknął swojego syna w piwnicy. Dawał mu raz dziennie jeść i co piątek tłukł go paskiem aż do krwi. Syn genetycznie był mocny. Urósł 180 cm. Trochę pompki robił w tej piwnicy, był więc w miarę sprawny. Gdy miał 18 lat ojciec go wypuścił i powiedział: – Patrzcie, jak wychowałem syna!

Tak samo jest z polską gospodarką. Mamy nieprawdopodobnie silnych przedsiębiorców, którzy sobie radzą w każdych warunkach. Mamy ludzi, którzy pracują bardzo długo – według statystyk najciężej w Europie.

Oczywiście, że się rozwijaliśmy, i to nieźle. Ale nie było w tym wsparcia ze strony rządzących. To się działo pomimo ich szkodliwej działalności. Polska jest źle rządzona. Żenada i wstyd.

Nie za mocno?

– Porozmawiajmy o faktach. W 1990 roku rocznik ustaw miał 20 centymetrów. Teraz ma 2 metry. Rządzący generują biegunkę legislacyjną. Sejm wyrzuca z siebie potworne ilości ustaw koszmarnej jakości. Żeby to obsłużyć, zatrudnia się tysiące ludzi, którzy muszą się w tym jakoś rozeznać, czyli te procedury zaaplikować społeczeństwu i gospodarce. W 1990 roku było 159 tys. urzędników w kraju. Teraz mamy ich ponad 430 tys. Za rządów PiS liczba urzędników w administracji publicznej wzrosła o 50 tys. Za rządów PO o kolejne 50 tys. To nie jest przyjazne państwo, to nieprzyjazne draństwo.

Inny przykład – strategie. Wiceminister rozwoju regionalnego Jerzy Kwieciński trzy lata temu sporządził dokument, w którym podsumował wszystkie strategie rządowe w latach 1989-2006. Było ich 406, z czego ponad 250 było ciągle aktualnych. One generowały wydatki, były wzajemnie sprzeczne. Od tamtego czasu przyjęto kilkadziesiąt nowych strategii rządowych.

W tamtym roku strategię Polska 2030, w styczniu plan konsolidacji i rozwoju, teraz plan wieloletni finansowania państwa.

– Kwity można produkować, papier wszystko wytrzyma. Tylko z tych strategii nic nie wynika. Potrzebujemy zmian. Reform. A Donald Tusk swoimi działaniami nawiązuje do najgorszych tradycji Gierka. Zadłuża kraj w szybszym tempie niż on.

?

– W wyniku polityki zadłużania państwa rozpoczętej przez Gierka, licząc w dzisiejszych dolarach, Polska zadłużyła się o 50 mld dolarów. Tusk zakłada, że dług publiczny w latach 2008-13 wzrośnie o 330 mld złotych, czyli o 100 mld dolarów. To „dwa Gierki”.

Potrzebujemy zrównania i wydłużenia wieku emerytalnego, wyjęcia najbogatszych rolników i pseudorolników na hektarze piachu z KRUS…

Panie profesorze, premier już zapowiedział, że nie będzie realizował wizji wariatów, bo ludziom ma się żyć dobrze tu i teraz. Czuje się pan wywołany do tablicy?

– Ja? Premier już zapomniał, że w sprawie reform ekonomiści pisali listy otwarte, że o reformy apelują wszystkie organizacje biznesowe. Wariacką polityką jest takie zadłużanie kraju. Za to premier jedną rzecz robi świetnie. Barack Obama mógłby się od niego uczyć.

Niech nas pan zaskoczy.

– Marketing polityczny i PR. Premier jest zapatrzony w słupki popularności i masuje je codziennie. A tymczasem w finansach publicznych szykuje nam się dramat, bo nie ma poważnych reform.

Nie zapominajmy o pomostówkach.

– Rząd nie pozwoli nam zapomnieć. Cały czas odmienia pomostówki i pomostówki. Bo więcej dużych sukcesów nie ma.

Pańskim zdaniem czy istnieje dla tego rządu świat poza rokiem 2011, kiedy będą najbliższe wybory parlamentarne?

– Platforma Obywatelska przepoczwarzyła się z partii, która była bliska sercom wielu światłych ludzi w Polsce, w tym przedsiębiorcom, w populistyczną partię władzy.

