Mieć gadane

Co znaczy stwierdzenie „mieć gadane”?

Reklamy

Chrześcijanie w Egipcie

W miejscowości Nag Hammadi, gdzie w środę przed północą doszło do masakry, wybuchły gwałtowne zamieszki. Około 5 tysięcy chrześcijan koptów starło się z policją przed budynkiem kostnicy, w którym złożono ciała sześciu ofiar ataku. Wzburzeni koptowie obrzucili policjantów gradem kamieni, stróże porządku odpowiedzieli granatami z gazem łzawiącym.

Do masakry, która wywołała gniew chrześcijan, doszło po zakończeniu pasterki (koptowie obchodzą Wigilię 6 stycznia). Przed kościół św. Jana w centrum miejscowości podjechał samochód z trzema mężczyznami – jeden z nich otworzył ogień do wiernych. Zginęło pięć osób, w tym muzułmanin pracujący w parafii jako ochroniarz. 10 osób, w tym dwoje wyznawców islamu, zostało rannych. Wcześniej ci sami mężczyźni zamordowali dwóch chrześcijan w pobliskim centrum handlowym.

Koptyjski biskup Kirollos powiedział, że dostawał przed świętami pogróżki. Postanowił w związku z tym rozpocząć i zakończyć pasterkę godzinę wcześniej niż zwykle. Zamachowcy nie dali się jednak zwieść. Wychodzącego z kościoła Kirollosa minął ciemny samochód. – Gdy żegnałem się z kimś przy bramie, gruchnęły serie z karabinów maszynowych – relacjonuje hierarcha.

Według egipskiego resortu spraw wewnętrznych atak był prawdopodobnie kolejnym aktem zemsty wyznawców islamu za zgwałcenie przez chrześcijanina 12-letniej muzułmanki w listopadzie ub. r. W Nag Hammadi wybuchły wtedy rozruchy – wyznawcy Allaha przez pięć dni podpalali i demolowali domy koptów. Nie wyklucza się, że ów gwałt kopta na muzułmance był z kolei zemstą za wcześniejszy gwałt muzułmanów na chrześcijance.

Koptowie, których doktryna jest najbardziej zbliżona do prawosławnej, stanowią – według oficjalnych danych – około 10 procent liczącego 80 milionów mieszkańców Egiptu. Sami twierdzą, że w rzeczywistości jest ich więcej. Głównym punktem zapalnym w stosunkach pomiędzy nimi a muzułmanami są właśnie porwania kobiet i gwałty. We wrześniu ub.r. egipski tygodnik „Al Ahram” ostrzegł, że konflikt na tym tle osiągnął „punkt wrzenia” i lada chwila może dojść do jakiejś tragedii. Młode koptyjskie kobiety są często porywane przez gangi muzułmanów, zmuszane do zmiany wiary na islam oraz do zawarcia małżeństwa z muzułmaninem. Taki los spotyka nawet 12-latki. Oprawcy porywają często kobiety wprost z ulicy, a przejście na islam wymuszają za pomocą zbiorowego gwałtu. Scenę upokorzenia kobiety fotografują, po czym stawiają ofierze warunek: przechodzisz na islam albo pokażemy fotografie całej twojej rodzinie i znajomym.

„One wolałyby raczej umrzeć, niż do tego dopuścić” – powiedziała „Washington Times” działaczka na rzecz praw koptów Mary Abdelmassih. Według Assyrian National News Agency większość porwanych zostaje żonami niewolnicami muzułmanów. Na ocalenie mogą liczyć tylko kobiety pochodzące z zamożniejszych rodzin, które stać na zapłacenie porywaczom wysokiego okupu. W wielu przypadkach koptom trudno jest liczyć na wsparcie policji, gdyż funkcjonariusze są powiązani z porywaczami. Uprowadzenia stały się dla gangów intratnym biznesem. Korzystają z tego, że część islamskich organizacji charytatywnych wypłaca nagrody pieniężne osobom, którym udało się nawrócić kogoś na islam.

Według mieszkającego obecnie w Stanach Zjednoczonych egipskiego socjologa Magdima Khalila przymusowa islamizacja koptów jest częścią polityki państwa, a gangi „nawracaczy” otrzymują wsparcie finansowe od władz i korzystają z ochrony Służby Bezpieczeństwa. Koptowie będący potomkami rdzennych mieszkańców Egiptu, zamieszkujących ten kraj przed islamskim podbojem, są obiektem prześladowań już od 40 lat.

Chrześcijanie na celowniku

Chrześcijańskie organizacje pomocowe szacują, że co roku na całym świecie podlega rozmaitym represjom około 200 milionów wyznawców Chrystusa. – To zjawisko nasila się w czasie Bożego Narodzenia i Wielkanocy – mówi „Rz” Max-Peter Stussi z organizacji Międzynarodowa Solidarność Chrześcijańska. Według niego najwięcej ataków ma miejsce w Egipcie i Pakistanie. W końcu grudnia grupa Pakistańczyków zastrzeliła swojego chrześcijańskiego znajomego, bo nie chciał się wyrzec wiary. W irackim Mosulu dzień przed Wigilią przed kościołem wybuchła bomba, zabijając jedną osobę. W ostatnich latach z Iraku uciekły dziesiątki tysięcy chrześcijan. – Żyją tam w ciągłym strachu. Prowadzona jest świadoma kampania, by wypędzić ich z kraju – mówi ksiądz z Jordanii Raymond Moussali. W Iranie chrześcijanie mogą obchodzić święta tylko pod warunkiem, że nie będzie wśród nich żadnych muzułmanów. Szejk Jusuf al Karadawi z Kataru wydał przed Bożym Narodzeniem przesłanie do muzułmanów całego świata, apelując, by nie tolerowali na ulicach i w sklepach choinek i innych symboli Bożego Narodzenia. Apel nadała katarska telewizja.

Rzeczpospolita: Krwawa pasterka w Egipcie
Marcin Szymaniak 07-01-2010

Torancja religijna wg żydów

Radykalni żydowscy osadnicy zdemolowali muzułmańską świątynię. Palestyńczycy są wściekli

spalony meczet. izrael

Do incydentu doszło w piątek, przed świtem, w wiosce Jasuf na Zachodnim Brzegu Jordanu. Do miejscowego meczetu wtargnęła grupa Izraelczyków. Świątynia została doszczętnie zdemolowana. Mężczyźni próbowali również puścić budynek z dymem. Spalone zostały podłoga – na której wyznawcy Allaha oddają się modłom – oraz święte księgi, między innymi wiele egzemplarzy Koranu.

Wandale pozostawili na ścianach obelżywe graffiti. Jak poinformował „Haarec”, jeden z napisów miał wydźwięk „nazistowski” i zawierał groźbę, że wszyscy Palestyńczycy zostaną spaleni. „Metka z ceną. Pozdrowienia od Efiego” – głosił inny napis. Efi to popularne hebrajskie imię, a „metka z ceną” to hasło radykalnych osadników. W ten sposób określają akty terroru, jakich dokonują w proteście przeciw decyzji rządu Izraela o wstrzymaniu rozbudowy osiedli.

