Czesi nie chcą euro

Po raz kolejny zazdroszczę Czechom prezydenta. W przeciwieństwie do Tusko-Komorowskich rządzący Czechami myślą o swoim kraju i obywatelach.

No i w końcu UE zaczyna pokazywać swoją prawdziwą twarz. Wraz z podpisaniem traktatu skończyły się rządy prezydentów i parlamentów. O wszystko trzeba prosić Brukseli.

—————-

Praski dziennik „Lidove Noviny” doniósł w sobotę, że tamtejszy rząd chce prosić Brukselę o zwolnienie kraju z konieczności zamiany korony na euro

Negocjacje w tej sprawie zalecają premierowi Petrowi Neczasowi prezydent Vaclav Klaus oraz Narodowy Bank Czeski. Argumentują to zasadniczą zmianą sytuacji w strefie. – Kiedy na wniosek Niemiec mówi się o wprowadzeniu do treści traktatu z Lizbony mechanizmów ochronnych dla bankrutujących państw strefy euro, jest czas, aby mówić o wyłączeniu Czech z unii walutowej – przytacza słowa prezydenta dziennik.

Do przyjęcia euro Czechy zobowiązały się podobnie jak Polska przy wstąpieniu do UE w 2004 roku. Praga tak samo jak nasz rząd nie określiła jeszcze terminu zastąpienia czeskiej korony unijną walutą. O ile jednak u nas podaje się daty 2017 – 2020, o tyle Czesi byli dotąd większymi optymistami i uważali, że będzie to możliwe około 2015 roku.

Czeski bank centralny przygotował analizę precyzującą, jak uniknąć przyjęcia wspólnej waluty (czy wyobrażasz sobie taką sytację w Polsce?). Jednak sam Neczas wyjaśnił gazecie, że rozumie motywy prezydenta i banku centralnego. – My tę możliwość w rzeczywistości mamy już teraz – stwierdził premier. – I choć de iure mamy obowiązek euro przyjąć, nie musimy tego robić i nikt nas do tego nie może zmusić.

Czesi mają podobne problemy co Polska – na drodze do euro stoi przede wszystkim wysoki deficyt budżetowy. Z tego samego powodu jako bardzo daleką określił wczoraj polską drogę do euro Jacek Rostowski, minister finansów. – Najpierw musimy wyjść z procedury nadmiernego deficytu – wyjaśnił Rostowski. – Przewidujemy, że to nastąpi najpóźniej w 2013 r. Ale musimy być też pewni, że ta stabilizacja finansów publicznych jest na takim poziomie, jakiego wymaga strefa euro, że poziom deficytu będzie osiągnięty w trwałej perspektywie.

Źródło: Rzeczpospolita: Czesi nie chcą euro. Przed nami daleka droga

Reklamy

Nicolas Sarkozy o prezydencie Czech Vaclavie Klausie

Sarkozy powiedział (o prezydencie Czech Vaclavie Klausie), że „nie traktuje się w ten sposób ani liderów grup politycznych, ani przewodniczącego Parlamentu Europejskiego ani symboli Europy niezależnie od przekonań politycznych”.

opinia dotyczy spotkania prezydenta Vaclava Klausa z parlamentarzystami Wspólnoty Europejskiej w Pradze.

Źródło: Rzeczpospolita: Sarkozy i Barroso krytykują Klausa, apelują do Kaczyńskiego
16.12.2008

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej

Prawdziwa twarz socjalistycznych przedstawicieli Unii Europejskiej. Przyzwyczajajcie się po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego taki sposób negocjacji zostanie wprowadzony w całej Unii.
Z perspektywy tej rozmowy popatrz na działania i zachowanie Donalda Tuska i odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego on tak się zachowuje?

———-

Jak się rozmawia na unijnych salonach? Cohn Bendit myśli, że jest nadal na paryskiej barykadzie, a irlandzki polityk ignoruje decyzję swoich rodaków. To cud, że Vaclavowi Klausowi nie puściły nerwy.

Jako pierwsi przedstawiamy w języku polskim zapis dyskusji, o której mówi cała polityczna Europa. Miała miejsce w piątek 5 grudnia w Pradze, gdzie prezydent Czech Vaclav Klaus był w skandaliczny sposób pouczany przez oficjeli Unii Europejskiej.


Vaclav Klaus:

Bardzo się cieszę, że mogę Was dzisiaj przywitać na Zamku Praskim. Szczególnie mnie cieszy możliwość dyskusji dlatego, że wiem jak moje poglądy i postawy są w mediach często demonizowane i przedstawiane w sposób karykaturalny. Jest to szansa byśmy mogli bezpośrednio i bez zakłóceń przedyskutować swoje postawy. Jestem tym, który zawsze mówił, że dla członkostwa Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej nie ma alternatywy. To ja byłem tym, który w 1996 roku złożył do premiera Dinima wniosek Czech o przystąpienie do UE. To ja podpisałem Traktat Akcesyjny. Stoimy na progu czeskiego przewodnictwa w UE. Jestem przekonany, że z tym sobie bez problemów poradzimy. Rząd i inne organy władzy Republiki Czeskiej są na to przewodnictwo odpowiednio przygotowane.

Hans-Gert Pöttering:

Dziękujemy za przyjęcie. Jestem w Parlamencie Europejskim od 1979 roku, całe swoje życie jestem „na usługach Europy”. To, że Czechy są obecnie państwem członkowskim UE, a wkrótce będą przewodniczyć Unii Europejskiej to cud, o którym przed trzydziestu laty nam się nawet nie śniło. Chciałbym przeprosić w imieniu kolegi Josepha Daula, który jest na wcześniej zaplanowanej wizycie w Finlandii, ale rozumiem, że osobiście spotkaliście się tutaj na Zamku Praskim kilka tygodni temu. Jest tradycją, że każdy z członków Konferencji PE będzie miał podczas przyjęcia krótkie słowo i możliwość zadania pytań. Proszę najpierw kolegę Schulza.

Martin Schulz:

W imieniu socjaldemokratów chciałbym powiedzieć, że jesteśmy gotowi wesprzeć czeską prezydencję, która nie będzie łatwa. Będzie ona miała wpływ na nadchodzącą kampanię wyborczą do PE oraz długo dyskutowane problemy, których w UE nie można rozwiązać. Chodzi o pakiet klimatyczny, mimo że Francja ma ambicję wynegocjowania tej kwestii jeszcze przed końcem roku. Potem Traktat Lizboński, co do którego jest duża różnica zdań między Czechami a stanowiskiem PE. Europejscy socjaliści będą walczyć o to, aby był ratyfikowany. Traktat Lizboński jest konieczny, nieunikniony, absolutnie niezbędny. Wiem, że w tym względzie ma Pan poniekąd kontrowersyjne poglądy, panie Prezydencie.

