Uszkodzone mózgi lewaków

Poniżej materiał dla tych którzy nie wierzą własnym zmysłom i obserwacją i potrzebują dowodów naukowych na to, że lewacy mają uszkodzone mózgi 🙂

Reklamy

Azjatycka komunistyczna indoktrynacja w natarciu

Kristina Wong pierwszoligowa komunistka prowadzi dla dzieci edukacyjne „domowe przedszkole”. Uczy rasizmu i strachu przed białymi mężczyznami 🙂

A tu całość. Co ciekawe pani komunistka jako przykład dwóch białych mężczyzn dała dwóch żydów.

A tutaj dzieci mogą nauczyć się czegoś ważnego o społeczeństwie.

Komisja Edukacji Europejskiej

Kiedyś utworzono Komisję Edukacji Narodowej (która ukradła wszystkie szkoły, oczywiście dla dobra narodu) dziś mamy Komisję Europejską, która funduje nam edukację.
Jednym z komisarzy jest ten od sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci. No i ona (Věra Jourová, Czeszka) zapewnia nam porcję edukacji o tolerancji, a dokładnej akceptacji.
Oczywiście wszyscy w całej europie maja wywalone na te treści serwowane przez pania komisarz. Więc ona żeby odnieść sukces sięga głęboko do kieszeni (twojej :)) i zapewnia sobie sukces kupując reklamy na YT. W ciągu doby obejrzało go 6000 osób. Kosztowało to okrągłą sumkę.

A poniżej dowód świadczący że wszyscy maja gdzieś głęboko kwestie LGBT. Są to skriny z wyszukiwania na YT hasła #EU4LGBTI
Ilości powalają

Dyskusja o aborcji – fakty i demagogia

Materiałów z TVN24 nie oglądałem co najmniej kilkanaście miesięcy. Przypadkowo trafiłem na „dyskusję/pyskówkę” propagandową dotyczącą aborcji.
Jak to u honorowych socjalistów, żeby wyrównać szanse było dwie socjalistki na jedną ciemną babę. Po stronie postępu stanęły posłanka Joanna Scheuring-Wielgus i bezstronna/ obiektywna Monika Olejnik. Po stronie ciemnoty i zabobonu Kaja Godek z fundacji „Życie i Rodzina”. Dyskusja dotyczyła głównie projektu ustawy „Zatrzymaj aborcję”. I podczas tej dyskusji dwie oświecone pnie nie dały radę przegadać jednej ciemnej. Aśka wspięła się na wyżyny swojego intelektu, a Monia pokazała wszystkie swoje retoryczne sztuczki i manipulacje faktami.
Widowisko przednie. Zachęcam do oglądania póki materiał jest dostępny.

Kropka na i – TVN24 – 20 marca 2018

Bezpłciowe dzieci czyli postępujący postęp

Coraz więcej mówi się o bezpłciowych dzieciach czyli w socjalistycznym żargonie dzieciach transseksualnych (transgender kids).Co pisały o tym gazety 11 lat temu możesz przeczytać tutaj

Dzisiaj postęp i związana z tym propaganda idzie pełną parą.
Pokazuje się nie tylko piękne i szczęśliwe dzieci

i młodzież

ale także „pary” w których dziewczynki nie są już dziewczynkami a chłopcy nie są już chłopcami. A mimo wszystko kwitnie miłość, radość i szczęście.

A później te dzieci i młodziesz czeka weryfikacja wiary w propagandę, która wygląda tak (źródło)

Prevalence of suicide and suicidal behavior among transgender persons

The suicidal behavior and suicide attempt rates are reported to be significantly high among transgender persons compared to general population across the countries. Thirty-one percent of transgender persons in India end their life by committing suicide, and 50% of them have attempted for suicide at least once before their 20th birthday;[6] however, the exact prevalence of completed suicide among transgender persons in the country remain undocumented.[6] Forty-one percent of the transgender persons in the United States attempt for suicide at least once in their life.[8] In San Francisco, the prevalence of attempted suicide among transgender persons is 32%, among young age (<25 years) it is 50%.[9] Suicidality and self-harm behavior are serious problems among sexual minorities in Japan.[10] Transgender persons are at higher risk for suicidal ideation and suicide attempts at Virginia.[11] Fifty percent of transgender persons in Australia have attempted suicide at least once in their lives.[12] In England, 48% of the transgender young people had attempted suicide at least once in their lives.[13] The prevalence of suicide remains high among transgender persons irrespective of disclosing their transgender status to others and undergoing sex reassignment surgery.[8]