W ostatnich dniach w wielu miejscach Zachodniego Brzegu Żydzi atakowali palestyńskich sąsiadów. Dochodziło do pobić, podpaleń samochodów, niszczenia sklepów i drzewek oliwnych. Do tej pory nie posunęli się jednak do tak poważnego sprofanowania muzułmańskiej świątyni. Incydent, co bardzo rzadko się zdarza, zgodnie potępiły zarówno władze Izraela, jak i Autonomii Palestyńskiej.

– To ekstremistyczny akt wymierzony w starania naszego rządu, które mają na celu wznowienie procesu pokojowego – powiedział minister obrony Izraela Ehud Barak. I zapewnił, że wojsko zrobi wszystko, by wytropić i aresztować chuliganów.

– Podpalenie meczetu to obrzydliwa zbrodnia. Rząd Izraela powinien wreszcie powstrzymać tych dzikusów, którzy bezkarnie hulają na naszych terytoriach – powiedział z kolei prezydent Autonomii Mahmud Abbas. W najbliższym czasie ma on odwiedzić zniszczoną świątynię. Radykalni osadnicy nie przez przypadek na dzień ataku wybrali piątek. Tego dnia w meczetach odbywają się cotygodniowe modły, więc rano do sprofanowanej świątyni przybyły tłumy. Widok zniszczeń wywołał furię Palestyńczyków i gdy na miejsce przybyły izraelskie służby bezpieczeństwa, posypał się na nie grad kamieni. Zamieszki trwały kilka godzin. Izraelczycy musieli użyć gazu łzawiącego i gumowych kul. Czterech młodych Palestyńczyków i jeden żołnierz zostali lekko ranni. Obserwatorzy podkreślają, że akt wandalizmu może wywołać protesty nie tylko w Palestynie, ale w całym świecie muzułmańskim, który jest niezwykle wrażliwy na wszelkie działania wymierzone w jego religijne symbole. Na razie przeciwko akcji osadników wystąpili działacze lewicowej izraelskiej organizacji praw człowieka Peace Now, którzy dewastację meczetu określili mianem „żydowskiego pogromu”.

Rzeczpospolita:Izrael: podpalony meczet
Piotr Zychowicz 11-12-2009,

Pokojowo nastawieni islamiści wygwizdali żołnierzy

Grupa islamskich ekstremistów znieważyła brytyjskich żołnierzy, którzy wrócili z Iraku. Obywatele próbujący interweniować zostali aresztowani przez policję

Brytyjsny żołnierze - defilada po powrocie z Iraku (źródło: AFP)
Brytyjsny żołnierze - defilada po powrocie z Iraku (źródło: AFP)

Do gorszących scen doszło w podlondyńskim Luton. W centrum miasta odbyła się parada 2. Batalionu Angielskiego Królewskiego Regimentu, którego żołnierze powrócili z wojen w Afganistanie i Iraku. Ich przemarszowi towarzyszyły buczenie, gwizdy i głośne skandowanie: „Mordercy dzieci!”, „Rzeźnicy!”, „Wrogowie islamu!”.

Brytyjscy mieszkańcy miasteczka byli oburzeni. Część mężczyzn próbowała nawet interweniować. Policja otoczyła jednak radykalnych muzułmanów szczelnym kordonem. Dwóch Brytyjczyków, którzy próbowali się do nich dostać, zostało aresztowanych.

– Nazywanie naszych żołnierzy mordercami dzieci jest najgorszą prowokacją. Ci chłopcy i te dziewczęta narażali życie dla wolności, z której dzisiaj korzystają ci protestujący muzułmanie – powiedziała posłanka Partii Pracy z Luton Margaret Moran.

Duchowy przewodnik islamskich demonstrantów udzielił im jednak pełnego poparcia. – Tych żołnierzy nie można usprawiedliwić stwierdzeniem, że „wykonywali rozkazy”. Tak się składa, że naziści tak samo usprawiedliwiali dokonywane przez siebie rzezie – powiedział imam Anjem Choudary.

Rzeczpospolita: Islamiści obrazili i wygwizdali żołnierzy
Piotr Zychowicz 12-03-2009,

Wojna o Islam w Niemczech

Muzułmanie w Europie. W Kolonii miał się odbyć europejski szczyt partii sprzeciwiających się islamizacji Europy. Impreza nie doszła do skutku. Lewaccy bojówkarze w imię tolerancji obrzucili przeciwników kamieniami, a władze Niemiec potępiły organizatorów szczytu.

„Nie dla meczetów. Nie dla minaretów. Nie dla modłów muezinów” – pod takimi hasłami miała się w piątek rozpocząć w Kolonii konferencja przeciwko islamizacji kraju. Organizatorzy, stowarzyszenie Pro Köln, zaprosili przedstawicieli nacjonalistycznych partii z całej Europy oraz dziennikarzy. Impreza zakończyła się jednak fiaskiem.

Spotkanie miało się odbyć w ratuszu dzielnicy Nippes. Potem przeniesiono je do ratusza dzielnicy Rodenkirchen. Dostępu do niego bronili zarówno lewicowi demonstranci, jak i służba bezpieczeństwa ratusza. – Spotykamy się na statku na Renie – ogłosili działacze Pro Köln. Ale i tam czekali demonstranci. Obrzucony kamieniami i butelkami statek odpłynął, zanim na pokładzie zdążyli się zainstalować przedstawiciele mediów i zaproszeni goście.

– Pokażemy swoją siłę w sobotę – zapowiedział Markus Wiener, jeden z liderów Pro Köln. Według niego w demonstracji przeciwko postępującej islamizacji Niemiec uczestniczyć będzie kilka tysięcy osób. Swój udział zapowiedzieli m.in. Mario Borghezio z Ligi Północnej oraz Filip Dewinter z flamandzkiego ugrupowania Vlaams Belang.

Obrońcy praw muzułmanów obiecują zgromadzić w sobotę 40 tysięcy przeciwników Pro Köln. W obawie przed zamieszkami policja ściąga do Kolonii posiłki z całej Nadrenii. Jeszcze w piątek Kongres potępiła jednak rzeczniczka federalnego ministerstwa spraw wewnętrznych, określając go mianem „inicjatywy populistów i ekstremistów”.

W Kolonii już od kilku lat trwa ostra konfrontacja pomiędzy przeciwnikami i zwolennikami budowy ogromnego meczetu z minaretami o wysokości 55 metrów. Przeciwnicy zrzeszeni w organizacji Pro Köln starają się temu zapobiec. Mają przeciwko sobie nieomal wszystkie siły polityczne w mieście. Zdaniem mediów Pro Köln jest organizacją „skrajnie prawicową”, ksenofobiczną i rasistowską. – Nic podobnego. Chcemy jedynie uwidocznić zagrożenie, jakie niesie uległość wobec ekspansji islamu. W końcu trzeba powiedzieć nie – tłumaczy Markus Wiener.