Vaclav Klaus:

(żartobliwie) Przecież mnie znacie, ja nie jestem kontrowersyjny.

Martin Schulz:

(także żartobliwie) Ja jestem obecnie w PE znany z tego, że nie jestem kontrowersyjny, więc będziemy się rozumieli.

Graham Watson:

Panie Prezydencie, my wszyscy znamy niemiecki, angielski, francuski, hiszpański i włoski. Różnorodność językowa jest w Unii Europejskiej wielką wartością. Życzymy Waszej prezydencji sukcesu. Będzie w niej dominować konieczność poradzenia sobie z kryzysem finansowym i ekonomicznym. Ważne jest, aby kontynuować agendę lizbońską. Historia pokazała, że znalezienie rozwiązania umożliwia europejska solidarność, która pozwoliła nam zatrzymać wejście Rosji do Gruzji, która pozwoliła na znalezienie rozwiązania kryzysu finansowego. Większość dzisiejszych problemów ma charakter ponadnarodowy i ich rozwiązanie można znaleźć na poziomie ponadnarodowym. Możemy mieć odmienne poglądy ws. architektury „europejskiego domu”, ale ważne jest, aby ten dom był zbudowany.


Daniel Cohn-Bendit:

Przyniosłem Panu flagę, którą tu najwyraźniej wszędzie macie na Zamku Praskim. To jest flaga Unii Europejskiej, tak ją postawię tutaj przed Panem. To będzie trudne przewodniczenie. Czechy będą miały do czynienia z projektem dyrektywy ws. prawa pracy i pakietem klimatycznym. Pakiet klimatyczny UE reprezentuje mniejszą cząstkę, niż byśmy sobie życzyli. To konieczne, aby tego minimum dotrzymać. Jestem przekonany, że zmiany klimatyczne stanowią nie tylko zagrożenie, ale i niebezpieczeństwo dla dalszego rozwoju planety. Opieram się na poglądzie naukowym i zgodzie większości w PE. Wiem, że się Pan ze mną nie zgodzi. Może Pan wierzyć, w co chce, ja jestem przekonany, że globalne ocieplenie jest rzeczywistością, nie jest to kwestia mojej wiary. Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.

Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana przyjaźni w panem Declan Ganley’em z Irlandii. Jak może Pan się spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca? Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać. To jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.

Vaclav Klaus:

Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie mówił przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest Pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu – przyp. Fronda.pl). Widzę, że się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest finansowana działalność Zielonych. Jeśli zależy Panu na racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje, proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.

Hans-Gert Pötering:

Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował, ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.

Vaclav Klaus:

To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.


Daniel Cohn-Bendit:

Pan mnie jeszcze tutaj nie gościł. Z prezydentem Havlem rozumieliśmy się zawsze bardzo dobrze. A co mi Pan powie o swoim stanowisku w sprawie prawa antydyskryminacyjnego? Co do naszych finansów jeszcze będę Pana instruował.

Brian Crowley:

Ja jestem z Irlandii i jestem członkiem tamtejszej partii rządzącej. Mój ojciec walczył całe życie o niepodległość przeciw brytyjskiej dominacji. Wielu moich krewnych straciło z tego powodu życie. Mogę sobie zatem pozwolić, żeby powiedzieć, że Irlandczycy chcą Traktatu Lizbońskiego. Przez fakt, że po przyjeździe do Irlandii spotkał się Pan z Ganley’em, dopuścił się Pan obrazy irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru jest niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę Pana po prostu poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy.

Życzę Panu, aby był Pan w stanie wykonać program Waszego przewodnictwa. Aby udało się Wam osiągnąć to, czego życzy Pan obywatelom europejskim.


Francis Wurz:

Francuski prezydent powiedział, że tarcza antyrakietowa nie jest dobra dla Europy. Chciałbym zapytać Pana o Pańskie stanowisko w tej sprawie, Panie Prezydencie.

Hanne Dahl:

Panie Prezydencie, dziękuję. Ja nie dam Panu żadnej flagi, ponieważ w moim kraju uważa się za słuszne dawać razem z własną flagą także flagę gospodarza, to w złym tonie darować jedną flagę. Pan Pöttering pewnie Panu powie, że w wielu kwestiach ja nie dokonuję przeglądu Konferencji przewodniczących PE, ale bardzo się cieszę, że się z Panem spotykam osobiście. Nie zgadzamy się z polityką klimatyczną, ani z koncepcją gospodarki rynkowej w Unii Europejskiej.

Jak już Pan powiedział, istnieje potrzeba, aby nie był Pan demonizowany w Europie, a to, co dziś od pana usłyszałem, mnie zadowala. Nie jest Pan demonem, ale odważnym prezydentem, który broni swoich poglądów. Zgadzam się z Panem, że debatę należy w Europie kontynuować. Jest koniecznością, żeby zapewnić wysoką frekwencję wyborczą w nadchodzących wyborach do PE. Jest koniecznością, aby w Unii Europejskiej była możliwość sprzeciwu. Jest możliwość sprzeciwu wobec jakiejś dyrektywy, ale nie można sprzeciwić się traktatom. Jestem dumny z tego, że nie przyjęliście wszystkiego, co przychodzi z Brukseli.


Irena Belohorská:

Ja będę mówić po angielsku, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie pracowaliśmy.

Vaclav Klaus:

Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.

Przede wszystkim chciałbym podkreślić to, co myśli większość obywateli Republiki Czeskiej, że dla nas, dla członkostwa w UE nie ma alternatywy. To ja składałem wniosek o nasze przystąpienie do UE w 1996 roku, a w 2003 roku podpisałem Traktat Akcesyjny.

Porozumienie w ramach Unii ma jednak mnóstwo alternatyw. Uznawać jedno z nich za święte, nienaruszalne, w sprawie którego nie wolno zadawać pytań, krytykować go, stoi w sprzeczności z samą istotą Europy.

Jeśli chodzi o Traktat Lizboński, chciałbym przypomnieć, że nie jest on jeszcze ratyfikowany nawet w Niemczech. Traktat konstytucyjny, za który uważany jest Lizboński, w referendum odrzucony został wolą dwóch innych krajów. Jeżeli pan Crowley mówi o zniewadze irlandzkich wyborców, to muszę z kolei przypomnieć, że największą zniewagą wobec irlandzkiego elektoratu jest nierespektowanie tego, co zostało przegłosowane w czerwcowym referendum ws. Traktatu Lizbońskiego. Ja spotkałem się w Irlandii z kimś, za kim stoi zdanie większości w kraju, a Pan, panie Crowley, jest rzecznikiem poglądów, które w Irlandii są mniejszościowe. To jest namacalny wynik referendum.

