Archiwum kategorii 'Konflikty'

Echelon w Polsce

W nawiązaniu do ostatnich rewelacji dotyczących PRISM warto dowiedzieć się więcej o systemie Echelon.
Poniżej trochę leciwy materiał z zeszłego roku.
Warte uwagi są przede wszystkim wypowiedzi Gromosława Czempińsiego.

Nie mówmy, że to muzułmanie

Poniżej materiał o manipulacjach medialnych dotyczących zabicia brytyjskiego żołnierza przez dwóch muzułmanów.

– - – - – —

Uzupełnienie:

Zezowaty piszę, że manipulacje są znacznie większe . Czyli, że ja także łykam jak indyk.

Chrześcijanie w Egipcie

W miejscowości Nag Hammadi, gdzie w środę przed północą doszło do masakry, wybuchły gwałtowne zamieszki. Około 5 tysięcy chrześcijan koptów starło się z policją przed budynkiem kostnicy, w którym złożono ciała sześciu ofiar ataku. Wzburzeni koptowie obrzucili policjantów gradem kamieni, stróże porządku odpowiedzieli granatami z gazem łzawiącym.

Do masakry, która wywołała gniew chrześcijan, doszło po zakończeniu pasterki (koptowie obchodzą Wigilię 6 stycznia). Przed kościół św. Jana w centrum miejscowości podjechał samochód z trzema mężczyznami – jeden z nich otworzył ogień do wiernych. Zginęło pięć osób, w tym muzułmanin pracujący w parafii jako ochroniarz. 10 osób, w tym dwoje wyznawców islamu, zostało rannych. Wcześniej ci sami mężczyźni zamordowali dwóch chrześcijan w pobliskim centrum handlowym.

Koptyjski biskup Kirollos powiedział, że dostawał przed świętami pogróżki. Postanowił w związku z tym rozpocząć i zakończyć pasterkę godzinę wcześniej niż zwykle. Zamachowcy nie dali się jednak zwieść. Wychodzącego z kościoła Kirollosa minął ciemny samochód. – Gdy żegnałem się z kimś przy bramie, gruchnęły serie z karabinów maszynowych – relacjonuje hierarcha.

Według egipskiego resortu spraw wewnętrznych atak był prawdopodobnie kolejnym aktem zemsty wyznawców islamu za zgwałcenie przez chrześcijanina 12-letniej muzułmanki w listopadzie ub. r. W Nag Hammadi wybuchły wtedy rozruchy – wyznawcy Allaha przez pięć dni podpalali i demolowali domy koptów. Nie wyklucza się, że ów gwałt kopta na muzułmance był z kolei zemstą za wcześniejszy gwałt muzułmanów na chrześcijance.

Koptowie, których doktryna jest najbardziej zbliżona do prawosławnej, stanowią – według oficjalnych danych – około 10 procent liczącego 80 milionów mieszkańców Egiptu. Sami twierdzą, że w rzeczywistości jest ich więcej. Głównym punktem zapalnym w stosunkach pomiędzy nimi a muzułmanami są właśnie porwania kobiet i gwałty. We wrześniu ub.r. egipski tygodnik „Al Ahram” ostrzegł, że konflikt na tym tle osiągnął „punkt wrzenia” i lada chwila może dojść do jakiejś tragedii. Młode koptyjskie kobiety są często porywane przez gangi muzułmanów, zmuszane do zmiany wiary na islam oraz do zawarcia małżeństwa z muzułmaninem. Taki los spotyka nawet 12-latki. Oprawcy porywają często kobiety wprost z ulicy, a przejście na islam wymuszają za pomocą zbiorowego gwałtu. Scenę upokorzenia kobiety fotografują, po czym stawiają ofierze warunek: przechodzisz na islam albo pokażemy fotografie całej twojej rodzinie i znajomym.

„One wolałyby raczej umrzeć, niż do tego dopuścić” – powiedziała „Washington Times” działaczka na rzecz praw koptów Mary Abdelmassih. Według Assyrian National News Agency większość porwanych zostaje żonami niewolnicami muzułmanów. Na ocalenie mogą liczyć tylko kobiety pochodzące z zamożniejszych rodzin, które stać na zapłacenie porywaczom wysokiego okupu. W wielu przypadkach koptom trudno jest liczyć na wsparcie policji, gdyż funkcjonariusze są powiązani z porywaczami. Uprowadzenia stały się dla gangów intratnym biznesem. Korzystają z tego, że część islamskich organizacji charytatywnych wypłaca nagrody pieniężne osobom, którym udało się nawrócić kogoś na islam.

Według mieszkającego obecnie w Stanach Zjednoczonych egipskiego socjologa Magdima Khalila przymusowa islamizacja koptów jest częścią polityki państwa, a gangi „nawracaczy” otrzymują wsparcie finansowe od władz i korzystają z ochrony Służby Bezpieczeństwa. Koptowie będący potomkami rdzennych mieszkańców Egiptu, zamieszkujących ten kraj przed islamskim podbojem, są obiektem prześladowań już od 40 lat.

Chrześcijanie na celowniku

Chrześcijańskie organizacje pomocowe szacują, że co roku na całym świecie podlega rozmaitym represjom około 200 milionów wyznawców Chrystusa. – To zjawisko nasila się w czasie Bożego Narodzenia i Wielkanocy – mówi „Rz” Max-Peter Stussi z organizacji Międzynarodowa Solidarność Chrześcijańska. Według niego najwięcej ataków ma miejsce w Egipcie i Pakistanie. W końcu grudnia grupa Pakistańczyków zastrzeliła swojego chrześcijańskiego znajomego, bo nie chciał się wyrzec wiary. W irackim Mosulu dzień przed Wigilią przed kościołem wybuchła bomba, zabijając jedną osobę. W ostatnich latach z Iraku uciekły dziesiątki tysięcy chrześcijan. – Żyją tam w ciągłym strachu. Prowadzona jest świadoma kampania, by wypędzić ich z kraju – mówi ksiądz z Jordanii Raymond Moussali. W Iranie chrześcijanie mogą obchodzić święta tylko pod warunkiem, że nie będzie wśród nich żadnych muzułmanów. Szejk Jusuf al Karadawi z Kataru wydał przed Bożym Narodzeniem przesłanie do muzułmanów całego świata, apelując, by nie tolerowali na ulicach i w sklepach choinek i innych symboli Bożego Narodzenia. Apel nadała katarska telewizja.

Rzeczpospolita: Krwawa pasterka w Egipcie
Marcin Szymaniak 07-01-2010

Ofiary Augusto Pinocheta

Dwóch zabitych nagle ożyło. Śmierć dwojga innych nie miała nic wspólnego z rządami wojskowych

Ostatnio ujawniono cztery fałszywe ofiary, podczas gdy liczbę zabitych i zaginionych za rządów generała Augusto Pinocheta (1973 – 1990) szacuje się na 3 tysiące. Rząd uspokaja, że są to odosobnione przypadki, ale wielu Chilijczyków jest zszokowanych. Jedni się zastanawiają, czyje szczątki pochowali, inni nabrali nadziei, że krewni, których śmierć opłakali, staną nagle w drzwiach.

Obrońcy generała widzą w tym dowód, że „zbrodnie dyktatury” były wymysłem lewicy. „Mamy prawo wątpić we wszystko, co się mówiło o losie zaginionych więźniów” – mówił były rzecznik Pinocheta Guillermo Garin, cytowany przez hiszpańską gazetę „El Mundo”.