Przed meczetem Turecko-Islamskiego Związku Religijnego (Ditib) w tureckiej dzielnicy Ehrenfeld tłum nagradza oklaskami płynące z megafonu informacje o niepowodzeniu konferencji przeciwko islamizacji. „Naród przeciwko nienawiści i głupocie” – napis tej treści trzyma w ręku znany scenograf Jochen Schumacher. Obok plakaty i transparenty organizacji lewicowych. Są młodzi członkowie SPD i Zielonych. – Tak powinna wyglądać solidarność – mówi Ali Kizylkaya, szef Centralnej Rady Muzułmańskiej w Niemczech.

– Nie mam wątpliwości, że jest w tym wiele politycznej poprawności. Nikt w Niemczech nie chce uchodzić za ksenofoba. Ma to swe źródła w niemieckiej historii – tłumaczy natomiast Bekir Alboga z Ditib. Rozmawiamy przed meczetem mieszczącym się w budynku byłej mleczarni. Za kilka tygodni zostanie zrównany z ziemią i kosztem ponad 20 milionów euro rozpocznie się budowa nowej świątyni. – Zgromadziliśmy już część środków – zapewnia Alboga.

Takie plany spędzają sen z powiek w Niemczech nie tylko członkom takich organizacji jak Pro Köln. – Ludzie lękają się postępującej islamizacji i lęki te są całkowicie zrozumiałe – mówi Udo Ulfkotte, autor licznych książek o zagrożeniu islamskim dla Niemiec i Europy. Zwraca uwagę na coraz większą liczbę meczetów w Niemczech.

W budowie lub w stadium planowania są teraz 184 muzułmańskie świątynie z kopułami i minaretami. Do tego dochodzi 2600 tzw. meczetów podwórkowych, w odnowionych halach fabrycznych czy salach gimnastycznych. Liczba muzułmanów w Niemczech sięga już 3,4 miliona, w zdecydowanej większości są pochodzenia tureckiego. Nowe świątynie powstają we Frankfurcie nad Menem, w Berlinie, Monachium i innych wielkich miastach.

Zastrzeżenia do budowy nowych świątyń zgłaszają Kościoły, liczne organizacje społeczne i komitety obywatelskie. – Problemem nie są meczety, lecz islam – ogłosił niedawno znany pisarz Ralph Giordano, ściągając na swą głowę gromy ze strony liberałów.

Z badań wynika jednak, że ponad połowa Niemców jest zdania, że pomiędzy chrześcijaństwem a islamem trwa „wojna cywilizacji”. Jeszcze dwa lata temu większość obywateli Niemiec nie zauważała żadnego konfliktu tego rodzaju.

W Kolonii nie jest inaczej. Świadczy o tym sukces Pro Köln, która cztery lata temu zdobyła ponad cztery procent głosów w wyborach samorządowych. Liczącej zaledwie 300 członków organizacji udało się zebrać ponad 20 tysięcy pod-pisów przeciwko budowie świątyni.

Strona organizacji Pro Köln
http://www.pro-koeln-online.de

Rzeczpospolita: Zwyciężyli obrońcy islamu
Piotr Jendroszczyk 20-09-2008

————————————-

Fiasko „Kongresu przeciwko Islamizacji”. Większość zaproszonych nie zdołała dotrzeć do centrum miasta


Obrońcy tolerancji i wolności dla muzułmanów …


… i mała próbka ich działań.

Powybijane szyby, spalone kontenery na śmieci, sparaliżowana komunikacja w całym regionie Kolonii – taki jest wynik dwudniowych protestów lewicowych ugrupowań w Kolonii przeciwko kongresowi zorganizowanemu przez organizację Pro Köln (Dla Kolonii). Rannych zostało kilku policjantów. Zatrzymanych zostało też pół tysiąca demonstrantów ze środowisk lewackich i anarchistycznych. W areszcie znajduje się kilkunastu szczególnie agresywnych demonstrantów. Ich zachowanie potępił Fritz Schramma (CDU), burmistrz Kolonii, który sam występował na wiecu przeciwko inicjatywie Pro Köln.

Jak Sobieski

– Staramy się zrobić w Kolonii to, co Jan III Sobieski zrobił pod Wiedniem: powstrzymać islam – przekonuje Adriana Bolchini, przewodnicząca jednej z włoskich organizacji walczących z islamizacją Europy. Rozmawiamy na malowniczym Heumarkt, rynku starego miasta w Kolonii. Z dala tysiące gardeł skandują: „Nazi raus” („Naziści wynocha”). Na szczelnie otoczonym przez policję Heumarkt przygotowano scenę z wielkim napisem „Stop islam”. – To nie prowokacja ani wezwanie do przemocy, lecz jedynie wyraz sprzeciwu przeciwko rozprzestrzenianiu się islamu w Niemczech i Europie oraz nadmiernej tolerancji – tłumaczy Manfred Rouhs z ugrupowania Pro Köln. Od lat sprzeciwia się ono budowie największego w Europie meczetu w dzielnicy Ehrenfeld.

– Musimy zjednoczyć siły, bo za chwilę będzie za późno – grzmiał ze sceny Mario Borghezio, eurodeputowany z ramienia włoskiej Ligi Północnej, były podsekretarz stanu w pierwszym rządzie Silvio Berlusconiego. Prezentował przy tym książkę Oriany Fallaci „Wściekłość i duma”, w której słynna dziennikarka udowadnia, że nie istnieje żaden umiarkowany islam, a elity polityczne Europy tolerują ekspansję islamu w imię fałszywie pojętych wartości. – To nasz manifest – powtarzał Borghezio.

Napięcie rośnie

Nagle ucichły głośniki, gdyż policja cofnęła zezwolenie na organizację wiecu. – Napięcie w mieście rośnie. Nie możemy ryzykować – tłumaczy rzecznik policji. Na miejsce wiecu nie udaje się przedostać grupie kilkuset uczestników kongresu antyislamskiego. Przedstawiciele europejskich ugrupowań nacjonalistycznych otoczeni przez demonstrantów nie mieli szans wydostania się z lotniska w pobliskim Bonn. Wśród nich byli Filip Dewinter, szef Vlaams Belang, dużej partii flamandzkiej z Belgii, oraz wiceprzewodniczący austriackiej Partii Wolności (FPÖ) Andreas Mölzer.

Dziesiątki tysięcy przeciwników kongresu opanowały niemal całą Kolonię. Dostępu do Heumarkt bronili przez całą noc z piątku na sobotę. Grzali się przy płonących kontenerach na śmieci. – „Precz z nazistami” – głosiły transparenty. Pod jednym z plakatów wizerunek małpy ze swastyką na ramieniu i podpis: „Nie wszyscy załapali się na ewolucję”.

