Homoseksualizm nie jest chorobą – jak o tym zdecydowano

Kilka lat temu zamieściłem artykuł „Homoseksualizm nie jest chorobą – kto o tym zdecydował„.
Czas na małe uzupełnienie.

W tej całej wypowiedzi są dwa bardzo ważnych zdania które warto zacytować:

„Jednak jeśli posłużyć się standardem wprowadzonym przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, która zawiera stwierdzenie: każdy typ zachowania, nawyku, predylekcji, bądź wzoru zachowań, który skutkuje zauważalnym wzrostem prawdopodobieństwa uszczerbku na zdrowiu, bądź nawet utraty życie, należy z dużym prawdopodobieństwem traktować jako zaburzenie psychiczne. Biorąc pod uwagę to kryterium, homoseksualizm jest formą zaburzeń psychicznych.

Kolejne przywileje dla homoseksualistów

Podczas gdy biologiczni ojcowie latami walczą w Hiszpanii o prawo do widywania własnych dzieci, a dziadkowie żebrzą o kontakty ze swoimi wnukami, obca kobieta ma spędzać weekendy z córeczką byłej partnerki i to wbrew woli tej ostatniej. Sprawę opisał lewicowy hiszpański dziennik „El Pais”.

Związek Empar Broch i matki dziecka, do którego rości sobie teraz prawa rodzicielskie, trwał 11 lat, z czego dziewięć mieszkały pod jednym dachem. Wolały pozostać w związku nieformalnym, choć w Hiszpanii pary osób tej samej płci mogą się nie tylko pobierać, ale nawet adoptować dzieci. Po jakimś czasie postanowiły postarać się o potomstwo i przyjaciółka Empar Broch zaszła w ciążę. Na świat przyszła dziewczynka. Broch mogła się ubiegać o adopcję dziecka, ale z jakichś powodów tego nie zrobiła.

Cztery lata temu panie się rozstały. Początkowo utrzymywały stosunki towarzyskie i matka pozwalała ekspartnerce odwiedzać dziewczynkę, a nawet zabierać ją do siebie na weekend. Potem jednak zmieniła zdanie i oznajmiła kobiecie, że nigdy więcej nie zobaczy dziecka.

Sprawa trafiła do sądu. Broch zażądała przyznania jej takich samych praw do dziecka, jakie przysługują rodzicowi po rozwodzie. Sąd w Walencji orzekł, że kobieta powinna móc widywać córeczkę swojej byłej partnerki, chociaż nie łączą jej z nią żadne więzy biologiczne ani nawet formalne. Zrównując prawa tej obcej kobiety z prawami rodzica, sędziowie z Walencji posunęli się znacznie dalej niż jakikolwiek inny sąd w Hiszpanii orzekający w podobnej sprawie. Opierali się na ocenie biegłych, którzy orzekli, że stosunki między Empar Broch i dziewczynką nie wpływały negatywnie na dziecko i że mimo upływu czasu nadal rozpoznaje ono w niej osobę, która wcześniej była jego drugą matką. Empar Broch, która nie widziała dziewczynki od kilku lat, na początku ma odwiedzać ją raz w miesiącu. Potem wizyt będzie więcej, a docelowo ma uzyskać prawo do spędzania z dzieckiem weekendów.

Biologiczna matka się na to nie zgadza. Zamierza odwołać się od decyzji sądu. Twierdzi, że z Empar Broch łączył ją wyłącznie seks, a dziecko nie ma z tym nic wspólnego. Druga kobieta inaczej ocenia ich związek. Przyniosła do sądu nagranie wideo z porodu i zdjęcia z rodzinnych uroczystości. – Nie chodziło o epizodyczne stosunki seksualne – przekonywała. Sąd Najwyższy rozpatrzy wniosek o przyznanie jej praw macierzyńskich do dziecka.