Wątpliwości pojawiły się w listopadzie, gdy okazało się, że uznany za zmarłego German Cofre żyje i ma się dobrze, choć jego nazwisko wyryto na pomniku ofiar dyktatury na cmentarzu w Santiago, a rodzina pogrzebała jego szczątki. Cofre, pracujący w przedsiębiorstwie oczyszczania miasta członek partii komunistycznej, został aresztowany w 1973 r., zaraz po obaleniu lewicowego prezydenta Salvadora Allende przez puczystów, na których czele stał generał Pinochet. Żołnierze otoczyli jego dom i wywieźli go do jednego z sekretnych ośrodków internowania. Żona, która zmarła w 1997 r., nigdy więcej go nie zobaczyła. Była przekonana, że został zamęczony i pochowany w nieznanym miejscu bądź wrzucony do morza. Tymczasem mąż odzyskał wolność, wyjechał do Argentyny i osiadł w Mendozie, gdzie założył nową rodzinę. Chilijska żona zwlekała do 1991 r. z uznaniem go za zmarłego. W 1995 r. odbył się pogrzeb jego rzekomych szczątków. Na szczęście nikt nie stanął przed sądem i nie został skazany za zabicie Cofre.

“Aby ukrócić nadużycia, rząd Chile zastanawia się nad reaktywowaniem Komisji Prawdy i Pojednania “

Wrócił do kraju po 35 latach. MSW ujawniło, że rodzina pobierała świadczenia należne bliskim ofiar dyktatury. Nie jest jasne, odkąd wiedziała, że Cofre żyje. Jeśli okaże się, że krewni kłamali, by wyłudzić świadczenia, zostaną ukarani. Chilijczyk twierdzi, że nie miał pojęcia, iż został zaliczony w poczet ofiar dyktatury. Dzieci go nie pamiętają. „Powinien złożyć wyjaśnienia przed sądem” – mówił jego najstarszy syn, 39-letni Marcelo, chilijskiej gazecie „El Mercurio”. On powiadomił władze o cudownym zmartwychwstaniu ojca. „Poszedłem osobiście do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i spytałem, dlaczego dali mi jego szczątki w pudełku o długości 50 centymetrów” – opowiadał. – Mam nadzieję, że ludzie nie zaczną uogólniać tego przypadku – powiedział prawnik chilijski Hugo Gutierrez, cytowany przez Reutersa.

Nie trzeba było długo czekać na ujawnienie kolejnych trzech przypadków osób, których los odbiegał od tego, co powszechnie sądzono. Zaginiona Emperatriz Villagra zmarła podczas porodu. Carlos Rojas Campos jak Cofre żył spokojnie w Argentynie do 2005 r., gdy jego bliscy zaczęli starania o rentę przysługującą bliskim ofiar. Edgardo Palacios zmarł jako bezdomny. Bliscy zidentyfikowali jego ciało, ale wciąż pobierali świadczenia.

Aby ukrócić nadużycia, rząd zastanawia się nad reaktywowaniem Komisji Prawdy i Pojednania. Chce, by ponownie zbadała losy ofiar. – Horror dyktatury jest tak wielki, że gdyby nawet zdarzyło się dziesięć przypadków fałszywych zaginięć, nie zmniejszyłoby to skali sponsorowanego przez państwo terroryzmu – uważa szefowa stowarzyszenia bliskich zaginionych Lorena Pizarro.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki m.tryc@rp.pl
Rzeczpospolita: Polowanie na fałszywych męczenników
Małgorzata Tryc-Ostrowska 30-12-2008

Inwazje sowieckie/ rosyjskie

Poziom rujnowania i grabieży w Gruzji przewyższa to, co znamy z Czechosłowacji 1968 roku. Dlatego trudno powiedzieć, że historia powtarza się wprost – pisze rosyjska publicystka Natalia Gorbaniewska

Dzisiejsza wojna niewątpliwie porusza moje emocje. Nie mogę nie powiedzieć: znów ten sierpień. Niedawno napisałam wiersz, który kończył się słowami:

„I pułki szły szeregiem,i obudziły Praski Hrad,we śnie poczuł on czołgi”.

Bez wątpienia są różnice między tym, co się stało w roku 1968, a tym, co się dzieje teraz. O dziwo, miałam wtedy o wiele więcej sympatii do komunisty Aleksandra Dubczeka niż dziś do jawnego antykomunisty Micheila Saakaszwilego. Muszę jednak przyznać, że w odróżnieniu od wielu innych nigdy nie znajdowałam upodobania w dubczekowskim „socjalizmie z ludzką twarzą”. W ogóle nie odczuwam sympatii do polityków, wyjątkami byli Ronald Reagan i oczywiście Vaclav Havel, ale oni przyszli do polityki skądinąd: jeden był aktorem, drugi – dramaturgiem.

Historia się powtarza

Wszystko zaczęło się niby od inwazji Gruzji na Osetię Południową, ale dziś widać wyraźnie, że napad Rosji na Gruzję był zaplanowany dużo wcześniej, a tak zwani południowoosetyjscy separatyści (całe kierownictwo tej republiki) są postsowieccy. Gruzja została przez nich sprowokowana. Inna rzecz, że dała się sprowokować.

Była to kompletna głupota, prowokacja nastąpiła bowiem według moskiewskiego scenariusza, a może nawet z bezpośredniego rozkazu Moskwy. Nieważne, czy wojska rosyjskie zostały skierowane do Cchinwali przed czy po rozpoczęciu szturmu na południowoosetyjską stolicę. Myślę, że gdyby szturmu na Cchinwali nie było, zorganizowano by inną prowokację, np. w Abchazji.

Poziom rujnowania i grabieży w Gruzji przewyższa to, co znamy z Czechosłowacji 1968 roku. Dlatego trudno powiedzieć, że historia powtarza się wprost. Powtarza się, ale inaczej. Wtedy to była sprawa totalitarnego, imperialnego Związku Sowieckiego. Dziś jest to dzieło tych, którzy chcą przywrócić Rosję do stanu poprzedniego – nie tylko imperium, ale i totalitaryzmu.

Na razie, co prawda, nie są w stanie tego zrobić. Ich bezsilność, jak sądzę, prowadzi do zaostrzenia agresji.

Nasze czołgi na obcej ziemi

Początkowo chciałam napisać tekst „Legenda Praskiej Wiosny: 40 lat później”. Niedawno do moskiewskiego czasopisma „Zapas nienaruszalny” (numer sierpniowy) napisałam bowiem artykuł „Legenda naszej demonstracji: czterdzieści lat później”. Tekst ten został oparty głównie na materiałach z rosyjskiego Internetu.

Dlaczego Internetu? Otóż po okresie niesamowitej wolności, jaką w Rosji w latach 90. cieszyły się wszystkie środki masowego przekazu, w nowym stuleciu nastąpiło jej wyraźne ograniczenie. W ciągu ostatnich ośmiu lat zniszczona została niezależna telewizja, nawet ta częściowo związana z władzami. Choć niezależne media można policzyć na palcach jednej ręki, to jednak prawie wszyscy mają nieograniczony kontakt z odbiorcami przez Internet. Sama w ostatnich latach stałam się aktywnym uczestnikiem wymiany wolnego słowa w sieci. Powiem więcej: dziś niemal niemożliwe jest zrozumienie stanu świadomości społeczeństwa rosyjskiego bez Internetu.

Gdy ostatnio przeglądałam rosyjski Internet, zorientowałam się, że nasza demonstracja na placu Czerwonym sprzed 40 lat nie została zapomniana. Przeciwnie, na jej podstawie zbudowano legendę, która żyje własnym życiem. Powiem więcej: dzisiejsza rosyjska awantura w Gruzji często wywołuje skojarzenia z Czechosłowacją, i to nie tylko z 1968 rokiem, ale przeważnie z rokiem 1938.

