Ekonomia społeczna w praktyce Kościoła

Źródło: Tygodnik Powszechny: Ekonomia społeczna w praktyce Kościoła – Tylko miłość uskrzydla
26.09.2006

Każdy z nas jest odpowiedzialny za ten kawałek rzeczywistości, w którym przyszło mu żyć. Im wyżej usytuowani jesteśmy w hierarchii społecznej czy gospodarczej, tym większy wpływ mamy na rzeczywistość, ale i większą ponosimy za nią odpowiedzialność. Dla ludzi wierzących nauka społeczna Kościoła precyzyjnie wyznacza cel, zadania i zasady bycia w dzisiejszym świecie.

Mira Jankowska / 2006-09-26

fot. Ł. Pieńkowski

Człowiek, jak mówi Biblia, „korona stworzenia”, odbija obraz Stwórcy. Jest wolny. Obdarowany wpływem na rzeczywistość ma sprawiać, aby służyła ona jemu i innym ludziom. Czyni to poprzez pracę. Polska to kraj ludzi wierzących, 93 proc. narodu stanowią katolicy. Tak przynajmniej pokazują badania statystyczne. Jak sprawić, aby żyło się nam łatwiej, by nasze parafie tętniły życiem, a ludzkie potrzeby mogły szybko być zaspokajane?

Podpowiedzi świętych

Gigant wśród świętych – św. Teresa z Avila, reformatorka żeńskiej gałęzi zakonu karmelitańskiego (XVI w.), pisała, że marna to zakonnica, która przypala ziemniaki. Zwracała w ten sposób uwagę na łączność między sferą ducha i pracy. Modlitwa ma mi pomagać skutecznie służyć sobą innym, a nie być wymówką w zaniedbaniach lub lenistwie. Życie duchowe nie jest ucieczką od rzeczywistości. Tylko wtedy jest ono wartościowe, kiedy w konsekwencji prowadzi mnie do przenikliwości w patrzeniu na rzeczywistość, do zdolności czujnej obserwacji siebie (swoich zalet i wad) i świata naokoło, „namierzania” jego problemów i potrzeb oraz rozpoznawania sposobów zaradzenia im i konsekwentnego wdrażania pozytywnych zmian w życie. Te cztery zasady działania stosowane są dziś także w zarządzaniu. Św. Paweł pisząc listy-pouczenia do wspólnot pierwszych chrześcijan (I w. po Chrystusie) nie omieszkał im wyrzucać, że modlą się i nic nie otrzymują, bo się źle modlą! Że efektywność ich (także naszych) rozmów z Bogiem często jest żadna. Nie przynosi pożytku ani temu, kto się modli, ani dobru wspólnemu.

Można by zapytać, jak wywód z dziedziny teologii ma się do ekonomii społecznej? Kościół Katolicki, spadkobierca prawdy o miłującym i zakochanym do szaleństwa w człowieku Bogu, ma przebogatą naukę, która prawdę o miłości, będącej nieustannym ofiarowywaniem się drugiemu, stosuje także do sfery życia społecznego.

Ostatni papieże, a szczególnie Jan Paweł II, napisali kilka encyklik na tematy społeczne. Wniosek z tego, że świadomość siebie jako istoty społecznej, relacji, które łączą ludzi, więzi społecznych i ekonomicznych ma dla magisterium Kościoła ogromne znaczenie. W życiu ludzi wierzących (świeckich i duchownych) łączenie obu sfer: życia duchowego i życia społecznego, jest niekwestionowalne. O tyle jesteśmy prawdziwymi wyznawcami i świadkami żyjącego wśród nas Boga, o ile nasze przekonania i wiara znajdują pozytywny efekt w działaniu: zawodowym, obywatelskim, społecznym, gospodarczym, politycznym.

Dlaczego tak ciężko – doświadczenia po komunizmie

Warto wspomnieć, że Polska po rozbiorach miała jedynie 20 lat na stworzenie swojej państwowości i zasad życia społecznego. Wolny kraj wydał tylko jedno pokolenie wolnych Polaków. II wojna światowa i komunizm przetrzebiły budzący się do życia naród. Pięćdziesiąt lat zniewolenia (prawie trzy pokolenia) nie pozostało bez znaczenia dla tkanki narodu i społeczeństwa, także duchowej. Homo sovieticus nadal w nas żyje. Niemoc w podejmowaniu wspólnych działań, w samoorganizowaniu się, brak kreatywności, pomysłowości w szukaniu rozwiązań, wytrwałości w podjętych zadaniach są owocem ośmieszania naturalnych obywatelskich postaw i zachowań lub ich tępienia. Pozbawiono nas autorytetów, celowo niszczono twórcze jednostki, eksterminowano intelektualistów, wywożono na Wschód najbardziej zaradnych ludzi.