– Nie mamy nic wspólnego z nazizmem. Chcemy jedynie przedstawić swe argumenty. Mamy do tego prawo w demokracji – powtarzali działacze Pro Köln. – Nie damy się zwieść. Hasła antyislamskie to maskarada, za którą kryją się prawicowi ekstremiści. Nie chodzi już o meczet, ale o walkę z rasizmem i nietolerancją – mówi Paul Petzold, student psychologii z Kolonii i jeden z organizatorów protestu. Jego zdaniem zwłaszcza obarczone nazistowską przeszłością Niemcy nie mogą być miejscem tworzenia się w Europie prawicowej antyislamskiej koalicji.

Szowiniści czy rzecznicy większości

– Mamy kłopoty z organizacją europejskiego bloku przeciwko islamizacji – przyznaje Mario Borghezio. Powstała w roku ubiegłym w Parlamencie Europejskim grupa Tożsamość, Tradycja, Suwerenność, zrzeszająca przedstawicieli siedmiu skrajnie prawicowych ugrupowań, rozpadła się po kilku miesiącach.

– Sporo jest w Europie sił szowinistycznych. Zaliczamy się do ugrupowań umiarkowanych po stronie prawicy – zapewnia Manfred Rouhs z Pro Köln. Innego zdania są niemieckie media, kwalifikujące przeciwników budowy meczetu w Kolonii jako organizację ksenofobiczną i rasistowską. Z badań wynika jednak, że większość mieszkańców Kolonii ma zastrzeżenia do budowy meczetu.– Opór budzi wysokość minaretów – mówi jeden z kolońskich dziennikarzy. Sięgać będą 55 metrów w niebo, górując nad pejzażem zachodniej części miasta. Meczet stanie się atrakcją turystyczną, podobnie jak słynna katedra. – Nigdy się z tym nie pogodzimy – zaklinają się przedstawiciele Pro Köln.

Rzeczpospolita: Wojna o islam w Kolonii
Piotr Jendroszczyk 20-09-2008

—————————————–

Bitwa o islam, która rozegrała się w Kolonii, pokazuje, że zachodnioeuropejskie społeczeństwa nie radzą sobie ze zjawiskiem rosnącej roli muzułmanów. Nie chcą debaty na ten temat.

Lęki widać w sondażach, ale gdy wyrażają je – nieliczni – politycy czy intelektualiści, to większość mediów krzyczy o ksenofobii, obskurantyzmie czy neonazizmie.

To zrozumiałe, że wielu Niemców jest szczególnie wyczulonych na działania nacjonalistycznych radykałów. Nie da się zaprzeczyć, że część przeciwników budowy wielkich meczetów to znani z innych demonstracji zwolennicy porządków w stylu Trzeciej Rzeszy, gdy prawdziwy Niemiec miał pracę i poczucie dumy z tego, że jest Niemcem. Oni wykorzystują każdą okazję, by protestować przeciwko obcym.

Ale wznoszenie w Kolonii minaretów o wysokości 55 metrów nie podoba się znacznej części mieszkańców. Podobnie jest w wielu innych europejskich miastach, gdzie muzułmanie są coraz liczniejsi. Nie jest to – a w każdym razie nie tylko – wynik niechęci do innego wyznania. To lęk przed, na razie symboliczną, dominacją religii, która nie tylko jest nowa na tym terenie, ale i wiąże się z obyczajami oraz normami, które są sprzeczne z wartościami wyznawanymi przez zachodnich Europejczyków.

O tym trzeba dyskutować. Nie ma też powodu, by przeciwnicy rosnącej roli islamu nie mogli protestować na ulicach miast czy organizować kongresy. Chyba że będą na nich nawoływali do przemocy wobec muzułmanów, ale o tym w Kolonii nie było słychać.

W Niemczech i w wielu krajach zachodnich bez problemu można organizować protesty przeciw papieżowi. Co więcej marsze i wiece w centrach niemieckich miast mogą organizować prawdziwi neonaziści z NPD, byle nie pod hasłami antyislamskimi. Potępienie pod adresem organizatorów niedoszłego kongresu antyislamistów wygłaszali także politycy chadeccy. A to ich, najsilniejsza w Niemczech, partia nie chce w UE muzułmańskiej Turcji i to w ich partii dyskutuje się o wiodącej kulturze (niemieckiej), której podporządkować powinni się imigranci wyznający islam.

Ta mieszanka dławionych obaw i dławionej krytyki do niczego dobrego nie doprowadzi.

Rzeczpospolita: Czy można rozmawiać o islamie
Jerzy Haszczyński 21-09-2008

—————————————–

Komentarz

Islam is not a religion, nor is it a cult. In its fullest form, it is a complete, total, 100% system of life.

As long as the Muslim population remains around or under 2% in any given country, they will be for the most part be regarded as a peace-loving minority, and not as a threat to other citizens. This is the case in:

United States — Muslim 0.6%
Australia — Muslim 1.5%
Canada — Muslim 1.9%
China — Muslim 1.8%
Italy — Muslim 1.5%
Norway — Muslim 1.8%

At 2% to 5%, they begin to proselytize from other ethnic minorities and disaffected groups, often with major recruiting from the jails and among street gangs.. This is happening in:

Denmark — Muslim 2%
Germany — Muslim 3.7%
United Kingdom — Muslim 2.7%
Spain — Muslim 4%
Thailand — Muslim 4.6%

From 5% on, they exercise an inordinate influence in proportion to their percentage of the population. For example, they will push for the introduction of halal (clean by Islamic standards) food, thereby securing food preparation jobs for Muslims. They will increase pressure on supermarket chains to feature halal on their shelves — along with threats for failure to comply. This is occurring in:

France — Muslim 8%
Philippines — Muslim 5%
Sweden — Muslim 5%
Switzerland — Muslim 4.3%
The Netherlands — Muslim 5.5%
Trinidad & Tobago — Muslim 5.8%

At this point, they will work to get the ruling government to allow them to rule themselves (within their ghettos) under Sharia, the Islamic Law. The ultimate goal of Islamists is to establish Sharia law over the entire world.

When Muslims approach 10% of the population, they tend to increase lawlessness as a means of complaint about their conditions. In Paris , we are already seeing car-burnings. Any non-Muslim action offends Islam, and results in uprisings and threats, such as in Amsterdam , with opposition to Mohammed cartoons and films about Islam. Such tensions are seen daily, particularly in Muslim sections, in:

Guyana — Muslim 10%
India — Muslim 13.4%
Israel — Muslim 16%
Kenya — Muslim 10%
Russia — Muslim 15%

After reaching 20%, nations can expect hair-trigger rioting, jihad militia formations, sporadic killings, and the burnings of Christian churches and Jewish synagogues, such as in:

Ethiopia — Muslim 32.8%

At 40%, nations experience widespread massacres, chronic terror attacks, and ongoing militia warfare, such as in:

Bosnia — Muslim 40%
Chad — Muslim 53.1%
Lebanon — Muslim 59.7%

From 60%, nations experience unfettered persecution of non-believers of all other religions (including non-conforming Muslims), sporadic ethnic cleansing (genocide), use of Sharia Law as a weapon, and Jizya, the tax placed on infidels, such as in:

Albania — Muslim 70%
Malaysia — Muslim 60.4%
Qatar — Muslim 77.5%
Sudan — Muslim 70%

After 80%, expect daily intimidation and violent jihad, some State-run ethnic cleansing, and even some genocide, as these nations drive out the infidels, and move toward 100% Muslim, such as has been experienced and in some ways is on-going in:

Bangladesh — Muslim 83%
Egypt — Muslim 90%
Gaza — Muslim 98.7%
Indonesia — Muslim 86.1%
Iran — Muslim 98%
Iraq — Muslim 97%
Jordan — Muslim 92%
Morocco — Muslim 98.7%
Pakistan — Muslim 97%
Palestine — Muslim 99%
Syria — Muslim 90%
Tajikistan — Muslim 90%
Turkey — Muslim 99.8%
United Arab Emirates — Muslim 96%

100% will usher in the peace of ‘Dar-es-Salaam’ — the Islamic House of Peace. Here there’s supposed to be peace, because everybody is a Muslim, the Madrasses are the only schools, and the Koran is the only word, such as in:

Afghanistan — Muslim 100%
Saudi Arabia — Muslim 100%
Somalia — Muslim 100%
Yemen — Muslim 100%

Unfortunately, peace is never achieved, as in these 100% states the most radical Muslims intimidate and spew hatred, and satisfy their blood lust by killing less radical Muslims, for a variety of reasons.

Very sad but true. Europa powinna sie obudzic kiedy nie jest zapozno.

W.

——————————-

A tak przedstawia sprawę niezależny „Der Dziennik”

Pomóżcie w naszej walce z islamizacją Niemiec” – wzywają działacze organizacji „Pro Koeln” i organizują w tym celu w Kolonii Kongres przeciwko islamizacji. A miasto juz wygląda jak oblężone. Przyjadą setki radykałów i tysiące zwolenników tolerancji (tolerancja różne ma twarze; lewacka ma twarz taką jak zdjęcia powyżej) i wielokulturowości. Policja boi się rozruchów.

„W całych Niemczech meczety rosną jak grzyby po deszczu, nawoływania muezinów i chusty przykrywające głowy dominują na ulicach” – alarmują działacze „Pro Koeln” na swojej stronie internetowej. Jutro na kongres do Kolonii przyjadą setki prawicowych radykałów, także spoza Niemiec.

Przywódcą radykałów jest Markus Beisicht, 45-letni adwokat z Leverkusen. Ostrzega nie tylko przed islamizacją społeczeństwa i wzywa do obrony „chrześcijańskiej kultury Zachodu”.

Za najlepszy przykład islamizacji Niemiec radykałowie uważają projekt bydowy w Kolonii wielkiego meczetu. Władze miasta zgodziły się na bydowę świątyni, która będzie zwieńczona prawie 37- metrową kopułą, a dwa minarety będą wysokie na 55 metrów.

Poglądy „Pro Koeln” i jej szefa mają zwolenników. Od czterech lat organizacja zasiada w miejskiej radzie. Jednak zdecydowana większość mieszkańców, z konserwatywnym merem Fritzem Schrammą chce bronić wielokulturowości miasta.Dlatego zwołano na sobotę wielki wiec, na który ma przyjść 40 tysięcy zwolenników tolerancji. Policja ściąga posiłki i ostrzega przed prowokacjami, które mogą przerodzić się w zamieszki.

Burmistrz Schramma wezwał 120 tysięcy Turków mieszkających w Kolonii, by w sobotę na znak protestu nie otwierali sklepów i barów. Zaś miejsowi restauratorzy od wczoraj organizują w swoich lokalach odczyty przeciwko radykałom, akcje informacyjne i występy muzyków pod hasłem „Nie ma piwa dla nazistów”.

Andrzej Geller/PAP

Źródło: Dziennik: W Kolonii nie chcą muzułmanów
czwartek 18 września 2008 20:24

Ofiary Simona Mola – wywiad

Nie zawsze kontakt seksualny z nosicielem HIV prowadzi do zakażenia. A Simon był, jeśli tak można powiedzieć, bardzo w tym skuteczny – mówi 23-letnia kobieta zakażona HIV przez Simona Mola.

Rz: Mówi pani, że się boi. Czego się jeszcze może bać osoba, którą już spotkało najgorsze – zakażenie wirusem HIV?

Wyobrażam sobie, że idę ulicą i nagle widzę Simona Mola. Nie wiem, jak bym się zachowała. A ten scenariusz jest możliwy. W tej chwili Molowi grozi, że dostanie maksymalnie dziesięć lat. Znamy polski wymiar sprawiedliwości – odsiedzi faktycznie tylko połowę za dobre sprawowanie. Ponieważ spędził w areszcie prawie dwa lata, to za trzy lata można go będzie spotkać w Warszawie. Zresztą nawet teraz, gdy jest za kratkami, nie czuję się do końca bezpiecznie.

Czym może pani zagrażać Simon Mol siedzący w areszcie?

Jeśli przed moją uczelnią pojawiają się jego znajomi i obserwują mnie ostentacyjnie, to trudno, bym czuła się komfortowo. Takie sytuacje spotykają też inne dziewczyny, które zdecydowały się zeznawać przeciwko niemu. Można by pomyśleć, że coś sobie wyobrażamy – ale naprawdę czarni mężczyźni wyczekujący, aż któraś z nas się pojawi, to nie zbieg okoliczności. Uważam, że Simon znalazł sposób, by być z nimi w kontakcie, i jakoś pociąga za sznurki.

Rozumiem, że utrzymuje pani kontakty z innymi kobietami, które też zostały skrzywdzone przez Mola.

To jeden z powodów, dla których zdecydowałam się na tę rozmowę. Chcę powiedzieć, co się nam przydarzyło. Spotkałyśmy się, bo jestem w znacznie lepszej formie niż one. Psychicznej, ale również fizycznej. Niektóre z dziewczyn są skrajnie wyniszczone, rozwinął się już u nich AIDS. To niesamowite z punktu widzenia medycyny, bo zdarzało się, że po czterech miesiącach od zakażenia zaczęły występować objawy choroby. Normalnie jest inaczej, rozciągnięte jest to na lata, czasem mija nawet bezobjawowo 10 – 15 lat.

Zakażenie przez Mola specyficznym subtypem wirusa występującym w Kamerunie podziałało na białe kobiety jak zastrzyk śmierci. U niego wszystko przebiega w zupełnie innym tempie. Dopiero teraz widać, że choroba robi postępy. Wystarczy porównać jego zdjęcia z momentu zatrzymania z obecnym wyglądem.

Umawiając się na rozmowę, bardzo się pani bała, że jej anonimowość może zostać naruszona.

W pewien sposób wystawiam się, by chronić całą grupę. Bo czujemy się jak zwierzyna, na którą polują media. Proces odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Na razie udało się doprowadzać nas na salę sądową tak, że nikt postronny nie ma z nami kontaktu. Ale sąd to nie tylko sędziowie, adwokaci i prokuratorzy, wie o nas dużo osób i prędzej czy później może dojść do jakichś przecieków. Mówiąc teraz o pewnych faktach, chciałabym, by dano nam już spokój.