Przytoczę jeden przykład: Michaił Berg na stronie internetowej grani.ru w artykule „Osetyjskie Sudety” pisze: „Prawa człowieka, (czyli prawa Osetyjczyków w Gruzji, czyli Niemców w Sudetach) wcale nie interesują drapieżnika z imperialnymi cechami. Władza, która utopiła we krwi Czeczenię, która zniszczyła Grozny w o wiele większym stopniu niż Saakaszwili Cchinwali, która zabijała własnych obywateli w Północnej Osetii i Biesłanie, która zniszczyła kontrolę społeczeństwa nad sobą, zniszczyła wolną prasę i opozycję…” (http: //grani.ru/Politics/Russia/m.140057. html).

Rzadziej można spotkać skojarzenia z Czechosłowacją roku 1968. Jurij Rost, jeden z najlepszych dziennikarzy Radia Echo Moskwy, powiedział: „Ani razu nie padło określenie, które z mojego punktu widzenia powinno było paść. 40 lat temu sowieckie czołgi weszły do Pragi. Była to akcja przyjaźni (czyt. bratniej pomocy – N.G.), a w rzeczywistości – okupacja. To, co dziś widzimy w Gruzji, to też jest okupacja”.

A Siergiej Kowalew przypomniał słowa z piosenki Aleksandra Galicza, które w tamtych dniach nie on jeden wspominał: „Obywatele, ojczyzna w niebiezpieczeństwie! Nasze czołgi na obcej ziemi”. Te czołgi „na obcej ziemi” są spuścizną po Związku Sowieckim. W rosyjskiej akcji w Gruzji widzimy wyraźnie cień wszystkich byłych sowieckich inwazji.

Nie będę kłamać, że podobne opinie wypowiada większość społeczeństwa rosyjskiego. W Internecie większość Rosjan podziela poglądy patriotyczne, wielkomocarstwowe, czyli imperialne. A co myśli tzw. milcząca większość, tego nikt nie wie. O panujących poglądach można sądzić jedynie na podstawie wyników ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Tym bardziej że Rosjanie są pod wpływem prorządowej telewizji, która ogłupia ich dzień w dzień.

Duchowa strawa dla Rosjan

A teraz parę słów na temat filmu, który miała pokazać telewizja rosyjska. Bardzo szczegółowo opisał to Cyryl, mieszkaniec Pragi, dlatego przytoczę w skrócie jego opowieść:

“Biorąc pod uwagę istotę i dokonania reżimu panującego dziś w Rosji, obawy Ukraińców nie wydają się zwykłą paniką”

„Otrzymałem dziś e-maila od znanego reżysera Gasanowa, który kończy film dla telewizji Rossija (II kanał). W swoich filmach potrafił już obrazić Węgry, Ukrainę, republiki bałtyckie. Robi film w duchu: wszyscy jesteście barany, i dlaczego nas, Rosjan, tak nie lubią. Ten film telewizja Rossija chciała pokazać 20 sierpnia w przeddzień rocznicy okupacji Czechosłowacji… Cel Gasanowa. Ujawnić i oskarżyć. Oskarżyć, że to Czesi napadali na żołnierzy sowieckich… Oskarżyć, że w czasie II wojny światowej Czechosłowacja kwiatami witała Hitlera. Oskarżyć, że Praskiej Wiosny po prostu nie było. Według Gasanowa Czesi to barany i powinni być zadowoleni z okupacji…”.

Cyryl podaje autentyczny tekst Gasanowa. Choć jest długi, warto go przytoczyć. Jest to niemal kompletna doktryna ideologiczna: „Wydarzenia sierpnia 1968 roku (…) pozostają mało znane dla widza rosyjskiego. Zwykle opisuje się te wydarzenia według schematu: w CSRS w 1968 roku rozpoczęły się reformy demokratyczne, które zostały rozjechane przez czołgi sowieckie. W rzeczywistości (…) wydarzenia w Czechosłowacji były jedynie tłem złożonych procesów, które w roku 1968 ogarnęły świat. Były to procesy ideologiczne, społeczne i ekonomiczne. W różnych krajach (Francja, Niemcy Zachodnie, a zwłaszcza USA) reagowano na kryzys różnie, ale prawie nigdzie nie obeszło się bez rozlewu krwi. (…) Różnica z Czechosłowacją polega na tym, że tam miała miejsce interwencja zewnętrzna.

O wiele ważniejszy jest fakt, że w latach 1967 – 1968 świat balansował na granicy wojny między Europą Wschodnią a Zachodnią i sytuacja nie układała się na korzyść ZSRR. Aby zmniejszyć przewagę NATO, przede wszystkim w lotnictwie i taktycznej broni jądrowej, trzeba było mieć w centrum Europy dodatkowe dziesiątki dywizji sowieckich, bowiem armia czeska nie była w stanie prowadzić wojny na dłuższą metę. Według ocen sowieckich wojskowych armie NATO mogłyby opanować Pragę w ciągu kilku dni, a w ciągu kolejnych pięciu mogłyby być na granicy ze Związkiem Sowieckim. Jednak Novotny, a później Dubczek kategorycznie odmawiali ustępstw wobec ZSRR w tej materii. Na tym polegała główna przyczyna sowieckiej inwazji, a nie reformy, które zresztą, jak wspominali przywódcy CSRS, w rzeczywistości nie były realizowane. (…)(…) Bardzo ciekawe są wspomnienia Wojciecha Jaruzelskiego, jedynego aktywnego uczestnika tych wydarzeń, który dożył do dzisiejszego dnia. On podaje fakty, że w kierownictwie KP Czechosłowacji dojrzewały idee dotyczące wyjścia z Układu Warszawskiego. Mogło to zagrozić ówczesnej równowadze sił w Europie i świecie” (http://kirill-praha.livejournal.com/21996.html).

Świadomie pomijam kontrargumenty Cyryla wobec fałszerstw i przemilczeń w tym filmie. Można jednak przypuszczać, jaką duchową strawę szykuje rosyjskim widzom państwowa telewizja. Zadam natomiast pytanie: jaka będzie czeska reakcja na ten film? I czy w ogóle będzie?

Kolej na Ukrainę?

Pisząc ten tekst, zastanawiałam się: czy film rzeczywiście zostanie pokazany? Myślę, że powinien, bo niemal idealnie pasuje on do dzisiejszej imperialnej, antyzachodniej i antynatowskiej ideologii.

W nocy z 18 na 19 sierpnia Cyryl w liście do mnie napisał: „Film będzie w programie, ale nie 20 – 21 sierpnia, lecz wtedy, kiedy »na górze« zadecydują, że pokazać można, kiedy już nie będzie skojarzeń z Gruzją. To znaczy dwa – trzy tygodnie od zaplanowanej daty. Nie uznali filmu za zły, uznali natomiast, że teraz o Czechosłowacji 1968 roku lepiej nie mówić, lepiej przemilczeć”. Cóż, na tle czołgów w Gruzji czołgi w Pradze sprzed 40 lat mogą zostać uznane za niepotrzebne przypomnienie wywołujące niepotrzebne emocje.

