Trzecia Wojna Światowa

Ciekawy rozmowa z Iben Thranholm (Dunka; współpracuje z Russia Today, chyba katoliczka). Oczywiście całą rozmowę można traktować jako czystą propagandę. Tylko dlaczego tak wiele elementów z tej rozmowy pasuje do siebie.
Pani idealizuje Rosję i Rosjan czyli wpada w taką samą pułapkę jak wielu Polaków (którzy Rosjan demonizują).

Reklamy

Mam dużo pytań – rozmowa z Małgorzatą Wassermann

“Rosjanie chcieli, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Rosyjska psycholog powiedziała mi, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Zgodziłam się. Tymczasem wśród rzeczy ojca, które mi potem oddano, były prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, różaniec, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał.” Z Małgorzatą Wassermann, córką posła PiS, rozmawia Dorota Kania (“Gazeta Polska”).

W jaki sposób dowiedziała się pani o śmierci ojca w katastrofie prezydenckiego samolotu Tu-154?
W sobotę rano z mediów. Radio RMF przerwało program, by przekazać tę informację. Później w telewizji została podana infolinia, na którą mogły telefonować rodziny. Pierwszy raz zadzwoniłam tam około 13.00. Usłyszałam, że tata wsiadł na pokład samolotu, a na chwilę obecną jedynie mogą nam zaoferować pomoc psychologa i na tym rozmowa się skończyła. Kilka godzin później na pasku informacyjnym w telewizji przeczytałam, że jest organizowany wyjazd rodzin ofiar katastrofy do Moskwy. Ponownie zadzwoniłam na infolinię – rozmawiająca ze mną kobieta powiedziała, że jest to „plotka medialna”.

Czy w sobotę zgłosił się do pani lub rodziny ktoś ze strony polskich władz?
Nie. W niedzielę rano z telewizji dowiedziałam się, że w Warszawie gromadzą się rodziny, które mają lecieć do Moskwy. Zadzwoniłam na infolinię i ustaliłam, że my dojedziemy. Około południa poinformowano nas telefonicznie, że ojciec został na sto procent zidentyfikowany i czy w takiej sytuacji nadal chcemy jechać. Kolejne telefony z taką samą informacją otrzymaliśmy z MSZ oraz infolinii. Ponieważ powiedziano nam trzykrotnie, że ojciec został zidentyfikowany na pewno i informowano nas, że nie trzeba jechać, zrezygnowaliśmy z wyjazdu do Moskwy. Poinformowano mnie również, że mogę w imieniu rodziny ustanowić pełnomocnika. W niedzielę pobrano od nas także DNA. W poniedziałek usłyszałam, jak minister Ewa Kopacz czyta listę zidentyfikowanych osób – ojca na niej nie było.

Poinformowano panią, kto rozpoznał ciało Zbigniewa Wassermanna?
Nie, ale w mediach pojawiła się wiadomość, że Jarosław Kaczyński, który był w Smoleńsku identyfikować ciało brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dokonał tej identyfikacji. Zadzwoniłam do posła Adama Bielana, który stwierdził, że identyfikacja ojca nie miała miejsca. Skontaktowałam się z biurem PiS i posłowie zaczęli ustalać, jaki jest stan faktyczny. Poseł Beata Kempa i Andrzej Adamczyk wielokrotnie dzwonili w różne miejsca, by cokolwiek ustalić. Zdecydowaliśmy, że jedziemy do Moskwy: ja, moja bratowa i dyrektor biura ojca. Bardzo szybko załatwiono nam wizy i we wtorek przed południem wylecieliśmy do Moskwy.

Co się działo po przylocie?
Od razu pojechaliśmy do instytutu medycznego, gdzie wprowadzono nas do dużej auli. Było tam mnóstwo ludzi, do których podchodzili rosyjscy prokuratorzy, tłumacz i psycholog. Gdy przyszła nasza kolej, zapytano nas o znaki szczególne ojca, wygląd i ubranie. Po ich opisaniu powiedziano nam, żeby zejść na dół, gdzie są przechowywane ciała. Ponieważ już wcześniej ustaliliśmy, że identyfikacji dokonają moja bratowa i dyrektor biura ojca, ja zostałam, a oni poszli z rosyjskim prokuratorem, tłumaczem i psychologiem.

Długo pani na nich czekała?
Zaraz po ich odejściu podeszła do mnie kobieta świetnie mówiąca po polsku, bez żadnego akcentu. Zapytała, czy zgodzę się na kilka formalności, bo będzie szybciej.

Zgodziła się pani?
Oczywiście, że tak. Powiedziano mi, żebym podpisała dokument, że są to zwłoki ojca. Zadzwoniłam do bratowej, która potwierdziła identyfikację. Podpisałam dokument i wtedy rozpoczęło się przesłuchanie. W pewnym momencie pani psycholog, która wcześniej do mnie podeszła, powiedziała mi, że przesłuchujący mnie rosyjski prokurator, do którego zwracała się po imieniu, jest szefem wszystkich prokuratorów. Zapytałam wtedy, czy ona jest Rosjanką – powiedziała, że tak. Byłam zaskoczona, bo mówiła w naszym języku jak rodowita Polka.

“Rosjanie chcieli, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Rosyjska psycholog powiedziała mi, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Zgodziłam się. Tymczasem wśród rzeczy ojca, które mi potem oddano, były prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, różaniec, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał.” Z Małgorzatą Wassermann, córką posła PiS, rozmawia Dorota Kania (“Gazeta Polska”).

Była cały czas podczas pani przesłuchania?
Tak, siedziała przy mnie i cały czas do mnie mówiła.

Ile trwało przesłuchanie?
Prawdopodobnie około sześciu godzin.

Dlaczego tak długo?
Zaczęło się od spisywania moich danych. Prokurator mając przed sobą mój paszport, w którym były moje dwa imiona, zapytał mnie, czy używam jednego imienia, czy dwóch. Odpowiedziałam, że jednego. Wpisał jedno imię w protokół, a ja na chwilę wyszłam. Po powrocie stwierdził, że w paszporcie są dwa imiona i trzeba na nowo spisać protokół. Wówczas odpowiedziałam, że przecież o tym wiedział, mało tego, dokładnie mnie o to pytał. Powiedziałam, że jestem prawnikiem i z mojej wiedzy wynika, że na dole protokołu możemy dopisać informacje o drugim imieniu. Usłyszałam, że tego nie przewiduje rosyjska procedura i wszystko trzeba spisać na nowo. Pytano mnie, gdzie pracuję, jaki jest adres mojej pracy i telefon, gdzie mieszkam. Po zakończeniu odbierania danych ponownie na moment opuściłam pokój. Kiedy wróciłam, któraś z tych osób podała mi długopis i ja się podpisałam. Za chwilę okazało się, że znowu pojawił się problem, bo na jednej stronie podpisałam się na niebiesko, a na innej na czarno. I znów prokurator powiedział mi, że wszystko musimy zrobić od nowa, ponieważ w rosyjskiej procedurze dokumenty muszą być podpisane jednym kolorem długopisu. Po jakimś czasie odmówiłam udziału w dalszych czynnościach, na co Rosjanka przedstawiająca się jako psycholog, tłumaczyła mi, że jestem w szoku, dlatego nic nie rozumiem, i chciała podać mi leki uspokajające

Zażyła je pani?
Nie byłam w szoku, wiedziałam, co się dzieje, i żadne leki nie były mi potrzebne. Zresztą polscy psychologowie powiedzieli później, że byliśmy jednymi z najbardziej opanowanych i spokojnych ludzi, którzy przyjechali na identyfikację.

Po spisaniu danych przesłuchanie trwało nadal?
Tak. Samo spisywanie danych i poprawki trwało ponad dwie godziny. Później prokurator pytał mnie, kto mieszka z ojcem w domu, jak ma na imię druga wnuczka i po co przyjechał do Rosji. Odpowiedziałam, że siedemdziesiąt lat temu zostali tutaj zamordowani polscy oficerowie i przyjechał oddać im hołd.

O co jeszcze pytał rosyjski prokurator?
Czy przyjechałam razem z ojcem do Rosji, kiedy ostatni raz się z nim widziałam, kiedy przekraczałam razem z nim granicę. Kolejne pytanie dotyczyło tego, kto z nim przyjechał. Zapytałam, czy mam wymienić nazwiska wszystkich pozostałych 95 osób, które zginęły w katastrofie. Po tym pytaniu powiedziałam, że chcę już zakończyć czynności i nie będę dalej zeznawać. Tym bardziej że moja bratowa i dyrektor biura ojca czekali na mnie na dole. Stwierdziłam, że chcę zabrać rzeczy taty, i mimo że wcześniej powiedzieli, że będę musiała oddać krew – bo ich nie interesuje materiał genetyczny pobrany w Polsce – odmówiłam. Wówczas dowiedziałam się, nie oddadzą ciała ojca, dopóki nie pobiorą mi krwi.

Zgodziła się pani?
Tak, ale zanim to nastąpiło, prokurator zapytał mnie, na ile wyceniamy to, co się stało. Odpowiedziałam, że ta tragedia nie ma ceny
i nie jest w stanie
wyobrazić sobie, co przeżywamy. Dodałam, że nie będziemy skarżyć państwa rosyjskiego za tę katastrofę, na co on stwierdził, że nigdy nic nie wiadomo.

Po oddaniu krwi pojechała pani do hotelu?
Ponieważ towarzyszące mi osoby musiały opuścić budynek, zadzwoniłam do polskiej ambasady i po kilkunastu minutach przyjechał nasz przedstawiciel, który towarzyszył mi do końca czynności. Nie skorzystałam z propozycji prokuratora, że osobiście odwiezie mnie do hotelu.

Jak zakończyło się przesłuchanie?
Powiedzieli mi, żebym podpisała oświadczenie, że mogą spalić rzeczy ojca. Zadzwoniłam do mamy, ona chciała je odzyskać. Wtedy rosyjska psycholog stwierdziła, że są to strzępy ubrania pobrudzone krwią, benzyną i błotem i właściwie nic z nich nie zostało. Ostatecznie zgodziłam się więc na ich spalenie i podpisałam dokumenty. Teraz tego żałuję.

Dlaczego?
Bo czas na analizę i przemyślenia przyszedł w Polsce. Rozpoznałam rzeczy ojca, które mi oddano: prawie niezniszczone blankiety biletów LOT, z których korzystał w Polsce na trasie Kraków–Warszawa, różaniec i etui, harmonogram pobytu w Katyniu, telefon komórkowy, który nie był uszkodzony i działał. Jeżeli ubranie było kompletnie zniszczone, to gdzie był telefon i dlaczego ocalał? Skąd Rosjanie wiedzieli, że to jest właśnie jego telefon? Dlaczego w tak dobrym stanie zachowały się papierowe bilety i harmonogram, które ojciec miał przy sobie, a ubranie w katastrofie zostało całkowicie zniszczone? Na te pytania chyba mi już nikt nie odpowie.

http://www.niezalezna.pl/

MIJI czyli jak sprowadzić samolot na ziemię

Z prof. Markiem Janem Chodakiewiczem, historykiem, dziekanem Instytutu Polityki Międzynarodowej w Waszyngtonie (The Institute of World Politics), rozmawia Marta Ziarnik

Jak w Ameryce komentowano katastrofę prezydenckiego tupolewa?

– Katastrofa była omawiana przez wszystkie media przez kilka dni, ale teraz zapanowała cisza. Media uznały, że sprawa przeszła, więc nie jest to już nic ciekawego. Wśród elit jest consensus, że najważniejsze są dobre stosunki z Rosją. Polska jest tylko przypisem, który zwykle przeszkadza w dogadywaniu się z Kremlem.

Amerykańscy eksperci wskazują przyczyny wypadku?

– Naturalnie, wszyscy wyrazili smutek z powodu katastrofy. Jednak głębszych analiz właściwie nie było. Powtarzam: większość chce dobrych stosunków z Rosją. Dlatego prawie odruchowo przejęto rosyjską propagandę na temat katastrofy. Prawie wszyscy od razu pisali o winie polskich pilotów. Skąd taka wiedza? Tutaj, w USA, czasami pracuje się kilka lat, zanim oficjalnie ustali przyczynę wypadku lotniczego. Trzeba zbadać wszystkie możliwości. Tylko garstka ekspertów związana z obronnością i służbami specjalnymi nieoficjalnie stawia trudne pytania, włączając w to możliwość zamachu.

Śledztwo prowadzą Rosjanie. Jak ten fakt odbierany jest w USA?

– Po raz kolejny reakcja Ameryki odzwierciedla chciejstwo dobrych stosunków z Moskwą. Samolot spadł na terytorium rosyjskim, a więc śledztwo prowadzą Rosjanie. To normalne. Poza tym polski rząd się z tego rozwiązania cieszy i temu przyklaskuje. To odpowiada oczekiwaniom właściwie wszystkich: USA, UE i Rosji. A to, że Polacy nie są poinformowani, to normalne. Jak już wspominałem, amerykańska opinia publiczna czeka czasami kilka lat na ekspertyzę. Różnica jest taka, że amerykańscy eksperci stawiają trudne pytania i sprawdzają wszystkie możliwości. Co robią rosyjscy czy polscy eksperci rządowi, trudno powiedzieć. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby samolot z amerykańskim prezydentem na pokładzie spadł we Francji. Amerykanie wychodziliby ze skóry, żeby ustalić, co się stało. Takiej postawy ze strony polskiej nie widać. Jest to na rękę światowemu filomoskiewskiemu consensusowi.

W jednym z artykułów poruszył Pan wątek techniki zwanej meaconingiem.

– Wspomniałem o pewnych aspektach „wojowania elektronicznego” – electronic warfare. Chodzi o MIJI (Meaconing, Intrusion, Jamming, and Interference). Jak pisałem, meaconing to przechwytywanie i ponowne odgrywanie sygnałów nawigacyjnych na tych samych falach, co powoduje zanik orientacji i utratę zdolności nawigacyjnych zaatakowanego elektronicznie celu (czyli np. samolotu, statku itp.). Rezultatem tego jest zamieszanie i uzyskiwanie przez załogi powietrzne bądź naziemne nieprawidłowych wskaźników lokacyjnych. W ten sposób można wciągnąć samolot w pułapkę, wysłać pilota nad fałszywy cel, a nawet spowodować katastrofę maszyny. Podobnym celom służą elektroniczne włamywanie się (intrusion), zagłuszanie (jamming) i przeszkadzanie (interference).

Na jakich danych opiera Pan swoją wiedzę w tej materii?

– Na literaturze specjalistycznej. Służę bibliografią. A literaturę wskazali mi moi koledzy i przyjaciele z pracy. Wytłumaczyli, na czym to wszystko polega z technicznego punktu widzenia. Tak się składa, że jestem dziekanem w jedynej na świecie prywatnej uczelni podyplomowej – The Institute of World Politics, która kształci dyplomatów, specjalistów od obronności i oficerów wywiadu i kontrwywiadu.

Na ile technika meaconingu jest znana w Rosji? Czy może Pan podać przykłady jej użycia?

W czasie zimnej wojny Zachód stracił kilkaset samolotów, które zostały zwabione w przestrzeń powietrzną Związku Sowieckiego. Zestrzelono ok. 70 samych tylko amerykańskich samolotów. Na przykład 2 września 1958 roku dwa MiGi-19 zestrzeliły amerykańskiego EC-130 Hercules nad Armenią. Sowieci mieli tam potężny nadajnik radiowy, który wysyłał fałszywe sygnały do amerykańskiej załogi, która bezwiednie wleciała nad ZSRS.

Czy, Pana zdaniem, ta tragedia zmieniła coś w sposobie postrzegania Polski przez rząd USA?

– Nic nie zmieniła. Co najwyżej Biały Dom cieszy się, że rząd Tuska siedzi cicho, czy też robi dobrą minę do złej gry.

Jak Amerykanie komentowali zapowiedź Baracka Obamy o wzięciu udziału w pogrzebie Lecha Kaczyńskiego, a w końcu rezygnację z tych planów?

– Minimalnie. Głównie Polonia ekscytowała się tymi zapowiedziami. A gdy wizytę odwołano, nie zrobiło to na nikim wrażenia. Większość i tak nie wiedziała, że Obama wybierał się do Polski.

Prezydent Gruzji, chcąc być na pogrzebie prezydenta, wiele godzin spędził w samolocie.

– Tak, ale prezydentowi Gruzji na tym zależało. Obamie, widać, nie.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: http://chodakiewicz.salon24.pl

Zamach – słowo tabu

Autor:  Łukasz Warzecha

10 kwietnia był takim wstrząsem, że można częściowo zrozumieć, iż przez ostatni tydzień stosunkowo niewiele mówiło się o możliwych przyczynach katastrofy prezydenckiego samolotu. Pora zacząć domagać się odpowiedzi.

Na początek kilka uwag ogólnych. W przypadku każdej katastrofy lotniczej, a już z całą pewnością katastrofy, w której ginie wielu ważnych polityków, w tym znaczna część tych, którzy odpowiadali za prowadzenie określonej polityki zagranicznej wobec ościennego państwa, z którym stosunki bywają trudne, a które dalekie jest (wbrew bajaniom ministra spraw zagranicznych) od demokracji, normalne byłoby uznanie zamachu za jedną z podstawowych hipotez. Po katastrofie tupolewa słowo „zamach” zostało uznane za tabu.Nie wiem, czy którykolwiek z przedstawicieli władz użył go choćby raz w oficjalnej wypowiedzi, nawet po to, aby poinformować, że i to brane jest w śledztwie pod uwagę i że na obecnym etapie nie ma powodu, aby tę hipotezę uznać za prawdopodobną.

Niektórzy w gorącej wodzie kąpani zwolennicy Prezydenta Kaczyńskiego wydają się mieć już pewność, że zamach miał miejsce. Jego przeciwnicy z kolei a priori uznali, że na pewno mieliśmy do czynienia z wypadkiem; no, może jeszcze z niewielkim udziałem samego Lecha Kaczyńskiego, który na pewno zmuszał pilotów do lądowania. Obie postawy są nieracjonalne. Racjonalne i wskazane jest w tym momencie stawianie pytań, wyłapywanie wątpliwości i domaganie się odpowiedzi.

Uprawnia nas do tego nie tylko zasada, że zamach powinien być jedną z hipotez niejako z automatu, ale też czysto hipotetyczne rozważenie zysków i strat, jakie mogłyby dotyczyć potencjalnych sprawców. Polska, przez swoje zaangażowanie choćby w Afganistanie, może się teoretycznie stać celem klasycznych islamskich terrorystów i również tej hipotezy nie można wykluczać. Bardziej oczywista jest jednak hipoteza o jakiejś formie rosyjskiego udziału w katastrofie. Sceptycy lekceważąco stwierdzają, że Lech Kaczyński nie stanowił już żadnego zagrożenia dla ewentualnych planów rosyjskiej ekspansji (oczywiście nie militarnej, Rosja posługuje się innymi metodami), bo przecież jego kadencja dobiegała końca, szanse na ponowny wybór miał małe.

To myślenie nie uwzględnia kilku czynników. Po pierwsze – małe nie oznacza: żadne. Wynik wyborów nie był w żadnym stopniu rozstrzygnięty. Po drugie– wraz z prezydentem zginęła znaczna część jego współpracowników, ludzi, którzy mieli do odegrania w polskiej polityce znaczącą rolę, a podzielali poglądy Lecha Kaczyńskiego na politykę zagraniczną oraz innych uczestników polskiego życia publicznego, którzy z rosyjskiego punktu widzenia mogli być problematyczni. Po trzecie– na pokładzie miał być także Jarosław Kaczyński, który wycofał się w ostatniej chwili. Wszystko to wystarczyłoby jako odpowiedź na pytanie cui prodest.

Trzeba też pamiętać, że fizyczna likwidacja politycznych przeciwników – coś, co w naszych europejskich głowach może się dzisiaj nie mieścić – nie jest dla rosyjskich elit rządzących niczym niezwykłym. To wręcz część rosyjskiej tradycji politycznej. Mój znajomy powtórzył mi słowa pewnego eksperta od terroryzmu, którego spytał o katastrofę: „Zrób coś tak bezczelnego, żeby nikt nie uwierzył, że to ty zrobiłeś”. W Tu 154M wszyscy byli podani jak na tacy. Gdzieś w Moskwie mogło paść pytanie, czy wolno zmarnować taką okazję.

Ale nie idźmy od razu zbyt daleko. Możliwe są trzy stopnie rosyjskiego zaangażowania w katastrofę.

1. Zwykłe niedbalstwo, bylejakość i lekceważenie. Samolot mógł się rozbić, bo kontroler na wieży mógł być pijany, a żarówki w lampach nie wkręcone.

2. Nie chodziło o doprowadzenie do katastrofy, ale o utrudnienie Prezydentowi udziału w uroczystościach poprzez uniemożliwienie mu lądowania w Smoleńsku. Gdyby polscy piloci uznali, że nie mogą tam wylądować, Lech Kaczyński musiałby lecieć do Mińska lub Moskwy, tam musiałby zostać zorganizowany transport, trzeba by przejechać kilkaset kilometrów i cała ceremonia zostałaby rozwalona. Dodatkowo Janusz Palikot mógłby znowu kpić, że Lech Kaczyński nawet do Katynia nie potrafi zdążyć. Katastrofa byłaby zatem swoistym „wypadkiem przy pracy”.

3. Chodziło o to, aby samolot się rozbił. Tu istnieją dwie możliwości: albo sprawa odbywała się za wiedzą najwyższych władz, albo była inicjatywą którejś ze zwalczających się frakcji w rosyjskiej elicie władzy, mającą potencjalnie zaszkodzić przeciwnikom być może bardziej niż Polsce.

Wśród wielbicieli teorii spiskowych krąży niestety całe mnóstwo kompletnie nieprawdopodobnych hipotez, które sprawiają, że łatwo wykpić tych, co stawiają zasadne pytania. Kwintesencją tej szkodliwej roboty jest legenda, jaką otoczony jest filmik, nakręcony telefonem komórkowym przez jakiegoś Rosjanina, który trafił na miejsce katastrofy prawdopodobnie kilka minut po niej. Także w Salonie24 pełno jest egzegez tego materiału. Gdyby im uwierzyć, trzeba by przyjąć, że po katastrofie część pasażerów przeżyła, była w stanie chodzić, a nawet dość donośnym głosem nakazywać sobie spokój, zaś po lesie dziarsko biegały oddziały rosyjskich morderców, strzałami z pistoletów, przy wielu świadkach (i kręcącym filmik), dobijając rannych. Egzegeci filmiku słyszą na nim błaganie „Nie zabijajcie nas!” oraz widzą machające lub czołgające się postacie.

W rzeczywistości filmik jest tak kiepskiej jakości, że usłyszeć można na nim i zobaczyć dosłownie wszystko, co się chce. Dopiero obróbka specjalistycznymi programami, którymi dysponują jedynie służby specjalne, mogłaby dać odpowiedź, czy widać na nim coś podejrzanego czy nie. Żaden zdrowo myślący sceptyk nie zobaczy tam nic niezwykłego. Polskie nawoływania to prawdopodobnie głosy delegacji z ambasadorem Bahrem na czele, a strzały to milicjanci, odstraszający gapiów. I tyle. Rosjanie zaś musieliby być niespełna rozumu, aby najpierw zadać sobie trud doprowadzenia do katastrofy, a potem wysyłać na miejsce, położone obok ruchliwej drogi, oddział siepaczy do dobijania rannych.

Apeluję więc o pozostawienie na boku teorii z dziedziny fantastyki, a zajęcie się pytaniami, które faktycznie budzą wątpliwości. Wiemy już raczej na pewno, że bezpośrednią przyczyną katastrofy był fakt, iż samolot znalazł się zbyt blisko ziemi. Pozostaje wyjaśnić, czemu się tak stało. Żadne z dotąd przedstawionych wytłumaczeń nie jest przekonujące. Początkowe zwalanie winy na mgłę nie przekonuje. Mieliśmy pilota, który lądował na tym lotnisku dwa dni wcześniej jako drugi, miał tysiące godzin doświadczenia, a sam samolot wyposażony był w dwa wysokościomierze i system TAWS, mierzący odległość od ziemi na podstawie zawartych w pamięci danych o ukształtowaniu terenu wokół lotnisk na całym świecie. Lotnisko w Smoleńsku też powinno tam być. TAWS jest tak skuteczny, że podobno od pięciu lat żaden wyposażony w niego samolot nie rozbił się przy lądowaniu.

Najnowsze wyjaśnienia strony rosyjskiej są kompletnie niedorzeczne. Mówią o tym, że pilot nie wziął pod uwagę specyficznych cech rosyjskiej maszyny. Kapitan samolotu prezydenta miał na nim wylatane dobrze ponad 1000 godzin. Piloci z rządowego pułku to najlepsi fachowcy w Polsce. Sugerowanie, że mogli nie znać zachowań kierowanej przez siebie maszyny jest niepoważne.

Poniżej umieszczam listę pytań, które budzą moje wątpliwości. Nie wykluczam, że część spośród nich ma całkiem racjonalne, przypadkowe wyjaśnienia, których nie znam m.in. dlatego, że wymagają specjalistycznej wiedzy, niemniej uważam, że na wszystkie powinniśmy uzyskać odpowiedź.

1. Z jakiego powodu już kilkadziesiąt minut po katastrofie strona rosyjska zaczęła przedstawiać bardzo daleko idące tezy, dotyczące przebiegu wypadku, które następnie nie znalazły potwierdzenia (m.in. teza o pięciokrotnej próbie podejścia do lądowania)?

2. Czy z punktu widzenia meteorologii wytłumaczalna jest sytuacja, w której mgła pojawia się nie rano, ale później, przy generalnie nie zmienionych warunkach? Mgły zwykle zalegają rano (czyli np. w porze lądowania jaka z dziennikarzami), a następnie ulegają rozproszeniu. Sytuacja odwrotna wydaje się niezwykła.

3. Czy nad lotniskiem zalegała mgła czy też mieliśmy tylko do czynienia z niską podstawą chmur?

4. Jaki był cel czterokrotnego okrążenia lotniska przez polskiego pilota? Tu istnieją bardzo rozbieżne wersje, włącznie z tym, że samolot zrzucał paliwo.

5. Czy wiemy coś o działaniu systemów pomiaru wysokości w tupolewie?

6. Jak wygląda elektroniczna mapa lotniska w Smoleńsku, zawarta w systemie TAWS?

7. Jak wyglądała kwestia dostępu przedstawicieli RP do miejsca katastrofy? Jak szybko Polacy mogli włączyć się w prace nad zabezpieczeniem szczątków maszyny?

8. Jak ścisła była kontrola strony polskiej nad tym, co robiła strona rosyjska na miejscu?

9. Dlaczego polski rząd nie zaproponował powołania międzynarodowej komisji ds. zbadania katastrofy?

10. Jakie jest wyjaśnienie kwestii dwóch „dodatkowych” ciał, znalezionych ma miejscu katastrofy (pisała o tym „Rzeczpospolita”)?

11. Czy to prawda, że po wizytach Tuska i Putina została zdemontowana dodatkowa aparatura naprowadzająca? Jeśli tak, to dlaczego i czy mogłaby ona pomóc pilotowi prezydenckiego samolotu w lądowaniu?

12. Dlaczego strona polska nie postawiła żądania, aby wszystkie odnalezione ciała zostały natychmiast przetransportowane do Polski, gdzie równie dobrze można by – przy współudziale rosyjskich śledczych – dokonać ich identyfikacji?

13. W jakim zakresie przedstawiciele Polski mogli mieć kontrolę nad tym, jak przebiegało poszukiwanie ciał oraz nad tym, jaki był los tych już odnalezionych?

14. Dlaczego nie było ani jednej sekcji zwłok?

15. Andrzej Seremet stwierdził, że piloci mieli świadomość, iż samolot się rozbije, jakieś trzy do pięciu sekund przed katastrofą. Najnowsze informacje (dziś znów dementowane) mówią o tym, że „szum” z kabiny pasażerskiej narastał na nagraniu z czarnej skrzynki kilkadziesiąt sekund przed katastrofą, co może świadczyć o tym, że pasażerowie już wówczas mieli świadomość, iż coś przebiega nie tak. Co mogło spowodować taką reakcję kilkadziesiąt sekund przed rozbiciem się maszyny?

16. Jak wytłumaczyć niespójne i rozbieżne wypowiedzi rosyjskiego kontrolera lotów ze Smoleńska na temat przebiegu lądowania?

17. W jakim stopniu od komunikacji z wieżą zależał przebieg lądowania?

18. Jakie są wnioski z analizy wspomnianego wyżej filmu (prokuratura miała go badać, rezultatów nie znamy do dziś).

19. Jak ścisłą kontrolę strona polska sprawowała nad czarnymi skrzynkami? Czy hipotetycznie strona rosyjska mogła dokonywać w nich manipulacji? Dlaczego skrzynki trafiły do Moskwy, a nie do Warszawy?

20. Jaki wpływ na przebieg śledztwa mogło mieć to, że na czele komisji stanął Władimir Putin? Czy to nie paraliżowało np. zgłaszania uwag przez stronę polską i czy nie oznaczało to upolitycznienia komisji? Czy to normalne, że na czele komisji ds. zbadania wypadku lotniczego staje premier państwa?

21. Jak wyglądały procedury kontroli rządowych samolotów po wizytach remontowych w Rosji? Czy strona polska brała pod uwagę możliwość ingerencji w jakiekolwiek układy i instalacje samolotu przez Rosjan? (Te wątpliwości były w przeszłości podnoszone wiele razy, ale po katastrofie jakoś zamilkły.)

22. Czy polscy śledczy przeprowadzili wizję lokalną na miejscu? Czy mieli możliwość przesłuchania okolicznej ludności np. w celu zorientowania się, czy w pobliżu lotniska w czasie lądowania tupolewa działo się cokolwiek podejrzanego (parkował jakiś budzący podejrzenia pojazd, widać było jakąś niezwykłą aktywność itp.)?

23. Czy została podjęta próba dotarcia do autora wspomnianego filmiku, umieszczonego w Internecie?

Podobnych pytań zebrałoby się zapewne sporo więcej (wyłączając te naiwne lub mało rozsądne). Niestety, zachowanie polskiego rządu sprawia jak najgorsze wrażenie. Samo unikanie słowa „zamach” każe sądzić, że została podjęta polityczna decyzja, aby tego wątku w ogóle w śledztwie nie uwzględniać, a jeśli nawet, to wyłącznie nieoficjalnie, co oznacza, że gdyby miało się okazać, iż Rosjanie odegrali jednak w katastrofie jakąś rolę, to i tak wszystko to zostanie zamiecione pod dywan.

Obawiam się, że lukier rzekomego polsko-rosyjskiego porozumienia ma przykryć wszelkie żądania wyjaśnienia wątpliwości. Bredzenie Radosława Sikorskiego o „emocjonalnym przełomie” we wzajemnych stosunkach pokazuje, jaka jest obowiązująca oficjalnie linia.

Żródło: „Zamach” – słowo tabu

2010-04-19

Tragedia – a co na to Rosjanie

Kaczyński nie wierzył w mgłę. „Mgła” oznaczała jedynie powitanie przez Putina, który w przeddzień polskich wyborów zawiązuje sojusz z Tuskiem, jak Katarzyna skorzystała z usług Branickiego i Potockiego. Mur ambasady polskiej zasypano kwiatami. W telewizji w porze najlepszej oglądalności puszczono „Katyń”. W Rosji ogłoszono żałobę narodową, Putin z namiotu osobiście kieruje odprawą ciał, a na stronie Miedwiediewa pojawiły się kondolencje w języku polskim. Po raz pierwszy od wielu lat nie wstyd mi za mój kraj. Gdybyśmy zawsze tak się zachowywali, nie byłoby ani wojny sierpniowej, ani „gazowej”, ani Katynia-2, a Rosja cieszyłaby się u swoich byłych kolonii takim samym szacunkiem co Imperium Brytyjskie. Wyobraźmy sobie, że na krótko przed wyborami prezydenckimi na Ukrainie, aby ostatecznie dobić niepopularnego i nieudolnego Juszczenkę, premier Putin postanowił wytrącić mu z rąk główny atut, jego osobisty temat – Wielki Głód na Ukrainie. I przyznał osobistą odpowiedzialność Stalina za Wielki Głód… przed premier Tymoszenko. I tych dwoje trzy dni przed pamiętną datą przyleciało w miejsca uświęcone przez Wielki Głód. A Juszczenki nie zaprosili, gdyż taki właśnie był cel: dobić notowania Juszczenki. Wystawić go jako nieudolnego nacjonalistę, który nie umie się dogadywać. A jako że lotnisko, na które przylecieli premierzy, było lotniskiem wojennym i przestarzałym, dla zapewnienia normalnego lądowania Putina przywieziono na nie odpowiedni sprzęt. I wszystkie gazety napisały, że Putin okazał skruchę z powodu Wielkiego Głodu. A potem, po kilku dniach, na to samo lotnisko, wtedy już opustoszałe, przyleciał śmieszny, nikomu niepotrzebny prezydent Juszczenko, którego premierzy nie zaprosili do siebie, choć Wielki Głód to jego osobisty, bolesny temat. I wtedy samolot Juszczenki się rozbił. Wyobrazili sobie państwo? To właśnie się stało: tyle że nie z Ukrainą, a z Polską. (Informacja o tym, że w celu zapewnienia bezpieczeństwa lądowaniu Putina i Tuska na lotnisku coś tam przywieziono, a potem – rozumie się samo przez się – odwieziono, pojawiła bezpośrednio w eterze jak dotąd jeden jedyny raz w „Echach Moskwy” – w ustach telefonującego lotnika.) Relacje między Rosją a Polską – dwoma słowiańskimi narodami, z których jeden przegrał bitwę o hegemonię z powodu swojej anarchii, a drugi zmiażdżył ten pierwszy z pomocą samodzierżawia – w ostatnich trzystu latach ułożyły się wysoce niekorzystnie. Rosyjskie władze Polaków zarzynały, wieszały, zsyłały na Syberię, a także przeciągały na swoją stronę. Jednej tylko rzeczy rosyjskie władze nie robiły: one Polaków nie nienawidziły. Narody nigdy nie nienawidzą tych, których ujarzmiły. Nienawidzą, gdy same zostaną ujarzmione. Za Putina wszystko się odmieniło: w działaniach Kremla coraz widoczniejsza stała się jakaś niska, wstrętna nienawiść wobec biednych kolonii. Wobec Polski, Gruzji, Ukrainy. 4 listopada – wysoce wątpliwa data, kiedy to Polaków rzekomo wygnano z moskiewskiego Kremla, nagle, czterysta prawie lat po dawno zapomnianych zdarzeniach, została ogłoszona świętem ogólnonarodowym, i to nie byle jakim, tylko w myśl najlepszych tradycji dwójmyślenia, dniem zgody i pojednania. Później doszło do przykrego wypadku pobicia dzieci rosyjskich dyplomatów przez polskich chuliganów. Miało się wrażenie, że Kremlowi pomyliło się znaczenie słowa „imperium”. Imperium było wtedy, gdy Suworow topił przedmieścia Warszawy w krwi. Natomiast gdy specjalnie wyszkoleni ludzie biją dyplomatów na moskiewskich ulicach – to nie jest imperium. To motłoch. Jednak, rzecz jasna, najważniejszą kwestią w stosunkach dwóch państw pozostawał Katyń. Władze rosyjskie potraktowały rodziny pomordowanych Polaków tak samo bezczelnie, jak rodziny lekarzy przejechanych przez wiceprezydenta Łukoila w alei Lenina. W 2006 r. Główna Prokuratura Wojenna odrzuciła powództwo rodzin rozstrzelanych, a nawet odmówiła przekazania do sądu materiałów sprawy, oznajmiając, że większość spośród 183 tomów opatrzona jest gryfem tajności. W październiku 2008 r. odmówił im Sąd Chamowniczeski, a w styczniu 2009 r. – Sąd Najwyższy RF. Wtedy bliscy zwrócili się do Strasburga, a Główna Prokuratura Wojenna przesłała tam zadziwiające pismo, z którego wynikało, że jej, prokuraturze, nikt nie udowodnił, iż w Katyniu kiedyś kogoś rozstrzelano. („Niemożliwe okazało się uzyskanie informacji dotyczących wykonania decyzji o rozstrzelaniu konkretnych osób, ponieważ wszystkie dokumenty zostały zniszczone i odzyskanie ich jest niemożliwe”.) Równocześnie media kontrolowane przez Kreml prowadziły natarcie w dwóch kierunkach. Rosyjskim czytelnikom sugerowano, że, po pierwsze, pytanie, kto rozstrzelał Polaków, „wciąż pozostaje otwarte”, wzywano do „nieprzyklejania etykietek” i „rozpoczęcia poważnej dyskusji” o tym, kto miał rzekomo rozstrzelać polskich oficerów, Stalin czy Hitler. Po drugie, piarowcy Kremla forsowali tezę, że Katyń to historyczny odwet za czerwonoarmistów zamorzonych głodem w obozach dla jeńców wojennych po wojnie z „Białopolakami”. W wywiadzie z Natalią Narocznicką dla „Komsomolskiej prawdy”, opublikowanym w przededniu wizyty Putina w Polsce, który wywołał w Polsce niebywały skandal, powiedziano nawet, że obozy te stały się dla Niemców prototypem obozów koncentracyjnych. To znaczy, po pierwsze, że my Polaków nie zabijaliśmy, a po drugie – było za co. I nagle, na wiosnę 2010 roku, wszystko to, jak na komendę, skończyło się. W telewizji zamiast Narocznickiej pokazano „Katyń” Wajdy, a Putin pojechał do Katynia razem z Donaldem Tuskiem. Co się stało? Odpowiedź na to pytanie łatwo da ten, kto przeczyta The Wall Street Journal z 8 kwietnia 2010 roku – to znaczy z następnego dnia po wizycie Putina i Tuska w Katyniu. „Cały gazowy przemysł Polski i specjalny przedstawiciel USA ds. energetyki zebrali się na konferencję na temat gazu łupkowego sponsorowanej przez Chevron, ExxonMobil i Halliburton. Gazowi giganci z USA rozpoczną badawcze odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie ich sukcesu energetyka Polski, jej problemy ekologiczne, a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić. I taka właśnie jest odpowiedź na to pytanie. Całość nowej imperialnej polityki Rosji budowana była na fakcie, że my mamy nasz światowy Gazprom i rurę naszego światowego gazociągu wsadzimy Polakom to samo miejsce, co i Ukraińcom. A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem i że, jeżeli nie podejmie się środków, to być może to Polska będzie eksportować gaz do Europy. I że polskie władze należy natychmiast przeciągnąć na naszą stronę, gdyż sprawa wydobycia gazu łupkowego w Polsce jest, jak wiadomo, polityczna i w dużym stopniu zależy od tego, która partia wygra następne wybory. Prawo i Sprawiedliwość Lecha Kaczyńskiego, zaciekłego nacjonalisty, populisty, antykomunisty, człowieka, dla którego Katyń to jego osobisty ból i który w każdą rocznicę osobiście składa w Katyniu prywatną wizytę. Albo Platforma Obywatelska Donalda Tuska, racjonalnego pragmatyka, który gotów jest przyjaźnić się ze wszystkimi, z wyjątkiem, ma się rozumieć, prezydenta Kaczyńskiego – ponieważ ci dwaj nawet ze sobą nie rozmawiają. I trzy dni przed dniem pamięci ofiar Katynia dwaj premierzy – Putin i Tusk – pojechali do Katynia. Przyjechali specjalnie trzy dni wcześniej, żeby nie zapraszać prezydenta Kaczyńskiego i mieć możliwość go uprzedzić. I tam, przed kamerami, Putin uklęknął. A świat doznał wstrząsu, tak że żadne zachodnie medium nie zauważyło małego zastrzeżenia, jakie poczynił odnośnie do sowieckich czerwonoarmistów zamęczonych w polskiej niewoli (pokłóciłam się z przyjaciółmi, że Putin nie daruje sobie tego zastrzeżenia). A trzy dni później, w prawdziwy Dzień Pamięci, przyleciał polski prezydent Kaczyński – niepopularny, szalony, nacjonalista, który według sondaży przegrywał w drugiej turze prezydenckich wyborów z każdym kandydatem. Zabrał ze sobą całą polską elitę w nadziei, że uda mu się przebić swoją prywatną wizytą wizytę nienawidzącego go Tuska złożoną nienawidzącemu go Putinowi i rozumiał, że wizyta ta nie przyniesie żadnego efektu: ci dwaj już się „odpiarzyli”. Więc kiedy powiedziano mu: „mgła”, on oczywiście dał rozkaz lądowania. Ponieważ zdarzył się już taki wypadek, kiedy w trakcie wojny rosyjsko-gruzińskiej prezydent Polski poleciał, z prezydentami Ukrainy, Estonii i Litwy na pokładzie, do Tbilisi, i powiedziano mu, że Rosjanie mogą strącić samolot i trzeba lądować w Azerbejdżanie. I wtedy prezydent Polski podjął decyzję, jaką przystoi podejmować prezydentowi: nakazał lądować w Tbilisi. A dowódca samolotu podjął decyzję, jaką przystoi podejmować dowódcy samolotu: wylądował w Baku. Wtedy Kaczyński wystąpił na spotkaniu w Tbilisi i oświadczył: „Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a może i mój kraj”. Wtedy polskie MSZ oświadczyło, że jest to „prywatna opinia” prezydenta Kaczyńskiego. Wtedy premier Tusk, którego wszystkie rozsądne ustawy Kaczyński w tamtym okresie wetował, przyznał pilotowi nagrodę za lądowanie w Baku. Rankiem 10 kwietnia, wiedząc, że w Rosji nie jest mile widziany, prezydent Polski nie mógł nie nakazać lądowania samolotu. To nie była samowola, nie była wielkopańskość: to w Rosji dyplomaci rozbijają się po pijaku, strzelając ze śmigłowca do owiec górskich. Było to wynikiem wszystkiego, co antykomunista, nacjonalista, nowy Kościuszko, nowy Sikorski, człowiek, w którego krwi tętniły rozbiory Polski 1772, 1793, 1795 i 1939 roku, powstania 1794, 1830 i 1863 roku, pakt Ribbentrop-Mołotow, Katyń, Powstanie Warszawskie, Solidarność – wynikiem wszystkiego, co prezydent Polski Lech Kaczyński myślał o Rosji. Nie wierzył Kaczyński w żadną mgłę. „Mgła” oznaczała dla niego jedynie polityczne powitanie przez Putina, który w przeddzień polskich wyborów zawiązuje sojusz z Tuskiem, podobnie jak Katarzyna skorzystała z usług Branickiego i Potockiego – wśród skundlonych między sobą Polaków było wystarczająco dużo chętnych do otrzymania od Rosji stopnia generała piechoty. A mgła była po prostu mgłą. Czasami mgła jest po prostu mgłą. Ziemia tam przeklęta.

Julia Łatynina
Źródło: Ej.ru
tłum. Michał Jasiński

Julia Łatynina (1966) – rosyjska pisarka i publicystka. Jest autorką powieści fantasy i sensacyjnych, których akcja rozgrywa się we współczesnej Rosji. Kontestowana przez rosyjski establiszment.

Zabito nam Prezydenta?

Dzisiaj niespełna godzinę temu rozbił się prezydencki samolot z prezydentem na pokładzie.
Najprawdopodobniej nikt nie przeżył.
Wypadek czy wykorzystanie przez Rosjan złej pogody do pozbycia wielu znaczących polskich polityków.

Lista pasażerów znajdujących się na pokładzie przyprawia o dreszcze:

DELEGACJA OFICJALNA

1. Pan Ryszard KACZOROWSKI b. Prezydent RP na Uchodźctwie

2. Pan Krzysztof PUTRA Wicemarszałek Sejmu RP

3. Pan Jerzy SZMAJDZIŃSKI Wicemarszałek Sejmu RP

4. Pani Krystyna BOCHENEK Wicemarszałek Senatu RP

5. Pan Jerzy BAHR Ambasador RP w Federacji Rosyjskiej

6. Pan Władysław STASIAK Szef Kancelarii Prezydenta RP

7. Pan Aleksander SZCZYGŁO Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego

8. Pan Jacek SASIN Sekretarz Stanu, Zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta RP

9. Pan Paweł WYPYCH Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP

10. Pan Mariusz HANDZLIK Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP

11. Pan Andrzej KREMER Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych

12. Pan Stanisław KOMOROWSKI Podsekretarz Stanu w MON

13. Pan Tomasz MERTA Podsekretarz Stanu w MKiDN

14. Gen. Franciszek GĄGOR Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego

15. Pan Andrzej PRZEWOŹNIK Sekretarz ROPWiM

16. Pan Maciej PŁAŻYŃSKI Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”

17. Pan Mariusz KAZANA Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego MSZ

PRZEDSTAWICIELE PARLAMENTU RP

1. Pan Leszek DEPTUŁA Poseł na Sejm RP

2. Pan Grzegorz DOLNIAK Poseł na Sejm RP 3. Pani Grażyna GĘSICKA Poseł na Sejm RP

4. Pan Przemysław GOSIEWSKI Poseł na Sejm RP

5. Pan Sebastian KARPINIUK Poseł na Sejm RP

6. Pani Izabela JARUGA – NOWACKA Poseł na Sejm RP

7. Pan Zbigniew WASSERMANN Poseł na Sejm RP

8. Pani Aleksandra NATALLI – ŚWIAT Poseł na Sejm RP

10. Pan Arkadiusz RYBICKI Poseł na Sejm RP

11. Pani Jolanta SZYMANEK – DERESZ Poseł na Sejm RP

12. Pan Wiesław WODA Poseł na Sejm RP

13. Pan Edward WOJTAS Poseł na Sejm RP

14. Pani Janina FETLIŃSKA Senator RP

15. Pan Stanisław ZAJĄC Senator RP

OSOBY TOWARZYSZĄCE

1. Pan Janusz KOCHANOWSKI Rzecznik Praw Obywatelskich

2. Pan Sławomir SKRZYPEK Prezes Narodowego Banku Polskiego

3. Pan Janusz KURTYKA Prezes Instytutu Pamięci Narodowej

4. Pan Janusz KRUPSKI Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych

PRZEDSTAWICIELE KOŚCIOŁÓW I WYZNAŃ RELIGIJNYCH

1. Ks. Bp. gen. dyw. Tadeusz PŁOSKI Ordynariusz Polowy Wojska Polskiego

2. Abp gen. bryg. Miron CHODAKOWSKI Prawosławny Ordynariusz Wojska Polskiego

3. Ks. płk Adam PILCH Ewangelickie Duszpasterstwo Polowe 4. Ks. ppłk Jan OSIŃSKI Ordynariat Polowy Wojska Polskiego

PRZEDSTAWICIELE RODZIN KATYŃSKICH I INNYCH STOWARZYSZEŃ

1. Pan Edward DUCHNOWSKI Sekretarz Generalny Związku Sybiraków

2. Ks. prałat Bronisław GOSTOMSKI

3. Ks. Józef JONIEC Prezes Stowarzyszenia Parafiada

4. Ks. Zdzisław KRÓL Kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej 1987-2007 5. Ks. Andrzej KWAŚNIK Kapelan Federacji Rodzin Katyńskich

6. Pan Tadeusz LUTOBORSKI

7. Pani Bożena ŁOJEK Prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej

8. Pan Stefan MELAK Prezes Komitetu Katyńskiego

9. Pan Stanisław MIKKE Wiceprzewodniczący ROPWiM

10. Pani Bronisława ORAWIEC – LOFFLER

11. Pani Katarzyna PISKORSKA

12. Pan Andrzej SARIUSZ – SKĄPSKI Prezes Federacji Rodzin Katyńskich

13. Pan Wojciech SEWERYN

14. Pan Leszek SOLSKI

15. Pani Teresa WALEWSKA – PRZYJAŁKOWSKA Fundacja „Golgota Wschodu”

16. Pani Gabriela ZYCH

17. Pani Ewa BĄKOWSKA wnuczka Gen. bryg. Mieczysława Smorawińskiego

18. Pani Maria BOROWSKA

19. Pan Bartosz BOROWSKI

20. Pan Dariusz MALINOWSKI

PRZEDSTAWICIELE SIŁ ZBROJNYCH RP

1. Gen. broni Bronisław KWIATKOWSKI Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych RP

2. Gen. broni pil. Andrzej BŁASIK Dowódca Sił Powietrznych RP

3. Gen. dyw. Tadeusz BUK Dowódca Wojsk Lądowych RP

4. Gen. dyw. Włodzimierz POTASIŃSKI Dowódca Wojsk Specjalnych RP 5. Wiceadmirał Andrzej KARWETA Dowódca Marynarki Wojennej RP

6. Gen. bryg. Kazimierz GILARSKI Dowódca Garnizonu Warszawa

Źródło: Rzeczpospolita: http://www.rp.pl/artykul/2,459498_Katastrofa_prezydenckiego_samolotu_w_Smolensku.html
Piotr Zychowicz , 10-04-2010, ostatnia aktualizacja 10-04-2010 09:57

Ofiary wojny w Gruzii (Osetii Południwej)

Mniej niż 100 cywilów zginęło w ubiegłym miesiącu podczas wojny w Gruzji – poinformowała organizacja Human Rights Watch. Jest to znacznie mniejsza liczba od podawanej przez przedstawicieli Rosji i Osetii Południowej.

Tatiana Łokszyna, rosyjska obrończyni praw człowieka, która w imieniu Human Rigths Watch dwukrotnie pojechała do regionu, oznajmiła, że wizyty w szpitalu i na cmentarzu oraz rozmowy z lokalnymi mieszkańcami nie potwierdziły twierdzeń Rosji i Osetii Południowej, że w wojnie zginęło około 1500 cywilów.

– Nie wiem, skąd wzięto liczbę 1500 ofiar – powiedziała Łokszyna. – Bogu dzięki cywilne ofiary śmiertelne nie idą w tysiące”. Jak dodała, wszystko wskazuje na to, że zginęło „mniej niż 100” cywilów.

Zaznaczyła, że na obecnym etapie nie sposób określić dokładnej liczy ofiar.

Jej zdaniem liczba 1500 najwyraźniej obejmuje także zabitych rebeliantów osetyjskich oraz rannych cywilów, którzy zapewne zostali zabrani na leczenie przez wycofujące się wojska gruzińskie.

Aleksandr Czerkasow ze znanej rosyjskiej organizacji obrony praw człowieka Memoriał podkreślił natomiast, że historia dowodzi, iż liczba zabitych cywilów nie może być większa niż liczba rannych cywilów. Jak zaznaczył, w głównym szpitalu w Osetii Południowej, gdzie leczono ofiary konfliktu, zarejestrowano tylko 273 rannych.

Łokszyna powiedziała też, że wbrew oskarżeniom Rosji i Osetii Południowej osoby gromadzące dane nie znalazły dowodów okrucieństw, tortur i gwałtów, których mieli się dopuścić żołnierze gruzińscy.

Powiedziała jednak, że jej pobyty w regionie wykazały, że gruzińskie czołgi umyślnie ostrzeliwały piwnice budynków mieszkalnych, gdzie ukrywali się cywile.

Czerkasow powiedział natomiast, że mieszkańcy Osetii Południowej więzili gruzińskich cywilów i ich bili. Jak podkreślił, południowooestyjscy bojownicy wciąż plądrują i niszczą wioski gruzińskie.
PAP
11-09-2008

Inwazje sowieckie/ rosyjskie

Poziom rujnowania i grabieży w Gruzji przewyższa to, co znamy z Czechosłowacji 1968 roku. Dlatego trudno powiedzieć, że historia powtarza się wprost – pisze rosyjska publicystka Natalia Gorbaniewska

Dzisiejsza wojna niewątpliwie porusza moje emocje. Nie mogę nie powiedzieć: znów ten sierpień. Niedawno napisałam wiersz, który kończył się słowami:

„I pułki szły szeregiem,i obudziły Praski Hrad,we śnie poczuł on czołgi”.

Bez wątpienia są różnice między tym, co się stało w roku 1968, a tym, co się dzieje teraz. O dziwo, miałam wtedy o wiele więcej sympatii do komunisty Aleksandra Dubczeka niż dziś do jawnego antykomunisty Micheila Saakaszwilego. Muszę jednak przyznać, że w odróżnieniu od wielu innych nigdy nie znajdowałam upodobania w dubczekowskim „socjalizmie z ludzką twarzą”. W ogóle nie odczuwam sympatii do polityków, wyjątkami byli Ronald Reagan i oczywiście Vaclav Havel, ale oni przyszli do polityki skądinąd: jeden był aktorem, drugi – dramaturgiem.

Historia się powtarza

Wszystko zaczęło się niby od inwazji Gruzji na Osetię Południową, ale dziś widać wyraźnie, że napad Rosji na Gruzję był zaplanowany dużo wcześniej, a tak zwani południowoosetyjscy separatyści (całe kierownictwo tej republiki) są postsowieccy. Gruzja została przez nich sprowokowana. Inna rzecz, że dała się sprowokować.

Była to kompletna głupota, prowokacja nastąpiła bowiem według moskiewskiego scenariusza, a może nawet z bezpośredniego rozkazu Moskwy. Nieważne, czy wojska rosyjskie zostały skierowane do Cchinwali przed czy po rozpoczęciu szturmu na południowoosetyjską stolicę. Myślę, że gdyby szturmu na Cchinwali nie było, zorganizowano by inną prowokację, np. w Abchazji.

Poziom rujnowania i grabieży w Gruzji przewyższa to, co znamy z Czechosłowacji 1968 roku. Dlatego trudno powiedzieć, że historia powtarza się wprost. Powtarza się, ale inaczej. Wtedy to była sprawa totalitarnego, imperialnego Związku Sowieckiego. Dziś jest to dzieło tych, którzy chcą przywrócić Rosję do stanu poprzedniego – nie tylko imperium, ale i totalitaryzmu.

Na razie, co prawda, nie są w stanie tego zrobić. Ich bezsilność, jak sądzę, prowadzi do zaostrzenia agresji.

Nasze czołgi na obcej ziemi

Początkowo chciałam napisać tekst „Legenda Praskiej Wiosny: 40 lat później”. Niedawno do moskiewskiego czasopisma „Zapas nienaruszalny” (numer sierpniowy) napisałam bowiem artykuł „Legenda naszej demonstracji: czterdzieści lat później”. Tekst ten został oparty głównie na materiałach z rosyjskiego Internetu.

Dlaczego Internetu? Otóż po okresie niesamowitej wolności, jaką w Rosji w latach 90. cieszyły się wszystkie środki masowego przekazu, w nowym stuleciu nastąpiło jej wyraźne ograniczenie. W ciągu ostatnich ośmiu lat zniszczona została niezależna telewizja, nawet ta częściowo związana z władzami. Choć niezależne media można policzyć na palcach jednej ręki, to jednak prawie wszyscy mają nieograniczony kontakt z odbiorcami przez Internet. Sama w ostatnich latach stałam się aktywnym uczestnikiem wymiany wolnego słowa w sieci. Powiem więcej: dziś niemal niemożliwe jest zrozumienie stanu świadomości społeczeństwa rosyjskiego bez Internetu.

Gdy ostatnio przeglądałam rosyjski Internet, zorientowałam się, że nasza demonstracja na placu Czerwonym sprzed 40 lat nie została zapomniana. Przeciwnie, na jej podstawie zbudowano legendę, która żyje własnym życiem. Powiem więcej: dzisiejsza rosyjska awantura w Gruzji często wywołuje skojarzenia z Czechosłowacją, i to nie tylko z 1968 rokiem, ale przeważnie z rokiem 1938.

Przytoczę jeden przykład: Michaił Berg na stronie internetowej grani.ru w artykule „Osetyjskie Sudety” pisze: „Prawa człowieka, (czyli prawa Osetyjczyków w Gruzji, czyli Niemców w Sudetach) wcale nie interesują drapieżnika z imperialnymi cechami. Władza, która utopiła we krwi Czeczenię, która zniszczyła Grozny w o wiele większym stopniu niż Saakaszwili Cchinwali, która zabijała własnych obywateli w Północnej Osetii i Biesłanie, która zniszczyła kontrolę społeczeństwa nad sobą, zniszczyła wolną prasę i opozycję…” (http: //grani.ru/Politics/Russia/m.140057. html).

Rzadziej można spotkać skojarzenia z Czechosłowacją roku 1968. Jurij Rost, jeden z najlepszych dziennikarzy Radia Echo Moskwy, powiedział: „Ani razu nie padło określenie, które z mojego punktu widzenia powinno było paść. 40 lat temu sowieckie czołgi weszły do Pragi. Była to akcja przyjaźni (czyt. bratniej pomocy – N.G.), a w rzeczywistości – okupacja. To, co dziś widzimy w Gruzji, to też jest okupacja”.

A Siergiej Kowalew przypomniał słowa z piosenki Aleksandra Galicza, które w tamtych dniach nie on jeden wspominał: „Obywatele, ojczyzna w niebiezpieczeństwie! Nasze czołgi na obcej ziemi”. Te czołgi „na obcej ziemi” są spuścizną po Związku Sowieckim. W rosyjskiej akcji w Gruzji widzimy wyraźnie cień wszystkich byłych sowieckich inwazji.

Nie będę kłamać, że podobne opinie wypowiada większość społeczeństwa rosyjskiego. W Internecie większość Rosjan podziela poglądy patriotyczne, wielkomocarstwowe, czyli imperialne. A co myśli tzw. milcząca większość, tego nikt nie wie. O panujących poglądach można sądzić jedynie na podstawie wyników ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Tym bardziej że Rosjanie są pod wpływem prorządowej telewizji, która ogłupia ich dzień w dzień.

Duchowa strawa dla Rosjan

A teraz parę słów na temat filmu, który miała pokazać telewizja rosyjska. Bardzo szczegółowo opisał to Cyryl, mieszkaniec Pragi, dlatego przytoczę w skrócie jego opowieść:

„Biorąc pod uwagę istotę i dokonania reżimu panującego dziś w Rosji, obawy Ukraińców nie wydają się zwykłą paniką”

„Otrzymałem dziś e-maila od znanego reżysera Gasanowa, który kończy film dla telewizji Rossija (II kanał). W swoich filmach potrafił już obrazić Węgry, Ukrainę, republiki bałtyckie. Robi film w duchu: wszyscy jesteście barany, i dlaczego nas, Rosjan, tak nie lubią. Ten film telewizja Rossija chciała pokazać 20 sierpnia w przeddzień rocznicy okupacji Czechosłowacji… Cel Gasanowa. Ujawnić i oskarżyć. Oskarżyć, że to Czesi napadali na żołnierzy sowieckich… Oskarżyć, że w czasie II wojny światowej Czechosłowacja kwiatami witała Hitlera. Oskarżyć, że Praskiej Wiosny po prostu nie było. Według Gasanowa Czesi to barany i powinni być zadowoleni z okupacji…”.

Cyryl podaje autentyczny tekst Gasanowa. Choć jest długi, warto go przytoczyć. Jest to niemal kompletna doktryna ideologiczna: „Wydarzenia sierpnia 1968 roku (…) pozostają mało znane dla widza rosyjskiego. Zwykle opisuje się te wydarzenia według schematu: w CSRS w 1968 roku rozpoczęły się reformy demokratyczne, które zostały rozjechane przez czołgi sowieckie. W rzeczywistości (…) wydarzenia w Czechosłowacji były jedynie tłem złożonych procesów, które w roku 1968 ogarnęły świat. Były to procesy ideologiczne, społeczne i ekonomiczne. W różnych krajach (Francja, Niemcy Zachodnie, a zwłaszcza USA) reagowano na kryzys różnie, ale prawie nigdzie nie obeszło się bez rozlewu krwi. (…) Różnica z Czechosłowacją polega na tym, że tam miała miejsce interwencja zewnętrzna.

O wiele ważniejszy jest fakt, że w latach 1967 – 1968 świat balansował na granicy wojny między Europą Wschodnią a Zachodnią i sytuacja nie układała się na korzyść ZSRR. Aby zmniejszyć przewagę NATO, przede wszystkim w lotnictwie i taktycznej broni jądrowej, trzeba było mieć w centrum Europy dodatkowe dziesiątki dywizji sowieckich, bowiem armia czeska nie była w stanie prowadzić wojny na dłuższą metę. Według ocen sowieckich wojskowych armie NATO mogłyby opanować Pragę w ciągu kilku dni, a w ciągu kolejnych pięciu mogłyby być na granicy ze Związkiem Sowieckim. Jednak Novotny, a później Dubczek kategorycznie odmawiali ustępstw wobec ZSRR w tej materii. Na tym polegała główna przyczyna sowieckiej inwazji, a nie reformy, które zresztą, jak wspominali przywódcy CSRS, w rzeczywistości nie były realizowane. (…)(…) Bardzo ciekawe są wspomnienia Wojciecha Jaruzelskiego, jedynego aktywnego uczestnika tych wydarzeń, który dożył do dzisiejszego dnia. On podaje fakty, że w kierownictwie KP Czechosłowacji dojrzewały idee dotyczące wyjścia z Układu Warszawskiego. Mogło to zagrozić ówczesnej równowadze sił w Europie i świecie” (http://kirill-praha.livejournal.com/21996.html).

Świadomie pomijam kontrargumenty Cyryla wobec fałszerstw i przemilczeń w tym filmie. Można jednak przypuszczać, jaką duchową strawę szykuje rosyjskim widzom państwowa telewizja. Zadam natomiast pytanie: jaka będzie czeska reakcja na ten film? I czy w ogóle będzie?

Kolej na Ukrainę?

Pisząc ten tekst, zastanawiałam się: czy film rzeczywiście zostanie pokazany? Myślę, że powinien, bo niemal idealnie pasuje on do dzisiejszej imperialnej, antyzachodniej i antynatowskiej ideologii.

W nocy z 18 na 19 sierpnia Cyryl w liście do mnie napisał: „Film będzie w programie, ale nie 20 – 21 sierpnia, lecz wtedy, kiedy »na górze« zadecydują, że pokazać można, kiedy już nie będzie skojarzeń z Gruzją. To znaczy dwa – trzy tygodnie od zaplanowanej daty. Nie uznali filmu za zły, uznali natomiast, że teraz o Czechosłowacji 1968 roku lepiej nie mówić, lepiej przemilczeć”. Cóż, na tle czołgów w Gruzji czołgi w Pradze sprzed 40 lat mogą zostać uznane za niepotrzebne przypomnienie wywołujące niepotrzebne emocje.

Teraz wróćmy do listy krajów, które doświadczyły albo mogą doświadczyć sowieckiej (rosyjskiej) inwazji. Pan Nowicki z Ukrainy zamieścił w Internecie notatkę „Ukraina następna”. Przytoczył słowa Aleksandra Suszki, dyrektora ukraińskiego Instytutu Współpracy Euroatlantyckiej. „Obserwujemy cykliczność w działaniach »pokojowych« imperium: Finlandia – 1939, Węgry – 1956, Czechosłowacja – 1968, Afganistan – 1979, Gruzja – 2008, Ukraina – ?. Życie przyspiesza. Dlatego na pewno nie później niż 2017 rok” (http://novitsky.livejournal.com/132177.htm).

Biorąc pod uwagę istotę i dokonania reżimu panującego dziś w Rosji, obawy Ukraińców nie wydają się zwykłą paniką. Rosja za podstawę swoich działań bierze konieczność obrony interesów obywateli rosyjskich. W Osetii Południowej i Abchazji paszporty rosyjskie rozdawano hojną ręką. Dlatego nie może nie wywołać niepokoju to, że we wschodniej części Ukrainy – zwłaszcza na Krymie – obserwujemy masowe wydawanie paszportów rosyjskich. Mówi o tym wiele źródeł internetowych.

Spytajmy jednak samych siebie: czy obecne władze przetrwają do 2017 roku? Zacytuję jednego z moich internetowych kolegów, aby zakończyć ten tekst nieco bardziej optymistycznie: „Mimo rzeczywistych zniszczeń, krzywd i ofiar wojna gruzińska stawia zasadnicze pytanie najnowszej historii Rosji… Natychmiast przypomina się 1968 rok, okupacja Czechosłowacji, zniszczenie nadziei Praskiej Wiosny. Była to kropla, która zatrzymała próby odwilży podejmowane przez kierownictwo sowieckie. Rozpoczęła się epoka stagnacji. Zapoczątkowała ona ruch ludzi w kierunku: »won z własnego kraju«. W rzeczywistości emigracja stała się jedyną możliwością dla ludzi sumienia – ale nie bohaterów – by wyrazić swą dezaprobatę dla zwycięskiej ohydy. W roku 1979 – następny krok – wtargnięcie do Afganistanu i ostateczne usztywnienie systemu. Zamyka się możliwość jako tako swobodnej emigracji. A to już symbolizuje kryzys systemu. Wojna gruzińska – wyraźny znak zbliżającego się kryzysu dzisiejszego systemu. Nie wiemy jednak, jak długo musi on wojować, aby osiągnąć poziom krytyczny. Mam nadzieję, że niedługo” (http://otkaznik.livejournal.com/59153.html).Ja też chcę mieć taką nadzieję.

Natalia Gorbaniewska

Rosyjska poetka, dziennikarka, tłumaczka. Za przekłady literatury polskiej została nagrodzona przez Polski PEN Club. Jest laureatką Nagrody im. Jerzego Giedroycia. Urodziła się w w 1936 roku w Moskwie. Już na studiach związała się z ruchem demokratycznym. 25 sierpnia 1968 roku jako współorganizatorka demonstracji w Moskwie przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację została zatrzymana przez milicję. Po wielomiesięcznym śledztwie Gorbaniewska została uznana za psychicznie chorą i uwięziona – najpierw w szpitalu psychiatrycznym w Kazaniu, a potem w więzieniu w Moskwie. Na wolność wyszła w 1972 roku. W grudniu 1975 roku została zmuszona do opuszczenia kraju. Osiedliła się w Paryżu. Pracowała jako dziennikarka w rosyjskich pismach emigracyjnych oraz Radiu Swoboda. Od kwietnia 2005 roku jest obywatelką Polski.

tłumaczył Mikołaj Orłow
Rzeczpospolita: Gruzja – długi cień sowieckich inwazji
Natalia Gorbaniewska 08-09-2008

Tysiąc zabitych w Osetii

Tysiąc zabitych w Osetii – rewelacja prosto z rosyjskiej tuby propagandowej
O rosyjskich bombardowaniach nic nie wspominają.

Relacje z konfliktu:

14:52 GMT – Shootings cease in Tskhivali as people check damages.

14:35 GMT – Ossetian authorities report more then a thousand dead in Tskhinvali.

14:23 GMT – Mass fires reported in Tskhinvali.

1410 GMT – South Ossetian President Kokoyti announces the breakaway republic’s troops are driving Georgian forces away.

14:05 GMT – Hundreds of civilians have been killed in Tskhinvali, according to South Ossetian President Kokoyti.

14:01 GMT – Georgian Foreign Ministry calls on the world community to make Russia ‘understand, that invading a sovereign state is unacceptable’.

13:43 GMT – President Medvedev orders Prime Minister, Emergencies Minister and Interior Minister to organise humanitarian aid for South Ossetia.

13:25 GMT – Russian Defence Ministry accuses Georgian troops of shooting at peacekeepers and civilians and denying them medical help.

13:21 GMT – Russian Defence Ministry confirms more then 10 Russian peacekeepers have been killed in South Ossetia on Friday and 30 others wounded.

13:16 GMT – Saakashvili accuses Russia of ‘waging a war’ against Georgia, asks for U.S. support.

12:57 GMT – International community must stop turning a blind eye on mass arms purchases by Georgia, says Russian Foreign Minister Sergey Lavrov.

12:55 GMT – Russian FM Sergey Lavrov accuses Georgia of ethnical cleansing in Ossetian villages.

12:37 GMT – „If Russia indeed sent its troops to Georgian territory, it means we are at war with Russia,” said head of Georgian national security council.

12:34 GMT – Russian envoy to NATO Dmitry Rogozin calls on the alliance’s member states not to support Saakashvili.

12:31 GMT – Georgian Parliament speaker David Bargadze accuses Russia of ‘military aggression’, and threatens to use ‘all means necessary to protect the country’s sovereignty’.

12:22 GMT – Germany’s leader Angela Merkel calls for an immediate end to the use of force.

12:19 GMT – Tskhinvali residents emerge from shelters after a lull in fighting, report Ossetian peacekeepers. The city is short of water and electricity has been cut in many areas. Telephone communications are difficult.

12:13 GMT – Georgia accuses Russia of bombing its military base near Tbilisi.

12:04 GMT – Russia’s Defence Ministry announces it has sent peacekeeping reinforcements to South Ossetia

11:57 GMT – Peacekeepers report South Ossetians destroy several Georgian tanks, re-take Tskhinvali.

11:41 GMT – Russian communists and liberal democrats call for State Duma meeting to discuss the situation in South Ossetia.

11:33 GMT – South Ossetia reports that Russian armoured vehicles have entered Tskhinvali.

11:25 GMT – Tskhinvali ‘completely destroyed’ after massive shelling by Gerogian troops, reports head of peacekeeping force.

11:17 GMT – Georgia gives South Ossetians three hours to surrender.

11:12 GMT – International Red Cross Committee is ‘deeply concerned’ with the humanitarian situation in South Ossetia.

11:02 GMT – PACE will support any effort to resolve the conflict in South Ossetia peacefully.

10:59 GMT – South Ossetia accuses Georgian hackers of attacking its Information Ministry’s website.

10:58 GMT – Russia will not allow the death of its citizens go unpunished, says Russian President Dmitry Medvedev.

10:56 GMT – Wounded people from South Ossetia start arriving to North Ossetian hospitals.

10:45 GMT – Keeping volunteers away from South Ossetia ‘will be difficult’, says Prime Minister Vladimir Putin, who’s visiting China for the opening of the Olympics

10:33 GMT – Georgia announces a three-hour ceasefire starting from 11:00 GMT to let civilians out of the conflict zone.

10:26 GMT – Transdniester may allow volunteers to fight in South Ossetia, says region’s Foreign Ministry.

10:23 GMT – Peacekeepers ask Abkhazia not to send its troops into the demilitarized zone.

09:53 GMT – British Foreign Office calls on the two sides to stop military actions and resume negotiations.

09:36 GMT – Georgia’s aggression gives the Russian Parliament a ‘serious reason’ to recognise South Ossetia’s independence, says chair of Federation Council Sergey Mironov.

09:21 GMT – NATO Secretary General Jaap de Hoop Scheffer calls for an immediate to violence in South Ossetia.

09:05 GMT – Russian Defence Ministry says it won’t let Georgia harm peacekeepers and Russian citizens.

08:32 GMT – The European Commission’s head of foreign policy tells Mikhail Saakashvili to do everything necessary to stop violence in South Ossetia.

08:18 GMT – Firefight spreads to Tskhinvali streets, reports head of peacekeeping force.

07:49 GMT –Emergencies Ministry ready to evacuate Russian citizens from South Ossetia if ordered to.

07:44 GMT – Abkhazian forces move to border with Georgia and concentrate near the demilitarised zone.

07:44 GMT – Mikhail Saakasvili says Russia has launched a full-scale military operation against Georgia.

07:20 GMT – Georgian Minister of Reintegration asks the international community to stop putting pressure on Tbilisi and help find a compromise.

07:02 GMT – Russian Migration Service ready to deal with refugees from South Ossetia.

06:51 GMT – UN Security Council fails to approve a Russia-sponsored ceasefire call.

06:17 GMT – Firefight intensifies at Tskhinvali outskirts, says South Ossetian President Kokoyti.

05:57 GMT – Georgia pledges to pardon South Ossetian leadership and invest $US 35 million into the region

05:28 GMT – North Ossetia prepares for the arrival of more than 2,000 refugees

05:01 GMT – South Ossetia asks Russia for protection and to help it stop the bloodshed

04:13 GMT – Georgian troops resume attack on the South Ossetian capital Tskhinvali.

August 8, 2008