Jak bogaci wspierają biednych – Bill Gates

Bogaci wspierają biednych zwłaszcza w krajach rozwijających się.
A jak to wygląda w rzeczywistości opowiada JASON HICKEL na przykładzie Billa Gatesa. Pan Hickel jest człowiekiem „wierzącym”, gdyż uważa, że sponsorowane przez fundację szczepienia są dobre dla ludności z krajów trzeciego świata.

Reklamy

Rockefeller, Morgan i wojna

Autor: Murray N. Rothbard
Źródło: mises.pl
Tłumaczenie: Paweł Kot

Tekst stanowi część książki Wall Street, Banks, and American Foreign Policy (1984) – (książkę można pobrać bezpłatnie)

W latach 1930. Rockefellerowie mocno naciskali na wojnę z Japonią, którą postrzegali jako agresywnego konkurenta o zasoby ropy i kauczuku w Azji Południowo-Wschodniej oraz zagrożenie dla ich marzeń o masowym „rynku chińskim” dla produktów naftowych. Z drugiej strony, nie chcieli interwencji w Europie, gdzie utrzymywali co prawda raczej słabe związki z Wielką Brytanią i Francją, ale posiadali za to bliskie powiązania finansowe z firmami niemieckimi, takimi jak I.G. Farben.

Morganowie byli z kolei silnie powiązani finansowo z Wielką Brytanią i Francją, toteż szybko opowiedzieli się za wojną z Niemcami, podczas gdy ich zainteresowanie Dalekim Wschodem stało się minimalne. Ambasador USA w Japonii, Joseph C. Crew, były partner Morgana, był jednym z niewielu urzędników w administracji Roosevelta, szczerze zainteresowanych pokojem z Japonią.

W pewnym sensie II wojna światowa była wojną koalicyjną: Morganowie dostali swoją wojnę w Europie, Rockefellerowie swoją w Azji. Do rządu wracali teraz tacy ludzie Morganów, jak Lewis W. Douglas i Dean G. Acheson (protegowany Henry’ego Stimsona), którzy opuścili administrację Roosevelta rozczarowani polityką słabej waluty i nacjonalizmem gospodarczym. Nelson A. Rockefeller został szefem działań związanych podczas II wojny światowej z Ameryką Łacińską, w ten sposób rozsmakowując się w służbie publicznej.

Po II wojnie światowej zjednoczony wschodni establishment, złożony z rodzin Rockefellerów, Morganów, Kuhnów oraz Loebów, krótko cieszył się ze swojej niekwestionowanej supremacji. „Kowbojskie” firmy z rolniczego południa, niezależni nafciarze oraz budowlańcy z Teksasu, Florydy i południowej Kalifornii zaczęli bowiem konkurować z Jankesami o zdobycie władzy politycznej. Chociaż obie grupy popierały zimną wojnę, kowboje zawsze byli bardziej nacjonalistyczni, bardziej wojowniczy i mniej zważali na to, co myśleli nasi Europejscy sojusznicy. Byli także mniej przychylni dla pomocy finansowej dla, kontrolowanego obecnie przez Rockefellerów, Chase Manhattan Banku i innych banków z Wall Street, które beztrosko udzielały pożyczek krajom komunistycznym i Trzeciego Świata, a teraz oczekują od amerykańskiego podatnika, że zapłaci rachunek — bezpośrednio w podatkach lub przez dodruk dolarów.

Trzeba jasno powiedzieć, że to, która partia znajduje się u władzy, jest o wiele mniej ważne od finansowych i bankowych powiązań danego reżymu. Świadectwem znaczenia władzy finansowej była kontrola nad polityką zagraniczną, jaką przez długi czas posiadał Henry A. Kissinger, odkrycie niezwykle wpływowego starszego polityka Johna J. McCloya, związanego z Rockefeller-Chase Manhattan Bankiem. Kolejnym tego dowodem jest skuteczność lobbingu, jaki Kissinger i David Rockefeller, szef Chase Manhattan, zastosowali wobec Jimmy’ego Cartera, by ten zezwolił na przyjazd do USA chorego szacha Iranu, co spowodowało upokarzający kryzys z zakładnikami.

Poza kilkoma szczegółami, jasne jest, że wyzwanie rzucone władzy Rockefellerów i Morganów w Radzie ds. Stosunków Międzynarodowych (CFR) i stworzonej przez Rockefellerów Komisji Trójstronnej (Trilateral Commission) spaliło na panewce, i że „rząd ciągły” (ang. permanent government) rządzi niezależnie od partii będącej nominalnie przy władzy. W konsekwencji głośno zapowiadany „dwupartyjny konsensus w polityce zagranicznej”, narzucony przez establishment od II wojny światowej, wydaje się niezagrożony.

David Rockefeller, od 1970 (według Wikipedii od 1969 r. — przyp. red.) do 1981 r. prezes zarządu należącego do jego rodziny Chase Manhattan Bank, założył Komisję Trójstronną w 1973 r., a pomogło mu w tym wsparcie finansowe CFR oraz Fundacji Rockefellera. Joseph Kraft, waszyngtoński felietonista wielu czasopism, który osobiście wyróżnia się członkostwem w CFR i Komisji Trójstronnej, trafnie określił CFR jako „szkołę mężów stanu”, która „w przybliżeniu może być organem czegoś, co C. Wright Mills nazwał elitą władzy — grupą ludzi o podobnych zainteresowaniach i poglądach, zakulisowo kształtujących bieg wydarzeń”.

Komisji Trójstronnej przyświecała idea umiędzynarodowienia procesu formułowania polityki. Komisja składa się z małych grup liderów korporacji międzynarodowych, polityków i ekspertów od polityki międzynarodowej ze Stanów Zjednoczonych, Europy Zachodniej i Japonii, którzy spotykają się, by koordynować politykę gospodarczą i zagraniczną pomiędzy swoimi krajami.

Być może najważniejszą postacią w polityce zagranicznej od czasu II wojny światowej jest osiemdziesięcioletni John J. McCloy, ulubiony doradca wszystkich prezydentów. Podczas II wojny światowej McCloy, jako asystent podstarzałego sekretarza Stimsona, praktycznie zarządzał Departamentem Wojny; to McCloy przewodniczył podejmowaniu decyzji o internowaniu wszystkich Amerykanów pochodzenia japońskiego i jest właściwie ostatnim Amerykaninem, który nadal usprawiedliwia to działanie.

