Skąd się biorą uchodźcy

Do dzisiaj myślałem, że wiem skąd się bierze większość uchodźców/najeźdźców w Europie. Ja głupi uwierzyłem, że przepływają przez morze Śródziemne z Libii na Sycylię. No bo w końcu nie jest to daleko i na dużym pontonie można to zrobić. W poniższym filmie kilka wstrząsających faktów.

Muzułmanie coraz lepsi w propagandzie

Muzułmanie są coraz lepsi w propagandzie/ indoktrynacji. Nie mają wyjścia. Na „zachodzie” nie mogą kształtować poprawnego zachowania wśród swoich kobiet za pomocą kija (na razie).

Poniższy teledysk jest jeszcze lepszy. Występują w nim same kobiety.Jak to mówią „Kobiety kobietom”

Rzeczywistość wygląda raczej tak

A tu przekaz skierowany do Ciebie

Fundacja Rockefellera a Kościół Katolicki

Jak wszyscy dobrze wiedzą Fundacja Rockefellera działa dla „dobra ludzkości na całym świecie”. Ciekawy jest wpływ jaki wywarła Fundacja Rockefellera na Kościół Katolicki. Poniżej materiał do obejrzenia. Dla tych nie mających czasu polecam fragment od minuty 16.00. Można by powiedzieć, że akcja przeprowadzona perfekcyjnie. Dzisiaj mamy powtórkę historii w Polsce (na szerszą skalę).

Kobiety a HIV / AIDS

Szukając różnych informacji o HIV / AIDS trafiłem na książkę „Kto w Polsce ma HIV. Epidemia i jej mistyfikacje” Jakuba Janiszewskiego (wydawnictwo Krytyka Polityczna). Autor rasowy lewicowiec/ socjalista, który wg wiki jest homoseksualistą, a konkretnie gajem pisał wcześniej m.in. o Saimonie Molu (też o tym postępowym Murzynie wstawiałem artykuły)
Książka ma zgłębiać kwestię HIV / AIDS. W pierwszym rozdziale książki autor „zadaje pytanie” jednej z ofiar „chciałbym dowiedzieć się kto Cie zabił”. Ja odpowiedz znalazłem już w tym pierwszym rozdziale. Autor chyba nie znalazł, chociaż już na początku, sugeruje że to Ci beznadziejni lekarze.
Książki stanowczo nie polecam.

Przedmowę do książki napisała Kingi Dunin poniżej fragment

Ja­kub Ja­ni­szew­ski umiesz­cza pro­ble­ma­ty­kę AIDS wła­śnie w ta­kiej sze­ro­kiej per­spek­ty­wie. To, co wy­da­je się oczy­wi­ste w przy­pad­ku in­nych cho­rób, na­gle oka­zu­je się wca­le ta­kie nie być. O oso­bach za­ka­żo­nych wciąż my­śli­my jak o „głup­kach”, któ­rzy nie za­sto­so­wa­li wła­ści­wych za­bez­pie­czeń i te­raz po­no­szą tego kon­se­kwen­cje. Tak jak­by seks nie dział się w re­la­cjach z in­ny­mi, a był za­gad­nie­niem je­dy­nie tech­nicz­nym, w któ­rym sko­rzy­sta­nie z pre­zer­wa­ty­wy jest czę­ścią pro­ce­du­ry. Jak­by pod­sta­wo­wym pro­ble­mem każ­de­go nar­ko­ma­na było za­pew­nie­nie so­bie ste­ryl­ne­go sprzę­tu. Nie­ste­ty, re­al­ne sy­tu­acje ży­cio­we są dużo bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne i ra­cjo­nal­no­ści też by­wa­ją róż­ne.

Autor umieszcza wycinki z karty szpitalnej swojej bohaterki

29 let­nia pa­cjent­ka zo­sta­ła przy­ję­ta do klin­ki z po­wo­du sta­nów go­rącz­ko­wych utrzy­mu­ją­cych się od po­nad dwóch ty­go­dni. […] Dia­gno­sty­ka nie zo­sta­ła za­koń­czo­na (ba­da­nia w toku – zo­sta­ną prze­ka­za­ne te­le­fo­nicz­nie). Ze wzglę­du na znacz­ne za­bu­rze­nia na­stro­ju i my­śli sa­mo­bój­cze pa­cjent­ka zo­sta­je prze­wie­zio­na do Izby Przy­jęć Szpi­ta­la Ba­biń­skie­go ce­lem kon­sul­ta­cji psy­chia­trycz­nej i ewen­tu­al­nej ho­spi­ta­li­za­cji.
Roz­po­zna­nie: uszko­dze­nie wą­tro­by, nie­do­krwi­stość, stan go­rącz­ko­wy, za­bu­rze­nia na­stro­ju.

