Procedura nadzoru praworządności a kara śmierci

Kara śmierci również za zdradę
Stanisław Michalkiewicz
Komentarz • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 19 stycznia 2016

W ramach intensywnego reformowania naszego nieszczęśliwego kraju warto zastanowić się również nad jeszcze jedna reformą, w postaci przywrócenia kary śmierci i to nie tylko za zabójstwa z winy umyślnej, ale również – za zdradę stanu. W ogóle jest rzeczą zdumiewającą, że chociaż około 70 procent obywateli nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach Unii Europejskiej aprobuje karę śmierci za morderstwa, to Umiłowani Przywódcy, mający pełne gęby frazesów o demokracji, skutecznie blokują przywrócenie tej kary do arsenału kar kodeksowych. Trudno o lepszą i bardziej przekonującą ilustrację, że nie są żadnymi demokratami, tylko wykonują zadania postawione im przez jakąś mafię, czy jakieś mafie, które wystrugały ich z banana i w ten sposób zrobiły z nich człowieków. Co to za mafie – na to pytanie można odpowiedzieć jedynie odwołując się do teorii spiskowej, która wszelako przez ekspozytury mafii w mediach i środowisku autorytetów moralnych jest stanowczo potępiana. W następstwie tego potępienia do wierzenia podawane są idiotyczne opowieści, że z tą demokracją, to wszystko naprawdę i wielu mikrocefali skutecznie ogłupionych przez żydowską gazetę dla Polaków święcie w to wierzy.

Te mafie są oczywiście różne w różnych krajach, więc nie będę tutaj rozwijał spiskowej teorii wszystkiego, tylko skoncentruję się na naszym nieszczęśliwym kraju. Jak wiadomo, w następstwie stanu wojennego punkt ciężkości władzy w Polsce przesunął się w stronę tajnych służb i już tam pozostał. Poszlaką, która to potwierdzała, było internowanie Edwarda Gierka i jego pierwszego ministra Piotra Jaroszewicza. Chociaż nie stwarzali oni najmniejszego zagrożenia ani dla socjalizmu, ani dla sojuszy, zostali internowani, by w ten sposób przekazać opinii publicznej sygnał, że partia już się nie liczy, że liczą się tylko tajne służby: RAZWIEDUPR i SB. Chociaż bowiem internowano I sekretarza, ani jeden głos nie podniósł się w jego obronie. Świadczy to oczywiście również i o partyjniakach, którzy rok wcześniej na widok Gierka sikali po nogach, ale czort z nimi, bo ważniejsze jest oczywiście przesunięcie wspomnianego punktu ciężkości władzy w stronę tajnych służb.

Jak w 2011 roku stwierdził Trybunał Konstytucyjny, dekret o stanie wojennym był niezgodny z konstytucją, a więc Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, będąca – jak się okazało – organizacją przestępczą o charakterze zbrojnym – dokonała zamachu stanu w celu stłumienia niepodległościowego zrywu historycznego narodu polskiego. Te prawne oceny potwierdzają, że RAZWIEDUPR, będący od 1944 roku politycznym kierownikiem polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, z którą historyczny naród polski musi dzielić terytorium państwowe, nigdy nie cofał się przed zdradą stanu i zdradą narodu, kiedy tylko w grę wchodziły jego partykularne interesy, interesy wspólnoty rozbójniczej i wreszcie – interesy jego zagranicznych protektorów, przede wszystkim – Związku Radzieckiego, który teraz tylko zmienił położenie.

Kiedy w następstwie porozumienia między Sowietami i USA co do ustanowienia nowego porządku politycznego, który w Europie zastąpiłby rozsypujący się porządek jałtański, RAZWIEDUPR w 1985 roku rozgromił Służbę Bezpieczeństwa, zostając tubylczym hegemonem na polskiej scenie politycznej, przygotował i przeprowadził transformację ustrojową. W ramach systemowych przygotowań zainicjował uwłaszczenie nomenklatury i selekcję kadrową w strukturach podziemnych, by w ten sposób wyłonić „reprezentację społeczną”, do której miałby zaufanie i z którą miałby „wynegocjować” transformację. Elementem tych przygotowań stało się również eliminowanie kary śmierci. W roku 1988 ustanowione zostało tzw. „moratorium” na wykonywanie kary śmierci. Nie została one wykreślona z kodeksu, sądy więc mogły ja nadal orzekać, ale już nie mogła być wykonywana. Kiedy w roku 1995 Sejm to moratorium przedłużył, zapytaliśmy w imieniu UPR ówczesnego ministra sprawiedliwości, pana Jerzego Jaskiernię, kto to „moratorium” w roku 1988 w Polsce wprowadził. Odpowiedział nam na piśmie, że „nie można ustalić autora tej decyzji”, bo lepiej wyjaśnia mechanizm funkcjonowania naszego państwa, niż cokolwiek innego. Oto anonimowy dobroczyńca ludzkości zakazuje wykonywania kary zapisanej w ustawie i orzekanej przez sądy – a wszystkie organy państwowe w podskokach się mu podporządkowują i w dodatku nikogo nie interesuje, kto wydał taki rozkaz. A przecież nie trzeba specjalnej przenikliwości, żeby domyślić się o co chodzi. Wprawdzie Amerykanie wynegocjowali z Sowieciarzami, że komuchom za ich zbrodnie włos z głowy nie spadnie, ale „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności”. Wprawdzie więc RAZWIEDUPR zainstalował nowe władze, ale na wypadek, gdyby urwały się z łańcucha i strzeliły im do łba jakieś głupstwa, asekurował się wspomnianym moratorium. Cokolwiek się stanie, nie pójdziemy na powróz, a skoro tak – to potem się zobaczy.

Bezkarność zdrady stanu i zdrady narodowej dokonanej 13 grudnia 1981 roku zachęciła uczestników RAZWIEDUPR-a nie tylko do bezceremonialnego kontynuowania okupacji kraju i rozkradania jego zasobów, ale również – do podjęcia działań wyczerpujących znamiona zdrady stanu i zdrady narodowej obecnie. Oto próbując kontynuować okupację Polski i rozkradanie jej zasobów, RAZWIEDUPR przy pomocy swojej agentury, w porozumieniu z żydowskim lobby w Polsce i – obawiam się, że niestety również z przyzwoleniem Naszego Największego Sojusznika zza oceanu – podjął czynności noszące znamiona zdrady stanu i zdrady narodowej. Nie tylko podejmuje próby politycznej destabilizacji kraju poprzez ekscytowanie ulicznych rozruchów, ale odwołując się do poparcia ośrodków zagranicznych, przygotowuje prowokację, której finałem może być nawet scenariusz rozbiorowy.

W tej sytuacji przywrócenie kary śmierci nie powinno dotyczyć tylko zabójstw z winy umyślnej, dokonanych w zamiarze bezpośrednim, ale również dokonanej w zamiarze bezpośrednim zdrady stanu w postaci domagania się interwencji w Polsce ośrodków zagranicznych, a okoliczność obciążającą stanowiłoby pobieranie na prowadzenie takiej działalności pieniędzy od podmiotów zagranicznych. Periculum in mora – bo jeśli w safandulstwa, albo lęku, co powiedzą na to jakieś eunuchy, odstąpimy od takiej regulacji, to w rezultacie beztroskiej aktywności jakichś filutów pozostających „na utrzymaniu żony” możemy ocknąć się z ręką w przysłowiowym nocniku.

Stanisław Michalkiewicz

Komentarz • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 19 stycznia 2016

Aborcja nie jest zabójstwem

Aborcja nie jest zabójstwem. Tak uważają niektórzy. Zwłaszcza Ci bardziej postępowi.
A co w przypadku, gdy dziecko podczas zabiegu aborcji rodzi się żywe. W zeszłym roku w Opolu podobnież zaistniała taka sytuacja.

– – – –

Ordo Iuris zawiadamia prokuraturę o podejrzeniu uśmiercenia dziecka, które urodziło się żywe po przeprowadzonej aborcji
2014-12-17

Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris złożył oficjalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zabójstwa w jednym ze szpitali w Opolu pod koniec sierpnia 2014 r.

W pierwszych dniach grudnia Instytut pozyskał pochodzącą z pojedynczego źródła informację o tym, iż pod koniec sierpnia 2014 r. w jednym z opolskich szpitali doszło do uśmiercenia dziecka, które przeżyło późną aborcję eugeniczną. Z przekazanych informacji wynika, że lekarze podjęli się wykonania aborcji dziecka z Zespołem Downa. W trakcie aborcji doszło do komplikacji i dokonano cięcia cesarskiego. Dziecko przyszło na świat żywe. Przecięto pępowinę oraz zważono je. Waga noworodka w chwili przyjścia na świat wynosiła około 600 g. Dziecko oddychało samodzielnie i bardzo głośno krzyczało. Serce pracowało prawidłowo, a dziecko przejawiało silną wolę przeżycia. Personel szpitala zdecydował się przyjąć je oficjalnie na oddział i umieścić w inkubatorze. Dziecko przebywało tam przez około 4 godziny, w trakcie których narządy funkcjonowały jak u zdrowego noworodka. Pomimo tego, wedle pozyskanej informacji, na wyraźne żądanie lekarzy przeprowadzających aborcję, odstąpiono od opieki nad dzieckiem oraz od ratowania mu życia. Nie podjęto żadnych czynności umożliwiających noworodkowi przeżycie, w tym czynności reanimacyjnych. Dziecko zmarło.

Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris wskazuje, że ochrona życia dziecka narodzonego znajduje wyraz na gruncie polskiego prawa karnego, w art. 148 § 1 KK, który przewiduje odpowiedzialność karną za zabicie człowieka. „Człowiekiem” w rozumieniu tego przepisu jest również dziecko narodzone w wyniku błędnie przeprowadzonej aborcji. Orzecznictwo Sądu Najwyższego w tym zakresie jest jasne i konsekwentne. Pozostawienie samodzielnie oddychającego dziecka bez opieki w celu jego uśmiercenia stanowi zbrodnię zabójstwa.

Nie jest to pierwszy w ostatnim czasie przypadek kiedy dziecko przyszło na świat w wyniku wadliwie przeprowadzonego zabiegu aborcji. Na początku tego roku w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu urodziła się dziewczynka, która miała zostać uśmiercona w wyniku tzw. późnej aborcji. Gdy lekarze zorientowali się, że żyje, inaczej niż uczyniono w Opolu, rozpoczęli ratowanie jej życia. Pomimo tego dziecko zmarło po miesiącu od urodzenia.

– – –

Po interwencji Ordo Iuris Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie podejrzenia uśmiercenia dziecka narodzonego w trakcie późnej aborcji
2016-01-14

Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Opolu (4 Ds. 8/15), Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowanie wyjaśniające w celu ustalenia czy doszło do naruszenia prawa dziecka do świadczeń zdrowotnych. Zarówno śledztwo, jak i czynności Rzecznika Praw Pacjenta, toczą się wskutek interwencji podjętej przez Instytut Ordo Iuris.

W grudniu 2014 r. Instytut Ordo Iuris informował o pozyskanej z pojedynczego źródła informacji o tym, że pod koniec sierpnia 2014 r. w jednym z opolskich szpitali doszło do uśmiercenia dziecka, które przeżyło późną aborcję eugeniczną. Z przekazanych informacji wynikało, że lekarze podjęli się wykonania aborcji dziecka z Zespołem Downa. W trakcie aborcji doszło do komplikacji i dokonano cięcia cesarskiego. Dziecko przyszło na świat żywe. Przecięto pępowinę oraz zważono je. Waga noworodka w chwili przyjścia na świat wynosiła około 600 g. Dziecko oddychało samodzielnie i bardzo głośno krzyczało. Serce pracowało prawidłowo, a dziecko przejawiało silną wolę przeżycia. Personel szpitala zdecydował się przyjąć je oficjalnie na oddział i umieścić w inkubatorze. Dziecko przebywało tam przez około 4 godziny, w trakcie których narządy funkcjonowały jak u zdrowego noworodka. Pomimo tego, wedle pozyskanej informacji, na wyraźne żądanie lekarzy przeprowadzających aborcję, odstąpiono od opieki nad dzieckiem oraz od ratowania mu życia. Nie podjęto żadnych czynności umożliwiających noworodkowi przeżycie, w tym czynności reanimacyjnych. Dziecko zmarło.

W związku z tym Instytut Ordo Iuris złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zabójstwa z art. 148 § 1 kodeksu karnego. Pozostawienie samodzielnie oddychającego dziecka bez opieki w celu jego uśmiercenia stanowi bowiem zbrodnię zabójstwa.

Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym zebranym przez Prokuraturę Rejonową w Opolu (sygn. akt 4 Ds. 8/15) obejmującym protokoły z zeznań świadków, Rzecznik Praw Pacjenta zdecydował się na wszczęcie postępowania wyjaśniającego w celu ustalenia, czy doszło do naruszenia prawa zabitego dziecka do świadczeń zdrowotnych, o których mowa w art. 6 ust. 1, art. 7 oraz art. 8 ustawy z 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.
Instytut ma zostać poinformowany o wynikach postępowania.

Organizacje dobroczynne w państwach socjalistycznych

Przypadkowo natknąłem się na obrzydliwy artykuł Stanisława Michalkiewicza porównującego WOŚP z Narodowosocjalistyczną Ludową Opieką Społeczną (Nationalsozialistische Volkswohlfahrt) organizacją stworzona i prowadzoną przez NSDAP.
W związku z tym, że jest taki obrzydliwy cytuję go w całości poniżej.

– – –

Winterhilfswerk
Źródło: Winterhilfswerk
17 stycznia 2010

1 grudnia wszedł w życie Traktat Lizboński i powstała Unia Europejska, której nolens volens zostaliśmy obywatelami, względnie – jak kto woli – poddanymi, więc siłą rzeczy musimy się europeizować, nawiązując do sprawdzonych tradycji. Nie chodzi jednak o to, by niewolniczo je naśladować, bo Unia Europejska tego od nas nie wymaga. Przeciwnie – kładzie nacisk na różnorodność form, byle tylko wyrażały one te same treści. Tego samego oczekiwał również Ojciec Narodów Józef Stalin, dopuszczając „narodowe formy” wszelako pod warunkiem, że przy ich pomocy wszyscy będą przyswajali sobie identyczne „socjalistyczne treści”. Dokładnie tego samego oczekuje od nas inny Józef, mianowicie Józef Barroso.

Na szczęście nie wypadliśmy sroce spod ogona i przygotowując się do wzorowego uczestnictwa w Unii Europejskiej, przez ostatnie 20 lat wypracowaliśmy własną, narodową formę wyrażania identycznych treści. Mam oczywiście na myśli Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, któremu ostatnio partia udostępniła nawet samoloty F-16, dzięki czemu nareszcie wiemy, po co właściwie żeśmy je sobie zafundowali. Bo „Jurek” Owsiak niezwykle sprytnie połączył socjalistyczną treść z narodową formą, co znalazło wyraz już w samej nazwie. Wielka Orkiestra nie zajmuje się bowiem „zimową”, tylko – „świąteczną” pomocą – ale poza tym wszystko jest właściwie tak samo. Warto zatem przypomnieć pierwowzór, żebyśmy wiedzieli skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy.

Jedną z form aktywności NSDAP na odcinku społecznym była Nationalsozialistische Volkswohlfahrt czyli Narodowosocjalistyczna Ludowa Opieka Społeczna. Również ta nazwa pokazuje, że ruch hitlerowski miał charakter par excellence socjalistyczny, a nie żaden „prawicowy”. Rozwinęła się ona dzięki poparciu kolejnego Józefa, mianowicie Józefa Goebbelsa, który nie tylko potrafił nadać jej propagandowy rozmach, porównywalny do rozmachu nadanego tubylczej Orkiestrze przez „Jurka” Owsiaka, ale nawet uczynił swoją żonę Magdę Goebbels honorową patronką tej inicjatywy, podobnie jak „Jurkowi” Owsiakowi patronuje państwowa telewizja, będąca wszak najważniejszą placówką Ministerstwa Prawdy.

Narodowosocjalistyczna Ludowa Opieka Społeczna zajmowała się rozmaitymi inicjatywami, np. pomaganiem podróżnym na dworcach kolejowych, ale jej sztandarową, doroczną akcją, była właśnie Winterhilfswerk, czyli Pomoc Zimowa. Ponieważ, jak wiadomo, gospodarka Rzeszy była zorientowana na cele wojenne, wielu ludzi zostało zmuszonych do różnych wyrzeczeń, które trzeba było zrekompensować im pomocą ze strony państwa, które te wyrzeczenia wcześniej konsumowało. Można było oczywiście nałożyć specjalny podatek na opiekę społeczną, ale wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler odrzucił tę możliwość przede wszystkim ze względów pedagogicznych. Ze względów pedagogicznych bowiem opieka społeczna powinna przybrać postać spontanicznego zrywu całej narodowej społeczności, co nawiasem mówiąc, stwarzało dodatkową okazję do tresury. „Poprzez tak widoczne demonstracje – mówił Adolf Hitler – nieustannie poruszamy sumienie naszego narodu i za każdym razem uświadamiamy wam, że należy uważać się za człowieka społeczności i nie unikać poświęceń.”

Podobne pedagogiczne cele wpisane są również w działalność Wielkiej Orkiestry „Jurka” Owsiaka; nie tyle chodzi o pieniądze na sprzęt medyczny, chociaż oczywiście dzięki ich zebraniu Narodowy Fundusz Ochrony Zdrowia będzie mógł przeznaczyć nadwyżki na przykład na zakup limuzyn z podgrzewanymi siedzeniami dla swoich dygnitarzy, bo wiadomo, że im bardziej dygnitarz zadowolony, tym lepiej również dla pacjentów – co przede wszystkim o nieustanne i powszechne poruszenie sumień narodu, któremu trzeba raz na zawsze wbić do głowy, że bez względu na prywatnie wyznawane poglądy – nikomu nie wolno unikać poświęceń dla wielkiej idei socjalizmu. Kto próbuje się od tej świętej powinności uchylać, to nie ulega chyba wątpliwości, że przede wszystkim jest wrogiem chorych dzieci, a więc – pozbawionym ludzkich uczuć najgorszym wrogiem, a jeśli nawet nie zaraz „wrogiem”, to w każdym razie – na pewno świnią. I o to właśnie chodzi, bo czyż w inny sposób można budować upragnioną jeszcze przez Edwarda Gierka jedność moralno-polityczną narodu pod przewodnictwem partii?

Więc ożywiona takimi szczytnymi ideałami Nationalsozialistische Volkswohlfahrt corocznie, już od wczesnej jesieni przystępowała do organizowania Winterhilfswerk czyli Pomocy Zimowej, która polegała na zbieraniu datków od społeczeństwa. Zbieraniem tych datków zajmowało się ponad milion wolontariuszy, głównie młodych, skupionych w masowych organizacjach, również nastawionych na nieustanne poruszanie sumień. Potem uzyskane w ten sposób zasoby były rozdzielane przez funkcjonariuszy Narodowosocjalistycznej Ludowej Opieki Społecznej, dzięki czemu każdy obdarowany wiedział, komu winien jest dozgonną wdzięczność i w ten sposób prawidłowo kalibrował sobie sumienie.

Dzięki prawidłowo skalibrowanym sumieniom i umysłom, nawet w momencie zachwiania zaufania do intencji dygnitarzy z Narodowego Funduszu Zdrowia, żaden z autorytetów moralnych, jakie zostały zaangażowane do zdiagnozowania sytuacji, nie podał w wątpliwość konieczności dysponowania przez Fundusz pieniędzmi pacjentów. Pomysł, żeby pieniądze nie „szły za pacjentem” w coraz bardziej wydłużającej się odległości, tylko podążały RAZEM Z NIM, bo by mu ich przedtem nikt nie odebrał niby dla jego dobra – już nie przyszedł nikomu do głowy. I to jest miarą naszego przygotowania do wzorowego uczestnictwa w Unii Europejskiej, w czym „Jurek” Owsiak, niezależnie od tego, czy to sobie też wykalkulował, czy nie – ma wielki udział. Słusznie tedy partia wynagradza go jak tam może, oddając do jego dyspozycji zasoby tych resztek państwa, jakie jeszcze jej do dyspozycji pozostały, to znaczy – telewizję i samoloty F-16.

Stanisław Michalkiewicz