Przed i w czasie wojny, McCloy — uczeń Stimsona — poruszał się wokół Morgana (był zresztą jego prawnikiem); jego szwagier, John S. Zinsser, był w latach 1940. członkiem zarządu J.P. Morgan & Co. Wpisując się w powojenną zmianę układu sił, McCloy przeniósł się szybko do kręgu Rockefellera. Został partnerem w działającej na Wall Street firmie prawniczej Milibank, Tweed, Hope, Hardley&McCloy, która długo doradzała rodzinie Rockefellerów i Chase Bankowi.

Następnie objął stanowisko prezesa zarządu Chase Manhattan Banku, dyrektora Fundacji Rockefellera i Centrum Rockefellera, oraz wreszcie, od 1953 do 1970 r., prezesa zarządu Rady ds. Stosunków Międzynarodowych. W czasie prezydentury Trumana McCloy był prezesem Banku Światowego, a potem Wysokim Komisarzem USA w Niemczech. Był również specjalnym doradcą prezydenta Johna F. Kennedy’ego ds. rozbrojenia i przewodniczącym Komitetu Koordynacyjnego ds. Kryzysu Kubańskiego. To McCloy „odkrył” profesora Henry’ego Kissingera dla armii Rockefellera. Nic dziwnego, że John K. Galbraith i Richard Rovere przezwał McCloy’a „panem establishmentem”.

Szybki przegląd liderów polityki zagranicznej po II wojnie światowej pozwoli nam odkryć dominację elity bankierów. Pierwszym sekretarzem obrony Trumana był James V. Forrestal, były dyrektor generalny banku inwestycyjnego Dillon, Read & Co., ściśle związanego z grupą inwestycyjną Rockefellera. Forrestal był także członkiem zarządu Chase Securities Corporation, filii Chase National Bank.

Innym sekretarzem obrony Trumana był Robert A. Lovett, wspólnik w potężnym nowojorskim domu inwestycyjnym Brown Brothers Harriman. W czasie sprawowania obowiązków sekretarza obrony, Lovert pozostawał w zarządzie Fundacji Rockefellera. Sekretarz sił powietrznych Thomas K. Finletter był podczas służby czołowym prawnikiem korporacyjnym na Wall Street i członkiem zarządu CFR-u. W. Averell Harriman — multimilioner oraz wspólnik w Brown Brothers Harriman — był z kolei ambasadorem w Wielkiej Brytanii i sowieckiej Rosji oraz sekretarzem handlu w administracji Trumana. Harriman stanowił często niedocenianą, ale dominująca siłę w Partii Demokratycznej od czasów Roosevelta.

Za Trumana ambasadorem w Wielkiej Brytanii był też Lewis W. Douglas, szwagier Johna J. McCloya, członek zarządu Fundacji Rockefellera i CFR-u. Na stanowisku ambasadora przy Dworze Świętego Jakuba (oficjalna nazwa dworu angielskiego — przyp. red.) zastąpił go Walter S. Gifford, członek zarządu AT&T oraz przez prawie dwie dekady członek zarządu Fundacji Rockefellera. Ambasadorem przy NATO za Trumana był William H. Draper Jr., wiceprezydent Dillon, Read & Co.

Duży wpływ na tworzenie polityki „zimnej wojny” przez administrację Trumana miał dyrektor ds. planowania polityki w Departamencie Stanu, Paul H. Nitze. Nitze, którego żona należała do rodziny Prattów, związanych z Rockefellerami od początków Standard Oil, był wiceprezesem Dillon, Read & Co.

Gdy Truman przystąpił do wojny w Korei, utworzył Office of Defense Mobilization, które miało zarządzać krajową gospodarką. Pierwszym dyrektorem tej instytucji został Charles E. („elektryczny Charlie”) Wilson, dyrektor generalny kontrolowanego przez Morgana General Electric Company, który należał także do zarządu Morgan Guaranty Trust Company. Jego najbardziej wpływowymi asystentami byli Sidney J. Wienberg — wszechobecny, główny wspólnik w banku inwestycyjnym Goldman Sachs& Co. — oraz były generał Lucius D. Clay, prezes zarządu Continental Can Co. i dyrektor Lehman Corporation.

Na stanowisku prezesa Banku Światowego McCloya zastąpił Eugene Black, który zajmował to stanowisko przez dwie kadencje Eisenhowera. Black sprawował również, przez 14 lat, funkcję wiceprezesa Chase National Banku. Do objęcia stanowiska w Banku Światowym namówił go Winthrop W. Aldrich, prezes zarządu banku Chase National Banku i szwagier Johna D. Rockefellera Jr.

Rządy Eisenhowera okazały się złotymi czasami dla interesów Rockefellerów. Będąc rektorem Uniwersytetu Columbia, Eisenhower często uczestniczył w obiadach na wysokim szczeblu, gdzie liderzy środowiska Rockefellerów i Morganów przygotowywali go do prezydentury. Spotykał się m. in. z prezesem zarządu Standard Oil of New Jersey Rockefellerów, dyrektorami generalnymi sześciu innych dużych przedsiębiorstw naftowych, wliczając Standard of California i Socony-Vacuum oraz wiceprezesem wykonawczym J.P. Morgan & Co.

Gospodarzem jednego z obiadów był Clarence Dillon, multimilioner i emerytowany założyciel Dillon, Read & Co. W skład zaproszonych gości wchodzili: Russell B. Leffingwell — prezes zarządu J.P. Morgan & Co i CFR (przed McCoyem); John M. Schiff — główny wspólnik w banku inwestycyjnym Kuhn, Loeb& Co.; Jeremiah Milban — finansista i dyrektor Chase Manhattan Banku; oraz John D. Rockefeller Jr.