Ostro.

– Jej jedynym celem od dziś jest utrzymanie się przy władzy w wyborach roku 2011. Jakie będą cele tej partii po wyborach jesienią 2011, nie wiem.

Może w PO wierzą w kalendarz Majów. Że w 2012 się świat skończy.

– Ja nawet rozumiem opinie niektórych ekonomistów, że taka jest logika polityki. Że do wyborów reform nie będzie, ale będą później. Nawet agencje ratingowe są w stanie w taki scenariusz uwierzyć. I może faktycznie po roku 2012 rząd wyjmie bogatych rolników i pseudorolników z KRUS, co dałoby 3 mld zł oszczędności, zrobi przegląd wydatków na opiekę społeczną, które dziś wcale nie trafiają do osób zamożnych, przeprowadzi poważną reformę służb mundurowych, wydłuży i zrówna wiek emerytalny. Ale im dłużej o tym myślę, tym mniej w to wierzę. Najpierw PO-PSL mówi, że my nie możemy reformować kraju, bo mamy prezydenta, który wszystko wetuje. I część rzeczy prezydent Kaczyński faktycznie zawetował. Część pomysłów się nawet nie pojawiła właśnie w obawie przed wetem. Od 10 kwietnia PO ma swojego prezydenta. I co? Nie wydarzyło się nic. W innych krajach Europy przeprowadzono w tym samym czasie odważne pakiety reformatorsko-oszczędnościowe. W Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Wielkiej Brytanii, Niemczech. A co się w Polsce wydarzyło w tym czasie?

Powalczyliśmy o krzyże trochę. O tablicę. Znów o krzyż. Chyba tyle.

– Mówiąc szczerze, słabo śledzę tę dyskusję. Czy krzyż jest w takim czy innym miejscu, czy tablica wisi w takim czy innym miejscu, to jest mało istotne. Są w kraju o wiele ważniejsze rzeczy do zrobienia.

Obawiamy się, panie profesorze, że jest pan odosobniony w swojej opinii, ponieważ dla większości mediów, a także dla większości polityków, to jest właśnie najważniejsza sprawa w kraju.

– Bo w polityce i mediach przestaliśmy mówić językiem konkretów. Dzisiaj operujemy językiem symboli. Symboli naładowanych emocjami. A w symbolu krzyża jest nieprawdopodobny ładunek emocji. Przykrywa wszystko, całą debatę podatkową, debatę o kryzysie w finansach publicznych. Dlatego uważam, że jeżeli człowiek chce się przebić do społecznej świadomości z trudnymi, ale ważnymi informacjami, to musi to opakować tak, żeby to było atrakcyjne.

I jest pan przez to przez część środowiska ekonomistów odbierany jak ekonomista celebryta. Przystoi byłemu wiceprezesowi NBP?

– Wiele osób mnie przed tym ostrzegało. Takie jest brutalne prawo mediów. Kto tego nie zrozumie, będzie nadal pisał nudnym, naukowym językiem. Owszem, niszowo zostanie przeczytany, koledzy z branży poklepią go po plecach: fajnie napisałeś. Ale z zerowym skutkiem. Ja uważam, że trzeba być skutecznym.

Panie profesorze, a może my wcale nie musimy się spieszyć z tymi reformami. Może Donald Tusk ma rację: żyjmy dobrze tu i teraz. A później? A później się zobaczy. Jeśli dalej rząd będzie kontynuował swoją politykę dryfu i nie robił nic, to jak pana zdaniem będzie wyglądać Polska za dekadę?

– Za dekadę to jeszcze całkiem nieźle…

… o!

– Ale to jest ostatnia dobra polska dekada na długie lata. Owszem bez reform za dwa, trzy lata będziemy mieć kryzys finansów publicznych, podatki pójdą w górę, ale generalnie będziemy rośli w trendzie o jakieś 3 proc. rocznie.

Teraz nasza gospodarka ma nieprawdopodobny dopalacz w postaci środków unijnych. Bez nich w ubiegłym roku mielibyśmy w kraju recesję. Kolejny nasz plus: przez najbliższe 10 lat mamy świetną demografię. Owszem, teraz dzieci rodzi się coraz mniej – zaledwie 1,35 na rodzinę, a 2,1 to granica zachowania populacji.