Źródło: Rzeczpospolita: Co wolno byłej partnerce mamy

Homoseksualni złodzieje

Amerykańska policja odnalazła relikwiarz z fragmentem drzewa Krzyża. Do jego zuchwałej kradzieży z katedry w Bostonie doszło prawdopodobnie pod koniec czerwca. O odnalezieniu drogocennych dla chrześcijan relikwii poinformowała policja stanu Vermont ujawniając zarazem okoliczności sprawy. Jej patrol interwencyjny wezwano niedawno do awantury domowej, w czasie której dwóch mężczyzn żyjących w związku partnerskim niespodziewanie zwróciło poszukiwany relikwiarz. Funkcjonariusze wątpili jednak w autentyczność znaleziska i poddali je weryfikacji. Strona kościelna potwierdziła jego tożsamość. Jutro w bostońskiej Katedrze Świętego Krzyża odbędzie się uroczyste przyjęcie relikwii przypominających o męce i śmierci Chrystusa.

se/ap, cna
Źródło: Radio Watykańskie: USA: odnalezione relikwie Krzyża

Homofobia rejestrowana

Dzieci, które w szkole lub poza nią użyją epitetów obraźliwych dla homoseksualistów, będą zgłaszane lokalnym władzom. Brytyjski minister oświaty zapowiedział, że zgodnie z życzeniem homolobby, tzw. rejestry nienawiści zaczną obowiązywać już od września. Na Wyspach Brytyjskich wraca kwestia rejestrowania przypadków „mowy nienawiści” wśród dzieci, którą zapowiedział jeszcze pod koniec ubiegłego roku minister edukacji Vernon Coaker. Chce on, by od początku nowego roku szkolnego wszystkie szkoły zostały objęte programem. Poważne przypadki „mowy nienawiści” u dzieci, niezależnie od ich wieku, mają być zgłaszane lokalnym władzom – donosi portal LifeSiteNews. A wszystko dzięki staraniom homoseksualnej organizacji lobbingowej Stonewall, która doradza brytyjskiemu rządowi w kwestiach „antydyskryminacji”. Zapowiedzi „rejestrów” przyjęła więc z ogromnym zadowoleniem – zwłaszcza, że to oznacza jeszcze ściślejszą współpracę homoseksualistów z placówkami edukacyjnymi. – Szkoły będą potrzebowały wsparcia, zaufania i szkolenia odnośnie identyfikowania i zwalczania homofobicznego zastraszania, jak również przeciwdziałania temu. Mamy nadzieję na owocną współpracę, realizowaną w ramach naszego programu – mówił prasie przedstawiciel organizacji zapowiadając, że w planach są już lekcje dla dzieci na temat „transfobicznego zastraszania”. W każdej placówce mają powstawać teraz bazy danych, w których będą gromadzone wszystkie przypadki „homofobicznego zachowania”, nawet u pięcioletnich dzieci. Co poważniejsze przypadki mają być zgłaszane lokalnym władzom, które będą je udostępniały ministrom, opracowującym nowe programy zwalczania homofobii. Rzecznik ministerstwa dzieci, szkół i rodzin powiedziała, że nawet małe dziecko powinno być nie tylko poinformowane, że dane słowo jest dla kogoś obraźliwe, ale od razu ukarane. Jej zdaniem, tylko w ten sposób można przekazać informację społeczeństwu, że nie akceptuje się dyskryminacji. Krytykując plany ministerstwa gazeta „The Daily Mail” przypomina historię dziesięcioletniego Petera Drury, który już został umieszczony w takim rejestrze, nazwał innego chłopca „gay boy”. Choć chłopak, jak twierdzi jego matka, nie ma jeszcze pojęcia nawet o „pszczółkach i kwiatkach”, homofobiczna notatka z rejestru podąży za nim do kolejnych szkół, w których będzie chciał się kiedykolwiek uczyć. Brytyjski dziennik w komentarzu odredakcyjnym pisze wprost: „Rasizm i ksenofobia są złe. Ale rejestry nienawiści są monstrualną przesadą. Są zaprzeczeniem zdrowego rozsądku i zwycięstwem szaleństwa poprawności politycznej.” AJ/Piotrskarga.pl

Źródło: Fronda.pl: Wielka Brytania: Już pięciolatki trafią do „rejestrów nienawiści”
9 marca 2010 20:13

Problemy prawne w związkach homoseksualnych posiadających dziecko

Posiadanie przez pary homoseksualne dzieci (adoptowane lub własne) pociąga za sobą konsekwencje prawne.
Poniżej opisany ciekawy przypadek z USA w którym sąd odebrał biologicznej matce dziecko i przekazano je byłej lesbijskiej partnerce matki.
Jak zwykle konsekwencje poniesie dziecko.

—————–

Isabella została poczęta metodą in vitro, gdy jej mama Lisa Miller od dwóch lat żyła w lesbijskim związku z Janet Jenkins. Cała trójka mieszkała wtedy w stanie Vermont, który uznaje małżeństwa homoseksualne. Jednak w 2003 r. Lisa zabrała 17-miesięczne dziecko i wyjechała do Wirginii.