Nawet jeszcze wcześniej, bo w 1949 roku, Eisenhower poprzez specjalny zespół badawczy został przedstawiony czołowym postaciom w CFR-ze. Zespół badawczy wyszedł z planem utworzenia nowej organizacji nazwanej American Assembly — w gruncie rzeczy rozbudowanego zespołu badawczego CFR-u — którego główną funkcją miało oficjalnie być budowanie perspektyw dla prezydentury Eisenhowera. Liderem komitetu Citizens for Eisenhower był multimilioner John Hay Whitney, późniejszy ambasador Ike’a w Wielkiej Brytanii, potomek wielu bogatych rodzin, którego dziadek stryjeczny (brat dziadka — przyp. red.), Oliver H. Payne razem z Johnem D. Rockefellerem Sr. zakładał Standard Oil Company. Whitney przewodniczył swojemu własnemu koncernowi inwestycyjnemu J.H. Whitney & Co., a później został wydawcą „New York Herald Tribune”.

W administracji Eisenhowera polityka zagraniczna była prowadzona przez rodzinę Dullesów, a konkretnie przez sekretarza stanu Johna Fostera Dullesa, który wynegocjował traktat pokojowy z Japonią za czasów Trumana. Dulles przez trzy dekady był głównym wspólnikiem w Sullivan & Cromwell — czołowej firmie zajmującej się na Wall Street prawem korporacyjnym, której najważniejszym klientem było Standard Oil Company of New Jersey Rockefellerów. Dulles był przez 15 lat członkiem zarządu Fundacji Rockefellera, a przed zajęciem stanowiska sekretarza stanu — jej prezesem.

Najważniejszy jest mało znany fakt, że żoną Dullesa była Janet Pomeroy Avery, kuzynka Johna D. Rockefellera Jr. Na czele supertajnej Centralnej Agencji Wywiadowczej za czasów Eisenhowera stał Allen Dulles — brat Johna Dullesa oraz również wspólnik w Sullivan & Cromwell. Allen Dulles przez długi czas pozostawał członkiem zarządu CFR-u i był jego prezesem od 1947 do 1951 roku. Ich siostra — Eleanor Lansing Dulles — była w tamtej dekadzie szefem sekcji niemieckiej w Departamencie Stanu.

Podsekretarzem stanu i człowiekiem, który zastąpił Johna Fostera Dullesa na wiosną 1959 roku, był Christrian A. Herter — były gubernator Massachusetts. Jego żona, podobnie jak żona Nitzego, należała do rodziny Prattów. Wuj jego żony, Herbert L. Pratt, przez wiele lat sprawował funkcje dyrektora generalnego albo prezesa zarządu Standard Oil Company of New York. Jeden z kuzynów pani Herter, Richardson Pratt, zajmował stanowisko asystenta skarbnika Standard Oil of New Jersey do 1945 roku. Co więcej, jeden z wujów Hertera, przez wiele lat był skarbnikiem Rockefeller Institute for Medical Research.

Herter został zastąpiony na stanowisku podsekretarza stanu przez C. Douglasa Dillona, ambasadora Eisenhowera we Francji. Douglas był synem Clarence’a i będąc samemu prezesem zarządu Dillon, Read & Co., miał szybko zostać członkiem zarządu Fundacji Rockefellera.

Być może dla zapewniania jakiejś równowagi dla tej bankiersko-biznesowej koalicji, Eisenhower wyznaczył na sekretarzy obrony trzech ludzi z kręgów Morgana, a nie Rockefellera. Charles B. Wilson był dyrektorem generalnym General Motors, członkiem zarządu J.P. Morgan & Co. Następca Wilsona, Neil H. McEllroy, był dyrektorem generalnym Procter & Gamble Co. Jego prezes zarządu, R. R. Deupree, był także dyrektorem J.P. Morgan & Co.

Trzeci sekretarz obrony, który był za Eisenhowera podsekretarzem i sekretarzem marynarki, to Thomas S. Gates Jr., który był wspólnikiem w powiązanej z Morganami filadelfijskiej firmie inwestycyjnej Drexel & Co. Gdy Gates ustąpił ze stanowiska sekretarza obrony, został dyrektorem generalnym nowo utworzonego, flagowego banku komercyjnego w interesach Morganów — Morgan Guaranty Trust Co.

Stanowiska sekretarza marynarki, a później zastępcy sekretarza obrony (zaś jeszcze później sekretarza skarbu) zajmował w administracji Eisenhowera teksański biznesmen Robert B. Anderson. Po opuszczeniu Departamentu Obrony, Anderson został członkiem zarządu kontrolowanej przez Rockefellera firmy American Overseas Investing Co. Zanim został sekretarzem skarbu, pożyczył 84 000 USD od Nelsona A. Rockefellera, aby kupić za nie udziały w firmie Nelsona — International Basic Economy Corporation.

Szefem Komisji Energii Atomowej za Eisenhowera był Lewis L. Strauss. Przez dwie dekady Strauss był wspólnikiem w banku inwestycyjnym Kuhn, Loeb & Co. W 1950 r. Strauss został doradcą finansowym rodziny Rockefellerów, a wkrótce także członkiem zarządu Rockefeller Center.

Potężną siłą przy decydowaniu na temat polityki zagranicznej była Rada Bezpieczeństwa Narodowego, w skład której wchodzili bracia Dulles, Strauss i Wilson. Szczególnie ważne jest stanowisko doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. Pierwszym doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego Eisenhowera był Robert Cutler — dyrektor generalny Old Colony Trust Co., największego trustu poza Nowym Jorkiem. Old Colony było filią First National Bank of Boston.

Po dwóch latach na najwyższym stanowisku w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego Cutler wrócił do Bostonu, aby zostać prezesem zarządu Old Colony Trust, po pewnym czasie wracając na kolejna dwa lata na stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego. W międzyczasie Eisenhower miał dwóch kolejnych doradców. Pierwszym był Dillon Anderson — prawnik korporacyjny z Huston, który pracował dla wielu firm naftowych. Szczególnie znacząca była jego posada prezesa małej, ale fascynującej firmy z Connecticut: Electro-Mechanical Research Inc. Electro-Mechanical była ściśle powiązana z pewnymi finansistami Rockefellerów: jednym z dyrektorów tej firmy był Godfrey Rockefeller, komandytariusz w banku inwestycyjnym Clark, Dodge & Co.