Teraz wróćmy do listy krajów, które doświadczyły albo mogą doświadczyć sowieckiej (rosyjskiej) inwazji. Pan Nowicki z Ukrainy zamieścił w Internecie notatkę „Ukraina następna”. Przytoczył słowa Aleksandra Suszki, dyrektora ukraińskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej. „Obserwujemy cykliczność w działaniach »pokojowych« imperium: Finlandia – 1939, Węgry – 1956, Czechosłowacja – 1968, Afganistan – 1979, Gruzja – 2008, Ukraina – ?. Życie przyspiesza. Dlatego na pewno nie później niż 2017 rok” (http://novitsky.livejournal.com/132177.htm).

Biorąc pod uwagę istotę i dokonania reżimu panującego dziś w Rosji, obawy Ukraińców nie wydają się zwykłą paniką. Rosja za podstawę swoich działań bierze konieczność obrony interesów obywateli rosyjskich. W Osetii Południowej i Abchazji paszporty rosyjskie rozdawano hojną ręką. Dlatego nie może nie wywołać niepokoju to, że we wschodniej części Ukrainy – zwłaszcza na Krymie – obserwujemy masowe wydawanie paszportów rosyjskich. Mówi o tym wiele źródeł internetowych.

Spytajmy jednak samych siebie: czy obecne władze przetrwają do 2017 roku? Zacytuję jednego z moich internetowych kolegów, aby zakończyć ten tekst nieco bardziej optymistycznie: „Mimo rzeczywistych zniszczeń, krzywd i ofiar wojna gruzińska stawia zasadnicze pytanie najnowszej historii Rosji… Natychmiast przypomina się 1968 rok, okupacja Czechosłowacji, zniszczenie nadziei Praskiej Wiosny. Była to kropla, która zatrzymała próby odwilży podejmowane przez kierownictwo sowieckie. Rozpoczęła się epoka stagnacji. Zapoczątkowała ona ruch ludzi w kierunku: »won z własnego kraju«. W rzeczywistości emigracja stała się jedyną możliwością dla ludzi sumienia – ale nie bohaterów – by wyrazić swą dezaprobatę dla zwycięskiej ohydy. W roku 1979 – następny krok – wtargnięcie do Afganistanu i ostateczne usztywnienie systemu. Zamyka się możliwość jako tako swobodnej emigracji. A to już symbolizuje kryzys systemu. Wojna gruzińska – wyraźny znak zbliżającego się kryzysu dzisiejszego systemu. Nie wiemy jednak, jak długo musi on wojować, aby osiągnąć poziom krytyczny. Mam nadzieję, że niedługo” (http://otkaznik.livejournal.com/59153.html).Ja też chcę mieć taką nadzieję.

Natalia Gorbaniewska

Rosyjska poetka, dziennikarka, tłumaczka. Za przekłady literatury polskiej została nagrodzona przez Polski PEN Club. Jest laureatką Nagrody im. Jerzego Giedroycia. Urodziła się w w 1936 roku w Moskwie. Już na studiach związała się z ruchem demokratycznym. 25 sierpnia 1968 roku jako współorganizatorka demonstracji w Moskwie przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację została zatrzymana przez milicję. Po wielomiesięcznym śledztwie Gorbaniewska została uznana za psychicznie chorą i uwięziona – najpierw w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, a potem w więzieniu w Moskwie. Na wolność wyszła w 1972 roku. W grudniu 1975 roku została zmuszona do opuszczenia kraju. Osiedliła się w Paryżu. Pracowała jako dziennikarka w rosyjskich pismach emigracyjnych oraz Radiu Swoboda. Od kwietnia 2005 roku jest obywatelką Polski.

tłumaczył Mikołaj Orłow
Rzeczpospolita: Gruzja – długi cień sowieckich inwazji
Natalia Gorbaniewska 08-09-2008

Tysiąc zabitych w Osetii

Tysiąc zabitych w Osetii – rewelacja prosto z rosyjskiej tuby propagandowej
O rosyjskich bombardowaniach nic nie wspominają.

Relacje z konfliktu:

14:52 GMT – Shootings cease in Tskhivali as people check damages.

14:35 GMT – Ossetian authorities report more then a thousand dead in Tskhinvali.

14:23 GMT – Mass fires reported in Tskhinvali.

1410 GMT – South Ossetian President Kokoyti announces the breakaway republic’s troops are driving Georgian forces away.

14:05 GMT – Hundreds of civilians have been killed in Tskhinvali, according to South Ossetian President Kokoyti.

14:01 GMT – Georgian Foreign Ministry calls on the world community to make Russia ‘understand, that invading a sovereign state is unacceptable’.

13:43 GMT – President Medvedev orders Prime Minister, Emergencies Minister and Interior Minister to organise humanitarian aid for South Ossetia.

13:25 GMT – Russian Defence Ministry accuses Georgian troops of shooting at peacekeepers and civilians and denying them medical help.

13:21 GMT – Russian Defence Ministry confirms more then 10 Russian peacekeepers have been killed in South Ossetia on Friday and 30 others wounded.

13:16 GMT – Saakashvili accuses Russia of ‘waging a war’ against Georgia, asks for U.S. support.

12:57 GMT – International community must stop turning a blind eye on mass arms purchases by Georgia, says Russian Foreign Minister Sergey Lavrov.

12:55 GMT – Russian FM Sergey Lavrov accuses Georgia of ethnical cleansing in Ossetian villages.

12:37 GMT – “If Russia indeed sent its troops to Georgian territory, it means we are at war with Russia,” said head of Georgian national security council.

12:34 GMT – Russian envoy to NATO Dmitry Rogozin calls on the alliance’s member states not to support Saakashvili.

12:31 GMT – Georgian Parliament speaker David Bargadze accuses Russia of ‘military aggression’, and threatens to use ‘all means necessary to protect the country’s sovereignty’.

12:22 GMT – Germany’s leader Angela Merkel calls for an immediate end to the use of force.

12:19 GMT – Tskhinvali residents emerge from shelters after a lull in fighting, report Ossetian peacekeepers. The city is short of water and electricity has been cut in many areas. Telephone communications are difficult.

12:13 GMT – Georgia accuses Russia of bombing its military base near Tbilisi.

12:04 GMT – Russia’s Defence Ministry announces it has sent peacekeeping reinforcements to South Ossetia

11:57 GMT – Peacekeepers report South Ossetians destroy several Georgian tanks, re-take Tskhinvali.

11:41 GMT – Russian communists and liberal democrats call for State Duma meeting to discuss the situation in South Ossetia.

11:33 GMT – South Ossetia reports that Russian armoured vehicles have entered Tskhinvali.

11:25 GMT – Tskhinvali ‘completely destroyed’ after massive shelling by Gerogian troops, reports head of peacekeeping force.

11:17 GMT – Georgia gives South Ossetians three hours to surrender.

11:12 GMT – International Red Cross Committee is ‘deeply concerned’ with the humanitarian situation in South Ossetia.

11:02 GMT – PACE will support any effort to resolve the conflict in South Ossetia peacefully.

10:59 GMT – South Ossetia accuses Georgian hackers of attacking its Information Ministry’s website.

10:58 GMT – Russia will not allow the death of its citizens go unpunished, says Russian President Dmitry Medvedev.

10:56 GMT – Wounded people from South Ossetia start arriving to North Ossetian hospitals.

10:45 GMT – Keeping volunteers away from South Ossetia ‘will be difficult’, says Prime Minister Vladimir Putin, who’s visiting China for the opening of the Olympics

10:33 GMT – Georgia announces a three-hour ceasefire starting from 11:00 GMT to let civilians out of the conflict zone.

10:26 GMT – Transdniester may allow volunteers to fight in South Ossetia, says region’s Foreign Ministry.