Formułuje pani czytelny przekaz: kara, jaka może spotkać Simona Mola, jest za mała.

Chciał nas zabić. Nie ma różnicy, czy ktoś wbija nóż w plecy, strzela w głowę czy wprowadza komuś do krwi śmiercionośny wirus. Lekarstwo, które zwalcza HIV, nie istnieje. Osoba zakażona w końcu umiera z tego powodu. Słyszałam to wielokrotnie od lekarzy, którzy mówili o mojej sytuacji. Dlatego i ja, i inne kobiety nie możemy się zgodzić z kwalifikacją czynu Simona Mola: „spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci długotrwałej choroby”. Nie mówimy o chorobie, mówimy o śmierci.

Jest pani przekonana, że Mol chciał was zabić.

Tak, sposób, w jaki uprawiał seks…

Chodzi o to, że nie chciał używać prezerwatywy? To znany fakt – kobiety mówią, że w ogóle nie był zainteresowany seksem, jeśli miałby się zabezpieczać.

Nie chcę wchodzić w pewne szczegóły, bo graniczą z pornografią. Powiem tylko, że za każdym razem starał się doprowadzić kobietę do krwawienia. To wyjaśnia też, dlaczego zakaził ich tak wiele. Przecież nie zawsze kontakt seksualny z nosicielem HIV prowadzi do zakażenia. A Simon był, jeśli tak można powiedzieć, bardzo w tym skuteczny. Udawało mu się przekazać wirusa nawet po jednorazowym kontakcie seksualnym.

Powiedziałabym wręcz, że nie był specjalnie zainteresowany seksem jako źródłem rozkoszy, specjalnie się tym nie delektował. Kiedy patrzę na to z dystansu, widzę, że to nie seks go kręcił, ale to, że poprzez seks zabija.

Dlaczego miałby chcieć zabić panią i inne kobiety?

Mieszkałam z nim pół roku. Wtedy pewnych rzeczy nie widziałam – byłam bardzo naiwna. Byłam nastolatką – to, co podaje prasa, powołując się na policję, że celem Mola były młode wykształcone kobiety w wieku 20 – 25 lat, nie jest prawdą, były i młodsze.

Dopiero z dystansu zobaczyłam wszystko w innym świetle. Różne dziwne sytuacje, zdarzenia stały się oczywiste. Zrozumiałam, że cały czas mnie nienawidził. Bo reprezentowałam świat, który chciał zniszczyć.

Co chciał zniszczyć Simon Mol?

Świat Zachodu. Nie mam wątpliwości, że Mol jest wyznawcą islamu.

Chyba pani żartuje. Często mówił, że jest chrześcijaninem, wydał nawet wiersze w jednej z katolickich oficyn. Co prawda nie ukrywał fascynacji szamanizmem, ale islam?

Byłoby dziwne, gdyby zadeklarował się jako wyznawca islamu. W pewien sposób by go to przekreślało. To oczywiste, że nie chciał się do tego przyznać. Ale wszystko w jego zachowaniu, łącznie ze stosunkiem do kobiet, które traktował jak rzecz, było typowe dla islamu.

Takie traktowanie kobiet jest też w jakiś sposób typowe dla Afryki.

Codziennie rano brał dywanik i szedł się modlić. Gdyby przy mnie zaczął nagle walić głową w podłogę, wyglądałoby to dziwnie. A więc wychodził z domu. Nazywało się to, że idzie pobiegać i bierze ręcznik. Wracał świeżutki i tak było codziennie, nigdy nie odpuszczał. Nie jadł wieprzowiny, wtedy mówił, że nie lubi mięsa. Nie pił alkoholu. Co charakterystyczne – udawał np., że pije z innymi piwo, a w rzeczywistości nieruszona butelka stała na stole. Jak jest wiele osób, to trudno się zorientować. Nienawidził Ameryki, a także Izraela. Tego nie potrafił już ukryć, choć zawsze sprzedawał to w opakowaniu niechęci do globalizacji i współczucia dla Palestyńczyków. Czasem mówił tajemniczo, że jest męczennikiem.

Wtedy nic pani nie dziwiło? Dopiero teraz układa się jak puzzle?

Kiedy ochłonęłam już z szoku po wiadomości, że jestem zakażona, przyszedł czas na analizę. Zrozumiałam też, że jego znajomi wiedzieli, iż jest chory.

Naprawdę pani uważa, że wiedzieli o tym, iż Simon jest nosicielem HIV?

Kiedy ktoś się z kim wita, czy zawsze pyta, „jak się czujesz?”. Raczej nie. Zwykle pytamy: „co u ciebie”, „jak leci”. Ale Simona zawsze jego znajomi pytali, jak się czuje.

Ma pani na myśli czarnych znajomych?

Tak. Wiedzieli, co robi Simon. I czy myśli pani, że w Polsce jest tylko jeden Simon Mol? Wiem, że na pewno nie.

Idzie pani bardzo daleko. Sugeruje nie tylko złą wolę czy wręcz zbrodnicze intencje Simona Mola, ale istnienie jakiegoś spisku.

Czy nie zastanawia się pani, kim w rzeczywistości jest Simon Mol? Przecież w reportażu opublikowanym w „Rz” w zeszłym roku, kiedy pojechała pani do Kamerunu, widać było, z jakiego środowiska pochodzi. Wychował się w lepiance bez wody i kanalizacji, w bardzo prostej rodzinie. I nagle taki facet, w zasadzie bez wykształcenia, pojawia się w Polsce i funkcjonuje jak ktoś, kto swobodnie porusza się wśród elit. Ma spore wiadomości i perfekcyjną umiejętność manipulowania ludźmi.

Myśli pani, że ktoś go do tej roli przygotował? To brzmi jak z powieści sensacyjnej. Trudno w to uwierzyć. Ale przyznam, że sama się zastanawiałam nad pewną zagadką życiorysu Simona Mola. W opublikowanej w Internecie „True story of my life”, w której rozwodził się nad prześladowaniami politycznymi, jakich rzekomo doświadczył w Kamerunie, a potem Ghanie, jest luka. Od momentu, w którym wyjechał z Kamerunu i dotarł do Ghany, minęły prawie dwa lata. Prześlizguje się nad tym w paru enigmatycznych zdaniach.

W jego życiu jest więcej dziwnych rzeczy. Z czego właściwie żył? A potrafił wydawać naprawdę dużo, wiem coś o tym. Jak biedny uchodźca mógł jednego dnia wydać na przykład 2 tys. zł? Dlaczego, będąc już w Polsce, ciągle podróżował za granicę? Chwalił się, że jest wysłannikiem polskiego Pen Clubu.

Polski Pen Club raczej się od niego dystansował.