Po nieco ponad roku Anderson zrezygnował ze stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego i został zastąpiony przez Williama H. Jacksona — wspólnika w firmie inwestycyjnej J.H. Whitney & Co. Zanim Anderson doszedł do swojej silnej pozycji, był jednym z wielu tajnych doradców Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Do specjalnych doradców należał też Eugene Holman — dyrektor generalny Standard Oil Company of New Jersey.

Możemy wspomnieć o jednej z akcji administracji Eisenhowera, która pokazuje zadziwiający wpływ personelu bezpośrednio powiązanego z bankierami i interesami finansowymi. W 1951 r. reżym Mohammeda Mossadeka w Iranie zdecydował o nacjonalizacji Anglo-Irańskiej Kompanii Naftowej. Nowo powołana administracja Eisenhowera od razu poważnie zaangażowała się w sytuację. Dyrektor CIA i były prawnik Standard Oil, Allen W. Dulles, poleciał do Szwajcarii, aby zorganizować potajemne obalenie Mossadeka, wtrącenie go do więzienia i powrót szaha na tron.

Po długich zakulisowych negocjacjach przywrócono działanie przemysłu naftowego w Iranie, ale na innych zasadach. Brytyjczycy nie mieli już dla siebie całego tortu — ich udziały w nowym konsorcjum zredukowano do 40 proc., tyle samo dostało się pięciu największym firmom naftowym z USA (Standard Oil of New Jersey, Socony-Vacuum — wczesniej Standard Oil of NY, a obecnie Mobil — Standard Oil of California, Gulf i Texaco).

Później ujawniono, że sekretarz stanu Dulles wprowadził ostre ograniczenia dla udziału w konsorcjum mniejszych, niezależnych przedsiębiorstw naftowych ze Stanów Zjednoczonych. Oprócz uzyskania korzyści dla Rockefellerów, Kermit Roosevelt, który z ramienia CIA kierował sytuacją na miejscu, został szybko nagrodzony posadą wiceprezesa Mellon’s Gulf Oil Corp.