Czyli się kurczymy.

– Ale jednocześnie właśnie teraz z uczelni wychodzi rocznik wyżu demograficznego. Mnóstwo ludzi bez wysokich żądań płacowych, w których pracodawcy będą mogli przebierać. Na dodatek na rynku pracy jest ciągle wyż demograficzny pokolenia 50-latków! Jeśli wykorzystamy ten czas, jeśli reformy, których nie można się doprosić od lat, zostaną zrobione, nasza gospodarka ruszy z kopyta po 6 i więcej proc. rocznie.

A jeśli nie?

– To za 10 lat zaczną się problemy. Wiele problemów. Po 2020 roku mamy rosnąć w tempie 1,5 proc. rocznie. Wolniej niż Niemcy czy Francja – to szacunki Komitetu Polityki Ekonomicznej UE, Polacy brali udział w ich tworzeniu. Dzisiejsi 50-latkowie średnio w wieku 59 lat zaczną odchodzić na emeryturę. Skończą się pieniądze unijne. Już najbliższy budżet UE będzie potwornie oskubany. W 2020 prawdopodobnie nie będziemy dostawać już prawie nic. Owszem będą fundusze na innowacyjność, ale my korzystamy słabo z takich rzeczy. Będziemy płacić bardzo wysokie podatki z tytułu emisji CO2. Niemal cała nasza energetyka jest brudna, oparta na węglu. Pod tym względem jesteśmy Chinami Europy. To zabije wzrost gospodarczy.

Będzie katastrofalna sytuacja demograficzna. Polityka rodzinna u nas nie istnieje, dzieci rodzi się mało. A zresztą nawet jeśli podejmiemy jakieś decyzje, to efekty będzie można zobaczyć dopiero za 20 lat. Bo tyle czasu zajmuje pojawienie się nowego pokolenia.

Według dzisiejszych prognoz za 30 lat nasze tempo wzrostu wyniesie 0,3 proc. rocznie z powodu złej demografii. Staniemy się żółwiem Europy. Będziemy wtedy dziewiątym najstarszym krajem świata z 33 mln bardzo starych Polaków. Jak ktoś przejdzie się ulicą Marszałkowską, zobaczy starych ludzi z bardzo niskimi emeryturami, którzy będą oglądać wystawy. Bo na nic innego nie będzie nas stać. To są dzisiejsi 30-latkowie. Ale jakiego polityka interesuje, co będzie za 30 lat???

Michała Boniego?

– Z Michałem przegadaliśmy o tych problemach wiele czasu. On dziś w tym rządzie tylko trwa.

Na kogo pan zagłosuje w 2011 roku?

– Na partię, która stanowić będzie alternatywę do PO i PiS, która powstanie w najbliższych miesiącach. Bo musi coś powstać. Istnieje coraz liczniejsza grupa osób w kraju, która mówi: nie mam na kogo głosować, nie podoba mi się to, co się dzieje w Polsce, ale co mam robić? Przecież nie zagłosuję na PiS, bo będzie jeszcze gorzej. Ta grupa ludzi rośnie bardzo szybko. A jak jest popyt, pojawia się i podaż. Wierzę, że zbierze się grupa światłych osób, które w najbliższych wyborach parlamentarnych zdobędą jakieś kilkanaście procent głosów. I w Sejmie pojawi się grupa posłów, którzy zaczną mówić językiem modernizacji Polski, a nie językiem słupków popularności.

Marzy pan.

– A Tea Party w USA? A TOP 09 w Czechach, która zdobyła 17 proc. głosów w ostatnich wyborach? A partia komików w Rejkjawiku, która wygrała tam wybory komunalne? Wszystkie te ugrupowania powstały, bo obywatele mieli dość swojej obecnej klasy politycznej.

Zagłosowałby pan na partię komików?

– Zagłosowałbym na każdego, kto będzie proponował ambitny plan reform.

Olechowski tak mówił w ostatnich wyborach prezydenckich. Poparcie 0,2 proc.

– Tylko że Olechowski nie przebił się ze swoim komunikatem do ludzi. Ja myślę, że jest czas na coś nowego i że znajdą się ludzie, którzy zrealizują nowy, reformatorski projekt polityczny. Bo Polska dzisiaj tego potrzebuje.

Pięć niezbędnych reform według Rybińskiego

1. Dokończenie reformy emerytalnej. Wyprowadzenie z KRUS-u bogatych rolników i pseudorolników na hektarze piachu, stopniowe podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat i zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn, objęcie służb mundurowych powszechnym systemem emerytalnym.

2. Wprowadzenie zasady, że jakąkolwiek formę pomocy od państwa otrzymują wyłącznie osoby biedne, dotyczy to dopłat do leków, zasiłków (na przykład pogrzebowego), dopłat do kredytów i do inwestycji mieszkaniowych, ulgi rodzinnej w obecnej formie i wielu innych szeroko rozumianych transferów społecznych.

3. Wprowadzenie zarządzania projektowego w finansach publicznych – wykorzystanie budżetu zadaniowego tak, aby realizować konkretne zadania i osiągnąć konkretne cele (dziś mimo że mamy budżet zadaniowy, zadaniem urzędu potrafi być wykorzystanie w 100 proc. swojego budżetu), w ramach tego procesu likwidacja powiatów jako zbędnego bytu administracyjnego.

4. Przeprowadzenie reformy regulacji w duchu „reform Wilczka”. Polska powinna mieć najbardziej przyjazne regulacje dla biznesu w krajach OECD, teraz ma najbardziej wrogie. W ramach tej reformy należy powstrzymać biegunkę legislacyjną Sejmu i przekształcić Senat w 16 (32)-osobową izbę dbającą o jakość stanowionego prawa.

5. Reforma rządu poprzez wprowadzenie zarządzania przez cele i zmiana archaicznej struktury ministerstw. W ramach tej reformy likwidacja Ministerstwa Gospodarki i stworzenie Ministerstwa Konkurencji. Stworzenie funkcji wicepremiera ds. kapitału intelektualnego, który łączyłby kompetencje ministrów ds. nauki, edukacji i niektóre kompetencje ministrów zdrowia, pracy, spraw zagranicznych i wewnętrznych. Stworzenie funkcji wicepremiera ds. demografii i rodziny.

Źródło: GW: To nie jest przyjazne państwo, to nieprzyjazne draństwo
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8357221,To_nie_jest_przyjazne_panstwo__to_nieprzyjazne_dranstwo.html?as=1&startsz=x
Rozmawiali: Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski
2010-09-10,

Reklamy

5 thoughts on “To nie jest przyjazne państwo, to nieprzyjazne draństwo

  1. contrrev 20 września 2010 / 15:33

    Zgadzam się prawie ze wszystkim, ale na pewno nie ze stwierdzeniem, że potrzeba zrównania i wydłużenia wieku emerytalnego. To niedopuszczalne. Po pierwsze: jakim prawem władza ma decydować jak długo obywatel ma pracować, żeby mu zwrócić to, co władza przez wiele lat jego pracy zdążyła nakraść? Po drugie: „Pacta sum servanta”.

  2. Huzarus 20 września 2010 / 18:19

    Państwo oczywiście nie powinno decydować o wieku odejścia na emeryturę. Nie powinno decydować również o tym w jaki sposób oszczędzamy na emeryturę (i czy w ogóle to robimy).
    Socjalistyczne państwo nigdy nie dotrzymuje umów. Chociaż trudno tu mówić o jakiejś umowie o ile dobrze pamiętam nie podpisywałem żadnej. A Ty?

    • contrrev 22 września 2010 / 15:03

      Nie, ale państwo zobowiązało się wypłacać emeryturę po określonym czasie. Człowiek szedł do pracy z nastawieniem, że po osiągnięciu 65 lat otrzyma emeryturę. Nie można zmieniać umowy w trakcie jej obowiązywania, nawet jeśli została jednostronnie narzucona.

      • Huzarus 22 września 2010 / 18:25

        Państwo ciągle zmienia „umowy” w trakcie ich. Niby dlaczego w tak kosztownej kwestii miało postąpić inaczej? Proponuję abyś zaakceptował taki stan rzeczy już dzisiaj i przygotował się na to. Z roku na rok będzie to coraz trudniejsze.

  3. HUSARZ 21 września 2010 / 07:46

    Odbierzmy „bankierom” monopol – to będziemy przechodzić na emeryturę wtedy, kiedy sami taką decyzję podejmiemy!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s