Jeden wycinek z karty szpitalnej zasługuje na szczególną uwagę

„Pa­cjent­ka ne­gu­je przyp. kont. sex w cią­gu ostat­nie­go roku. Wcze­śniej ry­zyk. zach. sex. (z 10 part­ne­ra­mi, sto­sun­ki bez pre­zer­wa­ty­wy). 2 cią­że → dwa sztucz­ne po­ro­nie­nia 2005. 2006. Pali: ne­gu­je. Pije: 2 piwa, 1 but. wina / mie­siąc. Inne używ­ki: am­fe­ta­mi­na, exta­sy, ma­ri­hu­ana przez 3 lata do 2006 r. Ne­gu­je do­żyl­ne przyj­mo­wa­nie nar­ko­ty­ków.”

W tym samym rozdziale autora wyobraża sobie dialog z bohaterką. Nie trzeba całości czytać wystarczy to zaczernione:

„Tak po­wi­nie­nem zro­bić, ale wy­obra­żam so­bie Anię, jak wy­chy­la się do mnie przez owal cmen­tar­ne­go por­ce­li­tu, na­gle po­waż­nie­je, wy­glą­da do­ro­ślej i od­zy­wa się głę­bo­kim, bez­cie­le­snym gło­sem:
– Nie uma­wia­li­śmy się, że bę­dziesz grze­bał w moim ży­ciu, stra­szył mo­ich przy­ja­ciół, za­drę­czał dziad­ka i ojca. W ogó­le nie uma­wia­li­śmy się, że bę­dziesz o mnie pi­sał. To moja spra­wa, jak ży­łam. To­bie niech wy­star­czy to, jak umar­łam.

Po czym cho­wa się za­gnie­wa­na z po­wro­tem w czar­no-bia­łe zdję­cie.

– To praw­da, Aniu – od­po­wia­dam. – Nie będę prze­czył. Chcę cię użyć jako eg­zem­pli­fi­ka­cji pew­nej tezy. Nie po­trze­bu­ję two­ich przy­ja­ciół, two­je­go ojca ani naj­lep­szej przy­ja­ciół­ki. Chcę, że­byś po­mo­gła zro­zu­mieć, jak to moż­li­we, że w eu­ro­pej­skim kra­ju, 25 lat po tym, jak za­re­je­stro­wa­no pierw­szy przy­pa­dek AIDS, mło­da ko­bie­ta z wyż­szym wy­kształ­ce­niem umie­ra na cho­ro­bę, o któ­rej już wszyst­ko wia­do­mo. Chcę, że­byś po­mo­gła mi zro­zu­mieć, dla­cze­go za­miast żyć scho­wa­na bez­piecz­nie pod pa­ra­so­lem trzech oen­ze­tow­skich zer, skoń­czy­łaś jako mar­twa je­dyn­ka. Tego od cie­bie chcę i ni­cze­go wię­cej. Mó­wiąc krót­ko – tu spo­glą­dam na upo­zo­wa­ne zdję­cie, któ­re do­sta­łem od pani B. – chcę się do­wie­dzieć, kto cię za­bił.”

Po przeczytaniu obowiązkowo wyciągnąć wnioski.

P.S. Pod koniec pisania tego tekstu dowiedziałem się że książka powstałą dzięki wsparciu Open Society Foundations.

Najazd barbarzyńców cz.3 – co na to Tatarzy

Fragment wywiadu z Selim Chazbijewicz współzałożycielem Związku Tatarów Rzeczypospolitej Polskiej
Zaczerniłem najważniejsze fragmenty.

– – – – – –

interia.pl: Tatarzy wielokrotnie przelewali krew za Polskę
14.09.2015

Katarzyna Pruszkowska: Z sondaży wynika, że Europejczycy boją się właśnie tego, że przyjmują do siebie uchodźców, którzy wyznają – ich zdaniem niebezpieczny – islam. Czy rzeczywiście coś nam zagraża?