10:23 GMT – Peacekeepers ask Abkhazia not to send its troops into the demilitarized zone.

09:53 GMT – British Foreign Office calls on the two sides to stop military actions and resume negotiations.

09:36 GMT – Georgia’s aggression gives the Russian Parliament a ‘serious reason’ to recognise South Ossetia’s independence, says chair of Federation Council Sergey Mironov.

09:21 GMT – NATO Secretary General Jaap de Hoop Scheffer calls for an immediate to violence in South Ossetia.

09:05 GMT – Russian Defence Ministry says it won’t let Georgia harm peacekeepers and Russian citizens.

08:32 GMT – The European Commission’s head of foreign policy tells Mikhail Saakashvili to do everything necessary to stop violence in South Ossetia.

08:18 GMT – Firefight spreads to Tskhinvali streets, reports head of peacekeeping force.

07:49 GMT –Emergencies Ministry ready to evacuate Russian citizens from South Ossetia if ordered to.

07:44 GMT – Abkhazian forces move to border with Georgia and concentrate near the demilitarised zone.

07:44 GMT – Mikhail Saakasvili says Russia has launched a full-scale military operation against Georgia.

07:20 GMT – Georgian Minister of Reintegration asks the international community to stop putting pressure on Tbilisi and help find a compromise.

07:02 GMT – Russian Migration Service ready to deal with refugees from South Ossetia.

06:51 GMT – UN Security Council fails to approve a Russia-sponsored ceasefire call.

06:17 GMT – Firefight intensifies at Tskhinvali outskirts, says South Ossetian President Kokoyti.

05:57 GMT – Georgia pledges to pardon South Ossetian leadership and invest $US 35 million into the region

05:28 GMT – North Ossetia prepares for the arrival of more than 2,000 refugees

05:01 GMT – South Ossetia asks Russia for protection and to help it stop the bloodshed

04:13 GMT – Georgian troops resume attack on the South Ossetian capital Tskhinvali.

August 8, 2008

Rosja wkracza do Osetii Południowej – film CNN

Rosja wkracza do Osetii Południowej
Kolumna czołgów i pojazdów opancerzonych rosyjskich wjeżdża do Południowej Osetii.

http://edition.cnn.com/2008/WORLD/europe/08/08/georgia.ossetia/index.html#cnnSTCVideo

Iran, Izrael i broń atomowa – jak to się skończy

Rz: Izraelska armia jest uznawana za jedną z najlepszych na świecie. Dysponuje supernowoczesnym sprzętem. Morale żołnierzy jest wysokie. Dlaczego od tylu lat nie może sobie poradzić ze słabymi Palestyńczykami?

Myli się pan, morale wcale nie jest takie wysokie. Od wielu lat, przynajmniej od pierwszej intifady w 1987 roku, a być może nawet od inwazji na Liban w 1982 roku, walczymy z przeciwnikiem, który jest znacznie słabszy od nas. A gdy walczysz ze słabym, sam stajesz się słaby. Na papierze rzeczywiście mamy wspaniałą armię. Ale wewnętrznie jest ona całkowicie przegniła. Duch bojowy ją całkowicie opuścił. Ostrzegałem zresztą, że tak się stanie już 30 lat temu.

Ma pan na myśli ducha bojowego szeregowych żołnierzy?

Nie, wszystkich Izraelczyków. Żołnierzy, generałów, polityków, tego, co nazywamy opinią publiczną. Wszystko to stało się społeczeństwem tchórzy. Kiedyś byliśmy znani ze swojej determinacji, umiejętności bojowych i gotowości do poświęceń w imię wyższych celów. Dziś nic z tego nie pozostało. Najlepiej widać to było podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku. Pierwszy raz w historii w jakimś kraju więcej osób straciło życie ze strachu niż wskutek działań nieprzyjaciela. Tylko trzech Izraelczyków zginęło od eksplozji irackich rakiet. A to i tak przez przypadek.

A reszta?

Zawały serca, napady paniki, uduszenia po włożeniu maski gazowej nieodpowiednią stroną.

Może tajemnicą sukcesu Palestyńczyków jest to, że regularnej armii na ogół trudno walczy się z nieprzewidywalnymi partyzantami?

Powtarzam: przyczyną sukcesu Palestyńczyków jest ich słabość. To tak jak z grą w tenisa. Jeżeli przez długi czas będzie pan grał w z partnerem znacznie słabszym od siebie, z czasem pańskie umiejętności zanikną. Najlepiej gra się z kimś, kto jest na równym poziomie albo nawet nieco lepszy. Wtedy można dać z siebie wszystko. Wojna nie jest wcale kontynuacją polityki. Wojna jest kontynuacją sportu. Jeżeli walczysz ze słabeuszem i go zabijesz, jesteś draniem, jeżeli on cię zabije jesteś idiotą. W obu przypadkach powinno się wszcząć śledztwo.

A co z przewagą technologiczną? Dzisiejsze wojny są w coraz większym stopniu wojnami maszyn.

Żadne czołgi, żadne nowoczesne myśliwce nic nie pomogą, gdy żołnierz jest zdemoralizowany. Jeżeli wsadzi się miecz do słonej wody, to miecz zardzewieje. To tylko kwestia czasu. Są miecze lepsze od innych mieczy, a woda może być mniej lub bardziej słona. Ale prędzej czy później to się stanie – militarna machina zniszczeje i ulegnie rozpadowi.

Jeżeli Izraelczycy faktycznie stracili ducha bojowego, to konsekwencje będą oczywiste. Państwo Izrael zniknie z mapy Bliskiego Wschodu. Czy Żydzi powinni się już pakować?

Mam jednak nadzieję, że druga wojna libańska podziała jak dzwonek alarmowy. Wiem, że armia stara się teraz skorygować wszystkie błędy, trenuje jak szalona i ma wreszcie odpowiednich ludzi, którzy mogą przeprowadzić te reformy. Ludzie, którzy podejmują w tym państwie decyzje, zdali sobie sprawę, że idziemy na dno i że musimy coś z tym zrobić.

Nawet najbardziej intensywny trening nie pomoże, jeżeli Izrael nadal będzie walczył ze słabymi. Zgodnie z pańską teorią, żeby stanąć na nogi, państwo to potrzebuje wojny z jakimś silnym przeciwnikiem. Czy Izrael powinien zaatakować Iran?

I tu docieramy do sedna sprawy. Otóż nie jest to wcale koniecznie. Nie wziął pan pod uwagę jednego bardzo ważnego czynnika – naszych głowic nuklearnych. Wierzę w broń atomową i jej siłę odstraszania. Moim zdaniem wyklucza ona konflikt na większą skalę. Prezydent Nixon powiedział kiedyś, że Arabowie prędzej czy później nauczą się walczyć i wtedy Izrael znajdzie się w opałach. Być może to już nastąpiło, ale ich przywódcy doskonale zdają sobie sprawę, co mamy w naszym arsenale i po prostu się boją. Gdyby nie broń nuklearna, Arabowie już dawno wrzuciliby nas wszystkich do morza. Dlatego codziennie rano, gdy wstaję z łóżka, błogosławię nasze bomby atomowe.

Czyli uważa pan, że w najbliższym czasie nie dojdzie do żadnej poważniejszej konfrontacji?

Izraelczycy są przerażeni na samą myśl o tym, że musieliby się znowu bić. Paradoksalnie najbardziej dotyczy to młodego pokolenia, które nawet nie wie, co to jest prawdziwa wojna. Nie ma zresztą obecnie na horyzoncie żadnego przywódcy, lidera, który mógłby poprowadzić ten naród do wielkich czynów, do wielkiej przygody. Ale być może to dobrze.