Janet Jenkins (źródło: AP)

Jenkins chciała odwiedzać córkę i uzyskała na to zgodę sądu. Jednak w tym czasie w życiu Lisy nastąpiły drastyczne zmiany. Tuż po rozstaniu wysłuchała kazania pewnego pastora, który mówił o życiu w grzechu. Poczuła, że homoseksualizm to grzech, stała się gorliwą chrześcijanką. Do dziś należy do Kościoła baptystów i pracuje w chrześcijańskiej szkole. Nie chce, by jej córka miała z homoseksualizmem cokolwiek wspólnego.

Lisa Miller (źródło: AP)

Nie podobało jej się na przykład to, że podczas jednej z wizyt Janet kąpała się razem z Isabellą. „Nie czuję się bezpiecznie, zostawiając z nią dziecko. Wierzę, że mam prawo dane od Boga i zagwarantowane konstytucją, by wychowywać moje dziecko zgodnie z moją wolą” – mówiła „Newsweekowi”. Zaczęła utrudniać wizyty byłej partnerce. Rozpoczęła też walkę o to, by sąd uznał jej wyłączne prawo do opieki nad dzieckiem.

Jednak Jenkins nie odpuściła. Argumentowała, że była przy narodzinach córki i czuje się jej rodzicem. Nie wyobraża sobie bez niej życia. I – jako lesbijka – nie chce, by dziewczynka wychowywała się w religijnym domu. Do dziś pozuje fotoreporterom w dawnym pokoju Isabelli wypełnionym zabawkami.

Sądy w Vermont i Wirginii przez pięć lat podejmowały różne decyzje. W listopadzie 2009 r. postanowiły jednak, że skoro Lisa Miller utrudnia wizyty drugiej matce, dziecko musi trafić pod opiekę Janet Jenkins.

– Nie można się bawić dzieckiem jak zabawką. Pomijając względy religijne czy seksualne, to jego dobro powinno być najważniejsze – mówi „Rz” oburzony brytyjski komentator John Rushton.

Za biologiczną matkę i jej córkę modlą się amerykańscy chrześcijanie. „Jenkins nie ma z Isabellą biologicznych i prawnych związków. Przez pięć lat nawet nie próbowała do niej zadzwonić ani napisać” – pisze gazeta „Christian Post”. Sojusznicy Miller liczą, że sąd apelacyjny w Wirginii zmieni decyzję. „Módlmy się, by sędziowie nie przedkładali homoseksualnych żądań ponad prawo i aby nie ignorowali konstytucji, na którą przysięgali” – napisała w oświadczeniu szefowa organizacji Concerned Women of America Wendy Wright.

Miller miała przekazać córkę Jenkins w piątek. Przestała się jednak kontaktować ze swoimi prawnikami i zniknęła. Grozi jej za to areszt.

Rzeczpospolita: Była lesbijka w sporze z eksżoną
Katarzyna Zuchowicz 02-01-2010

Ile kosztują nas homoseksualiści – cz. 1

24 października 2009 we Wrocławiu odbył się tzw. „marsz równości„.
Wg policji uczestniczyło w nim 250 osób

Grupę tą chroniło 350 policjantów. Oczywiście nie byli to panowie dzielnicowi w miękkich czapeczkach tylko oddział prewencji (w kaskach, kamizelkach i z tarczami). Marsz trwał 2 godziny.

WROCŁAW MANIFESTACJA GEJÓW I LESBIJEK PROTEST NOP

Ile kosztowała Wrocławiaków ta impreza? Sądzę, że co najmniej 70000 zł (350 policjantów x 200zł). Nie liczę żadnych kosztów związanych ze stratami mienia i zdrowia policjantów.
Czas najwyższy, żeby protestanci zaczęli płacić za ochronę swoich imprez. Nie dotyczy to tylko marszów równości.

A tak nawiasem pisząc niejaka Mirosława Makuchowska ze stowarzyszenia KPH stwierdziła: „Jest nas 2,5 miliona, nie możemy być traktowani gorzej niż osoby heteroseksualne”.
W takim razie gdzie jest reszta nienormalnych seksualnie polaków (powszechnie nazywanych gejami i lesbijkami). Moim zdaniem odpowiedzi są dwie (jedna nie wyklucza drugiej):
– w rzeczywistości liczba ta jest ok pięciokrotnie niższa. Nienormalni seksualnie stanowią ok 1-2% populacji,
– najwidoczniej homoseksualiści nie chcą oni być reprezentowani przez Kampanię Przeciw Homofobii i nie chcą przywilejów.

Dyskryminacja gejów w Polsce

Polskie prawo nie dyskryminuje homoseksualistów. Ale wprowadzenie wielu postulatów organizacji gejowskich mogłoby oznaczać dyskryminację heteroseksualnej większości – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”

Przed kilkoma tygodniami w mediach gruchnęła wiadomość o pomyśle karania za nawoływanie do nienawiści wobec osób homoseksualnych. Przekaz wzmocnił sondaż, który upubliczniła Kampania przeciwko Homofobii.

Wynikało z niego, że w Polsce istnieje przyzwolenie na obrażanie i dyskryminowanie osób o odmiennej orientacji. Zaprezentowana kronika przypadków homofobii w 2008 r. alarmowała, że co kilka tygodni w Polsce dochodziło do jakieś homofobicznej wypowiedzi czy wydarzenia, często będących następstwem „mowy nienawiści”. To wystarczyło do rozpętania (głównie w Internecie) zażartej debaty o polskiej homofobii.

Abstrahując od tego, czy ocenianie postaw życiowych z moralnego punktu widzenia rzeczywiście jest dyskryminacją czy tylko krytyką, zatrzymajmy się na pomyśle wprowadzenia kar, zwłaszcza że wpisuje się on w stałą skłonność do wysuwania żądań prawnych, tak charakterystyczną dla organizacji gejowskich.

Równi, nierówni

Czy rzeczywiście polskie prawo nie chroni należycie osób o odmiennej orientacji seksualnej? Czy można powiedzieć, że traktuje je gorzej niż osoby heteroseksualne?

Nic bardziej błędnego. Pomysłodawcy nowych sankcji karnych zapominają o istnieniu podstawowej, niezmiennej od lat zasady, że nikogo nie można obrażać. Osoby, które czują się obrażane, niezależnie od tego, czy są gejami, politykami czy motorniczymi tramwajów, mają równe prawo pójść do sądu i domagać się zadośćuczynienia, a nawet ukarania sprawcy.

Wprowadzenie specjalnego przepisu służącego jakiejś określonej grupie nie byłoby więc niczym innym jak postawieniem jej w uprzywilejowanej pozycji wobec pozostałych. Na tej samej zasadzie do kodeksu można by wpisać górników czy wędkarzy. Ci pierwsi od wielu lat czują się przecież obrażani i dyskryminowani pod względem płacowym, co zresztą głośno manifestują.

Rosnące żądania organizacji gejowskich wynikają więc albo z nieznajomości obowiązującego w Polsce prawa, albo z niechęci do jego poznania. Nie ma bowiem regulacji, która stawiałaby w gorszej sytuacji osoby homoseksualne. Dla prawa kontekst orientacji seksualnej po prostu nie istnieje, bo byłby dyskryminacją jawnie naruszającą konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa.

Warto przeanalizować kilka przykładów z codziennego życia. Prawo cywilne pozwala swobodnie kształtować chociażby relacje majątkowe między partnerami tej samej płci. Zasady związane ze wspólnym nabywaniem majątku, dziedziczeniem czy darowiznami są dla nich takie same jak dla wszystkich innych osób żyjących w konkubinacie.

Co więcej, w pewnych sytuacjach osoby takie w razie rozstania mogą podzielić majątek według korzystniejszych zasad niż małżonkowie. Małżeństwa co do zasady dzielą się po połowie. W przypadku partnerów sąd, dokonując podziału, bierze pod uwagę rzeczywiste nakłady każdego z nich.

Trudno też mówić o dyskryminacji osób homoseksualnych w prawie pracy. Wdrożone przed kilku laty unijne przepisy antydyskryminacyjne dają im często mocniejsze gwarancje niż pracownikom heteroseksualnym. Osoba dyskryminowana ze względu na orientację seksualną może puścić swojego pracodawcę z torbami, bo nie ma tu górnych limitów odszkodowania. Z takich możliwości nie korzystają natomiast osoby heteroseksualne. Przykłady można mnożyć.

Bez problemów w szpitalach

Narosło też wiele mitów, które funkcjonują od lat, powtarzane w kolejnych dyskusjach o dyskryminacji i nietolerancji wobec osób homoseksualnych. Jednym z nich jest brak prawa do odwiedzin partnera w szpitalu i uzyskania informacji o stanie jego zdrowia. Sprawę tę tymczasem od dawna reguluje ustawa o zawodzie lekarza. Art. 31 ust. 1 uzależnia udzielenie takiej informacji od zgody pacjenta.

Innym mitem są ograniczenia w prowadzeniu wspólnego konta bankowego. Od ponad dziesięciu lat w prawie bankowym istnieje pojęcie tzw. rachunku wspólnego (oferuje go większość banków).

Nie ma też żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o przekazywanie swojego odszkodowania z polisy ubezpieczeniowej czy odbiór przesyłki na poczcie, odmowę zeznań na policji i w prokuratorze, a także w setkach innych codziennych spraw. Wszystko to dawno już zostało uregulowane w prawie i obrosło orzecznictwem sądowym.

Zupełnie bezzasadny wydaje się też zarzut dyskryminowania osób homoseksualnych ze względów podatkowych.

Chodzi tu o niemożność wspólnych rozliczeń czy wyższe opodatkowanie spadków i darowizn. Takie same zasady obowiązują wszak innych obywateli, a także osoby żyjące w konkubinacie.

Małżeństwo jest fundamentem społeczeństwa, państwo daje mu pewne przywileje w związku z kształtowaniem polityki prorodzinnej. Przyrównywanie tej instytucji ze związkami partnerskimi nie ma sensu.

Przypomnijmy: ustawa o PIT daje możliwość wspólnego rozliczenia małżeństwu. Jest to korzystne przy dużych różnicach w zarobkach – dzięki wspólnemu zeznaniu można zapłacić 18 proc., a nie 32 proc. podatku. Ustawa o PIT mówi o związku małżeńskim, czyli zgodnie z art. 18 Konstytucji RP związku kobiety i mężczyzny. Nie daje tego przywileju związkom partnerów tej samej płci. Oczywiście gej (lesbijka) może się ożenić (wyjść za mąż) na ogólnych zasadach i skorzystać z tej preferencji.

Prawo do preferencyjnego rozliczenia (przy którym działa taki sam mechanizm jak wspólne opodatkowanie z małżonkiem) mają też osoby, które nie są w związku małżeńskim, lecz wychowują samotnie dziecko. Nie ma przeszkód, aby był to gej (lesbijka). Homoseksualiści mogą też skorzystać z ulgi na dzieci (odliczenie od podatku).

Obrona przed kombinowaniem

Spełnienie żądań organizacji gejowskich i rozszerzenie możliwości wspólnych rozliczeń byłoby wręcz niebezpieczne dla naszego systemu podatkowego i tworzyło pole do ogromnych nadużyć. Łatwo bowiem sobie wyobrazić dobrze zarabiającego biznesmena, który rozliczałby się wspólnie z bezrobotnym po to, by uzyskać zwrot podatku. W tej sytuacji trudno byłoby ustalić, które związki działają faktycznie, a które są powołane wyłącznie do celów podatkowych.

Podobnie rzecz się ma z podatkiem od spadków i darowizn. Nie płaci go tylko najbliższa rodzina, w tym małżonek. Osoby niespokrewnione są nim obciążone (może to być nawet 20 proc.). Tak więc przepisy faworyzują tu rodziny, ale cel jest oczywisty – chodzi o nieobciążanie wspólnie wypracowanego majątku, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Przyznanie zwolnienia osobom pozostającym w innych związkach niż rodzinne podważyłoby całą konstrukcję tego podatku, nie wspominając o nieograniczonych możliwościach kombinowania.

Rzeczpospolita: Czego nie chcą wiedzieć geje
Tomasz Pietryga 01-07-2009

11 przykazanie nie kpij z gejów

W Rzeczpospolitej ukazał się nieprzyzwoity rysunek satyryczny.
Kpi on z tak zwanych „związków partnerskich”.
Ciekawe czy sprawa trafi do sądu i będziemy mieli wyrok ograniczający wolność wypowiedzi?

homoseksualizm_związki_partnerskie_zoofilia

A może oni po prostu obrażają się, że w grę wchodzi związek mężczyzny z kozą (a nie kozłem). Czyli jakby taki związek zoofilsko – heteroseksualny. Obrzydlistwo w czystej postaci.