Brian Crowley:

Pan nie będzie mi mówił, jakie poglądy mają Irlandczycy. Jako Irlandczyk wiem to najlepiej.


Vaclav Klaus:

Ja nie spekuluję o poglądach Irlandczyków. Ja tylko stwierdzam, jakie są wymierne dane o ich stanowisku, wynikające z referendum.

Odnośnie Traktatu Lizbońskiego – u nas nie jest on ratyfikowany dlatego, że o nim nie zdecydował nasz parlament. O to nie należy winić prezydenta. Poczekajmy na decyzje obu izb parlamentu, to jest aktualna faza procesu ratyfikacyjnego, w którym prezydent republiki nie odgrywa żadnej roli. Na dzień dzisiejszy nie mogę podpisać traktatu, bo nie leży na moim stole. Najpierw musi o tym zdecydować parlament. Dopiero wtedy ja będę się tą sprawą zajmował. Jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, czeski rząd będzie się w tej sprawie kierował zasadą racjonalności.

Prawo antydyskryminacyjne – jestem przekonany, że to jest radykalnie złe prawo, ale ja na jego przyjęcie, nawet gdybym chciał, nie mam wpływu. Jest w parlamencie i tam nie ma większości potrzebnej do jego przyjęcia.

Pan Watson wspomniał o agendzie lizbońskiej – to już rzecz prawie zapomniana. I słusznie zapomniana.

Kryzys finansowy – jestem przekonany, że w sprawie kryzysu finansowego czeski rząd będzie po stronie zwolenników racjonalnych kroków. Nie byłoby mądrym krokiem, żeby pod pretekstem walki z kryzysem, likwidować wolny rynek. Myślę, że Republika Czeska jest w tym wypadku w korzystnej sytuacji. Doświadczyła kryzysu finansowego i bankowego w latach 1997-98. Banki od tego czasu zachowywały się bardzo odpowiedzialnie i nie są dzisiaj tak mocno narażone na ryzyko. Teraz okazuje się to być zaletą.

Odnośnie radaru – w tym wypadku Czechy mają swobodę decyzji i same wybiorą, co jest dla nich odpowiednie. Dla wielu ludzi u nas i dla mnie także, to jest kwestia promocji więzi transatlantyckich. Mam nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości ratyfikujemy odpowiednią umowę.


Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze przed moją ostatnią wypowiedzią oddam słowo koledze Schulzowi.


Martin Schulz:

Unia Europejska jest unią suwerennych państw, a nie federacją. Z tego, co Pan mówił rozumiem, że irlandzkie „nie” dla Traktatu, trzeba respektować. Co jednak z szacunkiem wobec głosów wyborców w Hiszpanii, w Luksemburgu, którzy znaczną większością głosów powiedzieli Traktatowi Lizbońskiemu „tak”?

Vaclav Klaus:

W UE jeszcze obowiązuje zasada jednomyślności, więc trzeba ją respektować. Unia może funkcjonować tylko wtedy, o ile respektowane są jej własne reguły i zasady. Należy wrócić do deklaracji z Laeken i renegocjować Traktat Lizboński. Istnieje potrzeba decentralizacji, rozmów o tym, jak przywrócić władzę na poziomie państw członkowskich, bliżej ich obywateli, jak przejść od poziomu superpaństwa do poziomu międzyrządowego.

Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze zanim powiem ostatnie słowo chciałbym powiedzieć, że Konferencja Przewodniczących PE dyskutowała o terminie Pana wystąpienia w PE i proponuje Panu 19 lutego. W kwietniu postaramy się o wystąpienie prezydenta a USA, a parlament ma ostatnie posiedzenie 7 maja.

Wreszcie chciałbym coś powiedzieć i opuścić ten pokój na dobre. To, żeby Pan nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne. Każdy z nas ma swoje głębokie zakorzenienie w swoim kraju i w naszych okręgach wyborczych. Chodzi nam o wolność i demokrację, o pojednanie w Europie. My popieramy czeskie przewodnictwo, mamy dobrą wolę i nie jesteśmy naiwni.

Vaclav Klaus:

Ja nie porównywałem Was ze Związkiem Sowieckim, słowo Związek Sowiecki nie wypowiedziałem. Powiedziałem natomiast, że takiej atmosfery i stylu negocjacji, jak dzisiejszy, nie doświadczyłem doprawdy przez minionych 19 lat w Republice Czeskiej.

Dziękuję Panom za możliwość spotkania z Wami, jako posłami PE. Jest to doświadczenie odmienne od tych, które mam ze spotkań z prezydentami i premierami krajów członkowskich UE.

—————

Finał historii w Parlamencie Europejskim (dyskusja o zachowaniu Daniel Cohn-Bendit, Hans-Gert Pöttering, Martin Schulz między innymi z udziałem Nicolas Sarkozy)

———–

Vaclav Klaus – prezydent Republiki Czeskiej

Hans-Gert Pöttering – niemiecki polityk chadecki. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego

Martin Schulz – niemiecki polityk, przewodniczący Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim

Daniel Cohn-Bendit – jeden z przywódców rewolucji ‘68. W wyborach w 1999 wszedł do PE z listy francuskich Zielonych, w 2004 – z listy Zielonych niemieckich. Współprzewodniczący Grupy Zieloni – Wolny Sojusz Europejski

Brian Crowley – irlandzki polityk prawicowy, współprzewodniczący frakcji Unia na rzecz Europy Narodów w PE

Francis Wurtz – członek Francuskiej Partii Komunistycznej. Przewodniczący Konfederacyjnej Grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica PE

Hanne Dahl – duńska eurodeputowana, współprzewodnicząca Grupy Niepodległość/Demokracja

Irena Belohorská – słowacka eurodeputowana, niezrzeszona

Źródło: Fronda.pl : Skandal w Pradze
8. grudnia 2008

————

Inne artykuły /wypowiedzi prezydenta Czech Vaclav Klausa

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej – skandaliczne zachowanie parlamentarzystów europejskich na spotkaniu z Prezydentem Vaclavem Klausem

Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Traktat Reformujący EU- Konstytucja Europejska

Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

Wywiad z prezydentem Czech Vaclavem Klausem m.in. o kryzysie gospodarczym, Unii Europejskiej, fałszywych ideach i socjalizmie.

Wywiadu możesz odsłuchać tutaj (mp3)

Jest pan zaskoczony obecnym kryzysem na świecie?

Nie jestem specjalnie tym zdziwiony, wiele spraw było widocznych przez ostatnie parę lat, a szczególnie w ciągu ostatnich miesięcy, więc nic nie spadło nagle z nieba

A skala kryzysu?

Jest to coś zupełnie nowego jeśli chodzi o skalę. Zaczęło się od pierwszego etapu, którym był kryzys związany z rynkiem nieruchomości. Drugim etapem był kryzys finansowy związany z kredytami – to rozpoczęło się mniej więcej dwa miesiące, czy miesiąc temu. Jednak to, co ostatnio stało się na rynkach finansowych, jest dla nas czymś, czego skala jest zupełnie nowa i dziwne jest, że Stany Zjednoczone dopuściły do tego, że panika finansowa aż tak daleko się posunęła.

A czy odpowiedź, jakiej udzielają rządy Stanów Zjednoczonych i państw Unii europejskiej jest odpowiedzią adekwatną na kryzys światowy?

Musimy znaleźć odpowiedzi na dwa pytania. Po pierwsze jakie są rzeczywiste powody tego kryzysu, a po drugie – co należy zrobić w tej chwili. Uważam, że to, co robione jest w tej chwili przypomina przyjmowanie pigułki w sytuacji, gdy rozwinęła się już jakaś choroba po tylko, by zlikwidować symptomy. Nie dotarliśmy natomiast w żadnym wypadku do korzeni tego problemu. Czasem takie pigułki są potrzebne, jednak obawiam się, że świat wykorzysta nadmiernie obecną sytuację kryzysową do tego,  by wprowadzić bardzo surowe regulacje sektora gospodarczego, a będzie to bardzo poważny błąd. Tego typu regulacje w gospodarce wprowadzono już w latach trzydziestych, w okresie wielkiego kryzysu i był to ogromny błąd, którego powtórzenia bardzo się teraz obawiam. Boję się reperkusji [w sektorze] regulacji obecnego kryzysu.

Jak należałoby zareagować na kryzys światowy?

Muszę powiedzieć, że ja osobiście nie zajmuję się w tej chwili rozwiązywaniem kryzysu finansowego, jednak uważam, że po pierwsze należałoby powstrzymać panikę i nadmierną reakcję, która pojawiła się w wielu krajach. Po drugie – to co robią Stany Zjednoczone w tej chwili i co robi część państw europejskich jest dla mnie czymś bardzo niepokojącym – chodzi o objęcie gwarancjami kredytowymi we wszystkich bankach wszystkich depozytów złożonych przez obywateli – moim zdaniem jest to bardzo poważny błąd. Jest to związane także z pomysłem ubezpieczania [gwarantowania] kredytów międzybankowych oraz nacjonalizacją różnych sektorów działalności i usług. Moim zdaniem rzeczywiście jest to poważny błąd.

Ale to jest błąd, który ma zapobiec panice…

Nie wierzę w to. Naprawdę nie wierzę. Takie kroki tylko zwiększają panikę, jaka jest na rynku. Gdyby te kroki nie były podejmowane, zwykli ludzie nie byliby aż tak bardzo przerażeni. Tak więc ta panika nie jest w ten sposób łagodzona – a wręcz przeciwnie – jest wzmacniana.

Czyli można wyciągnąć wniosek, że świat szedł w złym kierunku, a idzie w jeszcze gorszym?

Myślę, że tak właśnie ta sytuacja wygląda, ponieważ nie znajduje się obecnie ani w rękach banków centralnych ani ministrów finansów – a powinna być właśnie przez banki centralne i ministrów finansów kontrolowana. W tej chwili poziom decyzyjny znalazł się w rękach polityków, takich na przykład jak Angela Merkel czy francuski prezydent Sarkozy. Oni nie są zainteresowani szczegółami finansowymi. Oni są zainteresowani jedynie swoją własną popularnością a także pokazaniem opinii publicznej, że są bardzo aktywni. Chcą zmaksymalizować korzyści wynikające z tej sytuacji dla ich pozycji politycznej – a nie są zainteresowani sytuacją ekonomiczną w swoich państwach. I to jest dla mnie bardzo niepokojące.

Czy w czasie spotkań na szczycie Unii Europejskiej z prezydentem Sarkozym czy z kanclerz Merkel pan prezydent powtarza im to samo? Mówi: „Uwaga, koledzy, idziemy w złym kierunku”?

Zawsze staramy się im takie poglądy przedstawić. Nie wiemy jednak, czy oni tego słuchają…

Ale zbliża się prezydencja Czech w Unii Europejskiej. Głos Czech będzie mocniejszy? Czy pan prezydent wykorzysta ten głos?

Uważam, że ludzie w państwach europejskich – a dotyczy to zarówno starych państw, jak i nowoprzyjętych – przeceniają znaczenie prezydencji unijnej. Zbyt wiele uwagi przykładają do prezydencji w Unii Europejskiej. Nie chodzi tu o rzeczywistą demokrację, która w Unii jest jak gdyby tylko odgrywana. Jeśli weźmiemy pod uwagę znaczenie prezydencji dużych państw członkowskich, takich jak na przykład Niemiec i porównamy to z prezydencją małych państw członkowskich – jak na przykład Słowenii na początku tego roku, to zauważymy, że różnice są wyraźne. Niestety obawiam się, że Czechy nie doprowadzą w czasie swojej prezydencji do żadnej rewolucji w Unii Europejskiej. Żałuję gdyż uważam, że w Unii przydałaby się taka rewolucja – rewolucja aksamitna.

Na czym miałaby polegać aksamitna rewolucja w Unii Europejskiej?

Jest to użycie starego czeskiego pojęcia w tym kontekście. Aksamitnej rewolucji. W latach 90-tych moim marzeniem było wejście Czech do Unii Europejskiej i wprowadzenie w Unii w ten sposób zmian. Chodził o to, by wprowadzić większy poziom demokracji. Chodziło o wprowadzenie deregulacji, odbiurokratyzowanie struktur unijnych, zastąpienie potężnych zasad regulacyjnych… To trzeba zrobić. Czesi i Polacy doskonale wiedzą o co chodzi, bo właśnie to robiliśmy w naszych państwach po upadku komunizmu. Wprowadzaliśmy deregulację, prywatyzowaliśmy, zmniejszaliśmy poziom subsydiów, liberalizowaliśmy gospodarkę…

Ale pan prezydent wie, że Unia Europejska płynie w drugą stronę. Na stole leży traktat lizboński, którego jeszcze nie podpisał prezydent Lech Kaczyński, i którego pan też nie chce podpisać. Dlaczego nie chce pan podpisać traktatu z Lizbony?

Dlatego, że w zasadzie konstytucja europejska i kosmetyczne zmiany, które w niej wprowadzono i nazwano Traktatem Lizbońskim, nie idą w kierunku tej aksamitnej rewolucji – przeciwnie – zwiększają poziom centralizacji i biurokratyzacji, przenoszą poziom decyzyjny z państw członkowskich do Brukseli. To jest wręcz kontrrewolucja.

Ale żadne imperium nie powstałoby bez biurokracji. Może jeśli chcemy silnej Europy, która ma znaczenie w globalnym świecie, to musimy mieć globalizację, urzędników, rozmaite rozporządzenia, które może nie każdemu się podobają, ale są konieczne dla spójności?

To świetne pytanie. Z pewnością użyję go wiele razy w przyszłości. Pan, w sposób bardzo wyraźny powiedział, że chciałby pan mieć imperialną Europę, chciałby pan mieć imperium. Ja nie chcę imperialnej Europy. Chcę po prostu mieszkać w Czechach. Myślę, że większość Polaków będzie szczęśliwa żyjąc i mieszkając po prostu w Polsce. Nie mam absolutnie żadnych ambicji imperialnych. Nie potrzebuję silnej Europy. To błąd w sposobie myślenia. Nie zależy mi na tym, żeby ta Europa była Europą imperialną. Myślę, że Polacy i Czesi także takiej Europy nie chcą mieć. Takiej Europy potrzebują chyba tylko ci politycy, którzy w Brukseli mieszkają lub często do niej podróżują, politycy europejscy, którzy chcą taką imperialną Europę stworzyć i być wielkimi przyjaciółmi szefów państw – takich jak Chiny, Stany Zjednoczone i  inne duże kraje… Ale to nie jest moje marzenie. To nie jest moja ambicja. Absolutnie nie jest to silna, imperialna Europa.

Ale nie jest tak, że w tym globalnym świecie, który staje się teraz wielobiegunowy, gdzie są Stany Zjednoczone, Rosja, silne Chiny, Indie nie ochroni pan wartości czeskich czy my nie ochronimy wartości polskich, nie będąc w zintegrowanej silnej Europie…

Uważam, że jest fikcja. To zły sposób patrzenia na tę sprawę. Myślę, że powinniśmy przedyskutować, czym tak naprawdę jest globalizacja i nie powinniśmy mówić, że globalizacja jest związana z centralizacją Europy. Uważam, że w ten sposób powtarzany jest stary pomysł Orwella – podział świata na trzy wielkie strefy. Nie należy tego powtarzać. Myślę, że problem, z którym mamy teraz do czynienia, to internacjonalizacja wszelkiej działalności ludzkiej – a nie – typowa globalizacja. Te sprawy są często mylone. Globalizacja jest też często błędnie interpretowana jako trend… Powinniśmy o tym porozmawiać – jednak to jest temat na inną, bardziej niż obecna złożoną rozmowę.

Jeszcze jedno pytanie na temat kryzysu światowego – czy nastąpi recesja gospodarcza?

Obawiam się, że zdecydowanie będziemy mieć do czynienia z radykalnym obniżeniem poziomu wzrostu gospodarczego. Będzie to widoczne w naszych państwach w przyszłości. Pojawia się jednak pytanie, czy dojdziemy do poziomu ujemnego wzrostu gospodarczego, czy będzie to recesja na minusie… Trudno na to odpowiedzieć. Spowolnienie gospodarcze jest wyraźnie zauważalne w Stanach Zjednoczonych i w Europie. W drugim kwartale bieżącego roku – z tego, co wiem – poziom wzrostu gospodarczego w Europie wynosił minus półtora procenta. W Stanach Zjednoczonych, w trzecim kwartale te dane również pojawiały się na minusie. W związku z tym, na pewno zauważymy spowolnienie gospodarcze i w Polsce i w Czechach, ale czy będzie to recesja? Trudno powiedzieć.

Pan prezydent w poglądach politycznych, ekonomicznych płynie pod prąd większości, ale jeszcze bardziej płynie pan pod prąd w poglądach na temat ocieplenia klimatu. Dlaczego pan uważa, że dogmat ocieplenia klimatu na świecie jest fałszywy?

Myślę, że dogmat globalnego ocieplenia oparty jest na błędnych analizach i błędnych przesłankach. Uważam, że absolutnie nie jest to spowodowane dyskusją o temperaturze czy emisji dwutlenku węgla. Te właśnie argumenty używane są przez osoby, które chcą rządzić światem, chcą nas całkowicie zmanipulować. Wzbudzają panikę, mówiąc o dramatycznym ociepleniu klimatu i tego strasznych skutkach. Uważam, że powinniśmy być opanowani – a nie panikować. Niewielkie ocieplenie może faktycznie nastąpić, ale nie będzie miało poważniejszych skutków dla ludzkości – dlatego powinniśmy skoncentrować się na istotniejszych kwestiach, rzeczywistych priorytetach – a nie na fikcyjnych.

Ale to właśnie ludzkość teraz podejmuje decyzję, żeby mniej dwutlenku węgla wysyłać w atmosferę, są coraz większe normy dotyczące zanieczyszczenia środowiska. Uważa pan, że to też jest zły kierunek?

To, co pan powiedział, to nie jest prawda. Uważam, że ludzkość w żadnym wypadku nie jest zainteresowana zwalczaniem globalnego ocieplenia. Natomiast zainteresowane są tym takie osoby jak Al Gore, Angela Merkel, Gordon Brown czy prezydent Sarkozy… Są to politycy, dziennikarze, przedstawiciele ruchów środowiskowych – ale na pewno nie chodzi tu o ludzkość. Natomiast muszę również powiedzieć, że nie widzę związku pomiędzy ociepleniem klimatu a emisją dwutlenku węgla. Nie wierzę w ten związek i nie mogę poprzeć środków, o których pan mówi ponieważ uważam, że podstawy dla ich wprowadzenia są niesłuszne.

Uważa pan, że to co robi Al Gore, to jest wielka manipulacja i oszustwo?

Tak. Tak bym to określił.

Interes polityczny? Interes ekonomiczny?

Oba. Tak myślę. Jeśli chodzi o Ala Gore’a to obydwa argumenty są słuszne. Nie wiem, czy Al Gore ma w tej chwili jakieś ambicje polityczne, ale z całą pewnością ma ambicje polityczne, ponieważ chce być postrzegany jako zbawca świata – a więc jest to coś więcej niż tylko ambicja polityczna czy gospodarcza.

Pan prezydent uważa, że ideologia ocielenia klimatu jest podobna do ideologii komunizmu? Do ideologii, które chciały zawładnąć ludzką duszą po to, żeby pociągnąć ja w fałszywym kierunku?

Muszę powiedzieć, że porównanie ekologicznej ideologii globalnego ocieplenia z ideologią komunizmu nie jest aż tak proste – tym bardziej, że nie chcę upraszczać. Przeżyliśmy wszyscy okres komunizmu – nie chcę więc stosować łatwych i tanich porównań. Jeśli jednak pomyślimy o strukturze tych ideologii, to pewne podobieństwa możemy zauważyć. W okresie komunizmu mówiono o powstrzymaniu niszczenia i biedzie mas – w tej chwili mówimy, że należy powstrzymać niszczenie i biedę planety… Czyż nie jest to podobne?

Słyszymy o tym, że tajfuny, które nawiedzają Stany Zjednoczone są konsekwencją ocieplenia klimatu. Widzimy białe niedźwiedzie dryfujące po oceanach na poderwanych wyspach lodowych… to jak mamy to interpretować?

To totalna manipulacja. Myślę, że nikt racjonalnie myślący nie wierzy w tego typu stwierdzenia. Jest to błędne wykorzystanie danych. Byłem w zeszłym tygodniu Stanach Zjednoczonych, w Seattle, gdzie wygłaszałem przemówienie. Po tym przemówieniu rozmawiałem z jedną z obecnych tam kobiet. Była zaszokowana. Podeszła do mnie i zapytała: „Czy pan nie widzi globalnego ocieplenia?” Zapytałem: „A czy pani widzi globalne ocieplenie? Czy wie pani o ile wzrosła średnia temperatura w ciągu całego 20 wieku? Powiedziała, że nie wie… Więc odpowiedziałem jej, że średnia temperatura w ciągu ostatnich 100 lat wzrosła o siedemdziesiąt cztery setne stopnia Celsjusza.  Mniej niż jeden stopień przez stulecie! Ta agresywna zwolenniczka dogmatu globalnego ocieplenia była całkowicie zszokowana i powiedziała, że nigdy czegoś takiego nie słyszała… Po prostu żyjemy w szalonym świecie.

I wyciągamy wnioski z fałszywych przesłanek? Czyli budujemy świat na fałszywych przesłankach?

Byłby bardzo ostrożny. Mówi pan, że MY budujemy świat. Używa pan niesłusznie liczby mnogiej, ponieważ ja takiego świata w żadnym wypadku nie buduję. Myślę, że pan również go nie buduje – ani ta pani… Świat buduje się sam. Świat buduje się spontanicznie. Sformułowanie o budowaniu świata pochodzi z leksykonu komunistycznego. Myślę, że świata nikt nie buduje. No… chyba, że Al Gore…

Źródło: Polskie Radio: Salon polityczny Trójki

14.10.2008

————

Inne artykuły /wypowiedzi prezydenta Czech Vaclav Klausa

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej – skandaliczne zachowanie parlamentarzystów europejskich na spotkaniu z Prezydentem Vaclavem Klausem

Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Traktat Reformujący EU- Konstytucja Europejska

Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

Rozmowa z Vaclavem Klausem prezydentem Republiki Czeskiej

Rz: Czy podczas czwartkowej wizyty w Pradze prezydent Lech Kaczyński próbował pana przekonać do traktatu lizbońskiego?

Vaclav Klaus: Prezydent Kaczyński nie próbował przekonywać mnie, że traktat lizboński jest piękny. Moje stanowisko w tej sprawie jest powszechnie znane i nie ma mowy, żeby się zmieniło.

Jak zareagowałby pan, gdyby prezydent Kaczyński ostatecznie podpisał traktat?

Zaakceptowałbym to bez mrugnięcia okiem. To jego prawo, by tak postąpić, i nigdy nie śmiałbym go za to krytykować. Ani publicznie, ani prywatnie.

Czy podpisze pan traktat? Niektórzy politycy w Czechach twierdzą, że powinien pan to zrobić, gdyż w przeciwnym razie naruszy pan konstytucję, a co za tym idzie – interes narodowy Czech…

Biorąc pod uwagę czeski interes narodowy, jeżeli już używamy tego terminu, nigdy nie powinienem podpisać traktatu lizbońskiego.

Osobiście dziękował pan mieszkańcom Irlandii za to, że głosowali przeciwko traktatowi. Czy Unia Europejska i Europejczycy w ogóle potrzebują traktatu lizbońskiego?

Taki dokument nie jest potrzebny do standardowego funkcjonowania Unii – w tym do jej dalszego rozszerzenia – i w przyszłości może zaszkodzić wolności i demokracji w Europie.

Leżąc niedawno w szpitalu po operacji biodra, żartował pan, że może sam napisać nowy europejski traktat. Co by pan w nim zamieścił? Co byłoby najważniejsze?

Najważniejszy byłby powrót do międzyrządowości (konfederacyjny model integracji europejskiej z 1961 r. oparty na unii suwerennych ojczyzn – przyp. red.) oraz jednomyślnego podejmowania decyzji. Powrót „unii” do „wspólnoty”.

Nie lubi pan być nazywamy Europejczykiem. Opowiada się pan przeciwko europejskiej biurokracji. Dziś mówi pan, że jest przeciwko Europie a la francaise. Dlaczego?

Jestem Europejczykiem (to jedna z moich cech tożsamości), ale to poczucie nie jest bardzo silne. Jest na przykład znacznie słabsze niż poczucie bycia Europejczykiem z Europy Środkowej czy Słowianinem. Nie jestem teraz przeciwko Europie a la francaise, ale jestem przeciwko tendencjom do coraz większego zacieśniania integracji europejskiej i przeciwko jej socjalizacji. Te tendencje są dziś wyraźnie obecne w ambicjach Francji podczas jej przewodnictwa w UE.

Od 1 stycznia 2009 r. to Czechy będą stać na czele Unii Europejskiej. Chciałby pan, żeby wszyscy członkowie UE mówili wtedy jednym głosem? Co będzie dla pana najważniejsze podczas tego przewodnictwa?

Nie mam wielkich ambicji, jeśli chodzi o przewodnictwo UE. To po prostu formalna, a nie rzeczywista, rola. Porównanie niemieckiego i słoweńskiego przewodnictwa całkiem wyraźnie to pokazuje.

Prezydenci Czech i Polski mówią dziś niemal jednym głosem, jeśli chodzi o sprawy Unii Europejskiej. Czy możemy się spodziewać nowego sojuszu polsko-czeskiego?

Zawsze będzie mi miło stać ramię w ramię z prezydentem Polski. Określenie „sojusz” jest jednak zbyt silne. Nie wierzę, by obywatele obu krajów byli do niego chętni.

Polska i Czechy są dziś sojusznikami USA. Łączy je też amerykańska tarcza antyrakietowa. Czy to może zaszkodzić obu krajom w relacjach z UE? Czy Polska i Czechy mogą być postrzegane w Unii jako konie trojańskie Ameryki?