– Islam nie jest jednorodną religią, na przykład Tatarzy są sunnitami – hanafitami, czyli wyznawcami dość łagodnego „odłamu”. Nasze kobiety się nie zasłaniają, nie stosujemy oczywiście barbarzyńskich kar, takich jak obcinanie głów czy rąk. To robią członkowie sekty wahabickiej, którzy rzeczywiście mogą być groźni. Należy pamiętać, że w islamie od XI wieku niewiele się zmieniło – chusty, okrutne kary, przekonanie o konieczności walki z niewiernymi nie wywodzą się z ducha Koranu, ale zostały wymyślone przez często prymitywnych średniowiecznych teologów.

Czy myśli pan, że uchodźcy, którzy przyjeżdżają do Europy, zasymilują się podobnie jak zrobili to Tatarzy?

Nie liczyłbym na to. Wystarczy spojrzeć na to, co już od lat dzieje się za Odrą. Oczywiście teraz, w sytuacji zagrożenia, ci ludzie będą w stanie obiecać wszystko. Ale nie należy się łudzić, że nastąpi pełna asymilacja, bo nas dzieli kulturowa przepaść. W Europie panuje lęk przed islamem i funkcjonuje wiele mitów związanych z muzułmanami, ale po drugiej stronie jest to samo. W literaturze antyeuropejskiej czy antychrześcijańskiej również powtarza się bzdury, które sprawiają, że ci ludzie mają prawo bać się Europejczyków. Przykład? Kilka dni temu media podały, że uchodźcy nie chcą przyjmować od Węgrów jedzenia. To dlatego, że istnieje takie przekonanie, że Europejczycy do wszystkiego dodają wieprzowinę, nawet do wody. A islam zakazuje jedzenia świń. Więc uchodźcy boją się, że popełnią grzech i odmawiają przyjmowania posiłków.

– To bez wątpienia dla tych ludzi bardzo trudna sytuacja, bo uciekają nie tylko ze swojego kraju, ale także ze znanego im kręgu kulturowego. Wielu z nich wierzy w głupoty, które słyszeli od niepiśmiennych nauczycieli nienawidzących Europy i widzących w niej wyłącznie siedlisko zła. Mają prawo się bać. Dlatego uważam, że polityka przyjęta przez UE, która zakłada przyjmowanie uchodźców do krajów Europejskich, jest błędna i w dłuższej perspektywie nikomu nie pomoże.

Co w takim razie powinna zrobić Europa?

– Nie tylko Europa, bo nie tylko ona jest odpowiedzialna za to, co się dzieje. Pomóc powinny także Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny – wszystkie kraje, które miały w tym regionie swoje interesy. Myślę, że dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej stref bezpieczeństwa, do których zagrożeni ludzie mogliby uciekać. Nie mówię o obozach, ale o miejscach, w których funkcjonuje quasi-miejska infrastruktura, w których będzie można żyć, pracować i uczyć się przez dłuższy czas. W tej chwili na Bliskim Wschodzie funkcjonuje kilka upadłych krajów, czyli takich, które istnieją tylko na mapie, ale w których, prócz chaosu i wojny, nie ma już nic. Pomaganie konkretnym ludziom to jedna sprawa, ale jeśli w regionie nie zapanuje względny spokój, morze uchodźców nie będzie miało końca.

– Cała sytuacja, jak widać, zagraża istnieniu UE. Są już kraje, które nie zgadzają się z ogólnie przyjętą polityką i na własną rękę próbują radzić sobie z uchodźcami. Jeśli któryś kraj zdecyduje się w z powodu kryzysu wystąpić z UE, co deklarowali już Brytyjczycy, inne kraje mogą postąpić tak samo. Strefa Schengen chwieje się na naszych oczach. Jej założeniem było to, że w Europie jest na tyle bezpiecznie, że nie trzeba już kontrolować granic. A niektóre kraje, jak choćby Węgry, uważają, że kontrole trzeba przywrócić. Więc jaki będzie sens istnienia tej strefy, jeśli jej założenia będą przestrzegane tylko na papierze?

Jakie jest stanowisko polskich Tatarów w sprawie przyjmowania uchodźców?

Oficjalne stanowisko Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP, którego nie należy mylić z Ligą Muzułmańską, do której należą muzułmanie pochodzenia arabskiego, jest takie, że nie popieramy przyjmowania uchodźców. Uważamy, że nie ma na to środków i warunków. Być może kościół ma więcej środków, które mógłby przeznaczyć na ten cel, ale my – nie.