Kościół katolicki był w drugiej połowie XX wieku jedynym instytucjonalnym bastionem wolności i obrony praw człowieka w Polsce. Mimo tak wielkich przeszkód i dramatycznych zmagań, których dowodem są historie ludzi Kościoła oskarżanych o współpracę z SB, udało mu się obronić godność człowieka, niezależność i wolność. Formuła oblężonej twierdzy, jaką się stał przez te 50 lat, była koniecznością.

Kontestacja czy afirmacja

Dzisiaj, jak nigdy dotąd, potrzebny jest ludziom Kościoła nowy duch, by świeccy śmielej włączali się w zaspokajanie potrzeb człowieka i świata w swoich środowiskach i na własną miarę. To, co ostatnio wychodzi nam nadzwyczaj dobrze, to zdolność do protestowania, demonstrowania i kontestacji „świata”. Tymczasem tego typu postawa jest minimalizmem. Łatwo bowiem zmusić się do wystąpienia przeciwko czemuś, bo wymaga to jednorazowej aktywności. A i w mediach będzie o tym głośno. Tyle tylko że w ten sposób nie wpływa się skutecznie na zmianę rzeczywistości.

Znacznie bardziej twórcze jest zapobieganie zjawiskom niebezpiecznym społecznie przez proponowanie atrakcyjnych, nowatorskich, świeżych i pozytywnych rozwiązań. Ale to wymaga uwagi, wysiłku intelektualnego, pochylenia się nad zagadnieniem, czasu, pomysłu i faktycznej chęci znalezienia rozwiązania problemu. A potem wdrażania go w życie, co wiąże się z długotrwałą, mozolną, cichą, mrówczą pracą. Bez fanfar i braw. Czasem dopiero po latach widać efekty. Komu się chce tak angażować? A przecież chrześcijaństwo może i ma zmieniać świat.

Dzisiaj potrzeba nam w Polsce pracy organicznej i pracy u podstaw. To swoisty neopozytywizm. Ale by to robić, musimy być przekonani o słuszności takiej drogi. Parafie czekają na powiew Ducha, ożywienie potencjału, który w nich drzemie. Nie można narzucić tego odgórnie – reanimowanie Akcji Katolickiej jest tego dowodem. Młode wino, jak uczy Biblia, leje się do nowych bukłaków, bo stare nie wytrzymałyby energii, jaka je rozpiera. To samo dotyczy życia parafii i jej członków. Nie zdają sobie sprawy z siły, jaka w nich tkwi. Jeszcze nie.

Jak robią to inni

Chlubnym przykładem w tej materii są parafie St. Timothy (www.massneverends.org) w Mesa w Arizonie (USA) i Sant’Eustorgio (www.santeustorgio.it) w Mediolanie (Włochy). Obie prężne i niebywale wyczulone na potrzeby ludzi (nie tylko ich członków). Idea jest taka: motorem naszego działania jest odpowiedzialna miłość bliźniego. Widzimy w swoich środowiskach mnóstwo potrzeb; jeśli nie zaradzimy im sami, to być może nikt tego nie zrobi.

Amerykańska parafia zatrudnia obecnie ok. 60 świeckich. Działa jak przedsiębiorstwo, którego obroty wynoszą ok. 4 milionów dolarów rocznie. Jej działania służą potrzebom przeciętnych ludzi – są skierowane do osób pragnących założyć własne przedsięwzięcie gospodarcze, osób w kryzysie, ludzi z depresją, samotnych matek, bezrobotnych, narkomanów i ich rodzin, osób samotnych i starszych, nastolatków. Powstają przedsięwzięcia edukacyjne, szkoleniowe, samopomocowe, naukowe, biblijne – do wyboru, do koloru. Są to często działania wykorzystujące narzędzia ekonomiczne. Parafianie na nich zarabiają!

Taka żywa wspólnota parafialna i współdziałanie ludzi jest możliwe dzięki proboszczom, którzy potrafili pobudzić świeckich do współodpowiedzialności. Właśnie owa miłość czujna na potrzeby człowieka obok jest motorem działania i poczucia, że każdy z parafian i sympatyków jest niezbędny do „pracy w winnicy Pana”, jeśli tylko zechce się przyłączyć.