Ale nie da się ukryć, że Mol uwiódł nie tylko wiele Polek, ale i sporo polskich instytucji. Dostał azyl polityczny i był traktowany jako autorytet w kwestiach praw człowieka i walki z rasizmem.

Mam wielką pretensję do polskich władz. Dlaczego go nie sprawdzono, przyznano mu azyl? Przecież nie był uchodźcą politycznym, nie był prześladowany w swej ojczyźnie, co wynika z reportażu z Kamerunu, jaki opublikowaliście rok temu w „Rz”. Gdyby Molowi nie przyznano azylu, nie byłoby tylu zakażonych kobiet.

Ale z faktu, że ktoś dostał azyl, nie wynika, że musiał mieć stosunki seksualne z tak dużą liczbą kobiet, w dodatku bez prezerwatywy. Ma pani pretensje do różnych instytucji. Nie ma pani pretensji do siebie?

Nie mówię, że jestem zupełnie bez winy. Pyta pani, dlaczego ja i inne kobiety chodziłyśmy do łóżka z Simonem? A dlaczego ludzie w ogóle chodzą ze sobą do łóżka? Nie udawajmy, że jesteśmy świętym społeczeństwem. Simon nie był takim zwykłym Murzynem. Był bardzo inteligentny, potrafił zaimponować wiedzą. Sprawiał, że kobieta czuła się z nim bardzo dobrze.

Nie rozmawiamy w tej chwili o aspekcie moralnym. Ale dlaczego zgadzałyście się na seks bez zabezpieczeń?

Jest nastrój, dwie butelki wina. Nie myśli się wtedy o prezerwatywie. Tak uważam. Zresztą spytałam, czy jest zdrowy. Powiedział, że tak. Dlaczego miałam sądzić, że kłamie i chce mnie zabić? Był osobą publiczną, dostał tytuł Antyrasisty Roku. Widywałam go w towarzystwie polityków lewicy, ludzi, których znałam z gazet. Czy nastolatka nie może uznać, że komuś takiemu wolno zaufać? Kiedy pierwsza dziewczyna zgłosiła, że Mol ją zakaził, policja była skonsternowana. Czekano z aresztowaniem, bo – jak mówiono – jeśli chodzi o takiego człowieka, nie można sobie pozwolić na pomyłkę.

Była pani nim zafascynowana. Dlaczego Mol pociągał tyle kobiet?

Kiedyś siedziałyśmy razem, dziewczyny, które zostały zakażone przez Mola, i opowiadałyśmy sobie nasze historie. I zrozumiałyśmy, że gdyby słuchał ktoś postronny, mógłby pomyśleć, że mówimy o różnych mężczyznach.Bo za każdym razem Mol był inny. Dla jednej był szarmancki i elegancki. Dla drugiej – biednym Murzynkiem potrzebującym pomocy. W stosunku do następnej zachowywał się jak macho. Niektóre, gdy go poznały, myślały, że nigdy nie poszłyby z kimś takim jak on. Po pięciu minutach rozmowy zmieniały zdanie. Genialnie wyczuwał dziewczyny, wiedział, czego szukają w mężczyźnie. Żadna z nas nigdy przedtem nie zetknęła się z czymś takim. Normalny człowiek tak nie potrafi.

Wie pani, że nie wzbudzacie w naszym społeczeństwie współczucia? Na forach internetowych ludzie piszą, że same jesteście sobie winne.

Na początku wszystko czytałam, potem dałam sobie spokój. Wiem, że nas wyzywają, że padają pod naszym adresem epitety. Kiedyś znalazłam wpis internauty wstrząśniętego, bo przeczytał, że Simon Mol mógł zakazić nawet 64 kobiety. Napisał: „jaki polski mężczyzna ma w ciągu całego życia aż 64 kobiety!”. Zrozumiałam, że ta niechęć do nas bierze się też z zawiści wobec Mola.

Naprawdę Mol mógł zakazić aż tyle kobiet?

Nie chcę spekulować. Ale jeśli rozmawia ze sobą 11 kobiet zakażonych przez Mola i okazuje się, że cztery z nich zaraził w tym samym miesiącu, to jaka była jego aktywność? Ile kobiet mógł zarazić, jeśli działał w Polsce dziesięć lat? Ja sama myślę o tym jak o gigantycznej pajęczynie, bo przecież te kobiety zakażały dalej. W centrum pajęczyny jest Simon Mol.

Wspominała pani, że w Polsce działał, a nawet działa, tak jak Mol jeszcze ktoś inny.

Jestem wręcz tego pewna. Nie chcę nikogo wskazywać palcem, ale wiem o takim przypadku. Uchodzi mu to na razie bezkarnie. Podejrzewam, że pobudki działania tego człowieka są takie same jak te, które – jak myślimy – miał Mol. Mam nadzieję,że wreszcie ktoś go powstrzyma.

W czasie całej rozmowy używa pani uparcie słowa „Murzyn”. Chyba odpuściła pani sobie poprawność polityczną. I powtarza też, że władze powinny zrobić wszystko, by nie wpuszczać tylu Murzynów do Polski. Chyba kiedyś miała pani inne poglądy.

Władze powinny chronić swoich obywateli. Każdy , kto dostanie azyl powinien wiedzieć ,że nie może bezkarnie zakażać innych.

Źródło: Rzeczpospolita: Chciał nas zabić
Maja Narbutt 20-09-2008

Powiązane artykuły:
AIDS w Afryce
Afrykanin świadomie zaraża HIV
Simon Mol, zawodowy uchodźca

Bill i Hillary Clinton – jak zdobyli majątek?

W krótkim czasie Clintonowie awansowali do finansowej elity Ameryki. Gdy na początku 2001 r. Bill Clinton odchodził z Białego Domu, a jego żona zaczynała karierę w Senacie, mieli długi szacowane na około 12 mln dolarów. W ciągu ośmiu lat mocno odbili się od dna, zarabiając prawie 110 mln dolarów.

Od kilku miesięcy rywal Hillary Clinton w walce o demokratyczną nominację prezydencką Barack Obama nalegał, by opublikowała te dane. Sprawa była o tyle istotna, że Hillary występuje w wyborach w roli obrońcy grup najmocniej dotkniętych pogarszaniem się stanu amerykańskiej gospodarki. Tymczasem okazuje się, że w krótkim czasie Clintonowie awansowali do grona 15 tysięcy najbogatszych rodzin Ameryki. Jak zauważył „Los Angeles Times“, na samo utrzymanie rezydencji wydają wielokrotnie więcej, niż wynoszą średnie zarobki amerykańskiej rodziny.

Sztab Hillary Clinton stara się przedstawić sprawę w pozytywnym świetle. Sama była pierwsza dama podkreśla, że pieniądze przyszły same. – Ku mojemu i jego zaskoczeniu mój mąż zarobił od czasu odejścia z urzędu bardzo dużo pieniędzy, robiąc to, co lubi najbardziej: mówiąc do ludzi – wyjaśniała.

