Ofiary Augusto Pinocheta

Dwóch zabitych nagle ożyło. Śmierć dwojga innych nie miała nic wspólnego z rządami wojskowych

Ostatnio ujawniono cztery fałszywe ofiary, podczas gdy liczbę zabitych i zaginionych za rządów generała Augusto Pinocheta (1973 – 1990) szacuje się na 3 tysiące. Rząd uspokaja, że są to odosobnione przypadki, ale wielu Chilijczyków jest zszokowanych. Jedni się zastanawiają, czyje szczątki pochowali, inni nabrali nadziei, że krewni, których śmierć opłakali, staną nagle w drzwiach.

Obrońcy generała widzą w tym dowód, że „zbrodnie dyktatury” były wymysłem lewicy. „Mamy prawo wątpić we wszystko, co się mówiło o losie zaginionych więźniów” – mówił były rzecznik Pinocheta Guillermo Garin, cytowany przez hiszpańską gazetę „El Mundo”.

Wątpliwości pojawiły się w listopadzie, gdy okazało się, że uznany za zmarłego German Cofre żyje i ma się dobrze, choć jego nazwisko wyryto na pomniku ofiar dyktatury na cmentarzu w Santiago, a rodzina pogrzebała jego szczątki. Cofre, pracujący w przedsiębiorstwie oczyszczania miasta członek partii komunistycznej, został aresztowany w 1973 r., zaraz po obaleniu lewicowego prezydenta Salvadora Allende przez puczystów, na których czele stał generał Pinochet. Żołnierze otoczyli jego dom i wywieźli go do jednego z sekretnych ośrodków internowania. Żona, która zmarła w 1997 r., nigdy więcej go nie zobaczyła. Była przekonana, że został zamęczony i pochowany w nieznanym miejscu bądź wrzucony do morza. Tymczasem mąż odzyskał wolność, wyjechał do Argentyny i osiadł w Mendozie, gdzie założył nową rodzinę. Chilijska żona zwlekała do 1991 r. z uznaniem go za zmarłego. W 1995 r. odbył się pogrzeb jego rzekomych szczątków. Na szczęście nikt nie stanął przed sądem i nie został skazany za zabicie Cofre.

„Aby ukrócić nadużycia, rząd Chile zastanawia się nad reaktywowaniem Komisji Prawdy i Pojednania ”

Wrócił do kraju po 35 latach. MSW ujawniło, że rodzina pobierała świadczenia należne bliskim ofiar dyktatury. Nie jest jasne, odkąd wiedziała, że Cofre żyje. Jeśli okaże się, że krewni kłamali, by wyłudzić świadczenia, zostaną ukarani. Chilijczyk twierdzi, że nie miał pojęcia, iż został zaliczony w poczet ofiar dyktatury. Dzieci go nie pamiętają. „Powinien złożyć wyjaśnienia przed sądem” – mówił jego najstarszy syn, 39-letni Marcelo, chilijskiej gazecie „El Mercurio”. On powiadomił władze o cudownym zmartwychwstaniu ojca. „Poszedłem osobiście do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i spytałem, dlaczego dali mi jego szczątki w pudełku o długości 50 centymetrów” – opowiadał. – Mam nadzieję, że ludzie nie zaczną uogólniać tego przypadku – powiedział prawnik chilijski Hugo Gutierrez, cytowany przez Reutersa.

Nie trzeba było długo czekać na ujawnienie kolejnych trzech przypadków osób, których los odbiegał od tego, co powszechnie sądzono. Zaginiona Emperatriz Villagra zmarła podczas porodu. Carlos Rojas Campos jak Cofre żył spokojnie w Argentynie do 2005 r., gdy jego bliscy zaczęli starania o rentę przysługującą bliskim ofiar. Edgardo Palacios zmarł jako bezdomny. Bliscy zidentyfikowali jego ciało, ale wciąż pobierali świadczenia.

Aby ukrócić nadużycia, rząd zastanawia się nad reaktywowaniem Komisji Prawdy i Pojednania. Chce, by ponownie zbadała losy ofiar. – Horror dyktatury jest tak wielki, że gdyby nawet zdarzyło się dziesięć przypadków fałszywych zaginięć, nie zmniejszyłoby to skali sponsorowanego przez państwo terroryzmu – uważa szefowa stowarzyszenia bliskich zaginionych Lorena Pizarro.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki m.tryc@rp.pl
Rzeczpospolita: Polowanie na fałszywych męczenników
Małgorzata Tryc-Ostrowska 30-12-2008

Reklamy

Koniec wolności w Niemczech

Niemiecka policja będzie mogła podsłuchiwać obywateli i monitorować ich komputery. To kolejny kraj, który wprowadza podobne przepisy. Przeciw nowym uprawnieniom dla służb ostro protestują obrońcy swobód obywatelskich i dziennikarze

Możliwość podsłuchiwania dziennikarzy, adwokatów, lekarzy, a także umieszczania trojanów w komputerach podejrzanych – to tylko niektóre z nowych uprawnień, które otrzymuje Federalna Policja Kryminalna (BKA), niemiecka superpolicja.