O Lasach Państwowych i największej wojnie trwającej od zawsze

Poniżej przyklejony tekst od Gabriela Maciejewskiego – O leśnikach

– – – – – – –

Dziś w nocy, w sejmie ma się odbyć głosowanie nad referendum w sprawie lasów. Nie wiem jaki będzie efekt tego głosowania, ale sam fakt, że zostało zaplanowane na godziny nocne, kilka dni przed świętami zalatuje zamachem stanu. Konstytucja 3 maja na odwyrtkę po prostu. Ktoś liczy na nieobecność posłów PiS albo na ich ogłupienie i brak dyscypliny. Nie wiem, jak powiadam jak to się skończy, ale postanowiłem napisać kilka słów o leśnikach przy tej okazji. Być może to już ostatni moment, by coś o nich napisać.
Inżynierowie pracujący w lasach państwowych są w mojej ocenie jedną z ostatnich grup zawodowych w Polsce, które odebrały gruntowne wykształcenie. Tak zawodowe jak i ogólne. Leśnicy, w ramach swojej pracy, która zawsze jest misją, chcą czy nie chcą muszą interesować się takimi sprawami jak własność ziemi i jej historia. To stawia ich w roli zbliżonej do tej jaką dawno temu odgrywało ziemiaństwo. Leśnicy, tak jak ich pamiętam, być może coś się zmieniło, byli zawsze bardzo świadomi swojej szczególnej funkcji i wyczuleni na próby jej zdeprecjonowania. Te zaś podejmowano zawsze, szydzenie z leśników to ulubiony sport kretynów ufających w to, że meble biorą się z fabryki mebli, a papier z papierni w Konstancinie, gdzie przerabia się makulaturę. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat ludzie pracujący w zawodzie poddawani są procesowi nieustającego rozmiękczania, który prowadzi wprost do tego, by ich zdegradować, by zrobić z nich psiarczyków. Nie ukrywam, że wielu pracowników lasów czeka na tę zmianę funkcji z utęsknieniem, bo wydaje im się, że ich los będzie wtedy lepszy. Nie będzie. Będzie stokroć gorszy, a ich degradacja będzie jedną z najboleśniejszych i najbardziej przykrych degradacji jakie zna świat. Nikt bowiem nie będzie się litował nad oszukanymi leśnikami, ponieważ nikt nie rozumie na czym polega ich misja. Smutne jest to, że wielu z nich także tego nie rozumie. Są nawet tacy, którzy uważają, że prywatyzacja lasów spowoduje, że oni także staną się ich właścicielami. To jest umysłowa aberracja. Żadna wielka własność, a lasy są wielką własnością, która ulega podziałowi i tak zwanej prywatyzacji nie utrzyma się w rękach pojedynczych ludzi. Lasy staną się w krótkim czasie własnością banków, podejrzanych organizacji ekologicznych i wielkich koncernów. Lasy te zostaną następnie wyrąbane i sprzedane, a ewentualne próby ich odnowienia zakończą się klęską bo nie będzie nikogo, kto wiedziałby jak się tym zająć. Nie będzie też zainteresowania ze strony nowych właścicieli, którzy zajmą się w tym czasie prywatyzowaniem lasów na Ukrainie. Ziemia po lasach zostanie sprzedana developerom albo koncernom górniczym jeśli okaże się, że coś pod nią leży. Media mogą ten rabunek przedstawić jako gospodarczy sukces Polski i pokazać ile to ludzi znalazło pracę dzięki prywatyzacji lasów, ale to będzie jedno z wielu kłamstw sączonych nam do głów i nic więcej.
Prywatyzacja lasów to ostateczne zerwanie z przeszłością Polaków, przeszłością rozumnego użytkowania własności. Lasy są bowiem ostatnim elementem dawnej, polskiej tradycji, której centralnym punktem była wielka własność. Lasy jako organizacja należą do państwa czyli do nas wszystkich, należy do nas także grunt i dobro, które użytkują. Nie jest to bynajmniej fikcja, ale o tym przekonamy się dopiero wtedy kiedy całe wyprodukowane w polskich lasach drewno zostanie wywiezione do Niemiec, a cena papieru skoczy tak, że nie będzie się już opłacało wydawanie „naszych”, opiniotwórczych tygodników. Nie wcześniej.
Ludzie podejmujący w publicznym dyskursie kwestię obrony lasów przed prywatyzacją są zwykle w mediach przedstawiani jako nieszkodliwi wariaci, a dzieje się tak dlatego, że las postrzegany jest zwykle w sensach rekreacyjnych i zoologicznych. Nie zaś jako ostatnia wielka własność, która nam pozostała. Zmienić ten sposób narracji będzie bardzo trudno, a to ze względu na przyrodzone ograniczenia dziennikarzy i ich ujawniający się coraz bardziej agresywnie kretynizm. Zwykle w czasie takich medialnych ustawek okazuje się, że wszystko jest ważniejsze, niż utrzymanie państwowej własności w lasach. Bo niby cóż by się miało stać w razie tej prywatyzacji? Otóż zmiana będzie zasadnicza i istotna. Polacy zamienią się po takim zabiegu w ludzi bez ziemi. W ludzi, którzy będą jak masy ogłupiałych Irlandczyków przepychani z jednego miejsca w drugie celem podniesienia wydajności w takim czy innym sektorze obcej gospodarki. Bo jasne jest, że nikt nie stworzy dla nikogo miejsc pracy w kraju. Prywatyzacja lasów to po prostu początek wynaradawiania. Jeśli nie ma wielkiej własności o charakterze narodowym nie może być również małej własności o takim charakterze. To jest oczywiste, ale jedynie dla niewielu ludzi. Większość uważa bowiem, że mieszkanie na kredyt to ich własność, że działka rekreacyjna, na której nic nie można postawić to także ich własność. To nieprawda.
Już kiedyś tłumaczyłem tutaj mechanizm rewolucji i mechanizm ograbiania ludzi z własności, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Jak wiemy w czasach dawnych, w czasach dziedziców, dzierżawców i dworów, nie było czegoś takiego jak oficjalista czy fornal zadłużony w banku. Nie istniały mikrokredyty, przedstawiane nam jako skończone dobrodziejstwo. Kredyt w banku miał pan dziedzic i to on właśnie był tarczą, która osłaniała biedaków przed agresją banków. I dlatego właśnie pan dziedzic był nielubiany i zwalczany, bo blokował klasie pracującej dostęp do kredytu. Taki jest istotny sens rewolucji, choć propaganda rewolucyjna mówi co innego. Karmi ludzi kłamstwem polegającym na tym, że obiecuje się – po zlikwidowaniu dziedzica – podział jego majątku między biedaków. To jest kolejna aberracja. Powtórzmy: nie istnieje mała własność narodowa, prywatna, bez wielkiej własności narodowej i prywatnej. Podział tej ostatniej powoduje, że cała własność przechodzi w ręce gangów lub w ręce banków. A często jest tak, że byty te są tożsame. Polska była przez stulecia rajem dla prawdziwych właścicieli, a to przez fakt, że działało to stare dobre prawo, tyle razy wykpiwane i oczerniane. Wróćmy jednak do likwidacji własności. Ona się odbywa przy ujadaniu propagandystów rewolucyjnych oraz czasem narodowych, tak jak to miało miejsce na kresach, gdzie dążenie do podziału własności dworskiej połączone było z nacjonalizmem ukraińskim. Naród ukraiński wystawiał sobie i nadal wystawia jak najgorsze świadectwo jeśli chodzi o rozumienie tych kwestii, bo za każdym razem kiedy go okradają wierzy, że teraz to już naprawdę, teraz już na pewno ziemia będzie należeć do nich. W Polsce chłop był jeszcze na tyle przytomny, żeby nie zrobić tego ostatniego kroku, żeby nie uwierzyć w tę rzekomą sprawiedliwość społeczną. Dworska ziemia została podzielona, ale chłopska została. Nie sposób jej uprawiać bez dopłat i kredytu, to jasne, ale ziemia ta nadal jest w rękach prywatnych. Ile czasu to jeszcze potrwa nie wiem, bo dopłaty degenerują rolników w sposób nieodwracalny, a polityka Unii jest całkowicie przeciwko własności prywatnej.
Wróćmy do lasów. Kiedy zostaną sprywatyzowane każdy właściciel jakiejkolwiek nieruchomości zostanie sam na sam z agresją banków. Nie utrzyma się nikt, mowy nie ma, a jeśli będzie próbował wprowadzi się takie regulacje prawne, żeby raz na zawsze realną własność zlikwidować, żeby przypieczętować sojusz wynarodowionego urzędnika z bankierem. Reszta zaś zostanie zapędzona do roboty, prostej, źle opłacanej i nie gwarantującej żadnego bezpieczeństwa.
Nie wiem ilu leśników to rozumie, mam nadzieję, że wielu. Nie wiem jak tam sytuacja wygląda wśród dyrektorów generalnych, ale są to dziś ludzie, którzy kończyli technika leśne w tym samym czasie co ja. Mamy więc trochę ze sobą wspólnego. Mili panowie, jeśli mogę się do Was zwrócić w ten sposób, chcę tu oznajmić, że wszystko co Wam obiecują to kłamstwo. Kłamstwo systemowe, a Wy nie kto inny, macie być ofiarami w tym przewale. Dlatego właśnie wiele się Wam obiecuje, by niczego nie dotrzymać. Leśnicy zostaną potraktowani tak, jak ukraińskiego chłopa potraktowała rewolucja bolszewicka, zostaną potraktowani jako najgorsi wrogowie nowego porządku, a jeśli dali się oszukać i współpracowali przy tworzeniu tego nowego porządku, będą potraktowani ze szczególnym okrucieństwem. Nie łudźcie się. Własność bowiem znajduje się pod szczególnie uważną obserwacją i ona stanowi centrum wszystkich istotnych posunięć gospodarczych i politycznych. Własność, a nie rakiety Iskander czy demokratyzacja życia w Chinach. Dobrze jest mieć tego świadomość.

Zapraszam na stronę http://www.coryllus.pl oraz do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy gdzie można kupić nasze książki i komiksy.

