Rosja – prognozy na 2007

Źródło: Rzeczpospolita: Kto z Kremlem wojuje
30.12.2006

Gospodarka będzie się rozwijać, a Europa zrozumie, że Rosji nie da się zastraszyć. Wrogowie Kremla nie pokrzyżują szyków Rosji

Być może jestem niepoprawnym optymistą, ale uważam, że w 2007 roku polepszy się współpraca gospodarcza między Rosją a Unią Europejską. Przemawiają za tym przede wszystkim obiektywne przesłanki: Europa jest i pozostanie dla Rosji najważniejszym partnerem handlowym, a Rosja dla Europy – atrakcyjnym rynkiem oraz ważniejszym dostawcą surowców i energii. Dotychczasowe trudności we współpracy między Rosją a UE wynikały z tego, że kraje europejskie próbowały narzucać nam swoje zasady gry. Pouczanie sąsiadów o tym, jak powinni organizować życie we własnym domu, nie służy jednak budowaniu partnerskich stosunków. Wydaje się, że ostatnio w Europie rośnie świadomość tej błędnej polityki.

Jeśli chodzi o Rosję – największym naszym problemem w stosunkach z Unią Europejską jest to, że jest ona partnerem trudnym do negocjacji. Z jednej strony – dogadywanie się z poszczególnymi państwami za plecami Brukseli bywa często nieskuteczne, gdyż głos decydujący w wielu sprawach należy do Komisji Europejskiej. Z drugiej zaś strony, ograniczanie aktywności tylko do kontaktów z Brukselą byłoby nierozsądne. UE nie stanowi przecież monolitu i są w niej mniej oraz bardziej znaczący gracze. Zrozumienie mechanizmu podejmowania decyzji w UE jest głównym zadaniem dla naszej dyplomacji na najbliższe lata.

W tym sensie doskonałą lekcją dla obu stron było nałożenie przez Polskę weta w sprawie negocjacji nowego porozumienia o współpracy między UE i Rosją. Moim zdaniem polskie weto wkrótce zostanie wycofane. Zarówno Europa, jak i Polska zdają sobie sprawę z tego, że Rosja nie podpisze Karty energetycznej w jej obecnym kształcie. Mówienie zaś o tym, że brak nowego porozumienia stanie się straszliwym ciosem dla Rosji, jest przesadą. Wniosek, który powinny wyciągnąć z tej lekcji Bruksela i Polska, jest dla mnie oczywisty: próby wymuszania na Rosji ustępstw, które są sprzeczne z jej zasadniczymi interesami, nie odnosi żadnego skutku. Uświadomienie tego faktu będzie sprzyjało większej racjonalizacji naszych stosunków.

Ropa to nie wszystko

Przy okazji rozwiejmy pewien mit. Mówi się, że wzrost gospodarczy Rosji spowodowany jest przede wszystkim wysokimi cenami ropy. To nie do końca prawda. Tendencja wzrostowa cechuje w ostatnich latach gospodarki większości krajów WNP – również tych, które są importerami ropy. Wbrew obiegowej opinii, także w Rosji, wcale nie ten sektor jest lokomotywą wzrostu gospodarczego. W segmencie wydobycia ropy tempo wzrostu utrzymuje się na poziomie zaledwie 2 procent, czyli znacznie ustępuje ogólnemu wskaźnikowi. Oznacza to, że inne dziedziny rozwijają się o wiele szybciej. Wysokie wskaźniki notowane są w usługach, produkcji rolnej, handlu detalicznym, w budowie maszyn, przemyśle lekkim, komunikacji oraz innych dziedzinach. Główną przyczyną rozwoju gospodarczego na postradzieckim obszarze są inwestycje. W Rosji ich odsetek nie jest na razie szczególnie wysoki w stosunku do dochodu narodowego, za to tendencja zwiększania rozmiarów inwestycji jest stabilna i dynamiczna.

W roku 2007 w gospodarce rosyjskiej utrzyma się tendencja wzrostowa na poziomie 5 – 7 procent. Sytuacja finansowa oraz kurs rubla pozostaną stabilne, a budżet państwowy zostanie przyjęty bez problemów. Oczywiście ceny ropy pomogą nam umocnić gospodarkę. Nie ma zresztą żadnych powodów do obaw przed ich gwałtownym spadkiem w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Cena baryłki przewyższająca 40 dolarów nie niesie dla Rosji żadnego zagrożenia. Obniżenie notowań do 30 dolarów wymagałoby z kolei podjęcia bolesnych kroków, ale nie doprowadziłoby do katastrofy.

