Ameryka odkrywa swoją winę

Źródło: Rzeczpospolita: Ameryka odkrywa swoją winę
24.02.2007

Ojciec Anny Frank bezskutecznie prosił znajomych w USA o pomoc w wydostaniu się z Holandii okupowanej przez Niemców. Okazali się bezradni. Amerykanie, którzy czytają niedawno odkryte listy Otto Franka, zaczynają rozumieć, że Holokaust to problem sumień nie tylko europejskich. Epilog historii Anny Frank, która wraz z rodziną ukrywała się na strychu w okupowanym przez Niemców Amsterdamie, jest powszechnie znany: 1 sierpnia 1944 roku zapiski w pamiętniku Anne urywają się. W kilka miesięcy później zginęła w niemieckim obozie Bergen-Belsen.

Dopiero w tym roku poznaliśmy dramatyczny prolog – podejmowane przez jej ojca próby wydostania się z matni, wołanie o pomoc, która nie nadeszła.

„Nie prosiłbym o pomoc, gdyby nie to, że zmuszają mnie do tego nasze obecne warunki – póki można jeszcze uniknąć najgorszego” – pisał w 1941 roku Otto Frank do przyjaciela w Stanach Zjednoczonych. List – pierwszy z serii kilkudziesięciu dokumentów, które w ubiegłym tygodniu wydobyto na światło dzienne z archiwów Instytutu YIVO w Nowym Jorku, adresowany jest do Nathana Strausa. Frank poznał go podczas studiów w Heidelbergu. Straus, syn współwłaściciela nowojorskiego domu towarowego Macy, był wysokiej rangi urzędnikiem amerykańskiej administracji. Przyjaźnił się z Eleanor Roosevelt. Miał pieniądze i koneksje.

„Jesteś jedyną znaną mi osobą, którą mogę o to prosić” – pisał Frank. Wraz z żoną, teściową i dwiema córkami złożył trzy lata wcześniej w Rotterdamie podanie o amerykańską wizę. Dokumenty zaginęły i procedurę należało zacząć od nowa. Potrzebne było poręczenie i 5 tysięcy dolarów kaucji. Był 30 kwietnia 1941 roku.

Zarówno Straus, jak i szwagier Franka Julius Hollander, który wyemigrował z Niemiec do Stanów w latach trzydziestych, natychmiast przystępują do działania. Piszą listy do żydowskich organizacji. Straus zwraca się do Departamentu Stanu. Hollander prosi o pomoc pracodawcę. Po dwóch miesiącach Frank otrzymuje odpowiedź: „Obawiam się, że wiadomości nie są dobre”.

W lipcu 1941 roku Amerykanie zamykają konsulaty w krajach okupowanych przez Niemcy. Straus doradza przyjacielowi, by się skontaktował z konsulatem w Portugalii lub Hiszpanii. Straus najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy, że nawet gdyby jakimś cudem Frank zdołał się przedostać do Lizbony, zapewne na niewiele by się to zdało. Na amerykańskie wizy czekało w Europie już ponad 300 tysięcy osób. Od momentu przejęcia władzy przez Hitlera z Niemiec wyemigrowała ponad połowa spośród 500 tysięcy mieszkających tam Żydów. Po zajęciu Austrii w 1938 roku w ciągu zaledwie półtora roku kraj opuściło 140 tysięcy ludzi. Hitler zajmuje kolejne kraje, potencjalnych emigrantów przybywa, a miejsc, do których mogliby wyjechać, jest coraz mniej. Stany Zjednoczone, Kuba, Boliwia, Brazylia patrzą coraz bardziej niechętnie na nieproszonych gości. Pojawiają się coraz to nowe limity, wymagania, obostrzenia. Antysemityzm? Egoizm? Obojętność? Politycy mówią o obawach przed piątą kolumną; ekonomiści o nadwyrężonej przez kryzys gospodarce, która nie jest w stanie wchłonąć takiej fali emigrantów.

Frank pisze: „Sytuacja z dnia na dzień jest trudniejsza. Jak możesz sobie wyobrazić, jestem bardzo niespokojny”. Datowany 12 października 1941 list jest ostatnim, jaki zachował się w archiwum.