Tomek rozpoczął pracę nad ilustracjami do nowej edycji I tomu Baśni jak niedźwiedź, która ukaże się wiosną. Narysował już pierwszą planszę, którą można obejrzeć w jednej z krakowskich galerii oraz pod tym linkiem . Zapraszam. Zaplanowałem, że takich ilustracji będzie dziesięć. Ciekawe czy się to Wam spodoba. http://www.artpower.pl/tomasz-bereznicki/galeria/143/8/

Niemiecki kolonializm

Poniżej przedruk artykułu o ekonomicznym kolonializmie dokonanym podczas II wojny światowej przez Niemcy.
Po „pewnej” porażce w II wojnie światowej Niemcy zmienili strategię podboju z militarno-ekonomicznej na ekonomiczną (piszę o „pewnej” porażce, gdyż Niemcy którzy kręcili całym przedsięwzięciem II wojny światowej z pewnością wyszli na plus). Zmiana strategi okazała się ogromnym sukcesem. Aktywa i rynki jakie Niemcy przejęli w europie wschodniej są ogromne. Oczywiście taka ekspansja może odbywać się tylko przy współpracy władz lokalnych. W związku z tym, że lokalni władcy chętnie współpracują ekspansja trwa.

W najbliższym czasie postaram się napisać co łączy Joachima von Ribbentrop z ginem Lubuski (jeśli wiesz napisz w komentarzach).

Polecam blog autora poniższego artykułu Pana Rafała Bauera

– – – – – – – –

Źródło: Lebensraum (http://rafalbauer.pl/)
10 Listopad 2014

Czyli o tym jak blisko jest EURO do marki młynarki

Choć polska historiografia dotycząca aspektów ekonomicznych WW2 jest w powijakach, każda praca która pojawia się w tej materii już na samym początku stwierdza, iż Niemcy do prowadzenia wojny ekonomicznej… nie byli przygotowani. Zgodnie z obowiązującym od lat założeniem politykę niemiecką w Polsce dyktowała wyłącznie nazistowska polityka. Rzeczywistość która wyziera z dokumentów jest nieco bardziej skomplikowana. Ujawnia poważny konflikt, który już od czasów przygotowań wojennych skonfrontował dwie siły, które zapewniły Hitlerowi dojście do władzy: wielki biznes i nazistowski aparat polityczny.

Choć powyższe nie jest rzecz jasna żadnym odkryciem rzadko kiedy poddawane jest głębszej analizie. Tymczasem choć pośród przemysłowców nie zabrakło gorliwych nazistów tym co faktycznie uwiodło ich w planach Hitlera była chęć budowy „niemieckiego porządku europejskiego” sprowadzającego się de facto do niemieckiej dominacji gospodarczej na rozległych obszarach kontynentu. Podbój jaki marzył się przemysłowcom nie musiał być realizowany za pomocą operacji wojskowych. Doświadczenia I wojny zostały w tych kręgach dobrze przeanalizowane. Zbrojenia miały swoje walory ale jeszcze większe miała wspierana militarnym zagrożeniem ekspansja gospodarcza.

Zagorzałym wyznawcą takiego podejścia był Hjalmar Schacht, akuszer porozumienia Hitlera z niemieckim przemysłem. Przyszły prezes Reichsbanku I wojnę spędził jako nadzorca ekonomiczny okupowanej Belgii i tam właśnie doskonale zrozumiał jak wielkie efekty może dać sterowana integracja przemysłu europejskiego. Schacht, wielki wyznawca idei kanclerza Betham Hollwega zdał sobie sprawę iż jedynie ekonomiczna supremacja pozwoli faktycznie zrealizować cele niemczyzny. Przegrana na zachodzie wojna skutecznie utrudniła realizację tych planów, a geniusz Schachta ujawnił się w obszarze torpedowania i dekonstrukcji nałożonych w Wersalu na Niemcy reparacji wojennych. Miarą błyskotliwego umysłu tego człowieka było utworzenie banku BIS (Bank of International Settlements) pozornie stworzonego dla obsługi niemieckich reparacji w praktyce łączącego na szwajcarskim gruncie interesy finansowe wrogich sobie państw. To właśnie BIS miał stać się jednym z najważniejszych narzędzi w planowanej przez koła ekonomiczne kolejnej wojnie. Miał zapewnić bezpieczne rozliczenia obszarów Europy kontrolowanych militarnie.

BIS wyśmienicie się sprawdził przy anschlussie Austrii umożliwiając dokładne rozliczenie światowych interesów finansowych. O jego przydatności świadczy wydarzenie bez precedensu: zwrot zdeponowanych w Bank of England czechosłowackich rezerw złota. Jak do tego doszło? Otóż podbój czechosłowacki został bardzo dobrze przygotowany od strony prawnej. Zamiast dualnego państwa powstała niepodległa Słowacja i poddany kontroli Niemców Protektorat Czech i Moraw. Bank centralny protektoratu podobnie jak jego Słowacki odpowiednik zażądały zwrotu przeniesionych do Bank of England rezerw. Te które znajdowały się tam powierniczo jako zapisy na czechosłowackich kontach BIS natychmiast zmieniły właściciela. Transfer depozytów złożonych w Bank of England bezpośrednio przez czechosłowackich bankowców został zablokowany przez rząd brytyjski. W efekcie choć 23 tony złota zasiliły niemiecki wysiłek zbrojny drugie tyle władze brytyjskie „zamroziły” u siebie. Rzecz działa się między marcem a czerwcem 1939 r., a na obczyźnie nie działały jeszcze żadne władze czechosłowackie bądź czeskie. Edwar Benes dzięki pomocy NKWD znalazł się w Anglii dopiero rok później.

BIS umożliwił jednak znacznie więcej. Za jego pośrednictwem dokonano rzeczy unikalnej: podobnie jak w przypadku Austrii, aktywa inwestorów finansowych nie doznały najmniejszego uszczerbku! Wojna wkroczyła na zupełnie inny poziom.

Lansowana przez środowiska związane z Schachtem technika podboju w politycznym zapleczu Hitlera bynajmniej się nie podobała. Poważne kontrowersje ujawniły się już przed wybuchem wojny. Zaplecze polityczne Hitlera nie chciało chodzić na pasku bogaczy. Liderom reżimu marzyła się własna ekonomiczna potęga. W tym celu, jeszcze w 1937 roku powołano do życia Reichswerke Hermann Goring, przedsięwzięcie które na pierwszym etapie miało pojawiać się tam gdzie nie zamierzali inwestować kapitaliści. Nowe możliwości rozwojowe pojawiły się wraz z anschlussem Austrii. Za pomocą RHG „znacjonalizowano” praktycznie cały austriacki przemysł ciężki z naruszeniem interesów nie tylko lokalnych czy międzynarodowych, ale również niemieckich inwestorów prywatnych. Na tym tle doszło do poważnego konfliktu pomiędzy Schachtem i Hitlerem. Ale było to zaledwie preludium. Areną poważnego konfliktu stała się Czechosłowacja. To tutaj narodziła się potęga RHG które w swoim szczytowym momencie ekspansji posiadało aktywa od Lille we Francji aż do ukraińskiego Doniecka. W wyniku doświadczeń czechosłowackich doszło jak się wydaje do ustalenia swoistego status quo: władze polityczne postawiły sobie za cel budowę państwowej własności drogą grabieży na terytoriach okupowanych a przemysłowym gigantom pozostał świat międzynarodowych finansów w którym parteigenosse sobie całkowicie nie radzili.

Poligonem doświadczalnym dla emancypujących się władz Rzeszy miała się stać agresja na Polskę. Zgodnie z wydanymi rozkazami już od pierwszego dnia wojny, wyspecjalizowane agendy policyjne prowadziły ewidencję wszelkiego majątku na zajmowanych terytoriach. Tuż za nimi podążały władze partyjne organizując dzień codzienny na okupowanych terytoriach. Warto zauważyć, iż państwo polskie mocno w tej działalności pomogło polecając swoim strukturom bezładną ucieczkę na wschód. Niemcy najczęściej zajmowali terytoria pozbawione nie tylko lokalnych władz terytorialnych i służb porządkowych ale również wyprane z głównego spoiwa każdego rynku jakim są pieniądze. W pierwszych tygodniach okupacji armia niemiecka posługiwała się obowiązującą w Rzeszy marką i to na tym tle doszło do pierwszego ważnego konfliktu pomiędzy aparatem partyjnym i przemysłowo bankowym. Reichsbank był zdecydowanie przeciwny powiększaniu bazy monetarnej dlatego też ciężar finansowania okupacji przejęły utworzone pod koniec września Reichskreditkassen emitujące asygnaty denominowane wedle kursu 1RM = 2 złote. Choć ów ekwiwalent pieniądza cieszył się sporą popularnością ujawnił na zapleczu ekonomicznym III Rzeszy dość poważne kontrowersje. O ile zgadzano się co do tego, iż na tereny wchodzące przed 1918 rokiem w skład państwa niemieckiego powinna powrócić marka, rodzaj pieniądza funkcjonującego na terytoriach okupowanych wywoływał poważne, podlane politycznym sosem spory. Choć na pierwszym etapie wojny dalszy los państwa polskiego nie został jeszcze przez Niemców przesądzony, aparat polityczny na wszelkie działania, które można było określić jako „państwowo twórcze” reagował niezwykle alergicznie. Interesującym przykładem jest tu batalia o sektor bankowy. O ile aktywa banków na terytoriach wcielonych do Rzeszy zostały wprost inkorporowane przez banki niemieckie, to na obszarze utworzonej ukazem Adolfa Hitlera generalnej guberni sprawa nie była już taka prosta. Przyczyna kolejnego konfliktu była dość prozaiczna. Elity finansowe III Rzeszy zdawały sobie sprawę iż dogodna eksploatacja terenu GG wymaga stabilizacji gospodarczo ekonomicznej podbitego terytorium realizowanej między innymi poprzez wykorzystywanie lokalnego pieniądza. W tej roli miał początkowo wystąpić złoty, niemniej sporna po dziś dzień decyzja zarządu Banku Polskiego (wywiezienie matryc drukarskich i zabezpieczeń) wywołała pilną potrzebę stworzenia całkowicie nowego pieniądza. Tymczasem władze polityczne miały w tej materii swoje własne zdanie a obszarem gorącego konfliktu stało się dalsze istnienie polskich instytucji bankowych. Choć wprowadzono pewne rozróżnienie pomiędzy instytucjami prywatnymi i państwowymi zasadniczo wszystkim miała grozić anonsowana już w październiku likwidacja. Powyższe wobec masowego szturmu klientów na okienka banków mogło grozić znacznie większą katastrofą niż radosna grabież i niszczenie majątku polskiego w pierwszym okresie okupacji. Wspólne natarcie Reichsbanku i Ministerstwa Przemysłu przeniosło kompetencje dotyczące okupowanego sektora bankowego w wyłączny zakres banku centralnego Rzeszy.

Kolejnym ważnym posunięciem było utworzenie banku centralnego dla Generalnej Guberni w miejsce zdetronizowanego Banku Polskiego. Do realizacji powyższego zadania Reichsbank oddelegował Fritza Paerscha, który sprawdził się już wcześniej jako nadzorca Reichskreditkassen. Po wielu sporach uznano, iż zarówno nowa waluta jak i sam bank powinien być ze względów marketingowych jak najbardziej „polski”. Dlatego też do jego formowania zaproszono Feliksa Młynarskiego jednego z twórców Banku Polskiego oraz autorów reformy walutowej Grabskiego z 1924 roku. „Polskość” Banku Emisyjnego miała niezwykle znaczenie również z innych powodów. Choć władzom Banku Polskiego udało się ewakuować zasoby złota zgromadzone w Polsce, na rachunkach w międzynarodowych instytucjach finansowych pozostały nie małe środki finansowe. Niemieccy grenadierzy finansowi przystąpili do akcji techniką opracowaną już w Czechosłowacji czyniąc BIS reprezentantem banku centralnego GG na arenie międzynarodowej. Powyższe nie całkiem bez sukcesów. Choć Bank Polski skutecznie odbudowywał się we Francji to stanowisko systemów bankowych innych krajów było bardzo dalekie od wstrzemięźliwości. Jako, że sytuacja międzynarodowa od czerwca 1939 roku zmieniła się jednak dość zasadniczo, bankierskie szyki solidnie plątały szykujące się do starcia z Niemcami rządy przejmując polskie aktywa w bardzo szeroko rozumiane „powiernictwo”. Powyższe czyniono niezwykle skutecznie a niektóre „zabezpieczone” podówczas aktywa stanowią własność swoich „obrońców” również dzisiaj. Warto wspomnieć, iż niemieckie wysiłki o zwrot aktywów nie dotyczyły wyłącznie złota i dewiz. Urząd Nadzoru Bankowego utworzony w GG namiętnie domagał się również dokumentacji rozliczeniowej Banku Polskiego która pozwoliła by odtworzyć wzajemne pozycje instytucji bankowych w okupowanej Polsce.