To, że wzrost gospodarki rosyjskiej nie jest bezpośrednio związany z nadwyżką petrodolarów, nie oznacza, że problem zależności od handlu ropą i gazem Rosja ma już za sobą. Największym wyzwaniem dla rządu rosyjskiego w następnym roku pozostanie walka z pokusą wykorzystania pieniędzy z handlu ropą do rozbudowy systemu świadczeń socjalnych oraz do innych celów, które doprowadziłyby do zwiększenia konsumpcji w społeczeństwie rosyjskim. Co może wyniknąć z takich populistycznych decyzji, pokazują kryzysy z lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. Na szczęście dotychczas rząd oraz bank centralny wykazywały rozwagę i nie uległy populistycznym hasłom wielu polityków rosyjskich – przy wysokich cenach ropy zachowywały rozsądek i odpowiedzialność. Nadwyżkę pieniędzy wykorzystano na przykład na spłatę znacznej części zagranicznego długu państwowego. Dzięki temu pozbyliśmy się problemu tak zwanego krótkiego długu i znacznie zwiększyliśmy swobodę manewru. Znacznie wzrosły także państwowe rezerwy złota i dewiz. Utworzony został fundusz stabilizacyjny, który ma zmniejszyć negatywne skutki dla gospodarki w przypadku ewentualnego pogorszenia koniunktury na rynku ropy. I nic nie przemawia za tym, żeby w nadchodzącym roku rosyjskie instytucje finansowo-gospodarcze porzuciły tę odpowiedzialną politykę i dały się ponieść populizmowi.

Rozsądek zwycięży

Nadchodzący rok stanie się rokiem zwiększenia znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej. Nie oznacza to oczywiście, że nasze możliwości staną się porównywalne lub chociażby zbliżone do tych, jakimi dysponują USA. Waszyngtońska administracja będzie jednak zainteresowana naszym poparciem w rozwiązywaniu wielu problemów.

Jednym z nich pozostanie wciąż nieprzezwyciężony chaos w Iraku. Geograficznie ten kraj leży o wiele bliżej Rosji niż Stanów Zjednoczonych i z tego powodu stabilizacja w tym rejonie leży w naszym interesie. Oczywiście – nie ma mowy o tym, żeby Rosja wsparła międzynarodową koalicję kontyngentem wojskowym. Co do innych form współpracy – administracja Białego Domu będzie mogła liczyć na Kreml.

Podobnie jak dla Amerykanów, także dla Rosji jednym z kluczowych problemów pozostanie kwestia nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Uchwalenie w ostatnich dniach przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji w sprawie irańskiego programu nuklearnego jest najlepszym przykładem zbieżności tych interesów.

Polityka zagraniczna nie była w ostatnich latach najmocniejszą stroną Rosji. Jednym z przykładów tego, jak nie należy postępować, stał się kryzys w stosunkach z Gruzją. Do plusów tej historii należy jednak zaliczyć to, że udało się nam zapobiec rozpoczęciu zbrojnej konfrontacji między Tbilisi a separatystyczną Abchazją i Osetią Południową. Niebezpieczeństwo podobnego rozwoju wydarzeń pozostanie niestety aktualne także w roku 2007. Mam nadzieję jednak, że Rosja zrobi wszystko, aby nie dopuścić do realizacji najgorszego scenariusza. To prawda, że są w naszym kraju siły, które domagają się uznania niepodległości separatystycznych republik. Taki krok miałby jednak fatalne następstwa. Wydaje mi się, że rozsądek weźmie górę.

Bardzo trudno snuć prognozy na temat stosunków Rosji z Białorusią. Przyczyna to nieprzewidywalność prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

W moim odczuciu nie należy jednak oczekiwać zasadniczych zmian w tym zakresie. Nie wykluczałbym wszakże powstania problemów z tranzytem gazu przez Białoruś w ciągu najbliższych miesięcy. Gdyby do tego doszło, negatywne skutki odczułaby także, niestety, Polska. Zapewniam jednak, że byłoby to wbrew intencjom Rosji, która nie jest zainteresowana stwarzaniem problemów uczciwemu wobec niej partnerowi. Warto, by Polacy zrozumieli, iż projekt budowy gazociągu północnego jest korzystny także dla nich, gdyż stanowi gwarancję niezależności od kaprysów nieprzewidywalnego białoruskiego przywódcy. Gdybym był obywatelem Polski i znałbym Łukaszenkę tak dobrze, jak go znam – obiema rękami głosowałbym za powstaniem alternatywnego szlaku dostaw gazu do Europy. Przecież to tylko zwiększa bezpieczeństwo energetyczne całej UE, a więc także Polski.