Po odejściu z Białego Domu Bill Clinton podróżował po całym świecie, wygłaszając przemówienia. W wyjątkowo pracowitym roku 2005 przemówień tych było 352, średnio niemal jedno dziennie. Eksprezydent zarobił w ten sposób aż 52 mln dolarów. Prawie 30 mln przyniosły mu dwie opublikowane przez niego książki.

Była pierwsza dama też nie może narzekać – jej autobiograficzna, 562-stronicowa książka wydana w 2003 r. przyniosła jej 10,5 mln dolarów, a senacka pensja kolejne 1,1 mln.

Szczególną uwagę mediów i ekspertów zwróciły jednak związki Billa Clintona z firmą inwestycyjną Yucaipa prowadzoną przez jego przyjaciela miliardera. W ostatnich pięciu latach były prezydent otrzymał od niej ponad 15 mln dolarów. Nie jest jasne, za co. Specjaliści zwracają jednak uwagę, że wysokość wynagrodzenia i to, że było wypłacane regularnie w równych sumach, wskazuje, iż stanowiło coś w rodzaju pensji, zapłaty za wykonywane usługi, a nie za występy publiczne.

Na takie pieniądze trzeba zwykle zapracować. Jeśli to szejk Dubaju płaci mężowi osoby, która może zostać prezydentem USA, dobrze byłoby wiedzieć, za co” – powiedział agencji Bloomberga profesor Uniwersytetu Yale i były urzędnik Departamentu Skarbu Michael Graetz.

Szejk Dubaju jest jednym z głównych udziałowców zarejstrowanej w Los Angeles Yucaipy.

W porównaniu z Hillary Clinton i jej mężem Barack Obama prezentuje się skromnie.

W 2006 r. zarobił wraz z żoną „zaledwie” milion dolarów, a rok wcześniej nieco ponad półtora miliona.
Źródło : Rzeczpospolita: Miliony państwa Clintonów
Piotr Gillert 06-04-2008

Muzułmańska ekspansja trwa

W Niemczech powstaje obecnie 184 nowych meczetów – podał niemiecki dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, powołując się na islamską placówkę Islamarchiv w Soest, w Nadrenii Północnej-Westfalii.

Jak zaznacza gazeta, liczba ta obejmuje jedynie „klasyczne świątynie”, posiadające widoczne z zewnątrz kopuły i minarety.Dodatkowo muzułmanie budują bądź planują budowę 2600 domów modlitwy, szkół i placówek oświatowych.

Muzułmańska Rada Koordynacyjna zdementowała tymczasem pogłoski o planach przejęcia kolejnych świątyń chrześcijańskich.”Wielkie Kościoły chrześcijańskie z zasady nie sprzedają już muzułmanom świątyń” – powiedział „SZ” rzecznik rady BekirAlboga. Dotychczas na meczety zamieniono nie więcej niż „półtuzina” kościołów – twierdzą muzułmanie.

W liczących 82 mln mieszkańców Niemczech mieszka ponad 3 mln muzułmanów. Największe emocje wzbudzają od miesięcy plany budowy nowego meczetu w Kolonii. Budowla ma mieć 34-metrową kopułę oraz dwa 55-metrowe minarety. Okoliczni mieszkańcy protestują przeciwko tej inwestycji.
Źródło : PAP/Rzeczpospolita

Autonomia Palestyńska a Chrześcijanie

Źródło: Rzeczpospolita: Chrześcijanie giną w Gazie
08.10.2007

Islamscy radykałowie porwali i zamordowali znanego chrześcijańskiego działacza. Wyznawcy Chrystusa nie mają co liczyć na pomoc ze strony kontrolującego Strefę Hamasu

Szef największej chrześcijańskiej księgarni w Strefie Gazy został brutalnie zamordowany. Ciało porwanego kilka dni wcześniej Ramiego Ajada znaleziono porzucone na polu w pobliżu miejscowości Zeitun. Według świadków było w wyjątkowo drastyczny sposób pokiereszowane. Chrześcijanin zginął odciosu nożem.

Jak poinformowała jego rodzina, Ajad od dłuższego czasu dostawał pogróżki od radykalnych muzułmanów. Grozili mu śmiercią, oskarżając o działalność misjonarską. Jego księgarnia stała się zaś celem ataków. Kilka miesięcy temu islamiści podłożyli pod nią nawet silny ładunek wybuchowy. Lokal został niemal doszczętnie zniszczony. Tylko cudem nikomu nic się nie stało.

W zamieszkanej przez około 1,5 mln ludzi Strefie Gazy jest zaledwie 2,3 tys. chrześcijan. Przedstawiciele tej społeczności są przerażeni. Od kilku miesięcy, gdy kontrolę nad Strefą przejął ekstremistyczny Hamas, akty przemocy wymierzone w wyznawców Chrystusa są tam bowiem na porządku dziennym.

Dwa tygodnie temu wmieście Gazazamaskowani islamiści wtargnęli do mieszkania sędziwej chrześcijanki. Kobieta -nazwana przez nich niewierną -została brutalnie pobita i okradziona. Kilka miesięcy wcześniej radykałowie zdemolowali chrześcijańską szkołę i sprofanowali kaplicę. Połamano znajdujące się w niej krzyże, spalono wszystkie egzemplarze Biblii i zniszczono meble. Straty wyniosły około pół miliona dolarów. Wcześniej jeden z kościołów został obrzucony granatami w reakcji na słynny, krytyczny wobec islamu, wykład Benedykta XVI w Ratyzbonie.

Po tych wydarzeniach chrześcijanie ze Strefy Gazy apelowali do społeczności międzynarodowej, żeby wzięła ich w obronę przed radykałami. Bezskutecznie. Wydarzenia te nie wywołały również specjalnego zainteresowania światowej prasy i licznych organizacji zajmujących się obroną praw człowieka.

Wyznawcy Chrystusa ze Strefy Gazy nie mają złudzeń, że sprawujący tam funkcje policyjne bojówkarze islamskiego Hamasu zapewnią im bezpieczeństwo. Wprost przeciwnie -uważają, że nowe władze zachęcają do podobnych ataków. Przywódca wojskowego skrzydła tej organizacji, Szejk Abu Saker, wystosował niedawno do chrześcijan ostre ultimatum.

– Jeżeli chcecie żyć w pokoju, musicie zaakceptować islamski porządek -powiedział szejk cytowany przez izraelski dziennik „Jedijot Achronot”. Podkreślił, że chrześcijanom nie wolno już pić alkoholu, a chrześcijanki nie mogą wychodzić na ulicę bez chust przykrywających włosy. Jeżeli ktoś zostanie zaś przyłapany na działalności misjonarskiej, „zostanie potraktowany bardzo surowo”.

– Natychmiast musi zostać wstrzymana działalność chrześcijańskich kafejek internetowych i barów. Jeżeli tak się nie stanie, ostro je zaatakujemy – powiedział Abu Saker i dodał, że jego ludzie „blisko przyjrzą” się wszystkim chrześcijańskim instytucjom w Gazie, których „i tak jest za dużo”.
p.z.