Chyba jednak nie w tym regionie.

Nie zgadzam się z panem. Na Bliskim Wschodzie naprawdę doskonale sprawdza się nuklearne odstraszanie. Nie wiem, czy będzie kolejna wojna z Syrią. Wiem natomiast, co zrobić, żeby takiej wojny na pewno nie było. Powinniśmy dać prezydentowi Asadowi dziesięć głowic nuklearnych. Wiemy, że ma on kilkaset rakiet, zdolnych dotrzeć do każdego punktu na naszym terytorium. Kiedy dostanie od nas dziesięć głowic, będzie bał się rzucić w naszą stronę nawet zapałki. Bo jeżeli cokolwiek zacznie nadlatywać z Syrii, nie będziemy wiedzieli, czy przypadkiem nie jest wyposażone w głowicę nuklearną. A na podjęcie decyzji, jak odpowiedzieć, będziemy mieli dwie minuty…

Rozumiem, że chciałby pan, żeby również Iran miał kilka rakiet?

Nie mówmy w trybie przypuszczającym. Irańczycy na pewno będą mieli broń nuklearną. Byliby głupi, gdyby jej nie skonstruowali. Nie będzie to jednak stanowiło żadnego zagrożenia dla Izraela. To arabskie państwa Zatoki Perskiej – z którymi Iran rywalizuje – będą miały problem. My mamy czym się bronić. Gdy Iran pozyska broń nuklearną, na pewno nie będzie wojny z Izraelem. Atomowa równowaga sił między tymi krajami będzie gwarancją pokoju. Coś panu przy okazji powiem: wszelkie, nawet najlepsze, systemy antyrakietowe to strata pieniędzy. Jeżeli chcesz być bezpieczny, załatw sobie głowice nuklearne!

Nie bierze pan jednak pod uwagę nieprzewidywalności reżimu ajatollahów. Któregoś dnia Chamenei może wstać rano i stwierdzić, że Allah kazał mu nacisnąć atomowy guzik.

A czy Stalin był rozsądnym, przewidywalnym przywódcą? Podczas zimnej wojny też się wszystkim wydawało, że komuniści to fanatycy, którzy są gotowi rozpętać wojnę atomową w imię światowej rewolucji. A czy Kim Dzong Il jest normalny? Jeżeli z szalonego dyktatora chcesz uczynić normalnego, ostrożnego polityka – daj mu bombę atomową.

Ludzie, którzy podejmują w tym kraju decyzje, najwyraźniej nie podzielają pańskich teorii. Powtarzają, że „Izrael nigdy nie pozwoli na to, żeby Iran miał broń nuklearną”. To pachnie wojną.

Nie będzie żadnej wojny. To tylko oficjalna retoryka. Równie dobrze można to interpretować w taki sposób: budujcie sobie tę broń, ale jak już ją zbudujecie, to nikomu o tym nie mówcie ani nikomu jej nie pokazujcie. Zróbcie tak jak my. I Irańczycy pewnie tak zrobią. Ja bym tak zrobił na ich miejscu.

Kiedyś powiedział pan, że większość europejskich stolic jest w zasięgu izraelskich głowic atomowych i że „gdy Izrael będzie szedł na dno, weźmie ze sobą cały świat”.

(śmiech) Wiedziałem, że pan o to zapyta. Powiedziałem to w samym środku drugiej intifady, gdy za każdym razem, gdy moja żona jechała na targ w Jerozolimie, trząsłem się ze strachu. Zamachy były non stop. Wtedy przyjechali do mnie ci europejscy dziennikarze i czułem, że mają satysfakcję z tego, że Izrael znalazł się w opałach. A jednocześnie przeprowadzono wówczas sondaż, z którego wynikało, że blisko połowa Izraelczyków popiera czystki etniczne na Palestyńczykach. Siedzieliśmy w tym samym gabinecie i powiedziałem tym dziennikarzom, że ta intifada może się skończyć dla Palestyńczyków bardzo źle. Oni wtedy zaczęli krzyczeć, że „społeczność międzynarodowa” na to nie pozwoli i przypomnieli, co się stało z Miloszeviciem. Odpowiedziałem, że nie jesteśmy żadnym Miloszeviciem i mamy środki, żeby się obronić przed obcą interwencją. Od razu zrobił się wielki skandal i światowa prasa ogłosiła, że krwiożerczy Izraelczycy grożą Europie atomową zagładą.

Czyli wyjęto pańskie słowa z kontekstu?

Przecież Stany Zjednoczone mogłyby w pół godziny zmieść z powierzchni ziemi każdą stolicę na świecie. Powiedzenie tego nie oznacza od razu, że tak się stanie. My także moglibyśmy wyrządzić nieco szkód, gdyby ktoś nas zaatakował. Nic innego nie miałem na myśli.

A o co chodziło z tymi czystkami etnicznymi?

Rozwiązanie takie rozważano kilkakrotnie. Pisze o tym między innymi Ariel Szaron w swoich pamiętnikach. W momencie największego nasilenia terroru pojawiły się pomysły, żeby raz na zawsze pozbyć się Palestyńczyków, a co za tym idzie zagrożenia. Po prostu wypędzić ich wszystkich z Zachodniego Brzegu do Jordanii, która ze względu na wielką liczbę uchodźców i tak jest już na wpół palestyńskim krajem.

Jak sobie to wyobrażano?

Ostatnia wojna w Libanie, gdy z południa tego kraju uciekli mieszkańcy, pokazała, jak łatwo jest to zrobić. Nie trzeba wcale pukać do każdych drzwi i wywozić ludzi ciężarówkami. Wystarczy zabić pięć tysięcy i reszta sama ucieknie.

Ale czy „społeczeństwo tchórzy” byłoby wstanie zrobić coś takiego?

Obecnie pewnie nie. Problem w tym, że jeżeli znowu nie uda nam się podpisać porozumienia pokojowego z Palestyńczykami – szanse na to oceniam na 10 procent – to grozi nam wybuch trzeciej intifady. A gdy w naszym kraju znowu zaczną codziennie wybuchać bomby, gdy znowu zaczną ginąć kobiety i dzieci, społeczeństwo może uznać, że ma dość i dać przyzwolenie na coś takiego. Miejmy jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Konflikt izraelsko-palestyński to niejedyny punkt zapalny na Bliskim Wschodzie. Jaka jest pańska ocena obecnej sytuacji w Iraku?

To była najgłupsza wojna odkąd cesarz August w 9 roku przed narodzeniem Chrystusa wysłał swoje legiony do Germanii i już nigdy ich nie zobaczył.

Kto nie wywiązał się z zadania? Amerykańscy generałowie?

Armia od początku była przeciwko tej interwencji. To George W. Bush podjął tę bezsensowną decyzję. Oraz tacy szaleńcy jak Donald Rumsfeld i Dick Cheney. To ci ludzie są odpowiedzialni za tę katastrofę i powinni za nią odpowiedzieć. W przypadku prezydenta Busha prawdopodobnie zagrał czynnik psychologiczny. Zgodnie z etosem swojego klanu chciał nie tylko dorównać ojcu, ale zrobić coś więcej niż on. Chciał okazać się lepszy niż Bush senior.

Nie ma jednak terytorium, którego nie dałoby się podbić.