Latem 1941 roku Niemcy, którzy dotychczas zachęcali ludność niearyjską do emigracji, dochodzą do wniosku, że problemu żydowskiego rozwiązać w ten sposób nie zdołają. Decydują się na „ostateczne rozwiązanie”. Od tej pory Żydzi nie mogą już opuszczać krajów okupowanych. Frank podejmuje jeszcze rozpaczliwą próbę zdobycia wizy kubańskiej. Jest to operacja skomplikowana i kosztowna. Wreszcie 1 grudnia wiza dla Otto Franka zostaje wystawiona i wysłana z Hawany. Dziesięć dni później, po ataku na Pearl Harbor, Stany Zjednoczone przystępują do wojny. Wiza zostaje unieważniona. Czy kiedykolwiek dotarła do adresata, nie wiadomo.

Na początku stycznia z Amsterdamu wyruszają na wschód, do obozów koncentracyjnych, pierwsze transporty Żydów. Rodzina Frank wraz z czworgiem przyjaciół ukrywa się na strychu amsterdamskiej kamienicy. Spędzą tam dwa lata, zanim – najprawdopodobniej zadenuncjowani przez sąsiada – także trafią do obozu. Otto, jedyny który przeżył, wyda po wojnie pamiętniki córki.

Dla znakomitej większości Amerykanów Holokaust był dotychczas historią na wskroś europejską. Dopiero teraz stają w obliczu trudnej prawdy – historia ta ma także swój amerykański, dotychczas często przemilczany, rozdział. Listy Otto Franka ujrzały światło dzienne przez przypadek. Teczkę z dokumentami otworzyła latem 2005 roku wolontariuszka YIVO – szukała brakującej w jakimś wykazie daty. W archiwach założonego w 1925 roku w Wilnie (m.in. przez Alberta Einsteina i Zygmunta Freuda) instytutu zajmującego się historią europejskich Żydów znajduje się ponad 20 milionów dokumentów.

– Byliśmy zaskoczeni tym odkryciem – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dyrektor instytutu dr Carl Rheins. Dodaje, że w archiwach YIVO podobnych listów i notatek musi być więcej. – Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie istnieje obecnie silne dążenie do tego, by takie dokumenty ujawniać. Rheins wspomina o prowadzonych od kilku lat negocjacjach z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem, które mają doprowadzić do odtajnienia blisko 50 mln dokumentów dotyczących ofiar Holokaustu. Spośród 11 krajów, które muszą wyrazić zgodę na ujawnienie akt, dotychczas uczyniły to tylko Stany Zjednoczone, Izrael i Polska. Dlaczego inne państwa nie poszły ich śladem? Rheins tłumaczy, że chodzi o problemy związane z ochroną prywatności i prawem autorskim, powołuje się na rozmaite przepisy szwajcarskie, niemieckie i holenderskie.

– Dla wielu ludzi było to coś bardzo trudnego, z czym nie potrafią się zmierzyć – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Daniel Mendelsohn, mieszkający w Nowym Jorku pisarz i wykładowca literatury. – Wiem o tym na podstawie doświadczeń mojej własnej rodziny.

Ćwierć wieku temu, po śmierci dziadka, który w latach trzydziestych wyemigrował do Stanów z ziem Ukrainy, odnalazł w rodzinnych papierach paczkę listów. Pisane przez krewnych, były uderzająco podobne do tych, jakie z Amsterdamu wysyłał Otto Frank. Jest przekonany, że na otwarcie i znalezienie czeka jeszcze wiele listów i archiwów. – Znakomita większość Żydów żyjących w USA podczas II wojny to emigranci w pierwszym pokoleniu. Prawie każdy miał jakieś związki z Żydami z Europy. Takich listów muszą być tysiące.

Mendelsohn nie wie, co uczynił w sprawie krewnych jego dziadek. Nigdy o tym nie wspominał.

– Rozmowy o losie europejskich Żydów były zbyt trudne w latach 60. czy 70. Dziś, kiedy tym tematem zajmują się dzieci czy wnuki pokolenia pamiętającego wojnę, dla których jest to już tylko historia, łatwiej jest zmierzyć się z prawdą. Także dla amerykańskich instytucji nie jest to już w tej chwili coś tak bardzo wstydliwego – mówi Mendelsohn.

Jego zdaniem lektura takich dokumentów jak listy Otto Franka będzie doświadczeniem trudnym, ale potrzebnym. Być może pod ich wpływem Amerykanie staną się ostrożniejsi w swych ocenach, czym jest zło. Nie trzeba aktywnie brać udziału w prześladowaniach. Wystarczy odwrócić wzrok, pozostać obojętnym.
Magdalena Rittenhouse z Nowego Jorku

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s