Fala uchodźców czy najazd barbarzyńców

Zacznijmy od danych
http://data.unhcr.org/mediterranean/regional.html

– wśród uchodźców mężczyźni stanowią 75%, kobiety 12%, dzieci 13%. Sądzę, ze ilość mężczyzn jest niedoszacowana. Wynika to z tego, że jak ktoś jedzie do roboty do Niemiec to nie chce żeby go rejestrowano. Świetnie widać kim sa uchodźcy na poniższych filmach.
– 51 % uchodźców pochodzi z Syrii.
– 66% uchodźców przybywa z Turcji. O ile dobrze wiem, z Turcji nie uciekają przed wojną tylko przed brakiem zasiłków.

Poniżej kilka filmików o „uchodźcach”

Na początek coś bardzo ciekawego. Stoi na stacji pociąg pełen uchodźców (w ogromnej większości mężczyźni). Służby węgierskie przynoszą wodę i jedzenie. A „uchodząc” to wszystko wyrzucają.

A tutaj biedny emigrant opisuje jak tam było na Węgrzech (film od francuskiej agencji prasowej).

Niemcy przyjmują „uchodźców”. Przyjrzyj się co każdy „uchodźca” ma w ręku (i nie chodzi mi o otrzymywane paczki).

Protest uchodźców przed dworcem w Budapeszcie.

A tutaj przed tym samym dworcem Węgrzy wyrażają swoją opinię na temat „uchodźców”

Film w Węgier. Widać coś wprost przeciwnego niż na filmach z Niemiec. Młodzi mężczyźni stanowią większość wśród uchodźców.

A tutaj przyjazd grupy do Monachium. Niemcy starają się eksponować dzieci, ale nie można tego zrobić we wszystkich ujęciach, jeśli większość przybyłych stanowią mężczyźni.

I na koniec biedni emigranci dziękują Węgrom za pomoc.

Republika Południowej Afryki

Republika Południowej Afryki – państwo zmierzające do upadku. A może już upadłe. Zależy na jakie aspekty się patrzy. Poniżej analiza stan państwa, społeczeństwa i historii.

Kilka ciekawych danych:
– 35% dzieci jest wychowywanych przez oboje rodziców, a 23% przez żadne z rodziców,
– bezrobocie wśród czarnoskórych 40%
– 99% przychodów podatkowych pochodzi od 6 % płatników,
– 31 % obywateli (16,4 mln) otrzymuje wsparcie socjalne.
– 19,5% populacji (w wieku 15-49) ma HIV/AIDS
– w kraju zgłaszanych jest 1 250 000 gwałtów (ponad 50 mln obywateli); Interpol uważa, ze tylko 1% gwałtów jest zgłaszanych !!!
– 10% zgłaszanych gwałtów popełnianych jest na dzieciach poniżej 3 roku życie
itd…

– – – — –

Uzupełnienie
Poniżej jeszcze kilka słów o największym bojowniku o wolność czyli Nolsonie Mandeli i założonej przez niego terrorystycznej organizacji Włócznia Narodu Umkhonto we Sizwe. Nelson Mandela został skazany na dożywotnie więzienia nie za działalność opozycyjną tylko za założenie i udział w terrorystycznej organizacji.

AGENDA czyli socjaliści i komuniści w akcji

Polecam film „AGENDA: Grinding America Down„. Film został zrobiony przez „prawicowców”. Jest tam trochę bajek i bzdur. Warto go jednak obejrzeć gdyż zawiera wiele ciekawych informacji o ideologii socjalistycznej i komunistycznej. No i oczywiście o tym jak ta ideologia jest wprowadzana w życie.
Obejrzenie filmu ułatwia zrozumienie zmiany zachodzących w Polsce.

Autor filmu nie zadał bardzo ważnego pytania: kto to wszystko sponsoruje?

(Jaśnie) Pan Murzyn

Poniżej artykuł „(Jaśnie) Pan Murzyn” autorstwa Mariusza Max Kolonko.
Stary ale jakże aktualny

Jakiś czas temu, jako gość programu „Szymon Majewski show”, otrzymałem scenariusz odcinka. Przeczytałem, że obok mnie, w jednej ze scen, pojawić się miał „Pan Murzyn”. Określenie zdziwiło mnie. Wyjaśniono mi, że chodzi o opisanie postaci z szacunkiem. Dlaczego zatem ja sam nie pojawiłem się w scenariuszu jako „Pan Biały?”. Nie było też „Pana Gościa”…

Polskie media nieustannie piszą o „czarnoskórym” prezydencie Obamie, używając rasowego określenia Murzyn wstydliwie. Pomijając fakt, dziwnie uchodzący rzeszom dziennikarzy, że Obama jest Mulatem, powstaje pytanie, czy McCain był kandydatem „białoskórych”? I co na to czerwonoskorzy Indianie?