Rzeczywiste interesy obu naszych krajów w pozytywnych stosunkach z USA są tak silne, że reakcje niektórych „antyamerykańskich” polityków w UE nie są uważane za istotne.

Istnieją obawy, że czeski parlament może nie ratyfikować umowy z Waszyngtonem w sprawie tarczy. Czy to możliwe? Czy jest pan pewien, że proces ten zakończy się w Czechach pozytywnie?

Za wcześnie, by o tym mówić, ale oczekuję, że parlament ratyfikuje tę umowę.

Polska wciąż jest w trakcie negocjacji w sprawie tarczy. Co pana zdaniem powinna teraz zrobić? Czy miałby pan dla Warszawy jakieś propozycje?

Nie mam żadnych propozycji dla Polski. Jestem przekonany, że Polacy sami wiedzą, co robić.

Źródło: Rzeczpospolita: Ten traktat szkodzi wolności

Katarzyna Zuchowicz  26-07-2008

————

Inne artykuły /wypowiedzi prezydenta Czech Vaclav Klausa

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej – skandaliczne zachowanie parlamentarzystów europejskich na spotkaniu z Prezydentem Vaclavem Klausem

Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Traktat Reformujący EU- Konstytucja Europejska

Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Źródło: Rzeczpospolita: Frustrują mnie ambicje unijnych polityków
05.07.2007

Prezydent Czech Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Rz: Czy za pana kadencji na pałacu prezydenckim zawiśnie flaga UE?

Vaclav Klaus: Nie widzę powodu do tego i jest to moje niezmienne stanowisko. Ostatni szczyt Unii tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. W preambule nowego traktatu nie ma przecież słowa o unijnej fladze.

Często wspomina pan, że jest sfrustrowany tym, co dzieje się w Unii. Czy sytuacja w Europie jest dziś tak dramatyczna?

Europa jako kontynent istnieje, tak jak istniała wieki temu. I nie ona mnie frustruje. Frustrujące są ambicje Unii Europejskiej, jej polityków i ustawodawców, którzy chcą centralizować, sterować nami z góry. Dlatego trzeba rozróżniać Unię i Europę. To absolutnie podstawowa sprawa. Europa to obszar geograficzny. Unię Europejską stworzył człowiek.

Czy istnienie takiej organizacji w ogóle ma sens?

Potrzebujemy integracji europejskiej, ale pod tym pojęciem rozumiem liberalizację, usunięcie wszelkich barier, granic, zagwarantowanie wolności działania i wolności człowieka. Potrzebujemy też jak najmniej prawnych ograniczeń i zasad, jak zachowywać się w organizacji, jaką jest UE. To oznacza dla mnie termin „integracja europejska”. Zjednoczenie Europy to zupełnie inny proces. Nie uważam, by było konieczne ani bardzo użyteczne.

Chciałby pan, aby Czechy wystąpiły z Unii, gdyby było to możliwe?

Taki problem nie istnieje. Należymy do Europy i musimy brać udział w europejskiej integracji.

Dlaczego Czechy zdecydowały się poprzeć Polskę podczas ostatniego szczytu Unii w Brukseli?

Uważamy Polskę za przyjaciela. Muszę przyznać, że sam – gdy chcę zabrać głos podczas unijnych szczytów – staram się zawsze rozejrzeć się, czy ktoś będzie gotów podnieść rękę, by powiedzieć: zgadzam się z panem.

Czy ma dla pana znaczenie to, że w Polsce rządzi prawica?

W pełni respektuję suwerenność Polski i nie oceniam jej polityki wewnętrznej. Nie interesują mnie problemy szkolnictwa czy strajki lekarzy. Dla mnie ważne jest, jak Polska zachowuje się podczas unijnych spotkań, jaka jest jej pozycja w Europie. I mogę zdecydowanie powiedzieć, że o wiele bardziej podoba mi się pozycja Polski Lecha Kaczyńskiego niż poprzedniego prezydenta. Według mojej własnej terminologii Aleksander Kwaśniewski był zdecydowanym zwolennikiem federacji europejskiej, który popierał zjednoczenie Europy. Kaczyński jest bliżej mojego stanowiska, że naród i państwo to podstawy integracji UE. Ale podkreślam: to moja terminologia. Obaj prezydenci jej nie używają.

Widziałby pan Polskę w roli mocarstwa regionalnego?

Polska jest większym krajem niż inne w regionie i z tego powodu odgrywa większą rolę. Ale to tyle. Europa Środkowo-Wschodnia nie jest zorganizowana tak, by dać jednemu państwu większą władzę. Niech tak pozostanie.

Czesi i Polacy mają podobne problemy w kontaktach z USA: tarcza antyrakietowa, zniesienie wiz. Może rządy obu państw mogłyby lepiej współpracować w tym zakresie?

Nie chcę składać żadnych deklaracji, ale to nie byłaby najlepsza strategia. Negocjujmy oddzielnie, ale starajmy się wzajemnie rozumieć nasze racje, informować o naszych postępach, wspierać, gdy mamy takie same poglądy.

Czy nasze kraje potrzebują tarczy antyrakietowej?

Nie chcę teraz wypowiadać ostrzejszych słów niż podczas wizyty prezydenta Busha w Pradze. Powiem tylko, że znacznie bardziej jestem zainteresowany budową tarczy jako symbolicznym gestem wyrażającym dobre stosunki transatlantyckie oraz utrzymanie i wzmocnienie stosunków czesko-amerykańskich. Nie chcemy być całkowicie uzależnieni od UE. Dla zachowania równowagi chcemy mieć silnego sojusznika w Ameryce.

A jakim sojusznikiem jest Polska?

Polska była dla mnie zawsze bardzo przyjaznym krajem. Ja i żona kochamy narty. Jednak odkąd otworzyły się granice Zachodu, częściej bywam w Austrii niż w Polsce; z Pragi jadę tam samochodem trzy godziny. Ale w czasach komunizmu Polska była krajem, który odwiedzałem częściej niż jakikolwiek inny. Najpierw jako koszykarz pod koniec lat 50. z kadrą juniorów rozgrywałem mecze w Polsce. Potem przyjeżdżałem jako pracownik Czechosłowackiej Akademii Nauk. Pod koniec lat 70. i w latach 80. sytuacja w Czechosłowacji była bardzo trudna i mogliśmy uczestniczyć w międzynarodowych konferencjach tylko w Polsce i na Węgrzech. Odwiedziłem też Polskę we wrześniu 1989 roku, gdy powstał pierwszy niekomunistyczny rząd. Miałem wtedy jechać w niedzielę nocnym pociągiem, ale weekend spędzałem w naszym domku w południowych Czechach. To stary farmerski dom. Nie było telewizora, nie słuchaliśmy radia, nie czytałem gazety. O tym, że powstał rząd Mazowieckiego, dowiedziałem się dopiero na dworcu w Warszawie, gdy kolega po mnie nie wyszedł, bo został członkiem gabinetu. Wielu ministrów było zresztą moimi kolegami. Dlatego mój stosunek do Polski jest inny niż przeciętnego człowieka.

Co jest dziś największym zagrożeniem dla Europy?

Centralizacja procesu decyzyjnego w UE. Coraz większym problemem jest też demokracja. To dla mnie stokroć ważniejsze niż zagrożenie dostaw ropy z jakiegoś kraju.

A jeśli chodzi o tradycyjne wartości?

Nie widzę bezpośredniego związku z UE. Chociaż być może jest jeden, hipotetyczny. Myślę o osłabieniu państwa narodowego, co oznacza również osłabienie wielu tradycyjnych wartości. W tym sensie dalsze zjednoczenie Europy może przyczynić się do zmian w systemie wartości.

Jaka jest rola imigrantów?

Napływ imigrantów zmienia Europę. Czechy należą do tych szczęśliwych krajów, w których liczba imigrantów jest stosunkowo niska, choć znacznie większa niż kiedyś. Ostatnio 15 kilometrów pod Pragą grałem w tenisa z przyjaciółmi. Tam, gdzie jedliśmy kolację, była grupa 20 – 25 Chińczyków z dziećmi. Takiej grupy Azjatów dziesięć lat temu nie spotkałoby się nawet w centrum Pragi. To pokazuje fundamentalną, radykalną zmianę.

Pana zdaniem imigranci zagrażają Europie?

Widzę takie zagrożenie. Nie jestem jednak zły na imigrantów, lecz na Europejczyków, którzy ich sprowadzili. Istnieją dwie grupy Europejczyków odpowiedzialnych za przybycie milionów cudzoziemców na nasz kontynent. Pierwsza to ideolodzy, którzy przez ostatnie trzy dekady promują doktrynę wielokulturowości, przekonują, że każdy jest w porządku, że każdy może być naszym sąsiadem. Uważam ją za złą, chybioną. Druga grupa to europejscy socjaliści, którzy stworzyli państwa socjalne i uprawiają politykę społeczną, która nie motywuje do pracy Europejczyków. To oni stworzyli system, w którym bogatsi Europejczycy nie chcą wykonywać pewnych prac. Dlatego potrzebni są imigranci. To nie islamscy ideolodzy czy al Kaida jest odpowiedzialna za imigrantów i problemy z nimi związane. To Europejczycy.

Mówi pan, że nie ma nic przeciwko homoseksualistom, lecz homoseksualizmowi. Lubi pan kobiety, ale nie feminizm. Czy jest pan przeciwko wszystkim -izmom?

Jestem klasycznym liberałem, zdecydowanie przeciwnym wszelkim -izmom oraz osobom, które próbują przeforsować te ideologie i wartości. W tym sensie bliżej mi do stanowiska Polski niż innym politykom. Wielokulturowość jest bardzo złą ideologią. Opowiadam się za perfekcyjnymi sąsiedzkimi stosunkami. Mam dom i lubię mieć dobrych sąsiadów. Gdy zapomnisz kupić sól, możesz zapukać do drzwi obok i pożyczyć. Dzieci sąsiada bawią się z twoimi dziećmi. Ale drzwi naszych mieszkań są zamknięte na klucz. Jeśli chcę porozmawiać z sąsiadem, muszę zapukać lub zadzwonić. A wielokulturowość likwiduje nie tylko zamek, lecz i drzwi, lub sugeruje, by zawsze pozostały one otwarte.

Homoseksualiści i feministki powinni więc głosić swoje hasła w domu, a nie starać się za ich pomocą zbawiać świat?

Mam wiele ostrych poglądów. Nie chcę walczyć ze wszystkimi, z którymi się nie zgadzam. Dlatego dziś wystarczy mi walka z europeizmem, ekologizmem i wielokulturowością.

Podobno uważa pan dzisiejszych ekologicznych fanatyków za większe zagrożenie od komunistów?

Nie mówię, że stanowią większe zagrożenie. Tyle, że komunizm nie stanowi dziś realnej groźby dla świata; zagrożeniem dlań jest ideologia ekologizmu. Napisałem książkę, której podtytuł brzmi: „Co jest większym zagrożeniem? klimat czy wolność”. I jestem coraz bardziej przekonany, że dla wielu środowisk zagrożeniem nie jest klimat, ale wolność. Ekologiczni fanatycy wykorzystują hasła ochrony środowiska, by nas kontrolować, by rządzić światem, wpływać na nasze życie w sposób, który jest absolutnie nie do przyjęcia dla wolnych ludzi. Trzeba zniszczyć histerię wokół tej ideologii.

Jak?

Jeżdżę po świecie, udzielam wywiadów, piszę. Moja książka ukazała się sześć tygodni temu i wciąż jest na pierwszym miejscu na liście bestsellerów w Czechach.

Czy naukowcy uważają pana za szaleńca?

Nie. Otrzymuję od nich setki e-maili. Poza tym ekologia to nie jest kwestia naukowa. Hasła, które głosi G8 czy UE, dotyczące zmiany klimatu są szalone i irracjonalne.

W sondażach popularności i zaufania bije pan na głowę innych polityków. Co takiego ma w sobie Vaclav Klaus?

Osobowość. Mam poglądy, których nie zmienią ataki wpływowych gazet i polityków. Wszyscy wiedzą, że nie jestem jak chorągiewka i nie zmieniam zdania, jak wieje wiatr. Jeżdżę po kraju, odwiedzam ludzi, można mnie spotkać na nartach w Karkonoszach.

Słynie pan z wypowiedzi niepoprawnych politycznie. Często uprzedza pan: teraz powiem coś, co będzie politycznie niepoprawne. Zawsze pod prąd?

Polityczna poprawność to tragedia. Podczas wizyty w Islandii premier powiedział o mnie: Vaclav Klaus jest bardzo często politycznie niepoprawny, ale najczęściej jest poprawnym politykiem. To trafia w sedno i bardzo mi się podoba.
rozmawiała w Pradze Katarzyna Zuchowicz

————

Inne artykuły /wypowiedzi prezydenta Czech Vaclav Klausa

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej – skandaliczne zachowanie parlamentarzystów europejskich na spotkaniu z Prezydentem Vaclavem Klausem

Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Traktat Reformujący EU- Konstytucja Europejska