Polska awangarda

W Polsce do takiego stanu rzeczy jeszcze nam daleko, choć i u nas pojawiły się pierwsze jaskółki zmian. W Korytowie koło Choszczna (woj. zachodniopomorskie) w popegeerowskiej parafii (50 proc. bezrobocia) zaradny ksiądz Sławomir Kokorzycki od ośmiu lat prowadzi z wiernymi Ośrodek Wspierania Rodziny (www.korytowo.zp.pl). Pracują w nim charytatywnie, i nie tylko, parafianie, ale przyjeżdżają też studenci i fachowcy różnych profesji, np. lekarz oraz prawnik. Ośrodek wygrał konkurs na wspieranie inicjatyw pomocy dzieciom. Dziś studiuje 40 młodych ludzi z Korytowa, dziesięć lat temu było tu dwoje studentów. Warto wspomnieć, że wysiłku włożonego w osiągnięcie takiego stopnia edukacji przez osobę pochodzącą ze wsi a tę z miasta nie można właściwie porównać. W wiejskim domu często brak nawet encyklopedii, a do najbliższego miasta jest kilkanaście kilometrów. Sto złotych za bilet miesięczny, gdy trzeba dojechać do szkoły ponadgimnazjalnej, to dla większości rodzin bariera trudna do pokonania. Z tego powodu wiele dzieci kończyłoby edukację na gimnazjum. Ośrodek Wspierania Rodziny daje młodzieży stypendia na bilety, ale także studentom na utrzymanie. W tym roku szkolnym finansował 15 stypendiów. Charakter ekonomiczny działań Ośrodka przejawia się na razie w próbach zdobycia środków na stałe funkcjonowanie.

Potężną i prężną organizacją kościelną jest ogólnopolska Caritas, zorganizowana w diecezjalne oddziały. Caritas Diecezji Ełckiej posiada aptekę, gdzie są sprzedawane leki w cenach hurtowych, oraz zakład krawiecki, który zatrudnia bezrobotne kobiety (www.caritas.pl). Caritas Archidiecezji Warszawskiej założyła jako działalność gospodarczą „Pierogarnię” i przyciąga doskonałymi wyrobami kulinarnymi turystów oraz mieszkańców stolicy, bo ulokowana jest na Starym Mieście. Od stycznia 2006 roku w ramach Caritas funkcjonuje też mająca kilkuletnią tradycję Fundacja „Tylko z darów miłosierdzia”. Misją tej fundacji, działającej przy ul. Żytniej w Warszawie, jest opieka nad osobami wykluczonymi społecznie. Fundacja utrzymuje noclegownię i schronisko dla bezdomnych oraz jadłodajnię dla tych, których nie stać na ciepłe posiłki. Ośrodek ten jako działalność gospodarczą prowadzi gospodarstwo rolne w Pieńkach Zarębskich k. Warszawy, gdzie hoduje się bydło, trzodę chlewną, króliki i drób oraz posiada uprawy rolne. Praca w gospodarstwie jest formą terapii dla osób z powikłanymi życiorysami oraz dla tych, którzy przyjeżdżają z popegeerowskich terenów w poszukiwaniu pracy. Gospodarstwo wspiera jadłodajnię, ale jest także sposobem na uczenie się pracy i odnalezienie swojego miejsca w życiu społecznym.

Świeccy w natarciu

Innym sposobem uczestnictwa w życiu społecznym jest działanie członków Opus Dei, którzy założyli w 2003 roku Stowarzyszenie Wspierania Edukacji i Rodziny STERNIK (www.sternik.edu.pl). To reakcja na niezadowolenie ze sposobu edukacji w instytucjach świeckich.

Dysonans, jaki istniał między sposobem wychowywania dzieci w publicznej szkole a tym, czego uczyły się one w domu, spowodował konkretną odpowiedź rodziców – założenie własnych szkół i przedszkoli. W Falenicy powstało pierwsze przedszkole i szkoła stowarzyszenia – nazwano je „Żagle”. Obecnie działa tam także przedszkole i szkoła podstawowa o nazwie „Strumienie”. Miejsca w nich są już zarezerwowane na lata. Instytucje te funkcjonują w ramach działalności gospodarczej stowarzyszenia i są odpłatne.

Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich (http://spch.w.interia.pl) od 12 lat skutecznie pomaga ludziom nie tylko w Warszawie, ale także w Poznaniu, Gdańsku, Krakowie, Płocku, Katowicach i Toruniu, gdzie ma swoje oddziały. Obok działalności charytatywnej służy pomocą odpłatną, oferując indywidualną pomoc psychoterapeutyczną, prowadząc Studium Psychoterapii i Studium Poradnictwa Psychologicznego (counseling), organizuje szkolenia, kursy, także rekolekcje. Nowatorskim pomysłem członków SPCh jest utworzenie specjalnego ośrodka terapeutycznego służącego pomocą psychologiczno-duchową osobom świeckim i duchownym. Co roku SPCh ubiega się o dofinansowanie ze środków gminnych i wojewódzkich.

