Wolność jest ważniejsza niż wygoda

Poniżej wywiad z Richardem Matthew Stallmanem. Ukazał się on na stronach Obserwatora Finansowego czyli „tubie propagandowej” NBP. Często można tak znaleźć bardzo ciekawe i rzeczowe teksty.

——————–
Wywiad

Źródło: Obserwator Finansowy: Wolność jest ważniejsza niż wygoda

Jeden z głównych argumentów przeciwników ACTA ma wymiar czysto ekonomiczny. W skrócie: artyści od piractwa nie zbiednieją. – To prawda. Dyskusja o ochronie tzw. „własności intelektualnej” jest pełna nieporozumień. Samo to pojęcie, to sztuczny termin sklecony z nieprzystających do siebie pojęć – przekonuje Richard Stallman, legendarny haker oraz jeden z twórców systemu Linux.

Obserwator Finansowy: Nie korzysta pan ze Skype’a?

Richard Stallman: Z komórki również nie korzystam.

Dlaczego?

Bo zagrażają mojej wolności.

Skype zagraża wolności?

Rozmawiając za pośrednictwem Skype’a, komórek, nawet tych nie będących smartfonami, albo zakładając konto na Gmailu, dajemy wielkim koncernom możliwość podsłuchiwania nas, śledzenia nas, gromadzenia o nas danych. Tak skonstruowano to oprogramowanie i tak się je wykorzystuje. Ja się na to nie zgadzam.

Możliwe, ale w zamian za to „wielkie koncerny” ułatwiają nam dostęp do kultury. Amazon.com sprzedaje tanie e-booki, Apple oferuje piosenki za dolara na iTunes…

To jest wygodne, owszem, ale czy wie pan, że np. koncern Amazon ma możliwość zdalnego usunięcia e-booka, który klient czyta na wyprodukowanym przez tę firmę czytniku o nazwie Kindle? Oczywiście, że firma może to zrobić jedynie na wyraźne życzenie władz państwowych, ale jednak… W „Roku 1984” Georg Orwell opisywał praktykę manipulowania przeszłością poprzez reedytowanie już opublikowanych książek i gazet. Czy to przypadek, że Kindle znaczy w języku angielskim „podpalać”? Ja nie ufam rządowi, który brata się z koncernami, ani koncernom, które bratają się z rządem.

Brzmi jak teoria spiskowa.

Takie zagrożenia istnieją. Ja nie mówię o spisku, tylko o faktycznych zagrożeniach, których musimy być świadomi.

Elektronicznych książek również pan nie czyta?

Ja nie sądzę, żeby warto było płacić za to swoją wolnością. Kupuję książki papierowe, za które nie płacę kartą, a gotówką. W ten sposób jestem anonimowy, niezależny, nikt nie robi bazy informacji na temat przeprowadzanych przeze mnie transakcji, na temat moich gustów. Książki, które kupuję mogę trzymać, jak długo mi się podoba, odsprzedać, pożyczyć znajomemu, wielokrotnie skserować i nikt mi nic nie zrobi. To jest wolność, jaką powinien dysponować również konsument kultury elektronicznej. I o tę wolność trzeba walczyć.

Wzniosłe słowa.

Trzeba sobie uświadomić jedno. Internet jest polem bitwy między dwiema ideami. Jedna jest taka, że sieć powinna być przestrzenią dzielenia się kulturą, a druga taka, że powinna być przestrzenią jej reglamentowanej sprzedaży. O to, która zwycięży, toczą się teraz bitwy.

Mówi pan o ACTA?

Zgadza się. A w USA – o SOPA. Na szczęście, przynajmniej tymczasowo, udało nam się tę ustawę zablokować. Uniknęliśmy sytuacji, w której na życzenie właściciela prawa autorskiego, licencji, czy patentu zamykana jest strona WWW, która rzekomo te prawa gwałci.

Ale czy w zaostrzaniu kontroli nad treściami w Internecie nie chodzi jednak o ochronę własności intelektualnej przed piratami? Czy nie jest tak, że internauci burzą się, bo ktoś chce po prostu zakazać im kradzieży?

Tyle w pańskich pytaniach mylących terminów, że nie wiem, od czego zacząć. Używa pan na przykład pojęcia „własność intelektualna”, a to jest sztuczny termin sklecony innych z nieprzystających do siebie pojęć – prawa autorskiego, patentowego i prawa o znakach handlowych. Każde z tych praw powstało z innych powodów i innym celom miało służyć.