The self-harm behavior among sexual minority including transgender persons is equally serious and impactful as suicidality; the forms of self-harm committed by the respondents are cutting on the wrists and other areas of the arms, burning oneself, pouring gasoline on oneself but not igniting it, hanging oneself, breaking glasses, cups and other objects on one’s head, fists and body, banging one’s head against the wall, excessive drinking, eating and drug use, harmful sexual behavior, joining crime, street gang and violent activities to purposefully drop-out from the life and society, etc.[10]

Living conditions and salient features of the transgender persons

Rejection and lack of support from the families and society, gender dysphoria associated with extreme stressful experiences, child sexual abuse, early discontinuation of schooling, forced marriages, lack of livelihood opportunities, sexual and financial exploitation by the partner and police and rowdies, and lack of legal measures for protection are some of the characteristics of transgender persons.[14] About 62% of the transgender respondents are either have problems with their family members, or they do not have any contact with their family members hence, they are living away from their families; they left their families because of ill-treatment, being not accepted as transgender persons and being felt embarrassed to live in the community; 56% of them have discontinued their education at either primary level or secondary level; majority of the transgender persons have opt sex industry and begging for their survival; 54% of them have the habit of consuming alcohol.[15] Fourteen percent of the transgender persons consulted mental health professionals for their gender dysphoria mostly because they were referred by the general physicians and rest of the respondents have sought help at traditional healers and transgender community leaders; 31% and 15% of the transgender persons are at high risk for tobacco and alcohol abuse, respectively, and 26% of them are have severe depression.[14] The transgender persons are forced to go out of their family and community; they are refused from education, employment and getting a house for rent; they stay at slums and many people under the same roof; they are ill-treated at health-care centers.[16] All the transgender persons are belong to lower socioeconomic status[17] have high level of perceived stigma,[18] have poor social support from family, friends and significant others, and their level of perceived stress is high.[19]

Obowiązkowa miłość do WOŚP

Ostatnio Patryk Jaki (kandydat na prezydenta Warszawy) powiedział, że nie daje na WOŚP. Uzasadnił to racjonalnie tym, że fundacja WOŚP znaczną część pieniędzy przejada (m.in wydaje na organizację koncertu Woodstock, reklamę). Piszę o tym od kilku lat (Czego nie wiesz o WOŚP części 1, części 2 i cześć 3). I oczywiście rozpoczął się emocjonalny najazd na Patryka Jakiego, który wygląda między innymi tak :

„Panie Jaki, znamy się tylko z widzenia. Podczas naszego ostatniego pobytu w szpitalu Pański Syn wraz z Żoną leżeli w sali naprzeciwko. Aniela czasami uśmiechała się do Pańskiego Syna przez szybę w drzwiach, bo była na stałe przypięta do pomp podających leki” – napisali na swoim profilu na Facebooku rodzice dziewczynki. „Część pomp była zakupiona z pieniędzy z WOŚP. Badania Pańskiego syna i innych dzieci są przeprowadzane na sprzęcie zakupionym przez WOŚP Pańska żona spadła na łóżkach zakupionych przez fundację MacDonals. Szpital jest super wyposażony bo tysiące ludzi miało odruch serca i chciało pomóc. Skoro ma Pan z tym problem polecam prywatne szpitale. Proszę nie być hipokrytą” – zaapelowali do wiceministra Jakiego (zachowano oryginalną pisownię – przyp. red.).

– Gdyby przyjąć rozumowanie ludzi piszących ten list, to by oznaczało, że każdy, kto korzysta z publicznej służby zdrowia, ma obowiązek wspierać WOŚP, bo inaczej won ze szpitala – skomentował dla WP apel rodziców Anielki wiceminister Patryk Jaki. – Przypominam, że kwota, którą przez te wszystkie lata zebrał WOŚP stanowi zaledwie 0,001 procenta tego, co – między innymi ja – płacę na służbę zdrowia. Liczby są twarde, jeśli nie kupiłby tego sprzętu WOŚP, to i tak byłby w szpitalu – dodał.

– W związku z tym, co piszą ci ludzie z zacietrzewienia politycznego – haniebnie wykorzystując swoją zmarłą córkę – jest ohydne. Co gorsza, jest nieprawdziwe – ocenił wiceminister Jaki.

Wiceminister przyznał w rozmowie z WP, że przez lata wspierał WOŚP. – Przestałem, kiedy się dowiedziałem, że pan Owsiak nie rozlicza się z całej działalności i nawet nie wykonuje wyroków sądów. A także od kiedy zaangażował się w ruchy proaborcyjne – tłumaczył WP Patryk Jaki. – Od tej pory zamiast na WOŚP daję na organizacje charytatywne, które nie angażują się w politykę – powiedział nam wiceminister sprawiedliwości.

Źródło wp.pl: Rodzice zmarłej Anielki apelują do Patryka Jakiego
_

A teraz najlepsze czyli ocena (sytuacji/ stanowiska Jakiego/ artykułu) dokonana przez czytelników WP. ponad 75% ocenia dobrze 🙂

I tak należy rozmawiać o WOŚP. Konkrety, fakty i liczby (np należy podać ile każdego roku płacisz składek na NFZ a ile zbiera Jurek od jednego darczyńcy). Wskazywanie kto robi to lepiej i taniej. Jest szansa na uświadomienie/przekonanie myślących. „Wierzących” w Jurka nic nie przekona.

Czytelnicy WP.PL oceniają Patryka Jakiego

Dlaczego lewacy zawsze wygrywają

Moim zdaniem najważniejszym powodem dlaczego lewica „zawsze” wygrywa (od ponad 200 lat) jest jej finansowanie. Ciągle worek pieniędzy czeka na najemników/ rewolucjonistów. W związku z tym, że źródła finansowania są te same (w danym czasie, na danym terytorium) to wszyscy lewicowi najemnicy (chociaż zgrupowani w różnych organizacjach) prowadzą zbieżne działania prowadzące do jednego celu. I ten cel ciągle jest ten sam okraść Ciebie i troją rodzinę ze wszystkiego co wartościowe. Cała reszta to propaganda.

O lewicowych wierzeniach i religiach

Poniżej tekst Paweł Leszczyński o socjalistach i konserwatystach (w nawiązaniu do ostatniej decyzji Bundestagu o rozszerzeniu definicji małżeństwa na związki homoseksualne).
Jest to jeden z niewielu tekstów które wprost nazywa wierzenia lewicowe jako religię.

– – – – – – – –

Cyniczny pragmatyzm w szatach mesjanistycznych
Autor tekstu: Paweł Leszczyński
Źródło: http://www.racjonalista.pl

Ostatnie przedwakacyjne posiedzenie Bundestagu przyniosło uchwalenie przepisów, na mocy których w niemieckim prawie cywilnym dopuszczalne stanie się zawieranie małżeństw homoseksualnych, a także ustawy o tzw. „mowie nienawiści”. Wyniki głosowania pierwszego z wymienionych projektów (393 głosy za, 226 przeciw) pokazują, że ta kwestia budziła jednak spore wątpliwości. Co więcej, symboliczny wymiar (niezależnie od kalkulacji politycznych) ma fakt braku poparcia ustawy przez kanclerz Angelę Merkel. Niemcy to kraj perfekcyjnie łączący skrywającą się za osłoną empatii ideologię z pragmatycznym i bezkompromisowym realizowaniem swojego interesu narodowego.

Łatwo się domyślić, że decyzja parlamentu naszych zachodnich sąsiadów wywoła w Polsce poruszenie. Przewidywanie reakcji reprezentantów poszczególnych formacji aksjologicznych na to, co się wydarzyło, są skrajnie przewidywalne. Tradycjonalistyczni konserwatyści, narodowi katolicy i niechętna zmianom większość społeczeństwa będzie, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt zachwycona. Zeświecczeni uniwersalistyczni chrześcijanie, lewicujący liberałowie — przyklasną decyzji większości deputowanych Bundestagu w myśl koncepcji praw człowieka i równości. Socjaldemokraci i wszystko, co na lewo od nich (czyli z pewnością nie pezetpeerowski aktyw SLD), będą zachwyceni. W imię postępu i rozpisanej na mentalne i legislacyjne przeobrażenie rewolucji kulturowej.

Argumentacja obrońców definicji „tradycyjnego” małżeństwa (pytanie, czy może istnieć inna definicja, bo nawet w modelach kulturowych dopuszczających poliandrię i poligynię lub multigamię mowa jest o związkach między kobietą/kobietami a mężczyzną/mężczyznami) opiera się głównie na odniesieniach do ładu moralnego wynikającego z religii lub tradycji. Zwolennicy podnoszą z kolei argument poszerzania obszaru wolności obywatelskich, choć pojawia się również logika dotycząca kasacji nierówności społecznych — w tym wypadku na polu innym niż ekonomiczne, choć zdarzają się także twierdzenia, na mocy których próbuje się dowieść, że dyskryminacja ma skutki jak najbardziej policzalne. Jakkolwiek nie jest to pozbawione sensu, to ciężko uznać ten fakt za przesądzający, gdy główny problem leży jednak w przestrzeni przede wszystkim aksjologicznej. Spór pomiędzy innymi niż ewolucyjni konserwatystami a blokiem socjalistycznym jest znany. Pierwsza grupa afirmuje starotestamentowe reguły moralne, często niezależnie od tego czy „kupuje” opowieść o ich genezie. Bardziej modernizacyjnie nastawiona podgrupa konserwatywna odwołuje się do Nowego Testamentu i dyrektyw Chrystusa w tym zakresie (choć zadanie uzasadnienia jednoznaczności interpretacji tychże dyrektyw skutecznie utrudnia choćby generał jezuitów Arturo Sosa). Są też kulturowi tradycjonaliści, którzy po prostu bronią tego, co się „sprawdziło”. Socjaliści niezmiennie próbują zbawiać świat odrzucając Boga, co nie znaczy, że odrzucając religię. Można wręcz odnieść wrażenie, że religia postępu jest co najmniej równie mocno zakorzeniona w ich umysłach co fanatyzm religijny wierzeń opartych o osobowy ideał Stwórcy. Gloryfikujący różne irracjonalizmy (jeden oparty na tradycji, drugi na postępie) konserwatyści i socjaliści nie mogą mieć jednak monopolu na zagospodarowywanie tak ważnej problematyki, jak model ustrojowy i rola państwa, bo koniec końców wzmocnienie lub osłabienie kompetencji władzy centralnej jest tu podstawowym problemem. Jakie refleksje dla sceptycznych względem promocji irracjonalizmu liberałów mogą płynąć z symbolicznego dla lewicowego rozumienia „wolności” sukcesu, polegającego na poszerzeniu władzy państwa w życiu intymnym obywateli oraz ograniczeniu wolności słowa?

Nie sposób uciec w tym kontekście od rozróżnienia liberalizmu klasycznego i współczesnego. Ten pierwszy jest w opisywanym sporze raczej bliższy wrażliwości „prawicowej”, zaś drugi, wspiera ostrożne warianty rozwiązań bliższych „lewicy”. Moment podziału przypada zapewne na okolice działalności Johna Stuarta Milla i Isaiaha Berlina. W wymiarze praktycznym linia tego wewnętrznego sporu jest umiejscowiona na osi rozdźwięku między wolnością „negatywną” a „pozytywną”. Ta pierwsza, klasycznie liberalna koncepcja wiąże pojęcie wolności z brakiem opresji, przymusu, nadmiaru nakładanych przez otoczenie obowiązków, przemocą. Działania jednostki są tu pożądane, jednak prawdziwe intencje i cele mogą być znane tylko, jeśli działanie jest dobrowolne i powstaje w konsekwencji osobistego wyboru. Drugi, wydawałoby się w jakiejś mierze komplementarny rodzaj wolności był rozwijany jako próba znalezienia złotego środka, o który będzie można oprzeć mariaż demokracji z liberalizmem i wznieść wielką, ambitną budowlę demoliberalizmu. Wolność pozytywna zawierała w sobie akcenty proaktywne, była próbą inspiracji dla działalności obywatelskiej, której naturalną przestrzenią jest demokracja. To ten ustrój ma gwarantować możliwości pełnego rozwoju ludzkiej indywidualności, a także dawać jednostkom szansę wpływu na rzeczywistość.

W konsekwencji dokonał się dość wyraźny podział na liberalne status quo, zwane liberalnym konserwatyzmem (czyli de facto „konserwowaniem” liberalnych zdobyczy) tym silniejsze, im silniej liberalizm opanowywał świat zachodni, oraz na swego rodzaju liberalny progresywizm, nienasycony zagwarantowanymi w prawie i coraz szerzej sankcjonowanymi społecznie wolnościami. Ekspansja tegoż progresywizmu i jego transformacja w kierunku idei prometejskiej sprawiły, że między liberalizmem klasycznym a współczesnym wykopany został potężny rów. Dodatkowa oś sporu dotyczy bowiem fundamentalnej kwestii. A mianowicie, zwolennicy klasycznej formuły liberalnej stoją na stanowisku, że choć sama w sobie doktryna jest uniwersalistyczna, to jednak nie przez przypadek powstała w określonym kontekście kulturowym, instytucjonalnym, społeczno-ekonomicznym, czy też po prostu intelektualnym. Z tej perspektywy potencjalna likwidacja realnych zdobyczy liberalizmu poprzez jego destrukcję ze strony środowisk, które go nie akceptują jawi się jako argument decydujący na rzecz obrony będącego pozornym oksymoronem „liberalnego dziedzictwa”.

Z kolei reprezentanci formuły współczesnej rozstrzygają ten dylemat w przeciwny sposób, a mianowicie „uniwersalizują” całą rzeczywistość. Pozornie prowadzi to do poszerzenia obszaru wolności, ale tak naprawdę jest to jedno z możliwych wytłumaczeń genezy poprawności politycznej, będącej zaprzeczeniem wolności (to, czy poprawność polityczna jest dobra czy zła, jest osobnym dylematem, jednak z całą pewnością jest ograniczająca ze swej natury). A stąd już o krok od stojącego w opozycji do klasyki lewicowego liberalizmu, zadziwiająco łatwo (uwzględniając liberalne korzenie) wchodzącego w sojusz z typowo lewicowym programem reform społecznych polegających na odgórnej implementacji eksperymentów na zasadzie faktów dokonanych. Poprawność polityczna konserwatyzmu to konwenanse, reguły, etykiety, nakazy i zakazy. Wszystkie rekomendacje z cyklu „nie wypada…”, „nie powinno się…”, „tak się nie robi…”, a także znane nam wszystkim dobrze oczekiwania ze strony różnych kręgów społecznych, które pilnują, by organizm społeczny zachował swą równowagę, da się zakwalifikować jako poprawność polityczną konserwatyzmu. Konwenanse mają też oczywiście swoje dobre strony, jeżeli pełnią funkcję pomocniczą, względną. Wtedy dzięki nim oszczędzamy niebywałą ilość czasu, nie musząc tracić go na kalkulowanie niezliczonych wyjątków w postaci sytuacji społecznych, po których nie wiadomo czego się spodziewać. Lewicowa poprawność polityczna to przede wszystkim emocjonalny i instytucjonalny terror. Perorowanie o dyskryminacji (oczywiście tylko tych jednostek/grup), które są na bakier z „tradycyjną moralnością”, wykluczeniu, nierównościach, dyskursie i mowie nienawiści — to świetnie znane wcielenia lewicowej narracji.

Co o tym wszystkim można napisać z punktu widzenia dalekiego od zideologizowania? Po pierwsze, karkołomnym zadaniem na gruncie logiki jest obrona stanowiska, na mocy którego w jednoczesnym uchwalaniu takich ustaw jak nowelizacja kodeksu cywilnego w punkcie dotyczącym małżeństwa i wprowadzanie zapisu, że „małżeństwo to związek dwóch osób różnej lub tej samej płci” oraz przeforsowaniu przepisów wprowadzających gigantyczne kary finansowe za „mowę nienawiści”, chodzi o wolność. W drugim przypadku sprawa jest ewidentna. Na ołtarzu promowania „postępu” interpretowanego na lewicową modłę kładzie się realną i podstawową dla wolnego społeczeństwa wartość — wolność słowa. Oczywiście, można z niej korzystać, jeżeli uderza się w Donalda Trumpa, Viktora Orbana, Jarosława Kaczyńskiego lub Kościół katolicki. Jeżeli krytykuje się ekologów, feministki, środowiska LGBT, to wolność wypowiedzi musi być ograniczana. Zaistnienie prawdziwej i obiektywnej wolności słowa będzie możliwe, jeżeli w kodeksie karnym nie będzie artykułu umożliwiającego zastosowanie sankcji za słowo. Dlatego zapis o „obrazie uczuć religijnych” jest tak samo niedorzeczny jak koncepcja „mowy nienawiści”. O ile ta kwestia nie wzbudza kontrowersji od strony dość oczywistej konstatacji, że każdy taki zapis to anihilacja cząstki wolności, to rzecz dotycząca małżeństw wygląda na nieco bardziej skomplikowaną. Bo przecież znajdzie się liczne grono, wspierające hipotezę o działaniu w duchu „wolności pozytywnej” jako uzasadnieniu uwzględnienia w kodeksie małżeństw także dla osób tej samej płci. Tyle, że tak ujmowana wolność pozytywna w żaden sposób nie jest względem negatywnej komplementarna. Stoi do niej bowiem w całkowitej sprzeczności. Wolność, proponowana przez klasycznych liberałów, wyglądałaby w tym zakresie zgoła odmiennie. Mamy bowiem trzy główne, możliwe podejścia:

traktujemy każdą jednostkę jako oddzielny byt, pojedynczego obywatela, który układa sobie życie wedle preferencji, związek małżeński jest sprawą wykraczającą poza zainteresowanie aparatu państwa (tak, nie byłoby wtedy wspólnego opodatkowania małżeństw, ale to akurat in plus, bo podatki mogłyby wreszcie być ujednolicone) — może być zawierany we wspólnocie religijnej i tylko w jej ramach być sankcjonowany;
małżeństwo to związek jednej kobiety i jednego mężczyzny — czyli są śluby cywilne i wszelkie prawne konsekwencje tej instytucji, ale nie ma mowy o poszerzaniu definicji małżeństwa, ze względu na kulturowe uwarunkowania formy zorganizowania społeczeństwa;
małżeństwo to związek… — no właśnie, kogo i w jakim celu? Robiąc jeden wyjątek, otwieramy drzwi dla kolejnych. Czy nie jest to dyskryminujące, że związków małżeńskich nie mogą zawierać zbiorowości, dlaczego ma być ono zarezerwowane wyłącznie dla dwóch osób? Czy nie jest to praktyka trójkątofobiczna? A co z genderową klasyfikacją płci i jak wówczas zakwalifikować członków małżeństwa?

Jak widać, wariant z założenia polegający na największej otwartości okazuje się wariantem wprowadzającym realną dyskryminację na niespotykaną wcześniej skalę, a po odkryciu przez lewicę w ramach strategii „mądrości etapu”, tejże dyskryminacji, wprowadzić może potężny dysonans i bezradność, bo czy można wykluczać miliony obywateli i mówić im bezkarnie, że instytucja małżeństwa nie jest dla nich? Pamiętajmy, że ostentacyjny antyracjonalizm lewicy jest przyczyną jej skrajnego antyklerykalizmu. Próba stworzenia alternatywnych religii, od religii ochrony klimatu, poprzez religię LGBT, a wcześniej religię komunizmu nie jest przypadkowa. Nawet jeśli słowo „religia” weźmiemy w cudzysłów, to dobrze oddaje ono pożądany kształt oddziaływania na scenę publiczną ze strony lewicy. Większość narzucanych przez nią dylematów nie istniałaby w prawdziwie wolnym społeczeństwie. A problem „homoseksualnych małżeństw” nie istniałby na pewno.

Bardzo ciekawym aspektem całej sprawy jest mesjanistyczna w warstwie widocznej na pierwszy rzut oka polityka Niemiec. Abstrahując od obliczonej pod bieżące potrzeby chęci wyraźnego zdystansowania niechcianego koalicjanta z SPD w kontekście jesiennych wyborów i związanego z tym odgrywania przez CDU roli partii jako metafory społeczeństwa (wszystkie nurty światopoglądowe i gospodarcze zawieramy w sobie, na zewnątrz czają się tylko populiści), istotna jest pewna permanentna strategia polityczna RFN, zapisana, jak sądzę, w DNA filozofii politycznej tego kraju. Jak się okazuje, im bardziej jest ona mesjanistyczna na zewnątrz, tym bardziej bezlitośnie pragmatyczna w środku. I to niezależnie od tego, czy mówimy w tym przypadku o przyjętym modelu strategii hegemonii w wymiarze polityki społecznej, historycznej, energetycznej czy też imigracyjnej. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…