Uwierzyć w siebie

Skutecznym pomysłem na pobudzenie obywateli do odpowiedzialności za własne życie są działania zaproponowane przez istniejące od czterech lat ogólnopolskie Stowarzyszenie Integracji Świata Pracy LABOR (www.labor.org.pl), które zrzesza przedsiębiorców, pracowników i osoby szukające pracy. Jego misją jest budowanie dobrych relacji między tymi środowiskami, służących szeroko pojętemu współdziałaniu.

Jednym z działań Stowarzyszenia LABOR są Spotkania Świata Pracy odbywające się co tydzień w Warszawie na Kole. Kłopoty w pracy lub jej brak często zmuszają do odpowiedzi na najprostsze pytania: kim jestem, po co żyję, co jest dla mnie ważne, dlaczego robię to, co robię, o czym marzę, do czego mam predyspozycje, czym jest dla mnie sukces, na czym opieram swoje życie, jak traktuję siebie, najbliższych, kolegów w pracy, przełożonych, podwładnych itd. Spotkania nie tyle służą znalezieniu pracy, ile porządkują myślenie o sobie w kategoriach podstawowych: mężczyzna – kobieta, w kategoriach społecznych (role społeczne: mąż – żona, matka – ojciec, pracownik – pracodawca, obywatel – Polak, Europejczyk) oraz w kategoriach religijnych: człowiek wiary (katolik, protestant, żyd itd.) albo osoba poszukująca prawdy i sensu życia.

Punkt wyjścia, jakim są trudności związane z życiem zawodowym, staje się trampoliną do układania sobie życia na nowo, precyzyjniej: do nowego spojrzenia na to, co jest obecnie, i planowania tego, ku czemu świadomie chcę zmierzać. Często okazuje się, że nie lubimy swojej pracy, a zwolnienie z niej okazuje się realnym wybawieniem i wyzwoleniem naszego twórczego potencjału. Spotkania prowadzone przez LABOR to potwierdzają: kiedy ludzie dostrzegają, kim są i co potrafią, jak są obdarowani, wtedy stają na własnych nogach. Zaczynają być bardziej świadomi swojej roli w danym miejscu, także zawodowym, są gotowi podejmować odważne decyzje osobiste i zawodowe, uświadamiają sobie własną niepowtarzalność i możliwości. Odzyskują nadzieję i wiarę w siebie, co pozwala im działać samodzielnie i twórczo, wraca im kreatywność i siła wewnętrzna. Podejmują się wówczas zadań, na które wcześniej nie było ich stać: porządkowania życia osobistego, małżeńskiego, rodzinnego, profesjonalnego. Niektórzy odważają się powoływać do życia podmioty gospodarcze (spółdzielnie socjalne albo własne przedsięwzięcia). Wszyscy natomiast uświadamiają sobie fakt, że rzeczywistość społeczno-ekonomiczna jest naturalnym sposobem obecności w świecie, i uczą się postaw przedsiębiorczych, czyli takich, które sprawiają, że jesteśmy aktywnymi uczestnikami życia społeczno-gospodarczego, rozumiemy jego zasady i sprawiamy, by służyły one społeczeństwu.

Rozumiejąc rzeczywistość, ludzie odważniej uczestniczą w życiu społecznym. Gotowi są poświęcać swój czas i siły dla innych. Te dokonania i zmiany życiowe są sukcesami pojedynczych osób i całego Stowarzyszenia LABOR.

Życie pełnią życia

Takie i inne działania dla dobra wspólnego są możliwe, kiedy człowiek zaczyna wierzyć, że sam jest coś wart i że wiele od niego zależy. Kiedy mądrze zaczyna kochać siebie, staje się zdolny do pokochania ludzi. Konsekwencją poczucia, że się kocha i że się jest kochanym, jest służba innym. Bo miłość uskrzydla. Bez tego doświadczenia niemożliwe jest gorliwe i wytrwałe bycie dla drugiego. A tym są przecież działania społeczne, które mogą i powinny przyjmować ostatecznie ekonomiczny charakter. Tej świadomości dziś najbardziej potrzeba ludziom wierzącym.

Mira Jankowska jest polonistką (UMK) i teologiem (ATK), ma za sobą studia MBA w Mediolanie. Publicystka, autorka audycji radiowych i telewizyjnych poświęconych problematyce pracy w teorii i praktyce. Inicjatorka i prezes Stowarzyszenia Integracji Świata Pracy LABOR, zrzeszającego przedsiębiorców, pracujących i bezrobotnych, promującego nowe podejście do rzeczywistości pracy i postawę przedsiębiorczą.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s