Wysiłki niemieckich bankowców zwieńczył wymierny sukces. Bank Emisyjny skapitalizowany wyłącznie za pomocą bezwartościowych obligacji Reichsbanku stworzył nową rzeczywistość płatniczą w GG oraz umożliwił jej wprzęgnięcie w niemiecki wysiłek wojenny. Opracowana w GG „broń” w wersji bardziej zaawansowanej ujawniła się jako „karbowaniec” waluta utworzona przez Niemców celem finansowania komisariatu Rzeszy Ukraina. Oceniając powyższe warto pamiętać iż odtwarzanie struktur bankowych w Polsce popierały władze emigracyjne. Pod okupacją niemiecką musiało się przecież toczyć życie. Po dziś dzień w kręgach bankowych żarliwie dyskutuje się kwestię, czy pozostawienie kraju bez dokumentów rozliczeniowych i matryc drukarskich było posunięciem celowym ponieważ w pierwszej kolejności wystawiło na szwank społeczeństwo w okupowanym kraju.

Rozwojowi wojny ekonomicznej towarzyszyły nie słabnące spory i zmieniające się koalicje. Początkowy zagorzały przeciwnik wszystkiego co polskie, namiestnik Hitlera w GG Hans Frank szybko odkrył walory ręcznie sterowanej emisji pieniądza. Dla odmiany nominowany przez Hitlera partyjny nadzorca przemysłu i finansów Walther Funk nie ustawał w wysiłkach aby wszelkie decyzje finansowe podporządkować nazistowskiej myśli politycznej.

O tym, kto w swoich planach i strategii okazał się bardziej skuteczny dowiodła powojenna rzeczywistość. Choć nazizm w Niemczech odszedł wraz z Hitlerem, BIS nienaruszony w swym ponad narodowym statusie przetrwał wojnę i odegrał wielką rolę w powojennej odbudowie zarówno Europy jak i Niemiec. Mało kto wie również o tym iż „dziecko” Hjalmara Schachta odegrało fundamentalną rolę przy wprowadzeniu wspólnej waluty Euro a warto odnotować iż wieloletni dyrektor generalny BIS Aleksandre Lamfalussy był pierwszym prezydentem Europejskiego Instytutu Walutowego, organizacji która przekształciła się w Europejski Bank Centralny (EBC).

Owa niezwykle ważna instytucja, nadzorca narodowych banków państw tworzących UE, realny emitent pieniądza nie rezyduje co wydawało by się oczywiste w Brukseli. Nie ulokował się również w Londynie gdzie biło i bije nadal serce finansów europejskich. Siedziby EBC nie znajdziemy również w uroczo neutralnej Szwajcarii która od chwili utworzenia gości BIS. Europejski Bank Centralny, serce finansowego świata krajów unii ulokował się tam gdzie alianckie bomby zmiotły ponad 80% powierzchni zabudowy mieszkalnej, we Frankfurcie nad Menem. Być może to również przypadek ale to właśnie tam od 1147 roku odbywała się większość wyborów królów Rzeszy a od 1356 Złota Bulla Karola IV wskazywała to miasto jako godne wyboru i koronacji cesarzy niemieckich które miały tu miejsce aż do 1792 roku. Być może to wszystko przypadek ale jakże ujmujący w kategoriach symboli.

Wróżby i przepowiednie z liczbowych fusów

Wróżby i przepowiednie dla złota i dolara.
Oglądając poniższy film warto pamiętać że:
– Ceny metali szlachetnych nie są ustalane na wolnym rynku, rynki te są kontrolowane i razie „wyższej konieczności” mogą zawiesić lub zamknąć działalność,
– Zasady „gry” na rynkach mogą zostać zmienione przez kontrolujących dane rynki,
– Państwa mają nieporównywalnie większe możliwości kontroli swoich obywateli a także przepływu informacji niż 50 czy 100 lat tamu,
– Państwa/grupy wpływów w znacznie większym stopniu mogą kontrolować proces wymiany pieniędzy/metali/towarów niż 50 czy 100 lat temu,
– Powrót złota jako pieniądza/środka wymiany jest sprzeczny z interesami Państw (także Chin, Indii, Rosji, Iranu i Brazylii) i systemu bankowego,

Sam oszacuj jakie są szanse na to aby złoto odzyskało swoją wartość/znaczenie jako pieniądz 🙂
_

Czy należy napisać historię Polski od nowa?

Poniżej świetny wykład przedstawiający inne spojrzenie na historię.
Uwaga do niechrześcijan. Proponuje nie zrażaj się chrześcijańskim spojrzeniem prelegentów. Ważniejsze jest to jak odmienny jest przedstawiany przez nich obraz historii od tego czego uczyłeś się w szkole.
Prelegenci Grzegorz Braun i Gabriel Maciejewski.

Polecam inne filmy Pana Grzegorz Brauna. Jednym z ciekawszych jest „Eugenika – W imię postępu”

Sprzedaż 27,5 mln uncji srebra w 16 dni

Wiadomość doskonała na sezon przedogórkowy 🙂
Co jakiś czas sprawdzam, ile złota i srebra sprzedaje amerykańska mennica. Dzisiaj trochę się zdziwiłem widząc na stronie mennic, że sprzedali 27,5 mln uncji srebra w miesiącu lipcu. Obstawiam, że to omyłka pisarska. Bardzo mało prawdopodobne, że mennica miała metal na produkcję tak dużej ilości i żeby wystąpił tak duży popyt.

Sprzedaż srebrnych American Eagle w lipcu 2013

—–
Uzupełnienie 18.06.2013
Jednak pomyłka. Mennica poprawiła wartość sprzedaży w lipcu na 2,531,500