– Pozwoli nam to na efektywną walkę z zagrożeniem terrorystycznym – tłumaczy Wolf-gang Schaüble, szef MSW nazywany przez przeciwników szeryfem. Dopiął swego po latach zmagań i zażartej debaty. Ustawa wchodzi w życie z początkiem nowego roku.

Przeciwnicy ustawy wywalczyli jedynie to, że w każdym przypadku instalowania podsłuchu czy trojanów (specjalnych programów instalowanych przez Internet w komputerach osobistych) wymagana będzie każdorazowo zgoda sędziego.

– Niemcy przekształcają się w państwo policyjne – alarmują obrońcy praw obywatelskich. Najbardziej oburzeni są dziennikarze. Na łamach „Spiegel Online” protestuje 12 redaktorów naczelnych największych niemieckich mediów. Ich zdaniem dopuszczalność podsłuchiwania rozmów dziennikarzy z ich informatorami ogranicza wolność prasy.

– To prawdziwy skandal – mówi Wolfram Weimer, szef magazynu „Cicero”. BKA najechała trzy lata temu jego redakcję, konfiskując wiele materiałów w poszukiwaniu informatora we własnych szeregach, zdradzającego redakcji poufne informacje. Inwigilowani nie będą mogli być tylko duchowni, posłowie oraz obrońcy w sprawach karnych. Z badań przeprowadzonych niedawno przez Instytut Maksa Plancka wynika, że niemiecka policja trzykrotnie częściej niż amerykańska sięga po podsłuchy.

Według specjalistów posługiwanie się trojanami nie poprawi efektywności walki z terroryzmem. – Który terrorysta podłączy swój komputer do Internetu, wiedząc, że BKA przyśle mu trojana – zadaje retoryczne pytanie prof. Andreas Pfitzmnann. Dlatego BKA domaga się zezwolenia na włamanie się do mieszkań podejrzanych, aby móc instalować w ich komputerach odpowiednie oprogramowanie.

Debata na temat podsłuchiwania i kontrolowania korespondencji elektronicznej nie toczy się tylko w Niemczech.

W Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się po zamachach z 11 września. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) otrzymała wówczas pozwolenie na monitorowanie bez wyroku sądowego rozmów zagranicznych i e-maili mieszkańców USA podejrzanych o kontakty z terrorystami. W specjalnej bazie danych gromadzi również niemal wszystkie amerykańskie billingi.

– Jeśli dzwoni do was al Kaida, chcemy wiedzieć, po co – tłumaczył prezydent George W. Bush. Argumentacja ta nie przekonuje jednak obrońców swobód obywatelskich. Uważają oni, że służby specjalne uzyskały narzędzia pozwalające im inwigilować społeczeństwo.

Podobnych argumentów używają liberałowie z Wielkiej Brytanii, którzy oskarżają swój rząd o próbę wprowadzenia systemu rodem z Orwella. Chodzi o wielką bazę danych połączeń telefonicznych i internetowych Brytyjczyków, którą planuje utworzyć Londyn. Podobny pomysł mają władze Szwecji, które przeforsowały ostatnio uchwaloną ustawę o kontroli rozmów telefonicznych, esemesów i poczty elektronicznej.

Ustawa ta – okrzyknięta mianem orwellowskiej – została już zaskarżona do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Choć podobne działania władz wywołują opór obywateli, specjaliści ds. terroryzmu i przestępczości zorganizowanej przekonują, że są one niezbędne. Członkowie nielegalnych organizacji kontaktują się bowiem ze sobą właśnie za pomocą nowoczesnej elektroniki – Internetu i telefonów komórkowych.

Jako przykład podawane jest choćby ostatnie aresztowanie groźnego przywódcy zbrojnego skrzydła ETA. Jak podał hiszpański dziennik „El Mundo”, Mikel Garikoitz Aspiazu Rubina wpadł właśnie dzięki temu, że Amerykanie przechwycili jego korespondencję i poinformowali o tym hiszpańską policję.

Federalna Policja Kryminalna http://www.bka.de

Rzeczpospolita: Policjanci rodem z Orwella?
Piotr Jendroszczyk , Piotr Zychowicz 18-12-2008

Nicolas Sarkozy o prezydencie Czech Vaclavie Klausie

Sarkozy powiedział (o prezydencie Czech Vaclavie Klausie), że „nie traktuje się w ten sposób ani liderów grup politycznych, ani przewodniczącego Parlamentu Europejskiego ani symboli Europy niezależnie od przekonań politycznych”.

opinia dotyczy spotkania prezydenta Vaclava Klausa z parlamentarzystami Wspólnoty Europejskiej w Pradze.

Źródło: Rzeczpospolita: Sarkozy i Barroso krytykują Klausa, apelują do Kaczyńskiego
16.12.2008

Przyczyna demonstracji/ zamieszek w Grecji 2008

Zniszczenia dokonane przez demonstrantów szacuje się już na 200 milionów euro. Rząd jest bezsilny. Policja boi się ruszyć palcem, bo wszyscy są przeciw niej – pisze Martyna Kołodziej z Grecji.

Studenci ze strachem myślą o przyszłości. Bezrobocie nie spada poniżej 7 procent, co piąty Grek żyje poniżej granicy ubóstwa. To nie wróży młodym łatwego życia. – Wszyscy zawiedli nasze dzieci – mówił dziekan Uniwersytetu Ateńskiego Christos Kittas, rezygnując ze stanowiska.

– Rząd chce odebrać nam darmowe akademiki i książki. Skrócić czas studiów, zrównać prawa publicznych i prywatnych uczelni – wylicza Maria, studentka drugiego roku Uniwersytetu w Rodos. – Nie należę do żadnej partii, ale akurat w tej sprawie zgadzam się z komunistami – dodaje. Nie zgadza się jednak na przemoc. – Jestem z Aten, mieszkam w dzielnicy, w której zabili tego 15-latka. Mam brata w jego wieku, bałam się, że to on. To nie najlepsza okolica, często dochodzi tam do starć anarchistów z policją. Boję się, by mój brat nie poszedł z kolegami protestować – mówi.

Protesty i strajki to uniwersytecki chleb powszedni. Życie toczy się wokół licznych partii, których członkowie co jakiś czas kłócą się i biją, ale głównie zdzierają plakaty konkurencji. A lewicowcy co i raz zarządzają protesty. Dwa tygodnie temu siedzieliśmy na zajęciach. Do sali wszedł Dymitris z kolegami. Ma 26 lat, wciąż studiuje, bo chce jechać na unijne stypendium. Kazał nam się rozejść. Groził, że jeśli stawimy opór, będą musieli nas wyrzucić. Po krótkiej wymianie zdań, bojąc się, że siłą wywloką go z sali, profesor odwołał zajęcia.

– Mają za dużo wolności i nie wiedzą, co z nią zrobić – komentuje Marysia, Polka, która skończyła tu liceum, a teraz studiuje. W Grecji studentowi wolno wszystko. Może jeść, pić alkohol, palić na zajęciach. Może odebrać telefon i wszyscy czekają, aż skończy rozmawiać. – Niedawno protestowali uczniowie. Nauczyciele patrzyli, jak ich wyzywają i rzucają kamieniami w policję. Skoro w liceum rzucają kamieniami, to na studiach sięgną po koktajle Mołotowa – mówi Marysia.

W poniedziałek w Rodos uczniowie poszli protestować przeciw nadużyciu siły przez stróżów prawa. Krzycząc: „Policja to świnie i mordercy“, doszli pod urząd miasta. Czekali na nich komendant policji i przedstawiciele lokalnych władz, by pokornie dać się obrzucić owocami i butelkami. Policjanci zza szyb robili zdjęcia komórkami. Uczniowie też fotografowali się w akcji. Kto dorzucił kamieniem do okna i rozbił szybę, dostawał oklaski. Zero zadumy nad śmiercią rówieśnika. Potem kilku „niebieskich“ z tarczami wyszło, wywołując podniecenie. Ale i oni dali się obrzucić tym, co uczniowie mieli pod ręką.Po godzinie nauczyciel krzyknął przez megafon: „Dzieci, uspokójcie się, wracamy“, i wszyscy się rozeszli. Marsz zorganizowano, by dzieciaki mogły dać upust emocjom. Ale później studenci z partii lewicowych i anarchiści starli się z policją. Kilka osób zostało zatrzymanych.

Po proteście spotkałam jednego z nich. Marios ma 27 lat. Dwa lata temu zorganizował zjazd anarchistów w Salonikach, ale teraz twierdzi, że jest apolityczny. Dlaczego poszedł na protest? – Bo jestem przeciwko przemocy władzy. – Rzucałeś w policjantów? – Nie mogłem, miałem rower. Zdjęcia z protestów w Rodos pokazały media. Widziałam kolegę Mariosa – Jannisa – ciągniętego przez policję. Od razu został wypuszczony, ale tego media nie pokazały. Za to dziennikarka lamentowała, że głodne „dzieci“ (20 – 27 lat) włóczą się od czterech dni po ulicach. Dzień wcześniej życzyłam im smacznego w studenckiej stołówce.

Marios gra na gitarze, zna się na poezji, wydaje gazetkę, pisze blog. Dymitris dużo podróżuje, zna arabski. Nie pracują, żyją z pomocy państwa, na które pomstują. – Przyzwyczaili się do życia za darmo, nie chcą tego stracić, więc walczą, a że dziś młodzi są w Grecji nietykalni, poczynają sobie coraz śmielej – mówi Marysia. Policja nie ma prawa wejść na teren uczelni. Dlatego w Atenach anarchiści chowają się na uniwersytetach. Wychodzą, robią burdę i wracają do bezpiecznej kryjówki.

—————-

Anarchia szerzy się w Europie

Zaczęło się w Grecji, ale do starć młodzieży z policją doszło też we Włoszech, Hiszpanii i Francji

Polak zatrzymany we wtorek w Atenach podczas antyrządowych zamieszek pozostanie w areszcie do czasu rozprawy. Postawiono mu zarzut udziału w manifestacjach, a także niszczenia mienia publicznego. Jak informowaliśmy wczoraj, zatrzymany twierdzi, iż w miejscu, w którym go zatrzymano, znalazł się przypadkiem.

W Atenach studenci zaatakowali wczoraj ponad 20 komisariatów. Ranny został przypadkowy przechodzień. Trwały też starcia z policją w Salonikach, Patras i Joaninie.

Tymczasem włoscy anarchiści, solidaryzując się z greckimi, doprowadzili do zamieszek w Rzymie. Do demonstracji przeciw greckiemu rządowi wezwali komuniści. Na apel odpowiedziało ok. 500 anarchistów, którzy stawili się przed ambasadą Grecji uzbrojeni w pałki i łańcuchy. Zaatakowali i pobili czterech strażników miejskich. Tłukli szyby wystaw sklepowych, prywatnych mieszkań, poczty, kilku banków.

Do podobnych zamieszek doszło też w Hiszpanii i Danii, gdzie młodzi ludzie atakowali sklepy i banki oraz rzucali butelkami w policję, oraz we Francji, gdzie przed greckim konsulatem podpalono kilka samochodów.

Rzeczpospolita: Młodzi szaleją, bo są bezkarni
Martyna Kołodziej , 11-12-2008

———–

Filmy z zamieszek w Grecji

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej

Prawdziwa twarz socjalistycznych przedstawicieli Unii Europejskiej. Przyzwyczajajcie się po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego taki sposób negocjacji zostanie wprowadzony w całej Unii.
Z perspektywy tej rozmowy popatrz na działania i zachowanie Donalda Tuska i odpowiedz sobie na pytanie: dlaczego on tak się zachowuje?

———-

Jak się rozmawia na unijnych salonach? Cohn Bendit myśli, że jest nadal na paryskiej barykadzie, a irlandzki polityk ignoruje decyzję swoich rodaków. To cud, że Vaclavowi Klausowi nie puściły nerwy.

Jako pierwsi przedstawiamy w języku polskim zapis dyskusji, o której mówi cała polityczna Europa. Miała miejsce w piątek 5 grudnia w Pradze, gdzie prezydent Czech Vaclav Klaus był w skandaliczny sposób pouczany przez oficjeli Unii Europejskiej.


Vaclav Klaus:

Bardzo się cieszę, że mogę Was dzisiaj przywitać na Zamku Praskim. Szczególnie mnie cieszy możliwość dyskusji dlatego, że wiem jak moje poglądy i postawy są w mediach często demonizowane i przedstawiane w sposób karykaturalny. Jest to szansa byśmy mogli bezpośrednio i bez zakłóceń przedyskutować swoje postawy. Jestem tym, który zawsze mówił, że dla członkostwa Republiki Czeskiej w Unii Europejskiej nie ma alternatywy. To ja byłem tym, który w 1996 roku złożył do premiera Dinima wniosek Czech o przystąpienie do UE. To ja podpisałem Traktat Akcesyjny. Stoimy na progu czeskiego przewodnictwa w UE. Jestem przekonany, że z tym sobie bez problemów poradzimy. Rząd i inne organy władzy Republiki Czeskiej są na to przewodnictwo odpowiednio przygotowane.

Hans-Gert Pöttering:

Dziękujemy za przyjęcie. Jestem w Parlamencie Europejskim od 1979 roku, całe swoje życie jestem „na usługach Europy”. To, że Czechy są obecnie państwem członkowskim UE, a wkrótce będą przewodniczyć Unii Europejskiej to cud, o którym przed trzydziestu laty nam się nawet nie śniło. Chciałbym przeprosić w imieniu kolegi Josepha Daula, który jest na wcześniej zaplanowanej wizycie w Finlandii, ale rozumiem, że osobiście spotkaliście się tutaj na Zamku Praskim kilka tygodni temu. Jest tradycją, że każdy z członków Konferencji PE będzie miał podczas przyjęcia krótkie słowo i możliwość zadania pytań. Proszę najpierw kolegę Schulza.

Martin Schulz:

W imieniu socjaldemokratów chciałbym powiedzieć, że jesteśmy gotowi wesprzeć czeską prezydencję, która nie będzie łatwa. Będzie ona miała wpływ na nadchodzącą kampanię wyborczą do PE oraz długo dyskutowane problemy, których w UE nie można rozwiązać. Chodzi o pakiet klimatyczny, mimo że Francja ma ambicję wynegocjowania tej kwestii jeszcze przed końcem roku. Potem Traktat Lizboński, co do którego jest duża różnica zdań między Czechami a stanowiskiem PE. Europejscy socjaliści będą walczyć o to, aby był ratyfikowany. Traktat Lizboński jest konieczny, nieunikniony, absolutnie niezbędny. Wiem, że w tym względzie ma Pan poniekąd kontrowersyjne poglądy, panie Prezydencie.

Vaclav Klaus:

(żartobliwie) Przecież mnie znacie, ja nie jestem kontrowersyjny.

Martin Schulz:

(także żartobliwie) Ja jestem obecnie w PE znany z tego, że nie jestem kontrowersyjny, więc będziemy się rozumieli.

Graham Watson:

Panie Prezydencie, my wszyscy znamy niemiecki, angielski, francuski, hiszpański i włoski. Różnorodność językowa jest w Unii Europejskiej wielką wartością. Życzymy Waszej prezydencji sukcesu. Będzie w niej dominować konieczność poradzenia sobie z kryzysem finansowym i ekonomicznym. Ważne jest, aby kontynuować agendę lizbońską. Historia pokazała, że znalezienie rozwiązania umożliwia europejska solidarność, która pozwoliła nam zatrzymać wejście Rosji do Gruzji, która pozwoliła na znalezienie rozwiązania kryzysu finansowego. Większość dzisiejszych problemów ma charakter ponadnarodowy i ich rozwiązanie można znaleźć na poziomie ponadnarodowym. Możemy mieć odmienne poglądy ws. architektury „europejskiego domu”, ale ważne jest, aby ten dom był zbudowany.


Daniel Cohn-Bendit:

Przyniosłem Panu flagę, którą tu najwyraźniej wszędzie macie na Zamku Praskim. To jest flaga Unii Europejskiej, tak ją postawię tutaj przed Panem. To będzie trudne przewodniczenie. Czechy będą miały do czynienia z projektem dyrektywy ws. prawa pracy i pakietem klimatycznym. Pakiet klimatyczny UE reprezentuje mniejszą cząstkę, niż byśmy sobie życzyli. To konieczne, aby tego minimum dotrzymać. Jestem przekonany, że zmiany klimatyczne stanowią nie tylko zagrożenie, ale i niebezpieczeństwo dla dalszego rozwoju planety. Opieram się na poglądzie naukowym i zgodzie większości w PE. Wiem, że się Pan ze mną nie zgodzi. Może Pan wierzyć, w co chce, ja jestem przekonany, że globalne ocieplenie jest rzeczywistością, nie jest to kwestia mojej wiary. Traktat Lizboński: Pana pogląd na to mnie nie interesuje, chcę wiedzieć, co pan zrobi, aby zatwierdził go czeski sejm i senat. Będzie Pan respektował demokratyczną wolę przedstawicieli narodu? Będzie Pan musiał to podpisać.

Co więcej, chcę, aby Pan mi wyjaśnił, jaki jest poziom Pana przyjaźni w panem Declan Ganley’em z Irlandii. Jak może Pan się spotykać z człowiekiem, co do którego nie jest jasne, kto go opłaca? Będąc na swoim stanowisku, nie może się Pan z nim spotykać. To jest człowiek, którego majątek pochodzi z wątpliwych źródeł i chce je teraz wykorzystać na finansowanie swojej kampanii wyborczej do PE.

Vaclav Klaus:

Muszę powiedzieć, że tym tonem nikt jeszcze ze mną tutaj nie mówił przez 6 lat mojej prezydentury. Nie jest Pan tutaj na paryskich barykadach. Sądziłem, że taki styl komunikacji wobec nas skończył się 19 lat temu (razem z upadkiem komunizmu – przyp. Fronda.pl). Widzę, że się myliłem. Ja bym sobie nie pozwolił pytać Pana, z czego jest finansowana działalność Zielonych. Jeśli zależy Panu na racjonalnej dyskusji przez te pół godziny, które mamy na negocjacje, proszę Panie Przewodniczący oddać słowo dalszym osobom.

Hans-Gert Pötering:

Nie, my mamy dosyć czasu. Mój kolega będzie kontynuował, ponieważ każdy z członków będzie pytał Pana o co tylko chce. (Do Cohn-Bendita) Proszę kontynuować.

Vaclav Klaus:

To niewiarygodne, czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.


Daniel Cohn-Bendit:

Pan mnie jeszcze tutaj nie gościł. Z prezydentem Havlem rozumieliśmy się zawsze bardzo dobrze. A co mi Pan powie o swoim stanowisku w sprawie prawa antydyskryminacyjnego? Co do naszych finansów jeszcze będę Pana instruował.

Brian Crowley:

Ja jestem z Irlandii i jestem członkiem tamtejszej partii rządzącej. Mój ojciec walczył całe życie o niepodległość przeciw brytyjskiej dominacji. Wielu moich krewnych straciło z tego powodu życie. Mogę sobie zatem pozwolić, żeby powiedzieć, że Irlandczycy chcą Traktatu Lizbońskiego. Przez fakt, że po przyjeździe do Irlandii spotkał się Pan z Ganley’em, dopuścił się Pan obrazy irlandzkiego narodu. Ten człowiek nie wykazał, z czego finansował swoją kampanię. Spotkać się z kimś, kto nie posiada mandatu z wyboru jest niebywałą zniewagą narodu irlandzkiego. Chcę Pana po prostu poinformować, jak to odczuwają Irlandczycy.

Życzę Panu, aby był Pan w stanie wykonać program Waszego przewodnictwa. Aby udało się Wam osiągnąć to, czego życzy Pan obywatelom europejskim.


Francis Wurz:

Francuski prezydent powiedział, że tarcza antyrakietowa nie jest dobra dla Europy. Chciałbym zapytać Pana o Pańskie stanowisko w tej sprawie, Panie Prezydencie.

Hanne Dahl:

Panie Prezydencie, dziękuję. Ja nie dam Panu żadnej flagi, ponieważ w moim kraju uważa się za słuszne dawać razem z własną flagą także flagę gospodarza, to w złym tonie darować jedną flagę. Pan Pöttering pewnie Panu powie, że w wielu kwestiach ja nie dokonuję przeglądu Konferencji przewodniczących PE, ale bardzo się cieszę, że się z Panem spotykam osobiście. Nie zgadzamy się z polityką klimatyczną, ani z koncepcją gospodarki rynkowej w Unii Europejskiej.

Jak już Pan powiedział, istnieje potrzeba, aby nie był Pan demonizowany w Europie, a to, co dziś od pana usłyszałem, mnie zadowala. Nie jest Pan demonem, ale odważnym prezydentem, który broni swoich poglądów. Zgadzam się z Panem, że debatę należy w Europie kontynuować. Jest koniecznością, żeby zapewnić wysoką frekwencję wyborczą w nadchodzących wyborach do PE. Jest koniecznością, aby w Unii Europejskiej była możliwość sprzeciwu. Jest możliwość sprzeciwu wobec jakiejś dyrektywy, ale nie można sprzeciwić się traktatom. Jestem dumny z tego, że nie przyjęliście wszystkiego, co przychodzi z Brukseli.


Irena Belohorská:

Ja będę mówić po angielsku, chociaż wiem, że pan prezydent zrozumiałby mnie, gdybym mówiła po słowacku. Traktat z Nicei jest traktatem dla 15 krajów, ale Unia się rozszerzyła. Traktat Lizboński jest traktatem dla 27 krajów i dlatego jestem niezadowolona z tego, że najwyższy przedstawiciel jednego z nowych krajów członkowskich występuje przeciw temu właśnie traktatowi, nad którym wspólnie pracowaliśmy.

Vaclav Klaus:

Dziękuję za to nowe doświadczenie, które zyskałem spotkając się tu z Państwem. Nie przypuszczałem, że coś takiego jest możliwe i w ciągu ostatnich 19 lat nic podobnego nie przeżyłem. Myślałem, że to należy już do przeszłości, że żyjemy w demokracji, ale w UE doprawdy działa post-demokracja. Mówili Państwo o wartościach europejskich. Wartością europejską jest przede wszystkim wolność i demokracja, zwłaszcza poszanowanie dla obywateli państw członkowskich UE. To jest dziś w UE szczególnie istotne. Trzeba tego bronić i starać się o to.

Przede wszystkim chciałbym podkreślić to, co myśli większość obywateli Republiki Czeskiej, że dla nas, dla członkostwa w UE nie ma alternatywy. To ja składałem wniosek o nasze przystąpienie do UE w 1996 roku, a w 2003 roku podpisałem Traktat Akcesyjny.

Porozumienie w ramach Unii ma jednak mnóstwo alternatyw. Uznawać jedno z nich za święte, nienaruszalne, w sprawie którego nie wolno zadawać pytań, krytykować go, stoi w sprzeczności z samą istotą Europy.

Jeśli chodzi o Traktat Lizboński, chciałbym przypomnieć, że nie jest on jeszcze ratyfikowany nawet w Niemczech. Traktat konstytucyjny, za który uważany jest Lizboński, w referendum odrzucony został wolą dwóch innych krajów. Jeżeli pan Crowley mówi o zniewadze irlandzkich wyborców, to muszę z kolei przypomnieć, że największą zniewagą wobec irlandzkiego elektoratu jest nierespektowanie tego, co zostało przegłosowane w czerwcowym referendum ws. Traktatu Lizbońskiego. Ja spotkałem się w Irlandii z kimś, za kim stoi zdanie większości w kraju, a Pan, panie Crowley, jest rzecznikiem poglądów, które w Irlandii są mniejszościowe. To jest namacalny wynik referendum.

Brian Crowley:

Pan nie będzie mi mówił, jakie poglądy mają Irlandczycy. Jako Irlandczyk wiem to najlepiej.


Vaclav Klaus:

Ja nie spekuluję o poglądach Irlandczyków. Ja tylko stwierdzam, jakie są wymierne dane o ich stanowisku, wynikające z referendum.

Odnośnie Traktatu Lizbońskiego – u nas nie jest on ratyfikowany dlatego, że o nim nie zdecydował nasz parlament. O to nie należy winić prezydenta. Poczekajmy na decyzje obu izb parlamentu, to jest aktualna faza procesu ratyfikacyjnego, w którym prezydent republiki nie odgrywa żadnej roli. Na dzień dzisiejszy nie mogę podpisać traktatu, bo nie leży na moim stole. Najpierw musi o tym zdecydować parlament. Dopiero wtedy ja będę się tą sprawą zajmował. Jeśli chodzi o pakiet klimatyczny, czeski rząd będzie się w tej sprawie kierował zasadą racjonalności.

Prawo antydyskryminacyjne – jestem przekonany, że to jest radykalnie złe prawo, ale ja na jego przyjęcie, nawet gdybym chciał, nie mam wpływu. Jest w parlamencie i tam nie ma większości potrzebnej do jego przyjęcia.

Pan Watson wspomniał o agendzie lizbońskiej – to już rzecz prawie zapomniana. I słusznie zapomniana.

Kryzys finansowy – jestem przekonany, że w sprawie kryzysu finansowego czeski rząd będzie po stronie zwolenników racjonalnych kroków. Nie byłoby mądrym krokiem, żeby pod pretekstem walki z kryzysem, likwidować wolny rynek. Myślę, że Republika Czeska jest w tym wypadku w korzystnej sytuacji. Doświadczyła kryzysu finansowego i bankowego w latach 1997-98. Banki od tego czasu zachowywały się bardzo odpowiedzialnie i nie są dzisiaj tak mocno narażone na ryzyko. Teraz okazuje się to być zaletą.

Odnośnie radaru – w tym wypadku Czechy mają swobodę decyzji i same wybiorą, co jest dla nich odpowiednie. Dla wielu ludzi u nas i dla mnie także, to jest kwestia promocji więzi transatlantyckich. Mam nadzieję, że w dającej się przewidzieć przyszłości ratyfikujemy odpowiednią umowę.


Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze przed moją ostatnią wypowiedzią oddam słowo koledze Schulzowi.


Martin Schulz:

Unia Europejska jest unią suwerennych państw, a nie federacją. Z tego, co Pan mówił rozumiem, że irlandzkie „nie” dla Traktatu, trzeba respektować. Co jednak z szacunkiem wobec głosów wyborców w Hiszpanii, w Luksemburgu, którzy znaczną większością głosów powiedzieli Traktatowi Lizbońskiemu „tak”?

Vaclav Klaus:

W UE jeszcze obowiązuje zasada jednomyślności, więc trzeba ją respektować. Unia może funkcjonować tylko wtedy, o ile respektowane są jej własne reguły i zasady. Należy wrócić do deklaracji z Laeken i renegocjować Traktat Lizboński. Istnieje potrzeba decentralizacji, rozmów o tym, jak przywrócić władzę na poziomie państw członkowskich, bliżej ich obywateli, jak przejść od poziomu superpaństwa do poziomu międzyrządowego.

Hans-Gert Pöttering:

Jeszcze zanim powiem ostatnie słowo chciałbym powiedzieć, że Konferencja Przewodniczących PE dyskutowała o terminie Pana wystąpienia w PE i proponuje Panu 19 lutego. W kwietniu postaramy się o wystąpienie prezydenta a USA, a parlament ma ostatnie posiedzenie 7 maja.

Wreszcie chciałbym coś powiedzieć i opuścić ten pokój na dobre. To, żeby Pan nas porównywał do Związku Sowieckiego, jest więcej niż niedopuszczalne. Każdy z nas ma swoje głębokie zakorzenienie w swoim kraju i w naszych okręgach wyborczych. Chodzi nam o wolność i demokrację, o pojednanie w Europie. My popieramy czeskie przewodnictwo, mamy dobrą wolę i nie jesteśmy naiwni.

Vaclav Klaus:

Ja nie porównywałem Was ze Związkiem Sowieckim, słowo Związek Sowiecki nie wypowiedziałem. Powiedziałem natomiast, że takiej atmosfery i stylu negocjacji, jak dzisiejszy, nie doświadczyłem doprawdy przez minionych 19 lat w Republice Czeskiej.

Dziękuję Panom za możliwość spotkania z Wami, jako posłami PE. Jest to doświadczenie odmienne od tych, które mam ze spotkań z prezydentami i premierami krajów członkowskich UE.

—————

Finał historii w Parlamencie Europejskim (dyskusja o zachowaniu Daniel Cohn-Bendit, Hans-Gert Pöttering, Martin Schulz między innymi z udziałem Nicolas Sarkozy)

———–

Vaclav Klaus – prezydent Republiki Czeskiej

Hans-Gert Pöttering – niemiecki polityk chadecki. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego

Martin Schulz – niemiecki polityk, przewodniczący Grupy Socjalistycznej w Parlamencie Europejskim

Daniel Cohn-Bendit – jeden z przywódców rewolucji ‘68. W wyborach w 1999 wszedł do PE z listy francuskich Zielonych, w 2004 – z listy Zielonych niemieckich. Współprzewodniczący Grupy Zieloni – Wolny Sojusz Europejski

Brian Crowley – irlandzki polityk prawicowy, współprzewodniczący frakcji Unia na rzecz Europy Narodów w PE

Francis Wurtz – członek Francuskiej Partii Komunistycznej. Przewodniczący Konfederacyjnej Grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica PE

Hanne Dahl – duńska eurodeputowana, współprzewodnicząca Grupy Niepodległość/Demokracja

Irena Belohorská – słowacka eurodeputowana, niezrzeszona

Źródło: Fronda.pl : Skandal w Pradze
8. grudnia 2008

————

Inne artykuły /wypowiedzi prezydenta Czech Vaclav Klausa

Prawdziwa twarz przedstawicieli Unii Europejskiej – skandaliczne zachowanie parlamentarzystów europejskich na spotkaniu z Prezydentem Vaclavem Klausem

Madry człowiek Vaclav Klaus – prezydent Czech

Głos Wolności – rozmowa z Vaclavem Klausem

Vaclav Klaus o integracji europejskiej, tarczy antyrakietowej i ekologach

Traktat Reformujący EU- Konstytucja Europejska

Dyskryminacja katolików w Hiszpani – teraz w sądzie

– Jeśli zakażą mi wykonywania zawodu, stanie się tak wyłącznie dlatego, że jestem katolikiem. Przyjmę to jako wyraz woli Boga – mówi sędzia z Murcii ścigany za „złośliwe” przeciąganie procedury adopcji córeczki lesbijki przez jej partnerkę.

Fernando Ferrín Calamita nie pierwszy raz ma problemy z prawem z powodu wątpliwości natury moralnej. Nigdy nie krył obaw, że adopcja dzieci przez pary homoseksualne czyni z nich króliki doświadczalne. Te poglądy – choć politycznie niepoprawne w rządzonej przez socjalistów Hiszpanii, gdzie pary osób tej samej płci zostały zrównane z małżeństwami – nie zaprowadziłyby go na ławę oskarżonych, gdyby nie był sędzią rodzinnym.

Najpierw przyznał prawo do opieki nad dwiema dziewczynkami ojcu, a nie matce, która związała się z inną kobietą. – Matka musi wybrać między córkami a nową partnerką – orzekł. Zapewniał, że nic nie ma do lesbijek, ale „homoseksualni rodzice nie mogą zapewnić dziecku integralnego rozwoju”, on zaś kieruje się „nadrzędnym interesem nieletnich”. Po tych oświadczeniach został okrzyknięty naczelnym homofobem Hiszpanii, dla większości mediów zaś stał się ulubionym bohaterem negatywnym. Werdykt Komisji Dyscyplinarnej Rady Głównej Sądownictwa, która ukarała go w marcu tego roku 600 euro grzywny, w Hiszpanii uznano niemal powszechnie za haniebnie pobłażliwy.

W obronie sędziego stanęło arcybiskupstwo Madrytu, cytując w swym biuletynie argumenty jego adwokata. Ten zaś zauważył, że jego klient padł ofiarą prześladowań, których celem było stłumienie próby podjęcia dyskusji na temat „sztandarowych ustaw” rządu José Zapatero. Usłyszał, że sędziowie pierwsi muszą – czy im się to podoba czy nie – wprowadzać nowe prawa przyjęte przez demokratycznie wybraną większość.

Sędzia Ferrín Calamita nie zmienił jednak poglądów. Obecnie jest sądzony za „złośliwe” opóźnianie adopcji córeczki lesbijki przez jej partnerkę. Grozi mu pozbawienie prawa do wykonywania zawodu nawet przez 18 lat i grzywna w wysokości 18 tysięcy euro z możliwością zamiany na trzy lata więzienia.

Susana M.S., matka biologiczna dziecka, i Vanesa H.H. mieszkają razem od 2004 roku. Pobrały się rok później, gdy w Hiszpanii zostały zalegalizowane związki osób tej samej płci. „Była wspólnym projektem, do tego stopnia, że przyjaciółka towarzyszyła mi podczas sztucznego zapłodnienia” – mówi o córeczce Susana M.S., cytowana przez dziennik „El Mundo”. W 2006 roku, gdy dziewczynka miała kilka miesięcy, Vanesa H.H. wystąpiła o jej adopcję. Obie panie twierdzą, że od początku czuły się „dyskryminowane z powodu orientacji seksualnej”. Dlaczego? Chociaż pracownica socjalna stwierdziła w raporcie, że adopcja nie zaszkodzi dziecku, bo nadal będzie mieszkało z własną matką, w tym samym otoczeniu, i że tak naprawdę chodzi jedynie o usankcjonowanie prawne istniejącej sytuacji, sędzia zażądał dodatkowo orzeczenia psychologów rodzinnych o plusach i minusach takiej adopcji.

Sędzia zapewnia, że chodziło mu wyłącznie o dobro dziecka. To prawda, że bardzo się zaangażował w tę sprawę („może za bardzo” – przyznał), ale „chodziło wyłącznie o zagwarantowanie dziecku tego, co dla niego najlepsze”. „Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa, że będzie dorastać w atmosferze czułości ze strony Susany i Vanesy, i że okaże się, iż adopcja była najlepszym wyjściem” – mówił przed sądem w Murcii. Wyśmiał zarzut, że sprawa adopcji utknęła na kilka miesięcy w martwym punkcie. – Gdyby z tego powodu wytaczano procesy, trzeba by było postawić przed sądem 95 procent sędziów – powiedział. Zapewniał, że gdyby dostał raport psychologów, zaakceptowałby ich werdykt. Ale zamiast odpowiedzieć na pytanie, czy taka adopcja może się okazać szkodliwa dla dziecka czy też nie, zmieniono temat, by stwierdzić, że takie rozważania byłyby politycznie niepoprawne.

Rzeczpospolita: Hiszpania nie jest dla katolickich sędziów?
Małgorzata Tryc-Ostrowska 05-12-2008