Jeżeli popełniono jakieś błędy, to nie były to błędy natury czysto militarnej czy strategicznej. Samą kampanię przeprowadzono perfekcyjnie. Problem był raczej natury psychologicznej. Może gdyby podczas pierwszego tygodnia okupacji, gdy tylko zaczęto do nich strzelać, Amerykanie pokazaliby w zdecydowany sposób, kto tu rządzi, losy tej wojny potoczyłyby się inaczej. Oni tymczasem jeszcze zanim rozpoczęli wojnę, już za nią przepraszali.

Jak skończy się ta wojna?

Obawiam się, że blamażem. Drugim Wietnamem. To wszystko trwa za długo, jest za dużo poległych i w pewnym momencie Amerykanie pękną. Już teraz jeden z generałów alarmuje, że niedługo więcej żołnierzy będzie popełniać w Iraku samobójstwa, niż ginąć w walce. A gdy Amerykanie się wycofają, zapanuje chaos i kraj prawdopodobnie rozpadnie się na trzy części. Sunnicką, szyicką i kurdyjską.

Iran nie będzie próbował przejąć kontroli nad swoim sąsiadem?

Jak? Irańczycy nie mają sił lądowych, które umożliwiłyby im inwazję i utrzymanie tak wielkiego terytorium. Mogliby je co najwyżej zbombardować. Poza tym widzą, co tam się teraz dzieje. Jeżeli Stany Zjednoczone nie zdołały tam zaprowadzić porządku, to co dopiero oni. Nawet szyici nie zaakceptowaliby władzy Irańczyków, którzy są przecież nielubianymi przez Arabów Persami.

A jak pan widzi przyszły globalny układ sił. Czy Ameryka utrzyma swoją dominację?

Sytuacja zmierza raczej do innego rozwiązania. Liczyć będzie się pięć supermocarstw: Stany Zjednoczone (jeszcze przez długi czas najpotężniejsze), zjednoczona Europa, Chiny, Indie i najsłabsza w tym towarzystwie Rosja. Rosja jest okrążona przez Europę, państwa arabskie i Chiny i ma gigantyczny spadek populacji. Nie ma średniego przemysłu i żyje z eksportu surowców. To taka wielka Arabia Saudyjska. Myślę, iż Rosjanie szybko wypadną z gry. Świat będzie niedługo przypominać Europę sprzed I wojny światowej. Koncert mocarstw. Z jedną różnicą: broń nuklearna.

Martin van Creveld

urodził się w 1946 roku w Holandii, ale jego rodzina wkrótce wyemigrowała do Izraela. Studiował w Londynie i Jerozolimie, gdzie przez wiele lat pracował na Uniwersytecie Hebrajskim. Napisał kilkanaście książek na temat historii wojskowości, strategii i taktyki, stając się jednym z najwybitniejszych specjalistów w tych dziedzinach na świecie. Wykładał w najbardziej prestiżowych wojskowych uczelniach zachodniego świata na czele z U. S. Naval War College. Doradzał izraelskiemu rządowi i wojsku.

Źródło : Rzeczpospolita: Dać Iranowi atom
Piotr Zychowicz 24-05-2008

Zwiazki Zawodowe terroryzują Polskę

Zgodnie z prawem firmy pokrywają koszty związkowych etatów i udostępniają pomieszczenia. W rzeczywistości jednak prawa związkowców są dużo szersze – w wielu firmach regulują je bowiem dodatkowe umowy – np. społeczne, od kilku lat powszechne m.in. w energetyce, górnictwie i sektorze paliwowym. Negocjowane za rządów SLD i PiS dokumenty przewidują m.in., że spółki muszą pokrywać wydatki na prawników i organizację negocjacji.

Kwoty te nie są małe. Z poufnych dokumentów jednego z koncernów energetycznych, do których dotarła “Rz”, wynika, że każda runda negocjacji ze związkami nt. restrukturyzacji kosztowała od 40 do 75 tys. zł. Trzydniowe rozmowy toczono bowiem w wynajętym na ten cel hotelu. Firma płaciła też faktury za usługi prawników wynajętych przez związkowców – blisko 190 tys. zł rocznie.

W sumie roczne wydatki na utrzymanie związków w owej firmie sięgnęły w 2007 roku 3 mln zł, co w jej przypadku daje 245 zł na zatrudnionego. Gdyby ten wskaźnik odnieść do zatrudnienia w państwowych firmach figurujących na Liście 500 “Rz”, otrzymalibyśmy kwotę 110 mln zł rocznie.

To jednak bardzo ostrożne szacunki – poziom tzw. uzwiązkowienia w poszczególnych branżach się różni. Do najwyższych należy w górnictwie – na utrzymanie związków w trzech największych spółkach węglowych wydaje się rocznie ponad 40 mln zł (czyli 377 zł na zatrudnionego). Dla porównania – to połowa kosztu budowy nowoczesnego taśmociągu w kopalni.

Około 90 proc. kosztów związkowych stanowią pensje, i to niemałe. – Oddelegowany dostaje trzykrotność średniej pensji ze stanowiska, które zajmował przed pracą w związku – tłumaczy Madej. Związkowcy mają też inne przywileje, np. szef górniczej “S” Dominik Kolorz, który codziennie korzysta ze służbowego auta z kierowcą. – Nie mam prawa jazdy – tłumaczy związkowiec. W KGHM zatrudniającym 17,5 tys. osób, działa ponad 40 zakładowych organizacji związkowych. Z nieoficjalnych szacunków sprzed kilku lat wynika, że koszty wynagrodzeń i utrzymania infrastruktury związkowej w koncernie mogą sięgać nawet ok. 10 mln zł (588 zł na osobę).

Czy wydatki na związki zawodowe muszą być tak duże? Żeby je ograniczyć, rząd musiałby zmienić kilka ustaw, m.in. ustawę o związkach zawodowych, radach pracowniczych czy komercjalizacji i prywatyzacji. Najwięcej jednak zależy od samych pracodawców. – Płacimy za przychylność – mówią pracodawcy.

Źródło : Rzeczpospolita: Niebezpieczne związki
Agnieszka Łakoma, Karolina Baca 15-04-2008

Nowa Zimna Wojna

Po gorbaczowowskich „błędach” i jelcynowskiej „dekadzie smuty” prezydent Putin chce przekazać swojemu następcy Rosję silną i wielką. Stąd kurs na zaostrzenie konfrontacji z Zachodem – pisze ekspert w dziedzinie obrony

prezydent Włodzimierz Putin - twardziel

Rosja oddała kolejną salwę w strategicznej ofensywie informacyjnej wymierzonej w opinię publiczną Zachodu. Szef Sztabu Generalnego generał Bałujewski uznał za stosowne postraszyć świat rosyjską doktryną nuklearną. Rosja od czasu wystąpienia Władimira Putina na konferencji w Monachium wyraźnie nasila konfrontację informacyjną z Zachodem. Być może nawet wkracza na neozimnowojenną ścieżkę. Dlaczego to czyni? Czy idzie jej o własne bezpieczeństwo, które z zewnątrz nie jest zagrożone? Czy może o najbardziej nagłośnioną tarczę antyrakietową, która przeciw Rosji nie jest skierowana, bo przeciw niej nie może być skuteczna?

Ambicje Włodzimierza Odnowiciela

Moim zdaniem idzie o coś więcej – o ugruntowanie strategicznej roli Rosji na arenie międzynarodowej. A przynajmniej o wyrobienie takiego przeświadczenia w samych Rosjanach.

Władze Rosji uważają, że właśnie teraz nadszedł decydujący moment odzyskiwania przez nią pozycji mocarstwa światowego, że rozpoczęła finisz w tym strategicznym biegu. Po gorbaczowowskich „błędach” i jelcynowskiej „dekadzie smuty” prezydent Putin chce widać przekazać swojemu następcy Rosję silną i wielką. Chce przejść do historii jako Włodzimierz Odnowiciel.

