Ekoterroryści przed sądem

Źródło: Rzeczpospolita: USA: ekoterroryści przed sądem
30.05.2007

W Oregonie kończy się precedensowy proces ekosabotażystów. – To społeczni aktywiści, którzy nieco przesadzili – oburzają się obrońcy praw człowieka

Suzanne Savoie i Kendall Tankersley, które jutro staną przed sądem, prawdopodobnie zapłacą za miłość do natury więzieniem. Obie panie należą do grupy młodych bojowników oprawa zwierząt i czyste środowisko, zwących się swojsko Rodziną. W latach 1995 – 2001 Rodzina przeprowadziła ponad 20 ataków -głównie podpaleń – na zakłady mięsne, salony samochodowe i centra badawcze w kilku stanach. Gwoździem programu był spektakularny pożar ośrodka narciarskiego w Kolorado. Straty spowodowane przez Rodzinę szacuje się na ponad 40 mln dolarów. Część ataków skierowana była przeciw obiektom rządowym, jak biura administracji lasów. Celem było zmuszenie władz do dbałości o przyrodę. Od zeszłego tygodnia sąd federalny w Eugene wydaje wyroki na kolejnych członków Rodziny. Są traktowani jak terroryści.

Uczucie desperacji

Obrońcy protestują, wskazując, że w atakach nikt nie ucierpiał. Dla rządu nie ma to znaczenia.

-To, że nikt nie zginął czy nie został ranny, było szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Mamy do czynienia z klasycznym terroryzmem -powtarzał podczas procesu prokurator Stephen Peifer. Sąd przychylił się do jego opinii i uznał oskarżonych za terrorystów.

Normalnie za tego rodzaju przestępstwa grozi kara paru lat więzienia, jednak w zeszłym tygodniu liderzy Rodziny Stanislaus Meyerhoff i Kevin Tubbs dostali 13 i 12 lat – i to tylko dzięki współpracy śledztwie (groziło im dożywocie).

„Kevin Tubbs nie jest terrorystą”, napisał w piśmie do sądu obrońca, dodając, że czyny oskarżonego motywowane były miłością do zwierząt i desperacją.

-Nigdy dotąd nie zdarzało się, by zastosowano przepisy o terroryzmie w sprawach niezwiązanych z atakami na ludzi – mówi „Rz” Lauren Regan, obrończyni praw człowieka zaangażowana w sprawę Rodziny.- Jeśli każdy może być terrorystą, nikt nie jest terrorystą.

Obrońcy praw człowieka uważają, że Rodzina padła ofiarą narastających za administracji George’a W. Busha prześladowań działaczy politycznych.

Zielona gorączka

Mówią o tzw. zielonej gorączce, wskazując na projekt ustawy wniesiony niedawno pod obrady Kongresu przez potężne lobby mięsne. Jeśli stanie się on prawem, za akt terrorystyczny uznać będzie można wszelkie „działania prowadzące do znaczących strat materialnych” w przedsiębiorstwach „sektora zwierzęcego” czy „wywołanie racjonalnej obawyo życie lub zdrowie” u osób w nich pracujących.

Większość ataków Rodzina przeprowadzała w imieniu Frontu Wyzwolenia Ziemi (ELF) i Frontu Wyzwolenia Zwierząt (ALF). To okoliczność obciążająca. ELF i ALF to bowiem ruchy przypominające nieco islamskie organizacje terrorystyczne. Pozbawione oficjalnych struktur i wyraźnej hierarchii, działają dzięki pieniądzom anonimowych zamożnych sponsorów, przy wsparciu rzeszy zwolenników. Niczym w al Kaidzie spontanicznie powstają świetnie zorganizowane grupy bojowników za sprawę. Takie jak Rodzina.

Meyerhoff sporządził podręcznik „Wzniecanie pożarów za pomocą zapalników elektrycznych – przewodnik Frontu Wyzwolenia Ziemi”. Ekosabotażyści dokładnie planowali akcje, doszli niemal do perfekcji w zacieraniu śladów. Dlatego przez parę lat agenci FBI nie byli w stanie rozgryźć Rodziny.

Według FBI komórki ALF i ELF to „najbardziej aktywne kryminalne elementy ekstremistyczne” w USA. Liga przeciw Zniesławieniu, żydowska organizacja monitorująca przejawy ekstremizmu w Ameryce, donosi o postępującej radykalizacji ruchu. Przykład: przeciwnicy używania zwierząt do badań laboratoryjnych. – Z moralnego punktu widzenia do rozwiązania tego problemu można stosować wszelkie dostępne środki – stwierdził podczas wystąpienia przed jedną z komisji Kongresu rzecznik Wyzwolenia Zwierząt Ameryki Północnej Jerry Vlasak. Napytanie, czy za taki środek uważa zabijanie ludzi, Vlasak nie odpowiedział.
PIOTR GILLERT z Waszyngtonu

Powiedzieli „Rz”
FRED BURTON, analityk Stratfor, były oficer FBI

Tych ludzi nie można traktować jak zwyczajnych kryminalistów – złodziei, rabusiów czy podpalaczy. Są motywowani celami politycznymi i stosują przemoc do ich realizacji. Ich ataki skierowane były przeciw obiektom i instytucjom rządu USA. Co więcej, byli w stanie stworzyć wyjątkowo dobrze zorganizowane struktury. Trudno je porównać do struktur mafijnych, bo mafia zajmuje się własnymi interesami gospodarczymi, a nie prowadzi wojny z rządem. Widzimy wyraźnie, że Rodzina niewiele różni się od włoskich Czerwonych Brygad czy niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii. Traktowanie jej jak terrorystów jest jak najbardziej uzasadnione. Nie zgadzam się z twierdzeniami, że za administracji Busha doszło do zaostrzenia działań wymiaru sprawiedliwości wobec działaczy politycznych. Po prostu grupy atakujące interesy rządu federalnego są ścigane i sądzone na mocy prawa federalnego, które jest bardziej rygorystyczne. A gdy śledztwem zajmuje się nie lokalny szeryf, lecz FBI, materiał dowodowy jest zwykle wyższej jakości, a więc i bardziej obciążający.
ALEJANDRO QUERAL, dyrektor Ośrodka Praw Konstytucyjnych Północnego Zachodu

Definicja terroryzmu została znacznie rozszerzona od czasu dojścia do władzy Busha. Aby jakiś czyn został zaliczony do tej kategorii, niekonieczne jest zagrożenie ludzkiego życia. Ludzie, o których tu mówimy, nie chcą nikogo krzywdzić, tylko wysłać opinii publicznej sygnał, zwrócić jej uwagę na pewien poważny problem. Taka postawa wpisuje się w amerykańską tradycję – wystarczy wspomnieć obywatelskie nieposłuszeństwo stosowane przez działaczy na rzecz równouprawnienia czarnych w zeszłym stuleciu. Oczywiście w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z aktami wandalizmu, które powinny być ukarane. Ale adekwatnie do winy! Sprawa Rodziny to część szerszego problemu – narastającego prześladowania politycznych aktywistów, nie tylko ekologów. Surowe wyroki w tym procesie będą dla nich istotnym ostrzeżeniem: za akty obywatelskiego nieposłuszeństwa każdy będzie mógł być sądzony jako terrorysta.