„Ochrona własności intelektualnej” to nic innego, jak ochrona interesów firm, które zarabiają na samym posiadaniu patentów, licencji… Mówimy tu o setkach miliardów dolarów. Mniej więcej od połowy lat ’60 nasilił się lobbing, który chce uczynić prawo chroniące „własność intelektualną” jeszcze bardziej restrykcyjnym. Pomaga w tym nawet ONZ. Używa pan również terminu „piraci” i mówi, że „kradną”. Taka retoryka jest na rękę wielkim koncernom, ale jest myląca. Piraci napadali na statki. W Internecie nie ma piratów, są tylko ludzie, którzy dzielą się muzyką, filmami, zdjęciami… Co w tym złego?

Myślę, że wiele złego jest w sytuacji, gdy ktoś włamuje się na komputer artysty i kopiuje sobie z niego nieopublikowane jeszcze dzieło, a potem dystrybuuje je wśród znajomych.

Ależ to zwykłe złodziejstwo! Ja jestem przeciwnikiem ingerowania w czyjąkolwiek prywatność. To, o czym mówię dotyczy utworów, czy oprogramowania już zakupionego, które potem ludzie kopiują. Według mnie w dzieleniu się swoją własnością nie ma niczego złego, wręcz przeciwnie – dzielenie się jest po prostu dobre.

Nie sądzi pan, że na takim „dzieleniu się” artyści, czy choćby tacy, jak pan programiści, zwyczajnie tracą?

Jeśli chodzi o muzykę, filmy, czy gry komputerowe, to na „piractwie” tracą tak naprawdę wyłącznie wielkie gwiazdy i ich wydawnictwa. Tylko im zależy na pełnej kontroli dystrybucji ich wytworów, bo przez „piractwo” są odrobinę mniej bogaci. Tymczasem artyści nieznani, młodzi twórcy tracą tak naprawdę na silnych wydawnictwach, bo silne wydawnictwa wcale nie chcą się z nimi dzielić zyskami ze sprzedanych utworów. Początkującym i mało znanym artystom zależy na tym, żeby kopiowano ich bez ich wiedzy i zgody jak najczęściej. Tylko w ten sposób świat może się o nich dowiedzieć. Wie pan, że mianem piratów po raz pierwszy zostały określone właśnie wydawnictwa przez niezadowolonych autorów? Było to na początku XX w.

Mimo wszystko w świecie, w który wszyscy wszystko kopiują twórcy nie mieliby żadnej motywacji do pracy, czy nie?

Przede wszystkim nie postuluję likwidacji prawa chroniącego artystów, czy innowatorów, a tylko naprawę tego prawa. Poza tym zakłada pan niesłusznie, że jedyną motywacją twórców są pieniądze. Tak nie jest. Kompozytor nie przestanie komponować tylko dlatego, że na tym nie zarobi. Ale nawet, gdyby to założenie było prawdziwe, to jest wiele sposobów, na które można dać zarabiać twórcom, przy jednoczesnym zaakceptowaniu faktu, że ludzie będą się ich wytworami w sposób nieograniczony dzielić.

Na przykład?

Można na przykład finansować działalność twórców z podatków. Kto jest bardziej popularny, dostaje więcej, a kto mniej – dostaje mniej. To finansowanie należałoby zorganizować tak, by nie odbywało się w systemie linearnym, a raczej takim, który nawet średnio znanym twórcom zapewniałby rozsądne dochody.

To inżynieria społeczna nie do zrealizowania.

A prawa autorskie i patenty to nie jest inżynieria społeczna? Ale ok. Mam jeszcze inny pomysł. Wystarczyłoby do każdego odtwarzacza dołączyć opcję mikropłatności za wybrane utwory. Chodziłoby o to, żeby każdy słuchający muzyki, czy oglądający film, mógł wyrazić swoje uznanie, wysyłając danemu artyście pieniądze. Ta dobrowolna płatność powinna być dla jego portfela nieodczuwalna, ale jeśli artysta byłby lubiany otrzymywałby takich małych kwot setki tysięcy.

Brzmi rozsądnie, ale trzebaby jednak prawnie zmusić producentów oprogramowania do stworzenia takiego systemu mikropłatności. To nie jest zbyt duża ingerencja w wolny rynek?

Politycy ingerują w wolny rynek w o wiele bardziej drastyczny sposób.

Wróćmy na moment do wielkich koncernów i pańskiej walki z nimi. W ramach przeciwwagi dla komercyjnego systemu operacyjnego Windows, stworzył pan własny – GNU. Czy ktoś go w ogóle używa?

Jeśli ktoś używa tzw. Linuksa, to tak naprawdę używa GNU, bo Linkux to jest tylko jądro systemu. Ale dla jasności – ja tylko zainicjowałem projekt GNU, nie jestem jego jedynym autorem. Rozwijać system pomagają tysiące ludzi z całego świata. To jest całkowicie funkcjonalny system. W działalności mojej Fundacji Wolnego Oprogramowania – wolnego, czyli takiego, które działa bez licencji i każdy może zrobić z nim co chce – chodzi o to, żeby przeciwstawiać się praktykom ograniczania swobody twórczej w Internecie.

Walczy już pan z „systemem” prawie 30 lat. Nie ma pan wrażenia, że to trochę walka z góry przegrana?

Nie. Zwolenników idei wolnego oprogramowania jest coraz więcej. Nawet wśród waszych polityków są tacy. Gdy trzy lata temu byłem w Polsce dowiedziałem się, że jej zwolennikiem jest jeden z waszych ministrów. Nazywał się chyba Waldemar Pawlak.

To minister gospodarki.

Wciąż?

Tak.

Mam nadzieję więc, że uda mu się sprawić, by w szkołach dzieciaki pracowały nie na Windowsie, a na dowolnym oprogramowaniu, które kwalifikuje się jako wolne.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Richard Matthew Stallman (ur. 1953) – absolwent fizyki na Harvardzie, programista, aktywista związany z Partią Zielonych. Zajmuje się promowaniem idei wolnego oprogramowania wśród polityków na całym świecie. Znany jest z krytyki wymierzonej w Steve’a Jobsa i Billa Gatesa. W 1984 r. założył kontynuowany do dzisiaj „Projekt GNU”, czyli projekt wypracowania całkowicie darmowego i podatnego na wszelkie zmiany wprowadzane przez użytkowników systemu operacyjnego. Mimo kontrowersyjnych poglądów aż 10 uznanych uniwersytetów przyznało mu doktorat honoris causa, bądź tytuł profesorowa honorowego za szczególne osiągnięcia.

Advertisements

10 thoughts on “Wolność jest ważniejsza niż wygoda

  1. Redakcja Obserwatora Finansowego 25 lutego 2012 / 17:22

    Szanowni państwo,
    Obserwator Finansowy jest portalem działającym w ramach NBP, nie jest niczyją „tubą propagandową”. Zakres i tematyka poruszana na łamach OF zależy wyłącznie od zespołu redakcyjnego, nie wyraża opinii NBP ani nie reprezentuje oficjalnego stanowiska NBP.
    Cieszy nas pozytywna ocena naszych treści, ale przypominamy, że przedruk i wykorzystywanie treści publikowanych w Obserwatorze Finansowym bez zgody redakcji jest zabronione.
    Z poważaniem

    • Huzarus 26 lutego 2012 / 00:32

      Witam szanowną Redakcję. Jestem miło zaskoczony wizytą/ komentarzem. Moje zaskoczenie potęguje fakt, że dbają Państwo o swoją reputację również w sobotę późnym popołudniem. Wyrazy szacunku.
      „Tuba propagandowa” oprócz znaczków „” powinna być opatrzona także 😉 W rzeczywistości są Państwo jednym z nielicznych polskojęzycznych źródeł wartościowych informacji i analiz ekonomicznych.

      Jeśli przedruk wymaga zgody proszę nią (oczywiście jeśli jej nie otrzymam wpis niezwłocznie usunę).
      Blog ten służy jedynie propagowaniu informacji i wiedzy (nie ma reklam i niczego nie sprzedaje).

      Korzystając z okazji pozwolę sobie zaproponować ciekawy temat którym mogliby Państwo się zająć/opisać tzn. polskie rezerwy złota ich wielkość, bezpieczeństwo, lokalizacja itd.
      Zajęcie się tym tematem rozwieję aurę tajemnicy i spekulacji krążących na „polskim złotem”.
      Biorąc pod uwagę Państwa niezależność i bliskość do źródeł informacji jestem pewien, że nikt nie opisze tego lepiej.

  2. totenkopfschmerzen 25 lutego 2012 / 18:02

    Niezłą alternatywę proponuje. Finansowanie artystów z podatków hahaha. W sumie nie ma się co dziwić. Zielony.