Może to mu się udać, jeśli w atmosferze odnowionej zimnej wojny wygra narzuconą przez siebie Zachodowi wojnę informacyjną. A jest ku temu dobry moment, bo Zachód jest dzisiaj osłabiony: Stany Zjednoczone – wojną z terroryzmem, zwłaszcza interwencją w Iraku, Unia Europejska – „bólami porodowymi” nowej wizji integracyjnej.

Ponadto wojna informacyjna jest dla Rosji najlepszym polem starcia z Zachodem. W demokratycznych systemach państw zachodnich opinia publiczna staje się coraz istotniejszym graczem strategicznym. Władza jest mocno od niej uzależniona. I to nie tylko w okresach wyborczych, ale na co dzień (wrażliwość na sondaże). Przez wpływanie na opinię publiczną można więc łatwo sterować zachowaniem tych państw.

Z tego punktu widzenia Rosja jest odporniejsza, można rzec – opancerzona. Nie tylko jej opinia publiczna jest bardziej odizolowana od informacji z zewnątrz i mniej na nie podatna, ale dodatkowo władze rosyjskie w o wiele mniejszym stopniu niż na Zachodzie muszą się liczyć z głosem własnej opinii publicznej. Rosja dostrzegła swoją przewagę na informacyjnym polu bitwy – stara się przenosić nań wszelkie problemy w relacjach z Zachodem i tam je rozstrzygać. Widzi w tym sporą szansę, której nie chce przegapić.

Straszenie Zachodu

Propagandowo Kreml sięga zatem po najsilniejsze ładunki. Na przykład po informację o wycelowaniu swoich rakiet strategicznych w państwa Zachodu. W rzeczywistości to, w którą stronę są one wycelowane, nie ma znaczenia. Ich błyskawiczne przecelowanie nie stanowi bowiem żadnego problemu. Ale psychologicznie, dla opinii publicznej i elektoratu wyborczego na Zachodzie – ma znaczenie. I to bardzo istotne.

Wyrazem takiego postępowania jest także ostentacyjne zawieszenie respektowania ograniczeń traktatu o siłach konwencjonalnych w Europie CFE. To wyraźnie ruch obliczony na wywołanie niepokoju w Europie Zachodniej. Tym skuteczniejszy, że rzeczywiście narusza on delikatną tkankę bezpieczeństwa opartą na mozolnie budowanych środkach zaufania. Rosja grozi wyrzuceniem ich na śmietnik.

A idzie tu o takie środki, jak: wzajemne informowanie się o potencjałach militarnych (ich wielkości i dyslokacji), utrzymywanie sił zbrojnych poniżej uzgodnionych limitów, dyslokowanie wojsk z uwzględnieniem zasady ich „rozrzedzenia”, wzajemne przyjmowanie inspekcji innych państw w miejscach dyslokacji sił zbrojnych. Jeśli te reguły przestaną dotyczyć największego potencjału wojskowego w Europie, to w ogóle przestaną mieć jakikolwiek sens.

Rosja zapowiada zatem cofnięcie bezpieczeństwa europejskiego o całe pokolenie. W tym kontekście należy postrzegać postraszenie zachodniej opinii publicznej przez szefa Sztabu Generalnego, gen. Bałujewskiego, rosyjską doktryną nuklearną.

Wojna ery informacyjnej

Szczególnie wymownym przykładem renesansu „zimnowojennej kultury strategicznej” w Rosji były publiczne wypowiedzi i oceny rosyjskich ekspertów dotyczące ewentualnej wojny rosyjsko-amerykańskiej. Na łamach „Komsomolskiej Prawdy” nakreślili oni wizję iście zimnowojennej kulminacji sporu politycznego dwóch mocarstw nuklearnych w postaci ich bezpośredniego starcia militarnego. Miałoby się ono rozpocząć oczywiście agresją Ameryki na Rosję, a następnie przebiegać według znanych z XX wieku wzorców wojen światowych (zmasowane uderzenia ogniowe, inwazja lądowa na dużą skalę, okupacja).

Oczywiście nie można zupełnie wykluczyć, że trwający dziś konflikt USA – Rosja może w przyszłości przyjąć w skrajnej postaci formę wojny. Ale byłaby to już zapewne wojna nowego typu, wojna ery informacyjnej. Zupełnie inna niż klasyczne starcie militarne według prawideł Clausewitza. Rządziłyby nią raczej reguły starochińskiego filozofa wojen Sun-Tzy, zgodnie z którymi bezpośrednie użycie siły militarnej (hard-power) jest jednym z ostatnich sposobów, do jakich ucieka się w razie braku możliwości uzyskania rozstrzygnięcia mniej ryzykownymi środkami (soft-power).

Wojna ery informacyjnej w punkcie kulminacyjnym mogłaby obejmować m.in. operacje propagandowe (w tym akcje „czarnej propagandy”) ukierunkowane na opinię publiczną przeciwnika i własną, dezinformowanie i destrukcję systemów informacyjnych przeciwnika (cyberwojna), maskowanie i ochronę własnych systemów i operacji informacyjnych, izolację dyplomatyczną, sankcje ekonomiczne, w tym użycie broni energetycznej, pośrednie wykorzystywanie na dużą skalę nielegalnych organizacji pozapaństwowych (przestępczych, terrorystycznych), blokady wojskowe, operacje dywersyjne sił specjalnych (skryte zamachy, niszczenie zasobów materialnych i infrastruktury). Bezpośrednie działania zbrojne pełniłyby rolę pomocniczą w stosunku do działań informacyjnych, specjalnych i gospodarczych.

Wizja totalnego starcia zbrojnego, w tym nuklearnego, nadaje się natomiast jako dobry do szantażowania „ładunek strachu” w operacjach informacyjnych. I najprawdopodobniej taką właśnie rolę w istocie mogą spełniać owe wizje rosyjskich ekspertów.

Szkoda czasu

Wydaje się jednak, że rosyjski kurs na renesans zimnej wojny, obliczony na zaostrzenie konfrontacji z Zachodem i prowokowanie strategicznej kulminacji w wojnie informacyjnej, na dłuższą metę jest działaniem przeciwskutecznym, i to z punktu widzenia samej Rosji. Nie wydaje się, aby miała ona szansę na wygranie takiej kulminacji. Jej obecne zachowanie prowadzi bowiem do konsolidacji Zachodu w obliczu neozimnowojennej postawy Rosji.

Chociaż prezydent Putin zapewne osiągnie swój cel krótkofalowy – czyli dla dzisiejszych Rosjan stanie się Włodzimierzem Odnowicielem, to w długiej perspektywie tylko opóźni i tak nieuchronny marsz Rosji na strategiczne zbliżenie z Zachodem.

Szkoda straconego czasu. Szkoda dla Rosji, ale szkoda także dla świata.

Autor jest generałem w stanie spoczynku, profesorem zwyczajnym na Wydziale Strategiczno-Obronnym Akademii Obrony Narodowej. Był wiceministrem w MON
Źródło : Rzeczpospolita: Zimna wojna: reaktywacja?
Stanisław Koziej 28-01-2008


UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)

Nowe artykuły na email

Kliknij poniższy link i zapisz się, a będziesz otrzymywał nowe artykuły na email:

ZAPISUJE SIĘ >>

Kwiecień 2014
P W Ś C P S N
« mar    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

a

Statystyka

  • 1,149,864 odwiedzin

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: