Procedura nadzoru praworządności a kara śmierci

Kara śmierci również za zdradę
Stanisław Michalkiewicz
Komentarz • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 19 stycznia 2016

W ramach intensywnego reformowania naszego nieszczęśliwego kraju warto zastanowić się również nad jeszcze jedna reformą, w postaci przywrócenia kary śmierci i to nie tylko za zabójstwa z winy umyślnej, ale również – za zdradę stanu. W ogóle jest rzeczą zdumiewającą, że chociaż około 70 procent obywateli nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach Unii Europejskiej aprobuje karę śmierci za morderstwa, to Umiłowani Przywódcy, mający pełne gęby frazesów o demokracji, skutecznie blokują przywrócenie tej kary do arsenału kar kodeksowych. Trudno o lepszą i bardziej przekonującą ilustrację, że nie są żadnymi demokratami, tylko wykonują zadania postawione im przez jakąś mafię, czy jakieś mafie, które wystrugały ich z banana i w ten sposób zrobiły z nich człowieków. Co to za mafie – na to pytanie można odpowiedzieć jedynie odwołując się do teorii spiskowej, która wszelako przez ekspozytury mafii w mediach i środowisku autorytetów moralnych jest stanowczo potępiana. W następstwie tego potępienia do wierzenia podawane są idiotyczne opowieści, że z tą demokracją, to wszystko naprawdę i wielu mikrocefali skutecznie ogłupionych przez żydowską gazetę dla Polaków święcie w to wierzy.

Te mafie są oczywiście różne w różnych krajach, więc nie będę tutaj rozwijał spiskowej teorii wszystkiego, tylko skoncentruję się na naszym nieszczęśliwym kraju. Jak wiadomo, w następstwie stanu wojennego punkt ciężkości władzy w Polsce przesunął się w stronę tajnych służb i już tam pozostał. Poszlaką, która to potwierdzała, było internowanie Edwarda Gierka i jego pierwszego ministra Piotra Jaroszewicza. Chociaż nie stwarzali oni najmniejszego zagrożenia ani dla socjalizmu, ani dla sojuszy, zostali internowani, by w ten sposób przekazać opinii publicznej sygnał, że partia już się nie liczy, że liczą się tylko tajne służby: RAZWIEDUPR i SB. Chociaż bowiem internowano I sekretarza, ani jeden głos nie podniósł się w jego obronie. Świadczy to oczywiście również i o partyjniakach, którzy rok wcześniej na widok Gierka sikali po nogach, ale czort z nimi, bo ważniejsze jest oczywiście przesunięcie wspomnianego punktu ciężkości władzy w stronę tajnych służb.

Jak w 2011 roku stwierdził Trybunał Konstytucyjny, dekret o stanie wojennym był niezgodny z konstytucją, a więc Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, będąca – jak się okazało – organizacją przestępczą o charakterze zbrojnym – dokonała zamachu stanu w celu stłumienia niepodległościowego zrywu historycznego narodu polskiego. Te prawne oceny potwierdzają, że RAZWIEDUPR, będący od 1944 roku politycznym kierownikiem polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, z którą historyczny naród polski musi dzielić terytorium państwowe, nigdy nie cofał się przed zdradą stanu i zdradą narodu, kiedy tylko w grę wchodziły jego partykularne interesy, interesy wspólnoty rozbójniczej i wreszcie – interesy jego zagranicznych protektorów, przede wszystkim – Związku Radzieckiego, który teraz tylko zmienił położenie.

Kiedy w następstwie porozumienia między Sowietami i USA co do ustanowienia nowego porządku politycznego, który w Europie zastąpiłby rozsypujący się porządek jałtański, RAZWIEDUPR w 1985 roku rozgromił Służbę Bezpieczeństwa, zostając tubylczym hegemonem na polskiej scenie politycznej, przygotował i przeprowadził transformację ustrojową. W ramach systemowych przygotowań zainicjował uwłaszczenie nomenklatury i selekcję kadrową w strukturach podziemnych, by w ten sposób wyłonić „reprezentację społeczną”, do której miałby zaufanie i z którą miałby „wynegocjować” transformację. Elementem tych przygotowań stało się również eliminowanie kary śmierci. W roku 1988 ustanowione zostało tzw. „moratorium” na wykonywanie kary śmierci. Nie została one wykreślona z kodeksu, sądy więc mogły ja nadal orzekać, ale już nie mogła być wykonywana. Kiedy w roku 1995 Sejm to moratorium przedłużył, zapytaliśmy w imieniu UPR ówczesnego ministra sprawiedliwości, pana Jerzego Jaskiernię, kto to „moratorium” w roku 1988 w Polsce wprowadził. Odpowiedział nam na piśmie, że „nie można ustalić autora tej decyzji”, bo lepiej wyjaśnia mechanizm funkcjonowania naszego państwa, niż cokolwiek innego. Oto anonimowy dobroczyńca ludzkości zakazuje wykonywania kary zapisanej w ustawie i orzekanej przez sądy – a wszystkie organy państwowe w podskokach się mu podporządkowują i w dodatku nikogo nie interesuje, kto wydał taki rozkaz. A przecież nie trzeba specjalnej przenikliwości, żeby domyślić się o co chodzi. Wprawdzie Amerykanie wynegocjowali z Sowieciarzami, że komuchom za ich zbrodnie włos z głowy nie spadnie, ale „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności”. Wprawdzie więc RAZWIEDUPR zainstalował nowe władze, ale na wypadek, gdyby urwały się z łańcucha i strzeliły im do łba jakieś głupstwa, asekurował się wspomnianym moratorium. Cokolwiek się stanie, nie pójdziemy na powróz, a skoro tak – to potem się zobaczy.

Bezkarność zdrady stanu i zdrady narodowej dokonanej 13 grudnia 1981 roku zachęciła uczestników RAZWIEDUPR-a nie tylko do bezceremonialnego kontynuowania okupacji kraju i rozkradania jego zasobów, ale również – do podjęcia działań wyczerpujących znamiona zdrady stanu i zdrady narodowej obecnie. Oto próbując kontynuować okupację Polski i rozkradanie jej zasobów, RAZWIEDUPR przy pomocy swojej agentury, w porozumieniu z żydowskim lobby w Polsce i – obawiam się, że niestety również z przyzwoleniem Naszego Największego Sojusznika zza oceanu – podjął czynności noszące znamiona zdrady stanu i zdrady narodowej. Nie tylko podejmuje próby politycznej destabilizacji kraju poprzez ekscytowanie ulicznych rozruchów, ale odwołując się do poparcia ośrodków zagranicznych, przygotowuje prowokację, której finałem może być nawet scenariusz rozbiorowy.

W tej sytuacji przywrócenie kary śmierci nie powinno dotyczyć tylko zabójstw z winy umyślnej, dokonanych w zamiarze bezpośrednim, ale również dokonanej w zamiarze bezpośrednim zdrady stanu w postaci domagania się interwencji w Polsce ośrodków zagranicznych, a okoliczność obciążającą stanowiłoby pobieranie na prowadzenie takiej działalności pieniędzy od podmiotów zagranicznych. Periculum in mora – bo jeśli w safandulstwa, albo lęku, co powiedzą na to jakieś eunuchy, odstąpimy od takiej regulacji, to w rezultacie beztroskiej aktywności jakichś filutów pozostających „na utrzymaniu żony” możemy ocknąć się z ręką w przysłowiowym nocniku.

Stanisław Michalkiewicz

Komentarz • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 19 stycznia 2016

Tolerancja religijna muzułmanów

Poniżej zapożyczony tekst i film (bez mojego komentarza)

Przedstawiamy Państwu nagranie video, na którym pewien muzułmanin zrywa krzyżyk powieszony na ścianie i rzuca go na ziemię, wprost pod nogi jednego z Polaków. Zajście miało miejsce w myjni samochodowej w Wielkiej Brytanii, w której powyższe osoby były zatrudnione. O sprawie poinformował nas Czytelnik portalu Narodowcy.net.

Sprawcą całego zdarzenia był Bedri Brahimi, muzułmanin pochodzący z Kosowa, który opuścił swój kraj jako uchodźca. Znalazł on pracę w myjni automatycznej, której został operatorem. Pracowały tam osoby również innych wyznań i narodowości, m.in. Polacy i Litwini. Jak pisze nasz Czytelnik, który zresztą sam znalazł tam zatrudnienie, jego szef na równi traktował tylko muzułmanów, a do innych osób odnosił się z pogardą.

To właśnie Polak powiesił w jednym pomieszczeń pracowniczych mały krzyżyk. Jak informuje, wisiał on tam w widocznym miejscu przez trzy lata nikomu nie przeszkadzając. Dopiero przy naprawianiu instalacji elektrycznej, muzułmanin zerwał krzyżyk i rzucił go na ziemię, co widać w 6 sekundzie na nagraniu.

„Dopiero niedługo przed moim odejściem, gdy przeciągał kable razem ze swoim kolegą , ostentacyjnie bez słowa zerwał krzyż i rzucił pod nogi moje i drugiego Polaka. Wiem, że miał prawo go zdjąć, zwrócić uwagę, ale zrobił to tak jak widać na filmie, obrażając nasze uczucia religijne! Zauważyłem od razu, ze rzucił krzyżem ale dotarło to do mnie dopiero po kilku sekundach bo po prostu nie mogłem uwierzyć, że naprawdę to zrobił. Podniosłem krzyż, wściekły zapytałem go co robi, przecież dla nas to symbol religijny, ale nawet nie zareagował (…) O zajściu poinformowałem korporację, w odpowiedzi dowiedziałem się, że ze względu na ich umowę i relacje z operatorem myjni nie są oni zobowiązani do wyciągani konsekwencji w sprawie rasizmu, zastraszania i wykorzystywania pracowników i powinienem skontaktować się z prawnikiem i załatwić to we własnym zakresie. Po prostu korporacja umywa ręce i konsekwencji od operatora nie wyciąga.” – relacjonuje naoczny świadek zdarzenia.

Ponadto przyznaje on, że poprawność polityczna w Wielkiej Brytanii sięga zenitu. „(…) reakcja byłaby dopiero gdybym to np. ja rzucił koran. Zostałbym wtedy potępiony, prawdopodobnie nawet z miejsca pobity, a całą sprawę nagłośniono by w mediach”. Jego zdaniem przez poprawność polityczną ludzie na emigracji w Wielkiej Brytanii boją się zareagować, gdyż mogą zostać potem oskarżeni o rasizm. Tymczasem muzułmanie rosną w siłę, celowo i systematycznie wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję. „Każdy niewierny może być wykorzystany, okradziony, poniżony – nieliczni się przeciwstawią, bardzo nieliczni” – pisze nasz Czytelnik.

źródło: Narodowcy.net

Casus Belli dla Boliwii

W dniu wczorajszym samolot prezydenta Boliwii Evo Moralesa został zmuszony do lądowania w Wiedniu. Powodem była pogłoska, że na pokładzie znajduje się Edward Snowden.
Prezydent opuścił samolot. Samolot został przeszukany. Edward Snowden nie znaleziono (tak informują :).
Polskie media poza „Panoramą” milczą. Bo w końcu kim jest prezydent Boliwii i co takiego wielkiego się stało 🙂

Dziwi mnie tylko jedno. Dlaczego prezydent opuścił samolot i pozwolił go przeszukać? Sądzę, że mógłby tego odmówić i w ciągu kilku godzin samolot zostałby zwolniony.
Tak czy inaczej szanse na to, że Edward Snowden znajdzie azyl w którymś z krajów ameryki południowej bardzo wzrosły.

W normalnych czasach taki akt agresji byłby wystarczającym powodem do wypowiedzenia wojny.
Mam nadzieję, że tradycja rozpoczynania Światowych Wojen w Austrii nie będzie kontynuowana.

Walka z jednonogimi bandytami

Państwo stawia przy drogach coraz więcej jednonogich bandytów zwanych oficjalnie fotoradarami. Młóci nimi swoich obywateli.
Poniżej wzór pisma od Wojciecha Cejrowskiego. Jest to odpowiedz na prośbę POlicji o wskazanie danych kierowcy sfotografowanego samochodu.
Po wprowadzeniu pewnych zmian bez zastanowienia bym wysłał (zakładam, ze sprawa zakończy się w sadzie, więc zalecam wdawanie się tylko w spory na terenie zamieszkania).

– – – – – –

Szanowny Panie Komendancie,

W dniu 22.07.2012 o godz. 19.30, zostało zrobione zdjęcie (rzekomo mojego pojazdu) o Numerze Rej. 12PIGS43 i przesłano dokumentację na mój adres. Jednakże obawiam się, że przesłana dokumentacja jest niestety niekompletna, a co za tym idzie, obawiam się również, że wykazany na zdjęciu z fotoradaru – pomiar prędkości – może niestety nie być prawidłowy, o ile na zdjęciu został faktycznie uwieczniony mój pojazd. Bardzo chciałbym pomóc Panu Komendantowi w ustaleniu sprawcy wykroczenia, ale najpierw proszę o rozwianie wszelkich moich wątpliwości. Jednak – do rzeczy:

Oświadczam zgodnie z prawdą, iż nie wiem, czy na zdjęciu został uwieczniony mój pojazd, gdyż po polskich drogach porusza się wiele pojazdów podobnych do tych z przesłanego przez Państwa zdjęcia, natomiast tablice rejestracyjne są elementem łatwo wymienialnym i można je bez problemu podrobić i zamontować w innym pojeździe. Moje wątpliwości mogłyby zostać rozwiane w przypadku umożliwienia porównania znaków szczególnych pojazdu jak numer identyfikacyjny pojazdu czy numer silnika z danymi w dowodzie rejestracyjnym mojego pojazdu, tak jak to jest sprawdzane na przeglądach okresowych. Nie wspomnę już o tym, że na zdjęciu nie widać /ani marki ani modelu pojazdu ani rodzaju nadwozia/, a także nie mam możliwości sprawdzenia koloru pojazdu, co budzi moje wątpliwości czy to faktycznie jest mój pojazd. Tutaj jednak poproszę o przesłanie zdjęcia w wyższej rozdzielczości (i jeśli to możliwe w kolorze), co niewątpliwie pozwoli na rozpoznanie pewnych cech szczególnych sfotografowanego pojazdu, natomiast nie ulega wątpliwości, że większość samochodów, wygląda podobnie (szczególnie w perspektywie zdjęcia „od tyłu” / „z przodu”), więc i mój samochód jest podobny do tego pojazdu ze zdjęcia. Dlatego też zwracam się z uprzejmą prośbą o przesłanie fotografii w wysokiej rozdzielczości i w kolorze – rozpoznanie cech szczególnych mojego pojazdu, oraz niewykadrowanej, żeby mieć pewność, że na oryginalnym zdjęciu nie znajduje się inny pojazd, którego ewentualna obecność mogłaby zafałszować pomiar prędkości.

Poproszę o przesłanie dokumentu uprawniającego Komendę Policji w Pacanowie do użycia fotoradaru marki /nazwa marki fotoradaru/ o numerze /numer fotoradaru/ w dn. 22.07.2012 na /lokalizacja sfotografowanego zdarzenia/ lub podanie odpowiednich aktów prawnych, na mocy których Komenda Policji w Pacanowie dokonała pomiaru prędkości. A także dokumentu zezwalającego funkcjonariuszom Komendy Policji w Pacanowie na prowadzenie pomiarów w lokalizacji umiejscowienia fotoradaru przy użyciu radarowego przyrządu kontroli prędkości, wydaną i podpisaną przez odpowiedzialnego za ten rejon Komendanta Policji na wskazany czas kontroli (Ustawa prawo o ruchu drogowym Dz. U. z 2005 r. nr 108, poz. 908, z późniejszymi zmianami).

Poproszę o podanie dokładnego adresu umiejscowienia fotoradaru w dniu 22.07.2012 na /lokalizacja sfotografowanego zdarzenia/.

Poproszę o przesłanie dokumentacji potwierdzającej, iż zgodnie z przepisami prawnymi obowiązującymi od 1 lipca 2011 r. strefa pomiaru prędkości była oznaczona znakiem D-51. a urządzenie fotoradaru było oznaczone kolorem żółtym.

Poproszę o przesłanie dokumentu legalizacji wtórnej oraz ponownej/kolejnej/okresowej urządzenia użytego w czasie pomiaru.

Poproszę o przesłanie dokumentacji potwierdzającej brak występowania zakłóceń mechanicznych, elektromagnetycznych i innych mających wpływ na dokonywanie pomiaru przez radarowy przyrząd pomiaru prędkości wydany przez właściwy Państwowy/ Okręgowy Urząd Miar w formie oficjalnego pisma np. świadectwa legalizacji miejsca dokonywania pomiaru lub świadectwa homologacji miejsca dokonywania kontroli. Prośbę swoją motywuję faktem, iż miejsce pomiaru prędkości musi spełniać wymagania wskazane w Rozporządzeniu Ministra Gospodarki z dnia 9 listopada 2007 r. w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym.

Poproszę o przesłanie informacji na temat sytuacji meteorologicznej w dniu 22.07.2012 (ze szczególnym uwzględnieniem godzin /zakres godzinowy przed i po godzinie zdarzenia/), która również ma wpływ na wynik prowadzonego pomiaru tj. temperatury oraz wilgotności względnej powietrza. Szczególnie ważnym czynnikiem jest wilgotność względna powietrza, a z tego co pamiętam to /tu wymienić np. że w miesiącu kiedy nastąpiło zdarzenie/ był dość bogaty w opady atmosferyczne, więc istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że wilgotność względna powietrza przekroczyła graniczną wartość 95%, a więc pomiar dokonany w wilgotności powietrza powyżej 95% byłby nieprawidłowy.

W przesłanej przez Państwa dokumentacji brakuje danych funkcjonariuszy dokonujących kontroli i/lub instalujących urządzenie wraz z osobowym zezwoleniem do wykonywania kontroli wydanym przez KPP (Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dn. 18 lipca 2008 r. w sprawie kontroli ruchu drogowego Dz. U. z dnia 18 lipca 2008 art. 14), a zgodnie z kodeksem drogowym dokonujący kontroli ma obowiązek okazać te dokumenty samodzielnie lub na żądanie osoby kontrolowanej. Pomijam fakt, że wysłana do mnie korespondencja była podpisana faksem, a nie oryginalnym podpisem funkcjonariusza Policji. Stąd prośba o przesłanie stosownych dokumentów.

W przesłanej przez Państwa dokumentacji brakuje również informacji o sposobie instalacji fotoradaru oraz jego osłonie w czasie przeprowadzenia pomiaru, czyli rodzaj gruntu, na jakim umiejscowiono fotoradar, kącie, jaki oś fotoradaru tworzyła z osią jezdni w chwili pomiaru. Nieprawidłowe ustawienie kąta powoduje zafałszowany pomiar prędkości, a przez to niezachowanie urzędowego wymogu dokładności pomiaru urządzenia. Nie znając kąta pomiaru urządzenia, nie można ustalić rzeczywistej prędkości mierzonego pojazdu, a urządzenia radarowe mogą pokazywać błędne dane w przypadku niezachowania wymaganego kąta między osią fotoradaru a osią jezdni. Dlatego też proszę o przesłanie stosownych dokumentów.

Proszę o dokładne informacje – czy w przesłanej przez Państwa dokumentacji prędkość zarejestrowanego pojazdu jest już pomniejszona o błąd pomiarowy, który dla urządzenia /nazwa fotoradaru/ wynosi ± /podać błąd pomiarowy urządzenia/ km/h (dla prędkości poniżej 100 km)?

Na jakiej podstawie prawnej Komenda Policji w Pacanowie wystawia wezwanie i mandat karny? Proszę o podanie stosownych regulacji prawnych.

Uprzejmie proszę o przesłanie informacji kto jest właścicielem fotoradaru marki /nazwa fotoradaru/ o numerze /numer fotoradaru/, a także czy Komenda Policji w Pacanowie sama zajmuje się obróbką zdjęć wykonanych przez ww. fotoradar czy zleca to firmom zewnętrznym? Jeżeli tak, to proszę o podanie danych podmiotu.

Na zakończenie pragnę zwrócić się do Pana Komendanta z prośbą o przesłanie ww. dokumentów (podanych w punktach), dzięki którym będę mógł rozwiać swoje wątpliwości odnośnie przesłanego mi wezwania / mandatu karnego, a także odnośnie pojazdu oraz osoby znajdującej się na zdjęciu z fotoradaru.

Niekompletna dokumentacja stawia pod znakiem zapytania zasadność wskazania sprawcy wykroczenia, gdyż nie jest do końca jasnym, czy faktycznie doszło do wykroczenia, tj. czy zarejestrowane zdarzenie spełnia warunki określone w Rozporządzeniu Ministra Gospodarki w sprawie wymagań, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym, oraz szczegółowy zakres badań i sprawdzeń wykonywanych podczas prawnej kontroli metrologicznej tych przyrządów pomiarowych z dn. 9 listopada 2007 r. Proszę o przesłanie ww. dokumentacji w ciągu 14 dni kalendarzowych od daty otrzymania niniejszego pisma.

W przypadku braku przesłania ww. dokumentacji będę mieć podstawy do przypuszczenia, iż Komenda Policji w Pacanowie nie posiada ww. dokumentów a jednocześnie, że doszło po prostu do próby wyłudzenia grzywny (przez Urzędników Administracji Terenowej w celu podreperowania moim kosztem – budżetu Państwa oraz Gminy Pacanów – co stanowi podstawę (i jest moim prawnym obowiązkiem) do złożenia w Prokuraturze doniesienia o popełnieniu przestępstwa z Art. 300 KK.

Oczekując na Państwa odpowiedź, pozostaję

Z poważaniem,

Jan Koza-Kozłowski

Prawo do noszenia broni palnej

Poniżej krótki filmik w temacie posiadania i noszenia broni palnej.
Tego filmu nie zobaczysz w wiadomościach w przeciwieństwie nad relacjami z poczynań Jamesa Holmes.

A co najważniejsze tego zdarzenia najprawdopodobniej nie odnotują żadne statystyki. Nikt nie liczy ile razy użycie lub posiadanie broni uchroniło ich posiadaczy od śmierci, utraty zdrowia lub majątku.
Wszystkie ofiar są natomiast skrupulatnie liczone i mamy twardy argument w dyskusji.

Umowa społeczna

Umowa społeczna. Pewnie o niej słyszałeś nie raz. Często powołują się na nią związkowcy i inni socjaliści. Nikt jej nie widział ani nie podpisywał ale wielu się na nią powołuje. Poniżej propozycja umowy społecznej dla Polski i nie tylko.
(całość wraz z omówieniem na stronach Instytutu Misesa: „Zgoda rządzonych?”)

 

UMOWA SPOŁECZNA

Ja, pierwsza strona umowy („rządzący”), zobowiązuję się:

(1) Określić, ile swoich pieniędzy mi oddasz, a także jak, kiedy i gdzie wpłacisz te pieniądze. Twoje zdanie w tej sprawie się nie liczy, chyba że będziesz błagał mnie o litość, a jeśli nie wywiążesz się z tego zobowiązania, moi pośrednicy udzielą ci kary grzywny lub ukarzą pozbawieniem wolności, a w razie gdybyś wykazywał trwały opór, nawet śmiercią.

(2) Tworzyć tysiące przepisów, których musisz bezwzględnie przestrzegać, także pod groźbą kary wymierzonej przez moich pośredników. Nie będziesz miał żadnego realnego wpływu na treść tych zasad, tak licznych i złożonych, a niejednokrotnie również niezrozumiałych, że człowiek jest w stanie zapamiętać jedynie ich garstkę, nie mówiąc nawet o dokładnym ich przyswojeniu. Jednak jeśli złamiesz choć jedną z nich, nie zawaham się ukarać cię zgodnie z prawem ustanowionym przeze mnie i moich wspólników.

(3) Dostarczyć ci, na zasadach określonych przeze mnie i moich pośredników, tak zwane dobra i usługi publiczne. Być może niektóre z nich będą miały dla ciebie pewną wartość, jednak większość okaże się bezużyteczna, a inne uznasz wręcz za odpychające. Jako jednostka w żadnym wypadku nie będziesz miał realnego wpływu na to, jakie dobra i usługi tobie dostarczam, a ekonomiści będą wciskali ci bajeczki, że to ty „domagasz się” wszystkich tych rzeczy i wyceniasz je na taką kwotę, jaką ja zamierzam poświęcić na dostarczenie ich tobie.

(4) W razie wszelkich sporów między nami, sędziowie — którzy zawdzięczają mi nominację i pensję — zadecydują, jak ten spór rozstrzygnąć. Jeśli twoja sprawa w ogóle zostanie doprowadzona przed sąd, w trakcie rozprawy i tak jesteś na straconej pozycji.

W zamian za powyższe „korzyści” ze strony rządu, ty, druga strona umowy („obywatel”), zobowiązujesz się:

(5) Siedzieć cicho, nie sprawiać kłopotów, wykonywać wszystkie rozkazy wydawane przez rządzącego i jego pośredników, płaszczyć się przed nimi, jakby byli ważnymi, honorowymi ludźmi; a gdy każą ci skakać, upewnić się tylko jak wysoko.

Bankierzy są zgubieni!!! Teraz przez srebro :)

Bankierzy są zgubieni! Znowu?

Tym razem wykończy ich Pan Asia Gold Exchange na której będzie można kupić kontrakty na srebro, które będą miały 100% pokrycie w towarze (w magazynie).
Silverbug-i zapominają o jednej istotnej kwestii: większość „srebrnych” inwestorów/spekulantów nie interesuje fizyczny metal tylko możliwość hazardowania się na ekranie komputera. Fizycznego srebra nie brakuje także na tym „manipulowanym” Comex-e. Mali inwestorzy mogą kupić fizyczne srebro w sklepie, a duzi bezpośrednio od producenta (przynajmniej na razie).

Spektakularny (wymarzony przez autora filmu) wzrost ceny srebra np o kilkaset procent może spowodować tylko jedno zdarzenie. Jest nim wprowadzenie przynajmniej przez jedno państwo srebra jako środka wymiany handlowej (niekoniecznie jako jedynego środka wymiany, wystarczy aby był równoprawnym w stosunku do innych). Spowodowałby to równomierny lub gwałtowny wzrost popytu na srebro co przełożyłoby się na cenę. W takim przypadku żadne kombinacje/manipulacje spekulantów nie utrzymałby ceny na niskim poziomie.

Tylko które państwo zdecyduje się na taki ruch jeśli dzisiaj może prawie bez kosztów tworzyć pieniądz z powietrza? Może jak zmieni się sytuacja gospodarcza, politycy, mentalność ludzi, ekonomiści, bankowcy. Trochę dużo tych warunków.

Ceny srebra najprawdopodobniej będą rosły po kilkanaście/kilkadziesiąt procent rocznie pod warunkiem, że dalej będzie wzrastało zapotrzebowanie przemysłu na metal. Ale czy popyt będzie rósł przy bardzo małym wzroście gospodarczym w skali globalnej?

Wolność jest ważniejsza niż wygoda

Poniżej wywiad z Richardem Matthew Stallmanem. Ukazał się on na stronach Obserwatora Finansowego czyli „tubie propagandowej” NBP. Często można tak znaleźć bardzo ciekawe i rzeczowe teksty.

——————–
Wywiad

Źródło: Obserwator Finansowy: Wolność jest ważniejsza niż wygoda

Jeden z głównych argumentów przeciwników ACTA ma wymiar czysto ekonomiczny. W skrócie: artyści od piractwa nie zbiednieją. – To prawda. Dyskusja o ochronie tzw. „własności intelektualnej” jest pełna nieporozumień. Samo to pojęcie, to sztuczny termin sklecony z nieprzystających do siebie pojęć – przekonuje Richard Stallman, legendarny haker oraz jeden z twórców systemu Linux.

Obserwator Finansowy: Nie korzysta pan ze Skype’a?

Richard Stallman: Z komórki również nie korzystam.

Dlaczego?

Bo zagrażają mojej wolności.

Skype zagraża wolności?

Rozmawiając za pośrednictwem Skype’a, komórek, nawet tych nie będących smartfonami, albo zakładając konto na Gmailu, dajemy wielkim koncernom możliwość podsłuchiwania nas, śledzenia nas, gromadzenia o nas danych. Tak skonstruowano to oprogramowanie i tak się je wykorzystuje. Ja się na to nie zgadzam.

Możliwe, ale w zamian za to „wielkie koncerny” ułatwiają nam dostęp do kultury. Amazon.com sprzedaje tanie e-booki, Apple oferuje piosenki za dolara na iTunes…

To jest wygodne, owszem, ale czy wie pan, że np. koncern Amazon ma możliwość zdalnego usunięcia e-booka, który klient czyta na wyprodukowanym przez tę firmę czytniku o nazwie Kindle? Oczywiście, że firma może to zrobić jedynie na wyraźne życzenie władz państwowych, ale jednak… W „Roku 1984” Georg Orwell opisywał praktykę manipulowania przeszłością poprzez reedytowanie już opublikowanych książek i gazet. Czy to przypadek, że Kindle znaczy w języku angielskim „podpalać”? Ja nie ufam rządowi, który brata się z koncernami, ani koncernom, które bratają się z rządem.

Brzmi jak teoria spiskowa.

Takie zagrożenia istnieją. Ja nie mówię o spisku, tylko o faktycznych zagrożeniach, których musimy być świadomi.

Elektronicznych książek również pan nie czyta?

Ja nie sądzę, żeby warto było płacić za to swoją wolnością. Kupuję książki papierowe, za które nie płacę kartą, a gotówką. W ten sposób jestem anonimowy, niezależny, nikt nie robi bazy informacji na temat przeprowadzanych przeze mnie transakcji, na temat moich gustów. Książki, które kupuję mogę trzymać, jak długo mi się podoba, odsprzedać, pożyczyć znajomemu, wielokrotnie skserować i nikt mi nic nie zrobi. To jest wolność, jaką powinien dysponować również konsument kultury elektronicznej. I o tę wolność trzeba walczyć.

Wzniosłe słowa.

Trzeba sobie uświadomić jedno. Internet jest polem bitwy między dwiema ideami. Jedna jest taka, że sieć powinna być przestrzenią dzielenia się kulturą, a druga taka, że powinna być przestrzenią jej reglamentowanej sprzedaży. O to, która zwycięży, toczą się teraz bitwy.

Mówi pan o ACTA?

Zgadza się. A w USA – o SOPA. Na szczęście, przynajmniej tymczasowo, udało nam się tę ustawę zablokować. Uniknęliśmy sytuacji, w której na życzenie właściciela prawa autorskiego, licencji, czy patentu zamykana jest strona WWW, która rzekomo te prawa gwałci.

Ale czy w zaostrzaniu kontroli nad treściami w Internecie nie chodzi jednak o ochronę własności intelektualnej przed piratami? Czy nie jest tak, że internauci burzą się, bo ktoś chce po prostu zakazać im kradzieży?

Tyle w pańskich pytaniach mylących terminów, że nie wiem, od czego zacząć. Używa pan na przykład pojęcia „własność intelektualna”, a to jest sztuczny termin sklecony innych z nieprzystających do siebie pojęć – prawa autorskiego, patentowego i prawa o znakach handlowych. Każde z tych praw powstało z innych powodów i innym celom miało służyć.

„Ochrona własności intelektualnej” to nic innego, jak ochrona interesów firm, które zarabiają na samym posiadaniu patentów, licencji… Mówimy tu o setkach miliardów dolarów. Mniej więcej od połowy lat ’60 nasilił się lobbing, który chce uczynić prawo chroniące „własność intelektualną” jeszcze bardziej restrykcyjnym. Pomaga w tym nawet ONZ. Używa pan również terminu „piraci” i mówi, że „kradną”. Taka retoryka jest na rękę wielkim koncernom, ale jest myląca. Piraci napadali na statki. W Internecie nie ma piratów, są tylko ludzie, którzy dzielą się muzyką, filmami, zdjęciami… Co w tym złego?

Myślę, że wiele złego jest w sytuacji, gdy ktoś włamuje się na komputer artysty i kopiuje sobie z niego nieopublikowane jeszcze dzieło, a potem dystrybuuje je wśród znajomych.

Ależ to zwykłe złodziejstwo! Ja jestem przeciwnikiem ingerowania w czyjąkolwiek prywatność. To, o czym mówię dotyczy utworów, czy oprogramowania już zakupionego, które potem ludzie kopiują. Według mnie w dzieleniu się swoją własnością nie ma niczego złego, wręcz przeciwnie – dzielenie się jest po prostu dobre.

Nie sądzi pan, że na takim „dzieleniu się” artyści, czy choćby tacy, jak pan programiści, zwyczajnie tracą?

Jeśli chodzi o muzykę, filmy, czy gry komputerowe, to na „piractwie” tracą tak naprawdę wyłącznie wielkie gwiazdy i ich wydawnictwa. Tylko im zależy na pełnej kontroli dystrybucji ich wytworów, bo przez „piractwo” są odrobinę mniej bogaci. Tymczasem artyści nieznani, młodzi twórcy tracą tak naprawdę na silnych wydawnictwach, bo silne wydawnictwa wcale nie chcą się z nimi dzielić zyskami ze sprzedanych utworów. Początkującym i mało znanym artystom zależy na tym, żeby kopiowano ich bez ich wiedzy i zgody jak najczęściej. Tylko w ten sposób świat może się o nich dowiedzieć. Wie pan, że mianem piratów po raz pierwszy zostały określone właśnie wydawnictwa przez niezadowolonych autorów? Było to na początku XX w.

Mimo wszystko w świecie, w który wszyscy wszystko kopiują twórcy nie mieliby żadnej motywacji do pracy, czy nie?

Przede wszystkim nie postuluję likwidacji prawa chroniącego artystów, czy innowatorów, a tylko naprawę tego prawa. Poza tym zakłada pan niesłusznie, że jedyną motywacją twórców są pieniądze. Tak nie jest. Kompozytor nie przestanie komponować tylko dlatego, że na tym nie zarobi. Ale nawet, gdyby to założenie było prawdziwe, to jest wiele sposobów, na które można dać zarabiać twórcom, przy jednoczesnym zaakceptowaniu faktu, że ludzie będą się ich wytworami w sposób nieograniczony dzielić.

Na przykład?

Można na przykład finansować działalność twórców z podatków. Kto jest bardziej popularny, dostaje więcej, a kto mniej – dostaje mniej. To finansowanie należałoby zorganizować tak, by nie odbywało się w systemie linearnym, a raczej takim, który nawet średnio znanym twórcom zapewniałby rozsądne dochody.

To inżynieria społeczna nie do zrealizowania.

A prawa autorskie i patenty to nie jest inżynieria społeczna? Ale ok. Mam jeszcze inny pomysł. Wystarczyłoby do każdego odtwarzacza dołączyć opcję mikropłatności za wybrane utwory. Chodziłoby o to, żeby każdy słuchający muzyki, czy oglądający film, mógł wyrazić swoje uznanie, wysyłając danemu artyście pieniądze. Ta dobrowolna płatność powinna być dla jego portfela nieodczuwalna, ale jeśli artysta byłby lubiany otrzymywałby takich małych kwot setki tysięcy.

Brzmi rozsądnie, ale trzebaby jednak prawnie zmusić producentów oprogramowania do stworzenia takiego systemu mikropłatności. To nie jest zbyt duża ingerencja w wolny rynek?

Politycy ingerują w wolny rynek w o wiele bardziej drastyczny sposób.

Wróćmy na moment do wielkich koncernów i pańskiej walki z nimi. W ramach przeciwwagi dla komercyjnego systemu operacyjnego Windows, stworzył pan własny – GNU. Czy ktoś go w ogóle używa?

Jeśli ktoś używa tzw. Linuksa, to tak naprawdę używa GNU, bo Linkux to jest tylko jądro systemu. Ale dla jasności – ja tylko zainicjowałem projekt GNU, nie jestem jego jedynym autorem. Rozwijać system pomagają tysiące ludzi z całego świata. To jest całkowicie funkcjonalny system. W działalności mojej Fundacji Wolnego Oprogramowania – wolnego, czyli takiego, które działa bez licencji i każdy może zrobić z nim co chce – chodzi o to, żeby przeciwstawiać się praktykom ograniczania swobody twórczej w Internecie.

Walczy już pan z „systemem” prawie 30 lat. Nie ma pan wrażenia, że to trochę walka z góry przegrana?

Nie. Zwolenników idei wolnego oprogramowania jest coraz więcej. Nawet wśród waszych polityków są tacy. Gdy trzy lata temu byłem w Polsce dowiedziałem się, że jej zwolennikiem jest jeden z waszych ministrów. Nazywał się chyba Waldemar Pawlak.

To minister gospodarki.

Wciąż?

Tak.

Mam nadzieję więc, że uda mu się sprawić, by w szkołach dzieciaki pracowały nie na Windowsie, a na dowolnym oprogramowaniu, które kwalifikuje się jako wolne.

Rozmawiał Sebastian Stodolak

Richard Matthew Stallman (ur. 1953) – absolwent fizyki na Harvardzie, programista, aktywista związany z Partią Zielonych. Zajmuje się promowaniem idei wolnego oprogramowania wśród polityków na całym świecie. Znany jest z krytyki wymierzonej w Steve’a Jobsa i Billa Gatesa. W 1984 r. założył kontynuowany do dzisiaj „Projekt GNU”, czyli projekt wypracowania całkowicie darmowego i podatnego na wszelkie zmiany wprowadzane przez użytkowników systemu operacyjnego. Mimo kontrowersyjnych poglądów aż 10 uznanych uniwersytetów przyznało mu doktorat honoris causa, bądź tytuł profesorowa honorowego za szczególne osiągnięcia.