    • Huzarus 25 lutego 2012 / 22:56

      Faktycznie ta odpowiedz jest co najmniej niepoważna. Ludzie rozpoznają zagrożenia w środowiskach które znają. Pan Stallman najprawdopodobniej nie odczuł na skórze życia w państwie socjalnym czy totalitarnym.

      • totenkopfschmerzen 26 lutego 2012 / 01:48

        Mikropłatności są jakimś wyjściem. Przecież takie rozwiązania już funkcjonują. Chociażby wspomniane w wywiadzie itunes, w serwisie bandcamp.com wielu artystów udostępnia swoje nagrania na zasadzie „co łaska”. Warto też wspomnieć płytę zespołu radiohead „in rainbows”, udostępnioną w całości za darmo.

  3. mmm777 26 lutego 2012 / 17:30

    On by się cudownie czuł za Stalina…

    `finansować działalność twórców z podatków’
    `średnio znanym twórcom zapewniałby rozsądne dochody’

    Brakuje pytania: po czym by poznawano, że ktoś jest twórcą (a szczególnie mało znanym).
    (Odpowiedź jest – rzecz jasna – oczywista – odpowiedni urząd by podejmował decyzję i przydzielał środki z budżetu.)

    • hansklosHansKlos 27 lutego 2012 / 12:18

      Opowiadasz bzdury. Wystarczy zwykła statystyka, np zliczanie ilości pobrań i po problemie. Tak działa np. Jamendo i to bez nadzoru tow. Stalina.-)

      • mmm777 27 lutego 2012 / 12:48

        @HansKlos
        Niestety, nie czytasz tego, co komentujesz…

        `uda mu się sprawić, by w szkołach dzieciaki pracowały nie na Windowsie, a na dowolnym oprogramowaniu, które kwalifikuje się jako wolne’

        Jak widać, on opiera swój wybór o ideologię, a nie o `ilość pobrań’. Rozwiązania *słuszne* powinny być nakazane…
        Czyli musi być ktoś (coś), co zdecyduje, co jest słuszne, prawda? Więc, jestem pewien, że okazałoby się też, że artyści dzielą się na słusznych i niesłusznych…

        Śmieszne w tym wszystkim jest to, że – lansowany przez swych apostołów – desktopowy Linux jest martwy… (Od lat jego udział w rynku nie rośnie – ot, nisza dla maniaków…)

        A rośnie ślicznie Android, zupełnie bez wsparcia ideologów…

  4. Katarzyna Mokrzycka 27 lutego 2012 / 13:07

    Dzień dobry,
    dziekuję Panu raz jeszcze za słowa uznania. Naprawdę doceniamy je. Każdemu portalowi (także blogerom) zainteresowanemu naszymi artykułami proponujemy jednak to samo rozwiązanie (zgodne z prawem prasowym), czyli możliwość opublikowania trzech akapitów z zamieszczeniem informacji o źródle pochodzenia (serwis: obserwatorfinansowy.pl). Inne publikacje artykułów z Obserwatora Finansowego na razie nie są dozwolone. Wywiadu, który pan od nas wypożyczył, nie musi Pan usuwać, już się tu zadomowił 🙂
    Obserwator Finansowy wciąż się rozwija, zależy nam na propagowaniu naszych treści, lecz chcemy mieć kontrolę nad tym, gdzie i w jakim kontekście się pojawiają. Jesteśmy serwisem otwartym dla wszystkich, wszystkie nasze treści są dostępne bezpłatnie, także dostęp do naszego archiwum jest w pełni otwarty. Każdego dnia publikujemy kilka nowych analiz ekspertów i wywiadów z ważnymi, ciekawymi postaciami, a także blogi ekonomistów spoza Polski i najciekawsze komentarze z zagranicznych mediów. Ich pozyskanie i selekcja wymagają pracy, stąd cieszymy się, gdy mogą być czytane właśnie u nas.
    Liczymy, że są to treści na tyle wartościowe, że ograniczenia co do przedruku nie zniechęcą Pana i pańskich gości do zaglądania do OF-u 🙂 Zapraszamy serdecznie!
    Pozostaję z poważaniem
    Katarzyna Mokrzycka
    z-ca red. nacz.
    Obserwatorfinansowy.pl

    • Huzarus 27 lutego 2012 / 23:42

      Dziękuje za pozwolenie.
      Proszę rozważyć moją propozycję dotyczą zajęcia się tematem rezerw złota w NBP
      Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s