Mieszkając przez ostatnich 20 lat w Ameryce, przeoczyłem moment, w którym słowo „Murzyn” zaczęło w Polsce denerwować, stało się tabu, dołączyło do słów-chwytów stosowanych przez proponentów globalizacji kulturowej Europy. W ciągu niespełna dwóch pokoleń używający potocznego słowa „Murzyn” przeszli do kategorii nietolerancyjnych Polaków, wręcz rasistów, którzy nie potrafią się odnaleźć w nowoczesnym tyglu współczesnego świata.
Bambo propagandowy

Kiedy w szkole dukaliśmy „Murzynka Bambo” Tuwima na wyrywki, nie wiedzieć czemu, zamiast „uczy się pilnie…”, stale wychodziło mi: „uczy się w Wilnie z pierwszej czytanki…”, więc zawsze dostawałem pałę i nigdy nie wiedziałem, za co. Odtąd obdarzony nieprzewidywalną mocą tajemniczy Murzynek stawał się dla mnie bohaterem dwóch narodów, tak jakby. Marzyłem o nim, pragnąłem go poznać, śnił mi się po nocach… W rzeczy samej w tamtych czasach Murzyn w Bydgoszczy był zjawiskowo tak odległy jak nogi Sophii Loren w autobusie marki Jelcz, który woził nas co dzień do szkoły.

Dzisiejsza młodzież nie wie już, że opanowanie pamięciowe tego wierszyka było dla dzieci w komunistycznej Polsce obowiązkiem, taką legitymacją niezbędną do funkcjonowania w roli przyszłego obywatela wspierającego proletariuszy wszystkich krajów, którzy akurat w tym czasie łączyli się w wysiłku opanowania krainy nazwanej kolorowo przez Szklarskiego Czarnym Lądem.

Sowieci kupowali ten ląd kak idziot: do Gwinei pojechało milion śrubokrętów, pługi śnieżne. Do Egiptu poszły ziły (bez części zamiennych). W Sudanie Chruszczow postawił fabrykę puszek (nie było co/kogo puszkować). Do wyzwalających się spod kolonialnego jarzma afrykańskich krajów w jedną stronę jechała pomoc gospodarcza, w drugą jechali Murzyni. Mieli polubić komunistycznych braci, a bracia przygarnąć ich proletariackim uściskiem. Nie wychodziło to najlepiej.

Najpierw poszło o dziewczyny. Komsomolcy sprawili Murzynom lanie za podrywanie swoich. Murzyn w Moskwie był dla sowieckiej maładioży tym, czym wiele lat później dla polskich nastolatków bawiących u Maxima w Gdyni sypiący zielonymi Mahoniowy Gość. Separatyzm praktykowały sowieckie ambasady w Afryce, stosujące dyplomatyczną zasadę niebratania się z czarnymi.

Wtedy to, aby zapobiec rasistowskim incydentom, w salonach towarzyszy narodził się plan podsunięcia dzieciom promurzyńskiej rymowanki i umieszczenia jej w każdym elementarzu, każdej szkoły.

Tak historii przypasował się Tuwim. Figlarny Bambo od 1957 roku przez następnych 25 lat budził naszą sympatię, uczył i bawił zarazem, przy okazji zamieniając polskie dzieci w piątą kolumnę sowieckiej propagandy.

Kilka pokoleń po tym, gdy Murzynek Bambo zamieszkał nad Wisłą, antyrasistowski w założeniu wierszyk czyta już nowe pokolenie Polaków, ale zupełnie inaczej. Oto sympatyczny Murzynek fiknął koziołka o 180 stopni i maszeruje dziś w pierwszomajowym pochodzie liberalnej rewolucji ze szturmówką tolerancji w garści.
Polack, Murzyn dwa bratanki

Sąd Najwyższy podtrzymał w mocy wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu i oddalił pozew czarnoskórego studenta Samuela Fosso przeciwko wydawnictwu Dobry Humor, które w 1997 roku opublikowało rasistowskie dowcipy o Murzynach” („Gazeta Wyborcza”, 2000).

Tolerancyjne lobby w Polsce zapiszczało, jak rasowa opona powinna: „Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii wyraziło niepokój, że w Polsce nie karze się za lżenie mniejszości etnicznych i religijnych, co świadczy o braku wyczulenia jurysdykcji na problemy rasizmu i ksenofobii”. Wezwano do debaty, ale do niej nie doszło. Samuel Fosso strzelił za wcześnie i ze złej armaty. Udowodnienie szkodliwości społecznej utworu satyrycznego jest trudne prawnie. Wie o tym ponad 10 milionów Polaków w Ameryce, wyśmiewanych każdego dnia w tzw. Polish Jokes, w których główną rolę gra pan Polack.

Ale dzisiejsze protolerancyjne lobby bardziej interesuje dobre samopoczucie paru tysięcy Murzynów w Polsce niż godność ponad 10 milionów Polaków w Ameryce. Ci ostatni zaś, kiedy odwiedzają ojczyznę, coraz częściej potykają się o zręby konstrukcji, którą w Ameryce od lat stawiają kulturowi marksiści, a w której jedną ze sprężyn są Słowa -Katapulty.

„Polack” jest stary jak Ameryka. Termin wywodzi się z nonszalancji, z jaką amerykańska kultura asymiluje i amerykanizuje rodzime etnicznie nazewnictwo, wchłaniając rzesze imigrantów. Polack (zamiast poprawnie: Pole) przylgnął do katalogów urzedników imigracyjnych Ellis Island jako łatwy do wypowiedzenia endonim. Dla na ogół mało obeznanych z geografią Amerykanów Polack to był każdy, kto mieszkał na wschód od Niemiec, gdzie dla wielu w Ameryce kończyła się Europa. W efekcie gdzieś na polskiej, na ogół niewykształconej, imigracyjnej drodze utrwalił się wizerunek amerykańskiego Polaka jako człowieka mało bystrego, „uczciwego poczciwca” obdarzonego prostym sercem i nadludzką siłą.

Jest to wizerunek plastyczny filmowo, zezwalający scenarzystom Hollywoodu na artystyczne fiku psiku, w którym Polack gra na emocjach jak Rusek na akordeonie. Taki jest Stanley Kowalski w sztuce Tennessee Williamsa „Tramwaj zwany pożądaniem”. Ów Polack jawi się w tej klasyce światowej literatury jako prostolinijny, brutalny tępak w zapoconej koszuli i z butelką whisky w ręce.

W filmie „Uciekinier” (The Fugitive) z 1993 r. z Harrisonem Fordem pojawia się scena z poszukiwanym przez policję „chicagowskim Polaczkiem” i jego mamą. On, zamieszany w handel narkotykami, i ona, paplająca po polsku przaśna kobieta, której jedyną pozytywną cechą jest gościnność.

W romantycznej komedii „Rozstanie” (The Breakup) z 2006 r. partnerem Brooke Meyers (Jennifer Anniston) jest Gary Grobowski, chicagowski „Polaczek bez przyszłości”, jak sam o sobie mówi. Jest wielki, prosty i głupi. Lubi futbol i piwo i nie odróżnia Van Gogha od Picassa.

Film „Borat” o amerykańskim korespondencie z Kazachstanu był często odbierany wśród moich amerykańskich kolegów jako film o Polakach (wielu z nich uważa, że Kazachstan to odległa prowincja Polski), zwłaszcza że eklektycznie skonstruowany bohater wtrącał także nasze „jak sie mas” i „dzien dobre”. Odkąd film się ukazał, polskich korespondentów telewizyjnych w Ameryce określa się mianem Boratów, i nie jest to wcale dowcip.

Coś mi się zdaje, że te same dowcipy z podstawionym zamiast słowa „Polack” słowem „czarnuch” (Nigger) czy „żydek” (Hymie) przerwałaby w try miga jakaś komisja ds. tolerancji, posyłając opowiadającego na zasłużony odpoczynek. Taki m.in. los spotkał w 2007 r. Dona Imusa prowadzącego przez 30 lat program newsowo-satyryczny po tym, gdy użył sformułowania „trawniki” (oryg. nappy headed hoes, dosł. k…y z sianem na głowie), komentując na żywo mecz czarnych koszykarek Rutgers University. Stacja CBS zerwała z nim 40-milionowy kontrakt.
Słowa -Katapulty

Parę lat temu w TVP pewien dyrektor powiedział mi przejęty, że właśnie usiadł w fotelu katapulcie, jakim w telewizyjnym żargonie zwykliśmy określać posadę szefa Jedynki. Chodziło o to, że stanowisko to miało niewidzialny uchwyt, za który pociągała co jakiś czas niewidzialna ręka niczym pilot F-16 za dźwignię „eject”, katapultując delikwenta w niebyt.

Otóż w dzisiejszej Ameryce istnieje coś, co określiłbym jako „Słowa-Katapulty”, określenia no-no, językowe tabu, coś, czym za moich czasów na studiach w socjalistycznej Polsce były np. słowa: „solidarność”, „Wałęsa” albo po prostu: „Lechu”, „Wilno”, „gułag”. „Katyń” był superkatapultą (jedynym niekatapultowanym, jakiego znam, był Radek Sikorski, który na fakultecie z historii wygłosił referat „Katyń – sowiecka zbrodnia” i dosiedział w ławce, w jednym kawałku, do dzwonka).

W Ameryce słowa katapulty pojawiły się stosunkowo niedawno. W 2006 roku radiowiec Tim Dorsey stracił pracę, ponieważ mówiąc o aspiracjach Condoleezzy Rice, przejęzyczył się, używając zamiast słowa „coup” (sukces) słowa katapulty „coon” (rasistowsko o Murzynach– skrót od szop, raccoon). Lista katapultowanych jest długa i obejmuje także tzw. zwykłych ludzi. Parę miesięcy temu w Kansas 22-latek katapultował się ze sklepu sieci Journey po tym, jak pewien Murzyn po awanturze zareklamował buty do zwrotu. Chłopak zwrócił pieniądze wraz z rachunkiem, na którym, zamiast nazwiska klienta, wbił do komputera: „dumb n” (głupi cz[arnuch]). Jak niegdyś SB w Polsce, tak dziś FBI w Ameryce wysłało agenta do zbadania sprawy…

„Do Obamy należy wybór, czy będzie Wujkiem Samem dla ludzi w tym kraju czy Wujem Tomem wielkich korporacji” – powiedział niezależny kandydat prezydencki Ralph Nader w noc wyborczą 2008 roku. Słowem katapultą był tu „Wuj Tom” (Uncle Tom), amerykański kuzyn polskiego Murzynka Bambo. Ponieważ Nader był kandydatem niezależnym, katapulta nie zadziałała, choć liberalne media uznały to za koniec kariery tego polityka.

Wuj Tom to postać z „Chaty Wuja Toma”, XIX-wiecznego bestsellera Harriet Beecher Stowe. Książka stała się symbolem głupoty niewolnictwa, które miłość chrześcijan obalić może . Tak też się stało w Ameryce mniej niż dekadę później. Ale dziś Wuj Tom to rasistowskie określenie Murzyna wysługującego się białym. Rasowy epitet, którym obrzucało się dwoje murzyńskich (sic!) delegatów na konwencji Partii Demokratycznej w Denver w sierpniu 2008 r. za popieranie Hillary Clinton.

Kulturowe baby boom

Wuj Tom, jak nasz Murzynek Bambo, niepostrzeżenie fiknął liberalnego koziołka, służąc do budowy dziejowej katapulty, którą ustawiło w Ameryce pokolenie powojennego wyżu demograficznego lat 60. o nazwie Baby Boom Generation.

W latach 80. pokolenie baby boom – ponad 70-milionowa armia rozpuszczonej młodzieży, która jeszcze kilkanaście lat wcześniej, napruta narkotykami, taplała się w błotach Woodstock – zasiadało już rozparte na wygodnych posadach na amerykańskich uniwersytetach, w sądach, władzach miejskich, komitetach osiedlowych i redakcjach gazet, jak Ameryka długa i szeroka. Teraz celem ataku były już nie tradycje i kulturowe status quo, lecz narodowe ikony.

Z gmachu sądów niknęły tablice z dziesięcioma przykazaniami, dobrowolne czytanie Pisma Świętego zostało uznane za sprzeczne z konstytucją. W 1992 roku zakazano jakichkolwiek modlitw podczas matur. W 2000 roku studentom zakazano odmawiania modlitwy przed futbolowymi rozgrywkami. Jeden z największych prezydentów kraju – George Washington (właściciel niewolników) – stał się słowem-katapultą.

W 1992 roku opracowano nowe standardy nauczania dzieci w klasach 5- 12. Stworzono obowiązującą do dziś listę zakazanych ilustracji, których w publikacjach szkolnych należy unikać: czarne sprzątaczki, Indianie z pióropuszami na głowach, Meksykanie na osłach, Chińczycy na polach ryżowych, Japończycy z aparatami fotograficznymi. Azjaci nie mogą mieć na rysunkach skośnych oczu bądź pojawiać się z widokiem pralni w tle. Żydzi nie powinni być pokazywani jako złotnicy, dentyści, prawnicy, kupcy. Itd.

Baby boomers podważyli także amerykańską tradycję literacką. „Przygody Huckleberry Finna”, książka Marka Twaina, o której Hemingway powiedział, że wywodzi się z niej „cała współczesna literatura Ameryki”, znika dziś z lektur szkolnych w Ameryce. Powodem jest postać Jima, Murzyna, niewolnika zbiega. „Każdy nauczyciel próbujący użyć tego śmiecia na naszych dzieciach powinien być wyrzucony (czytaj: katapulowany) z pracy na miejscu” – powiedział o dziele czarny pedagog John Wallace („New York Times”, 1996).
I nie będzie już nikogo

Mark Twain posłużył się w książce klasycznym językiem Missisipi lat 40. XIX wieku. Rasowy termin „Nigger” (czarnuch, z łac. niger, czarny) sypie się tam często, choć w czasach Twaina nie miał jeszcze konotacji, jaką ma dziś. Amerykańska proweniencja słowa „Nigger” ma te same źródła co rasistowski endonim „Polack”, będąc fonetycznym zapisem błędnie wypowiadanego słowa, powszechnie używanego przez białe południe Ameryki – „Negro”, na określenie Murzynów, słowa używanego także przez Martina Luthera Kinga.

„Czarnuch” pojawiał się u Dickensa i Conrada („The Nigger of the Narcissus”, 1897). Jest też u Agathy Christie – „Ten Little Niggers” w Polsce ocenzurowanych w tytule do „Dziesięcioro Murzyniątek”, choć powinno być właściwie: „Dziesięcioro Czarnuszków”. Tytuł, zaczerpnięty z dziecięcej wyliczanki XIX-wiecznego Tuwima Ameryki Septimusa Winnera „Dziesięciu Indiańców”, wypiekał się w liberalnym piecu długo, ewoluując od czarnuchów, Indian, poprzez żołnierzyków, kończąc na bezpiecznym, choć nieprawdziwym historycznie tytule: „I ( wtedy) nie było już nikogo” (And Then There Were None), stanowiącym nomen omen ostatnią zwrotkę wyliczanki, w której bohaterowie unicestwiają sami siebie.

„Czarnuch” Twaina katapultował wspaniałe dzieła „ojca amerykańskiej literatury”, jak mówił o nim Faulkner, na czarną (nomen omen) listę cenzury. Jak podaje zestawienie American Library Association, „Przygody Hucka Finna” jest dziś w czołówce najczęściej atakowanych książek w Ameryce. (obok: „1984” Orwella, „Przeminęło z wiatrem” Mitchell i „Przygód Tomka Sawyera” tegoż Twaina).

W 2007 roku rada miejska Nowego Jorku wydała rezolucję (na razie symboliczną) zakazującą użycia słowa „Nigger” (czarnuch) w metropolii nowojorskiej. Rezolucja proponuje także, aby utwory muzyczne używające tego słowa zostały wyłączone z pretendowania do nagród Grammy. Zalecenie eliminuje praktycznie 90 procent dzieł raperów, dla których „czarnuch” jest powszechnie stosowanym przecinkiem uwielbianym przez rzesze białej młodzieży pokolenia X (dzieci baby boomers), aspirujące do rapowej popkultury choćby narzuconym sobie dobrowolnie przydomkiem „Wiggers” (White Niggers – Białe Czarnuchy).

Kulturowy marksizm zakładał, że tak jak zachodnia kultura stworzyła kapitalizm, tak upadek zachodniej kultury obali kapitalizm. Najistotniejszą misją socjalizmu – pisał Gramsci – jest „przejęcie kultury”. 50 lat później w Ameryce, niepostrzeżenie, ów akt się wypełnia. Milan Kundera w „Księdze śmiechu i zapomnienia” pisze, że pierwszy stopień w likwidacji mas ludzkich to wymazanie ich pamięci. Bambo Tuwima czy Czarnuch Jim Twaina to niejedyne klejnoty wymazywane ze zbiorowej pamięci narodów.

Tak jak w ideologii komunizmu-socjalizmu Murzyn służył do ekspansji politycznej, tak w ideologii liberalnej Pan Murzyn staje się z pozoru nieistotnym trybikiem maszyny, której mechanizm rabuje narody z przeszłości jak złodziej ogałacający o zmierzchu wnętrze katedry – kradnie po cichu tradycje, wiarę, krzywdy, grzechy, prawdy, zwyczaje, historię, religie i to, co każdy naród ma najcenniejsze: pamięć. A kiedy ona zniknie, to – trawestując Agatę Christie – „nie będzie już niczego”. Pan Murzyn zrobił swoje. Może odejść.