Będą prowokacje

Rok 2007 zadecyduje o wyborze taktyki przekazania władzy następcy obecnego prezydenta. Myślę jednak, że będzie ona pokojowa. Mówienie o tym, że seria głośnych zbrodni (m.in. zabójstwa Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki oraz zamach na mnie) to element realizowanego przezKreml planu wyborczego, uważam za nieporozumienie. Zdrowy rozsądek podpowiada bowiem, że każdy wstrząs w okresie przedwyborczym niesie zagrożenie przede wszystkim dla obecnej władzy i może być korzystny wyłącznie dla jej wrogów.

Żeby to zrozumieć, wystarczy przypomnieć o tym, iż Putin bardzo konkretnie i jednoznacznie sformułował priorytety współczesnej Rosji. Najważniejszym z nich jest pogłębianie dialogu energetycznego i gospodarczego z Europą. W ramach tego priorytetu Rosja przekonuje kraje europejskie do zawierania długoterminowych kontraktów na dostawy gazu, zabiega o możliwość udziału rosyjskich spółek w jego sprzedaży detalicznej na europejskich rynkach, prowadzi trudne negocjacje o warunkach dopuszczenia zachodnich koncernów do złóż. Proszę się zastanowić: pomagają czy też szkodzą tym poczynaniom głośne zabójstwa i zamachy ostatnich miesięcy? Dla mnie odpowiedź jest oczywista: szkodzą, i to mocno!

Moim zdaniem możemy tu mieć do czynienia z przemyślanym planem dyskredytacji rosyjskiego kierownictwa i plan ten jest realizowany perfekcyjnie. Wystarczyło zostawić ślady polonu w samolotach, londyńskich pubach, na stadionach, w brytyjskiej ambasadzie i w Niemczech, by świat stanął na głowie i zaczął podejrzliwie patrzeć w kierunku Rosji. Nie trzeba było wysadzać elektrowni ani kierować samolotów w wieżowce.

Nie wykluczam, że w następnym roku staniemy się świadkami kolejnych prowokacji. Mam jednak nadzieję, że ludzie odpowiedzialni za kształtowanie wizerunku Rosji, bogatsi o doświadczenia ostatnich miesięcy, potrafią skuteczniej minimalizować negatywne skutki tych prowokacji. Umiejętnością najbardziej od nich oczekiwaną będzie lepsze zrozumienie zasad kształtowania zachodniej opinii publicznej. Przykładem rozumienia danego problemu stał się pobyt grupy śledczych Scotland Yardu w Moskwie. Kiedy w prywatnej rozmowie detektywi poskarżyli się, że nie zadali wszystkich pytań Kowtunowi i Ługowojowi – prokuratura rosyjska niezwłocznie zorganizowała im powtórne przesłuchanie świadków. To jest przykład właściwego zachowania się w takiej sytuacji.

Piłka po polskiej stronie

Zdaję sobie sprawę z tego, iż Polakom z trudem przychodzi uświadomienie sobie tego, że Rosja nie knuje przeciwko nim żadnych planów. W naszych stosunkach nad pragmatyzmem wciąż niestety przeważają kompleksy historyczne. Niebezpieczny jest jednak nie sam fakt ich istnienia, lecz to, że politycy uważają za dopuszczalne wykorzystywanie tych kompleksów do mobilizacji poparcia społecznego dla swoich decyzji.

Myślę, że pod tym względem nie są bez grzechu zarówno rosyjscy, jak i polscy rządzący. Oceniając sytuację z pragmatycznego punktu widzenia, nie dostrzegam jednak żadnych przeszkód, aby w roku 2007 odbyło się wreszcie spotkanie prezydentów Polski i Rosji. Jestem przekonany, że Władimir Putin jest zainteresowany rozwojem przyjaznych stosunków z Warszawą. Piłka w tej chwili znajduje się jednak po polskiej stronie.
Jegor Gajdar, Notował Andrzej Pisalnik

Jegor Gajdar, dyrektor Instytutu Gospodarki Okresu Transformacji, premier Rosji w latach 1991 – 1992

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s